środa, 20 września 2017

3 zapachy idealne na jesień

Ostatnio u mnie na blogu bardzo aromatycznie. Wszystko za sprawą tego, że mamy już jesień i nie ma co temu zaprzeczać. Mam nadzieję, że jednak częściej będziemy widzieć jej słoneczne i złote oblicze, niż pochmurne i deszczowe. Wiele kobiet dopasowuje zapachy perfum, jakich używa do pór roku. Na wiosnę i lato często używane są zapachy świeże i lekkie, z kolei na jesień te cięższe i mocniejsze. A jakie perfumy ja polecam na ten okres?


#1 MARC JACOBS - DECADENCE - te perfumy przyciągają uwagę. W pierwszej kolejności przez piękny, zielony i nietypowy kolor, a po drugie... Imitują torebkę. Jeżeli tak samo, jak ja, macie fioła na punkcie torebek, to na pewno ten wygląd Was zauroczy. Nutami głowy tego zapachu są włoska śliwa, szafran i irys, z kolei nutami serca byłgarska róża, jaśmin Sambac oraz korzeń irysa. Na nuty bazy składają się papirus, vetiver i płynny bursztyn. Zapach jest bardzo mocny i intensywny, choć znam go tylko z próbki. Naniosłam sobie ten zapach na nadgarstek i czułam go cały dzień, a woń w ogóle nie słabła.

#2 THIERRY MUGLER - ALIEN - kolejny, bardzo popularny w mojej opinii zapach. Aliena zna chyba każdy, jak nie z doświadczeń osobistych z tymi perfumami, to chociażby z licznych wpisów mu poświęconych. Nutami zapachowymi zapachu Alien są kwiat pomarańczy, ambra, jaśmin, nuty drzewne, nuty zielone i wanilia. Zapach oceniam, jako woń specyficzną i albo się ten zapach pokocha, albo wręcz przeciwnie. Trzeba jednak przyznać, że jest on uwodzący i bardzo intensywny.

#3 VERSACE - CRYSTAL NOIR - ten zapach jest mi najbliższy, ponieważ miałam pełnowymiarowe opakowanie. Kiedy użyłam go po raz pierwszy, zapach powalił mnie swoją intensywnością. Jedno psiknięcie i byłam cała w tym zapachu. Początkowo był dla mnie dość dziwny, ale kiedy trochę się ulotnił zakochałam się w nim bez pamięci. Na nuty zapachowe składają się nuty głowy, takie jak świeża nuta, pomarańcza. Nuty serca, to gardenia i piwonia, a nuty bazy, to drzewo sandałowe, ambra i piżmo.

https://www.e-glamour.pl/pol_m_WYPRZEDAZ-JESIEN-2017-19898.html

Mam dla Was dobrą wiadomość. Na  stronie E-Glamour od wczoraj, tj. 19.09., aż do 26.09. trwa jesienna wyprzedaż, dzięki której wybrane perfumy i kosmetyki kupicie taniej o 50%. Jesień zazwyczaj potrafi zdołować, wprowadzić w negatywny nastrój, więc wierzę, że taka dobra wiadomość, niektórym poprawi humor. Wiem, że do Świąt Bożego Narodzenia jest jeszcze daleko, ale czasem warto zrobić zakupy z wyprzedzeniem, szczególnie kiedy trafiają się takie okazje.

A według Ciebie, jaki zapach na jesień jest najlepszy? Masz swojego ulubieńca?
Czytaj dalej

wtorek, 19 września 2017

Marc Jacobs - perfumy Daisy Eau So Fresh

Bardzo lubię kupować perfumy i poznawać nowe (dla mnie) zapachy. Na stokrotki od Jacobsa czaiłam się już długo. Często zdarza mi się kupować perfumy w ciemno, nawet te drogie, ale po ostatniej perfumowej wpadce, najpierw kupuję tester. Tak też było i tym razem. Zamówiłam próbkę zapachu i przepadłam. Wiedziałam, że teraz już mam zielone światełko do zakupu i takim oto sposobem perfumy Daisy Eau So Fresh Marca Jacobsa zawitały w moje skromne progi. Na stronie Iperfumy.pl akurat była na nie promocja, więc udało mi się je kupić taniej.


Skusiłam się na wersję o pojemności 75 ml. Zapłaciłam za nią niecałe 180 zł, więc teoretycznie jestem zadowolona. Na dużą pochwałę zasługuje tutaj wygląd tych perfum. Sama fiolka jest tutaj bardzo prosta, surowa i klasyczna - widnieje na niej tylko twórca oraz nazwa perfum. Całą robotę robi jednak zatyczka. Przedstawia ona bukiet stokrotek. Kwiaty są silikonowe, a sama zatyczka duża, dzięki czemu łatwo otwiera się te perfumy. Kwiaty są też dość duże i różnokolorowe, więc stanowią dla mnie dodatkowy gadżet do zdjęć. Tak pięknie wyglądające perfumy będą ozdobą niejednej kobiecej toaletki. Zdecydowanie zwracają na siebie uwagę!


Woń można określić, jako kwiatowo-owocową. Jest to moja ulubiona kategoria perfum. Zapach jest słodki, ale i świeży. Między tymi dwoma woniami istnieje świetny balans, ponieważ perfumy nie są mdło słodkie, a świeże ze słodkim tłem. Zapach jest idealny na wiosnę i lato, ale jako fanka takich woni, nie wyobrażam sobie odstawić ich na jesień i zimę, dlatego te perfumy będą towarzyszyły mi cały rok. Jeżeli bardziej chcielibyście zagłębić się w znajdujące się w tej buteleczce zapachy, to... Nutami głowy w tym zapachu są różowy grejpfrut, malina i gruszka. Na nuty serca składają się fiołek, dzika róża, kwiat jabłoni, liczi i płatki jaśminu. Bazą zapachu są cedr, piżmo i śliwka. Daisy Eau So Fresh odznacza się bardzo dobrą trwałością. Na ciele wyczuwam je cały dzień, a na ubraniach jeszcze dłużej. Świetnie się w nie wtapiają i pozostają na nich, aż do prania. Używając tych perfum czuję się wyjątkowo i kobieco. Uwielbiam otoczyć się ich zapachem nie tylko na ważne wyjścia, ale i każdego dnia, ponieważ ten zapach uzależnia.

Znacie perfumy Daisy Eau So Fresh? A może macie jakiś inny zapach z tej rodziny godny polecenia? Macie swoje ulubione perfumy wśród innych marek? Podzielcie się! :)
Czytaj dalej

poniedziałek, 18 września 2017

Lanaline - naturalne świece i woski, które wypełnią Twój dom pięknymi zapachami

Świece to jest to, co kocha chyba każda kobieta. Znam mężczyzn, którzy również lubię raczyć się ich płomieniami i zapachami, choć nie jestem do końca przekonana, czy nie robią tego po prostu dla swoich kobiet. Tak czy inaczej, palenie świec czy wosków trwa u mnie cały rok, ale zdecydowanie bardziej uaktywnia się to u schyłku lata lub wraz z początkiem jesieni. Na dworze jest szaro, buro i ponuro, a jakby tego było mało, zimno i deszczowo. Człowiek musi sobie jakoś radzić żeby się nie zdołować. Mnie z opresji wybawiają właśnie takie produkty. Dziś chciałabym opowiedzieć Wam trochę o naturalnych świecach i woskach marki Lanaline. Lanaline jest małą, rodzinną firmą, która z wielką pasją i zaangażowaniem oraz widocznym sercem na dłoni produkuje świece i woski zapachowe. Produkty Lanaline są w 100% naturalne!


W pierwszej kolejności moją uwagę zwróciły piękne opakowania. Niestety nie uwidoczniłam ich na zdjęciach, ale mam nadzieję, że mi to wybaczycie. Świeca sojowa (biała) zapakowana była w czarny, jakby matowy kartonik, który dawał wrażenie, że mam do czynienia z ekskluzywnym produktem. Z kolei świeca palmowa zapakowana była tak, jak wosk, w celofanowy woreczek przewiązany rafią. Wszystko to prezentowało się naprawdę bardzo ładnie i schludnie. Jeżeli chodzi o "opakowania" właściwe, to wosk sojowy mieści się w szklanym, mlecznym słoiczku zwężanym ku górze. Wosk palmowy mieści się w kwadratowym, grubym szkle, dzięki czemu widać piękne odcienie świec (dostępne są różne kolory w zależności od zapachu). Każda świeca dodatkowo opatrzona jest naklejkami z nazwą marki na czele oraz na spodzie z opisem zapachu i rodzajem świecy.


