poniedziałek, 31 października 2016

Makeup Revolution - Potrójny róż do policzków Blushing hearts - peachy pink kisses

Makeup Revolution nie przestaje mnie ostatnio zaskakiwać. Zakochałam się w paletach cieni, które wyglądają jak czekolady, a teraz moja miłość do tej marki rośnie jeszcze bardziej z chwilą, kiedy poznałam wypiekane róże-serduszka Blushing Hearts. Dzięki Justynie z bloga Hushaaabye, moje róże powiększyły się o serduszko Peachy Pink Kisses, ponieważ wygrałam organizowane przez nią rozdanie. Róże są już na tyle popularne, że pewnie każda z Was słyszała o nich przynajmniej raz. I muszę przyznać, że słusznie jest o nich tak głośno, bo ja od niedawna nie wyobrażam sobie wykończenia swojego makijażu bez pięknego rozświetlenia jakie ten potrójny róż funduje.


Producent doskonale wie co zrobić, by zwrócić uwagę na swoje kosmetyki. Mimo, że z pozoru opakowanie jest infantylne, to motyw serduszka sprawia, że my kobiety wariujemy (a przynajmniej ja). Znacznie milej jest otaczać się ładnymi i uroczymi przedmiotami czy produktami, niż mieć wszystko, co wygląda prosto i surowo. Oczywiście nie mam nic przeciwko prostocie, ale mam nadzieję, że wiecie co mam na myśli. Opakowanie jest papierowe, a sam róż dodatkowo mieści się w plastikowej foremce. Z otwieraniem i zamykaniem produktu nie mam absolutnie żadnych problemów, więc pomysł z opakowaniem sprawdza się bardo dobrze.


Mój Blushing hearts jest potrójny. W zasadzie to nazwałabym go różem rozświetlającym, bo efekt jaki potrafi zagwarantować jest naprawdę spektakularny.  Nazwa idealnie odzwierciedla jego kolorystykę. Najciemniejszy odcień wpada nieco w róż, choć wygląda na ciemną brzoskwinkę, z kolei następne dwa kolory mają coraz jaśniejsze brzoskwiniowe tony. Z reguły, by lepiej podkreślić kości policzkowe, używam raczej najciemniejszego koloru. Jaśniejszych odcieni używam delikatnie na czole czy szczycie nosa. Należy uważać, by przy nabieraniu różu nie przesadzić, ponieważ rozświetla bardzo intensywnie.Na poniższym zdjęciu, palcami drugiej ręki przejechałam po kolorach różu i następnie powtórzyłam tę czynność tylko na swojej ręce. Mocny efekt mówi sam za siebie.


Do jego aplikacji  używam pędzla skośnego z Avonu, ponieważ jest znacznie cieńszy niż moje dotychczasowe pędzle, dzięki czemu daje subtelne efekty, na których najbardziej mi zależy. Efekt utrzymuje się na twarzy praktycznie cały dzień. Produkt jest bardzo wydajny, używam go już długi czas i nie widać zużycia. Podkrada go również moja mama, więc tym bardziej wydajność zachwycająca. Na ręku chciałam zaprezentować Wam subtelną odsłonę tego różu, czyli taką jaką sama preferuję, ale kilka osób nie zauważyło tego efektu (nie wiem od czego to zależy, bo ja widziałam go bardzo dobrze), dlatego zmieniłam zdjęcie, by nie było żadnych wątpliwości. Cena tych serduszek jest różna. Przeważnie jest to 29-35 zł. Ja planuję zakup kolejnych wariantów kolorystycznych na Iperfumy.pl, bo wybór jest naprawdę duży, a ja często tam kupuję. 

Używacie różów do policzków czy wolicie bronzery? Co myślicie o tych uroczych serduszkach?
Czytaj dalej

niedziela, 30 października 2016

Mollon Pro - jednofazowe lakiery hybrydowe

Pamiętacie pudełko InspiredBy U.R.O.K, w którym znalazłam taki wynalazek jak jednofazowy lakier hybrydowy Mollon PRO? Moja kolekcja, w sumie przez małe nieporozumienie z mojej strony, powiększyła się o dodatkowe 3 kolory. Dziś chciałabym Wam powiedzieć więcej na ich temat oraz przedstawić plusy i minusy jakie płyną z korzystania z nich. 


Na samym początku chciałabym opowiedzieć trochę o ich wyglądzie, który bardzo mi się podoba. Buteleczki są duże, mieszczą w sobie 10 ml lakierów. Są czarne, a na czele etykiety od razu można dopatrzeć się koloru hybrydy, ponieważ poza oznaczeniem numerycznym, butelka ma na sobie w różnych miejscach dany kolor, co jest fajny ułatwieniem podczas szukania. Jeżeli ktoś trzyma lakiery na ekspozytorze, to jest to spore ułatwienie. Z kolei jeżeli ktoś układa je do kartonika czy kufra, tak jak ja, wtedy najlepszym rozwiązaniem są nalepki z numerami czy kolorami na górze pędzelka. Buteleczki mają naklejki, które fajnie odbijają światło, a dla kontrastu pędzelki/zakrętki są w czarnym macie. 


Każdy kolor lakieru poza oznaczenie numerycznym i kolorem ma również przypisaną nazwę. Nazwami tymi są damskie imiona. Przeważnie zagraniczne, jednak i tak to bardzo miły akcent i fajna odmiana od wielu wymyślnych nazw. Jeden lakier, a dokładniej mówiąc 03, nazywa się tak jak ja, czyli Natalia - bardzo miłe zaskoczenie. Ja stałam się posiadaczką lakierów 04 Adrianna, 06 Lara, 12 Cindy i 29 Tyra. Dziś zaprezentuję Wam tylko 3 pierwsze kolory, ponieważ 29 nie mogę odkręcić. Może potem poproszę tatę o pomoc.


