sobota, 27 maja 2017

Holika Holika - żel aloesowy wielofunkcyjny

Szał na kosmetyki Holika Holika cały czas trwa. Ja dopiero teraz skusiłam się na zakup kilku produktów tej marki. Wybrałam żel aloesowy, aloesową piankę oczyszczającą, plastry na pory oraz maskę w płachcie. Nie wszystkie się u mnie sprawdziły, ale w większości jestem z nich bardzo zadowolona. Na pewno o każdym z nich napiszę kilka słów. Dziś chciałam skupić się na wielofunkcyjnym żelu aloesowym. Aloes jest w moim domu od lat. Mam go w doniczce i czasem częstowałam się jego dobroczynnymi listkami. Uważam, że jest on świetny na różnego rodzaju ranki czy wysypki. Ma w sobie bardzo wiele witamin i minerałów, do tego dobrze nawilża, dlatego znalazł tak szerokie zastosowanie w kosmetyce. Na ten żel miałam ochotę już od bardzo dawna. Szkoda mi odzierać moją roślinkę z kolejnych listów, dlatego uznałam, że najwyższa pora, by zakupić ten sławny żel Holika Holika.


Na samym początku warto wspomnieć o jego świetnym opakowaniu, które kształtem przypomina właśnie liść aloesu. Z tyłu naklejona jest nalepka, która dokładnie odwzorowuje ten listek. Do tego butelka ma piękny, zielony kolor. Żel wizualnie prezentuje się świetnie i już tym zachęca do zakupu i zwraca na siebie uwagę. Produkt ten w 99% składa się z ekstraktu z aloesu, więc można go stosować naprawdę na wiele sposobów. Jest to produkt uniwersalny. Sprawdzi się do każdego rodzaju skóry, od normalnej, poprzez suchą, aż po skórę wrażliwą i skłonną do podrażnień. Jest to produkt hipoalergiczny, więc sprawdzi się nawet na tej najbardziej wymagającej skórze. Konsystencja jest przyjemna, lekka, a żel ma przezroczysty kolor. Jest bardzo wydajny, bo już niewielka ilość wystarczy na pokrycie dość dużej powierzchni ciała.


Żel stosowałam na kilka sposobów. Pierwszym z nich była bezpośrednia aplikacja na twarz. Czytałam gdzieś, że super sprawdza się jako baza pod makijaż. Może nie sprawia, że makijaż utrzymuje się na twarzy znacznie dłużej, ale zdecydowanie wpływa na jego jakość. Skóra po stosowaniu żelu jest nawilżona, pozbawiona suchych skórek, więc po aplikacji podkładu, prezentuje się dobrze i wygląda na zadbaną. Kolejnym sposobem, w jaki użyłam tego żelu, była aplikacja na nogi tuż po ich depilacji. Kosmetyk przyniósł ulgę, a ewentualnie zacięcie w okolicy kostki potraktowane tym żelem nie szczypało tak bardzo. Żel może być również przeznaczony do smakowania na skórę po opalaniu. Ja nie lubię się opalać, ale moja mama w tym roku osiągnęła już bardzo wysoki stopień opalenizny, do tego stopnia, że aż schodzi jej skóra z pleców. Kręciła się po podwórku kosząc trawę i słońce mocną ją spiekło. Plecy paliły mamę tak bardzo, że musiała spać na brzuchu. Postanowiłam wypróbować ten żel i pomóc jej w cierpieniu. Przyniósł on mamie upragnioną ulgę. Z każdym dniem przekonuję się o kolejnych sposobach na jego użycie. Z pewnością po wykończeniu tego opakowania kupię kolejne. Mój żel ma pojemność 250 ml i zapłaciłam za niego ok. 34 zł na Iperfumy.pl.

Znacie produkty Holika Holika? Możecie mi jakiś polecić? Chętnie powiększę swoją kolekcję o kolejne produkty.
Czytaj dalej

piątek, 26 maja 2017

Claresa - lakiery hybrydowe o ulepszonej formule - swatche i pierwsze wrażenie

Nowości hybrydowe, to coś, co lubię najbardziej. Robienie paznokci sprawia mi naprawdę bardzo dużo frajdy, choć ostatnio trochę o tym zapomniałam. Natłok obowiązków związanych ze szkołą, daje mi się we znaki. Jednak muszę się Wam pochwalić, moja praca magisterska jest już napisana! Cieszę się, że chociaż to odeszło mi z puli obowiązków do zrobienia. Pozostało zaliczyć semestr, przeżyć obronę i cieszyć się wakacjami! Wtedy z pewnością będę miała więcej czasu na to, by przygotowywać dla Was więcej postów paznokciowych: pokazywać swatche, manicure, zdobienia czy tutoriale. Dziś chciałabym pokazać Wam nowe nabytki hybrydowe od marki Claresa. Są o hybrydo o ulepszonej formule. Ciężko jest mi się ustosunkować do tego i porównać ze starą formułą, bo po prostu nigdy nie używałam lakierów tej marki. Lakiery dotarły do mnie w formie testerów, co trochę mnie zaskoczyło. Zapraszam Was na swatche kolorów jakie dostałam.


#1 KOLOR 201 BROWN RABBIT-  kolor, który ja określiłabym, jako kolor pitnego kakao, producent nazwał go brązowym królikiem. Jest to kolor niby brązowy, ale nieco rozbielony i bardzo w moim stylu. Lubię takie kolory na paznokciach, szczególnie kiedy przełamuję je nieco jaśniejszymi odcieniami. Nie mam za wielu tego typu kolorów w swojej kolekcji (chyba tylko 2), więc cieszę się na jego wypróbowanie.


