czwartek, 31 sierpnia 2017

Zdobienia manicure hybrydowego z lakierami Claresa

Kilka dni temu prezentowałam Wam swatche moich nowości hybrydowych marki Claresa. Na razie nie zapowiada się, by wylądowały na moich paznokciach, ponieważ poprzedni manicure ma się świetnie i nawet odrost jest malutki, więc jeszcze trochę go potrzymam. Chciałam jednak zobaczyć, jak te kolory spiszą się w akcji, więc postanowiłam przygotować kilka "zdobień" za pomocą większość prezentowanych ostatnio kolorów.


Przygotowałam 4 propozycje. Nie jest to nic bardzo twórczego, powiedziałabym nawet, że bardzo zwykłego. Coś, co każda z Was z pewnością dałaby radę odwzorować tak, albo i lepiej.  Pierwsze zdobienie (zielono-szare), to początkowo miało być negative space, ale ostatecznie przestrzeń wypełniłam srebrnym brokatem. Zrobiłam też na niebieskim tle róże, które pokryłam efektem lustra - świetnie odbijają światło i pięknie się w nim mienią. Kolejne zdobienia powstało przy użyciu cyrkonii i dwóch odcieni niebieskiego. Ostatnie zdobienie, to najprostsza ze wszystkich panterka. Robi się ją dosłownie niecałą minutę.



Jak widzicie, zdobienia są bardzo proste. Tym razem nie robiłam niczego wymyślnego, ani odkrywczego, bo niestety nie miałam na to czasu, ani niestety weny. Ze wszystkich zdobień najbardziej podoba mi się kolorowa panterka i srebrne róże, które choć nie wyglądają, są dość czasochłonne, aczkolwiek proste. Kiedy zobaczyłam te kolory na wzorniku, od razu zamarzyłam połączyć szarość z limonką. Teraz z kolei bardziej podoba mi się połączenie niebieskich paznokci z szarością, a zanim dojdzie do tego, aż sobie pomaluję paznokcie, to pewnie zmienię zdanie jeszcze dziesięć razy.

A Wy lubicie zdobienia na swoich paznokciach czy stawiacie na jednolite kolory?
Czytaj dalej

wtorek, 29 sierpnia 2017

Blizny potrądzikowe i urazowe - jak je zwalczyć?

Temat blizn zarówno tych potrądzikowych, jak i urazowych to bardzo nieprzyjemny temat, bowiem każda blizna wiąże się z jakimś przykrym wspomnieniem, a co za tym idzie i wydarzeniem. Skoro mamy blizny, coś złego musiało nam się przytrafić. Czasem są to malutkie ryski, innym razem wielka, rzucająca się w oczy skaza. Jeżeli blizny ukryte są pod ubraniami, wszystko jest dla nas w porządku, bo nikt ich nie widzi i tym samym nie narażamy się na zbędne pytania ze strony innych. Jeżeli sami pogodzimy się z tymi mankamentami naszego ciała, będzie super! Jednak wiele osób nie potrafi pogodzić się z tym kompleksem, szczególnie kiedy jest on bardzo widoczny. Dziś chciałabym głębiej poruszyć ten temat oraz zaproponować kilka sposobów poradzenia sobie z tym. Podczas tworzenia tego wpisu, bardzo pomocny był dla mnie artykuł Magdaleny Jaglarz, pt. Skuteczne metody usuwania blizn potrądzikowych i urazowych. Jeżeli mój tekst jest dla Was za mało obszerny i chcielibyście dowiedzieć się na ten temat jeszcze więcej, to zapraszam po więcej informacji na tamten blog.


JAK POWSTAJĄ BLIZNY ORAZ JAKIE SĄ ICH RODZAJE?

Odpowiedź jest prosta. Blizny powstają na skutek różnego rodzaju urazów oraz od ich wielkości (mam na myśli oczywiście to, czy jest to poważny uraz czy jedynie draśnięcie). Nasz organizm, jak na prawdziwego bohatera przystało, próbuje ochronić nasze ciało przed dostaniem się różnego rodzaju bakterii i zanieczyszczeń, dlatego stara się, jak najszybciej sprawić, by rana się zagoiła. Produkuje nowe naczynia krwionośne i tkankę łączną, która z kolei wytwarza kolagen. Nowo powstałe komórki odpowiedzialne są za zrośnięcie się rany. Trzeba im jednak przyznać, że są dość niecierpliwie, ponieważ robią to dość chaotycznie, co skutkuje późniejszym nierównym zrostem czy przerośnięciem. Tak powstała blizna bardzo różni się od skóry, ponieważ pozbawiona jest owłosienia oraz gruczołów potowych i łojowych, a także ma inny kolor niż reszta skóry, co sprawia, że się po prostu wyróżnia. Jeżeli chodzi o rodzaje, to wyróżnić możemy blizny: 

#1 BLIZNY POTRĄDZIKOWE - blizny tego typu powstają wtedy, kiedy trądzik był bardzo zaawansowany. Mogły powstać również na skutek nieodpowiedniego wyciskania czy rozdrapywania krostek. Wyróżnia się tu blizny: zanikowe (zagłębienia w skórze), bibułkowane (odbudowana skóra jest bardzo cienka), przerostowe (głównie bliznowce) oraz  przymieszkowe (wypukłe przy mieszkach włosowych).

#2 PRZYKURCZE BLIZNOWATE - są efektem rozległych ran. Organizm, by zasklepić ranę "skurcza" skórę wokół niej. Jeżeli ten rodzaj blizn występuje w okolicy mięśni czy ścięgien, może to znacząco wpływać na ograniczenie zdolności ruchowych.

#3 BLIZNY ZWYKŁE - są wynikiem urazów czy operacji. Potrafią kształtować się nawet przez pół roku. W tym czasie najczęściej zmieniają kolor, a także kształt i grubość. Mogą również wywołać uczucie swędzenia.

#4 BLIZNY PRZEROSŁE - są często efektem rozdrapywania czy też zakażenia rany. Mogą utrudniać poruszanie się.

#5 BLIZNOWCE - jest to narośl ponad poziomem skóry. Dzieje się to na skutek nadprodukcji kolagenu przy zabliźnianiu rany.  Narastające wybrzuszenia mogą mieć różowy bądź ciemnoczerwony kolor.


Nie można jednoznacznie stwierdzić, która metoda usuwania blizn jest najlepsza, ponieważ stosowane metody trzeba dopasować do rodzaju oraz wielkości blizn. Mamy więc do wyboru:

#1 USUWANIE BLIZN ZA POMOCĄ KWASÓW - kosmetyczka Magdalena Jaglarz twierdzi, że najlepsze w walce z bliznami są kwasy: trójchlorooctowy, glikolowy, salicylowy, pirogronowy i migdałowy. Gdy zdecydujemy się na usuwanie blizn kwasami warto jednak pamiętać, że jest to proces długotrwały, jednak efekty, jakie gwarantuje są zniewalające. Dodatkowo, dużym plusem kwasów jest to, że poza usunięciem blizn wpływają one regenerująco, nawilżająco oraz wygładzająco na naszą twarz, a do tego poprawiają koloryt skóry.

#2 USUWANIE BLIZN ZA POMOCĄ KARBOKSYTERAPII - karboksyterapia to nic innego, jak kontrolowane podawanie dwutlenku węgla. Dzieje się to w sposób śródskórny i podskórny za pomocą urządzenia dawkującego ilość gazu. Sprawdza się to np. przy usuwaniu rozstępów, zwiotczenia skóry czy cellulitu.

#3 USUWANIE BLIZN ZA POMOCĄ LASERA FRAKCYJNEGO - stosuje się go najczęściej w leczeniu blizn zanikowych. Dobrze poradzą sobie z bliznami potrądzikowymi.