Pierwszym zaprezentowanym przeze mnie kolorem będzie 04 Adrianna. Jest to piękna i klasyczna czerwień, która sprawdzi się przy wielu okazjach. Jest to kolor elegancki. Na stronie producenta przedstawiony jest jako róż - nie mam zielonego pojęcia skąd, aż taka rozbieżność. 


Drugi kolor to 06 Lara i jest to moim zdaniem najpiękniejszy kolor z całej czwóreczki, którą posiadam. Jest to dla mnie kolor wina, zgaszone bordo - jak kto woli. Idealnie spisze się o tej porze roku i taki kolor trzeba mieć w kolekcji. Kolor na stronie producenta również przekłamany - ma on fioletowe tony, a w rzeczywistości to zdecydowanie tony czerwone.



Trzecim kolorem jest 12 Cindy. Jest to typowa, klasyczna i głęboka czerń. Na stronie producenta wygląda identycznie - czerń i biel to chyba jedyne kolory, które można brać w ciemno i niczym nas nie zaskoczą.



Teraz chciałabym dokonać pewnego porównia tych lakierów do zwykłych lakierów hybrydowych:

#1 DATA WAŻNOŚCI: każdy lakier, który mam ma inną datę ważności, niemniej jest to długa data. Najkrótszy termin jednego z lakierów (29 Tyra) jest do 09.2017, a najdłuższy, aż do 02.2018 (i jest to 06 Lara). Stwierdzam zatem, że lakiery mają taką samą, jak czasem nie dłuższą, datę przydatności, co zwykłe lakiery hybrydowe. 

#2 KONSYSTENCJA I PIGMENTACJA: określam je jako bardzo dobre - idealne krycie już przy drugiej warstwie niezależnie od koloru. Przy lakierach hybrydowych jest różnie. Trzeba jednak pamiętać, że tak samo jak w przypadku normalnych hybryd, produkt trzeba nakładać w dość cienkich warstwach - czerwonego koloru nałożyłam trochę za dużo na boku i zmarszczył się przy utwardzaniu. 

#3 CZAS WYKONYWANIA: dużym plusem jest to, że do tych lakierów nie potrzeba używać bazy i topu - wystarczą same kolory, przez co skraca się czas wykonywania manicure do pomalowania i łącznego utwardzania 6 minut na jedną rękę (pierwsza warstwa 2 minuty, druga 4 minuty - jeżeli chodzi o lampę UV i 4,5 minuty jeżeli używamy lampy LED). 

#4 TRWAŁOŚĆ: żeby nie było tak kolorowo, brak bazy i topu wpływa negatywnie na trwałość manicure, którą producent określa na 10 dni - ja powiedziałabym, że z tym jest różnie. Jeżeli wykonujecie dużo czynności domowych, jak zmywanie, gotowanie, to trwałość jest nieco krótsza. Długie moczenie paznokci w wodzie też im nie sprzyja. Jeżeli ktoś leży i pachnie - wytrzymają może i więcej niż 10 dni.  

#5 CENA: typowe lakiery hybrydowe kosztują różnie - można je kupić już nawet za 5 zł, ale takiego porównania będę się wystrzegała, bo lakiery za taką cenę są tak naprawdę mało warte. Najtańszymi i dobrymi hybrydami w mojej kolekcji są kolory od Cosmetics Zone - kosztują one 18 zł / 7 ml i 25 zł / 15 ml. Lakiery jednofazowe kosztują, aż 44 zł więc cena jest dla mnie kosmiczna jak za tylko 10dniową trwałość.

#6 USUWANIE LAKIERU: by usunąć standardowy manicure hybrydowy należy spiłować wierzchnią warstwę lakieru, następnie przyłożyć nasączony acetonem wacik i zakręcić w folię aluminiową (lub założyć klipsy), następnie potrzymać je w takim stanie przez ok. 15 minut. W przypadku lakierów jednofazowych, można pominąć pierwszą czynność, czyli piłowanie i od razu zawinąć paznokcie w aceton, na jedynie 3 minuty Po tym czasie lakier przeważnie sam odpada. Czasem można mu dopomóc bambusowym patyczkiem, więc za to wielki plus, bo na ściąganiu hybryd ja niestety marnuje bardzo dużo czasu.

Mimo tak wielu zalet jakie płyną z używania lakierów jednofazowych, ja bardziej skłaniam się ku używaniu standardowych hybryd, takich jakich używałam do tej pory. Przemawia do mnie ich cena i przede wszystkim trwałość. Wolę raz przysiąść i poświęcić 2-3 godziny na ładny i trwały manicure, niż zmieniać go co 8-10 dni i robić go krócej. Jeżeli są tu osoby, którym manicure nudzi się po kilku dniach, to lakiery jednofazowe będą wspaniałą alternatywą dla zwykłych hybryd. 

A jakie Wy macie zdanie na temat jednofazowych hybryd?
Czytaj dalej

sobota, 29 października 2016

INSPIREDBY - Zestaw U.R.O.K - EDYCJ VI

Wczoraj przywędrowało do mnie kolejne pudełko z serii InspiredBy - Zestaw U.R.O.K. Chciałam czym prędzej pokazać Wam jego tajemniczą zawartość, jednak było u mnie szaro, buro i ponuro, do tego deszczowo i nie miałam jak zrobić w miarę przyzwoitych zdjęć. Dziś jest podobnie, więc byłam zmuszona zrobić je w domu. By nie trzymać dłużej nikogo w niepewności, zapraszam do zajrzenia w pudełeczko.




#1 MIYA COSMETICS - KREM DO TWARZY MYWONDERBALM - zawiera cenne olejki i składniki roślinne o właściwościach pielęgnacyjnych i upiększających. Szybko się wchłania i doskonale nadaje się pod makijaż. Do każdego typu skóry, na dzień i na noc. | Kremy te są w 4 wariantach. Ja w swoim pudełku znalazłam wersję I'm Coco Nuts - intensywnie nawilżający krem z olejkiem kokosowym. Gdybyście tylko mogli go powąchać - obłęd! Cena: 29,99 zł / 75 ml.  