#2 KOLOR 305 GREEN HORSE - jest to kolor, który najmniej podoba mi się w całej kolekcji, bo to taki odcień zieleni, którego najbardziej nie lubię. Na zdjęciu wyszedł mi nieco pastelowo, ale w rzeczywistości bliżej mu do odcienia neonowego. Nie wiem czy kiedyś go wykorzystam. Może ko,uś go podaruję, bo jestem zdania, że nic na siłę.


#3 KOLOR 405 RED HORSE - tym razem mamy do czynienia z brokatową czerwienią. Drobinki zatopione w lakierze są malutkie i subtelne. Lakier jest ładny, podoba mi się, ale nie na teraz. Bardziej widziałabym go na swoich pazurkach zimą lub... Na Walentynki! Wtedy byłby idealny. Jego barwa jest ciepła i bardzo przyjemna dla oka.


#4 KOLOR 505 PINK HORSE - w moim odczuciu jest to piękny, brudny róż. Takiego odcienia różu brakowało mi w mojej kolekcji i to właśnie ten kolorek ucieszył mnie najbardziej. Bardzo dobrze czuję się we wszelkich różowych odcieniach na paznokciach, więc z tym będzie pewnie podobnie. Tego koloru z pewnością użyję jako pierwszego.


Wypadałoby również napisać kilka słów ogólnie o tych hybrydach. Mają one bardzo fajny pędzelek, który dobrze dopasowuje się do płytki, dzięki odpowiedniej szerokości. Konsystencja bardzo mi odpowiada, wygodnie nanosiło mi się ją na wzornik. Lakier nie jest za rzadki, ani za gęsty - ma taką konsystencję, jaką chyba lubię najbardziej. Każdy z czterech kolorów ma w nazwie zwierzaka - jak widzicie mam w kolekcji królika i trzy konie. Dorobiłam sobie własną ideologię, że producent musi lubić zwierzęta. Pierwsze wrażenie wypadło dobrze, mam nadzieję, że hybrydy te będą tak samo dobre w praktyce, na mojej płytce.

Znacie lakiery Claresa? Co o nich sądzicie?

PS. Kochane mamy, które mnie czytają! Wszystkiego najlepszego z okazji Waszego święta. Niech uśmiech nie schodzi z Waszych twarzy, a dzieci niech nie przysparzają Wam zmartwień, a wręcz przeciwnie, niech dają Wam same powody do dumy!

Czytaj dalej

czwartek, 25 maja 2017

Shinybox - Pretty Happy You - maj 2017

Hej! Pudełka weszły mi w krew! Każdego miesiąca z niecierpliwością wyczekuję informacji o ich wysyłce. Potem wypatruję już tylko listonoszki. Jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się nie podejrzeć, czy to na Instagramie czy na fanpage Shinybox, zawartości paczuszki. Mimo to zawsze pozostaje jednak ten dreszczyk emocji, bo w pudełkach często trafiają się kosmetyki, które mają trzy czy cztery warianty. Jednym z takich produktów w majowym pudełku Shinybox Pretty Happy You był produkt marki Bielenda. Nie mogłam się doczekać, kiedy otworzę swoje pudełko i zobaczę co trafiło się mi. Jeżeli i Wy jesteście ciekawi, to zapraszam Was na prezentację zawartości pudełka!

 
#1 NAOBAY - KREM DO TWARZY - tego produktu jestem najbardziej ciekawa! Pewnie nikogo to nie dziwi, ale to, że ten produkt będzie w pudełku wiadomo było od dawna i wiele osób skusiło się na subskrypcję właśnie ze względu na niego. W moim odczuciu jest to kosmetyk ekskluzywny. Prezentuje się świetnie, choć to tylko mała, biała tubka. Ma za to drewnianą zakrętkę, która robi wrażenie. Krem pachnie dziwnie, na samym początku lekko cytrusowo, a po rozsmarowaniu na twarzy czuję jakbym posmarowała ją pianką do golenia, której kiedyś używał mój dziadek, takiej wyciskanej z aluminiowej tubki. Nie przypadł mi do gustu, ale czytałam, że krem ten jest rewelacyjny, więc jakoś zniosę ten zapach. Cena: 210 zł / 50 ml.



#2 BIELENDA - INSTAPERFECT - PUNKTOWY KOREKTOR NIEDOSKONAŁOŚCI - bardzo liczyłam na to, że w paczuszce znajdę peeling do mycia twarzy, ale niestety przypadł mi w udziale korektor. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, do już od jakiegoś czasu chciałam wypróbować jakiś kosmetyk z tej serii. Nie jest to to, co chciałam, ale i tak się cieszę. Konsystencja tego produktu jest przezroczysta i żelowa, do tego pachnie obłędnie, bardzo słodko! W zapachu można się zakochać. Cena: 11,13 zł / 15 ml.


#3 CREIGHTONS - SZAMPON DO WŁOSÓW ARGAN SMOOTH - ten szampon jest dla mnie dużą zagadką, bo nigdy nie słyszałam chociażby o tej marce. Kiedy oglądałam na stronie Shiny cienie-podpowiedzi obstawiałam, że może to być odżywka, a tu jednak szampon. Jego rozmiar jest imponujący. Ma 250 ml, czyli w sumie tyle, co normalny szampon, jednak tuba jest bardzo wysoka, przez co stwarza wrażenie znacznie większej pojemności. Muszę przyznać, że pięknie pachnie, więc dziś zabieram go ze sobą pod prysznic. Cena: 19,90 zł / 250 ml.


#4 FA - ROLL ON SOFT & CONTROL - różnego rodzaju antyperspiranty czy mydełka, to produkty, które są najmniej pożądane przez subskrybentki różnych pudełek. Ja w zasadzie tym razem nie mam co narzekać, bo kończy mi się mój obecny antyperspirant. Wiele osób skreśli go z mety za aluminium na 2 miejscu w składzie. Prawda jest jednak taka, że miałam już w użytku bardzo wiele antyperspirantów z tym składnikiem i niestety w tej półce cenowej nie ma co liczyć na jego brak. Kulka pachnie pięknie, delikatnie i świeżo. Cena: 8,99 zł / 50 ml.


