poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Kringle Candle - Royal Cherries - królewskie wiśnie

Ostatnio mam wiele czasu, więc postanowiłam napisać dziś jeszcze jeden post, kolejny z serii zapachowej. Tym razem będzie to kilka słów na temat wosku Kringle Candle Royal Cherriest od Goodies.pl. Black Cherry to mój ulubiony wosk Yankee Candle, więc zamówiłam też ten od Kringle Candle - chciałam je ze sobą porównać.


Już po pierwszym powąchaniu tego wosku na sucho, wiedziałam, że podoba mi się mniej niż mój ukochany wosk Black Cherry, który był bardzo dobrze wyważony, tzn. zarówno słodkich jak i kwaśnych nut było w nim po równo, przez co świetnie orzeźwiał. Royal Cherriest jest zdecydowanie bardziej słodszy, kwasku w nim nie czuję, a jakby... Hmm może wiśnia połączona z wanilią, to za dużo powiedziane, ale na pewno coś w tym deseniu. Jest to zapach nieco lizakowy, który kopniaka energii raczej nam nie da, a bardziej nas rozleniwi. 


Jest to wosk właśnie na czas spędzony na błogim leniuchowaniu. Nie jest zbyt mocny, przez co nawet długo palony nie dusi, nie wywołuje bólu głowy. Szybko rozprzestrzenia się po całym pokoju, jednak nie utrzymuje się w nim po zgaszeniu jakoś bardzo długo. Kupiłam go przez pomyłkę, sądząc, że to też czereśnie, mimo to cieszę się, bo poznałam pierwszy wiśniowy wosk.

Znacie oba zapachy (YC i KC)? Który podoba Wam się bardziej? Co o nich sądzicie?
Czytaj dalej

Denko - sierpień 2015 - NOWA FORMA

W ostatnim miesiącu postanowiłam wrócić z postami z serii denko. Pisanie takich postów zajmuje bardzo dużo czasu, bo często zużyć jest sporo, a kosmetyki, szczególnie te najbardziej lubiane, powtarzają się, a co za tym idzie - ja również muszę to robić. Odwiedzając blog Infallible, natknęłam się również na post z denkiem (lipiec), jednak Agnieszka postanowiła stworzyć nową jego formę. Zapoznałam się z nią i bardzo mi się spodobała, dlatego zapragnęłam wprowadzić to również u siebie, mianowicie... W każdym miesiącu będę pokazywała Wam zdenkowane kosmetyki, których do tej pory na moim blogu nie mieliście okazji zobaczyć lub oglądaliście je bardzo dawno temu. Tym samym, pozwoli to Wam skupić się na nowych kosmetykach, a nie długim czytaniu kolejnej pochwały dobrze znanego Wam kosmetyku, np. micela BeBeauty, o którym wspominałam pewnie minimum 5 razy. W związku z tą zmianą denka będą skromne, ale według mnie, mimo to bardziej wartościowe. Tak przedstawiają się moje sierpniowe zużycia w nowej odsłonie:



1. Isana Med - szampon przeciwłupieżowy - raczej nie zlikwiduje łupieżu całkowicie, a bardzo delikatnie. Słabo się pieni, jest mało wydajny, ale kosztuje chyba niecałe 5 zł, więc nie ma co spodziewać się cudów. Mam chęć wypróbować czerwoną wersję i pewnie niebawem to zrobię.

2. Nuxe - różany peeling do twarzy - dość drogi i z tego względu na pewno po niego nie sięgnę ponownie, ale bardzo go lubiłam. Skórę twarzy mam bardzo delikatną, a to nie jest mocny zdzierak, więc mi odpowiadał. Po jakimś czasie trochę zaczął przeszkadzać mi ten intensywny zapach. 

3. Woda perfumowana Avon Sensuelle - moja druga fiolka, bardzo lubię ten zapach - jest dość trwały i kupuję je całkiem niedrogo, dlatego na pewno do niego powrócę i to nie jeden raz. Jakiś czas temu dostałam od koleżanki cały zestaw, tj. woda perfumowana, balsam i perfumetka.


4. Mitia - ogórkowy żel pod prysznic - uwielbiam wszystko co ogórkowe, zresztą jak same ogórki. Ich zapach mnie orzeźwia, dlatego w błyskawicznym tempie zniknął i był chętnie podbierany przez innych członków rodziny. Kiedyś już go miałam, bardzo lubiłam, więc sięgnęłam ponownie. Jeżeli spotkam go znowu - na pewno znowu kupię.  

5. Fa - żel pod prysznic Pink Passion - moje 3 lub 4 opakowanie. Żel ten pachnie uzależniająco. Jest słodki, ale nie mdły. Unosi się w łazience i utrzymuje na ciele przez jakiś czas. Kupię z pewnością ponownie.


6. Bielenda - cukrowy peeling do ciała zmysłowa wiśnia - jeden z lepszych peelingów jakie miałam. To mój drugi z Bielendy i z oby jestem tak samo zadowolona. Cechują je piękne, prawdziwe owocowe zapach. Jest to dośc mocny zdzierak i świetnie radzi sobie z pozbywaniem się martwego naskórka. Kupię na 100%, ale w innej wersji zapachowej, by móc wypróbować kolejny zapach.

7. Dry Schampoo - suchy szampon z Biedronki, wersja zielona - nie tak dawno pisałam jego recenzję i jak pewnie pamiętacie byłam z niego bardzo zadowolona. Działaniem bardzo przypomina mi Batiste, a kosztuje zaledwie 6 czy 7 złotych. Zatem nie widzę sensu przepłacać i kupować drogi suchy szampon, skoro znacznie tańszy daje równie fajne efekty. Kupiłam już dwa kolejne opakowania. Chciałam sprawdzić czym różnią się pozostałe dwie wersje (czerwona i fioletowa/granatowa - nie pamiętam), jednak póki co wydaje mi się, że to tylko kwestia zapachu - działanie pozostaje niezmiennie dobre.

Jak podoba się Wam nowa forma denka? Jak poszły Wasze zużycia w tym miesiącu?
Czytaj dalej

niedziela, 30 sierpnia 2015

Kringle Candle - Peony - piwonia

Cześć. Ostatnio sporo tu zapachów, ale mam nadzieję, że jeszcze Wam się nie znudziły - wręcz przeciwnie, że ułatwiają Wam woskowe wybory, które są tak bardzo trudne. Dziś chciałabym napisać Wam o wosku, którego zapach to Peony, a przywędrował on do mnie z Goodies.pl.