#4 USUWANIE BLIZN ZA POMOCĄ OSOCZA BOGATOPŁYTKOWEGO - osocze bogatopłytkowe ma pobudzić skórę do wzmożonej regeneracji i odbudowania swojej struktury. Dzięki temu uzyskujemy nową i lepszą strukturalnie tkankę.

#5 USUWANIE BLIZN ZA POMOCĄ OPERACJI - to trochę śmieszne, że np. blizny pooperacyjne można usunąć kolejną operacją, ale tak jest, bo ściślej mówiąc jest to operacyjne wycinanie blizny.  

#6 USUWANIE BLIZN PREPARATAMI, MAŚCIAMI CZY ŻELAMI - do takich maści zalicza się np.  Cepan, Contractubex, No scar, Sutricon, Dermatix, RegimA Scar Repair Forte, Kelo-cote.

Jak widzicie, jest wiele metod radzenia sobie z nieestetycznie wyglądającymi i przede wszystkim wprawiającymi nas w kompleksy bliznami. Co więcej, by spotęgować efekt, można  połączyć kilka metod. Na szczęście nie miałam trądziku, więc teraz nie muszę się martwić o blizny potrądzikowe, ale mam dużo blizn od skaleczeń, szczególnie na nogach, które nie prezentują się zbyt ładnie, szczególnie, kiedy je odsłaniam nosząc sukienki. Nie czuję się komfortowo, ale teraz wiem, jak można się z nimi rozprawić. 

Myśleliście kiedyś o usuwaniu blizn (o ile takie posiadacie) za pomocą którejś z wymienionych metod?
Czytaj dalej

Naobay - odżywczy krem do twarzy

Zanim jeszcze dotarło do mnie majowe pudełko Shinybox - Pretty * Happy * You wiedziałam, że jednym z gwarantowanych w boxie produktów będzie odżywczy krem do twarzy Naobay. Nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z tą marką, ale byłam jej niezmiernie ciekawa. Subskrybentki pudełka na stronie Shiny zaczęły opisywać te kosmetyki w samych superlatywach. To jeszcze bardziej spotęgowało moją ciekawość i sama cieszyłam się niezmiernie, że niebawem stanę się posiadaczką jednego z kosmetyków tej marki. Czy słuszna była moja radość?


Wygląd tego kremu kupuje mnie w całości. Jest skromny, minimalistyczny i przede wszystkim zgrabny. Do tego wielki plus za zakrętkę, która dodaje jeszcze większego uroku. Wszystko to sprawia, że każdego dnia mam ochotę po niego sięgać. Czasem naprawdę nie potrzeba zbyt wielu ozdobników, by z produktu zrobić coś, czego pożądają kobiety, czyli szyku i klasy. Opakowanie wykonane jest z miękkiego plastiku, także wydobywanie produktu nie sprawia żadnych trudności i wierzę w to, że tak właśnie będzie do samego końca. Podoba mi się również logo, które przypomina mi gałęzie drzewa. Mam też drobną ciekawostkę, Firma ta jest firmą hiszpańską, a NAOBAY, to skrót, po rozwinięciu, to Natural And Organic Beauty And You.



Pojemność produktu to 50 ml, czyli tyle, co standardowy krem w słoiczku. Konsystencja jest biała, dość gęsta i niebywale wydajna. Używam kremu od początku czerwca i mam go jeszcze sporo. Szybko się wchłania i nie pozostawia żadnej nieprzyjemnej warstewki. Jego największym minusem jest dla mnie zapach. Przypomina mi trochę krem do golenia z dawnych lat mojego dziadka, kiedy kremy te były w aluminiowych tubkach. Na początku przeszkadzał mi bardzo, teraz już się do niego przyzwyczaiłam. Myślałam, że oddam go mamie, ale nie chciałam rezygnować z produktu o tak dobrej opinii tylko ze względu na to, że zapach nie do końca mi odpowiadał - czasem warto się poświęcić i przemęczyć. Teraz jest dla mnie znośny.


Po miesiącu stosowania kremu na noc (starałam się, by było to smarowanie systematyczne, choć czasem zdarzyło mi się również używać innych produktów) mogę śmiało stwierdzić, że krem spisał się u mnie bardzo dobrze. Twarz była gładka i delikatna w dotyku Efekt nawilżenia był wyraźny i długotrwały. Suche skórki na nosie czy czole z dodatkową pomocą ulubionego peelingu to twarzy zniknęły w mig. Twarz wygląda na bardziej zadbaną, promienną i świeżą. Krem jest pełen niezbędnych kwasów tłuszczowych występujących w olejach pochodzących z upraw ekologicznych, takich jak olej awokado, oliwa z oliwek, które działają przeciwzmarszczkowo. 98,85% składników jest pochodzenia naturalnego, co jest dla mnie wielkim plusem. Gdyby nie wysoka cena (krem ten w pudełku został wyceniony na 215 zł), to chętnie poznałabym się z pozostałymi kosmetykami marki Naobay, jednak podejrzewam, że są one równie kosztowne co ten krem. Mimo to, kiedy go wykończę, na pewno będę go miło wspominała.

Używanie naturalnych kosmetyków jest coraz bardziej popularne i po prostu staje się pewnego rodzaju trendem. Za takimi trendami, aż chce się iść. W nas również zachodzą zmiany, które nakłaniają nas by się temu poddać, nie tylko jeżeli chodzi o sferę kosmetyków. Coraz częściej zabieramy na zakupy ekotorby, używamy ekologicznych i przyjaznych środowisku detergentów, a niektórzy idą o krok dalej i instalują przydomowe oczyszczalnie ścieków od sedyment.com.pl. Mam nadzieję, że za kilka lat nie będą to działania jedynie jednostkowe, a więcej osób zacznie zwracać uwagę na to, jak żyjemy i czy nie można by czegoś zmienić, by nasze otoczenie też na tym skorzystało. Jedynym zagrożeniem dla świata przyrody i zwierząt jesteśmy my - ludzie. Dlatego warto czasem się zatrzymać i zastanowić, jak niewiele trzeba, by żyć w zgodzie z fauną i florą.

Znacie kosmetyki Naobay? Czy cena odgrywa dla Was kluczową rolę podczas zakupów czy może jesteście w stanie zapłacić więcej za produkt, jeżeli spełnia Wasze oczekiwania?

Czytaj dalej

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Claresa - nowości hybrydowe w moim kuferku

Lakiery hybrydowe Claresa zrobiły na mnie naprawdę bardzo dobre wrażenie. Jeżeli mam być szczera, to nie dawałam im zbyt dużych szans na dłuższe zagrzanie miejsca w moim kufrze, no bo jak niby mają się spisywać hybrydy za 20 zł?  Przeżyłam jednak miłe zaskoczenie i życzyłabym sobie, aby takie zaskoczenia przeżywać częściej. Wybrałam kolejne 6 kolorów, które prędzej czy później zobaczycie w akcji na moich paznokciach.