Jak widzicie, skusiłam się na świecę sojową o zapachu truskawki, świecę palmową o zapachu słodkiego granatu oraz woski, które pachną owocami leśnymi. Moje zamiłowanie do owocowych zapachów widoczne jest tu, jak na dłoni. Wszystkie zapachy bardzo wpisują się w mój gust, nie są takie sztuczne, a wręcz przeciwnie, bardzo słodkie i głębokie. Po odpaleniu świec początkowo nie czuć za bardzo żadnej woni, dopiero gdy wosk w świecy się stopi i powstaje warstwa płynna, jego zapach ładnie się rozprzestrzenia. Nie jest przesadnie intensywny, nie męczy, wręcz przeciwnie - przebywanie w tych aromatach to czysta przyjemność.


Świeca sojowa ma biały kolor, ponieważ jest to naturalny kolor wosku sojowego.Jej wymiary to 9x8 cm, a czas palenia, to 60 godzin. Dostępnych wariantów świecy sojowej jest 7 - są to głównie warianty zapachowe, ale jest też bezwonny, którego można używać do masażu oraz wosk czarny, z przeznaczeniem dla mężczyzn. Cena tych świec, to 55 zł i w porównaniu ze świecami YC, których skład nie jest naturalny, te wypadają niedrogo. Druga świeca, tj. świeca palmowa, pochodzi z serii Enjoy. Do wyboru mamy dwa warianty, jeżeli chodzi o rozmiar. Są to świece małe i średnie. Wariantów zapachowych i kolorystycznych jest również 7. Moja świeca jest w małym rozmiarze - większe pakowane są dodatkowo w biały kartonik. Cena w zależności od rozmiaru, to 20 lub 40 zł. Producent zaleca dzienne palenie świecy w czasie maksymalnym 2,5-3 godzin - czas ten sprzyja równomiernemu spalaniu się wosku oraz zapobiega powstawaniu tuneli. Woski do kominka, to również woski sojowe - w mojej opinii mają taką samą intensywność zapachu, jak świeca. Kupić je można za 8 zł. Cena ta obejmuje 8 małych wosków. Jestem zauroczona świecami Lanaline. Wyglądają skromnie, ale pięknie. Są naturalne, więc z pewnością przypadną do gustu osobom, które żyją w 100% w zgodzie z naturą. Świece nie są drogie, jeżeli weźmiemy pod uwagę ich naturalne składy. To moje pierwsze naturalne świece i podejrzewam, że nie ostatnie.

Kupujecie świece naturalne?
Czytaj dalej

niedziela, 17 września 2017

Lirene - pielęgnacja prosto z Morza Martwego - balsamy i mgiełka do ciała Mineral Collection

Zbliża się jesień, która już od dłuższego czasu wisi w powietrzu. Widać to chociażby po zmianach, jakie zachodzą na drzewach czy temperaturze odczuwalnej. Nie ma żartów, trzeba przygotować się na najgorsze, czyli jeszcze więcej deszczu i chłodu. Takie poranki czy wieczory warto uprzyjemniać sobie ulubionymi kosmetykami, które nas zrelaksują i choć na chwilę pozwolą zapomnieć o tym, że lato odeszło. W tym roku wyjątkowo mocno za nim rozpaczam, bo tak naprawdę nie zdążyło za bardzo się rozgościć, a już musi odejść. Ucieczka w kosmetyki wydaje się być tu dobrym rozwiązaniem. Swoje ciało jesienią i zimą balsamuję zdecydowanie częściej, niż latem czy wiosną. Rozpoczyna się sezon grzewczy, a co za tym idzie, w domu zaczyna robić się sucho, co w konsekwencji przekłada się na stan naszej skóry. Warto wtedy dopilnować, by miała ona odpowiedni poziom nawilżenia. O moje nawilżenie dbają od jakiegoś czasu kosmetyki Lirene - balsamy oraz mgiełka z serii Mineral Collection.


Balsamy mieszczą się w plastikowych, bardzo elastycznych tubach, które wyglądają przepięknie. Swoim kolorem oraz grafikami idealnie nawiązują do podwodnego świata.  Zamknięcie na "klik". Produkty stawia się tak, że zawsze spływają i nie ma najmniejszego problemu z wydobywaniem ich z opakowań. Zapachy są (wydaje mi się) takie same. Są delikatne, świeże i bardzo przyjemne dla nosa. Utrzymują się na skórze przez jakiś czas. Balsamy mają takie same konsystencje i tu jetem trochę zaskoczona - z reguły lekkie balsamy mają wodniste i delikatne konsystencje, z kolei te odżywcze są gęste i bardziej treściwe. W tym przypadku oba produkty mają konsystencję lekką, która bardzo szybko się rozsmarowuje i wchłania w mig. Nie było sensu, bym testowała oba te balsamy sama. Podzieliłam się z mamą. Sobie zostawiłam lekki balsam odżywczy z jedwabiem morskim, a mamie podarowałam multi-regenerujący balsam do ciała z minerałami z Morza Martwego.


Obie mamy, jak najbardziej pozytywne wrażenia z testowania. Moja skóra (poza łokciami) nie jest zbyt absorbująca - raz na jakiś czas nakładam balsam, pod prysznicem dodatkowo aplikuję jakiś olejek i jej to pasuje, stąd też wybór lekkiego balsamu. Dla osób z takimi niewygórowanymi potrzebami, jak ja, balsam sprawdzi się przez cały rok, ponieważ dobrze nawilża, wygładza i naprawdę świetnie pachnie. Podobnie sprawa ma się w przypadku balsamu multi-regenerującego dedykowanego do skóry suchej.  Mimo, że konsystencja jest dość niepozorna, to balsam daje radę. Szybko się wchłania, nie bieli, nie pozostawia tłustego filmu (podobnie, jak lekki balsam), a gładką i miłą w dotyku skórę.


Na koniec zostawiłam sobie mój hit, czyli olejkową mgiełkę do ciała z koralem morskim. Jest to produkt dwufazowy - przed użyciem należy go wstrząsnąć, po czym uzyskamy taki piękny kolor, jak na zdjęciu powyżej. Mgiełkę aplikuje się za pomocą atomizera, który świetnie rozpyla produkt. Nie leje się on bowiem strumieniami, a bardzo szeroką, delikatną mgiełką. Kiedy chcę nanieść ją na nogi, zazwyczaj je złączam, bo ta średnica rozprysku jest szeroka nie na żarty. Mimo, iż jest to produkt z olejkiem, to po jego użyciu nie kleimy się, ani nie jesteśmy tłuści - czego się obawiałam, a mimo to nasze nogi czy inne części ciała bardzo ładnie błyszczą. Mgiełka błyskawicznie się wchłania pozostawiając nasze ciało pięknie pachnące. Kiedy po raz pierwszy użyłam tego kosmetyku, mój chłopak od razu go wyczuł i pochwalił to, jak ładnie pachnę - to był dla mnie dowód na to, że skoro  największy kosmetyczny ignorant zwrócił na niego uwagę - musi być godny uwagi. Mgiełka nie jest zbyt wydajna, by pokryć całe ciało, potrzebuję naprawdę wielu pompek (a ja dodatkowo należę do tych wysokich, więc jeszcze większa powierzchnia do pokrycia). Mimo to, motywuje mnie do do kolejnego zakupu.

Znacie kosmetyki Lirene z linii Mineral Collection?


Czytaj dalej

sobota, 16 września 2017

Złote plakaty - Twój dom w nietuzinkowym stylu

Każdy z nas kocha otaczać się pięknymi rzeczami i pragnie, by w jego życiu było ich, jak najwięcej. My kobiety kochamy różnego rodzaju duperelki, które ustawiamy na półkach. Przestawiamy je z jednego miejsca do drugiego, by znaleźć im te najbardziej odpowiednie. Wymieniamy je w zależności od pór roku i z każdym dniem gromadzimy ich coraz więcej. Mnie, każdy nawet najmniejszy drobiazg bardzo cieszy. Poza półkami ozdabiamy też nasze ściany. Bardzo popularne stały się różnego rodzaju plakaty dekoracyjne i motywacyjne, które każdego dnia dają nam kopniaka do działania, albo przypominają nam, co w życiu jest naprawdę ważne. Moje ściany od kilku tygodni ozdabiają wyjątkowe dekoracje ze sklepu Złote plakaty. Jestem nimi zauroczona i wiem, że Was też kupią one w całości! Już od bardzo dawna staram się dopieścić mój kącik i czuję, że prawie mi się to udało.


Dlaczego napisałam prawie? Ano dlatego, że brakuje mi jeszcze zasłon. Na zdjęciu widnieją jasne firanki, bez żadnych wzorów. Ogólnie preferuję na oknach jedynie zasłony, firanki mi się nie podobają, ale na potrzeby zdjęć, pięknie się tu wpasowały. Mój kącik sypialniany mieści się pod skosem, dlatego nie mam tam za dużo powierzchni, którą mogłabym wykorzystać. Mimo to, srebrne plakaty wpasowały się tu cudownie! Liść akacji oraz cytat "wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej" dopasowany w konturze domu tworzą bardzo zgrany duet.