#5 HERBAL CARE - PEELING DO TWARZY Z KWIATEM MIGDAŁOWCA DO TWARZY I UST - był to kolejny produkt, który w pudełkach rozkładany był w czterech wariantach. Trzy produkty stanowiły maseczki, a jeden, to peeling. Mi na szczęście trafił się peeling. Chciałam peeling z Bielendy, nie udało się, więc dobrze, że jest chociaż tu. Fajnie, że nadaje się zarówno do twarzy, jak i ust. Cena: 2,50 zł / 2 x 5 ml.


#6 SYNCHROLINE - ZESTAW PIELĘGNACYJNY - w majowym pudełku Shinybox znalazł się także upominek. Składają się na niego 4 próbki różnego rodzaju kremów. Wydaje mi się, że mogę fajnie sprawdzić się na króciutkich wyjazdach. 


W pudełku standardowo znalazły się również różnego rodzaju ulotki, a jedna z nich to zniżka na zakup hybryd Neess z darmową (od zakupów za powyżej 49 zł) wysyłką. Są to: krem anti-aging z witaminą C, krem do skóry pozbawionej jędrności i elastyczności, krem do skóry pozbawionej blasku i krem rozjaśniający z filtrem SPF 50+.


I to byłoby na tyle, jeżeli chodzi o zawartość pudełka. Znalazły się w nim same produkty pełnowymiarowe, a do tego miły upominek w postaci próbek. Ogólnie jestem zadowolona, ale ciekawi mnie, jak te kosmetyki sprawdzą się w użyciu. Mam nadzieję, że dobrze. Duże nadzieje pokładam w punktowym korektorze, bo bardzo podoba mi się jego zapach i konsystencja oraz w kremie Naobay.

Skusiliście się na majowe pudełko Shinybox? Jaki produkt w tym pudełku jest Waszym faworytem?
Czytaj dalej

środa, 24 maja 2017

Bielenda - kojąca woda różana do cery wrażliwej - 3 w 1

Kiedyś bardzo rzadko sięgałam po produkty marki Bielenda - nie dlatego, że się u mnie nie sprawdzały, a dlatego, że zawsze ostatecznie coś innego wpadało mi w oko. Odkąd zakochałam się w żelu z kapsułkami peelingującymi tej marki, coraz częściej świadomie wkładam do koszyka produkty tej marki. Moja skóra bardzo dobrze je przyjmuje! Dziś chciałabym przedstawić Wam kojącą wodę różaną do cery wrażliwej 3w1 Bielenda. Jest to produkt z serii Rose Care, w które skład wchodzą jeszcze cztery inne produkty: olejek różany, serum różane, krem nawilżająco-kojący oraz olejek różany do mycia twarzy. Wszystkie te produkty przeznaczone są do cery wrażliwej.


Opakowanie jest standardowe, bo jest to podłużna, plastikowa butelka z zamknięciem na klik. Jednak wygląda bardzo kobieco, delikatnie i po prostu pięknie, dzięki nalepce z tyłu opakowania, na której nadrukowane są róże. Róże te to grafiki w stylu watercolor, czyli takie, które lubię najbardziej!Niby taki drobiazg, a robi bardzo fajne wrażenie, dodaje uroku zwykłej, klasycznej butelce. To tylko prosty i drobny zabieg, a robi kawał dobrej roboty. Jeżeli chodzi o zapach, to jest to typowy zapach różany i nie do końca mi odpowiada. Mimo to, znam gorsze zapachy, więc potrafię przymknąć na to oko i skupić się na jej działaniu. Woda ma biały kolor, choć przez nalepkę z tyłu może się wydawać, że jest różowa.


Woda różana Bielenda za zadanie spełnić 3 funkcje, tj. oczyścić naszą skórę, usunąć z niej makijaż oraz złagodzić ją. Głównie można traktować ją jako płyn do demakijażu, skoro jej dwie funkcje służą oczyszczaniu skóry. Obecnie nie robię sobie zbyt mocnego makijażu. Od jakichś dwóch tygodni w ogóle nie używam podkładu. Zastąpiłam go lekkim kremem CC, a oczy delikatnie podkreślam tuszem do rzęs i na tym mój makijaż się kończy. Ewentualnie nanoszę jeszcze coś na usta. Z takim makijażem woda radzi sobie super! Twarz jest dobrze oczyszczona o pozbawiona makijażu. 


Płyn ma ciekawy skład, bo już na drugim jego miejscu znajdziemy wodę różaną. Nie wiem czy wiecie, ale wyciąg z różny ma potwierdzone działanie łagodzące, nawilżające i zmiękczające, dlatego po zobaczeniu składu, a szczególnie jego drugiego miejsca, wiedziałam, że kosmetyk może być obiecujący. Nie myliłam się! Nie dość, że fajnie oczyszcza, to idealnie sprawdza się w pielęgnacji skóry suchej i wrażliwej. Nie podrażnia, nie uczula, nie powoduje pieczenia czy swędzenia, a łagodzi wszystkie tego typu "wypadki". Jako alergik jestem z niego zadowolona. Ogólnie nie przynosi nie wiadomo, jak spektakularnych efektów, ale jest bardzo fajnym uzupełnieniem codziennej pielęgnacji. Ten, jak i wiele innych produktów z serii Rose Care możecie kupić na Iperfumy.pl. Nie ukrywam, że mam ochotę na przetestowanie pozostałej czwórki, szczególnie olejku różanego do oczyszczania twarzy.

