poniedziałek, 16 września 2019

Jak dobrać odcień podkładu? | Max Factor - podkłady i korektory FaceFinity

Dobranie idealnego odcienia podkładu wcale nie jest takie proste, jak mogłoby się wydawać. Prawda jest taka, że w ciągu roku te odcienie mogą być inne. Latem, gdy nasza skóra jest opalona, sięgamy po ciemniejsze kolory, z kolei zimą, gdy opalenizna powoli nas opuszcza wybieramy odcienie jaśniejsze. Jak zatem dobrać ten idealny odcień? Na początku warto odkreślić tonację podkładu. Czy wybieramy odcienie do cery zimnej, ciepłej czy neutralnej. Jeśli oczekujemy od podkładu ukrycia zaczerwienień, to wiadomym jest, że musimy odrzucić podkłady w różowej tonacji, bo tylko spotęgują efekt zaczerwienienia. Ważne jest również określenie rodzaju cery, tj. czy mamy cerę tłustą, suchą, normalną, a może mieszaną? Wiadomo, że dla posiadaczy suchej skóry podkłady mocno matujące nie są odpowiednie, tak samo, jak podkłady rozświetlające dla osób z cerą tłustą. Kiedy już ustalimy te informacje, możemy przejść do wyboru odcienia. Najczęściej popełnianym błędem jest nanoszenie podkładów na nadgarstek. Skóra tam jest bardzo jasna, cienka i absolutnie nawet nie przypomina koloru skóry na twarzy. Postępując tak, źle dobrany odcień podkładu mamy, jak w banku. Jeżeli już ktoś bardzo upiera się przy sprawdzaniu tego ręce, to należy to robić na zewnętrznej stronie. Jeśli o mnie chodzi, to bardziej odpowiednie wydaje mi się nakładanie go na twarz. Wybierzcie 2-3 odcienie podkładu, które waszym zdaniem, będą najlepiej pasować do waszej cery i zaaplikujcie je na linii żuchwy, po czym porównajcie je. Odcień najlepiej jest dobierać do szyi. Nie ma nic gorszego niż podkład odcinający się się tym miejscu. Wybranie odcienia pasującego do niej pozwoli nam ujednolicić całość.


Nie ukrywam, że dobranie odpowiedniego podkładu jest dla mnie rudnym zadaniem, bo często wybierając nawet najjaśniejszy odcień z oferty danej firmy, okazuje się on dla mnie za ciemny. Teraz nie będę miała tego problemu, dzięki przesyłce niespodziance od Max Factor. W jej skład wchodzi 12 podkładów z serii FaceFinity (All Day Flawless, Flexi Hold). Są to podkłady z filtrem SPF 20. Najjaśniejszy odcień, to 10 Fairy Porcelain, a kolejne to 33 Crystal Beige, 40 Light Ivory, 42 Ivory, 44 Warm Ivory, 45 Warm Almond, 50 Natural, 55 Beige, 70 Warm Sand, 75 Golden, 77 Soft Honey i najciemnieszy 80 Bronze.


Bardzo ciężko jest uchwycić różnice między tymi podkładami, jednak fajnie ukazuje ją powyższe zdjęcie. Postanowiłam wybrać odcień najjaśniejszy, średni i najciemniejszy. Jak widzicie, różnica między pierwszym i ostatnim jest ogromna. Stąd mój śmiały wniosek, że każda z Was znajdzie wśród tej 12 idealny odcień dla siebie.


 
KILKA SŁÓW O PODKŁADZIE MAX FACTOR FACEFINITY

Idealnym odcieniem dla mnie, tuż po lecie wydaje się nr 40 Light Ivory. Świetnie stapia się z kolorem mojej skóry i szyi. Ujednolica twarz. Dodaje jej takiej... Gładkości. Twarz po aplikacji podkładu jest taka aksamitna. To bardzo przyjemne uczucie. Podkład nie należy do najgęstszych. Jest taki w sam raz, by dobrze się rozprowadzał. Nie zastyga w mig, co cenię, bo można go wtedy idealnie rozprowadzić we wszystkie zakamarki naszej twarzy. Przykrywa niedoskonałości, ale nie w 100%. Warto więc wcześniej użyć korektora na większe wypryski. Jego konsystencja jest lekka i nie zapycha (a przynajmniej mam taką nadzieję, że tak się nie stanie. Ten wniosek wysnułam, ponieważ jest to nowa odsłona tego podkładu, a ja niedawno używałam tej starszej). Nie czuję się, jakbym miała maskę, więc kolejny plus. Jego buteleczka jest szklana, a podkład wydobywa się z opakowania za pomocą pompki, co jest higienicznym rozwiązaniem.



KOREKTOR MAXFACTOR FACEFINITY 

W pudełku znalazły się również 3 korektory w odcieniach Shade 010, Shade 020 i Shade 030. Na ten moment kolorem idealnym dla mnie wydaje się Shade 020. Nakładam go punktowo na krostki, które chcę ukryć. W połączeniu z późniejszą warstwą podkładu stają się niewidoczne i o to przecież chodzi.



Poniżej możecie zobaczyć porównanie 3 odcieni na skórze, ponieważ w opakowaniu nie jest to zbyt widoczne. Korektory fajnie się nakładają dzięki miękkiemu aplikatorowi.



Tak prezentuje się cała, piękna paczka od Max Factor. Dzięki niej jestem w stanie wybrać idealny odcień dla siebie, ale i dla mojej mamy, która ma znacznie ciemniejszą karnację. Moim koleżankom również się coś oberwie. 

A Wy znalazłyście już idealny odcień podkładu?
Czytaj dalej

niedziela, 15 września 2019

Co zamówić z Bonprix? | Moje zamówienie

Moje zamówienia z Bonprix praktycznie zawsze są udane. Nawet jeżeli coś mi nie pasuje, to zawsze mogę zwrócić i wymienić na bardziej odpowiedni rozmiar. Poza ubraniami, butami czy dodatkami, Bonprix to także miejsce, w którym znajdziemy pełno dodatków i akcesoriów do domu. Moje zamówienie, jak zwykle jest mieszane. Znalazło się w nim coś z odzieży, jak i z dodatków. Zapraszam do oglądania.