Chciałabym najpierw podzielić się z Wami wrażeniami z noszenia, trwałości i ściągania tych hybryd. Nigdy nie przetrzymywałam lakieru na paznokciach tak długo, jak zrobiłam to z Claresą. Miałam je na paznokciach, aż 6 tygodni! Sama w to nie wierzę, ale tak było. Największym zaskoczeniem okazał się dla mnie top, który na paznokciach błyszczał przez cały czas. Większość topów jakie mam po paru tygodniach traci blask i żółcieje, a tu wszystko prezentowało się świetnie do samego końca. Oczywiście nie był to blask, jak na początku, bo i lakier się porysował od codziennych czynności, ale mimo wszystko wyglądał dobrze. Kolejny plus to trwałość. Do 6 tygodnia hybryda odprysnęła w jednym miejscu, ale to tylko za sprawą tego, że przycięłam paznokcie i wolny brzeg nie był dobrze zabezpieczony. Zazwyczaj po kilku tygodniach noszenia różnych hybryd, zaczynały one się podwadzać od góry, co skutkowało zaczepianiem się hybryd o włosy przy ich myciu. Hybrydy Claresa nawet nie drgnęły. Kiedy wiedziałam, że niebawem będę je ściągała, sama spróbowałam je podwadzić paznokciem - nie udało mi się, za co po prostu je uwielbiam! Ściąganie ich jest standardowe, odchodzą w acetonie, tak jak większość hybryd jakie miałam. Teraz chciałabym pokazać Wam swoje nowe kolory.



#1 CLARESA 014 - MALDIVES - piękny, soczysty odcień niebieskiego o wdzięcznej nazwie Maledives, która pięknie ten kolor odwzorowuje. Malediwy kojarzą mi się z niebieskimi, cudownymi wodami, od których nie można oderwać oczu i taki właśnie jest ten kolor. Zdecydowanie ożywi każdy manicure i nada mu charakteru.


#2 CLARESA - 302 GREEN SNAKE - węża w takim odcieniu nie widziałam, aczkolwiek wcale nie ujmuje to uroku temu kolorowi. Ja nazwałabym go inaczej. Juicy Lime to według mnie nazwa, które lepiej go opisuje. Kolor to dla mnie nic innego, jak wyrazista limonka. Pięknie komponuje się z szarościami.


#3 CLARESA - 001 SUMMER PEACH - producent opisuje ten kolor jako orzeźwiająca, słodka brzoskwinia. Według mnie ten kolor niewiele ma wspólnego z orzeźwieniem. Dla mnie orzeźwiające się takie energetyczne kolory, a nie zgaszone pastele. Mimo to kolor ten bardzo mi odpowiada Jest delikatny i świetnie będzie prezentował się noszony w połączeniu z brokatami. Ten kolor świetnie sprawdzi się do rozjaśniania całego manicure.


#4 CLARESA - 005 BUBBLE MINT - bardzo jasny, według mnie pistacjowy kolor. Świetnie wpisuje się w gamę kolorystyczną pasteli. Na zdjęciu wyszedł mi trochę przygaszony, a w rzeczywistości jest bardziej żywy. Jeszcze nie wiem z czym go zestawię, ale miło jest mieć go w zbiorach.


#5 CLARESA - 100 GRAY MOUSE - tu z kolei nazwa jest w 100% trafna. Szara myszka idealnie opisuje ten kolor. Odcień w rzeczywistości jest o ton ciemniejszy niż na zdjęciu i tego trochę żałuję, bo wolałabym taką jaśniejszą szarość, bo po prostu w zbiorach mi jej brak.


#6 CLARESA - 802 BLACK SNAKE - piękny i bardzo klasyczny kolor, to czerń. O niej nie trzeba się zbyt wiele rozwodzić. Bardzo wiele ładnych stylizacji wychodzi mi przy jej udziale. Używam jej również do zdobień. Ten odcień zrobił na mnie wrażenie tym, że nawet grubsza warstwa nie marszczy się w lampie.



Jestem zadowolona ze wszystkich odcieni, jakie sobie wybrałam. Niebieski i limonkowy odcień najbardziej wpisuję się w moje kolorystyczne gusta. Oczywiście klasyka w postaci czerni i szarości również jest zawsze u mnie na topie. Brzoskwinkę i pistację wykorzystam prędzej czy później i mam nadzieję, że kolejne manicure, jakie wykonam z ich udziałem zrobią na mnie tak samo dobre wrażenie, jak pierwszy.

Znacie hybrydy Claresa? Który kolor podoba się Wam najbardziej?
Czytaj dalej

Smart Girls Get More - wszystko, co niezbędne do zrobienia makijażu

Już dość dawno temu stałam się posiadaczką zestawu kosmetyków do makijażu marki Smart Girls Get More. Po raz pierwszy miałam z nią do czynienia rok temu. Nie każdy produkt był wtedy idealny, ale w ogólnym rozrachunku produkty te wypadły całkiem w porządku. A jak wypadły kolejne nowości, które ostatnio testowałam? Ano i tu jest różnie. Znalazłam kilka przyzwoitych propozycji, ale i produktów, do których nie wrócę.


W pierwszej kolejności przetestowałam tusz do rzęs Shocking Volume Mascara. Praktycznie zawsze od tego elementu zaczynam, bo jest to produkt, bez którego nie wyobrażam sobie dnia. Mogę nie nakładać podkładu, pudru, korektora czy pomadki, ale tusz jest obowiązkowy, choćby nie wiem co. Bardzo dawno nie miałam już tuszu, który miałby taką prostą szczoteczkę. Przeważnie sięgam po te wygięte, które mają za zadanie podkręcić moje proste rzęsy. Długo nie mogłam się przyzwyczaić do niej i w sumie nadal nie mogę. Początkowo ciężko aplikowało mi się nią tusz na rzęsy, po czasie jednak wychodziło mi to lepiej. Myślę, że ma na to wpływ również to, że tusz nieco podeschnął. Efekt jaki dzięki niemu możemy uzyskać jest bardzo naturalny i dzienny. Jeżeli szukacie efektu teatralnych rzęs, to ten tusz Wam tego nie zapewni, ale sprawi, że rzęsy będą podkreślone, kruczoczarne i wydłużone. Tusz nie wytrzymuje na rzęsach całego dnia, zaczyna się osypywać po jakichś 7-8 godzinach.


Kolejnym produktem jest korektor w płynie Camouflage Concealer. Odcień, jaki mam, to 01 fair. Jest on dla mnie odpowiedni, powiedziałabym nawet, że idealny. Korektor jest dla mnie największym zaskoczeniem z całej tej kolorówki i to bardzo pozytywnym. Nie oczekiwałam od niego zbyt wiele, bo wygląda dość niepozornie. Nakłada się go za pomocą aplikatora typowego dla błyszczyków, dość długiego i nieco ściętego. Bardzo dobrze nanosi się nim tę substancję pod oczy. Bardzo dobrze radzi sobie ona z zakryciem moich niewielkich cieni. Wydaje mi się, że nawet lepiej, niż mój dotychczasowy ulubieniec z Catrice. Po nałożeniu skóra pod oczami jest gładka i przyjemna w dotyku. Produkt nie zbiera się w załamaniach. Zapach neutralny.


Matowe pomadki w płynie okazały się moim największym rozczarowaniem z całej paczki. Bardzo na nie liczyłam i pokładałam duże nadzieje, bo na tamten moment miałam tak zwaną fazę na produkty tego typu. Ucieszyłam się z ich pięknych kolorów, które kupiły mnie w całości, ale czar prysnął, kiedy nałożyłam je na usta. Ich konsystencja jest nie mniej dziwna. Mam wrażenie, jakby pomadki były stare, bo ich konsystencja jest zeschnięte. Na ustach nie tworzy jednolitego koloru, a zostawia tak jakby grudki, co psuje cały efekt.


Matowe pomadki przyzwyczaiły mnie do tego, że po wyschnięciu zastygają na ustach co przekłada się na ich trwałość. Te pomadki mogę zmyć jednym pociągnięciem chociażby dłoni, nie mówiąc tu już o użyciu jakiegoś płynu. Konsystencja ta nie do końca współpracuje z aplikatorami, ponieważ bardzo ciężko jest nałożyć nimi produkt chociażby w stopniu zadowalającym. Na plus dla mnie tylko i wyłącznie wygląd zewnętrzny.


