poniedziałek, 22 maja 2017

Skalniak w słoiku - DIY

Do tego projektu DIY przymierzałam się już od bardzo dawna. Nie jestem jednak osoba, która ma dobrą rękę do kwiatów, więc odkładałam ten pomysł na boczny tor. Postanowiłam bliżej poznać sukulenty i okazuje się, że to rośliny idealne dla mnie. Zawsze byłam na bakier z podlewaniem kwiatów, przez co żaden nie gościł w moim pokoju na długo. Sukulenty to rośliny, które nie wymagają częstego podlewania, więc to przemówiło za tym, bym w końcu jakieś kupiła. Niestety w mojej okolicy nie było w ogóle takich roślinek. Wybrałam się więc do miasta, ale muszę przyznać, że i tam było nędznie. Nie mając wyboru, skusiłam się na kilka sukulentów na skalniaki z Brico Marche. Z tego co się zorientowałam, w głównej mierze są to rojniki. Postanowiłam, że zaaranżuję je w szklanym słoju. Długo nie mogłam niczego ciekawego znaleźć, aż w końcu odwiedziłam sklep Stalman i znalazłam taki słój, jakiego potrzebowałam.


Do przygotowania kompozycji w słoju potrzebowałam: słój 2,2l, sukulenty, kamienie ozdobne, ziemia i inne dodatki, według uznania. Jeżeli chodzi o słój, to jest on dość pokaźny. Służy do przechowywania żywności, ale u mnie sprawdzi się idealnie w roli doniczki. Sukulenty, jak już wspomniałam, są z Brico Marche i kosztuję ok. 3,70 zł za doniczkę, kamyki (białe i czarne) są kupione w IKEA. Z kolei ziemia, najlepiej kiedy jest przeznaczona do kaktusów. Ja nie mogłam takiej nigdzie znaleźć, więc kupiłam zwykłą ziemię i wymieszałam ją troszkę z piaskiem.


Kolejnym krokiem jest przemyślenie kompozycji. Ja nie chciałam, by mój słoik został zasypany jedynie ziemią, więc na samo dno ułożyłam białe kamienie. Rozłożyłam je tak, by nadać im kształt fali. Następnie na białe kamienie ułożyłam kermazyt. Kupiłam go kiedyś w promocji w Kauflandzie i zapłaciłam jedynie 0,99 zł. On podobnie jak kamienie, świetnie sprawdzi się jako drenaż. Trzecią warstwę stanowiła już ziemia. 


Przyszła pora na wsadzenie kwiatów. Pomocna okazała się przy tym mała łyżeczka. Za jej pomocą zrobiłam w doniczce małe dołki, następnie wsadziłam do nich korzenie sukulentów. Ważne jest, by przy wyciąganiu ich z doniczki, najpierw delikatnie ugniatać doniczkę - wtedy zdecydowanie łatwiej je wyciągniemy i nie naruszymy korzeni. Łyżeczka spisała się idealnie również do dociskania ziemi pod sukulentami. 


W jednym słoju wsadziłam 3 mniejsze sukulenty, a w drugim dwa większe. Po wsadzeniu ziemię przysypałam białymi kamyczkami, na nie delikatnie posypałam jeszcze czarne i ułożyłam kilka muszelek. Jeden słój, ten jaśniejszy z trzema sukulentami, jest przygotowany do mojego pokoju, drugi, ten ciemniejszy, zrobiłam dla mojego narzeczonego. W tej kompozycji najpierw wysypałam znalezione na podwórku różne, znacznie większe niż poprzednio kamienie, przysypałam to ziemią, następnie na same boki słoja usypałam trochę kermazytu i przykryłam znów ziemią. Z górą postąpiłam podobnie jak u siebie.





Jestem dumna ze swoich skalniaków w słoiku! Mam nadzieję, że się przyjmą i będą dobrze rosły, a co więcej, może i nawet się rozmnażały. Widziałam też, jak można rozmnażać czy wysiewać sukulenty z nasion. Do tego również potrzebny jest słoik, ale z zamknięciem. Moje słoje mają pokrywy, więc i do tego sprawdzą się super. Na stronie Stalman znajdziecie multum fajnych rzeczy do wyposażenia kuchni, więc może i Wy pokusicie się o zrobienie własnych słojów?