SUKIENKA LETNIA Z DŻERSEJU Z DEKOLTEM "CARMEN"

W tym roku kupiłam swoją pierwszą hiszpankę i o dziwo, fajnie w niej wyglądałam. Postanowiłam powiększyć swoją kolekcję o kolejną. Zamówiłam coś letniego. Czarną hiszpankę w kwiecisty wzór. Są to bardzo drobne kwiatki w różnych kolorach, choć przeważa wśród nich kolor czerwony i zielony. Sukienka jest miła w dotyku i fajnie leży na ciele, ale jest dla mnie za długa. Na to zwrot mi nie pomoże, więc zrobi to moja mama. Pewnie się dziwicie, po co mi hiszpanka na jesień? Ano, jest to zamówienie z 1 sierpnia, ale dopiero teraz znalazłam czas, by zaprezentować Wam te rzeczy.


ZŁOTY PASEK Z LIŚCMI Z CZERWONEGO ZŁOTA

Ten pasek zobaczyłam u znajomej i też zapragnęłam go mieć. Przyda się do przepasania np. nieco obszernej sukienki. Najbardziej podoba mi się w zestawieniu z jednolitą sukienką, np. w czarnym kolorze. Nie do końca zgodzę się, że jest to czerwone złoto, ale ma jakąś jego domieszkę. Wydaje mi się, że ten odcień jest na pograniczu żółtego i czerwonego złota. Pasek się rozciąga.



KOSZULA NOCNA BOKSERKA

Kiedy mieszka się na poddaszu, noce latem bywają naprawdę duszne i męczące. Dlatego do snu ubieram się po prostu lekko. Koszula nocna o kroju bokserki była idealna na upały. Ma bardzo przyjemny materiał i fajny nadruk, który przedstawia zamknięte oczy. Idealny motyw na koszulę nocną. Wybrałam ją w czarnym kolorze, bo to mój ulubiony.


T-SHIRT ZE SREBRNYM ZAMKIEM 

W moim zamówieniu znalazł się również czarny t-shirt, który pasuje do wszystkie. Jest prosty, bez żadnego printu, ale ma srebrny zamek, który jest jego ozdobą. Na dole ma jakby ściągacz, rękawki dość luźne. Lubię ją nosić i robię to na co dzień.


RĘCZNIKI GRANATOWE - 10 CZĘŚCI

Przeprowadzka do nowego domu zbliża się małymi krokami. Mam już sporo rzeczy z wyposażenia, ale... Brakowało mi ręczników. I takim oto sposobem w moim zamówieniu znalazł się komplet 10 sztuk. Zamówiłam je, bo cena była dobra. Najbardziej zadowolona jestem z tych największych i średnich. Dla tych malutkich na razie nie mam zastosowania. Pewnie znajdzie się wkrótce. Uszyte są z miękkiej, chłonnej bawełny. W zestawie 2 myjki o wym. 30/30 cm, 2 małe ręczniki o wym. 30/50 cm, 4 ręczniki o wym. 50/100 cm, 2 ręczniki kąpielowe o wym. 70/140 cm.


RĘCZNIKI GRANATOWE W KOTWICE

Nie mogłam się też oprzeć i nie zamówić ręczników w kotwice. Wydały mi się tak urocze, że nie mogłam się powstrzymać. Ręczniki mają marynarski motyw, a do tego fajne frędzelki. Mam tylko nadzieję, że nie będą się plątały w praniu. Ręczniki wykonane z bawełny, które dobrze chłoną wodę. Z obu stron mają odmienne kolory. Nadają się do prania w temp. 60°C. Ich wymiar, to ok. 50/100cm. Nie mogę się doczekać, kiedy zawisną w mojej łazience :)



I to by było na tyle! To zamówienie było bardzo owocne i jestem z niego zadowolona. Pewnie niebawem znów wpadnę w wir zakupów i wpadną nowe dodatki i ubrania, bo już mam kilka rzeczy upatrzonych. Przydałoby się zaopatrzyć w kilka jesiennych ciuszków.

Podoba Wam się moje zamówienie? Czy coś wpadło Wam w oko?




Czytaj dalej

sobota, 14 września 2019

Smartwoods - ręcznie wykonane produkty z drewna

Od zawsze pałam miłością do produktów tworzonych z pasją i zaangażowaniem. Szczególne miejsce w moim sercu mają też produkty niszowe. Produkty ze Smartwoods właśnie takie są i nie ma co do tego najmniejszej wątpliwości. W moje posiadanie weszły dwa produkty z tego sklepu i chciałabym je dziś Wam pokazać. Są to zegarek oraz notatnik. Zapraszam Was do przeczytania tego wpisu i obejrzenia większej ilości zdjęć.


SMARTWOODS - NOTATNIK 

Pierwszą rzeczą, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie gdy przeglądałam asortyment sklepu, był notatnik. Prezentował się on bardzo elegancko. Miał ładny kolor, a widoczne na nim słoje (warto podkreślić, że akurat układ słojów na każdym produkcie jest inny z wiadomych względów) dodawały mu uroku. Pierwsza strona teoretycznie jest czysta. Widnieje na niej jedynie logo firmy oraz czarna, całkiem szeroka guma. Dzięki niej notatnik nie otworzy się w torbie czy plecaku. Biorąc pod uwagę układ loga, producent sugeruje, że jest to notes pionowy, aczkolwiek mi bardziej podoba się prowadzenie go w poziomie i tak też uczynię.



Okładka wykonana jest z naturalnego drewna, które pokryte jest 3 warstwami lakieru. Dzięki niemu notatnik nie jest tak podatny na zabrudzenia, a i same drewno jest lepiej zaimpregnowane. W środku widzimy blok kartek, które pozyskiwane są z makulatury. Papier jest szary. Można go bez problemu wyrywać. W środku mamy 100 kartek formatu A5. Grzbiet notesu ma ciekawe "wzory" z ma (podłużne otwory) przez co notes jest bardziej elastyczny i nie uszkodzi się od ciągłego otwierania i zamykania. Dzięki temu jest bardzo elastyczny. Jestem nim zauroczona! Pięknie wygląda i fajnie pachnie.