Producent tak pięknie pisze o swoich plakatach, że postanowiłam Wam te opisy przytoczyć. O plakacie z liśćmi akacji pisze tak: "Kocha, lubi, szanuje… kto z nas nigdy nie wróżył w ten sposób z delikatnego liścia akacji? Wiele miłosnych perypetii z czasów szkolnych rozwiązywanych było właśnie w ten sposób. Taki plakat sprawdzi się w każdym wnętrzu, w którym brakuje przysłowiowej „kropki nad i”. Doda uroku ścianie w sypialni, a powieszony nad kuchennym stołem będzie alternatywą dla prawdziwych, żywych roślin. Dekoracja z delikatną gałązką akacji ożywi nawet korytarz czy łazienkę sprawiając, że te często pomijane w dekorowaniu wnętrza nabiorą nowego charakteru." Z kolei plakat z cytatem opisuje w sposób następujący: "Plakat Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej to nowoczesne spojrzenie na znane przysłowie. Grafika, która otula tekst jest jego domem, w którym czuje się najlepiej. Chcielibyśmy byś również czuł się tak we własnym domu, dlatego proponujemy Ci taką niebanalną dekorację ścienną."


Dlaczego te plakaty są tak wyjątkowe? Wszystko za sprawą metalicznego blasku, który zawdzięczamy własnoręcznemu nakładaniu specjalnej folii. Plakaty pięknie odbijają światło. Patrząc na nie z boku, widzimy delikatną poświatę i zarys tego, co się na nim znajdują. Z kolei patrząc na wprost, kolory są ciemne i intensywne. Przy składaniu zamówienia można wybrać takie kolory, jak: złoty błyszczący, złoty matowy, srebrny, miedziany, rose gold oraz czarny bez połysku. Wybrać możemy również rozmiar i do wyboru mamy ich, aż 9.


Skusiłam się na 4 plakaty. Dwa srebrne, które widzicie powyżej o wymiarach A3 oraz A4, a także czarny plakat bez połysku w rozmiarze A3 oraz plakat rose gold w rozmiarze A4. Te dwa ostatnie plakaty wiszą w innych pomieszczeniach w moich domu.


Czarny plakat jest najbardziej uniwersalny. Nie odbija światła, więc jest dobrze widoczny z każdej perspektywy. Przedstawia serce z napisem: "and they lived happily ever after" i wisi w sypialni moich rodziców. Jest ona utrzymana w szarościach, więc kolor czarny idealnie tam pasuje.


Ostatni plakat ma cudowny kolor! Odcień rose gold, czyli takie różowe złoto wygląda naprawdę pięknie. Dla mnie jest to taki odcień miedziany, który teraz jest bardzo na topie. Na plakacie można dostrzec napis: "Happiness is here to stay". Charakterystyczną cechą plakatów jest to, że oprawione są one w ramki, które mają taki sam odcień, jak to, co zechcemy mieć na plakacie. Tworzy to bardzo spójną całość. Ramki i plakaty sprzedawane są oddzielnie. Bardzo fajnym rozwiązaniem jest zastąpienie szybki w ramie taką jakby plexą. Świetnie odbija ona światło, nie pęknie w transporcie, czy chociażby wtedy, jak jakimś cudem spadnie ze ściany.


Jestem zauroczona tymi plakatami i z pewnością zamówię jeszcze kilka, kiedy będę urządzała swój dom. Plakaty te są oryginalne i nietuzinkowe i zgadzam się z producentem, że ich powieszenie, bądź postawienie w domu postawi kropkę nad "i" w wykończeniu całego domu. Jest jeszcze jedna, ciekawa opcja. Plakaty można wydrukować również na czarnym tle. Wtedy te złote, błyszczące napisy wyglądają bardzo elegancko i z klasą.

Znacie stronę Złote plakaty? Co myślicie o takich dekoracjach ścian?
Czytaj dalej

czwartek, 14 września 2017

Sposoby na piękne włosy - sauna fryzjerska, keratynowe prostowanie, masaż skóry głowy, darsonwalizacja i mezoterapia skóry głowy

Włosy to dla kobiety ważna sprawa, bowiem są one coraz bardziej świadome odpowiedniej pielęgnacji i doboru produktów. Wiele dziewczyn od samego początku decyduje się na zapuszczanie włosów - ja zdecydowanie do nich należę. Nigdy nie miałam krótkich włosów (poza okresem, kiedy miałam kilka lat). Zawsze najlepiej czułam się w tych długich, choć kiedyś w ogóle nie po drodze było mi z ich odpowiednią pielęgnacją. Teraz też nie do końca biegle czuję się w tym temacie, bo moje włosy nadal pozostawiają wiele do życzenia. Zmobilizowana tym faktem, chciałabym przedstawić Wam kilka zabiegów fryzjerskich, bądź czynności, które będą miały dobry wpływ na kondycję włosów. Inspiracją do tego artykułu był poradnik "Ile kosztuje zabieg keratynowy, sauna fryzjerska, masaż skóry głowy, darsonwalizacja, mezoterapia skóry głowy".


SAUNA FRYZJERSKA - INTENSYWNE NAWILŻENIE

Nasze włosy niszczą się na skutek wielu czynników. Głównie poprzez niesprzyjające wrunki atmosferyczne, czy zabiegi stylizacyjne (suszenie, prostowanie, kręcenie włosów). Przesuszone włosy mają to do siebie, że niszczą się jeszcze szybciej. Końcówki się rozdwajają, włosy łamią, co w konsekwencji jest bardzo nieestetyczne i prędzej czy później doprowadzi nas do salonu fryzjerskiego celem ich ścięcia. Można temu jednak odpowiednio zaradzić, a kluczem do sukcesu w tej sprawie jest nawilżenie, jakie gwarantuje sauna fryzjerska. Na czym poleca ten zabieg? Fryzjer nakłada klientowi na włosy maskę (lub ampułkę) i przykrywa je specjalnym czepkiem. Nad głową umieszcza się z kolei kopułę, której zadaniem jest wytwarzanie pary wodnej o temperaturze około 40 stopni. Para wodna otwiera łuski włosów i otwiera pory skóry głowy co pozwala na lepsze wchłonięcie się masek czy ampułek. Na zakończenie zabiegu temperatura zostaje obniżona, by łuski włosa z powrotem zamknąć. Teraz dobra wiadomość. Zabieg ten jest niedrogi, bo w mniejszych miejscowościach może kosztować już nawet 15 zł. Cena w głównej mierze uzależniona jest od użytych do tego kosmetyków, więc może być wyższa. Efekt tego zabiegu utrzymuje się na włosach nawet do 6 tygodni, a sam zabieg można powtarzać już co 2 tygodnie. Najlepsze efekty uzyskać można poprzez powtózenie kuracji od 4 do 5 razy.

https://www.vivus.pl/moje-finanse/jest-okazja-jest-pozyczka/ile-kosztuje-zabieg-keratynowy-i-inne-sposoby-na-piekne-wlosy/

KERATYNOWE PROSTOWANIE WŁOSÓW 

Jest to bardzo popularny zabieg, który zapewne znają wszyscy, szczególnie osoby, które nie potrafią zapanować nad swoimi niesfornymi włosami. By nie katować ich prostownicą i nie narażać ich na spalenie poleca się wykonanie zabiegu keratynowego prostowania włosów. Keratyna, to jeden z podstawowych składników budulca naszego włosa. To za jej sprawą nasze włosy są błyszczące i gładkie. Keratynę tracimy, kiedy poddajemy nasze włosy licznym koloryzacjom lub zbyt długo narażamy je na promieniowanie UV. Zabieg keratynowego prostowania włosów polega na wprasowaniu keratyny w poszczególne pasma naszych włosów. Po umyciu włosów przeznaczonym do tego specjalnym szamponem, płyn zawierający keratynę jest wprowadzany w głąb naszego włosa przy użyciu rozgrzanego do ok. 230°C ceramicznego żelazka fryzjerskiego. Cena zabiegu uwarunkowana jest długością włosów i zaczyna się już od 250 zł. Trwałość takiego zabiegu oscyluje w granicach 3-6 miesięcy. Ta dość duża przepaść spowodowana jest tym, jak systematycznie stosujemy się do zaleceń fryzjera. Warto pamiętać, że przy pielęgnacji włosów po keratynowym prostowaniu należy używać kosmetyków bez soli, alkoholu, SLS i silikonów.

https://www.vivus.pl/moje-finanse/jest-okazja-jest-pozyczka/ile-kosztuje-zabieg-keratynowy-i-inne-sposoby-na-piekne-wlosy/