#2 SYOS - SUCHY SZAMPON DO WŁOSÓW ANTI GREASE -  wyjątkowo przydatny kosmetyk przeznaczony do szybko przetłuszczających się włosów - dodaje im dodatkowy dzień świeżości! Przez użyciem należy wstrząsnąć dobrze pojemnik i rozpylić kosmetyk krótkimi seriami z odległości ok. 20 cm. Wmasować a następnie wyczesać włosy. | Cieszę się ze znalazłam ten szamponu w pudełku, bo bardzo lubię ich używać. Nie zastąpią one zwykłego szamponu - co to, to nie. Ale czasem są takie kryzysowe sytuacje, że ich używanie staje się wybawieniem. Cena: 15,99 zł / 200 ml.


#3 NAILS TEK - ODŻYWKA INTENSIVE THERAPY -  zalecana do paznokci wymagających intensywnego wzmocnienia. Utwardza płytkę paznokcia, spaja ze sobą jej warstwy i zapobiega rozdwajaniu. Stosowana codziennie, pielęgnuje paznokcie oraz nabłyszcza i zabezpiecza lakier kolorowy. | Odkąd używam hybryd, odżywki poszły w kąt. Ale na szczęście moja mam używa ich systematycznie, więc na pewno się nie zmarnuje. Cena: 29,00 / 15 ml.


#4 MARK - COFFE COCONUT FACE AND BODY SCRUB - 100% naturalny kosmetyk, który nie zawiera żadnych sztucznych konserwantów. Pobudza mikrokrążenie skutecznie walcząc z cellulitem, rozstępami i niedoskonałościami skóry. Wzmacnia jej elastyczność i sprężystość oraz zapobiega jej odwodnieniu. | Produkt zaciekawił mnie bardzo i z miłą chęcią go użyję, szczególnie, że to kolejny produkt kokosowy w tym pudełku. Cena: 59 zł / 200 g.


#5 CORALOVE - CHOKER - Absolutny hit sezonu! Idealny na co dzień, jak i na eleganckie wyjścia. W zestawie czarny rzemyk z kryształkami lub perełkami. | Dla mnie to najsłabszy element pudełka. Nie podobają mi się te całe chokery, nie chciałabym ich nosić i mam nadzieję, że moda ta szybko przeminie. Cena: 9,99 zł / szt. 

 
#6 CORALOVE - KOLCZYKI TRIBAL - Idealny dodatek do każdej stylizacji! Kolczyki w kształcie dwóch kulek o różnej wielkości pasują zarówno na weekendowe spotkanie jak i na romantyczną kolacje. W zestawie mix kolorów. | Muszę przyznać, że to pierwsze takie kolczyki w mojej kolekcji. Są bardzo nietuzinkowe i ładne. Cena: 4 zł / para.

Tak przedstawia się VI edycja pudełka InsporedBy U.R.O.K. Cieszę się, że znalazły się w nim nieznane mi marki jak np. MIYA Cosmetics, czy też nietuzinkowe produkty jak np. scrub firmy Mark. Biżuteria w zestawie jest miłym dodatkiem i przełamuje kosmetyczną monotonię. Z pudełka jestem zadowolona, choć chętnie wymieniłabym Choker i odżywkę na coś innego.

Co sądzicie o tym pudełku? Który produkt jest jego najmocniejszym punktem?
Czytaj dalej

poniedziałek, 24 października 2016

Think Pink - wyjątkowe październikowe pudełko Shinybox

Październikowa edycja pudełek Shinybox jest wyjątkowa, ponieważ niesie ze sobą dobre przesłanie "NIE DAJ SIĘ WYCYCKAĆ" rakowi i badaj regularnie swoje piękne ciało. Żadna z nas nie lubi wizyt u lekarza i nie ma się co dziwić, ponieważ nie należy to do najprzyjemniejszych czynności. Jest to raczej smutny obowiązek, który każda z nas powinna wypełniać z troski o swoje zdrowie, ale i zdrowie najbliższych. Warto o tym przypominać, dlatego tak bardzo cenię ideę październikowego pudełka i intencje Shinybox. Dziś chciałabym Wam zaprezentować co znalazłam w swoim pudełku. Warto nadmienić, że jest to "szczęśliwe pudełko" z dodatkowym kosmetykiem.


Już po wyglądzie pudełka wiem, że będzie to pudełko wyjątkowe i przede wszystkim większe, a co za tym wypełnione większą ilością kosmetyków. Zapakowane jest w większy kartonik, który wyglądem nie odbiega od standardowych pudełek. Bardzo podoba mi się kolorystyka i grafika na wierzchu, która idealnie odzwierciedla przesłanie pudełka. 


W tym Openboxie chciałabym zapoznać Was bliżej z kosmetykami znajdującymi się w tym boxie, a za jakiś czas napiszę, co ja osobiście o nich myślę. 


#1 FA - MAGIC OIL PINK JASMIN - ŻEL POD PRYSZNIC -  rozpieszczający żel o odświeżającym zapachu różowego jaśminu, stanowi perfekcyjną kombinację pielęgnacji i świeżości. Chroni skórę przed wysuszaniem doskonale ją nawilżając. Produkt pełnowymiarowy, cena: 8 zł / 250 ml. 

#2 EVREE - TOTAL NUTRITION ODŻYWCZY KREM DO RĄK - głęboko odżywia i nawilża skórę dłoni, łagodzi podrażnienia, przywraca zdrowy wygląd, zmiękcza dłonie oraz nadaje im jedwabistą gładkość. Krem zawiera składniki aktywne: olejek makadamia, olejek migdałowy oraz kompleks witamin. Produkt pełnowymiarowy, cena: 9,49 zł / 100 ml.