Moja kolekcja zegarków jest spora. Nie ukrywam, że ten detal jest u mnie zawsze najbardziej mile widziany, ponieważ jest najbardziej szykowny i wygodny. W mojej szkatułce mam bardzo dużo rodzajów zegarków - są to zegarki na skórzanych paskach, bransoletach, paskach gumowych czy wykonanych z jeszcze innych tworzyw. Jednak zegarka z drewnianą tarczą tam brakowało - zdecydowanie.


Trzeba przyznać, ze jest on bardzo minimalistyczny. Dębowa tarcza (dąb kin) ma 42 mm szerokości i jest to największy zegarek, jaki mam w kolekcji. Trzeba przyznać, że rzuca się w oczy, mimo swej skromności. Tarcza jest bardzo prosta - kreski wskazują nam godziny. Na godzinie 3 widnieje logo firmy. Zegarek posiada też wskazówkę sekundową. Sam mechanizm jest japoński, kwarcowy (Citizen). Szkło jest hartowane, mineralne, dzięki czemu jest odporne na zarysowania. Pasek jest skórzany w kolorze karmelowym. Jego szerokość, to 20 mm. Pozostałe elementy, takie jak chociażby klamerka są srebrne. Mimo wielkich rozmiarów zegarek jest bardzo lekki i wygodny w noszeniu. Idealny na co dzień, jak i na większe wyjścia. Jest to zegarek unisex, więc jeżeli tylko pasek będzie dobry będę go mogła nosić na spółkę z mężem. Myślę, że ucieszy się tak samo, jak ja. Dodatkowo był pięknie zapakowany w drewniane pudełko.


Firma Smartwoods specjalizuje się w ręcznie wykonywanych produktach z drewna. W asortymencie sklepu, poza zegarkami i notatnikami są również: obudowy na telefon, muszki, spinki do koszuli, terminarze, wizytowniki, piersiówki, podkładki pod myszkę czy dekoracje ścienne. Jak widzicie, oferta na bogato. Każdy znajdzie tam coś dla siebie. Drewniane akcesoria, to piękne produkty tworzone z pasją i miłością do drewna. Impregnaty zabezpieczające te drewniane wyroby są pochodzenia naturalnego oraz są przyjazne dla środowiska. Ponadto produkty te można personalizować. Firma jest polska i wszystkie elementy rzemieślnicze wykonywane są w polskich górach - Górach Sowich. 

Podobają Wam się drewniane dodatki i akcesoria?

Czytaj dalej

piątek, 13 września 2019

WYDAWNICTWO KOBIECE | NOWOŚCI KSIĄŻKOWE W MOJEJ BIBLIOTECZCE

Od kiedy nikt nie zmusza mnie do czytania książek, bardzo polubiłam tę czynność. Na każdym szczeblu edukacji lektur do przeczytania było co niemiara i nie oszukujmy się, w większości nie były one zbyt ciekawe. Teraz, kiedy nikt niczego mi nie nakazuje w tej dziedzinie, sama bardzo chętnie sięgam po książki i spędzam z nimi większość wieczorów czy nawet nocy. Dlatego postanowiłam co i rusz pokazać Wam, jakie książkowe nowości powiększają moją biblioteczkę. Dziś chciałabym pokazać Wam nowości z Wydawnictwa Kobiecego. Zaposiłkuję się opisami ze strony wydawnictwa, gdyż sama jestem jeszcze przed lekturą większości z nich. Dodam również swoje komentarze, bo chciałabym tej serii wpisów dać również trochę "siebie".


VI KEELAND - KUSZĄCA POMYŁKA // PREMIERA 18 WRZEŚNIA

Po raz pierwszy spotkali się w pubie. Rachel powiedziała Caine’owi, co myśli o jego kłamstwach i wybujałym ego. Bez wahania zaciągnął jej przyjaciółkę do łóżka. Zapomniał tylko wspomnieć, że jest żonaty. Rachel nie żałowała żadnego słowa, które wtedy wypowiedziała. Na idealnej twarzy Caine’a pojawił się jednak tylko lekki uśmiech… Ups, chyba zaszła pomyłka. Wyszła, mając nadzieję, że nigdy więcej go nie spotka. A jednak – już następnego ranka okazało się, że Caine jest nowym profesorem na wydziale muzyki w Brooklyn College. A ona właśnie została jego asystentką. Obydwoje niepokorni i piekielnie pociągający. Czy aby na pewno po TAKIM pierwszym spotkaniu zdołają utrzymać odpowiednią zawodową relację? // Jest to jeden z najnowszych tytułów Wydawnictwa Kobiecego, bo  jak widzicie, premiera tej książki ustalona jest na 18 września. Ten krótki opis wydaje się bardzo zachęcający. Wiele związków zaczęło się od pomyłek czy niezręcznych sytuacji, więc ten pomysł wydaje mi się fajną bazą do napisania książkowego hitu. Czy tak jest? Musicie sami się tego dowiedzieć. Jedno jest pewne - książka bawi, wzrusza, ale też dodaje twarzy rumieńców dawką pikanterii.


TIJAN - HATE TO LOVE YOU

Kennedy Clarke ma za sobą koszmarny okres w liceum i studia traktuje jako nowy start w życiu. Chce zostawić za sobą licealne dramaty, zazdrosne koleżanki, namolnych chłopaków i w końcu odetchnąć. Żeby ten plan mógł się spełnić, Kennedy postanawia za wszelką cenę trzymać się z dala od seksownych facetów i jakiegokolwiek zwracania na siebie uwagi na kampusie. Przejdzie przez studia gładko, pozostając na uboczu studenckiego życia. Taki był plan, a rzeczywistość? Dziewczyna nie przewidziała, że na jej drodze stanie seksowny Shay Coleman. Dokładnie taki typ faceta, jakiego miała unikać. Postanawia, że zrobi wszystko, żeby nie mieli ze sobą nic wspólnego. Jednak okazuje się, że nie będzie to takie proste. // Kolejna książka z romansem w tle, czyli coś, co lubię. Odcięcie się od dawnego życia i rozpoczęcie nowego etapu wydaje się być pomysłem idealnym, jednak jak to w życiu bywa, nie może być zbyt łatwo, bo plany lubią się krzyżować. Czy Kennedy uda się trzymać swoich założeń i unikać Shaya? To się okaże :)