MASAŻ SKÓRY GŁOWY I JEGO EFEKTY

Ten zabieg to jedna z naturalnych metod pielęgnacji włosów. Dzięki niemu przyspiesza się wzrost nowych włosów, pobudza krążenie, relaksuje i obniża napięcie, co wygładza zmarszczki na twarzy i szyi. Pomaga usunąć martwy naskórek oraz pozostałości po kosmetykach, a także zwiększa objętość włosów, podnosi je u nasady i zapobiega ich wypadaniu. Ten zabieg świetnie sprawdzi się wykonany na słabych i cienkich włosach pozbawionych blasku. Jeżeli masaż sprawia Ci przyjemność i pozwala Ci się zrelaksować oznacza to, że jest odpowiednio wykonany. Jeżeli zależy nam na tym, by nasze włosy rosły szybciej, masaż skóry głowy należy wykonywać nawet do drugi dzień. Zabieg nie jest drogi. Można go wykonać już od 20 zł. Często łączony jest z innymi usługami, np. z sauną czy strzyżeniem (ale cena jest wyższa - wiadomo).

https://www.vivus.pl/moje-finanse/jest-okazja-jest-pozyczka/ile-kosztuje-zabieg-keratynowy-i-inne-sposoby-na-piekne-wlosy/

DARSONWALIZACJA - WALKA Z ŁUPIEŻEM I ŁOJOTOKIEM

Zabieg ten można stosować zarówno na ciało, jak i na owłosioną skórę głowy. Zwany jest również inaczej prądami d'Arsonvala. Zabieg jest bezbolesny, co więcej, niektórych może relaksować. Na skórze wyczuwalne jest mrowienie, słychać delikatne trzaski i zapach ozonu. Osoba, która wykonuje zabieg podpina do elektrody pelotę w kształcie grzebienia i przesuwa nią powoli po powierzchni skóry, na którą działa prąd tzw. wielkiej częstotliwości, o wysokim napięciu i niskim natężeniu. W trakcie zabiegu pojawia się ozon, który ma właściwości bakterio- i grzybobójcze. Dzięki darsonwalizacji nasze naczynia krwionośne są rozszerzone i lepiej odżywione. Redukuje on również łojotok, problem z łupieżem czy przetłuszczaniem włosów. Sprawia, że skóra głowy lepiej przyjmuje substancje lecznicze. Ponadto domyka łuski włosów, więc wyglądają one na gładsze. Zabieg ten może być wykonywany nawet 2 razy w tygodniu.  By efekty były widoczne poleca się wykonanie całej serii - od 10 do 20 zabiegów, przeprowadzanych systematycznie co dwa lub cztery dni.  Koszt takiego zabiegu waha się od 150 zł do nawet kilkuset złotych.

https://www.vivus.pl/moje-finanse/jest-okazja-jest-pozyczka/ile-kosztuje-zabieg-keratynowy-i-inne-sposoby-na-piekne-wlosy/

MEZOTERAPIA BEZIGŁOWA I IGŁOWA SKÓRY GŁOWY

Mezoterapia to zabieg kosmetyczny, a w odniesieniu do fryzjerstwa poleca na tym, że dostarcza substancje aktywne, takie jak minerały, peptydy, wyciągi roślinne w głąb skóry głowy. Stosuje się go przy nadmiernym wypadaniu włosów, ponieważ zabieg ten zahamowuje ten proces oraz przyspiesza odrost nowych włosów. Poprawia również kondycję, ukrwienie i odżywia skórę i mieszki włosowe. Włosy, które odrastają są mocniejsze, grubsze i naturalnie błyszczą. Mezoterapia dzieli się na mezoterapię igłową i bezigłową. Igłowa może być lekko bolesna (choć można poprosić o znieczulenie miejscowe). Bezigłowa wykonywana jest bez najmniejszego bólu, ponieważ odbywa się to poprzez fale ultradźwiękowe, jednak jest mniej skuteczna. Zabieg ten jest dość kosztowny. By kuracja przyniosła pożądane efekty należy wykonać około 10 zabiegów, wykonywanych do 7 dni. Koszt oscyluje zatem w granicach od 2000 do 4000 zł.

Jak widzicie, zabiegów na poprawę kondycji włosów jest naprawdę wiele. Niektóre są niedrogie i bardzo przyjemne, jak np. masaż skóry głowy, inne, jak np. mezoterapia, są kosztowne, ale przynoszą wspaniałe efekty.Zabiegi te działają na nasze włosy różnorako. Niektóre poprawiają kondycję włosów, które już mamy na głowie, inne wspierają wzrost nowych włosów. Pielęgnacja włosów jest bardzo ważna, odpowiednio dobrana fryzura czy kolor włosów potrafi niewątpliwie dodać urody, więc warto o ten aspekt dbać należycie.

Czy któraś z Was poddawała się któremuś z tych zabiegów? Opowiedzcie o swoich doświadczeniach w tym temacie.
Czytaj dalej

środa, 13 września 2017

System Workflow - co to jest i czy warto go stosować?

W Polsce, jak i na świecie istnieje wiele firm w różnych branżach. Jedne prosperują świetnie, inne kompletnie sobie nie radzą i w dość szybkim czasie ogłaszają swoją upadłość. Jest jednak pewien sposób na to, by firmą zarządzało się lepiej. W dzisiejszym poście chciałabym poruszyć temat workflow, co z wolnego tłumaczenia oznacza przepływ pracy. Termin ten jest coraz częściej spotykany, aczkolwiek niewiele osób wie, z czym to się tak naprawdę je. System workflow to nic innego, jak sposób zarządzania zespołem ludzi, czyli spojrzenie z boku na organizację pracy. Główną rolę odgrywają tu managerowie, którzy dysponują różnymi zadaniami w oparciu o pewne ustalone wytyczne. Pewnie ciekawi Was, jak wygląda to z punktu widzenia pracownika? Zatem, pracownik jest informowany o tym, że ma do wykonania pewną pracę, jednak nie wie, jakie zastosowanie czy jakie znaczenie ma jego część. Na czym tak obszerniej polega ten proces zarządzania znany workflow?


Aby dobrze zrozumieć, o co chodzi w tej metodzie, powinno się wiedzieć, czym ona jest. Można to opisać zarówno w szerszym, jak i węższym znaczeniu. Obszerniej ujmując, jest to sposób przepływu informacji zachodzący między różnymi obiektami, które biorą udział w jej przetwarzaniu. W węższym znaczeniu, to nic innego, jak przepływ dokumentów pomiędzy zatrudnionymi pracownikami, którzy odpowiedzialni są za wykonywanie pewnych zespołów czynności. Można to objaśniać również w kontekście komputerowym, w którym workflow charakteryzuje automatyzacja procesów biznesowych, w trakcie których pracownicy  otrzymują poszczególne zadania automatycznie, na podstawie pewnych procedur. Dlaczego zatem warto stosować workflow? Istnieje co do tego kilka powodów:
  • przede wszystkim, dzięki temu systemowi można skupić się na lepszym rozdzieleniu zadań, głównie pod względem posiadanych przez pracowników kwalifikacji. Jednocześnie przekłada się to na lepsze zarządzanie i kontrolowanie przepływu pracy. Można dzięki temu połączyć pracę różnych działów,
  • pozwala również rozwiązywać problemy. Informacje na temat przebiegu procesu są dostępne szybciej, przez co daje pozwolenie na natychmiastowe reagowanie na zaistniałe przestoje już w trakcie pracy,
  • nie wszystkie zadania, które są do wykonania muszą zostać zrobione za pomocą pracy rąk ludzkich. Powierzone obowiązki mogą zostać zautomatyzowane, co daje przedsiębiorstwom możliwość zaoszczędzania czasu, który jest cenny i ograniczenia kosztów związanych z nakładami pracy ludzkiej.
By wprowadzić do firmy system workflow należy go odpowiednio przystosować. Fundamentem stanowiącym podstawę dla wprowadzenia tego programu jest znajomość procesów zarządzania, ponieważ to na ich podstawie opracowuje się różnego rodzaju programy, których zadaniem jest wykazywanie miejsc, w których niezbędne jest modyfikacja. Wprowadzenie tego systemu wykazuje wszystkie wady i zalety, które przekazywane są kolejno programistom, co w konsekwencji pozwala usprawnić i dostosować aplikację. Dzięki temu, to wspaniałe narzędzie, które ogranicza nakłady pracy i steruje różnymi procesami. Fajnie byłoby, by w przyszłości pojawił się tego typu system, który zarządzałby pracą bloga czy social mediów. Pokazywałby, które funkcje trzeba poprawić, co działa źle i wymaga poprawy lub co działa dobrze i jakie działania w tym kierunku trzeba wzmocnić.

Słyszeliście o systemie zarządzania workflow?
Czytaj dalej

wtorek, 12 września 2017

Schwarzkopf - odżywka micelarna oczyszczająca - Repair rescue

Ostatnio w moich łazienkowych zbiorach kosmetyków do włosów pojawiła się totalna nowość i podejrzewam, że będzie to nowość również dla Was. W Shinybox znalazłam dodatkowy produkt, tj. micelarną odżywkę oczyszczającą. Co ciekawe, jest to odżywka, którą powinniśmy używać do mycia włosów pomijając szampon. Muszę przyznać, że sceptycznie do tego produktu podeszłam, ale czy słusznie? O tym za chwilę.