Moja opinia:
Zapach piwonii, to kolejna woń, którą uwielbiam, dlatego bez najmniejszego zastanowienia dodałam wosk o tym zapachu do swojego wirtualnego koszyka zakupowego. Nie mogłam się doczekać, kiedy go otworzę i w końcu powącham, ale... Kiedy już to zrobiłam nie byłam zbyt zadowolona. Zapach do złudzenia przypominał mi dziką różę, za którą średnio przepadam, a nie piwonię, której tak bardzo oczekiwałam. Nuta przełamana była świeżością innego kwiatu, ale niestety nie jest to piwonia.


Nie potrafię się przy tej woni zrelaksować, bo ciągle myślę o tym, że miało być to coś innego. Czuję bardziej rozczarowanie. Zapach mimo wszystko jest bardzo ładny - naprawdę, ale niestety nie tego oczekiwałam. Zapach piwonii kojarzy mi się z podstawówką. Jak zawsze szłam do szkoły, ogród mojej koleżanki przy ulicy porośnięty był piwoniami na całej wielkości. Przechodząc przy tym ogrodzie delektowałam się każdym jednym oddechem - to było coś pięknego. Chciałam przywołać te wspomnienia, ale niestety się nie udało. Zapach jest w miarę intensywny, ukruszyłam 1/5 wosku. Paliłam przez krótki czas, a zapach fajnie rozniósł się po pomieszczeniu. Żałuję tylko, że nie jest to TA woń.

Znacie ten zapach? Macie podobne zdanie co ja?

Czytaj dalej

sobota, 29 sierpnia 2015

Kringle Candle - Fresh lilac - świeży bez

Cześć. Z rana przygotowałam dla Was szybki pościk z recenzją wosku Kringle Candle. Jest to wosk, który bez namysłu włożyłam do wirtualnego koszyka, ponieważ uwielbiam ten zapach i mam z nim miłe skojarzenia. Mowa o wosku Fresh Lilac, czyli po prostu o zapachu bzu, który przywędrował do mnie z Goodies.pl.

Moja opinia:
Mimo, iż jest to wosk wiosenny, bo samo kwitnięcie kwiatów przypada na miesiąc maj, to ja bardzo chętnie palę go teraz. W maju wącham bez w naturalnej, kwiatowej postaci, a o tej porze roku, kiedy jesień powoli przybywa, mogę rozkoszować się woskiem Fresh Lilac. Na zdjęciu wygląda trochę jakby wosk był w białym bzie, a to tylko moja hortensja.



Jest to zapach niezwykle autentyczny, nie wyczuwam w nim ani grama chemii. Pozwala mi się zrelaksować i myślami powrócić do pięknej wiosny, pory, w której wszystko budzi się do życia. Wosk Kringle Candle podzielony jest na 5 części. Ja do swojego pokoju kroję 1/5 jeszcze na pół, by zapach był subtelniejszy i delikatniejszy. Na zamkniętą przestrzeń, szczególnie nie wielce dużą, taki kawałek zdecydowanie wystarczy, a dzięki temu będą mogła się nim rozkoszować znacznie dłużej.

Lubicie zapach bzu? Znacie ten zapach?

Czytaj dalej

piątek, 28 sierpnia 2015

Ulubieńcy mix - sierpień 2015

Cześć. Kiedyś postanowiłam sobie robić posty z ulubieńcami, ale żeby uzbierać każdego miesiąca kilka ulubieńców, często okazywało się to niewykonalne, więc zrobiłam do tej pory jeden taki wpis. Ten będzie drugi i planuję je robić co kilka miesięcy, aby jakąś garstkę rzeczy zebrać. Ten post dotyczy w całości ulubieńców sierpniowych, ponieważ dokładnie tylko w tym miesiącu ich używałam. Będzie to mix, w którego skład będą wchodziły kosmetyki i akcesoria, które były mi przydatne każdego dnia.

1.  Lactacyd - płyn ginekologoczny, ultra-delikatny - płynu używało i używa mi się bardzo przyjemnie. Zapewnia mi on uczucie dłuższego odświeżania niż podobne tego typu kosmetyki. Poza tym, nie podrażnia tych wrażliwych okolic. Jest to kosmetyk, jak widać, z pompką, dzięki czemu używanie jest bardziej higieniczne. Jestem z niego bardzo zadowolona i na pewno w przyszłości jeszcze u mnie zawita.


 Ultra - delikatny płyn ginekologiczny z linii Lactacyd Pharma zapewnia szczególną ochronę dla wrażliwych okolic intymnych ze skłonnością do podrażnień. Formuła o zrównoważonym pH wzbogacona w biologiczny kwas L-mlekowy jest doskonała do codziennej higieny intymnej dla kobiet o wrażliwej skórze, oraz gdy wystąpi przypadkowe podrażnianie. Wskazany do codziennej higieny intymnej, pomaga łagodzić podrażnienia i chroni przed infekcjami. Wyjątkowo łagodne właściwości myjące. Brak substancji zapachowych. Łagodny jak woda.  

2. Balea - balsam do ciała o zapachy kokosa i orzechów - pisałam o nim całkiem niedawno recenzje i poza alkoholem w składzie, który mi kompletnie nie przeszkadza, to nie zauważyłam w nim więcej wad. Otula mnie pięknym, kokosowym zapachem, który na ciele utrzymuje się bardzo długo i jest wyczuwalny i mile kojarzony przez innych. Jest duży i wydajny - używam go chętnie!



Balsam do codziennej pielęgnacji suchej skóry. Zapewnia głębokie nawilżenie i świeżość. Sprawia, że skóra staje się jedwabiście gładka. Zawiera ekstrakt z kokosa oraz masło Shea. Zapobiega przesuszaniu. Odżywia i sprawia, że skóra staje się jędrna i miła w dotyku. Łatwo się rozprowadza i szybko wchłania. Produkt przebadany dermatologicznie.

3. Kringle Candle - świeczka o zapachu Spellbound - polubiłam ją od "pierwszego powąchania", choć brałam całkowicie w ciemno. Obawiałam się, że może być nieco za ciężka, ale nuty opisane przez producenta bardzo zachęciły mnie do zakupu. Świeczka jest nieco większych rozmiarów niż wosk KC, pali się dość długo, a podczas tego palenia ulatnia się piękny zapach.


 Słodki, pudrowy zapach, który otacza czarem prawdziwej, romantycznej miłości. Niewinny, nieskażony zdradą i kłamstwem. Lekki, tajemniczy aromat, który pozwala wierzyć, że gdzieś tam na świecie, żyje zapisany nam w gwiazdach, towarzysz naszego życia. Świeża kompozycja zapachowa, które uwiedzie Twoje zmysły i sprawi, że poczujesz się szczęśliwy.