W. BRUCE CAMERON - O PSIE, KTÓRY WRÓCIŁ DO DOMU

Bella to uroczy szczeniaczek, który trafia w ramiona Lucasa. Mężczyzna od razu wie, że ten wesoły czworonóg odmieni jego życie na lepsze. Piesek również czuje, że trafił na swojego człowieka i chce być dla niego najlepszym zwierzakiem na świecie. Lucas nie może zatrzymać Belli w swoim mieszkaniu. Postanawia podjąć ryzyko i zabiera ją do szpitala, w którym pracuje. Piesek wnosi mnóstwo radości do życia pacjentów. Jednak pracownicy Kontroli Zwierząt twierdzą, że zwierzę jest niebezpieczne ze względu na swoją rasę, która w Denver jest zakazana. Zrozpaczony Lucas musi rozstać się z ukochaną Bellą, która zostaje wywieziona do innego domu poza granice stanu. Mimo wszystko piesek nie zamierza żyć z dala od swojego najlepszego przyjaciela i postanawia wziąć sprawy we własne łapy. Teraz Bella staje przed ważnym wyzwaniem. Musi odnaleźć drogę do swojego człowieka. Wyrusza w wielką, pełną przygód i niebezpieczeństw podróż, aby wrócić do domu. Czy jeszcze zobaczy Lucasa? // Lubię oglądać filmy, w których jedne z głównych ról odgrywają zwierzęta. Są to fajne filmy familijne, idealne na niedzielne popołudnia. Jednak książki z taką "obsadą" nie miałam okazji czytać. Pies, to najlepszy przyjaciel człowieka, więc trzymam kciuki za małą Bellę, by udało jej się znaleźć drogę do domu. Niebawem zaczynam lekturę.


W. BRUCE CAMERON - BYŁ SOBIE PIES

Oto pełna głębokich uczuć i zdumiewająca opowieść o oddanym psie, który życiową misją czyni wpajanie swoim właścicielom znaczenia miłości i pogody ducha. Bailey jest zszokowany – po krótkim i smętnym życiu, jakiego doświadczył w postaci bezpańskiego psiaka odradza się w ciele niesfornego szczeniaka. Kiedy trafia pod opiekę ośmiolatka Ethana, który kocha go całym sercem, odkrywa nowe oblicze – dobrego, poczciwego pupila. Jednak życie u uwielbianej rodziny to nie koniec przygód Baileya. Ponownie odradza się w postaci kolejnego psa! „Był sobie pies” to pokrzepiająca i pomysłowa historia. Doprowadza czytelnika do łez – zarówno tych ze śmiechu, jak i wzruszenia. Ta książka w piękny sposób pokazuje, że miłość nie zna granic oraz że nasi najbliżsi zawsze są przy nas. // Oglądałam ten film. Wylałam na nim morze łez. Serio! Płakałam 4 razy. Czasem lubię, tak po prostu, usiąść i sobie pobeczeć na wzruszającym filmie. Mówią (i ciężko się z tym nie zgodzić), że książki są lepsze od filmów - to był właśnie główny bodziec, który skłonił mnie do wybory tej książki. Mam nadzieję, że wzruszy mnie tak samo, jak film.


W. BRUCE CAMERON - BYŁ SOBIE PIES 2 // PREMIERA 18 WRZEŚNIA

Mała Clarity June opuszcza ukochaną babcię oraz jej psa i wyjeżdża z matką do wielkiego miasta. Psiak przeżył już wiele wcieleń i sporo się o ludziach nauczył. Miał różne imiona: Bailey, Toby, Ellie, Koleżka… Tym razem powraca, aby wypełnić nowe zadanie. Spotyka dorastającą Clarity, wnuczkę ukochanego przyjaciela Ethana. Dziewczynka ma talent do pakowania się w kłopoty, więc Bailey w swoim nowym wcieleniu musi jej strzec i zrobić wszystko, żeby była szczęśliwa. Razem czeka ich mnóstwo przygód pełnych wzruszeń i radości! Ten oddany i kochany pies pomoże swojej pani zrealizować jej marzenia i odnaleźć prawdziwą miłość. Czasami będzie musiał odejść, by zaraz znów powrócić jako inny czworonożny przyjaciel. Jednak nie zamierza się poddawać – musi być dzielnym psem! Jedno wie na pewno: życie jest na tyle pomerdane, że zawsze warto trzymać się razem. // Skoro wybrałam pierwszą część przygód o psie o imieniu Bailly, nie mogło zabraknąć też części drugiej. Ekranizacji jeszcze nie oglądałam, więc to dobra okazja, by najpierw poznać ją w formie papierowej. Jestem ciekawa nowych wcieleń tego psiaka i historii, jakie przytrafią mu się po drodze.



To by było na tyle, jeżeli chodzi o ksiązkowe nowości z Wydawnictwa Kobiecego. Przeglądając tytuły widniejące na stronie tego wydawnictwa wiem, że bardzo się polubimy. Większości historii zamkniętych w tych książkach, to tematyki, którym lubię poświęcać swój czas. Odprężają mnie, sprawiają, że odpoczywam i miło spędzam wieczór.

Znacie Wydawnictwo Kobiece? Czy znaleźliście wśród tych tytułów coś dla siebie?
Czytaj dalej

sobota, 7 września 2019

Kosmetyczka pełna cudów z Oriflame | NOWOŚĆ TUSZ TREMEN DOUS BIG VOLUME

Bardzo cenię sobie współpracę z Oriflame, ponieważ lubię kosmetyki tej firmy i fajnie się one u mnie sprawdzają. Poza kosmetykami, które sama wybieram, trafiają też do mnie paczki niespodzianki. Jedną z nich była mała, urocza kosmetyczka wypełniona po brzegi kolorówką Giordani Gold. W natłoku obowiązków oraz biorąc pod uwagę fakt, że mój makijaż ostatnio nie istnieje, dziś chciałam Wam jedynie zaprezentować zawartość tej kosmetyczki. Może w przyszłości pojawią się też recenzje. Zapraszam do czytania!