Podobają się Wam moje słoje? Lubicie sukulenty?

Czytaj dalej

piątek, 21 kwietnia 2017

Metamorfoza altanki - wykorzystanie palet budowlanych

Pisanie postów DIY i im podobnych sprawia mi dużą frajdę. Dziś cieszę się podwójnie, ponieważ metamorfoza dotyczyła będzie większego obiektu. Do tej pory były to przeważnie rzeczy małe jak np. lampiony czy doniczki. Wykończenie mojej ogródkowej altany trwało dość długo. W sumie same prace trwały krótko, ale zebranie się w sobie pochłonęło najwięcej czasu. Jednak dziś mogę powiedzieć, że altanka jest niemal taka jak sobie z mamą zaplanowałyśmy. Przy okazji zaprezentuję Wam fajny sposób na wykorzystanie palet budowlanych, które od wielu sezonów są wciąż na topie.  Może powiem też genezę powstania tej altanki. Przeważnie kiedy szliśmy zrobić sobie ognisko - spotykał nas deszcz. Wtedy prędko zbieraliśmy rzeczy i uciekaliśmy do domu. Takie nasze szczęście. Tata postanowił zbudować altankę z kominem, by można było palić ognisko w środku i tym samym ochronić się przed deszczem. Pomysł świetny! Teraz pokażę Wam zdjęcia.


Za metamorfozę tej altanki odpowiada cała moja rodzina - ja ją odmalowałam (gdyby ktoś był ciekawy, to był to drewnochron w kolorze TIK), tata przykręcił palety budowlane - wydaje mi się, że był to świetny pomysł, ponieważ prezentują się one bardzo ładnie. Zostały zamontowane tylko z dwóch stron, żeby w całej altance było więcej przestrzeni. Teoretycznie nic nas to nie kosztowało, ponieważ mój tata przywiózł je z budowy. Następnie ja z mamą od środka przyczepiłyśmy folię pistoletem na zszywki, by nikomu nie wiało po plecach. Sama folia nie wyglądała zbyt ładnie, więc postanowiłyśmy wykorzystać nasze żaluzje z maty bambusowej (które nie sprawdzały się na tarasie, bo bardzo przepuszczały słońce) i przyczepić je w celu zasłonięcia folii. One również zostały pomalowane drewnochronem. Tata na górę palet przykręcił deski i zrobiły się z nich fajne półki. Można tam ustawić lampiony i różnego rodzaju dekoracje. W środku jest palenisko, które tata obrobił kamieniem, na wierzchu ciekawa półka z wielkiego, płaskiego kamienia, otoczona cegłą. W środku pojawił się też "żuraw", który uspawał mój wujek. Ruszt był już tylko kwestią czasu - udało się go kupić przy okazji. Bok altanki ma przedłużony dach - chcieliśmy, by zmieścił się tam także stół i krzesła oraz by był on bezpieczny od ewentualnego deszczu. Do altanki dokupiłam także dwa sznury kolorowych lampionów-żarówek w Biedronce, jednak wieszamy je tylko wtedy, gdy tam idziemy z uwagi na częste burze i wiatry, które by im nie sprzyjały. Wierzcie mi na słowo, wieczorem jest tam po prostu pięknie!  Palenisko w środku to był rewelacyjny pomysł, choć muszę przyznać, że czasem jest tam po prostu za gorąco. Niebawem nadejdzie lato, a ja mieszkam na poddaszu, więc u mnie będzie po prostu upał. Czasem jest tak gorąco, że nie można usnąć. Przydałaby się wtedy klimatyzacja. Marzę o takiej z http://feelco.pl/. W zasadzie to taki cały system - kidy zimno, to grzeje, kiedy gorąco chłodzi - marzenie!

Jak podoba się Wam teraz moja altanka? Może coś jeszcze byście do niej dodały?