4. Bomb Cosmetics - Strawberry Sunrise - kula do kąpieli - mimo, iż nie mam wanny, kupuję różne produkt do kąpieli, ponieważ wypróbowuję je gdzie indziej, np. na wyjazdach, czy jak jadę do chłopaka. Kule do kąpieli Bomb Cosmetics wybrałam mając na uwadze wszystkie pochwały dotyczące ich zapachów i muszę przyznać, że... Kto nie wąchał Bomb Cosmetics może jedynie żałować. Zapachy są cudne! Kupiłam jeszcze jedną kulę, wsadziłam ją do szafy i podczas jej otwierania, unosi się piękny zapach. Kule kupiłam na stronie iperfumy.pl.


Produkty kosmetyczne Bomb Cosmetics umilą ci dzień i wywołają uśmiech na twarzy. Marka czerpie z wiedzy na temat pozytywnego działania aromaterapii na ludzkie ciało i umysł. W świadomości klientów marka istnieje przede wszystkim jako producent oryginalnych kul do kąpieli oraz czarujących świeczek zapachowych. Dzięki marce Bomb Cosmetics możesz również w łatwy sposób przepełnić pięknym aromatem swoje mieszkanie. W asortymencie marki znajdziesz również mydła naturalne czy balsamy do ust wyprodukowane z najczystszych składników naturalnych.

5. BrushArt - pędzle do makijażu - makijażystka ze mnie taka, jak z koziego tyłka trąbka, ale jestem osobą, która lubi "mieć" i próbować. Nigdy nie malowałam się cieniami, posiadanie pacynek zamiast pędzli, nie sprzyjało chęci do nauki makijażu. Tym razem postanowiłam kupić pędzle. Nie chciałam inwestować zbyt wiele, ponieważ nie wiedziałam czy mi się to spodoba. Skusiłam się na pędzle marki BrushArt, ponieważ miałam wcześniej pojedyncze pędzle tej marki. Kupiłam je razem w fajnym pokrowcu. Niebawem pojawi się post, w którym pokażę Wam dokładnie wszystkie pędzle.

BrushArt, jak już sma nazwa sugeruje, zamieni codzienny makijaż w prawdziwą sztukę. Te profesjonalne francuskie pędzle zostały zaprojektowane tak, by makijaż twarzy, oczu i ust był doskonały i precyzyjny. Nienaganny makijaż wymaga dokładności przy nanoszeniu, którą pędzle BrushArt zapewniają dzięki użyciu materiałów najwyższej jakości. Ofertę marki BrushArt tworzy kompleksowa seria pędzli kosmetycznych do każdego rodzaju makijażu. Kolekcja BrushArt Eye obejmuje pędzle do makijażu oczu i brwi, kolekcja BrushArt Face przeznaczona jest do aplikacji różów, pudrów i podkładów, a kolekcja BrushArt Lip została stworzona z myślą o aplikacji szminek i błyszczyków. Wszystkie te ekskluzywne produkty dostępne są na Iperfumy.pl.

Tak przedstawiają się moi ulubieńcy, których używało mi się miło w sierpniu. Mam nadzieję, że w przyszłym miesiącu też uda mi się zrobić taką listę, a jak nie, zrobię ją może za dwa miesiące, aż taka pula dobroci mi się uzbiera.

Macie swoich ulubieńców w tym miesiącu?
Czytaj dalej

czwartek, 27 sierpnia 2015

Evree MaxRepair - regenerujące serum do paznokci

Cześć. Marka Evree szturmem podbiła serce niejednej kobiety. Miałam okazję wypróbować już kilka kosmetyków tej firmy i z każdego byłam zadowolona. Kultowe olejki do ciała, oraz świetna czerwona linia kosmetyków (balsam do ciała i rąk) sprawiły, że za każdym razem mam ochotę na jeszcze więcej Evree. Fajnie się złożyło, bo udało mi się jeszcze przetestować serum regenerujące do paznokci, a niżej napiszę Wam co o nim myślę.

Informacje od producenta:
Formuła serum zawiera idealnie dobrane wysoko skoncentrowane składniki, które wykazują silne właściwości pielęgnacyjne dla paznokcia i otaczającego go naskórka. Precyzyjna aplikacja. Składniki aktywne: Olejek oliwkowy, winogronowy, makadamia, ostropestowy, avocado, abisyński, arganowy, jojoba. Działanie: regeneruje, wzmacnia i wygładza, przywraca naturalną barwę i blask, nawilża, zmiękcza i ujednolica naskórek wokół paznokci. Formuła serum szybko się wchłania. Cena: 14,99 zł / 8 ml.


 Moja opinia:
Serum do paznokci marki Evree zamknięte jest w fajnym, plastikowym opakowaniu w biało-czerwonej kolorystyce, na zakrętkę. Aplikator w postaci pędzelka bardzo ułatwia nakładanie produktu na paznokcie. Kosmetyk schowany jest w kartonowe pudełeczko, które dzięki dziurce można powiesić w łazience.

  

Konsystencję trudno mi opisać, jest nieco żelowa, do tego oleista. Bezbarwna i raczej bezwonna. Szybko wchłania się w nasze paznokcie, więc można ją stosować w krótkiej wolnej chwili w ciągu dnia.


Ostatnio bardzo często można u mnie zaobserwować dość krótkie paznokcie, a to dlatego, że powrócił mój problem z łamiącą się płytką. Dzięki kuracji z serum Evree problem ustąpił i mam nadzieję, że szybko nie powróci. Paznokcie są twardsze i zdecydowanie zdrowsze, bardziej odżywione. Produkt jest wydajny, starcza mi już na bardzo długo. Często używam go na godzinę przed malowaniem paznokci. Używać je można do 6 miesięcy od otwarcia.


Znacie serum do paznokci marki Evree? Lubicie tę firmę?

Czytaj dalej

Kringle Candle - French Lavender - francuska lawenda

Cześć. Ostatnio recenzowałam dla Was świeczkę Kringle Candle Spellbound o zniewalająco pięknym zapachu, tym razem przyszła pora na recenzję typowego wosku tejże marki. Chciałabym napisac kilka słów na temat woski French Lavender, który zamówiłam w sklepie Goodies.pl.

Informacje od producenta:
Francuski, naturalny zapach delikatnej lawendy. Relaksujący i odprężający. Magiczny aromat pięknych i delikatnych pastelowych kwiatów z Prowansji. Unikalny i pożądany. Pomaga osiągnąć wewnętrzny spokój, zatrzymać się na chwilę i oderwać się od codziennych zmartwień. Francuski, elegancki i luksusowy. Urokliwy i wprowadzający dobry nastrój w domu lub ogrodzie. Cena: 12 zł /szt.


Moja opinia:
 Już od samego początku woski Kringle Candle bardziej spodobały mi się od Wosków Yankee Candle. KC podzielone są na 5 części - wystarczy ją ułamać i wsadzić do kominka. Nie kuszą się, a ładnie odłamują. Poza tym, wosk YC zaraz po otwarciu wkładam do woreczka strunowego. Tu nie muszę się o to martwić, bo Kringle mieszczą się w plastikowych pojemniczkach. Wosk łatwo wyciąga się ze środka, wystarczy nacisnąć od dołu.