GIORDANI GOLD - TUSZ DO RZĘS MAGNIFYING METAL LASH

Tusz do rzęs z Giordani Gold Magnifying Metal Lash to nasza innowacja. Po raz pierwszy w Oriflame oferujemy maskarę z zapewniającą niesamowite efekty metalową szczoteczką, potrójną dawką pigmentów w głębokim odcieniu czerni oraz specjalnymi włóknami wydłużającymi rzęsy. Ten tusz spełni nawet wyjątkowo wysokie oczekiwania! // Trzeba przyznać, że szczoteczka jest nietuzinkowa i zaskakująca jednocześnie. Jestem bardzo ciekawa, jak będzie się nią malowało rzęsy.

GIORDANI GOLD - KOREKTOR MASTER CREATION CONCEALER

Korektor, który działa na 8 oznak starzenia się skóry. Zawiera składniki odżywcze oraz kompleks ColourCorrect, dzięki któremu doskonale dopasowuje się do kolorytu cery. Błyskawicznie nadaje twarzy młodzieńczy wygląd i ukrywa ciemne cienie pod oczami oraz inne niedoskonałości.


GIORDANI GOLD - POMADKI MASTERCREATION / REFINED PLUM I EXQUISITE ROUGE
Bogata, luksusowa szminka o podwójnym działaniu: zwiększa witalność skóry, dzięki czemu usta mają pełniejszy, młodzieńczy wygląd - natychmiast i z czasem. Zawiera nawilżający, wzmacniający witalność peptyd biomimetyczny oraz sfery hydratacyjne. Formuła szminki jest przyjemnie kremowa i wspaniale upiększa usta. // Dwa piękne kolory. Ten po lewej, trochę malinowy, idealny na jesień. Drugi, soczysty róż dobrze sprawdzi się o każdej porze roku.


GIORDANI GOLD - ZALOTKA
Wysokiej jakości, lekka zalotka zapewnia idealny nacisk i wspaniale podkręca rzęsy. Wygodna w użyciu, unosi rzęsy już u ich nasady sprawiając, że oczy wyglądają na większe, a spojrzenie jest świeże i kuszące. W zestawie 1 dodatkowa guma.


ORIFLAME THE ONE - TUSZ DO RZĘS TREMEN DOUS BIG VOLUME

Większe, bardziej wyraziste, czarniejsze rzęsy i ekstremalna objętość w każdym wymiarze. Wyjątkowa szczoteczka XXL - najnowsza innowacja The ONE, dzięki ponad 300 włóknom i 5 specjalnym zbiorniczkom pozwala lekkiej niczym pianka formule dotrzeć do każdej rzęsy. Gęste pigmenty Chroma-Black zapewniają głęboki odcień czerni. Efekt: spektakularna objętość rzęs i zapierająca dech w piersiach wyrazistość spojrzenia aż do 24 godzin.



To nowości, które będę testować w najbliższym czasie. Najbardziej ciekawią mnie mascary i ich testowania nie mogę się doczekać najbardziej. Z pewnością napiszę o nich słów kilka.

Lubicie testować nowości czy jesteście wierni sprawdzonym produktom?
Czytaj dalej

poniedziałek, 26 sierpnia 2019

Summer with Prouve - box pełen wspaniałości

Lato powoli dobiega końca, ale to wcale nie jest ostatni moment na pokazanie Wam letniego Prouve Boxa. Dlaczego? Ano dlatego, że tak naprawdę wrzesień, październik i listopad, to kolejne miesiące, na które Polacy wybierają się na wakacje w ciepłe kraje. Uważam, że lato będzie idealne z boxem Prouve, bo znajduje się w nim masa fajnych produktów, które na wyjazd zawsze ze sobą zabieramy. Są w nim również gadżety. Jeżeli jesteście ciekawi, co znalazłam w tym boxie, to zapraszam do oglądania! 


PROUVE - PERFUMY DLA NIEJ (#19) I DLA NIEGO (#8)

Zacznę od tego, że nie są to moje pierwsze zapachy Prouve. Miałam już 3 flakoniki. Byłam z nich bardzo zadowolona.Jeden mam nadal, stoi u teściów i psikam się nim, gdy tam jadę. Dziś natomiast chciałabym napisać co nieco na temat kolejnych dwóch zapachów - dla niej o nr #19 oraz dla niego o nr #8. Opakowania obu zapachów są jednakowe pod względem kształtu. Różnią się jedynie kolorem. Czarne są męskie, białe są damskie. Flakoniki są bardzo proste i skromne. Trwałość jest dobra, zapachy są intensywne przez dłuższy czas. Pojemność, to 50 ml, a koszt flakonu 44 zł.


Zapach dla niej, opisywany jako nr 19, to woń z rodziny kwiatowo-owocowej. Składa się z 3 nut zapachowych (dominujących) i są to: jaśmin, melon i cedr, choć tak naprawdę jest ich więcej (możecie o nich poczytać tu). Jaśmin w zapachach uwielbiam, melon wydał mi się fajnym, słodszym udoskonaleniem. Te składniki tworzą bardzo zgrane trio. Najbardziej wiodącym zapachem jest tu jaśmin, fajne tło robi mu melon. Nie mam pojęcia, jaką woń ma cedr, więc ciężko mi w tej mieszance go odnaleźć. Nr 18 to kolejny zapach, który mnie nie zawiódł. 

Zapach dla niego, czyli nr #8, pochodzi z rodziny cytrusowej. Główne składniki, to nuty morskie, limonka oraz rezeda. Zapachy męskie są dla mnie bardziej skomplikowane. Mają większą głębię. Zawsze ciężko mi w nich rozszyfrować jakiekolwiek składniki, więc muszę zaposiłkować się podpowiedziami producenta. Poza trzema wiodącymi zapachami są tam także rozmaryn, cyklamen, ambra, wetyweria, paczula, cytryna i kilka innych. Zapach ten jest naprawdę ładny, nieprzytłaczający. Niektóre męskie perfumy są tak ciężkie, że aż boli od nich głowa. Tu na szczęście tak nie jest. Zapach początkowo jest bardzo mocny, ale gdy troszkę się ulotni - bajka. Bardzo podoba mi się takie połączenie nut. Mojemu mężowi również.