Czytaj dalej

DIY - Lampion do ogrodu - pomysł nr 1

Kto czyta mnie od jakiegoś czasu ten wie, że jestem wielką fanką projektów DIY - zrób to sam. Uważam, że to świetna okazja, by niewielkim nakładem finansowym zrobić coś swojego, oryginalnego i niepowtarzalnego. Nierzadko to też szansa nadania nieprzydatnym przedmiotom nowych funkcji czy drugiego życia. Wczoraj skupiłam się na lampionach - na ogródku mój tata wybudował altankę. Planujemy ją z mamą ładnie urządzić i przydałyby się do tego właśnie ładne i klimatyczne lampiony. Kupiłyśmy już z mamą sznur kolorowych, dużych żarówek z Biedronki (pokazywałam je na Instagramie), więc by dopasować się do nich klimatem, tu również postawiłam na kolor. Niebawem rozpocznie się sezon grillowy i ogniskowy, więc będą pasowały tam jak ulał.


Żeby wykonać lampiony potrzebne są ładne słoiki - chciałam żeby wszystkie miały ciekawy kształt i były tych samych rozmiarów. Wolałam udać się do sklepu niż buszować w swoich słoikowych zbiorach, ponieważ ciężko byłoby mi właśnie znaleźć coś nietypowego w większej ilości. Kupiłam zatem 6 słoików po 2 zł w pobliskim sklepie. Idąc do kasy, zauważyłam też zawiniątko z kolorową bibułą prostą i wtedy mnie olśniło i wiedziałam już co z nią zrobię.


Pocięłam kilka kolorowych paseczków odpowiedniej długości i przykleiłam je od wewnętrznej strony słoika. Nie jest to proste zadanie, bibułka jest bardzo cienka, zawija się, poza tym kształt słoika nie ułatwia zadania. Na szczęście otwór jest na tyle duży, że moja ręka zmieściła się tam i mogłam co nie co skorygować. 


Kiedy już wszystko przykleiłam, wsadziłam do środka podgrzewacz uprzednio wsadzając go w szklany świecznik. Bibułka jak wiadomo jest papierowa i szklany świecznik ma tu za zadanie ochronić ten papier przed ewentualnym podpaleniem. Tata podsunął pomysł, że można by to zabezpieczyć lakierem, ale wtedy byłby to lampion na zawsze, a tak, zawsze można papier zdrapać i zrobić coś nowego. Tak prezentuje się nocą.


A teraz jeszcze szybki sposób na wiązanie. Swojego czasu w Biedronce w dziale z rzeczami do ogrodu można było kupić sznurek jutowy za 2,99 zł. Skorzystałam z tej okazji, bo wiedziałam, że kiedyś na pewno mi się przyda. I tak też się stało. Sznurek jest dość cienki, więc postanowiłam użyć go podwójnie.


Zatem okręcamy słoik podwójnym sznurkiem, związujemy, jednak trzeba pamiętać, by nie zawiązać go zbyt mocno i zbyt lekko. W grę nie wchodzi zbyt mocne związanie, ponieważ nie będziemy mogli wykonać następnego kroku, z kolei za luźne też nie będzie odpowiednie, ponieważ słoik najzwyczajniej w świecie wypadnie z wiązania. Trzeba to zrobić z wyczuciem. Dodatkowo trzeba to zrobić nierówno, tj. jeden koniec zostawić krótki, a drugi bardzo długi.


Długi koniec przenosimy na drugą stronę i przekładamy go pod sznurkiem już zawiązanym. Regulujemy sobie długość "ucha" i zawiązujemy supełek. Końcówki z obu stron obcinamy na odpowiednią i równą po obu stronach długość.



Niebawem planuję zaprezentować Wam swoje kolejne pomysły na lampiony. Mam nadzieję, że zarówno ten jak i te następne przypadną Wam do gustu.Jeżeli ktoś nie ma wprawy, chęci czy czasu, może kupić gotowe lampiony. Widziałam ciekawy na stronie inspirion.pl, gdzie poza nimi znajdziecie niemalże wszystkie gadżety do kuchni czy biura i wiele wiele innych.