Nie lubię zapachu lawendy, ale na wosk skusiłam się, bo moja mama szukała czegoś mocno lawendowego. Wosk miał być palony na dworze, bo podobno zapach lawendy odstrasza muchy, a my mieliśmy ich w tym roku od zatrzęsienia. Od razu po rozpakowaniu paczki rozpaliłam jedną z pięciu części na dworze i czekałam na efekty. Much faktycznie było jakby mniej, ale ciężko spodziewać się cudów, gdy pali się wosk na otwartej przestrzeni. Jakiś efekt zauważyliśmy, ale niezbyt zadowalający. Jest to typowy, lawendowy zapach. Paląc wosk na dworze, spodobał mi się nieco bardziej niż w domu.  Był delikatniejszy, subtelniejszy, a nie ostry i duszący. Woski Kringle Candle podrożały niestety o dwa złote. Ich wcześniejsza cena, w której ja je kupiłam do 10 zł, teraz są po 12 zł. Nie jest to mało - niestety. Dlatego woski Yankee Candle mają tę przewagę nad Kringle Candle. Kolejną mało znaczącą różnicą przemawiającą na korzyść YC są kolory. Woski Kringle Candle mają białą barwę, a Yankee są piękne i kolorowe.

Lubicie zapach lawendy? Znacie ten wosk Kringle Candle?
Czytaj dalej

sobota, 22 sierpnia 2015

Rozdanie - rozpoczęcie roku szkolnego i akademickiego

Cześć. Jakiś czas temu w mojej głowie zrodził się pomysł zorganizowanie rozdania, ale niekoniecznie kosmetycznego. Skoro mój blog jest lifestylowy, to fajnie, aby i rozdania były różnorodne. Na blogu pojawiło się wiele rozdań "na zakończenie wakacji", a ja chciałabym zrobić rozdanie, które pocieszy wszystkich tych, którzy wakacje kończą, a sama nagroda (mam nadzieję), pomoże im przetrwać kolejne tygodnie szkoły, dlatego rozdanie jest mieszane! Jeżeli nie Ty idziesz do szkoły, możesz sprawić radość swojemu dziecku i wziąć udział za niego! :)


Co należy zrobić:
- być publicznym obserwatorem 

Dodatkowo można, ale NIE TRZEBA:
- Zalajkować mój Fanpage
- Dodać baner na pasku bocznym
- Obserwować mnie na Instagramie

WZÓR ZGŁOSZENIA:
Obserwuję jako:
email: 
_____________________
 Lubię na facebooku jako:
Obserwuję na Instagramie jako:
Udostępniłam baner: link

W związku z ostatnimi oszustami i podszywaczami, jedyny adres email z jakiego będę kontaktowała się z Wami to: naatalyyjka@wp.pl - inne adresy to próby podszycia się i wyłudzenia!

Wiem, że czyta mnie dużo osób anonimowych, a one też są dla mnie ważne i też chciałabym by mogły wziąć udział w rozdaniu, więc by wziąć w nim udział, nie trzeba mieć bloga, wystarczy posiadać konto Google i obserwować bloga.


NAGRODA: 
W skład nagrody wchodzą wszystkie rzeczy widoczne na bannerze i są to w głównej mierze artykuły biurowe. Znajdują się tam zeszyty, długopisy: żelowe brokatowe i zwykłe, zakreślacz, taśmy, pinezki, spinacze, gumki, karteczki samoprzylepne. Jest też coś dla urody i są to maseczki oraz próbki kosmetyków BingoSPa i Ziaja, dodatkowo też zmywacz w chusteczce i lakier do paznokci Safari. Są też rzeczy dla relaksu i są to wosk Yankee Candle Pink Hibiscus oraz świeczki czekoladowe 6 sztuk. Dla osłody żelki.

 REGULAMIN:

1. Sponsorem nagród jestem ja. 2. Wszystkie produkty są nowe. 3. W rozdaniu wyłonię tylko jednego zwycięzcę. 4. Wyniki ogłoszę w przeciągu 7 dni od zakończenia rozdania (w zależności od tego ile będzie zgłoszeń)  5. Osoba, która wygra, proszona jest o wysłanie swojego adresu w terminie do 2 dni od losowania. W przypadku braku adresu, losuję kolejną osobę.  6. Nagrody zostaną wysłane najszybciej jak tylko to będzie możliwe (myślę, że w granicach tygodnia).  7. W rozdaniu udział mogą brać zarówno osoby z Polski jak i z zagranicy, jednak wysyłka jedynie na terenie Polski (można podać adres cioci, kuzynki, która mieszka w Polsce- no problem! ;p ) 8. Zastrzegam sobie prawo do zmiany w regulaminie. 9. W rozdaniu nie mogą brać udziału osoby prowadzące blogi typowo rozdaniowe! 10. Po otrzymaniu nagrody należy wstawić zdjęcie przesyłki i podpisać skąd pochodzi [link]. 11. Do rozdania nie stosuje się przepisów ustawy z dnia 29 lipca 1992 r. o grach i zakładach wzajemnych (Dz.U. z 2004 Nr 4 poz. 27 z późniejszymi zmianami). 12. Zgłaszając chęć udziału w rozdaniu przyjmujesz warunki Regulaminu i wyrażasz zgodę na przetwarzanie swoich danych osobowych zgodnie z ustawą o Ochronie Danych Osobowych (Dz.U.Nr.133 pozycja 883). 13. Rozdanie trwa także na facebooku, więc można zwiększyć swoje szanse i zgłosić się w obu miejscach.
  
POWODZENIA! 

___________________________

Zwyciężczynią rozdania została Anna Madej
Czytaj dalej

piątek, 21 sierpnia 2015

Kringle Candle - Spellbound (zauroczenie)

Cześć. Po raz pierwszy na moim blogu będzie można przeczytać recenzję zapachu od Kringle Candle. Do tej pory byłam wierna woskom Yankee Candle, ale tym razem przy zamówieniu na Goodies.pl skusiłam się także na tę markę. Niebawem będziecie mogli przeczytać o kilku woskach KC, natomiast dziś zapraszam Was na recenzję mini świeczki o zapachu Spellbound.


Opis producenta jest po prostu piękny i to właśnie on w dużej mierze skusił mnie do zakupu tej świeczki. W połączeniu z ciekawością jaką ta marka właśnie we mnie budziła, dodałam ją do koszyka. Swojego zakupu nie żałuję i już myślę o kupnie wosku, bo zapach jest po prostu boski. Bardzo ciężko jest mi powiedzieć co tak naprawdę w niej czuję, bo zapachów kojarzę wiele. Na pewno jest tu dużo słodyczy, ale nie mdłej, a przełamanej jakąś owocową nutą.