PROUVE - 3 KROKI // ŻEL, SCRUB I BALSAM

Te kosmetyki idealnie wpasowują się w jakiś krótszy wyjazd we dwoje. Mamy tu bowiem 3 kosmetyki, których używamy na co dzień w bardzo zgrabnych opakowaniach i pojemności, która świetnie sprawdzi się w podróży. Buteleczki mieszczą 250 ml, choć tak naprawdę nie wyglądają na aż tak pojemne. Co ciekawe, są to produkty unisex, czyli odpowiednie dla kobiet i mężczyzn. Nie musisz już zabierać ze sobą oddzielnych kosmetyków dla siebie czy partnera. Wkładasz do kosmetyczki to trio i jesteście zaopatrzeni oboje. Zapachy unisex charakteryzują się uniwersalnymi woniami.  Krok 1 i 2 mają zamknięcie typu press, z kolei balsam ma pompkę.

Żel ma zapach porzeczki i drewna cedrowego. Wydaje mi się bardziej męską opcją, aczkolwiek nie czułam się źle używając go. Ma on przezroczysty kolor i przyzwoicie się pieni, co jest dla mnie poniekąd zaskoczeniem. Po kąpieli skóra ładnie pachnie i zapach utrzymuje się na niej przez jakiś czas. Wyczuwalny jest też w powietrzu. W składzie nie znajdziemy SLS, za to na drugim miejscu mamy glicerynę, dalej różne ekstrakty i witaminy. Żel dobrze domywa, przy czym nie wysusza skóry, co jest dla mnie ważne.

Scrub ma zapach mchu, porzeczki i bergamotki. Nie do końca jest w moim guście. W sumie, chyba w ogóle mi się nie podoba. Czegoś mu brakuje. Jednak nie przeszkadza mi on, aż tak bardzo. Po peelingu używam żelu, więc ta woń szybko znika. Konsystencja jest nietypowa. Żałuję, że nie zrobiłam zdjęcia, by wam ją pokazać. Scrub ma beżowy kolor i zatopione w sobie mnóstwo czarnych drobinek peelingujących (są to zmielone pestki moreli).  Te drobinki są naprawdę ostre. Dla mojej dość delikatnej skóry są konkretnym zdzierakiem. Używałam więc tego scrubu max 2 razy w tygodniu. Dzięki niemu skóra pozbawiona była martwego naskórka, a stała się gładka i miła w dotyku.

Balsam, podobnie jak żel, ma zapach porzeczki i drzewa cedrowego, jednak tu jest jakby bardziej delikatny i przyjemny dla nosa. Jest dużo lżejszy i delikatniejszy. Sam balsam ma białą, kremową konsystencję. Jest ona lekka, dobrze się rozprowadza, nie bieli ciała. Dostarcza dawkę nawilżenia na odpowiednim poziomie. Moja niewymagająca na ten moment skóra jest usatysfakcjonowana.


PROUVE - MYDEŁKA MAKARONIKI

Te mydełka są tak słodkie, że nie miałam serca ich rozpakować. Pomyślałam, że posłużą mi, jako dodatki do zdjęć, a w między czasie, wsadzę je do szuflad, bo... Wydzielają bardzo przyjemną woń. Dodatkowo ten wygląd... Uformowanie ich na kształt makaroników, w dodatku w tak ładnym kolorze, zrobił mi dzień.


PROUVE BOX - DODATKI

W boxie nie zabrakło również dodatków. Znalazłam w nich worki na bieliznę - czystą i brudną. To fajna i ekologiczna opcja na wyjazdy. Cieszę się, że znalazły się w tym pudełku. Dodatkowo znalazłam tam również przypinkę do telefonu - taki uchwyt. Nie używam tego typu gadżetów, bo noszą obudowy książeczki, ale może komuś ją ofiaruję. Największym gadżetem był t-shirt z grafiką, którą położyłam po lewej stronie. T-shirt jest spory i lubię w nim spać.


Ten box okazał się fajną niespodzianką. Znajduje się w nim niemal wszystko, co przydaje się w podróży. Produkty uniseks super sprawdzają się w podróży, w którą jedziemy np. pociągiem czy autobusem. Dodatkowa butelka żelu czy innych kosmetyków dla mężczyzny, które trzeba byłoby dublować zajmują dodatkowe miejsce, które w takich wyjazdach jest na wagę złota. Cieszę się, że firma Prouve się rozwija i wprowadza na rynek coraz to ciekawsze produkty.

Znacie kosmetyki Prouve?

Czytaj dalej

Oriflame - minirecenzje produktów pielęgnacyjnych i dodatków

Z katalogów Oriflame zamawiam systematycznie. Wybieram produkty wszelkiej maści - perfumy, dodatki i akcesoria, a także kosmetyki pielęgnacyjne do całego ciała. W katalogach bardzo często można kupić fajne produkty w zestawach i w bardzo okazyjnych cenach. Takim oto sposobem trafiło do mnie kilka z poniższych rzeczy.


ORIFLAME - FEET UP - KREM DO STÓP CHERRY DELIGHT

W skład katalogowej trójki, którą udało mi się zamówić jako zestaw wchodził ten krem, poniższy balsam Tender care oraz mydełko, które zrecenzuję niżej. Pielęgnacja stóp, szczególnie latem, stanowi dla mnie podstawę. Sandałki goszczą na moich stopach najczęściej latem, dlatego ważne jest dla mnie, by moje stopy wyglądały ładnie i były zadbane. Skusiłam się dlatego na krem Feet Up o wiśniowym zapachu. Mieści się on w miękkiej tubie w niebiesko-wiśniowej kolorystyce. Zamykany na zakrętkę, która jest matowa. Zapach tego kremu jest wiśniowy z dodatkiem korzennych nut, bodajże goździka. Niestety nie zauważyłam tego zamawiając ten produkt, bo nie jestem fanką tego typu kompozycji zapachowych. Jednak krem jest do stóp - te są wystarczająco daleko od nosa, więc woń ta nie jest dla mnie tak uciążliwa. Jeżeli chodzi o o efekty, to jestem zadowolona. W duecie z peelingami do stóp czy pumeksem, krem nawilżył moje stopy, pozbawił ich suchych skórek i wygładził jest. Skórki wokół paznokci też prezentowały się znacznie lepiej.