Teraz chciałabym opowiedzieć Wam co nie co o produktach typowych do makijażu twarzy. Są to paletka bronzująca Bronzing Palette Matt & Pearl, poczwórna paletka do konturowania Contour Palette praz puder Compact Powder Fix & Matt. Miałam również widoczny na zdjęciu wosk do brwi Brow Wax Stylist, ale podczas robienia zdjęć musiałam go gdzieś schować i do tej pory nie mogę do znaleźć, a szkoda, bo zapowiadał się fajnie.


Największą paletką jest tu zdecydowanie paletka z dwoma bronzerami Bronzing Palette Matt & Pearl. Oba te produkty mają moc. Już ich niewielka ilość wystarcza, aby uwydatnić kości policzkowe. Używam obu kolorów w duecie. Na kość policzkową nakładam matowy bronzer, a tuż nad nią aplikuję bronzer perłowy, który nieco rozświetla całą twarz. Efekt prezentuję się naprawdę dobrze. Brązy mają ładne odcienie. Poczwórna paletka do konturowania Contour Palette wypadła dość przeciętnie. Róż ma bardzo dobrą pigmentację, a pozostałe produkty raczej słabą przez co nie używam jej zbyt często. Na tle pokrewnych produktów w moich zbiorach wypada dość niejako. Zarówno ten, jak i poprzedni produkt są bezzapachowe.


Ostatnim produktem jest puder Fix & Matt. Jest to puder prasowany ryżowy. Ma on formę kompaktu. Wyposażony jest w małe, ale dobrej jakości lusterko oraz gąbeczkę, którą można go nakładać. Ja zdecydowanie nie jestem zwolenniczką tego typu gąbeczek, wolę używać do tego pędzla. Mimo to fajnie, że ta gąbeczka się tam znalazła, ponieważ w ekstremalnych przypadkach chętnie jej użyję. Nie zawsze mam okazję zabrać ze sobą pędzle, więc dobrze wiedzieć, że nawet bez nich będę w stanie "przypudrować nosek" gdziekolwiek się nie znajdę. Puder w odcieniu 02 Translucent Beige ma jasny kolor,  który świetnie stapia się z moją skórą.  Dobrze matuje twarz i nie znika ani nie brązowieje po czasie. Utrzymuje się dość długo, zadowalająco. Opakowanie, choć małe, wydaje się solidne.

Wśród tylu produktów znalazłam swoje hity, którymi okrzyknę korektor w płynie, puder oraz paletkę bronzerów, ale pojawiły się również dwa kity w postaci matowych pomadek w płynie oraz poczwórnej paletki do konturowania. Pozostałe produkty są w mojej opinii neutralne. Kosmetyki Smart Girls Get More według mnie są produktami codziennymi. Nie użyłabym ich na większe wyjścia. Wtedy preferuję zdecydowanie mocniejsze i trwalsze produkty. Te wydają mi się idealnymi dla nastolatek, które stawiają swoje pierwsze kroki w makijażu, ponieważ uzyskane efekty będą dość naturalne, a pieniądze wydane na kosmetyki niewielkie.

Jak pogoda u Was? Podobno rozmawianie o niej, to nudziarstwo, ale jak u mnie jest 15 stopni, a u niektórych jeszcze blisko 30, to odczuwam zazdrość.Mieszkam na poddaszu. Latem jest tu bardzo gorąco, a kiedy temperatura na dworze spada, u mnie w pokoju również. Na lato chciałabym klimatyzację, a z kolei na jesień i zimę ogrzewanie nadmuchowe feelco.pl. Też tak macie? Lata już raczej nie uświadczę, a przynajmniej nic na to nie wskazuje.

Znacie kolorówkę Smart Girls Get More? 
Czytaj dalej

niedziela, 27 sierpnia 2017

Modne obuwie na jesień

Weekend powoli dobiega końca. Dzisiejszy dzień w całości spędzę na błogim lenistwie. Pogoda za oknem jest okropna. Leje od rana i jest zimno. Jedyne na co mam dziś ochotę, to zrobić sobie herbatkę, zaszyć się w ciepłym kocu i dokończyć książkę, którą zaczęłam jakiś czas temu. Myślę, że to dobry pomysł na spędzenie tego dnia. Zanim jednak to nastąpi, chciałabym zaprezentować Wam kolejny post związany z butami. Jestem nocnym markiem. Bardzo późno kładę się spać i by zabić nudę w nocy, często oglądam jakieś seriale. Jednym z nich jest Seks w wielkim mieście. Ten serial idealnie ukazuje jaką "więź" kobiety mają z butami, a ja mam wrażenie, że miłość do nich jest już w kobietach po prostu zakodowana. Nie przedłużając, chciałabym zaprezentować Wam buty, które według mnie są idealne na jesień. 


Jak widzicie, mamy tu do czynienia z dużą różnorodnością. Wybrałam różne typy i modele butów, ponieważ jesień też może być różna. Jesień bardzo często utożsamiana jest z deszczem i chłodem, który jest poniekąd małym zwiastunem zimy, ale wcale nie musi tak być, dlatego lepiej przygotować się na każdą ewentualność.

#1 BUTY SPORTOWE - jesienią bardzo często zdarza mi się jeszcze śmigać w adidasach. Jeżeli jest stosunkowo ciepło, zakładam zwykłe adidasy, jeżeli chłodniej czy bardziej deszczowo, częściej kuszę się na założenie adidasów za kostkę. Są cieplejsze i przede wszystkim stabilniejsze. stabilniejsze. W oko wpadły szare Nike ze złotą łyżwą. Są cudowne! Upatrzyłam je na https://1but.pl/nike, na której widnieje jeszcze więcej ciekawych modeli. 

#2 BOTKI PŁASKIE - w swojej obuwniczej kolekcji mam kilka par botków. Są to nieco dłuższe, do łydki, które wyglądają prawie tak, jak te, które widnieją na kolażu w lewym dolnym rogu. Są one wygodne, pasują do wielu stylizacji, zarówno tych sportowych, jak i bardziej eleganckich. Mam też botki krótsze, które idealnie komponują się z przylegającymi rurkami i świetnie nosi się je po prostu na co dzień.

#3 BOTKI NA OBCASIE - ten rodzaj butów jest najbardziej elegancki ze wszystkich. Kobieta wygląda w nich według mnie najbardziej korzystnie, ponieważ, jak wiadomo, buty na obcasie wydłużają nogi i wysmuklają ich wygląd. Dodatkowo te w czarnym kolorze będą pasowały do wszystkiego. Mam w swojej kolekcji jedne wysokie botki, ale są one na grubym obcasie. Na takim czuję się po prostu najpewniej. 

Niebawem planuję wyruszyć na zakupy w poszukiwaniu odpowiednich butów na jesień. O ile moje botki na obcasie są względnie nowe, tak te płaskie wymagałyby już pewnej wymiany. Uwielbiam nowe buty, ale niekoniecznie lubię je kupować, bo z moim rozmiarem ciężko jest cokolwiek dobrać. Na dworze coraz zimniej, poza butami trzeba będzie pochować letnie ubrania i wyciągnąć cieplejszy arsenał. 