Lubicie DIY? Robiliście kiedyś lampiony? Podzielcie się pomysłami swoich wykonań.
Czytaj dalej

środa, 14 grudnia 2016

3 POMYSŁY NA OZDOBY CHOINKOWE - papierowa wiklina, masa solna, hybrydy - DIY

Powoli zaczynam przygotowywać się do zbliżających się Świąt. Pomału ogarniam dom i wyciągam różnego rodzaju świąteczne dekoracje. Nie ułatwiają mi tego niestety studia. W przyszły weekend czekają mnie 2 zaliczenia, prowadzenie zajęć i inne drobne rzeczy do przygotowania. Powariowali normalnie! W wolnej chwili staram się odstresować. Najczęściej oglądam filmy lub słucham muzyki, ale ostatnio ciągnie mnie w kreatywną stronę. Postanowiłam w tym roku przygotować własnoręcznie pewne ozdóbki na choinkę do mojego pokoju. Chciałam w końcu zrobić coś z wikliny papierowej i udało się. Do tego w ruch poszła również masa solna oraz... hybrydy. Wszystko zaprezentuję Wam niżej.


#1 SERCA Z PAPIEROWEJ WIKLINY
Do zrobienia czegoś z papierowej wikliny zbierałam się bardzo długi czas. Z 1,5 roku temu zrobiłam rurki, ale jakoś straciłam wenę i nie wykorzystałam ich do niczego, choć początkowo miała zrobić sobie koszyk. W końcu po takim czasie mają swój debiut. Postanowiłam zrobić z nich serduszka jako ozdoby choinkowe.


By wykonać takie serduszko potrzebujemy: papierowej wikliny (jeżeli nie wiecie jak robić rurki, odsyłam do tutoriala, z którego korzystałam), drucika, nożyczek, kombinerek (ja mam akurat jakieś szczypcowe) i pistolet do kleju na gorąco. Ucinamy odpowiedniej długości rurkę i wsadzamy do niej drucik. Następnie zginamy drucik na środku i ściskamy kombinerkami. Kolejno wyginamy drucik na kształt serca i za pomocą kombinerek skręcamy ze sobą dwa druciki.


Na jednym z boków serduszka nakładamy gorący klej i przyklejamy koniec papierowej rurki (już bez drucika). Potem okręcamy rurkę wedle uznania dookoła serduszka. Jedna rurka to za mało, musimy dodać drugą. Najlepiej jest wcisnąć nową rurkę w końcówkę starej i dalej okręcać. Końcówkę drugiej rurki przyklejamy również klejem na gorąco. I voila!


Serduszka z papierowej wikliny nie wyglądały zbyt kusząco. Gdyby były wykonane z gazety jednolitej, nie trzeba byłoby już tu nic robić. Ale użyłam gazety kolorowej, więc trzeba ją pomalować. Kupiłam białą, matową farbę w sprayu (koszt ok 8 zł) i spryskałam nią serduszka. Dla lepszego efektu lepiej zrobić to dwa razy. Do tego zrobiłam kokardki (sposób na widelec) i przykleiłam je za pomocą kleju na gorąco. Pozostało tylko zrobić kółeczka do wieszania.

#2 OZDOBY Z MASY SOLNEJ
Z masą solną miałam do czynienia po raz pierwszy, ale nie jest to trudny materiał. Do wykonania masy użyłam 1 szklankę mąki i jedną szklankę soli. Zalałam to połową szklanki wody i ugniatałam do uzyskania jednolitej masy. Udało się ją osiągnąć dość szybko. Pokroiłam bryłę na 3 mniejsze części i po kolei wałkowałam je. Rozwałkowałam ciasto dość mocno, bo chciałam, aby ozdoby nie były zbyt grube. Następnie zostawiłam je na noc na gorącym grzejniku do wyschnięcia. Układałam je na folię aluminiową (matową folią do dołu). Rano były twarde i gotowe do ozdabiania.