Znacie kosmetyki Bielenda z serii Rose Care? Macie wśród niej swoich ulubieńców?
Czytaj dalej

Stenders - żurawinowy krem do rąk

Czytając wrażenia innych blogerek odnośnie produktów marki Stenders bardzo szybko można zauważyć, że są to produkty, które cieszą się dobrą opinią. A ja tak naprawdę nie znam zbyt wielu produktów tej marki. Cieszę się, że dzięki testowaniu boxów mogę poznawać nowe kosmetyki i marki, bo taka właśnie jest ich idea. Dziś chciałabym opowiedzieć Wam troszkę o żurawinowym kremie do rąk Stenders.


Krem, przynajmniej dla mnie, jest dość nietypowy, ponieważ ma tylko 25 ml i jest to produkt pełnowymiarowy. Nigdy nie miałam jeszcze tak małego kremu, ale od razu wiedziałam, że będę go nosiła w swojej torebce. Dzięki swoim rozmiarom nie zajmuje dużo miejsca, a do tego jest bardzo lekki. Zamknięcie na "klik" - lubię to rozwiązanie.


Konsystencja jest biała, dość gęsta i dobrze rozprowadza się ją po dłoniach. Nie zostawia na nich żadnej lepkiej czy tłustej warstwy, co bardzo mi się podoba, bo chyba nikt tego nie lubi. Zapach jest po prostu piękny. Nie jestem do końca przekonana czy gdybym nie wiedziała, to określiłabym go jako żurawinowy, ponieważ jest to woń dość słodka i nie ma w niej żadnych cierpkich czy kwaskowatych nut, jakie są typowe właśnie dla żurawiny. Nie mogę narzekać, ponieważ słodki wariant żurawiny zdecydowanie bardziej mi odpowiada.


Z działania kremu jestem zadowolona, ponieważ robi to, co do niego należy, czyli nawilża skórę dłoni i pozostawia ją przyjemną i miłą w dotyku. Podoba mi się, że zapach kremu pozostaje przez jakiś czas na dłoniach. W składzie znajdziemy masło shea, ekstrakt z żurawiny oraz jałowcowy olejek eteryczny. Jedynym minusem jaki znalazłam jest dla mnie cena. Powyższa tuba kosztuje na stronie producenta 22,90 zł / 25ml.  Z efektów jakie uzyskałam przy stosowaniu tego kremu jestem zadowolona. Cieszy mnie również fakt, że mogę go ze sobą wszędzie zabrać i nie odczuwać jego wagi czy rozmiarów w nierzadko przepełnionej torebce. Taki mały kremik powinna nosić ze sobą każda kobieta, bo jest to bardzo wygodne rozwiązanie.

Ostatnio mam małe problemy z dostarczanymi do mnie paczkami - rzadko zdarza się, że docierają na czas. Na jedno pudełko czekałam bardzo wiele czasu, a teraz z niecierpliwością czekam na majowe pudełko Shinybox. Zastanawiam się czy osoby mieszkające za granicą również zamawiają pudełka z Polski. Jeżeli tak, to jak to się odbywa? Za pomocą specjalnej strony, jak np. latajacepaczki.pl czy w jakiś inny sposób?

Znacie produkty marki Stenders? A może znacie ten krem?

Czytaj dalej

poniedziałek, 22 maja 2017

Manicure hybrydowy - Dolce Vita Nails - 149 Canary Melon - pastelowy miodowy melon z piórkami

W końcu, po czterech tygodniach zebrałam się do kupy i zrobiłam sobie nowy manicure. Poprzedni był to neonowy róż z dodatkiem neonowej syrenki - nie pokazywałam go Wam, bo nie było za bardzo czego pokazywać. Z dzisiejszych pazurków jestem bardzo zadowolona, bo zrobiłam je najszybciej w całej historii moich pazurków. Zajęło mi to ze ściągnięciem starej hybrydy, wypiłowaniem, ogarnięciem skórek i zrobieniem nowego mani, ok 2,5 godziny. Zazwyczaj trwa to u mnie 4 godziny. Ta szybkość na szczęście nie odbiła się na jakości manicure, bo jestem z niego zadowolona jak nigdy! Podoba mi się cały efekt końcowy! Mimo, że postawiłam tylko na jednolity kolor od Dolce Vita Nails, to dzięki czarnym stemplom, całość wygląda ciekawie.





Do powyższego manicure użyłam hybrydy Dolce Vita Nails w odcieniu 149 Canary Melon. Jest to piękny, pastelowy żółty odcień, który ma w sobie zatopione bardzo delikatne i subtelne drobinki w pomarańczowym odcieniu. W rzeczywistości nie są zbyt widoczne, mimo to, bardzo mi się to podoba! Ostatnio miałam dość nudne paznokcie, więc teraz postanowiłam czymś te pazurki rozweselić. Wypróbowałam nową, piórkową blaszkę. Gdyby kogoś zainteresowała, to jest to blaszka Born Pretty BP - 75. Jest cudowna! Po raz pierwszy też użyłam przezroczystego stempla i zakochałam się w nim. Stemplowanie na hybrydzie nabrało dzięki niemu na jakości i czuję, że teraz coraz częściej będę prezentowała Wam wzory z różnych blaszek.