A Wy przygotowujecie się już na jesień?
Czytaj dalej

Przydatne aplikacje na telefon z androidem, cz. 2

Gdyby nie różnego rodzaju aplikacje na smartfony, to z pewnością spędzalibyśmy mniej czasu z telefonem w ręce. Aplikacje jednak były, są i będą, w dodatku coraz to nowsze i ciekawsze. Kiedyś przygotowałam już dla Was spis fajnych aplikacji i obiecałam sobie, że będą to posty cykliczne i że co jakiś czas zaskoczę Was czymś nowym. Niestety z braku czasu, a co więcej, ograniczonych możliwości pamięciowych mojego telefonu, jakoś o tym pomyśle zapomniałam. Dokupiłam kartę pamięci, ale i tak niewiele to dało. Pod wpływem dzisiejszego rannego "zdarzenia" pomyślałam, że chyba najwyższy czas zrobić kolejną porcję aplikacji.


#1 FOLLOWERS ASSISTANT - jest to aplikacja, której nie może u Ciebie zabraknąć, jeżeli jesteś użytkownikiem Instagrama. Aplikacja ta pokazuje, kto przestał Cię obserwować (co może być bardzo pomocne np. przy organizowaniu rozdań, by wyeliminować typowych konkursowiczów, którzy pojawiają się tylko na czas rozdania). Wykaz ten zaczyna działać dopiero w chwili odpalenia aplikacji. Nie zdziw się więc, gdy po jej uruchomieniu, znajdziesz tam zera. Dodatkowo możesz zobaczyć wykaz osób, które obserwujesz, ale bez wzajemności - to też ciekawa opcja, ponieważ na jej podstawie można dojść do tego, kto przestał Cię obserwować przed usunięciem apki. Aplikacja ta sprawiła mi trochę "przykrości", bo dowiedziałam się, że przestały obserwować mnie blogerki, którym kiedyś np. dużo pomagałam, albo po prostu rozmawiałyśmy i odwiedzałyśmy się. Ponad to jest też lista osób, które obserwują Ciebie, ale Ty ich nie, więc szybko możesz to nadrobić. Ogólnie polecam! Dziś np. doświadczyłam zjawiska "zbieractwa", tj. dwie blogerki zaobserwowały mnie, a kiedy ja się odwdzięczyłam, bo ich profile były naprawdę fajne, to one za kilka minut już przestały mnie obserwować. Jeżeli ktoś nie ma tej apki, pewnie się o tym nie dowie - tym paniom statystyki idą do góry, a same obserwują niewiele osób - wstyd po prostu. Nie powiem, też zdarza mi się kogoś przestać obserwować, to naturalne, że z czasem profil może przestać się nam podobać, lub ktoś może go porzucić. Nie boli mnie też to, kiedy ktoś obserwuje mnie, ja się nie odwdzięczę i wtedy ktoś odchodzi - trudno! Ale zbieractwa nie toleruję i nie będę tolerowała. 


#2 LISTONIC - to nic innego, jak aplikacja, która umożliwia nam robienie listy zakupów. Kiedyś bardzo często miałam tak, że zapisywałam sobie na notesie na lodówce rzeczy, które muszę kupić. Kiedy jechałam na zakupy, lista nadal wisiała na lodówce, a ja marnowałam kolejne minuty w sklepie na oglądaniu wszystkich rzeczy z nadzieją, że przypomni mi się, co miałam kupić. Te czasy już minęły. Wszystkie listy robię w Listonic. Aplikacja jest na tyle fajna, że sporządzamy sobie listę (kiedy wpisujemy dane słowo, wyświetlają nam się produktowe podpowiedzi, więc nie musimy jej pisać sami od A do Z. Ogólnie wiele produktów możemy wybrać z listy. Będąc w sklepie, odpalamy apkę i każdy produkt, który już jest w naszym koszyku, odhaczamy na liście (ty samym trafia on na koniec listy. Do tego aplikacja wyposażona jest w oferty promocyjne 7 sklepów (marketów typu Biedronka, Lidl). Poza listami zakupów, możesz także przeglądać gotowe przepisy na różne potrawy.



#3 FOTORUS - jest to apka, dzięki której w szybki i prosty sposób przerobicie swoje zdjęcie. Poprzez tę aplikację możesz zrobić bardzo ładne i nietuzinkowe kolaże w różnych położeniach, do tego możesz dodawać zdjęcia w różnych kształtach, z przeróżnymi efektami oraz filtrami. Twoje zdjęcia nabiorą nowego wymiaru.


Na dziś przygotowałam dla Was tylko trzy propozycje. Mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości będę miała okazję przygotować kolejny tego typu wpis. Bardzo zachęcam wszystkich posiadaczy Instagrama do zainstalowania apki Followers Assistant, ponieważ fajnie jest wiedzieć, kto jest w stosunku do nas uczciwy, a kto nie, bądź kto buduje swoją pozycję na Instagramie oszustwem. Opublikowałam na Instastory screen z Instagramerkami-zbieraczkami. Jedna z nich napisała do mnie z tłumaczeniem, że odlubiła profil przez przypadek i że mogłam najpierw zapytać czemu to zrobiła, a nie dodawać story - aha, tu mi pociąg jedzie. Nie wiem co ludziom daje takie zbieranie cyferek za wszelką cenę? Podnoszą poziom swojej wartości? Tego się raczej nie dowiem.

Ostatnio coraz bardziej uświadamiam sobie, jak ważne jest odpowiednie pozycjonowanie stron www. Kiedyś w ogóle nie zwracałam na to uwagi. Teraz przeczytałam kilka artykułów na ten temat i postanowiłam wcielić tę wiedzę w życie blogowe. Efekty są zauważalne i mam nadzieję, że z czasem będą jeszcze większe. Polecam Wam wszystkim poczytać  na ten temat.

Znacie te aplikacje? A może korzystacie z podobnych i możecie coś polecić?
Czytaj dalej

sobota, 26 sierpnia 2017

Shinybox - Welcome to the Beauty jungle - sierpień 2017

Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam, jak wygląda sierpniowy box Shiny pod nazwą Welcome to the Beauty Jungle przepadłam do reszty. Każde pudełko jest piękne na swój sposób, ale to przerosło moje estetyczne oczekiwania. Motywy na pudełku są bardzo na topie, a kolorystyka, jak na box dość ciemna, co bardzo mi się podoba. Chciałam, by zawartość była choć w części tak bardzo udana, jak wygląd zewnętrzny. Czy tak jest?


#1 KUESHI - REGENERUJĄCA EMULSJA DO TWARZY - jest wykorzystywana głównie do zapobiegania przedwczesnemu starzeniu się skóry. Jego mieszanka aktywnych składników regenerujących, takich jak ekstrakt ze śluzu ślimaka i olejek różany przeciwdziałają oznakom starzenia się skóry i drobnym zmarszczkom, ukrywając plamy, blizny, oparzenia i inne niedoskonałości skóry. Koryguje fotostarzenie skóry oraz uszkodzenia wynikające z promieniowania słonecznego poprzez samogenerację melaniny. Przyczynia się do eliminacji plam, również tych powstałych w przypadku trądziku, ospy wietrznej oraz ukrywa blizny spowodowane przez przebarwienia. Cena: 76 zł / 75 ml.