 Połączenie jest dla mnie zaskakujące, nieznane i na tyle tajemnicze by codziennie rozkoszować się jej wonią. Świeczka ma tę przewagę nad woskiem, że nie trzeba jej kruszyć, nie trzeba wyciągać z kominka wcześniej palącego się wosku, by powąchać nowego. Po prostu odpalamy knot, a w powietrzu unosi się piękny zapach. Fajną opcją jest zamknięcie jej, dzięki czemu biały wosk się nie kurzy. 


Cena jest nieco wysoka, a świeczka wydaje się mała, jednak jest ona zdecydowanie wyższa i przede wszystkim większa od zwykłego podgrzewacza jaki przypomina. Ma ona ok. 6 cm średnicy i 3 cm wysokości, więc to całkiem sporo. Poza tym zapach dość długo utrzymuje się w powietrzu, a zapalam ją zazwyczaj na kilka minut (oszczędzam haha). Jeżeli dotkniemy woku palcami (oczywiście zimnego) to zapach przez długi czas na nich zostaje. Cieszę się, że w końcu skusiłam się na jakieś produkty KC, bo jestem z nich bardzo zadowolona. Na pewno niebawem skuszę się na więcej świec i jakiś kominek Yankee Candle. 

Znacie produkty Kringle Candle? Co wolicie, YC czy KC?

Czytaj dalej

czwartek, 20 sierpnia 2015

Kosmetyczna Wish lista

Cześć. Ostatnio pokazywałam Wam swoje wish listy, jednak nie było konkretnej, typowej listy kosmetycznej, a to właśnie na kosmetykach mój blog się przede wszystkim opiera. W związku z tym, chciałam Wam przedstawić swoje kosmetyczne zachciewajki na kolejne miesiące.


1. David Beckham- Signature for her Story - nie znam tych perfum, nie mam zielonego pojęcia jak pachną, ale biorąc pod uwagę mój szczęśliwie ładny wybór poprzedniego zapachu Davida - Intimately, tym razem też zaryzykuję i sprawię sobie wersję Signature for her Story. Jest to zapach kwiatowo-owocowy. Producent pisze o nim tak: Elegancki kwiatowy zapach z delikatną nutą owocową. Prowokuje swoją świeżością. Na początku zapach gorzkiej pomarańczy urzeka i zaskakuje świeżością. Następnie delikatnie miesza się on z zapachem piwonii i róży tworząc zmysłowy aromat. Na samym końcu wyczuwalna jest kompozycja piżma i paczuli, która otula tajemnicą.

2. Bomb Cosmetics - zaznałam pięknych zapachów Bomb Cosmetics i przepadłam. Mam ochotę na więcej tych cudowności. Chciałabym kupić kolejne kule do kąpieli oraz inne kosmetyki tej marki, np. żel pod prysznic. Produkty kosmetyczne Bomb Cosmetics umilą ci dzień i wywołają uśmiech na twarzy. Marka czerpie z wiedzy na temat pozytywnego działania aromaterapii na ludzkie ciało i umysł. W świadomości klientów marka istnieje przede wszystkim jako producent oryginalnych kul do kąpieli oraz czarujących świeczek zapachowych. Dzięki marce Bomb Cosmetics możesz również w łatwy sposób przepełnić pięknym aromatem swoje mieszkanie. W asortymencie marki znajdziesz również mydła naturalne czy balsamy do ust wyprodukowane z najczystszych składników naturalnych.

3. Pianki Organique - mimo, że czytałam różne recenzje tej pianki, jedne złe, inne dobre, a trzecie mieszane, to sama na własnej skórze chcę się przekonać jak działają. Najbardziej oczywiście ciekawi mnie ich konsystencja. Pianki do mycia ciała to alternatywa żelu pod prysznic. Jest to produkt wyjątkowo delikatny, przeznaczony do wszystkich rodzajów skóry. Puszyste pianki intensywnie nawilżają i pielęgnują skórę (dzięki zawartości gliceryny organicznej powyżej 30%), a przyjemne zapachy na długo pozostają na jedwabiście gładkiej skórze.

4. Rimmel by Rita Ora - lakiery do paznokci - interesuje mnie własnie ta seria z kwiatkami. Póki co mam szarako-nudziaka z tej serii oraz odcień Peachella i jestem z nich bardzo zadowolona, więc zdecydowanie mam ochotę na jeszcze więcej tych kolorów. Tym razem chciałabym jakiś różowy oraz niebieski kolor, które lubię razem w połączeniu. Wystarczy jedno pociągnięcie szerokim, wygodnym pędzelkiem, aby w precyzyjny sposób nałożyć lakier, który wyschnie w ciągu 60 sekund i będzie utrzymywał się na paznokciach, aż do 10 dni. Linia lakierów 60 Seconds by Rita Ora zawiera 7 odcieni. W kolekcji można znaleźć najgorętsze, pastelowe kolory, zainspirowane najnowszymi trendami z wybiegów mody, które doskonale wpasują się w uliczny styl, zachęcając do tworzenia na paznokciach zwariowanych, kolorowych stylizacji.

5. Rimmel by Kate Moss - szminki - w swojej kolekcji mam 6 sztuk, wszystkie kolory bardzo lubię i używam naprzemiennie, dlatego nikogo pewnie nie zdziwi fakt, że chciałabym powiększyć swoją kolekcję o kolejnych kilka kolorów. Szminki te mają fajną, matową konsystencję, dobre krycie i piękną paletę kolorów. Szminka jest jednym z kosmetyków Kate Moss Make Up Collection for Rimmel London, czyli kosmetyków sygnowanych własnoręcznym podpisem modelki. W kolekcji jest strażacka czerwień, jaskrawy róż, lila glamour, soczysty pomarańcz, pastelowy róż, beż nude lub perłowy – każda z nas znajdzie coś dla siebie. Ich formuła zawiera czarne diamenty, dzięki czemu nadają wargom intensywnego koloru, a technologia Color Protect sprawia, że utrzymują się na nich do 8 godzin!

6. Balea - balsamy do ciała - bardzo spodobał mi się mój kokosowy balsam do ciała Balea, który ostatnio dla Was recenzowałam. Chciałabym użyć kilka innych wariantów zapachowych - tym razem chciałabym coś orzeźwiającego, więc postawiłabym na zapachy owocowe.

Oczywiście na tej liście mogłoby znaleźć się 2 razy lub 3 razy więcej produktów, ale wybrałam ich optymalną ilość, by łatwiej i szybciej spełnić te kosmetyczne zachcianki i mam nadzieję, że uda mi się to osiągnąć w krótkim czasie.