ORIFLAME - TENDER CARE CHERRY ORAZ BALSAM LOVE NATURE MANGO

Bardzo lubię matowe pomadki do ust, jednak mają one tendencję do ich wysuszania. Staram się odpowiednio nawilżać je wtedy, gdy nie maluję ust, by gdy przyjdzie okazja prezentowały się nienagannie. Pielęgnację tej części mojego ciała wspierały dwa smarowidła - kultowy Tender Care o zapachu wiśni oraz balsam Love Nature o zapachu mango. Nie potrafię wybrać, która woń podoba mi się bardziej, dlatego używałam ich naprzemiennie. Sposób aplikacji jest wygodniejszy w przypadku balsamu mango - słoiczek jest prosty, więc wydobywanie jest łatwe. Tender care jest węższy, więc nie można w nim swobodnie manewrować i mając długie paznokcie zawsze coś dostanie się pod nie. Oba balsamy mają zbitą konsystencję, która pod wpływem temperatury ciała roztapia się i nie sprawia problemu w nanoszeniu produktu na usta. Oba balsamy świetnie nawilżają, a do tego dostarczają bardzo pozytywnych odczuć zapachowych. Zapachy są słodkie, takie prawdziwe, soczyste - idealne na lato. Takie bomby owocowe! Oba warianty bardzo Wam polecam!


ORIFLAME - MYDEŁKO FROSTED BERRY CAKE 

Nie używam mydełek w kostce, ale to było dołączone do zestawu. Jest spore, bo ma aż 75g. Kształtem przypomina mi kwiatek. Ma ładne tłoczenia - wizualnie prezentuje się naprawdę ładnie zarówno w opakowaniu, jak i poza nim. Sama konsystencja mydła jest zbita, jakby półprzezroczysta. Zapach owocowy z zimowym akcentem. Pieni się dobrze, tak samo poprawnie oczyszcza ciało. Nie mam mu nic do zarzucenia, aczkolwiek nadal wolę mydełka w płynie.



ORIFLAME - A-Z CREAM - KREM KOLORYZUJĄCY SPF 30

W lato nie maluję się zbyt ambitnie. Powiem więcej, staram się ograniczyć swój makijaż do minimum. Przy obecnie panujących upałach nie chcę nazbyt obciążać swojej cery, szczególnie że teraz (nie zapeszając) jest w dobrej kondycji. Postanowiłam, że zamówię produkt łączący w sobie zalety kremu i podkładu. Do kremu A-Z przekonała mnie również obecność dość wysokiego filtra SPF 30. Wybrałam odcień Fair i jest to najjaśniejszy odcień tego produktu. Wygląda nibym bardzo delikatny podkład. Sam kolor jest bardzo neutralny. Nie łapie zbyt różowych, ani pomarańczowych tonów. Ładnie wyrównuje koloryt skóry i sprawia, że wygląda ona wizualnie lepiej. Samo krycie jest delikatne, ale odpowiednie. Jeżeli ktoś nie oczekuje pełnego krycia po tego typu produkcie, to się nim nie rozczaruje. Dostanie za to fajne ujednolicenie cery oraz ochronę przed szkodliwymi czynnikami promieniowania.


ORIFLAME - KOMPLET RĘCZNIKÓW ARTIPELAG

Nie mogę się doczekać, kiedy w końcu zaczniemy urządzać z mężem nasz dom. Na razie jeszcze działają tam różni fachowcy, byśmy w końcu mogli wziąć się za wykończenie. Postanowiłam, że małymi krokami będę dbać o wyposażenie, by potem nie musieć kupować tego wszystkie na raz i nie doznać szoku cenowego. Takim oto sposobem trafiły do mnie dwa komplety. Jeden ręcznik duży, idealny do użycia po kąpieli, drugi mniejszy, np. do wytarcia rąk. Kolor - coś na pograniczu granatu i fioletu. Ręczniki są miękkie i przyjemne w dotyku. Dobrze chłoną wodę. Cieszę się, że je zamówiłam.



Moje ostatnie zamówienie okazało się bardzo udane. Trafiłam na kosmetyki, które spełniły swoje zadanie. Najbardziej jestem zadowolona z kremu do stóp oraz z kremu A-Z.

Ostatnio było mnie tu bardzo mało, ale już postanawiam poprawę. Wszystko za sprawą budowy domu, która pochłania ostatnio bardzo wiele mojego czasu. Jesteśmy na etapie wielu wyborów wykończeniowych. Jeżdżenie po sklepach czy marketach jest bardzo czasochłonne. Mamy już obrany styl, w którym chcemy urządzać dom i pod niego kupujemy wszystko. Teraz jesteśmy na etapie wyboru "wypoczynku" do salonu. Najbardziej logiczny wydaje się zakup sofy, bo sofy narożne rozkładane, to fajna opcja dla nas na ten moment. Na razie planujemy wykończyć tylko dół, by jak najszybciej się wprowadzić. Oddzielną sypialnię mamy, więc sofa rozkładana w salonie na pewno się przyda, gdy będziemy chcieli przenocować gości. Trzymajcie kciuki, by udało nam się wybrać coś fajnego.

Znacie któryś z tych kosmetyków? Wiedzieliście, że w katalogu Ori są również takie dodatki, jak ręczniki?

Czytaj dalej

czwartek, 22 sierpnia 2019

Sztukateria powraca, jak bumerang

Tak, sztukaterie znów są modne. Gładkie, jednolite ściany, najczęściej białe lub szare, to nieodłączne kolory stylu skandynawskiego, który od kilku lat jest bardzo popularny w wykańczaniu wnętrz. Skandynawskie wnętrza bardzo często są minimalistyczne i chłodne. Jeżeli chcielibyście dodać swojemu wnętrzu charakteru i elegancji - sztukateria wydaje się być dobrym pomysłem.


Jeżeli o mnie chodzi, najbardziej podoba mi się ta najprostsza sztukateria, czyli po prostu najprostsze z możliwych prostokąty. Kiedy oglądałam pewien wnętrzarski program Doroty Szelągowskiej i zobaczyłam w nim sztukaterię, byłam pod wrażeniem. Mimo zastosowanych prostych elementów na gładkiej ścianie, pokój poddany metamorfozie zmienił swoje oblicze o 180 stopni. Salon miał to "coś". Był pełen szyku i stał się bardziej stylowy. 