#3 RADICAL - SZAMPON PRZECIW WYPADANIU WŁOSÓW -  dedykowany do pielęgnacji włosów osłabionych i wypadających. Dzięki zawartości ekstraktu ze skrzypu polnego oraz biokompleksu kotwiczącego włosy Pro-Hair Booster 4H wyraźnie wzmacnia i hamuje wypadanie włosów, a zawarte w szamponie witaminy odżywiają je i poprawiają ich kondycję. Produkt dostępny wyłącznie w aptekach. Produkt o pojemności 50 ml, cena: 14,10 zł / 300 ml. 


#4 VIS PLANTIS - OLEJEK MACADAMIA - lekki, nietłusty, egzotyczny olej z Australii odżywia, regeneruje, wygładza i zmiękcza. Pomaga nawilżyć suchą skórę. Działa przeciwstarzeniowo i ujędrniająco dzięki wysokiej zawartości kwasu oleopalmitynowego (omega7), który jest głównym składnikiem młodej cery. Nie daje uczucia tłustości, jest wydajny i dobrze się wchłania. Jest świetnie tolerowany przez skórę. Produkt pełnowymiarowy, cena: 12,99 zł / 30 ml. 

#5 VIS PLANTIS - AGE KILLING EFFECT - maseczka na zmarszczki mimiczne i głębokie linie relaksuje i odpręża spięte mięśnie podczas częstych skurczów mimicznych. Powoduje spłycenie i złagodzenie zmarszczek, kurzych łapek i głębokich linii. Gwarantuje głębokie nawilżenie oraz wyraźny efekt liftingu. Produkt pełnowymiarowy, jeden z dwóch, cena: 4,40 zł / 2x5 ml. 


 #6 IDUNN NATURALS - MASUJĄCY PUDER KĄPIELOWY - zawiera w swoim skłądzie mieszaninę oleju Milli oraz oleju migdałowego. Olej Milli jest bogaty w kwasy AHA, które zapewniają utrzymanie właściwej elastyczności skóry oraz ją wygładzają. Musujące pudry do kąpieli mają dodatkowo działanie relaksujące i odprężające. Efekt musowania zapewnia delikatny masaż całego ciała. Produkt pełnowymiarowy, jeden z dwóch, cena: 11 zł / 100 g.


#7 BLANX - WHITE SHOCK NATYCHMIASTOWA BIEL - jedyna na świecie aktywowana światłem pasta wybielająca ciesząca się ogromną popularnością. Charakteryzuje się działaniem wybielającym i antybakteryjnym. Dzięki tej podwójnej mocy jest idealnym kosmetykiem do profilaktyki jamy ustnej. Produkt 15 ml, cena: 21,99 zł / 50 ml.  

#8 BELL GLAM&SEXY LIPSTICK - pomadka-błyszczyk z kompleksem powiększającym usta - zawarty w pomadce kompleks "maxi lips" wspomaga wytwarzanie kolagenu i elastyny w skórze, powiększa usta, czyniąc je pełniejszymi nawet do 30%. Struktura pomadki wzbogacona o specjalnie dobrane estry silnie nabłyszcza i zmiękcza naskórek warg. Produkt pełnowymiarowy, jeden z dwóch, cena: 10 zł / 4,5 g.

#9 BELL HYPOALERGICZNY TRWAŁY CIEŃ DO POWIEK W SZTYFCIE - kremowa konsystencja i aksamitna aplikacja bez obsypywania. Doskonale rozprowadza się na powiekach, nadając im trwały i niebanalny kolor. Forma sztyftu umiejętnie łączy łatwość i i precyzję aplikacji. Kremowa konsystencja nie osadza się w załamaniu powiek. Wodoodporny, wytrzymuje na powiekach przez wiele godzin. Produkt pełnowymiarowy. Nie wiem jaka jest jego cena, ponieważ na dołączonej ulotce jest całkiem inny produkt, w kredce.


#10 BISPOL - AURELIA - ŚWIECA ZAPACHOWA W SZKLE - piękny zapach oraz wygląd świecy umili każdy wieczór spędzony przy jej płomyku. Doskonale prezentuje się w każdym mieszkaniu sprawiając, że dopełnia wnętrze oraz dodaje mu uroku. Świeca pali się do 30 godzin. Produkt pełnowymiarowy, cena: 7,99 zł / szt.


#11 SILCARE - MLECZNA MGIEŁKA DO CIAŁA - lekka formuła, natychmiastowe wchłanianie i doskonała pielęgnacja skóry. Energetyzujący zapach sprawia, że zabieg staje się niezwykłym rytuałem dla ciała i zmysłów. Produkt pełnowymiarowy, szczęśliwe pudełko, cena: 10,99 zł / 200 ml.


W pudełku znalazłam również dużo kuponów rabatowych i promocyjnych od firm BingoSpa, Miya Cosmetics, Change Lingerie. Nie wykluczone, że w niedalekiej przyszłości z nich skorzystam.


Na ulotce z opisami poszczególnych produktów znalazła się także krótka notatka dotycząca badania piersi przez nas samych Wszystko jest tam dokładnie opisane. Świetnie, że takie informacje również można znaleźć w tym pudełku.


Pudełko to można kupić za 49 zł z wliczoną już wysyłką. Wtedy dotrze do Was bardzo fajnego pudełko z 10 lub 11 produktami w środku. Pudełko jest zdecydowanie warte swojej ceny. Już dziś zacznę testować niektóre produkty. Najbardziej urzeka mnie pięknie wyglądający żel pod prysznic Fa oraz obłędnie pachnąca świeca Bispol. 

Co sądzicie o zawartości tego pudełka i przesłaniu jakie ze sobą niesie?
Czytaj dalej

niedziela, 23 października 2016

Yankee Candle - Flowers in the sun - Kwiaty w słońcu

Na dworze zrobiło się szaro, buro i ponuro. Nie mam ochoty w ogóle wychodzić z domu, by zrobić jakieś zdjęcia. Te robione w domu nie nadają się kompletnie i pewnie większość z Was wie co mam na myśli. Czasem jednak przytrafi się jakiś piękny dzień, że wyjście z aparatem to czysta przyjemność. Tak też było niedawno, kiedy robiłam sesje woskom Yankee Candle. Piękna jesienna aura wkradła się do zdjęć. Szczególnie ładnie wyszło zdjęcie pięknej, żółtej tarty Flowers in the sun, która świetnie wpisuje się w jesienny klimat.