Co jest obecnie na Waszych kosmetycznych Wish listach?
Czytaj dalej

środa, 19 sierpnia 2015

Pielegnacja stóp - produkty, których używam

Cześć. Pielęgnacja każdej części ciała jest bardzo ważna, jednak dbanie o stopy powinno być jedną z priorytetowych spraw. Zimą, nie widać naszych zaniedbań, ale lato w tej kwestii jest bezlitosne i ujawnia wszystkie nasze niedoskonałości. O stopy staram się dbać - czasem bardziej, czasem mniej, ale zawsze w jakimś stopniu. Latem ich pielęgnacja jest dla mnie bardzo istotna, dlatego chciałabym pokazać Wam jakich produktów do stóp obecnie używam.
  

1. Scholl - krem zmiękczający do twardej skóry - podobno ma sobie poradzić z takimi stwardniałymi miejscami w 7 dni. Muszę przyznać, że jeszcze nie udało mi się kremować nim stóp przez siedem dni, ale używałam go płynnie przez 3 dni i żadnych efektów nie zauważyłam - nawet najmniejszych. Tym razem nigdzie się z domu nie ruszam (w tym tygodniu), więc postaram się pamiętać o jego stosowaniu, choć nie mam póki co złudzeń, że coś w tym temacie zdziała. Uważam, że te produkty są nieco przereklamowane.

2. Undofen - aktywny spray do stóp i obuwia - sprayu używam za każdym razem, kiedy w ciepły dzień, muszę założyć buty, które wymagają ode mnie także założenia skarpetek. Stopy przy tak wysokich temperaturach bardzo się pocą, więc warto temu zapobiegać. Dezodorant ma działanie przeciwpotliwe oraz deodoryzujące. Zawiera także składniki antybakteryjne, które uchronią nas przed niechcianymi problemami, jak np. grzybica stóp. Z działania dezodorantu jestem zadowolona, choć wydaje mi się, że trochę wysusza stopy.

3. GoCranberry - krem do stóp - ten krem również dla Was recenzowałam. Ma dość fajny zapach, ale niestety nie jest żurawinowy. Mimo to, kosmetyku używam często i chętnie, m.in. dzięki dobremu działaniu oraz sposobu aplikacji. produkt wydobywa się za pomocą pompki air-less, a dozowanie właśnie za pomocą takiej pompki bardzo lubię.


4. Pumeksy I.M.P.A. - póki co używam tych z plastikową rączką, jednak w kolejne czekają też te zwykłe pumeksy, do ręki. Bardzo się z nimi polubiłam i często ich używam. Wiem, że większość z Was ich nie zna, ale polecam rozejrzeć się za nimi w Biedronce - widziałam je tam wielokrotnie.
5. Zmiękczająca maska-krem do stóp, łokci i kolan - zapach ma niezbyt fajny, ale działanie całkiem przyzwoite. Krem jest wydajny, posiada mocznik i pozytywnie wpływa na zgrubieniach pozostałych na stopach. Jeżeli chodzi o łokcie - radzi sobie rewelacyjnie. Skóra tam jest mniej potrzebująca, więc znacznie lepiej sobie z nią radzi.
6. Alvedere - krem do stóp - z uwagi na zapach, tego produktu używam najrzadziej, w prawdzie to nawet oddałam go mamie, ale czasem zdarza mi się go nadal używać. Ma on fajną, lekką konsystencje, działanie nieco słabsze niż jego poprzednicy, ale daje radę - na stosowanie od czasu do czasu się nadaje.
Poza wymienionymi tu kosmetykami, dodatkowo przyrządzam moim stópkom kąpiele z dodatkiem soli do kąpieli. Nie pokazałam ich tu, ponieważ nie są to produkty z typowym zastosowaniem do stóp - a przynajmniej nie te, które posiadam.
A Wy jakich produktów używacie do pielęgnacji swoich stóp?
Czytaj dalej

wtorek, 18 sierpnia 2015

Lactacyd - płyn ginekologiczny, ultra-delikatny

Cześć. Higiena intymna i jej utrzymanie jest bardzo istotne dla każdej kobiety. Odpowiednie dbanie o te okolice znacznie zmniejsza ryzyko pojawienia się podrażnień czy infekcji, dlatego ważne jest, żeby używać do tych stref odpowiednich kosmetyków. Ostatnio miałam okazję wypróbować kilka produktów marki Lactacyd i m.in. był to płyn ginekologiczny, ultra-deliktany, który pielęgnuje wrażliwą śluzówkę okolic intymnych ze skłonnością do podrażnień.

Informacje od producenta:
Ultra - delikatny płyn ginekologiczny z linii Lactacyd Pharma zapewnia szczególną ochronę dla wrażliwych okolic intymnych ze skłonnością do podrażnień. Formuła o zrównoważonym pH wzbogacona w biologiczny kwas L-mlekowy jest doskonała do codziennej higieny intymnej dla kobiet o wrażliwej skórze, oraz gdy wystąpi przypadkowe podrażnianie. Wskazany do codziennej higieny intymnej, pomaga łagodzić podrażnienia i chroni przed infekcjami. Wyjątkowo łagodne właściwości myjące. Brak substancji zapachowych. Łagodny jak woda. Cena: 18 zł / 250 ml


 
 Skład: Aqua, Lauryl Glucoside, Cocamidopropyl Betaine, Lactic Acid, Coco-Glucoside, Glyceryl Oleate, Glycol Distearate, Glycerin, Sodium Methylparaben
 
Moja opinia:
 Produkt znajduje się w podłużnym, wykonanym z twardego plastiku opakowaniu, utrzymanym w białej kolorystyce. Płyn dozuje się za pomocą pompki, co jest bardzo dobrym rozwiązaniem. Dzięki temu używanie jest znacznie bardziej higieniczne. Byłoby także praktyczne, gdyby pompka działała, za nic w świecie nie można jej odkręcić. Postanowiłam wkręcić inną pompkę, z mydła, zmieniając jedynie wężyk - wzięłam ten Lactacydowy.

Produkt uprzednio zapakowany jest w kartonowe pudełeczko, na którym widnieje bardzo dużo informacji, m.in. przeznaczenie czy skład. Jeżeli chodzi o konsystencję jest ona półprzezroczysta, zabarwienie ma takie "brudnobiałe". Zastanawiam się, czemu w nazwie jest płyn ginekologiczny, a nie np. żel czy emulsja. Konsystencji wodnistej to na szczęście nie ma, aczkolwiek do najgęstszych nie należy. Zapachu raczej brak, wydaje mi się, że produkt jest bezwonny. 
 
Produkt polubiłam już od pierwszego użycia. Zapewnia mi on poczucie komfortu na znacznie dłuższy czas niż produkty, których używałam do tej pory. Produkt pieni się przyzwoicie, dobrze oczyszcza skórę okolic intymnych, nie wywołuje podrażnień, a dodatkowo je łagodzi. Doskonale oczyszcza, jest wydajny, ponieważ już jedna pompka starcza na dokładne oczyszczenie tych okolic. Cena jest adekwatna do wydajności i działania. Z tego produktu, jak i innych, które mam w posiadaniu jestem bardzo zadowolona i z czystym sumieniem mogę je Wam polecić. 