Ozdoby mają dość chropowate "boki", więc każdą nierówność spiłowałam za pomocą pilnika. Część ozdób pomalowałam białą farbą, inne srebrzanką. Część jest miksem - najpierw pomalowałam je srebrzanką, a następnie porobiłam białe, nierównomierne pasy (pędzlem), niektóre tapowałam. Ozdoby wyglądały jak marmurowe.


Niektóre ozdóbki pozostawiłam saute i nie malowałam ich niczym. Masa solna ma dość biały kolor, więc też sama swoim wyglądem się broni. Do każdej ozdoby przymocowałam również kokardki różnokolorowe. Klej na gorąco jakoś nie chciał się trzymać masy solnej, więc kokardki przykleiłam za pomocą kleju introligatorskiego.

#3 BROKATOWE BOMBKI
W tym roku wymyśliłam, że moja choinka będzie srebrno-niebiesko-różowa. Z tym, że różowych bombek w najbliższym mieście jak i w mojej okolicy to ze świecą szukać. Będąc ostatnio na ryneczku, natknęłam się na komplet 6 bombek w zawrotnej cenie 1 zł. 3 kolory mi pasują, a 3 nie, więc postanowiłam  tak je wykorzystać. Bombkę pomalowałam TOPem Victoria Vynn, następnie utwardziłam go w lampie. Po wyjęciu z lampy wtarłam brokat, tak samo jak efekt syrenki na paznokcie. Na zdjęciu bombka wyszła jak fioletowa, a na żywo jest różowa. W taki oto sposób przygotowałam 6 różowych brokatowych bombek.


Dodatkowo, granatowe bombki ozdobiłam hybrydą Victoria Vynn w kolorze 055. Jest to piękne sreberko. Wzorki malowałam patyczkiem bambusowym. Kupiłam również w sklepie różowe bombki-babeczki, ale... Posypka była zielono-czerwono-brązowa, co kompletnie burzyło moją kolorystyczną koncepcję. I z tym postanowiłam się rozprawić. Nałożyłam na niechciane kolory top i posypałam brokatem. Następnie utwardziłam w lampie. Niektóre kropki od razu malowałam srebrnym lakierem 055. I takim oto sposobem, na mojej choince zagości róż, a mnie teoretycznie kosztowało to tylko złotówkę.

#4 ŚWIECZNIK
Może to nie jest ozdoba choinkowa, ale nie będzie lepszej okazji, by go Wam pokazać.  W Biedronce można kupić joguriki Amorres. Znajdują się one w szklanych słoiczkach, które świetnie sprawdzą się również jako... Świeczniki na tealighty. Ja swój słoiczek ozdobiłam srebrnym, drobnym łańcuszkiem-groszkiem. przykleiłam go do szkła za pomocą kleju na gorąco. Dodatkowo do środka nasypałam białych kamyczków dekoracyjnych, ponieważ dno słoika jest dość nierówne i świeczka nie soi prosto. Dodatkowo przykleiłam niebieską kokardkę, taką samą jak do serduszek z wikliny papierowej. Efekt bardzo mnie zadowala.


W tym roku robiłam również kartki świąteczne DIY, jednak nie zrobiłam im żadnego zdjęcia. Ostatnio wszystko dzieje się w takim pośpiechu, że po prostu wypadło mi z głowy. Żałuję, bo wyszły mi naprawdę fajnie. Był bałwanek 3D, renifery, choineczki - było bogato i różnorodnie, czyli tak jak lubię. W najbliższym czasie już nie planuję żadnego DIY. Pomysły i materiały się wyczerpały.

Co sądzicie o moich DIY? Lubicie spędzać czas kreatywnie? Robocie własnoręcznie ozdoby choinkowe?

Czytaj dalej

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

3 sposoby na wykorzystanie serwetek papierowych

Cześć! Na dworze prawdziwa wiosna. U mnie jest już na tyle ciepło, że dziś chodziłam nawet w koszulce na krótki rękaw. Cieszę się, bo dzień jest coraz dłuższy i kiedy dopisuje jeszcze pogoda - aż chce się żyć. Dziś przygotowałam dla Was post z kategorii lifestylowych. Chciałabym pokazać Wam swoje 3 sposoby na wykorzystanie serwetek papierowych jednokolorowych oraz tych ze wzorem.