A Wy co macie na pazurkach? Podoba Wam się mój manicure?
Czytaj dalej

Skalniak w słoiku - DIY

Do tego projektu DIY przymierzałam się już od bardzo dawna. Nie jestem jednak osoba, która ma dobrą rękę do kwiatów, więc odkładałam ten pomysł na boczny tor. Postanowiłam bliżej poznać sukulenty i okazuje się, że to rośliny idealne dla mnie. Zawsze byłam na bakier z podlewaniem kwiatów, przez co żaden nie gościł w moim pokoju na długo. Sukulenty to rośliny, które nie wymagają częstego podlewania, więc to przemówiło za tym, bym w końcu jakieś kupiła. Niestety w mojej okolicy nie było w ogóle takich roślinek. Wybrałam się więc do miasta, ale muszę przyznać, że i tam było nędznie. Nie mając wyboru, skusiłam się na kilka sukulentów na skalniaki z Brico Marche. Z tego co się zorientowałam, w głównej mierze są to rojniki. Postanowiłam, że zaaranżuję je w szklanym słoju. Długo nie mogłam niczego ciekawego znaleźć, aż w końcu odwiedziłam sklep Stalman i znalazłam taki słój, jakiego potrzebowałam.


Do przygotowania kompozycji w słoju potrzebowałam: słój 2,2l, sukulenty, kamienie ozdobne, ziemia i inne dodatki, według uznania. Jeżeli chodzi o słój, to jest on dość pokaźny. Służy do przechowywania żywności, ale u mnie sprawdzi się idealnie w roli doniczki. Sukulenty, jak już wspomniałam, są z Brico Marche i kosztuję ok. 3,70 zł za doniczkę, kamyki (białe i czarne) są kupione w IKEA. Z kolei ziemia, najlepiej kiedy jest przeznaczona do kaktusów. Ja nie mogłam takiej nigdzie znaleźć, więc kupiłam zwykłą ziemię i wymieszałam ją troszkę z piaskiem.


Kolejnym krokiem jest przemyślenie kompozycji. Ja nie chciałam, by mój słoik został zasypany jedynie ziemią, więc na samo dno ułożyłam białe kamienie. Rozłożyłam je tak, by nadać im kształt fali. Następnie na białe kamienie ułożyłam kermazyt. Kupiłam go kiedyś w promocji w Kauflandzie i zapłaciłam jedynie 0,99 zł. On podobnie jak kamienie, świetnie sprawdzi się jako drenaż. Trzecią warstwę stanowiła już ziemia. 


Przyszła pora na wsadzenie kwiatów. Pomocna okazała się przy tym mała łyżeczka. Za jej pomocą zrobiłam w doniczce małe dołki, następnie wsadziłam do nich korzenie sukulentów. Ważne jest, by przy wyciąganiu ich z doniczki, najpierw delikatnie ugniatać doniczkę - wtedy zdecydowanie łatwiej je wyciągniemy i nie naruszymy korzeni. Łyżeczka spisała się idealnie również do dociskania ziemi pod sukulentami. 


W jednym słoju wsadziłam 3 mniejsze sukulenty, a w drugim dwa większe. Po wsadzeniu ziemię przysypałam białymi kamyczkami, na nie delikatnie posypałam jeszcze czarne i ułożyłam kilka muszelek. Jeden słój, ten jaśniejszy z trzema sukulentami, jest przygotowany do mojego pokoju, drugi, ten ciemniejszy, zrobiłam dla mojego narzeczonego. W tej kompozycji najpierw wysypałam znalezione na podwórku różne, znacznie większe niż poprzednio kamienie, przysypałam to ziemią, następnie na same boki słoja usypałam trochę kermazytu i przykryłam znów ziemią. Z górą postąpiłam podobnie jak u siebie.





Jestem dumna ze swoich skalniaków w słoiku! Mam nadzieję, że się przyjmą i będą dobrze rosły, a co więcej, może i nawet się rozmnażały. Widziałam też, jak można rozmnażać czy wysiewać sukulenty z nasion. Do tego również potrzebny jest słoik, ale z zamknięciem. Moje słoje mają pokrywy, więc i do tego sprawdzą się super. Na stronie Stalman znajdziecie multum fajnych rzeczy do wyposażenia kuchni, więc może i Wy pokusicie się o zrobienie własnych słojów?

Podobają się Wam moje słoje? Lubicie sukulenty?

Czytaj dalej

Dresscloud - wymieniaj punkty na nagrody!

Dziś miało nie być żadnego posta, miałam sobie zrobić dziś totalny odpoczynek od pisania, ale nie mogę. Na zmianę mojej decyzji wpłynęła cudowna paczka od DressCloud, która znalazła się u mnie dzięki temu, że wymieniłam swoje punkty polecające na jedną z dostępnych nagród. Ta paczuszka jest już moją drugą wygraną z tej strony i myślę, że nie ostatnią. Główną ideą tej strony jest zamieszczanie autorskich zdjęć stylizacji, kosmetyków, paznokci, make upu i wielu innych rzeczy i zbieranie kryształków. Kryształki zdobywamy dzięki polubieniom innych użytkowniczek DressCloud. Zbieranie kryształków, to nie jedyna opcja, dzięki której można zdobywać nagrody. Drugim sposobem jest zbieranie punktów z linka polecającego.  Mój link to http://dresscloud.pl/share/2CF22/ i byłoby mi niezmiernie miło, gdyby ktoś zechciał założyć sobie konto w tym portalu właśnie z mojego linku. Uzbierałam tych punków już sporo, więc mogłam wymienić 50 punktów na poniższą uroczą kosmetyczkę z flamingami.


Ostatnio trwa u mnie zauroczenie na flamingi. Kupiłam sobie kalendarz z nimi, mam taką tapetę w telefonie, obrazek w pokoju i teraz piękną kosmetyczkę.  Wydawało mi się, że będzie ona malutką kosmetyczką, ale na szczęście nie. Jest dość sporych rozmiarów, a w środku skrywa 4 pojemniczki miniaturowe na kosmetyki.