Znacie produkty Lactacyd? Jakie macie zdanie na ich temat?

Czytaj dalej

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

I.M.P.A. - w trosce o zadbane stopy

Cześć. W związku z trwającą porą roku, dbanie o stopy jest szczególnie ważne. Każda z nas chce, by jej stópki prezentowały się jak najlepiej w odsłaniającym stopy obuwiu. Z pomocą przychodzi nam firma I.M.P.A., która zajmuje się produkcją pumeksów

O firmie:
I.M.P.A. jest największym producentem pumeksu kosmetycznego w Polsce i jednym z liderów rynku światowego. Dzięki doskonałej jakości produktów, elastycznej obsłudze i indywidualnym podejściu do klienta nasze produkty cieszą się popularnością i zaufaniem w ponad 35 krajach świata. Jakość naszych pumeksów wynika z ponad 35-letniego doświadczenia oraz ze starannego procesu badań i rozwoju naszych produktów.


Moja opinia:
Kartonik wspaniałości otrzymany na Spotkaniu Blogerek sprawił mi dużo radości. Kto by pomyślał, że zwykłe pumeksy mogą tak uszczęśliwić kobietę - a jednak! Stopy to jedna z części ciała, która musi być zadbana, szczególnie latem (oczywiście namawiam o dbanie również w innych porach roku). Paczkę mogłabym podzielić na 3 grupy. W pierwszej znalazłyby się pumeksy z rączką, w drugiej pumeksy do ręki, a trzecia grupa jest uboga, bo znajduje się w niej tylko jedna rzecz - proszek do peelingu.

  

Najbardziej do gustu przypadły mi pumeksy na rączkach. Są one obustronne. Z jednej strony jest gruby pumeks, a z drugiej cieniutki, którego ja używam zaraz po pumeksie grubym. Produkty te mają fajne kształty i kolory. Na dole każdy ma dziurkę, więc można je zawiesić pod prysznicem. Zdzierają bardzo dobrze. Skóra stóp po ich użyciu jest gładka i idealnie przygotowana na dalsze zabiegi pielęgnacyjne.


 Pumeksy do ręki są mniej wygodne, choć je, dzięki swoim rozmiarom, użytkowało się całkiem fajnie. Każdy członek rodziny dostał swój zestaw pumeksów i wszyscy mają na ich temat bardzo dobre zdanie. Te pumeksy wg mnie niczym nie różnią się od tych na rączce, poza jedynie brakiem tej rączki. Zdzieranie na tak samo dobrym poziomie jak u poprzedników.


W paczce znalazłam także proszek do peelingu. Producent zaleca by, nawilżyć ciało wodą, nałożyć mydło, żel pod prysznic lub płyn do kąpieli na dłoń lub gąbkę, wytworzyć lekką pianę i dodać (nasypać) peeling. Delikatnie masować ciało kolistymi ruchami i następnie spłukać wodą. Wysuszyć i nałożyć nawilżający krem lub balsam do ciała. 


Produkt jest sypki, w różowym kolorze, bezwonny. Ma on zastosowanie wszechstronne, jednak ja ograniczyłam się do pielęgnacji ciała (można go używać również do czyszczenia szkła, czyszczenia instalacji sanitarnych, usuwania insektów z szyb samochodowych, czyszczenia i polerowania: niklu, chromu, stali nierdzewnej, usuwania patyny z miedzi, mosiądzu lub aluminium, generalne mycie i czyszczenie trudno usuwalnych zanieczyszczeń. Pumeks podobno nie zarysuje tych powierzchni - ale bałam się sprawdzić chociażby na własnej szybie samochodowej. Używałam go zgodnie z zaleceniem producenta (od strony kosmetycznej) i proszek tworzył bardzo fajny duet z żelem. Skóra po użyciu była gładka i dobrze oczyszczona z martwego naskórka. Proszek jest dość wydajny, więc starczy mi jeszcze na jakiś czas. Ogólnie 'mówiąc', polecam!

Znacie produkty firmy I.M.P.A.?

Czytaj dalej

sobota, 15 sierpnia 2015

Jak kupować na ebay? - krok po kroku

Cześć. Ostatnio coraz częściej zdarza mi się robić zakupy na ebay'u. Poprzednio zamówiłam rzeczy u 10 sprzedawców i wszystkie są już u mnie (dotarły prosto z Chin w czasie od. 8-10 dni roboczych, czyli bardzo szybko). Zamawiam rzeczy, które oznaczone są napisem "Free shipping", co oczywiście oznacza darmową wysyłkę. W swoim pierwszym zamówieniu skusiłam się na naklejki, cytaty na ścianę, obudowy na telefon, zegarki, naszyjniki i inne drobiazgi i jestem z nich bardzo zadowolona. Pamiętam, że podczas tych pierwszych zakupów czułam się jak dziecko we mgle. Poruszać się po ebay'u pomogła mi Marysia, Arcy Joko, za co jej dziękuję. Postanowiłam przygotować post "Jak kupować na ebay?" w oparciu o płatności za pomocą konta PayPal.

Aby rozpocząć zakupy, trzeba się zarejestrować, więc w tym celu wciskamy REGISTER, następnie uzupełniamy wszystkie niezbędne dane i wciskamy SUBMIT.




Po wpisaniu wszystkich danych, konto zostało utworzone! ebay sam wybiera dla nas loginy, które możemy później zmieniać. Ja zostałam przy swoim, bo i tak loguję się za pomocą adresu email, więc login nie jest mi potrzebny. Jeżeli ktoś ma ochotę go zmienić, na obrazku jest napisane jak. Kliknij CONTINUE
 
Po kliknięciu CONTNUE przeniesie nas na stronę główną ebay. Najedź kursorem myszy na swoje imię w lewym górnym rogu i wybierz ACCOUNT SETTINGS.



 Przeniesie nas na stronę, w której możemy uzupełnić swoje dane. Posłużą one sprzedawcom do wysyłki towaru a także do kontaktu z Wami w razie "w", więc dane MUSZĄ BYĆ PRAWDZIWE!