Odżywka micelarna ma, aż 500 ml. Szczerze, to nie lubię tak dużych produktów, ponieważ brak mi systematyczności w zużywaniu. Jest zatem większe prawdopodobieństwo, że szybciej zużyję mniejsze opakowanie i zacznę testować coś nowego. Mimo to bardzo duży plus za pompkę - uwielbiam takie rozwiązania praktycznie we wszystkich kosmetykach. Nabieranie produktu jest proste, możemy ustalić liczbę pompek, która nam najbardziej podpowiada i tę ilość dokładnie powtarzać przy każdym myciu. Produktu tego nie należy stosować codziennie, najlepiej naprzemiennie z szamponem. Konsystencja jest idealna - nie jest rzadka, więc nie przecieknie przez palce, co wpływa na jej wydajność. Jest za to dość gęsta, ale nie sprawia problemów przy nanoszeniu na włosy. Zapach jest przyjemny dla nosa, dość świeży, ale ciężko mi go do czegoś porównać. W każdym razie przypadnie do gustu większości osób (tak myślę). Jeżeli nie, to dobra wiadomość jest taka, że nie utrzymuje się na włosach zbyt długo.


Producent zaleca stosowanie 5-10 pompek na jedno mycie. Ta różnica wynika pewnie z długości włosów użytkowników. Mają włosy do pasa, zdecydowałam się na użycie 10 pompek. Nie używam ich w większej ilości, nie mam takiej potrzeby. Początkowo, po jej zastosowaniu moje ręce, aż rwały się w kierunku szamponu. Czułam, jakby moje włosy były niedomyte. Postanowiłam się przemordować z tym uczuciem i dać jej szansę. Efekty niestety nie były zachwycające. Skalp był dość dobrze oczyszczony, nie powiem, że nie! Jednak efekt pielęgnacji włosów był znikomy. Odżywka przeznaczona jest do włosów zniszczonych - ja niewątpliwie takie mam, jednak ani po pierwszym, ani po kilku kolejnych myciach niewiele się zmieniło. Odżywka micelarna to zapewne innowacyjny i nietuzinkowy produkt, ale nie przypadł mi do gustu. Cena (ok. 60-70 zł) jest dla mnie bardzo wysoka biorąc pod uwagę, że w zasadzie niczego nie zrobiła z moimi włosami.

Używałyście odżywki micelarnej Schwarzkopf? Może u Was spisała się lepiej?
Czytaj dalej

poniedziałek, 11 września 2017

AUBE - kosmetyki przeciwzmarszczkowe do twarzy

Jakiś czas temu przywędrowały do mnie kosmetyczne nowości. Nowości dlatego, że wcześniej kompletnie nie znałam marki. Lubię poznawać nowinki kosmetyczne, które wchodzą na rynek, więc ucieszyłam się, że niebawem w mojej łazience zagości coś nowego. Z racji, że ja obecnie mam napoczęte dwa kremy, postanowiłam, że wybiorę coś dla mojej mamy. Takim oto sposobem wybrałam jej krem na dzień, krem na noc oraz serum wzmacniające strukturę skóry z widocznymi zmarszczkami, a także coś dla siebie, tj. wygładzającą bazę pod makijaż. Teraz chciałabym co nie co Wam o tych kosmetykach opowiedzieć.


Najpierw zacznę od opakowań, ponieważ patrząc na te produkty nie sposób przejść koło nich obojętnie. Wspomnę najpierw, że firma stanęła na wysokości zadania i zapakowała te produkty w bardzo elegancki sposób. Wszystko skryte było w srebrnym pudełku z wieczkiem, które ładni odbija światło. Całość przewiązana granatową wstążką z logiem marki (w zależności od przeważającego koloru kosmetyków kokardka miała granatowy, bądź bordowy kolor). Po otwarciu, na czarnych ścinkach wyłożone były kosmetyki. Wyglądało to bardzo elegancko, gustownie i z klasą. Kosmetyki również wyglądają zjawiskowo i nietuzinkowo. Są błyszczące i odbijają wszystko niczym lustro, dlatego ciężko było mi je uchwycić dobrze na zdjęciach.


Kremy na dzień i na noc są produktami z linii Synthesis - w skład tej linii wchodzi razem 6 produktów. Mieszczą się w ciekawym opakowaniu przypominającym, na moje oko dysk. Są w pięknym, głębokim, granatowym kolorze. Nie podoba mi się jednak mała czcionka na bokach kremów - wydaje mi się, że szczegół odróżniający krem na dzień od kremu na noc powinien być bardziej widoczny i większy. Mi w zasadzie nie sprawiłoby to problemów, ale mama, kiedy nie ma na nosie okularów, nie za bardzo potrafi je rozróżnić, dlatego sama je sobie oznaczyła od spodu. Konsystencje kremów są białe, aczkolwiek nieco różne. Krem na dzień ma zdecydowanie lżejszą konsystencję, z kolei krem na noc jest bardziej zbity i gęsty. Oba produkty świetnie się rozsmarowują i nie zostawiają po sobie lepkiej warstwy. Pachną bardzo delikatnie, ledwo wyczuwalnie, trochę nijak. Na dobrą sprawę mogłabym ocenić je jako bezwonne, ponieważ już kilka minut od aplikacji nie czuję nic. W sumie to dobrze, bo zapach nie zdąży się uprzykrzyć. Działanie mama określa jako poprawne, aczkolwiek bez szału. Twarz jest dobrze nawilżona, to trzeba przyznać, ale zmarszczki w magiczny sposób nie zniknęły, choć tak naprawdę i tak nikt na to nie liczył. Dobre nawilżenie w pielęgnacji twarzy to podstawa - twarz wygląda wtedy na zdrową i wypoczętą. Do tego jest gładka i miła w dotyku. Na plus dodam, że w składzie dość wysoko figuruje mocznik.


Serum na noc w tym zestawieniu wypada zdecydowanie najlepiej. Może dlatego, że uprzednio wspierana jest przez treściwy krem na noc? Na pewno ma to wielki wpływ. Nie bez powodu zawsze poleca się używania produktów z tej samej serii w duecie i tu jest tego potwierdzenie. Konsystencja serum jest podobna do konsystencji kremu. Jest dość lekka, szybko się rozsmarowuje, choć nieco wolniej wchłania. Początkowo na twarzy czuć lepki film, który po jakiejś minucie znika wraz z ostatecznym wchłonięciem produktu. Zapach jest nieco mocniejszy, bardzo przyjemny. Wyczuwam w nim delikatnie jakieś kwiatowe nuty. Serum fajnie potęguje działanie kremu, dlatego nie trzeba stosować go codziennie. Spokojnie wystarczy 2-3 razy w tygodniu, co dobrze wpływa na wydajność. Dla siebie wybrałam wygładzającą bazę pod makijaż z linii Renaissance. Konsystencja serum jest przezroczysta i rzadka, troszkę jakby oleista, tłusta - wszystko za sprawą oleju sojowego w składzie. W ramach ciekawostki, olej sojowy bardzo często stosowany jest w kosmetyce, bardzo często z przeznaczeniem dla osób mających skórę tłustą, bowiem olej sojowy hamuje wydzielanie sebum i łagodzi podrażnienia. Serum wchłania się w mig i daje rewelacyjne uczucie wygładzenia twarzy, a co za tym idzie, makijaż prezentuje się zdecydowanie lepiej i ładniej. Twarz wygląda na bardzo gładką i zdrową, a sam makijaż utrzymuje się na niej zdecydowanie dłużej, co widać gołym okiem. Jestem bardzo zadowolona z tej bazy. Nie używam jej na co dzień, a sporadycznie kiedy maluję się na jakąś okazję. Baza mnie nie zapchała, ani nie wywołała innych przykrych dolegliwości, więc serdecznie ją polecam.


Kosmetyki przeciwzmarszczkowe nie wywołały u mojej mamy reakcji "wow", ale gwarantują przyzwoite efekty w postaci dobrego nawilżenia, które niesie ze sobą wiele innych dobrych następstw. Kremy, zarówno na dzień, jak i na noc, kosztują według mnie niewiele, bo 54,90 zł (podobnie, jak baza). Jest to dla mnie niewysoka cena za krem, szczególnie, że mamy do czynienia z bajeranckimi opakowaniami, które nierzadko zawyżają ceny produktów. Serum kosztuje niewiele więcej, bo za 30 ml zapłacimy 59,90 zł. Wydaje mi się, że efekty, jakie gwarantują produkty są adekwatne do tych cen. Wszystkie te produkty są dodatkowo niebywale wydajne. Mama używa ich już blisko 2 miesiące, a w słoiczkach jest ich jeszcze trochę. Myślę, że spokojnie starczą na jakieś 3 tygodnie (serum dłużej).