#2 CZTERY PORY ROKU - BALSAM DO CIAŁA - przynosi natychmiastową ulgę szorstkiej i suchej skórze już po jednokrotnym zastosowaniu. Dzięki wysokiej koncentracji głównych składników przywraca odpowiedni poziom nawilżenia, przyspiesza proces regeneracji oraz zapewnia długotrwałą ochronę przed niekorzystnym działaniem czynników zewnętrznych. Regularne stosowanie sprawia, że skóra staje się gładka, miękka i elastyczna. Przeznaczony dla skóry suchej.Cena: ok. 8 zł / 250 ml


#3 AA - KREMOWA EMULSJA DO MYCIA - niezwykła moc masła Tucuma, ukryta w kremowej emulsji do mycia ciała jest idealna zarówno pod prysznic, jak i do kąpieli. Wyjątkowe właściwości egzotycznego masła Tucuma w połączeniu z kremową emulsją sprawią, że skóra po umyciu stanie się miękka i elastyczna. Drogocenne składniki roślinne: masło Tucuma – bogate w antyoksydanty, koi i regeneruje skórę, chroniąc ją przed działaniem szkodliwych czynników zewnętrznych. Olejek avocado oraz masło shea, pełne drogocennych składników pielęgnacyjnych (witaminy A+E), wzmacniają naturalną barierę ochronną skóry, poprawiają jej elastyczność i gładkość. Wyjątkowe właściwości pielęgnacyjne egzotycznego masła Tucuma z bardzo kremowym balsamem, którego aksamitna formuła szybko się wchłania i widocznie poprawia elastyczność i koloryt skóry. Drogocenne składniki roślinne: masło Tucuma, bogate w antyoksydanty i beta karoten, intensywnie regeneruje skórę, chroniąc ją przed działaniem szkodliwych czynników zewnętrznych. Olejek avocado oraz masło shea, pełne drogocennych składników pielęgnacyjnych (witaminy A+E), wzmacniają naturalną barierę ochronną i poprawiają elastyczność skóry. Cena: 10,99 zł / szt.


#4 DELIA - FARBA DO WŁOSÓW CAMELEO OMEGA - Farba trwale koloryzująca. Przełomowa technologia High Conditioning Enhancer zapewnia intensywne wnikanie koloru we włosy i maksymalny efekt, a to wszystko za sprawą unikatowej kompozycji pigmentów, które zapewniają intensywny i wielowymiarowy kolor. Cena: 9,50 zł / szt.


#5 EFEKTIMA - CHUSTECZKA BRĄZUJĄCA DO CIAŁA - wyjątkowa, odpowiednio nasączona chusteczka brązująca o przyjemnym zapachu, do stosowania na twarz i ciało. Starannie dobrane składniki oraz formuła chusteczki zapewniają komfort i skuteczność stosowania. Piękną opaleniznę uzyskujemy dzięki roślinnemu, naturalnemu składnikowi DHA pozyskiwanemu z pszenicy i rzepaku. Posiada on również działanie pielęgnujące dodatkowo wzmocnione poprzez kwas hialuronowy, kolagen i elastynę oraz witaminę E. Chusteczka pozwala na szybką, wygodną i równomierną aplikację. Zapobiega pojawianiu się smug i przebarwień. Efektem zabiegu jest ładnie opalona i zadbana skóra. Cena: 1,87 zł / szt.

#6 SHEFOOT - DOMOWE SPA DLA STÓP, 2 KROKI - peeling z naturalnymi składnikami peelingującymi zmiękcza i usuwa twardy naskórek, pozostawiając stopy gładkie i miękkie już po pierwszym zastosowaniu. Formuła dodatkowo wzbogacona o panthenol i glicerynę aby zapewnić skórze pielęgnację i odżywanie. Zawiera składniki aktywne takie jak: naturalne składniki ścieralne – pestki oliwek, łupiny orzecha włoskiego, łupiny orzechów macadamia, mocznik, panthenol (prowitamina B5), gliceryna. Zmiękcza skórę, ściera twardy naskórek, pielęgnuje. Cena: 5,31 zł / 16 ml.


#7 DR BARBARA - VOUCHER - Dr Barbara to aplikacja mobilna, która dopasuje dla Ciebie spersonalizowaną dietę i pomoże Ci w jej codziennym stosowaniu. Została zaprojektowana przez specjalistów takich jak: lekarz, dietetyk, analityk medyczny, domowy księgowy, psycholog, coach, trener personalny z myślą o osobach korzystających z urządzeń mobilnych. Aplikacja przypomni Tobie o zbliżających się posiłkach, przygotuje dla Ciebie listę zakupów oraz pozwoli Ci obserwować zmiany Twojej wagi. Cena: 369 zł / 3 miesiące.


#8 PRODUKTY DODATKOWE - w pudełku znalazłam także 3 dodatkowe produkty o których w zasadzie rozpiska nic nie mówi. Znalazło się w śród nich serum do skóry głowy Vis Plantis. Poza tym, świetny cień metaliczny Constance Carroll w odcieniu Metallix Saturn - jest cudny. Miłą niespodzianką był takę produkt Donegal. Żałuję, że trafiłam akurat na spiralkę do brwi, no ale cóż... Raz dostaje się coś fajnego, innym razem coś gorszego.




Pudełko wydaje mi się ogólnie poprawne, jeżeli chodzi o same kosmetyki, choć ma kilka słabych punktów. Cieszy mnie balsam Cztery Pory Roku (choć teoretycznie wolałabym krem do rąk). Mimo to, balsam fajnie wygląda i cudownie pachnie, a do tego jest niedrogi (tak na wypadek jakbym chciała go jeszcze kupić, to fajnie się złożyło). Cieszy mnie również Kueshi, bo kosmetyki tej marki świetnie się u mnie sprawdzają. Emulsja do mycia już stoi na łazienkowej półce i dziś będzie już w użyciu. Smuci mnie jednak obecność farby - ten produkt w tym pudełku był małym strzałem w kolano. Wiele osób nie dostało kolorów odpowiednich do swoich włosów. Ja dostałam, ale jedna farba nie starczy na pokrycie moich długich włosów. Nie podoba mi się także chusteczka samoopalająca - nie używam tego typu rzeczy. Dieta u mnie zawsze mile widziana, aczkolwiek nie w tej chwili, ponieważ już jestem na innej, więc może przekażę komuś innemu.  Do pozostałych produktów mam stosunek neutralny.

Co sądzicie o sierpniowym pudełku Shinybox?
Czytaj dalej

czwartek, 24 sierpnia 2017

Aparat ortodontyczny - walka o piękny uśmiech

Los chciał, że moje uzębienie nie należy do najgorszych, jeżeli chodzi o to, czy zęby są proste (bo w ramach równowagi ich podatność na zepsucie jest ogromna). Nigdy więc nie chodziło mi nawet po głowie to, czy zafundować sobie aparat, bo po prostu nie było takiej potrzeby. Jednak nie dla wszystkich los jest tak łaskawy i mimo tego, że dane osoby mogą najlepiej dbać o swoje zęby, jak tylko potrafią, to niestety, ale one nie wyprostują się w magiczny sposób, albo nieestetycznie wyglądająca przerwa między zębami nie zniknie. Jedynym słusznym rozwiązaniem w tej sprawie jest założenie aparatu ortodontycznego. Nie jest to jednak tania sprawa, ale odkładanie jej w nieskończoność jest jeszcze gorszym rozwiązaniem z wiadomych względów. Piękny uśmiech to coś, co wiele osób napawa dumą, więc warto w niego inwestować i zachwycać nim innych każdego dnia.


Pozostając w temacie kosztów związanych z założeniem aparatu ortodontycznego, bardzo pomocna okazała się poniższa infografika. Za pomocą tak prostego obrazka możemy uzmysłowić sobie, na wydatek jakiego rzędu się decydujemy. Założenie aparatu to bardzo długi proces okupowany wieloma wizytami oraz włożonymi w to pieniędzmi, ale efekt jest tego zdecydowanie warty. Zanim założymy aparat musimy wyleczyć wszystkie ubytki i wyrwać niepotrzebne zęby. Koszt poszczególnych etapów leczenia można zaobserwować właśnie na tej grafice. Sama nigdy nie musiałam się tym interesować, ale temat jest mi bliski, ponieważ kilka osób z mojego otoczenia miało, bądź ma nadal takie aparaty, stąd też cała tematyka jest mi bardzo bliska. 

https://www.zaplo.pl/blog/ile-kosztuje-aparat-ortodontyczny/
ŹRÓDŁO: Infografika pochodzi z poradnika "Porównanie kosztów różnych aparatów ortodontycznych".