#1 SERWETKA PAPIEROWA JAKO TŁO DO ZDJĘĆ
Nie od dziś wiadomo, że zdjęcia na białym tle cieszą się największą popularnością, ponieważ są czyste, przejrzyste i najbardziej pasują do stylistyki niejednego bloga. Jednak gdy blog jest skromny, do zdjęcia można dodać jakieś akcenty. Mogą być nimi kwiaty, podkładki, ale także... Papierowe serwetki. Uwielbiam motywy floralowe i każdy kto mnie zna o tym wie, dlatego jeżeli nie masz żywych kwiatów, które mogłabyś użyć do zdjęć, możesz użyć tych, które są na serwetce. Na poniższych zdjęciach widnieją serwetki Paw o nazwach For all woman oraz Spring Lilac.


 


#2 SERWETKI PAPIEROWE JAKO DEKORACJA STOŁU
W tym pomyśle nie dałam niczego odkrywczego - pomyśli tak pewnie każdy, kto do tego punktu doszedł. Jednak poza samą propozycją, przygotowałam dwa tutoriale pt.: Jak złożyć serwetki na kształt kwiatu lotosu oraz dżonki. Z pierwszego zawodu jestem technikiem hotelarstwa. Swojego czasu umiałam złożyć serwetkę na 25 sposobów. Teraz co nie co zapomniałam, ale i tak było fajnie odświeżyć sobie pamięć i pokazać Wam swoje dwa ulubione wzory składania. Ważne jest, by były to serwetki jednolite, ponieważ te z wzorami są z drugiej strony białe i często przez to ogólny efekt jest gorszy. Moja serwetka to Unocolor Turquoise.

WZÓR NR 1 - Kwiat lotosu

Rozkładamy serwetkę, następnie zaginamy do środka wszystkie rogi. Kiedy już to zrobimy, przekładamy serwetkę na drugą stronę. Trzeba to robić dość precyzyjnie, bo podczas tej czynności, serwetka średnio z nami współpracuje.
Po obróceniu zaginamy rogi do środka po raz drugi. Gdy już zagniemy wszystkie rogi, serwetka będzie prezentowała się tak jak na środkowym zdjęciu. Podnosimy lekko i po kolei każdy róg do góry i...


Wyciągamy spod spodu kawałek serwetki - robimy to bardzo delikatnie, żeby jej nie rozerwać. Kiedy odegniemy kawałek, najlepiej jest potem przytrzymać palcami środek i pociągnąć cały róg wyciągniętej serwetki w górę. Wtedy nabierze ładnego kształtu. W złożoną w środku (jednego płatka) serwetkę wkładamy palce i rozpychamy na boki, by zrobić ładny kształt. Z kolejnymi rogami postępujemy tak samo i voila.

WZÓR NR 2 - Dżonka 

Układamy serwetkę na znak karo. Na kolażu zaznaczyłam 3 czerwone punkty, które podczas składania tego wzoru są bardzo istotne. Na każdym ze zdjęć zaznaczyłam ten róg serwetki, który ma najwięcej swobodnych warstw (jak w środkowym zdjęciu). Należy zatem położyć serwetkę tak, by były one na dole, następnie złożyć serwetkę w trójkąt, jak na zdjęciu ostatnim.
Kolejnym krokiem jest złożenie serwetki w kształt deltoidu. Należy postępować zgodnie ze zdjęciami. Dolne końce należy zagiąć w drugą stronę, tak jak widać to na pierwszym, poniższym zdjęciu.
 Kiedy uzyskamy taki wygląd serwetki, całość składamy na pół, tak jak na zdjęciu środkowym. Odkręcamy serwetkę do właściwej pozycji i wyciągamy warstwy serwetek nadając im palcami odpowiedni kształt.
Teraz już wiecie dlaczego tak bardzo ważne jest to, by odpowiednią stroną złożyć ją na samym końcu. Gdybyśmy złożyli ją inaczej, nie moglibyśmy teraz wyciągnąć pojedynczych warstw do góry.