Są to dwie buteleczki z zamknięciem typu "press", do którego można wlać żel pod prysznic czy szampon oraz dwa małe słoiczki, najprawdopodobniej na kremy (np. na dzień i na noc). Fajnie byłoby, gdyby do zestawu dołączone zostały naklejki, na których mogłabym napisać, co gdzie wlałam. Na bardzo dużą pochwałę zasługuje tu osoba, która zajmuje się pakowaniem paczek. Już przez kopertę czuć piękną woń. Swoją drogą jeżeli to perfumy, to chętnie dowiem się co to za zapach, bo jest obłędny. Kosmetyczka była zapakowana w celofan, z przyczepioną różową kokardką. Uprzednio całość była zawinięta w folię bąbelkową i również przewiązana kokardką. Na kopercie przy moim adresie było nawet serduszko - to wszystko składa się na MEGA zadowolenie. Chciałoby się same takie paczki dostawać.


Na tym portalu można zdobywać kryształki poprzez zamieszczanie zdjęć, ale i nie tylko. Każdego dnia można zdobywać darmowe kryształki grając w kilkusekundowe gry. Jeżeli wykupicie konto premium, zbieranie kryształków to czysta przyjemność, ponieważ ich sumy w grach są znacznie wyższe, a wykupienie takiego konta to koszt rzędu 4 zł za miesiąc, czyli niedużo. Za kryształki udało mi się już raz wylicytować SWOP (czyli kosmetyki, gadżety - różnie bywa). Bycie na DressCloud to przede wszystkim świetna zabawa i fajny sposób na zabicie nudnego dnia, a przy okazji szansa na zdobycie ciekawych nagród. Polecam rejestrację, w razie jakichkolwiek wątpliwości służę pomocą i będę wdzięczna za rejestrację z mojego linka polecającego: http://dresscloud.pl/share/2CF22/.

Czy ktoś z Was ma już konto na DC? A może zachęciłam Was do jego założenia?

Ostatnio zastanawiam się nad zakupem nowego łóżka. Obecne jest już niewygodne, "wyleżało" się, odgniotło i trochę trzeszczy. Dodatkowo jest w brązie, a ja powoli odchodzę od tego koloru. Zastanawiałam się, na jakie łóżko mogłabym się skusić, by posłużyło mi jak najdłużej i wpasowało się kolorem i klimatem do mojego pokoju. Nie udało mi się znaleźć niczego odpowiedniego stacjonarnie. Postanowiłam zrobić sobie małą wędrówkę online i natrafiłam na sklep http://kdcmeble.com/.  Znalazłam tam kilka fajnych łóżek do sypialni, jednak są one w takim stylu, że skusiłabym się na nie dopiero podczas urządzania nowego domu. Na obecną chwilę zamówiłam kilka darmowych próbek tkanin, by zobaczyć, jak kolory prezentują się na żywo. Zamówić próbkę może każdy z Was.
Czytaj dalej

Aqua Pi Cosmetics - woda micelarna z Aqua Magica i krem liftingujący do biustu

Produkty Aqua Pi Cosmetics w mojej pielęgnacji przewijają się już od jakiegoś czasu. Są to produkty, które kuszą mnie swoim wyglądem, które w przypadku balsamów do różnych części ciała przypominają mi kropelkę wody, która jest również logiem marki. Prezentowałam Wam już kremy do twarzy i pod oczy, a ponad to balsam oraz balsam modelujący. Pora na przedstawienie Wam również innych produktów. Z całej oferty najbardziej ciekawił mnie krem liftingujący do biustu, więc cieszę się, że mogłam go przetestować. W paczuszce znalazłam również mały płyn micelarny - micele testuję zawsze równie chętnie. Zapraszam Was do zapoznania się z całą recenzją.


Woda micelarna Aqua Magica mieści się w plastikowym opakowaniu, z zamknięciem typu "press". Jest to dla mnie jedna z wygodniejszych form wydobywania produktu, jeżeli chodzi o płyny micelarne.  Szata opakowania bardzo skromna, prosta i gustowna. Z tyłu opakowania widnieją wszystkie niezbędne informacje dotyczące produktu, tj. zadania jakie ma spełnić, sposób użycia, pojemność czy skład.


Woda ma bardzo delikatny, mało wyczuwalny zapach, co przy tych produktach jest dla mnie atutem. Jeżeli produkt ładnie pachnie, to fajnie, ale jeżeli nie, to nie mam o to żalu, ponieważ zawsze po demakijażu i dokładnym oczyszczeniu twarzy zawsze nakładam jakiś krem, który przeważnie ma zapach, więc mieszanki woni nie są tu wskazane. Płyn super radzi sobie z usuwaniem makijażu, dokładnie go usuwając. Fajnie, że nie rozmazuje, a od razu usuwa np. tusz czy cienie. Nie podrażnia i nie uczula - wręcz przeciwnie, łagodzi zaczerwienienia. Pojemność malutka, więc produkt super sprawdziłby się jako płyn micelarny zabierany w podróż, bo nie zajmuje dużo miejsca, a starczy na jakiś czas.


Drugim produktem jest krem liftingujący do biustu. Pielęgnacja tej strefy ciała jest bardzo istotna. Staram się dobrze ją nawilżać. Skóra naszego biustu narażona jest każdego dnia na rozciąganie, szczególnie jeżeli kobieta o obfitym biuście lubi sobie pobiegać. Dobór odpowiedniego stanika jest najistotniejszy, ale równie ważna jest także pielęgnacja. Krem do biustu Aqua Pi Cosmetics mieści się w plastikowym opakowaniu z pompką - kremy z pompką są u mnie bardzo mile widziane. Taka forma aplikacji jest bardzo higieniczna. Pompka chodzi bardzo swobodnie i leciutko. Konsystencja produkty jest bardzo rzadka. Nie była to dla mnie żadna niespodzianka, ponieważ producent określa ją w opisie jako "półpłynną", więc można się było tego spodziewać. Spływa z rąk, ale w ogóle mi to nie przeszkadza. Dzięki temu dobrze się rozsmarowuje.