Wosk ma pachnieć jak słodkie kwiatowe pąki, które przywołują wspomnienia przechadzek po kolorowych ogrodach - po takiej zachęcie ze strony producenta, chyba nikt nie przeszedłby obojętnie koło takiego zapachu. Wonie kwiatowe są u mnie na drugim miejscu, jeżeli chodzi o mój zapachowy gust. Pierwsze miejsce zajmują bezapelacyjnie woski owocowe, co pewnie już wiecie, bo powtarzam to dość często.


Nalepka na wosku jest zachwycająca, a kolor bardzo energetyczny i optymistyczny. Tarta pachnie przecudownie, słodko - rozpływam się w tym zapachu. Jest to woń delikatna i subtelna. Nie jest to wosk tylko kwiatowy, wyczuwam w nim bardzo delikatne nutki cytrusowe. Ściślej mówiąc w wosku mamy prawo wyczuć aromaty cytryny, pomarańczy, kwitnących azali, pąków róż, różowych lilii wodnych i słodkiego piżma. Jest to dość bogata mieszanka, ale jak najbardziej trafna. Nie jest to zapach nachalny i przytłaczający. Dobrze się przy nim wypoczywa, a delikatny aromat nie wywołuje bólu głowy. Intensywność wosku oceniam jako średnią. Można go kupić na stronie Goodies.pl. Jego cena na obecną chwilę wynosi 9 zł.

Znacie wosk Flowers in the sun? Wolicie kwiatowe czy owocowe zapachy?
Czytaj dalej

piątek, 21 października 2016

Jesienny manicure hybrydowy - Dolce Vita Nails 118 Disco Biscuit, Cosmetics Zone NP3 Strawberry Red i Victoria Vynn 28 Sugar Plum z liściastym stemplem

Dawno nie pokazywałam Wam swoich paznokci. Wszystko dlatego, że mój ostatni manicure nie był na tyle spektakularny żeby go tu pokazywać - po prostu nie było się czym chwalić. Był to różowo-czarno-złoty manicure, bez żadnych zdobień czy dodatków. Tym razem postanowiłam nieco zaszaleć i po raz pierwszy zrobić jakiś typowo jesienny manicure. Długo głowiłam się co by tu zmalować, aż w końcu wymyśliłam i efekt końcowy mnie zadowala.



Najpierw postawiłam na typowo jesienne kolory. Wybrałam śliwkowy odcień 28 Sugar Plum od Victoria Vynn, energetyczny i nietypowy (bo z lekko czerwoną nutą) pomarańcz NP3 Strawberry Red od Cosmetics Zone, na dwa paznokcie naniosłam pomarańczową mgiełkę brokatową o numerze 118 Disco Biscuit od Dolce Vita Nails. By ożywić całą stylizację po raz pierwszy pokusiłam się o odbicie stempla. Kiedyś w jakiś blogowym konkursie wygrałam bardzo fajną dużą blaszkę z wzorami na cały paznokieć. Znalazłam tam liście, które idealnie wpisały się w jesienny klimat jaki chciałam uzyskać. Naniosłam specjalny czarny lakier do stempli na blaszkę, po czym przeciągając kartą w celu usunięcia nadmiaru lakieru odbiłam go na stemplu. Z dokładnością i precyzją postarałam się przenieść go na paznokcie. I muszę przyznać, że udało mi się to bardzo dobrze jak na pierwszą próbę odbicia wzoru na naturalnej płytce. Wcześniej robiłam to tylko na wzorniku. Mam w planach przygotowanie tutorialu z odbijania stempli, by pokazać Wam jak to wygląda w praktyce. Mam nadzieję, że ten pomysł się Wam spodoba.

Jak podoba się Wam mój manicure? Czy zdarza Wam się robić tematyczne paznokcie np. inspirowane porami roku bądź też różnymi świętami?
Czytaj dalej

środa, 19 października 2016

Yankee Candle - Forbidden Apple - zakazane jabłko

Ostatnio przez chorobę przestałam palić woski, bo mijało się to z celem. Byłam bardzo zakatarzona, więc i tak nie mogłabym cieszyć się tymi pięknymi woniami. Teraz wróciłam do zdrowia, odzyskałam węch i pierwsze co zrobiłam, to sięgnęłam do mojego woskowego pudełka. Woski owocowe są moimi ulubionymi, więc wybrałam wosk z serii Halloweenowej i jest nim Forbidden Apple czyli zakazane jabłko. Miałam już wcześniej do czynienia z woskami z tej kategorii i niektóre mi się podobały, inne nie, ale co do tego nie miałam żadnych wątpliwości!


Już sam wygląd wosku zachęca do zakupu. Tarta ma piękny, soczysty zielony kolor i ciekawą naklejkę. Już na pierwszy rzut oka można świetnie skategoryzować ten wosk i przypisać go do Halloween. Jedyną nutą zapachową tego wosku jest jabłko. Bardzo przypomina mi on woń wosku Sweet Apple tej samej marki z tym, ponieważ jest tak samo słodki, ale ten jest bardziej wyrazisty i ma więcej kwaśnych nut.


Jeżeli kupuję jabłka, to zawsze wybieram twarde, soczyste i nieco kwaśne, dlatego idealnym odzwierciedleniem mojego ulubionego smaku jabłek jest właśnie ten wosk. Określiłabym go jako średnio intensywny. Do tej pory Sweet Apple stał wysoko w moim rankingu wosków, jednak tym razem, jego miejsce zdecydowanie zastąpi jabłko w wersji Halloweenowej. Nie bez powodu mówi się, że "zakazany owoc smakuje najlepiej". Tę tartę kupiłam w sklepie Goodies.pl i zapłaciłam za nią 9 zł. 