 ŹRÓDŁO: HGTV.PL / Dorota inspiruje

Najbardziej trwałą sztukaterią jest sztukateria gipsowa. Materiał ten jest bardzo plastyczny i wdzięczny w obróbce. Jest łatwy w modelowaniu i co fajne, całkowicie ekologiczny. Wykorzystywany jest w zdobieniu ścian od stuleci. Dzięki jego fajnej formie, sztukateria może przybierać kształty, jakie tylko sobie zamarzymy. 

Sztukateria najładniej będzie prezentowała się we wnętrzach wysokich (przy niskich efekt może być odwrotny i wręcz karykaturalny, ponieważ sztukateria może to wnętrze optycznie jeszcze bardziej pomniejszyć). Pięknie będzie się prezentowała również we wnętrzach historycznych czy starych kamienicach. Sztukateria sama w sobie stanowi ozdobę, ale... Może też być częścią innego dodatku, np. stanowić ramę wielkiego lustra. Zamiast standardowej ramy, rama gipsowa wydaje się być ciekawym i oryginalnym pomysłem. Sztukateria niestety nie wszędzie może okazać się dobrym pomysłem.

Co sądzicie o sztukaterii? Podoba Wam się?
Czytaj dalej

wtorek, 13 sierpnia 2019

Desenio - stylowe dekoracje ścian | moja galeria

Pisałam niejednokrotnie, że powoli wijemy z mężem nasze własne gniazdko. Budowa domu, to długi proces zważywszy na to, że na każdą usługę trzeba czekać, czasem nawet kilka miesięcy. Budowę zaczęliśmy w maju 2018, a teraz, czyli w sierpniu 2019 jesteśmy na etapie wykończenia. Druga posadzka została wylana, więc nie pozostało nic innego, jak malować ściany oraz kłaść płytki i panele. Potem już tylko raj, na który czekam, czyli dekorowanie. Nie zamierzam w tym temacie przesadzać. Mniej zagracone wnętrza znacznie szybciej się sprząta, dlatego różnego rodzaju kurzołapaczy będzie u mnie, jak najmniej. Upust emocjom dam jednak podczas dekorowania ścian. Bardzo pomocna okazała się przy tym strona Desenio, z której zamówiłam całą galerię plakatów na ścianę w naszym salonie. Ale zanim Wam ją pokażę, chciałabym napisać kilka słów o Desenio


Firma Desenio powstała z miłości do pięknych wnętrz, szczególnie w stylu skandynawskim. Oferta jest szeroka, bo poza plakatami w naprawdę wielu wymiarach oraz rodzajach kategorii, mamy też do wyboru różnokolorowe ramy, a także, co jest dla mnie bardzo ważne, możliwość tworzenia wirtualnej galerii. Co to znaczy? Otóż, za pomocą odpowiedniego projektanta dostępnego na stronie, możecie wybrać gotowy układ ram na ścianie i wsadzić w nie wybrane plakaty. Dzięki temu możecie zobaczyć, czy wybrane przez Was motywy do siebie pasują. Ja nie omieszkałam z tego skorzystać.


Moja galeria prezentuje się tak jak powyżej. Niestety na razie nie mogę pokazać jej Wam całej w swoim wnętrzu, gdyż największy z plakatów ma metr długości i najzwyczajniej w świecie nie mieści mi się na żadnej ścianie. Chciałam Wam jednak pokazać każdy wybrany plakat, jak i efekt końcowy (oraz screen z projektanta). Wybrałam ramki czarne i drewniane. Wydały mi się fajniejsze niż plastikowe. Są one dość grube i wyglądają solidnie. "Szybki", to tak zwane płytki plexi, więc na pewno nie pobiją się, jeżeli jakimś cudem plakat spadnie ze ściany. Zabezpieczone są one foliami ochronnymi. Jeżeli chodzi o plakaty, to jakość ich wykonania robi wrażenie. Sam papier ma bardzo dobrą gramaturę, a nadruk jest wysokiej jakości. 


W swoim domu mam w planach trzymać się odcieni bieli, czerni, szarości i drewna oraz rozweselać je dodatkami, których kolory będę mogła co jakiś czas zmieniać. Co mam na myśli? Standardowe meble będą białe czy szare, a rozweselą je dodatki, jak np. poduszki w odcieniu butelkowej zieleni, granatu czy złota. W przypadku plakatów zawsze najbardziej podobały mi się te różowe, ale... Przy urządzaniu, podstawowym celem jest dla mnie to, żebyśmy zarówno ja, jak i mój mąż czuli się dobrze w tym wnętrzu. Nie mogłam zatem wybrać samych różowych plakatów, bo to przeszkadzałoby Robertowi. Dlatego Postanowiłam wybrać plakaty w większości black&white i dobrać do nich mniejsze plakaty w kolorach różowym i zielonym. Dodatek różu jest - ja jestem szczęśliwa, ale nie ma tu cukierkowej przesady - szczęśliwi jest też mój mąż. Kompromis osiągnięty. Poza tym, mam w planach właśnie te dwa plakaty co jakiś czas wymieniać i wkładać tam motywy w innych kolorach. Teraz chciałabym pokazać Wam kilka z tych plakatów w moim obecnym wnętrzu.



Jestem zakochana w tych plakatach, począwszy od ich jakości, po to, jak odmieniają one mój pokój. Dostępnych wzorów są setki, a każdy z nich oryginalny i na czasie. Można z nich stworzyć wiele fajnych galerii, które ozdobią niejedną domową ścianę.

Jeżeli chcielibyście kupić jakieś plakaty Desenio, to zapraszam do skorzystania z mojego kodu. Kod: JAKPIEKNIEBYCKOBIETA obniża wartość koszyka o 30% i jest ważny od dziś (wtorek) do czwartku. Zniżka nie dotyczy ramek oraz plakatów z serii Handpicked oraz Collaboration.

Podobają Wam się moje plakaty? Co sądzicie o całej zaprojektowanej przeze mnie galerii?

Czytaj dalej