Po naciśnięciu CREATE przeniesie nas do strony logowania, więc trzeba się jeszcze raz zalogować, po czym ukaże się miejsce na wypełnienie danych: kraj, adres oraz numer telefonu. Z numerem miałam bardzo dużo problemów, w żaden sposób nie mogłam go wpisać. Pomogła mi Marysia i poradziła, by pierwszą część numery telefonu komórkowego wpisać w pierwsze okienku (załóżmy 503), a pozostałą część numeru w drugie - na pewno się uda. Po uzupełnieniu danych, można przejść do zamawiania.
Po wyszukaniu odpowiedniej rzeczy (ja szukam ich za pomocą wyszukiwarki koło napisu ebay), najlepiej od razu ustawić z boku hasła: "Free shipping" oraz "Buy it now!", co oznacza darmową wysyłkę oraz jak na naszym allegro "kup teraz" - czyli bez licytacji.

Zamówiłam znowu kilka drobiazgów, jednym z nich były washi tape. Aby dodać je do koszyka, należy wcisnąć BUY IT NOW


 Jeżeli chcemy kupować dalej, klikamy CONTINUE SHOPPING, a następnie ADD TO CART




Gdy skoczymy już zakupy, klikamy CONTINUE i przeniesie to nas do wyboru płatności. Ja wcześniej wybrałam płatność PAY PAL, więc tym razem ukazało mi się to już automatycznie. Wy możecie wybrać inne metody płatności.


Potem klikamy POTWIERDZAM I DOKONUJĘ PŁATNOŚCI - bez względu na to u ilu sprzedawców zrobiliście zakupy, przelew robicie tylko raz, na zbiorczą kwotę, a resztą zajmuje się ebay. Jest znacznie wygodniejsze niż na allegro.



I to byłoby na tyle. Mam nadzieję, że komuś przyda się ta ściągawka i dużo odważniej będzie podchodził do zagranicznych zakupów. Od jednego sprzedawcy kupiłam zegarek, który kosztował 2$ - dotarł, więc nie ma co się obawiać kupowania za małe kwoty. Nawet naklejka na ścianę za niecałego dolara doszła, więc coś czuję, że kupowanie tam wejdzie mi w krew. Ostatnio skusiłam się na tęczowe szelki dla psa, kolejną obudowę na telefon oraz etui na telefon, na wypadek gdyby miał wpaść do wody - wzięłam to ewentualnie na jakiś spływ - przyda się.

Kupujecie na EBAY? A może teraz się skusicie?

* * *

Jeżeli marzycie o odmianie swojego wnętrza, macie na to trochę środków, a sami zero pomysłów, możecie zaprosić do współpracy firmę, która zaaranżuje dla Was wybrane wnętrza i taką firmą jest właśnie http://www.grupainterio.pl/. Często lubiłam oglądać programy typu "Dekoratornia" czy "Dom nie do poznania" - sama zawsze myślałam w jakim stylu chciałabym pokój - jak byłam mniejsza, to był to pokój muzyczny, z mini studiem, a teraz na dobrą sprawę sama nie wiem, chyba wolałabym coś eleganckiego, białego, co z upływem lat nie będzie wymagało poprawek. A Wy oglądając "Dom nie do poznania" o jakim pokoju marzyliście?






Czytaj dalej

piątek, 14 sierpnia 2015

Balea - kokosowo-orzechowy balsam do ciała

Cześć. Przyjemniaczka, o którym mowa, mam już od dłuższego czasu, a dopiero teraz skusiłam się na to, by go Wam opisać. Wygrałam go, jako nagrodę pocieszenie w rozdaniu na blogu U babci na strychu. Bardzo się cieszyłam, bo balsamu Balea jeszcze nigdy nie miałam, aż tu nagle wygrałam i to w dodatku w jednym ze swoich ulubionych zapachów.

Informacje od producenta:
Balsam do ciała zawierający ekstrakt z kokosa i orzechów Shea. Idealnie nawilża skórę odżywia, pozostawia ją miękką oraz delikatną. Kremowa konsystencja pozwala na łatwe rozprowadzenie kosmetyku. Ma cudowny, egzotyczny zapach rozpieszczający zmysły. Neutralne pH, produkt wegański przebadany dermatologicznie. Cena: ok. 13 zł / 400 ml (w polskich sklepach internetowych)



Moja opinia:
Balsam jest sporych rozmiarów. Zamknięty w długiej, 400 ml butelce utrzymanej w biało-niebieskiej kolorystyce przyjemnej dla oka. Zamknięcie na klik. Łatwo się otwiera, a produkt bezproblemowo wydobywa. Konsystencja jest biała, kremowa, przy rozsmarowywaniu bieli, ale trwa to dosłownie chwilkę. Ogólnie bardzo szybko się wchłania i jest wydajny. Zapach jest po prostu cudowny, kokosowo-orzechowy! Wiele razy wysmarowana tym balsamem zostałam zasypane pytaniami, jakiej marki to balsam. Jest on dla mnie bardzo autentyczny, długo utrzymuje się na skórze i pozwala się sobą rozkoszować.


Jeżeli chodzi o działanie, to skóra po jego użyciu jest dobrze nawilżona, gładka i przyjemna w dotyku. Smaruję go dosłownie na całe ciało, nawet na stopy i tam też się sprawdza. Skóra jest zmiękczona. Składu bardzo dogłębnie nie analizowałam, ale zauważyłam, że jest w nim alkohol, więc pewnie nie spodoba się to większości - mi nie przeszkadza. Balsamu używało mi się świetnie, a o obecności alkoholu dowiedziałam się w sumie dziś. Nie wpłynął on w żaden sposób negatywnie na moją skórę. Cena w sam raz jak za taką pojemność, jestem ciekawa innych wariantów zapachowych i na pewno jakiś balsam jeszcze zakupię.

Miałyście jakieś balsamy Balea? Jaki możecie polecić?


* * *

Mam mały problem w swoim pokoju. Mianowicie z kominem, którego kawałek znajduje się u mnie w pokoju. Na wpisach wnętrzarskich, w których pokazywałam Wam jak wygląda mój pokój, w rogu, właśnie na nim, wisi słomiany kapelusz. Nie wisi on tam, bo strasznie mi się podoba (nawet nie wiecie jak chciałabym się go pozbyć), tylko dlatego, że zakrywa zacieki na ścianie, które robią mi się po każdym deszczu. Przyczyna leży prawdopodobnie gdzieś w dachu. Tata już wielokrotnie wchodził tam i sprawdzał, zabezpieczał, ale problem ciągle się pojawia. Firma http://www.osuszacze.watersmile.pl/ zajmuje się osuszaniem wszelkich zalanych powierzchni - przydałaby mi się taka osuszarka, bym mogła za każdym razem wysuszyć swoją ścianę. Jednak to drogi biznes, a ja chciałabym coś na stałe. Macie może jakieś pomysły jak to zakryć? Może są jakieś farby, na których te zacieki nie byłyby widoczne? Ja myślałam o położeniu "cukierka", ale tata twierdzi, że pod wpływem wilgoci odpadnie, a ja uważam, że to bardzo prawdopodobne. Miał ktoś podobny problem i rozprawił się z nim?
Czytaj dalej