Znacie jakieś Halloweenowe woski od Yankee Candle? A może tak jak ja polubiliście zapach zakazanego jabłka?

Czytaj dalej

poniedziałek, 17 października 2016

Akwarium - żywy obraz i dekoracja wnętrz

Cześć. Przygotowałam dla Was na dziś post z kategorii wnętrzarskich. Do jego stworzenia zainspirowały mnie moje ostatnie myśli. Coraz poważniej myślę o ponownym założeniu akwarium. Jakieś 5-6 lat temu je miałam i bardzo miło wspominam ten czas. Mój znak zodiaku to ryba, więc w wodzie jak i w jej otoczeniu czuję się po prostu dobrze. Lubię zajmować się rybkami, wymieniać im wodę, kupować różne dekoracje i tworzyć ciekawe aranżacje - rybkom też należy się odmiana. Cieszy mnie każdy nowy szczególik, czy pomysł na ułożenie wszystkich dekoracji. Myślę, że rybkom też, bo mają wtedy więcej atrakcji.


 Akwarium to niewątpliwie żywy obraz, na który mogłabym patrzeć godzinami. To mnie uspokaja. Wprowadza ono miły nastrój. To także fajny sposób na dyskretne oświetlenie pokoju. Można je idealnie wkomponować po prostu wszędzie. Na poniższym kolażu rewelacyjnie prezentuje się chociażby w łazience - muszę przyznać, że po raz pierwszy spotykam się z akwarium w tym miejscu, jednak wydaje mi się to bardzo dobrym pomysłem. Swojego czasu akwarium wbudowane w ścianę było absolutnym hitem stylistycznym. Buduje to stylistykę ekskluzywnych wnętrz. Decydując się na stworzenie własnego akwarium otrzymujemy takie 2 w 1, ponieważ mamy multum aranżacyjnych możliwości, a dodatkowo możemy rozwinąć nowe hobby i zająć się tymi małymi zwierzątkami. Ostatnio spotkałam się także z pojęciem aquascapingu, tj. autoekspresyjna sztuka tworzenia podwodnych pejzaży. Może to właśnie coś idealnego dla Ciebie?
 

Zakup akwarium, rybek i wszystkich niezbędnych akcesoriów trzeba dobrze przemyśleć. Rybki, mimo, że małe, to także stworzenia, które czują i mają prawo do normalnego rozwoju i spokojnego życia. Mimo, że w tytule posta potraktowałam je dość przedmiotowo, to uważam, że należy im się taka sama troska jak innym zwierzętom. Kupcie je wtedy, kiedy naprawdę będziecie mieli 100% pewność, że macie czas, by odpowiednio się nimi zająć oraz pieniądze, ponieważ przy ich hodowli niezbędnych jest naprawdę wiele gadżetów jak np. oświetlenie, pompka, termostat, filtr wewnętrzny, różnego rodzaju krople do odkażania wody, termometr i wiele innych rzeczy, o których zapomniałam. Wszystkie niezbędne akcesoria do akwarium, a także o wiele więcej znajdziesz na stronie http://www.plantica.pl/. Przejrzałam całą ofertę i znalazłam tam multum świetnych rzeczy, jak chociażby oryginalne roślinki, korzenie czy kamienie, które stworzą w tej małej przestrzeni coś cudownego. Jeżeli również chcielibyście założyć własne akwarium, to musicie po prostu odwiedzić tę stronę.

Macie akwarium? Chcielibyście mieć?
Czytaj dalej

niedziela, 16 października 2016

Rimmel Volume Colourist i Smart Gils Get More Curly Up - tusze do rzęs, których aktualnie używam

Tuszów do rzęs jest u mnie dostatek. Obecnie mam napoczętych wiele opakowań - przyczyniły się do tego różne Spotkania Blogerek, w których uczestniczyłam, testowania, ale i też zakupy robione na własną rękę. Nie powiem, że to dobrze. W zasadzie nie ma się z czego nawet cieszyć, bo wiadomo, że tusze nie są wieczne, wysychają i po prostu się marnują. Mimo to, tusze do rzęs to kosmetyki, które lubię testować najbardziej. Tuszu używam każdego dnia, bez względu na to, czy gdzieś wychodzę czy cały dzień spędzę przed telewizorem. Mam małe oczy, więc z tuszem do rzęs prezentują się zdecydowanie ładniej. Dziś chciałabym przedstawić Wam dwa tusze, których obecnie najczęściej używam i z których efektów jestem najbardziej zadowolona. Jednym z nich jest Rimmel Volume Colourist, a drugim Smart Girls Get More Curly Up!


Smart Girls Get More, to w sumie nie jest zbyt znana marka. Wiele z Was z pewnością nigdy nie miało z nią do czynienia. Jakoś specjalnie mnie to nie dziwi, ponieważ ja do niedawna sama nie miałam o niej zielonego pojęcia, jednak bardzo żałuję. Kosmetyki te kojarzone są z nastolatkami, głównie ze względu na szaty graficzne czy chociażby ceny. Ja nie widzę niczego złego w kupowaniu tanich kosmetyków, kiedy jego działanie lub efekty za jego pomocą uzyskane przemawiają zdecydowanie na jego korzyść. Ciężko jest znaleźć dobry tusz, który podkręci rzęsy, nie poskleja ich, a dobrze rozczesze i dodatkowo kosztuje niewiele.


Mi taki tusz udało się znaleźć i to za cenę 7,99 zł. Czy to nie wspaniałe mieć ładnie wyglądające rzęsy i nie wydać przy tym fortuny? Tusz ten ma silikonową szczoteczkę z dość ostrymi "ząbkami", która świetnie radzi sobie z rozczesywaniem rzęs. Sprawia, że na powiekach tworzy się z nich ładny wachlarz. Przyzwyczaiłam się, że tusze podkręcające mają zaokrągloną (wygiętą) szczoteczkę. Z kolei na moich rzęsach lepiej spisują się te proste i o dziwo, w przeciwieństwie do tych półokrągłych świetnie moje rzęsy podkręcają. Tusz ma ładny, intensywny, czarny kolor. Dodatkowo jego formuła jest bez parabenów, a z pantenolem. Tym samym przeznaczony jest on dla osób o wrażliwych oczach. U mnie nie wystąpiły żadne przykre reakcje, pieczenie czy swędzenie. Nie osypuje i trzyma się pięknie praktycznie cały dzień.