Znacie kosmetyku Aube? Używaliście któregoś z produktów tej marki?
Czytaj dalej

niedziela, 10 września 2017

Makeup Revolution - nowości do makijażu

Dziś wstałam skoro świt i nie dlatego, że ze mnie taki ranny ptaszek, tylko dlatego, że obudziło mnie wdzierające się do pokoju słońce. Nie powiem, by była to niemiła pobudka, bo słońca mamy tak mało, że każda jego ilość jest na wagę złota. Mimo to, czuję się bardzo niewyspana. Na dniach będę zakładała rolety (bo robię to już od zimy). Jednak mimo, że są one ciemne, to przepuszczają jeszcze sporo światła. Chciałabym kiedyś wyposażyć się w zewnętrzne rolety, ale chyba będzie to już miało miejsce w nowym domu. Przeglądając, póki co z ciekawości, rynek usługodawców, natknęłam się na firmę sukcesgroup.pl, która ma w swojej ofercie masę gadżetów do rolet czy zasłon, np. piloty elektryczne czy piloty do zasłon i karniczy. Fajne bajery! Jednak wracając do głównego wpisu... Marka Makeup Revolution nieustannie się rozwija i co i rusz zaskakuje kolejnymi nowościami. Wszystko zawsze tak pięknie wygląda, że ciężko od tego oderwać wzrok lub przejść koło tego obojętnie. Ja nie potrafię. Jakiś czas temu prezentowałam Wam ogrom nowości marki Makeup Revolution, Freedom i I <3 Makeup. Nie minęła chwila, a ja znów mam Wam do pokazania kolejną porcję wspaniałości. Dlatego kubek w dłoń i zapraszam do dalszej części wpisu, a gwarantuję, że wiele rzeczy wpadnie Wam w oko.


#1 ULTRA STROBE BALM PALETTE - PALETA ROZŚWIETLACZY W KREMIE - jest idealna do popularnego ostatnio strobingu! Pozwala na doskonały makijaż twarzy, uwydatniając wszelkie wypukłe części na niej. Pozwala uzyskać "efekt tafli", twarz jest natychmiastowo rozświetlona. Produkt doskonale utrzymuje się przez długi okres czasu, bez konieczności poprawiania makijażu w ciągu dnia. W paletce znajduje się aż 8 kremowych rozświetlaczy, które są długotrwałe i idealnie aplikują się na twarzy.

#2 ULTRA STROBE AND LIGHT PALETTE - PALETA PUDROWYCH ROZŚWIETLACZY - w paletce znajduje się aż 8 pudrowych rozświetlaczy, które są długotrwałe i idealnie aplikują się na twarzy. Produkt doskonale utrzymuje się przez długi okres czasu, bez konieczności poprawiania makijażu w ciągu dnia. Rozświetlacze z łatwością się aplikuje, posiadają delikatną pudrową formułę, która stapia się z skórą tworząc bardzo naturalny efekt.


#3 SKIN KISS - ROZŚWIETLACZE - kiss skin to efekt skóry pocałowanej zdrowym blaskiem. Seria ta liczy trzy produkty, w których skład wchodzą następujące odcienie: Peach Kiss, Ice Kiss i Golden Kiss.


#4 GRADIENT HIGHLIGHTER - ROZŚWIEtLACZ OMBRE -wyjątkowy rozświetlacz złożony z kilku odcieni, tworzących niezwykły gradient kolorystyczny. Produkt łączy w sobie właściwości różu do policzków i rozświetlacza. Rozświetlacz pozwala na budowanie intensywności koloru na skórze. Odcienie w zestawie można dowolnie łączyć według uznania. Produkt dodaje twarzy blasku i promienności.


#5 VIVID SHIMMER BRICK - ROZŚWIETLACZE - doskonałe do rozświetlania kości policzkowych, łuku kupidyna, łuku brwiowego czy wewnętrznych kącików oczu. Idealnie podkreślą rysy twarzy. Posiadają opalizujące drobiny, dzięki czemu dodadzą skórze słonecznego blasku. Sprawdzą się również jako cienie do powiek. Poszczególne kolory można stosować oddzielnie lub łączyć ze sobą. Produkt nie pozostawia nieestetycznych smug ani plam. Niezawodny podczas wykonywania codziennego i wieczorowego make-upu.


#6 FLEX - FLEX TO YOUR POSITION - PĘDZLE - nietuzinkowe pędzle do makijażu twarzy i oczu. Dzięki bardzo elastycznej budowie można je wyginać pod jakim kontem się chce. Niewątpiliwie jest to wielka zaleta, ponieważ możemy dopasować je do swoich dłoni tak, by było nam wygodnie ich używać. Pędzle są dwustronne.


#7 RETRO LUXE - ZESTAW POMADKA + KONTURÓWKA DO UST - zestaw do makijażu ust. W jego skład wchodzi precyzyjna konturówka oraz pomadka w płynie. Oba kosmetyki zostały do siebie idealnie dobrane kolorystycznie. Całość umieszczono w estetycznym kartoniku. Produkt jest dostępny w wielu wariantach, m.in. Gloss Lip Kit, Metallic Lip Kit i Matte Lip Kit. 



#8 GHOST FINISH - PUDER - to transparentny puder sypki, który skutecznie utrwala makijaż i matowi, zapobiegając błyszczeniu się skóry. Dodatkowo dzięki sypkiej konsystencji zapewnia łatwą aplikację, a także nie pozostawia plam i smug na twarzy. Gwarantuje utrzymanie się makijażu na twarzy przez cały dzień oraz dostosowuje się do każdego rodzaju cery.

#9 SMOKY EYELINER - EYELINER WODOODPORNY - za jego pomocą można narysować bardzo precyzyjną kreskę, która stanowić będzie idealne wykończenie makijażu. Nadaje się również do blendowania. Jest wodoodporna

#10 OWAL PRECISION KABUKI BRUSH - PĘDZEL KABUKI - luksusowy pędzel do makijażu w pięknej oprawie z różowego złota. Ma owalny kształt idealnie dopasowujący się do dłoni. Perfekcyjnie sprawdzi się przy nakładaniu podkładu, pudru, oraz bronzera.


Tak prezentują się wszystkie nowości Makeup Revolution. Ten post zdominowały rozświetlacze. Najbardziej jednak ciekawią mnie pomadki. Nie chcę się tu zbyt wiele rozwodzić, bo prawdopodobnie o każdym z tych produktów zrobię oddzielny post, na którym pokaże swatche kolorów i opiszę, jak się sprawują w akcji. 

Który z tych produktów ciekawi Was najbardziej? Który zrecenzować jako pierwszy?
Czytaj dalej

sobota, 9 września 2017

BIOMED - kosmetyki organiczne do pielęgnacji

Kosmetyki organiczne dość rzadko goszczą na moim blogu. Nie powiem, ubolewam nad tym i mam nadzieję, że z każdym rokiem będzie mi ich przybywać. Dziś chciałabym napisać Wam co nie co właśnie o takich kosmetykach. Biomed to wiodąca na niemieckim rynku marką produktów pielęgnacyjnych z pogranicza medycyny i kosmetyki naturalnej. Produkty są wegańskie, w 98,9% naturalne oraz zostały przebadane klinicznie i dermatologicznie, a do tego nie zawierają parabenów, olejków eterycznych ani syntetycznych zapachów. Co więcej, nie są testowane na zwierzętach!  Jeżeli wiecie już co nie co o marce, teraz chciałabym opisać każdy z poniższych produktów. 


MASKA DO TWARZY FORGET YOUR AGE

Maska mieści się w ładnym, minimalistycznym opakowaniu, które jest białe i matowe, a napis firmy z kolei jest srebrny i odbijający światło. Niby taki szczegół, a prezentuje się naprawdę bardzo fajnie. Kosmetyk jest odkręcany i tu trochę ubolewam, że nie ma jednak zamknięcia na "klik". Produkt ma nam zagwarantować poprawienie konturu twarzy oraz wypełnienie zmarszczek kolagenem. Maska przeznaczona jest do cery wrażliwej, czyli idealnie wpisuje się w moje potrzeby. Wydaje mi się, że spokojnie można jej używać przy każdym rodzaju cery. Konsystencja jest bardzo gęsta, beżowa, ale ładnie się rozsmarowuje i szybka wchłania. Zapach jest neutralny, mało wyczuwalny, ale kojarzy mi się z zapachem towarzyszącym odwiedzinom u lekarza. Maskę nakładałam na twarz oraz szyję i trzymałam ją ok. 10-20 minut w zależności od tego, ile na ile minut relaksu mogłam sobie pozwolić. Producent zaleca by czynność tę powtarzać 1 lub 2 razy w tygodniu. Po stosowaniu tego produktu twarz była gładka i miękka w dotyku, a delikatne zmarszczki spłycone, choć nie usunięte całkowicie. Największe efektu uzyskałam w okolicach oczu. Maseczka ma tylko 40 ml, ale jest niesamowicie wydajna i starczy mi jeszcze na bardzo wiele użyć.