#3 SERWETKI PAPIEROWE W DECOUPAGE
Decoupage z każdym rokiem nabiera coraz więcej popularności. Swojego czasu bardzo często ozdabiałam tą techniką bardzo wiele przedmiotów. Od desek do krojenia, po ramki, wazony czy chociażby zwykłe słoiki. Dziś znalazłam u siebie w pokoju idealny przedmiot, który tą techniką można ozdobić. Są to zajączki, które kupiłam jakiś czas temu. 


Do tego potrzebujemy: Białą farbę (o ile nasz przedmiot nie jest biały), nożyczki, coś do odrysowania (w moim przypadku długopis), lakier (ja mam zwykły do drewna) oraz najważniejsze, czyli serwetka ze wzorem (ja po raz kolejny użyłam Spring Lilac marki Paw Decor Collection). Mam wiele kompletów serwetek tej firmy w swoich zbiorach, które na obecną chwilę są bardzo pokaźne. Serwetki te cechuje bardzo dobra jakość oraz multum wzorów. Zapraszam do obejrzenia całego procesu ozdabiania zajączka.


Odrysowujemy nasz wzór na serwetce i wycinamy najdokładniej jak potrafimy. Następnie zrywamy dwie białe warstwy, ponieważ potrzebujemy tylko tej kwiatowej. Jest to bardzo ważne, ponieważ im cieńsza serwetka, tym lepiej będzie nam ją zalakierować. Przykładamy serwetkę do przedmiotu, następnie pokrywamy lakierem, od środka na zewnątrz - tak jest najprościej.



Serwetka po pierwszej warstwie lakieru nie wygląda najkorzystniej. Widoczne są różne nierówności, ale nie ma się co martwić. Nałożyłam trzy warstwy lakieru. Następnie przetarłam całość drobnym papierem ściernym, wytarłam na mokro pył, który po przecieraniu się nagromadził i naniosłam kolejne warstwy, które na końcu również przetarłam. Ostatecznie całość wygląda bardzo estetycznie i przede wszystkim jest to gładka i miła w dotyku powłoczka. Zajączek stoi obecnie na moim stoliku koło łóżka.


Mam nadzieję, że post nie wyszedł za długi, a przedstawione w nim treści komuś się przydadzą. Jak widać za pomocą jednej serwetki można odmienić kilka rzeczy, tj. stół, zdjęcia, a także przedmioty.

Ozdabiacie przedmioty techniką decoupage?

Czytaj dalej

czwartek, 17 grudnia 2015

Kartki świąteczne 2015 - DIY

Od dwóch lat robię kartki na Święta własnoręcznie i bardzo mi się to spodobało, dlatego w tym roku również pokusiłam się o przygotowanie tego typu kartek. Ostatnio spotykając się z ciocią dowiedziałam się, że zbiera kartki ode mnie i stawia je pod choinką - zrobiło mi się bardzo miło, bo moja praca została doceniona. W tym roku nie mogę jej zawieść i to było dziś moją motywacją podczas wykonywania kartek. Najpierw nie szło mi za specjalnie, ale potem naszła mnie wena i tak oto powstały te karteczki:





Zrobiłam razem 4 kartki i każda ma już swojego adresata. Najmniej podoba mi się ostatnia kartka, która wykonana przeze mnie została jako pierwsza. Wtedy nie miałam jeszcze natchnienia. Na szczęście z czasem przyszło i takim oto sposobem z moich rąk powstały te karteczki. Pierwsze 3 bardzo wpisują się w mój gust, jednak biorąc pod uwagę moje tegoroczne zamiłowanie do reniferów, najbardziej podoba mi się właśnie kartka pierwsza. Jak widzicie, wykonanie takich kartek nie jest trudne Wystarczy wycinanka - różna, bo zwykła i brokatowa, taśma dwustronna płaska i piankowa oraz trochę wyobraźni. Czego nie mogłam wyciąć, to dorysowałam - mowa oczywiście o rogach renifera. Polecam Wam przygotowanie takich kartek własnoręcznie, bo to świetna zabawa.