Kiedy już mniej więcej wiemy, na jakie koszty się porywamy, warto wiedzieć też, jaki mamy wybór przy aparatach ortodontycznych.  Rodzajów aparatów jest naprawdę wiele. Wcześniej sama nie zdawałam sobie z tego sprawy, ale teraz mamy naprawdę spory wybór.  Chciałabym jednak przedstawić Wam te najbardziej aparaty ortodontyczne, do których zalicza się:
#1  KLASYCZNY Z ZAMKAMI METALOWYMI - aparaty te mocuje się na zewnętrzną stronę zębów. Są one zbudowane z zamków, pierścieni albo tub oraz łuków metalowych, bądź też powlekanych silikonem lub teflonem. Aparaty metalowe są typem aparatów, które najbardziej widać, a ceramiczne i kryształowe najbardziej swoim odcieniem przypominają kolor zębów lub są całkiem przezroczyste. Dobra wiadomość dla osób uczulonych na nikiel jest przy nich taka, że za dopłatą można wybrać wersję antyalergiczną. Wizyty kontrolne co 4-6 tyg.

#2 LINGWALNY - in. językowy. Aparaty te mocuje się na wewnętrzną stronę zębów, dzięki czemu utrzymanie higieny jamy ustnej jest zdecydowanie prostsze. Poza tym, pod względem wizualnym też wygląda to znakomicie, ponieważ aparat nie jest widoczny. Nie każdy jednak może stać się posiadaczem takiego aparatu. Istnieje bowiem sporo przeciwwskazań do jego założenia, takich jak choroby przyzębia, niskie zęby, wąskie łuki czy zła higiena. Okres przyzwyczajenia się do tego aparatu trwa trochę dłużej, niż przy aparacie klasycznym i może doprowadzić do przejściowych kłopotów z wymową. Dla większej estetyki warto jednak pocierpieć.

#3 INVISALIGN - są to przezroczyste nakładki, które ściśle obejmują zęby. Wymienia się je zazwyczaj co 2 tygodnie. Sprawdzają się idealnie w przypadku niedużych wad. Są podobno wygodne, a siły wywierane na zęby zaplanowane. Nakładki można wyjąć na czas mycia zębów czy spożywania posiłków, co skutkuje możliwością utrzymanie większej higieny. Aparat ten ma również wadę, którą jest wydłużenie czasu leczenia.

#4 SAMOLIGATURUJĄCE - są to nowoczesne aparaty, które posiadają unikalną budowę zamków, dzięki czemu pozwalają na użycie dużo mniejszej siły potrzebnej do prostowania zębów, niż przy aparatach klasycznych. To niweluje dyskomfort, który niewątpliwie jest odczuwany podczas całego procesu prostowanie zębów. Wizyty kontrolne odbywają się tu co 8-12 tygodni, również dzięki temu. W wielu wadach dają możliwość leczenia uzębienia bez usuwania zębów. Wymienia się tu np. system Damona i aparat samoligaturujący Insignia.

Aparatów jest naprawdę wiele. Dzielą się one też na różne kategorie. Chociażby na aparaty estetyczne, w których skład wchodzi kilka innych, takich jak porcelanowe czy kryształowe. Każdy może dopasować coś specjalnie do swojej wady czy też dostępnych środków pieniężnych. Najtańszym z przedstawionych tu aparatów jest aparat klasyczny, metalowy, bo koszt jego założenia, to ok. 3000 zł na górną i dolną szczękę. Najdroższym aparatem w zestawieniu są nakładki Invisalign, ponieważ ich koszt waha się od 10 do 19 tysięcy złotych z wliczonymi już wizytami kontrolnymi. Każda osoba wie, na jaki aparat może sobie pozwolić, a na rynku dostępnych jest tyle modeli, że dopasowanie odpowiedniego na pewno się powiedzie. Piękny uśmiech, to marzenie każdego człowieka, jednak jako jedno z niewielu marzeń, ma ono szansę się spełnić. Krzywy zgryz czy diastema mogą zniknąć z Twojego wizerunku raz na zawsze.

Nosiliście bądź nosicie aparaty ortodontyczne? A może właśnie stoicie przed tym dylematem? Ku której wersji aparatu najbardziej się skłaniacie?
Czytaj dalej

środa, 23 sierpnia 2017

Liferia - Bon Voyage - sierpień 2017

Pudełka wywołują zawsze tyle emocji (szczególnie u subskrybentek), że nie ma się czemu dziwić, że każda z nas wypatruje listonosza, który w końcu je przydźwiga. Wiem, że i Wy lubicie oglądać zawartość pudełek i ostatecznie decydować, czy żałujecie, że się nie skusiłyście, a może wręcz przeciwnie, cieszycie się, że tym razem odpuściłyście. Wczoraj przyleciało do mnie sierpniowe pudełko Liferia, które można było kupić pod hasłem Bon Voyage. Chciałabym je Wam teraz zaprezentować. Produkty okazały się na tyle duże, że nie zmieściły się w całości do pudełka, co zdarzyło się po raz pierwszy.


#1 FIGS & ROUGE - IDEAL EQUULIBRE CC CREAM - krem CC doskonale dopasowuje się do koloru skóry i wyrównuje jej koloryt. Dzięki kwasowi hialuronowemu zapewnia optymalny poziom nawilżenia a zawarte w kremie witaminy Ci E przyspieszają proces produkcji kolagenu. Jest to produkt z Anglii. Jego pojemność, to 50 ml, a cena 112 zł. // Kiedy dowiedziałam się, że produkt będzie w pudełku, to ucieszyłam się, ale mój entuzjazm opadł, kiedy zobaczyłam kolor. Trafiłam na 02 Ideal Peach. Niebawem wypróbuję go na twarzy, ponieważ użyty na ręce szybko dopasował się do jej koloru, choć początkowo i tam wydawał mi się mocno za ciemny, także jest nadzieja.


#2 TERMISSA - WYSZCZUPLAJĄCY BALSAM ANTYCELLULITOWY -  wyjątkowa formuła opracowana na bazie bogatej w cenne minerały wody termalnej z Podhala wzbogacona o unikatowy kompleks roślinny DRENALIP zapewnia nawilżenie i odżywienie skóry. Ekstrakt z kawy i aloesu redukuje tkankę tłuszczową i zwiększa jędrność, a zawarte w balsamie ekstrakty z traganka chińskiego, ruszczyku, skórki cytryny i nawłoci przyspieszają metabolizm oraz zmniejszają obrzęki. Produkt z Polski. Jego pojemność, to 250 ml, a cena 38 zł. // Ten produkt ucieszył mnie bardzo, szczególnie teraz, gdy postanowiłam, że pora wziąć się za siebie i zrzucić kilka kilogramów. Nigdy nie wierzę w moc takich produktów, kiedy sami też niczego poza smarowaniem nie dajemy od siebie. W połączeniu z dobrą dietą oraz aktywniejszym trybem życia produkt ma szansę, by dać mi jakieś rezultaty.


#3 JANTAR - KURACJA DO WŁOSÓW NA GORĄCO -  kuracja na gorąco Jantar jest bogata w składniki aktywne, które odżywiają, wzmacniają i chronią włosy od cebulek, aż po same końce. Opakowanie zawiera: maskę olejową, która intensywnie regeneruje włosy; szampon nawilżający, który przywraca włosom witalność i sprężystość; balsam wygładzający, który nadaje włosom gładkość. Do zestawu dołączony jest również czepek. Jest to produkt polski, a jego cena wynosi 7 zł. // Jeżeli kuracja ta ma przynieść jakieś efekt, a gorąco w to wierzę, to cena za taką kuracje jest niezbyt wysoka. Jeśli będę zadowolona z pewnością będę powtarzała zabieg.