SERUM DO BRWI BEAUTIFUL BROW

Nigdy nie lubiłam zbytnio pielęgnować swoich rzęs odżywkami, bo naczytałam się o tym, że po zakończeniu "kuracji" rzęsy stopniowo wracają do poprzedniego wyglądu. Poza tym, brakowało mi systematyczności. Tym razem postanowiłam zadbać jednak o brwi. Moje nie są takie złe. Są dość gęste i ciemne, ale mają troszkę ubytków, więc postanowiłam je nieco podrasować tym serum. Mieści się ono w opakowaniu przypominającym tusz do rzęs, które jest całkowicie srebrne. Wygląda bardzo ładnie. Po odkręceniu mamy spiralkę, którą przeczesujemy brwi. Konsystencja serum jest przezroczysta i przyjemnie pachnie, dlatego nakładanie go na brwi, to przyjemność. Po ponad miesiącu stosowania brwi są bardziej ujarzmione, delikatnie przyciemnione i gęstsze, o co właśnie mi chodziło. Wcześniej stosowałam to serum codziennie, teraz wystarczy, gdy zrobię to 2-3 razy w tygodniu.


PŁYN NA WRASTAJĄCE WŁOSKI INGROW GONE

Problem wrastających włosków dotyka mnie od bardzo dawna. Na szczęście nie są to całe obszary, w których tak się dzieje, a pojedyncze przypadki. Mimo to postanowiłam wypróbować płyn na wrastające włoski chociażby z tego powodu, że nigdy wcześniej się z czymś takim nie spotkałam. Produkt ma konsystencję niczym woda i nie ma żadnego zabarwienia. Zapach alkoholowy, ale niezbyt mocny, a co za tym idzie znośny. Poza zapobieżeniem wrastania włosów, ma za zadanie zapobiegać ich ponownemu wrastaniu i o dziwo ma również łagodzić ewentualne podrażnienia. Produkt ten jest w 99% naturalny! Problem z wrastającymi włoskami dotyka moich nóg i miało to miejsce szczególnie wtedy, kiedy usuwałam owłosienie za pomocą depilatora. Mimo peelingowania skóry, włoski i tak wrastały. Kiedy z powrotem przerzuciłam się na maszynki, problem osłabł, ale nie zniknął w 100%. Płynu używałam więc na łydki (miejscowo) oraz na okolice bikini. Cieszę się, że zdecydowałam się na ten produkt, bo zażegnałam dzięki niemu swój mały problem. Wrastających włosków było niewiele, teraz nie ma ich wcale. Co więcej, podrażnione od golenia miejsca są złagodzone, co nie powiem, zaskoczyło mnie.


Moje pierwsze zetknięcie się z organicznymi kosmetykami Biomed uważam za bardzo udane. Produkty mnie nie zawiodły, a co więcej, przyniosły rezultaty o jakich zapewnia producent. Przyczepić się mogę jedynie do opakowań - jak już wspominałam, maskę widziałabym z zamknięciem na "klik", z kolei płyn byłby mile widziany z zamknięciem typu "press" - to według mnie bardziej wygodne i praktyczne rozwiązania. Gdyby ciekawiły Was produkty marki Biomed, to możecie spotkać ją (poza stroną główną i sklepem, do którego linkowałam na początku wpisu) na Instagramie oraz Facebooku. Chciałam jeszcze dodać, że kosmetyki przywędrowały do mnie prosto z Niemiec, a wspominam o tym dlatego, by pochwalić błyskawiczną przesyłkę. Była u mnie w ciągu zaledwie kilku dni.

Znacie kosmetyki organiczne Biomed?
Czytaj dalej

piątek, 8 września 2017

I heart makeup - paletka I heart Chocolate i rozświetlacz Blushing Hearts

Kosmetyków marki Makeup Revolution czy I Heart Makeup nikomu nie trzeba przedstawiać. Są to produkty bardzo popularne, które wyróżniają się wśród innych pięknym wyglądem, świetną jakością i dobrą ceną - na każdą kieszeń. Nic więc dziwnego, że na wieść o nowościach wypuszczanych na rynek, każda z nas marzy o tym, by swoją kolekcję o konkretne produkty powiększyć. Produkty z dzisiejszego wpisu, tj. paletka cieni I Heart Chocolate oraz rozświetlacz Blushing Hearts w odcieniu Iced Hearts nie są nowościami. Są to kosmetyki niemal wszystkim dobrze znane, jednak co i rusz pojawia się jakiś nowy wariant tych produktów. Chciałabym dziś opowiedzieć Wam o nich co nie co. W pierwszej kolejności o rozświetlaczu-serduszku.


Mieści się on w kartonowym pudełeczku, które ma kształt serduszka. By je otworzyć, należy ściągnąć z góry wieczko. Samo opakowanie jest wygodne, a pomysł na nie banalnie prosty, a jaki efektowny! Dół pudełka jest złoty, co dodaje mu elegancji. Serduszko świetnie prezentuje się gdziekolwiek zostanie postawione. Kiedyś chciałabym mieć toaletkę i z chęcią bym to serce tam widziała. W środku w plastikowym pojemniczku (niemal jak w pralinach) mieści się rozświetlacz w trzech kolorach: szampańskim, różowym i brzoskwiniowym (na moje oko).


Rozświetlacz ma bardzo dobą pigmentację. Już po jednym przejechaniu palcem i naniesieniu produktu na rękę uzyskałam tak mocne kolory. Wiadomo, podczas nakładania pędzlem, efekt jest nieco subtelniejszy, ale chyba w takim rozświetleniu właśnie o to chodzi, by nie świecić się, jak choinka a ładnie błyszczeń.  Efekt utrzymuje się na twarzy praktycznie cały dzień, jeżeli nadmiernie jej nie dotykamy. Rozświetlacz ten wyróżnia się na tle innych, które do tej pory testowałam, bo wykończenie jakie gwarantuje jest spektakularne.


Kolejnym kosmetykiem kolorowym jest paleta I Heart Makeup - I heart Chololate. Jest to trzecia peletka-czekolada w mojej kolekcji. Poza nią mam jeszcze Salter Caramel oraz Naked Chocolate. Wszystkie utrzymane są w brązowej i beżowej tonacji, czyli w kolorach, po które sięgam najczęściej. Makijaż w takiej kolorystyce jest dla mnie najbezpieczniejszy i najlepiej się w nim czuję. Mam piwne oczy, więc te kolory idealnie współgrają z moją tęczówką. Poza tym, wydaje mi się, że makijaż w takich odcieniach pasuje każdemu. Wygląd jest jest strzałem w dziesiątkę. Kobiety uwielbiają czekoladę, ale lubią też dbać o swoje ciało. Tej czekolady możesz zażywać w dowolnej ilości - ona nie tuczy! Czekoladka składa się z 16 cieni. Przeważają w niej cienie brokatowe/metaliczne, bo jest ich, aż 10. Pozostałe stanowią maty. Na cienie nałożona jest folia, na której widoczne są nazwy cieni. Wybaczcie, że zabrakło jej na zdjęciu.


Ta paleta idealnie wpisuje się w aurę panującą za oknem. Brązy i beże w niej przeważają, ale przełamane są innymi kolorami świetnie pasującymi do zbliżającej się jesieni. Mamy bowiem odcień bordowy z niebieskimi drobinami (What A Way to Go) czy kolory miedziane (You need More, Smooth Criminal i Love Divine). Na zdjęciu kolory wyszły bardziej nasycone, niż są w rzeczywistości, ponieważ na żywo wyglądają one bardziej spokojnie, bo są ciemniejsze. Cienie świetnie się blendują, prawie wcale się nie osypują, jeżeli umiejętnie się je nabiera. Na powiekach zostają przez cały dzień, co jest wielkim plusem. W zestawie znajduje się lusterko oraz pacynka do malowania, której ja osobiście nie używam.


Ostatnio stworzyłam makijaż w oparciu o te produkty. Przy makijażu oka użyłam dwóch cieni z palety I Heart Chocolate i są to: matowy cień Stolen Chocolate, który nałożyłam w zewnętrznym kącie oka oraz metaliczny Chocolate Love, który postanowiłam nałożyć również w to miejsce, by trochę ten kolor rozświetlić. Odcienie te zaznaczyłam na powyższym zdjęciu serduszkami. Nie znalazłam odpowiedniego koloru w tej palecie, który tego dnia chciałam nałożyć w wewnętrznym kąciku oka. Skorzystałam więc z innej palety Makeup Revolution, bodajże z Iconic 3. Rozświetlacz w najjaśniejszym odcieniu nałożyłam na nos i łuk kupidyna.