Która z kartek podoba się Wam najbardziej? Czy w Waszych rodzinach jest jeszcze tradycja ich wysyłania? Robicie je sami czy kupujecie gotowe? 

Wczoraj naszło mnie na rozmyślanie. Mój samochód zepsuł się na tyle, że trzeba było go holować do najbliższego mechanika. Nie jest to przyjemne uczucie, myślałam, że serce mi wyskoczy, kiedy samochód szarpał przy naciąganiu linki. Strasznie ciężko holować, gdy na drodze tak ślisko, ale jakoś się udało. Czasem rozmyślam nad kupnem nowego samochodu. Przeglądałam już stronę http://autakrajowe.com.pl/ i nawet znalazłam kilka fajnych autek. Mój tata jest jednak sceptycznie nastawiony do pozbywania się tego samochodu, ponieważ jest z nami od początku swojego istnienia i znamy go najlepiej, a co za tym idzie, wiemy w jakim jest stanie i na co go jeszcze stać. A może Mikołaj mnie wysłucha i przyjedzie do mnie nową furą?
Czytaj dalej

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Pakowanie prezentów - moje "dzieła"

Nie tak dawno pokazywałam Wam post z inspiracjami na pakowanie prezentów. Sama już mam praktycznie wszystkie prezenty w domu, więc wypadało z obejrzanych inspiracji skorzystać i jakoś godnie je zapakować. Od kilku lat totalnie odzwyczaiłam się od wkładania prezentów do torebki - nie chcę już chodzić na łatwiznę i w prezenty, które mam dla innych, chcę wkładać całe serducho. Myślę, że na poniższych prezentach to widać. Jak pamiętacie, bardzo zauroczyły mnie prezenty z "twarzami" reniferów. Były to urocze pakunki. Postanowiłam kilka prezentów zapakować w ten sposób - Wam pokażę jeden z nich.


Pomysły na pakowanie pozostałych prezentów są już moje. Jeszcze trochę tej kreatywności mi zostało, jednak reniferów i tak, moim zdaniem, nic nie przebije. Ja skusiłam się na choinkę z brokatowej taśmy, zwykły pakunek ze śnieżynkami oraz dużym, scrapkowym elementem, a także skorzystałam z kupionych w tamtym roku choinek samoprzylepnych.




Kolejny reniferek, tym razem nie dla żadnego członka rodziny. Mój tata co roku robi paczki na Święta swoim pracownikom i w tym roku jednemu z nich urodziło się dziecko. Jest jeszcze za małe na słodycze, więc wspólnie wybraliśmy mu ubranko - komplecik składający się z pluszowej niczym miś bluzy z kapturem i uszami, a do tego dresiki - cud miód. Zastanawialiśmy się jeszcze nad kocykami takimi jak tu: http://babyandtravel.pl/, ale ostatecznie z braku czasu, pokusiliśmy się na zakupy stacjonarne. Ten renifer jakoś mi dziwnie wyglądał w porównaniu do poprzedniego, a teraz dopiero zauważyłam, że zapomniałam o uszach. Muszę szybko naprawić ten błąd.


Dwa prezenty poleciały już do Poznania, jeden renifer i jedna brokatowa choinka, której na górze zrobiłam też z tej samej taśmy brokatową kokardę. Prezencik wyglądał bardzo ładnie. Kolejny rok z rzędu pakuję prezenty w papier, bo uwielbiam radość jaka towarzyszy moim najbliższym podczas rozrywania go i próby dostania się do prezentu. Zawsze był to papier kolorowy, gotowy - tym razem postawiłam na papier szary (kupiłam gotowy zestaw do pakowania na poczcie (papier, sznurek, taśma) i dokupiłam różne wycinanki i inne przydasie. Myślę, że efekt końcowy całkiem udany jak na taki pakowniczy debiut.

Popakowaliście już swoje prezenty? 
Czytaj dalej