Krem szybko wchłania się w skórę. Nie pozostawia żadnej nieprzyjemnej czy tłustej warstwy, a to dla mnie bardzo istotnie. Zapach jest delikatny, nieco jakby kwiatowy - podoba mi się i z pewnością przypadnie do gustu niejednej z Was. Produkt polecany jest: w celu powiększenia biustu, uzyskania efektu uniesienia piersi, poprawy elastyczności skóry, dla kobiet w każdym wieku, do stosowania na dzień i na noc. Efektu powiększenia biustu nie zauważyłam - na szczęście, bo akurat na tę część ciała nie narzekam. Czy piersi się uniosły... Ciężko mi powiedzieć. Na pewno skóra stała się bardziej jędrna i elastyczna oraz przyjemna w dotyku. Taka gładka i delikatna. By dokonać takiego pomiaru, przydałoby się jakieś specjalne urządzenie - a chyba jeszcze takiego nie wymyślili. Mamy obecnie na rynku pełno urządzeń do pomiaru, np. tu pomiar24.pl, którym pomocne są w geodezji czy w budownictwie, ale do pomiaru biustu, za którego pomocą moglibyśmy sprawdzać skuteczność danych kosmetyków, niestety nie, a szkoda!

Jaki jest Wasz ulubiony micel i specyfik do pielęgnacji biustu? Znacie produkty Aqua Pi Cosmetics?

Czytaj dalej

piątek, 19 maja 2017

Drzwi - odrobina prywatności i ozdoba domu

Nie od dziś wiadomo, że drzwi to bardzo potrzebna rzecz. Te zewnętrzne chronią nas przed niechcianymi osobnikami (czyt. złodziejami), dodatkowo dzięki mi, może zamknąć na klucz garaż, w którym trzymane są często drogie narzędzia czy też samochody. Drzwi wewnątrz domu stanowią pewnego rodzaju ochronę - ochronę swojej prywatności. Kiedy mamy gorszy dzień, możemy zamknąć się w swoim pokoju i ochłonąć, czasem też odpocząć z książką w ręku z dala od domowego harmideru. Jak widzicie, pełnią one bardzo ważną funkcję w domu. Drzwi mogą otwierać się w różny sposób i w zależności od tego zajmować mniej lub więcej miejsca. Wyróżniamy więc:


#1 DRZWI ROZWIERALNE - najbardziej popularne i najczęściej spotykane drzwi w domach, to drzwi rozwieralne. W zależności od potrzeb dzielą się na lewe (tj. otwieramy je do siebie lewą ręką, zgodnie z ruchem wskazówek zegara) oraz prawe (otwieramy je do siebie prawą ręką w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara). Takich drzwi w swoim domu mam najwięcej. Zajmują one jednak najwięcej miejsca, kiedy się je otwiera. Potrzebują naprawdę sporej przestrzeni, więc super sprawdzą się w dużych pomieszczeniach. Na powyższym kolażu pokusiłam się o wybranie drzwi pastelowych. Jak widzicie, na dwóch obrazkach są drzwi zewnętrzne i jedne wewnętrzne. Zewnętrzne wyglądają mi bardziej na drzwi, które mają ładnie wyglądać, niż nas chronić, dlatego nie czułabym się z nimi komfortowo. Bardzo solidnie prezentują się drzwi producenta http://www.gerda.pl/. Te drzwi wyglądają właśnie tak, jak drzwi, które najczęściej spotykamy w polskich domach. Są to głównie drzwi antywłamaniowe. Na domkach letniskowych, na których pracuję, właściciele najczęściej zaopatrują się właśnie w takie drzwi, by nie dopuścić do żadnych kradzieży.
 

#2 DRZWI PRZESUWNE - drzwi te są bardzo praktyczne i rewelacyjnie sprawdzą się w małych pomieszczeniach, bądź do wnęk, które chcemy zagospodarować, jako mini spiżarnia czy miejsce na pralkę lub inny sprzęt AGD. W zależności od rodzaju mogą to być drzwi jedno lub dwuskrzydłowe. W obu przypadkach przesuwane na szynie. Drzwi te mogą również zachodzić na ścianę lub chować się w niej. Na powyższym kolażu możecie zobaczyć piękne drzwi, które niekoniecznie chciałabym chować w ścianie. Same w sobie stanowią swojego rodzaju ozdobę.


#3 DRZWI SKŁADANE - ten rodzaj drzwi występuje pod dość szerokim nazewnictwem, bo spotkać możemy je również pod hasłem drzwi harmonijkowych czy łamanych. W skrócie, charakteryzuje je to, że przy otwieraniu składają się niczym parawan, co w konsekwencji zajmuje mało miejsca. Takie drzwi wydają się dla mnie mieć najlepsze zastosowanie np. kiedy chcemy oddzielić jedno pomieszczenie od drugiego, ale nie zależy nam na zbyt wielkiej prywatności. Dlatego takie drzwi widzę najbardziej np. podczas oddzielenia kuchni od salonu. Drzwi składane, kiedy są ładnie wykonane stanowią również wielką ozdobę. Bardzo spodobały mi się te najbardziej przeszklone drzwi. Z pewnością przepuszczają maksimum światła, więc pokój dzięki nim może być jaśniejszy.