W makijażu nie czuję się jeszcze pewnie. Częściej coś pójdzie nie tak, niż mi wyjdzie, ale nie poddaję się. Zauważyłam, że jak maluję się dla samej siebie, tak by poćwiczyć - makijaże wychodzą mi super. Z kolei jeżeli chcę się umalować na jakąś imprezę czy wyjście - coś zawsze pójdzie nie tak. Widać, że brak mi jeszcze większej wprawy, ale wydaje mi się, że wszystko jest do wyuczenia. Niebawem planuję pokombinować trochę z innymi kolorami. Raczej nie ujrzycie na moich powiekach neonów, ale ten piękny bordowy odcień z tej czekoladki bardzo mnie kusi. O ile coś z tego wyjdzie, na pewno Wam pokażę.

Znacie produkty I Heart Makeup? Używacie którejś czekoladki czy serduszka rozświetlającego?
Czytaj dalej

środa, 6 września 2017

Jak wypromować bloga?

Każdy początkujący bloger czy przedsiębiorca chce, by od samego początku dobrze mu się wiodło. Bloger chce jak najwięcej współprac - oczywiście tych wysokobudżetowych, z kolei firma chce otrzymać jak najwięcej zleceń, bądź mieć wysoką sprzedaż w zależności od tego, czym się trudni. Nie od dziś wiadomo, że dźwignią handlu jest reklama, więc w jaki sposób można się zareklamować, by dotrzeć do dużego grona odbiorców? Przedsiębiorca pod tym względem ma według mnie łatwiej. Przy zakładaniu firmy dysponuje bowiem większym budżetem i może pozwolić sobie na wykupienie reklamy w gazecie, telewizji, czy zainwestować w billboard. Wyobraźcie sobie bilboard postawiony w centrum miasta, albo na bardzo ruchliwej trasie. Jeżeli będzie wyróżniał się przekazem na tle mu podobnych, to na pewno zwróci uwagę wielu osób. Bloger ma o tym trudniej, że zazwyczaj zaczyna od zera - a jego największym kapitałem jest to, czy ma lekkie pióro i wyczucie estetyki. Fejm jednak nie spada z nieba, trzeba na niego bardzo ciężko zapracować lub ułatwić sobie blogerskie życie w inny sposób. Jaki?


#1 WYKUPIENIE REKLAMY NA PORTALACH SPOŁECZNOŚCIOWYCH - mało który bloger nie posiada kont w social mediach. To one są często kluczem do sukcesu, ponieważ dzięki nim można w łatwy sposób powiadomić fanów o nowym wpisie, bądź też za ich pomocą utrzymywać kontakt z czytelnikami, co też jest ważne. Wykupienie reklamy kosztuje, ale nie są to koszty porównywalne do reklam w gazetach czy tv. Czasem to jedynie kilka złotych za dobę, a ruch na stronie staje się większy.

#2 ZAPRZYJAŹNIJ SIĘ Z SEO - SEO to bardzo fajna sprawa i o ile poruszasz się w tym temacie dość swobodnie, to już na początku swojej blogerskiej drogi poczujesz rezultaty w postaci wyższych statystyk. Jeżeli o mnie chodzi, to ja niezbyt swobodnie czuję się w tej dziedzinie, to dla mnie wciąż wielka zagadka, ale to, czego się nauczę staram się wprowadzać w życie blogowe i muszę przyznać, że widzę efekty. Gdybym pojęła całą wiedzę na ten temat blogowałoby mi się o wiele łatwiej. Pisanie czy tytułowanie postów pod SEO sprawi, że wpisy będą wyżej w wyszukiwarce, a tym samym więcej osób nas odwiedzi szukając odpowiedzi na zadawane pytania.

#3 ZRÓB NEWSLETTER - każdy z nas dostaje zapewne codziennie co najmniej kilka takich newsletterów. Nie ukrywam, czasem doprowadzają mnie do szały, jednak tak samo szybko, jak człowiek zdecydował się na nie zapisać, tak samo szybko może się z nich wypisać. Lepiej byłoby oczywiście, by wypisywało się ich najmniej i w tym tkwi problem. Trzeba bardzo dobrze poznać swoich czytelników i wiedzieć, jakie treści są przez nich najbardziej mile widziane. Dzięki newsletterowi będą oni wiedzieli o każdym nowym wpisie, konkursie czy rozdaniu, dzięki czemu wyższa frekwencja murowana.

Do tej puli można dołączyć również organizowanie konkursów czy rozdań, bo wtedy statystyki szybują w górę, ale jest to trochę zakłamany wzrost, bo wraz z zakończeniem rozdania, wiele osób postanawia pożegnać się z blogerem. Ja mimo to lubię od czasu do czasu coś takiego zorganizować z czystej wdzięczności za to, że jesteście, a nie z myślą o podnoszeniu statystyk. Rozdania przeważnie cieszą się sporym zainteresowaniem, a ja lubię sprawiać ludziom radość, więc można tak połączyć przyjemne z pożytecznym.

 A Ty promujesz swojego bloga? Wykupujesz reklamy w social mediach, robisz newsletter, wdrażasz SEO, a może nie robisz nic?
Czytaj dalej

PERFECTA - antyperspiranty w kulce Deoball - Citrus sorber oraz Floral Soap

Proces pocenia się jest naturalnym i nieodłącznym elementem naszego życia. Dzięki temu, nasz organizm utrzymuje prawidłową temperaturę ciała. To także skuteczny sposób na pozbycie się z naszego ciała różnego rodzaju toksyn. Pot niesie ze sobą jeszcze więcej dobrych właściwości, jak np. to, że za jego sprawą, na naszym ciele tworzy się kwaśna warstewka, która stanowi ochronę naszego ciała i pozwala regulować ilość bakterii na nim. Kto by pomyślał? Niektórzy pocą się bardziej, inni mniej. W każdym razie pot nie jest utożsamiany z czymś pożądanym. Kojarzy się bowiem z nieprzyjemnym zapachem i krępującymi, mokrymi śladami na ubraniach. Nic więc dziwnego, że każdy chce to w jak najbardziej możliwie skuteczny sposób zatuszować. Dziś chciałam opisać antyperspiranty Perfecta Deoball i wypowiedzieć się czy w tym aspekcie dają radę.


Kiedy zobaczyłam je po raz pierwszy, nie wczytując się w żadne etykiety, pomyślałam, że są to może jakieś balsamy do ust (coś a'la EOS), jednak byłoby to nieco dziwne, ponieważ są kila razy większe. Po chwili dojrzałam, że są to antyperspiranty, więc ich wielkość jest uzasadniona. Największym zaskoczeniem jest ich rewelacyjny wygląd. Są to kolorowe kule, które są pościnane w taki sposób, że przypominają kulę dyskotekową. Łatwo się otwierają i zamykają. W środku również wyprofilowane są na kształt kul, który świetnie nadaje się do aplikacji pod pachami. Z tego co się zorientowałam, antyperspiranty te występują w 3 wariantach: żółtym (citrus sorbet), niebieskim (floral soap) oraz różowym (bloom rose). Jak widzicie, ja mam dwa warianty, tj. cytrynowy i kwiatowy.


Jako wielka fanka cytrusów wszelakich, myślałam, że to żółty wariant najbardziej przypadnie mi do gustu, jednak w tym przypadku, zdecydowanie bardziej podoba mi się wersja kwiatowa. Wariant cytrusowy ma dla mnie przyjemną, aczkolwiek nieco chemiczną woń. Zapach kwiatowy jest przyjemny i delikatny. Przejdźmy zatem do najważniejszego, czyli aspektu ochrony. Jeżeli chodzi o ochronę przed brzydkim zapachem, deoball spisuje się w tej kwestii rewelacyjnie. Przez cały dzień na ciele wyczuwalna jest woń tego produktu. Z kolei w kwestii zahamowania pocenia, w bardzo upalny dzień nie daje rady, ale to dla mnie nic dziwnego, bo większość antyperspirantów, tak właśnie w takie dni się spisuje. Uważam jednak, że te produkty lepiej sprawdziłyby się w dzień z umiarkowaną temperaturą i w takie dni zamierzam właśnie ich używać. Bardzo dużym atutem tych produktów jest ich wygląd, bo nie dość, że świetnie prezentują się na łazienkowej półce, to dodatkowo stanowią niebanalny gadżet, kiedy posłużymy się nimi, jako dodatkami do zdjęć.

Ostatnio wzięłam się za siebie. Postanowiłam uprawiać więcej sportu, zamiast jeździć autem, teraz po zakupy jeżdżę rowerem. Jest taniej i zdrowiej. Czasem mijają mnie motocykliści - wiecie, że nigdy nie jechałam jeszcze na motorze? Kiedyś chciałabym, poczuć ten "wiatr we włosach" przez kask haha. Mój brat pracuje w firmie, która zajmuje się akcesoriami do motorów, jak np. inter-rally.pl. Każdego dnia ogląda różnego rodzaju akcesoria i sam coraz bardziej ma chęć kupić motor. Może moje marzenie o przejażdżce wcale nie jest tak odległe, jak mi się wydaje?

Znacie antyperspiranty Deoball od Perfecty?

Czytaj dalej