Mogłoby się wydawać, że skoro tusz SGGM jest taki świetny, to czemu nie używam go cały czas, tylko zamiennie z Rimmel'owym Volume Colourist. Otóż sprawa jest bardziej złożona. By rzęsy wyglądały spektakularnie, w parze z pięknym wydłużeniem i ładnym rozczesaniem rzęs idzie również pogrubienie. Producent podkreśla, że tusz Curly Up! gwarantuje jedynie delikatne pogrubienie. W tym przypadku nie bardzo mnie to satysfakcjonuje, dlatego na wytuszowane już różowo-białym tuszem rzęsy nakładam jeszcze ten od Rimmela, którego zadaniem jest wydłużenie i pogrubienie. Tusz ma ładne i elegancko wyglądające opakowanie. Ma fajny kształt i włosiastą szczoteczkę. Ogólnie wolę silikonowe, ale tej używa mi się bardzo dobrze, nie mogę na nią narzekać. Tusz ma podobno przyciemnić również rzęsy. Ja nakładam go już na wytuszowane rzęsy, więc ciężko mi określić, czy naprawdę przyciemnia. Postaram się poużywać go trochę solo i zdać Wam relację. Bardzo podoba mi się efekt, jaki dzięki nim mogę uzyskać. Tusz Rimmel Volume Celebrities świetnie radzi sobie z pogrubieniem rzęs, przy czym ich nie skleja, a to bardzo ważne. Tusze, poza tym, że w większości przypadków robią dużo dobrego i wpływają pozytywnie na nasz look, to czasem mogą też wyrządzić dużo szkody. Zamiast pięknego wachlarza rzęs, potrafią zrobić na powiekach 5 kikutów - tego raczej nie chciałaby żadna z nas. Cieszę się, że skusiłam się na wypróbowanie ich w duecie, bo świetnie ze sobą współgrają.


Jakich tuszów do rzęs obecnie używacie? Zdarza Wam się czasem używać kilku maskar jednocześnie?

Czytaj dalej

sobota, 15 października 2016

Bielenda - witaminowy olejek pod prysznic z mikrokapsułkami nawilżającymi - frangipani i mleczko pszczele

Przeglądając swojego prywatnego facebooka, natknęłam się na post sponsorowany Bielendy. Dotyczył on testowania pewnej linii produktów. Już z wyglądu bardzo przypadły mi do gustu te kosmetyki, więc postanowiłam spróbować szczęścia i zgłosić się do testowania. Co tu dużo mówić, udało się i pewnego dnia przywędrował do mnie witaminowy olejek pod prysznic z mikrokapsułkami nawilżającymi. Rzadko okrzykuję jakiś produkt swoim hitem miesiąca, ten niewątpliwie nim jest, więc dziś zapraszam Was na jego recenzję.


Opakowanie jest duże, plastikowe z zamknięciem na klik. Jest też przezroczyste, więc możemy kontrolować zużycie, dodatkowo widzimy piękne mikrokapsułki, które dodają uroku temu produktowi. Bardzo lubię opakowania, których etykiety są z takiego tworzywa. Te papierowe szybko się niszczą, a kosmetyk wygląda nieestetycznie. Po czasie nie można też przeczytać żadnych napisów. W tym przypadku, takie problemy nie mają miejsca.  Konsystencja jest żelowa, dość rzadka z pomarańczowymi mini kapsułkami.



Wpisując w wyszukiwarkę słowo frangipani wyskakuje kwiat o nazwie plumeria. Słyszałam o nim kiedyś, ale nigdy nie widziałam go na żywo, ani też nie wąchałam i zaczynam żałować. Największą zaletą tego produktu jest niewątpliwie jego zapach. Utrzymuje się on na ciele nawet kilka godzin. W łazience w powietrzu jest również wyczuwalny, co jest kolejnym plusem. Zobaczcie na poniższym zdjęciu jak pięknie wyglądają te mikrokapsułki.


W pierwszej chwili pomyślałam, że mikrokapsułki mają funkcję peelingującą, jednak niestety tak nie jest. Mają one jednak inne ważne zadanie i odpowiedzialne są za nawilżenie ciała. Dla osób o niezbyt wygórowanych wymaganiach powinno być ono zadowalające - dla mnie jest. Jeżeli Wasza skóra jest przesuszona, raczej będziecie potrzebowały dodatkowego użycia balsamu. Po dwutygodniowym używaniu tego produktu stwierdzam, że poza delikatnym nawilżeniem skóra jest miękka w dotyku i gładka. Z kosmetyku jestem bardzo zadowolona, ponieważ jest wydajny, pieni się bardzo dobrze użyty na myjkę lub gąbkę. Jeżeli aplikujemy go za pomocą ręki, podczas mycia wytwarza się bardzo delikatna pianka. Bielenda produkuje coraz lepsze kosmetyki, a nie podwyższa ich cen, co bardzo się chwali. Lubiłam produkty tej firmy i po testowaniu tego olejku witaminowego, moja sympatia do marki jeszcze bardziej wzrosła.

Znacie ten witaminowy olejek? Co o nim sądzicie? Kusi Was?