#4 DRZWI OBROTOWE I WAHADŁOWE - możemy wyróżnić jeszcze dwa rodzaje drzwi, którym są drzwi obrotowe oraz drzwi wahadłowe. Zarówno jedne jak i drugie nie są zbyt popularnymi drzwiami w domach, bo nie spotkałam się jeszcze, by ktoś takie drzwi miał zamontowane u siebie, aczkolwiek na inspiracjach Pinterest takie rozwiązania widuję. Z drzwiami obrotowymi najczęściej można spotkać się w centrach handlowych czy też w dużych hotelach bądź biurowcach. Je też  możemy podzielić na dwa rodzaje, tj. te które obracają się za pomocą siły ludzkich rąk oraz obrotowe drzwi automatyczne. Drzwi wahadłowe, to takie drzwi, które zamykają się samoczynnie ruchem wahadłowym. Najczęściej możemy spotkać się z takimi drzwiami w salach weselnych (drzwi od kuchni) czy innych punktach gastronomicznych. Takie drzwi ułatwiają pracę kelnerom.

Rodzajów drzwi jest naprawdę wiele. Różnią się one sposobem i stroną otwierania i przede wszystkim wyglądem. Drzwi na wąskim holu mogą stanowić swojego rodzaju ozdobę, jeżeli dobierzemy je odpowiednio. Małych pomieszczeń nie warto zagracać dodatkowo zbędnymi obrazkami czy szafkami, na które i tak nie ma za bardzo miejsca. Piękna drzwi zrobią tu robotę. Ja w swoim domu mam drzwi rozwieralne i jedne przesuwne, do najmniejszego pokoiku w moim domu.

A może ktoś z Was ma w swoim domu drzwi obrotowe albo wahadłowe?
Czytaj dalej

czwartek, 18 maja 2017

Box L'Oreal - pudełko pełne kolorówki

Minęło już sporo czasu od kiedy dostałam swoją paczuszkę pełną nowości od L'Oreal. Wcześniej jakoś nie było okazji, by się nią pochwalić. Dziś jest moment idealny. Zawartość tego pudełka mogliście oglądać na wielu blogach, a teraz, kiedy emocje już nieco opadły, przybywam z nim i ja - a nuż ktoś jeszcze tego nie widział. Po otwarciu pudełka byłam bardzo pozytywnie zaskoczona. Za pomocą kosmetyków znajdujących się w tym pudełku można wykonać super makeup i zadbać o najdrobniejszy szczegół. Zapraszam Was do obejrzenia zawartości!



W pierwszej kolejności chwyciłam za produkty do twarzy. Poniżej możecie zobaczyć Infallible Total Cover - paletkę z korektorami. Ma ona bardzo 5 odcieni, więc każdy znajdzie dla siebie coś odpowiedniego. Jest zieleń na naczynka, fiolet na przebarwienia i odcienie nudziakowe. Jest też Infallible 24 matte powder, czyli puder matujący. Mój jest w odcieniu 160 Sand Beige i niestety jest dla mnie za ciemny. Może latem się sprawdzi? Kto wie! Jest też Blush Sculpt - trio do konturowania twarzy. U mnie produktów tego typu nigdy dość.



Przejdźmy teraz do pomadek, bo to one zrobiły na mnie największe wrażenie. W pudełku znalazłam 4 sztuki o numerach 103, 241, 347, 349. Pomadki mają matowe wykończenie, ale nie takie 100%. Mają one dodatkowo właściwości nawilżające, więc świetnie sprawdzają się na ustach i ich nie wysuszają. Na pochwałę zasługuje piękne opakowanie, który imituje jakby skórę. Wygląda to fenomenalnie. To jednak nie koniec produktów do ust, bo w pudełku znalazła się także paletka szminek do ust z lusterkiem Color Rich La Palette Matte. W środku znajduje się również pędzelek do nanoszenia szminek.




Kiedyś nie przykładałam wagi do brwi. Regulowałam je, ale nie uzupełniałam ich żadną kredką czy cieniami i wiem, że to był mój błąd. Dobrze wypełnione brwi sprawiają, że nasza cała twarz wygląda inaczej, zdecydowanie lepiej. Ucieszyłam się więc z produktów do brwi jakie znalazłam w pudełku. Były to dwie paletki Brow Artist Genius Kit w odcieniach do jasnych i średnich brwi - light to medium i do średnich i ciemnych brwi - medium to dark. Ich kolor są po prostu cudne. W zestawie znajduje się cień oraz wosk. Dodatkowo małe lustereczko, pęseta, pędzelek do brwi i szczoteczka do ich rozczesywania. Paletki mają piękne kolory, nie wpadają w rude tony.


W kategorii kosmetyków do brwi to jeszcze nie koniec, bo nie można zapomnieć również o kredkach do brwi Brown Artist Maker w odcieniach 02 Cool Brunette oraz 04 Dark Brunette, których końcówki wyposażone są dodatkowo w pędzelki. Co do nich mam mieszane uczucia. Nie wiem jak się u mnie sprawdzą - oby dobrze, bo mają fajne kolory.



Na koniec zostawiłam bardzo ciekawy tusz do rzęs False Lash Superstar XFiber, który składa się z dwóch kroków. Jest to pogrubiająco-wydłużający tusz do rzęs. Po wyciągnięciu szczoteczki z "kroku pierwszego" widzę włosiastą szczoteczkę, niezbyt grubą i normalny, choć nie kruczo-czarny tusz, z kolei "krok drugi" jest bardzo ciekawy, bo zawiera w tuszu drobne włoski. Z tego co wyczytałam, to włókna, których zadaniem jest zwiększenie objętości rzęs. Włókna te lepiej widać na ostatnim zdjęciu. Ostatnim produktem jest podkład Infallible 24h-matte w odcieniu 12 Natural Rose - nad czym bardzo ubolewam, bo jest dla mnie za ciemny.



Tak przedstawia się cała zawartość paczki od L'Oreal! Ja jestem nią oczarowana i niebawem napiszę Wam o poszczególnych kosmetykach oddzielne posty. Póki co, moimi ulubieńcami są pomadki oraz paletki do brwi.

Znacie któryś z tych kosmetyków? O którym przeczytalibyście w pierwszej kolejności?
Czytaj dalej