#4 SANASE - MORELOWA MASECZKA DO TWARZY - maseczka dogłąbnie nawilża, poprawia elastyczność i wyrównuje kolory skóry. Nałóż na oczyszczoną skórę twarzy, zmyj wodą po 15-20 minutach, aby cieszyć się gładką skórą. Produkt hiszpański, a jego cena to 38 zł za 10 ml. // Nie wiem co tak wspaniałego mojego być w takiej niepozornej maseczce, że kosztuje, aż 38 zł, ale w związku z tym mam co do niej wygórowanie wymagania.


#5 BEAUTY DROPLET - PROFESJONALNA GĄBKA DO MAKIJAŻU - gąbka służy do nakładania korektora, podkładu, pudru oraz różu. Specjalne antybakteryjne włókna zapobiegają rozwijaniu się bakterii. Dzięki temu, że gąbka ma zaokrąglony kształt, dociera nawet do trudno dostępnych partii twarzy, np. skrzydełek nosa lub wewnętrznych kącików oczu. Jeśli aplikjesz produkt kremowy, najpierw zmocz gąbkę i odciśnij nadmiar wody. Produkt z Hiszpanii. Cena, to 25 zł / szt. // Gąbeczka do złudzenia przypomina mi Blotterazzi, jeżeli chodzi o wygląd. Przeznaczenie mają całkiem inne. Gąbeczka ma wszechstronne zastosowanie, ale ja będę starała się używać jej tylko w jednym celu - jeszcze nie wiem jakim, ale prawdopodobnie do podkładu lub korektora.


#6 GRATISY - w pudełku znalazłam też dwie próbki. Jedną z nich był szampon przeciw wypadaniu włosów Radical Med, a druga próbka to krem odżywczy z olejkiem arganowym od Herbal Care.


Oceniając ogólnie pudełko - jestem zadowolona, aczkolwiek nie jest to takie WOW, jakie towarzyszy mi zawsze podczas otwierania tego pudełka. Bardzo cieszy mnie wyszczuplający balsam Termissa, ponieważ sama rodzima marka jest mi obca, poza tym, ten produkt wpisuje się w moje aktualne potrzeby. Jestem również otwarta na różne nowinki, zatem gąbeczka to fajny gadżet i podobnie, jak niegdyś znaleziona w pudełku Liferia pęseta bardzo mnie cieszy (oby więcej takich gadżetów). Zabieg na gorąco Jantar też mnie ucieszył, bo ostatnio większą wagę przykładam do dbania o włosy. 

Co sądzicie o zawartości pudełka? Który produkt przypadł Wam najbardziej do gustu?

Czytaj dalej

wtorek, 22 sierpnia 2017

Buty sportowe do sukienki

Noszenie przez kobiety sukienek nieodłącznie kojarzy się z elegancją. Sukienki zakłada się przeważnie na jakieś specjalne okazje. Niektóre kobiety tak bardzo je kochają, że noszą je niemal codziennie i to jest piękne. Ja zdecydowanie nie należę do tej grupy osób. Nie czuję się w nich komfortowo, więc zakładam je tak naprawdę wtedy kiedy muszę. Kiedy myślimy o naszych sukienkowych kreacjach z tyłu głowy zawsze pojawia się myśl, jakie dobrać do nich dodatki. Dla mnie, największe wyzwanie stanowi dobór odpowiednich butów. Jestem wysoka, mam ok. 180 cm wzrostu i w pakiecie z centymetrami dostałam także większą stopę. Dopasowanie odpowiednich szpilek czy balerinek często jest dla mnie sporym wyzwaniem (jak chociażby ostatnio, kiedy wybierałam się na wesele). Moda jednak cały czas się rozwija. W gazetach czy na pokazach mody wciąż królują nowe trendy. Nowym trendem kiedyś były również buty sportowe noszone do sukienek. Teraz jest to już całkiem normalne, a mnie ten fakt bardzo raduje, ponieważ buty sportowe w odpowiednim rozmiarze zawsze jest mi łatwiej dobrać. Dziś chciałabym pokazać Wam kilka stylizacji sukienkowych w zestawieniu z obuwiem sportowym. 
#1 ZESTAW FLORAL - pierwsze miejsce w moim zestawieniu musiały zająć kwiaty. Uwielbiam ten motyw. Jest bardzo wdzięczny w stylizacjach, bo nie potrzeba do tego zbyt wielu dodatków, by prezentować się zjawiskowo. Sukienka jest na ramiączka, odcinana w pasie, do tego na chłodniejszy dzień można założyć krótką jeansówkę w jasnym odcieniu. Sportowe buty, na jakie tu postawiłam, to Converse Ct Lux Mid 547200C. Są to trampki sneakersy. Obuwie to jest wygodne, mimo, że wysokie. Dodadzą kilka centymetrów osobom, które nie są zadowolone ze swojego wzrostu. Sukienka nie jest zbyt długa, pokaże zatem nogi w całej okazałości, a dobór tych butów idealnie je uwydatni. Całość dopełnią jasna torebka z modnym frędzlem oraz złota biżuteria.

#2 ZESTAW LUZ BLUES - każda z przedstawionych tu dziś stylizacji skomponowana została przeze mnie tak, by były to luźne outfity. Buty sportowe wyglądają fajnie, ale nie do wszystkich sukienek, szczególnie tych eleganckich. Ta propozycja wydaje mi się najbardziej luzacka, stąd też pomysł na jej tytuł. Prostą, jednolitą sukienkę na ramiączka połączyłam tu z kurtką bomberką w liściasty, bardzo modny teraz wzór. Całość uzupełnia miętowy plecak oraz białe buty sportowe. W tej stylizacji postawiłam na adidasy Gazelle J BY9147. Są to czyste, białe buty, ze skromnym złotym napisem, który wpasowuje się kolorem w dołączoną przeze mnie do kolażu biżuterię.

#3 ZESTAW JUICY - nie trudno się domyślić, że nazwa tego zestawu narodziła się w mojej głowie od soczystych kolorów, jakie tu przodują. Mam chyba słabość do trampek, ponieważ tym razem znów one wydały mi się najbardziej odpowiednie. Model widoczny na kolażu to Converse 350154C. Idealnie sprawdzą się do tej zwiewnej stylizacji. Trampki świetnie komponują się z lekkim, nieco plisowanym i tiulowym dołem. Stylizacja jest wesoła, świetnie sprawdzi się w ciepły dzień. Obyśmy takich doświadczyli jeszcze w tym roku.

Bardzo lubię tworzyć tego typu wpisy, ponieważ sama mam niezłą frajdę przy komponowaniu stylizacji. Ze względu na moją niezbyt ciekawą figurę, sama nie mogę nosić wszystkich ubrań, które bym chciała i które mi się podobają, a przy takim tworzeniu nikt mnie z niczego nie rozlicza. Sportowe obuwie w połączeniu ze zwiewnymi i lekkimi sukienkami uważam za świetny pomysł. Może dodać sobie nieco elegancji, ale ciągle czuć się dobrze i swobodnie. W mojej garderobie królują ubrania na styl sportowy. Mam tez kilka sukienek i bardzo chętnie je w taki sposób łączę.

A Wy łączycie obuwie sportowe z sukienkami? Która ze stylizacji podoba się Wam najbardziej?
Czytaj dalej