Mam też dla Was ciekawy konkurs, którego organizatorem jest firma Burco. Hasłem przewodnim konkursu jest "Pokaż nam swoje wakacje, a my je przedłużymy!" - czy to nie brzmi wspaniale? Konkurs organizowany jest na Instagramie, więc głównym punktem i warunkiem uczestnictwa w nim jest posiadanie własnego konta. Następnie należy zaobserwować profil firmy na Instagramie. Kolejnym krokiem jest dodanie zdjęcia przedstawiającego własne wakacje. Zdjęcie musi być oznaczone w opisie @burcopl i otagowane #wydluzwakacje. Gra jest warta świeczki, ponieważ nagrodą jest weekend dla dwóch osób w jednym z apartamentów firmy. Więcej informacji oraz link do regulaminu znajdziecie pod adresem http://www.burco.pl/konkurs/

Czytaj dalej

piątek, 14 października 2016

InspiredBy U.R.O.K - minirecenzje

Przyszła pora na kolejne minirecenzje. Mini, ponieważ ostatnio mam tak dużo na głowie, że stworzenie postu z minirecenzjami z ostatniego boxu InspiredBy U.R.O.K wydaje się najlepszym rozwiązaniem, by pokazać Wam kilka rzeczy za jednym razem. Ostatni post z krótkimi recenzjami spotkał się z miłym odbiorem z Waszej strony, więc cieszę się i przychodzę z kolejnymi recenzjami.


Produktem z tego pudełka,  który zjednał sobie moją największą sympatię jest micel Biodermy. Bardzo cieszę się, że w końcu mam okazję go wypróbować. Niejednokrotnie czytałam na jego temat wiele zachwytów, więc miłe jest to, że teraz na własnej twarzy mogę to zweryfikować. Z działania płynu jestem bardzo zadowolona. Opakowanie mimo iż malutkie, to kryje w sobie produkt o sporej mocy. Makijaż z twarzy znika w mig, usuwam też za jego pomocą makijaż oczu. Zarówno twarz jak i oczy nie są podrażnione, a dobrze oczyszczone. Ostatnio ciężko u mnie o dobry micel, który nada się zarówno do demakijażu twarzy jak i oczu. Ten z pewnością do obu tych stref mogę polecić. Dodatkowo mała buteleczka przyda się do kosmetyczki wyjazdowej.


Zwykłe lakiery zeszły u mnie na boczny tor. Wszystko za sprawą tego, że robię sobie już wyłącznie hybrydy (jeżeli chodzi o ręce). Na stopach wciąż używam klasycznych lakierów, po prostu z czystego lenistwa. Jednak od dawna na dworze jest już zimno, więc malowanie stóp również zostało przeze mnie zapomniane. Korzystając z okazji,  że w pudełku znalazłam lakier Mollon Pro Professional postanowiłam zetrzeć stary i już niebyt estetycznie wyglądający malunek i wypróbować swój piękny, kobaltowy odcień. Lakier trzyma się na paznokciach super. Nie jest to dla mnie zaskoczeniem, ponieważ już używałam lakierów tej marki. Wydaje mi się, że każdy lakier odpowiednio zabezpieczony (np. top coat'em) będzie miał dobrą trwałość. Wygląd tego lakieru bardzo przypomina mi popularne lakiery O.P.I. Cieszę się, bo to miłe skojarzenie.


Teraz coś ciekawego, czyli jednofazowy lakier hybrydowy Mollon Pro Professional. Jednofazowy, ponieważ nie trzeba mieć do jego wykonania bazy i topu. Jednak, aby nie było tak kolorowo, brak tych produktów wpływa na trwałość lakieru, która jest znacznie krótsza. Lakier ten utwardza się w lampie, więc jeżeli ktoś jest w posiadaniu lampy, na pewno ma też i inne hybrydy, bazy i topy, więc tego typu produkty są mu zbędne i tak jest też w moim przypadku. Hybryda kosztuje ok. 40 zł, więc dla mnie to bardzo dużo, a trwałość określam na zadowalającą do 7-8 dni, więc nie widzę powodów, dla których miałabym kupić kolejne kolory.


Maseczka do twarzy od Delia Cosmetics od początku zjednała sobie moją sympatię. Wszystko za sprawą małego i poręcznego opakowania oraz pięknego, wręcz zniewalającego jak dla mnie zapachu. Maseczka pachnie niczym ładne perfumy. Pojemność to 30 ml, więc stosunkowo nie dużo, a przez ten czas zapach na pewno się nie znudzi. Maseczkę należy nałożyć na twarz na około 20 minut, po czym po upłynięciu tego czasu jej nadmiar usunąć za pomocą wacików. W składzie widnieje kilka fajnych składników, na drugim miejscu jest np. mocznik, a poza tym olej arganowy, canola, masło shea, alantoina, L-Arginina czy witamine E. Twarz po jej używaniu jest miękka i delikatna w dotyku, uwielbiam taką gładkość. Wygląda też na wypoczętą i bardziej promienną - a może ja po prostu mam po niej (a dokładniej po jej zapachu i miękkości jaką można uzyskać) lepsze samopoczucie?


Na końcu, choć to wcale nie powinno ujmować temu produktowi mamy orzeźwiający balsam do ciała Elfa Pharm O'Herbal o zapachu verbeny, choć ja czuję jakby była tam domieszka cytrusków, które uwielbiam. Balsam jest stosunkowo niedrogi, a mamy go, aż 500 ml. Sama raczej nie dałabym radu go zużyć, biorąc pod uwagę, że w użyciu mam masę innych balsamów, więc używam na spółkę z mamą. Balsam fajnie nawilża, używam go, kiedy nie zrobię tego pod prysznicem. Na ciele pozostaje przyjemny zapach, ale nie utrzymuje się zbyt długo. Podczas używania nie miało miejsce żadne pieczenie czy ogólny dyskomfort. Cieszę się, że w końcu przetestowałam jakiś produkt z tej linii.


To pudełko otrzymuje ode mnie 4/5 punktów. Nie za bardzo przyda mi się jednofazowy lakier hybrydowy, poza tym wydaje mi się, że wynalazki tego typu są po prostu zbędne. Pozostałe 4 kosmetyki sprawiły mi sporo frajdy podczas ich używania.

A Wam, który produkt spodobał się najbardziej? Co sądzicie o jednofazowych lakierach hybrydowych?
Czytaj dalej