niedziela, 10 listopada 2019

Rimmel - nowości do makijażu | Makijaż ust z pomadkami Lasting Finish i brwi z Brow Pro Micro

Z kolorówką Rimmel znam się nie od dziś. Słynne podkłady czy pomadki zawsze się u mnie świetnie sprawdzały i do produktów z tej kategorii bardzo często i chętnie powracam. Podkład Match Perfection czy Wake up to moje hity. Tak samo sprawa ma się w przypadku pomadek Lasting Finish. Moje pierwsze wyglądały trochę inaczej. Teraz wyglądają zdecydowanie lepiej, nowocześniej i są po prostu wygodniejsze, ale o tym później. Dziś chciałabym zaprezentować Wam kilka nowości tej firmy i pokazać swatche oraz napisać  kilka słów o samym testowaniu.


POMADKI RIMMEL LASTING FINISH 

Jak już wspominałam, ich wygląd troszkę ewoluował. Teraz pomadki są dłuższe i smuklejsze, a ich kształt bardziej dopasowany do ust. Zdecydowanie łatwiej pomalować nimi usta nie wyjeżdżając poza ich kontur, niż starszymi wersjami, za co duży plus. Podoba mi się również to, że kolor każdej pomadki widoczny jest tusz pod zatyczką. Już nie musimy przewracać pomadki do góry nogami (bo tam jest nr i pełna nazwa), by rozszyfrować, z jakim kolorem mamy do czynienia.  Konsystencja pomadek jest bardzo kremowa. W kontakcie z ustami pomadka jakby topniała. To fajne i przyjemne uczucie. Szminka sunie po ustach pokrywając je pięknym, głębokim kolorem. Lasting Finish nie zastyga na ustach całkowicie. Nie tworzy tej skorupki, która gwarantuje dłuższą trwałość. Przy mocniejszym dociśnięciu do kubka/szklanki, odbija się na nim. Nie jest to też taki 100% mat. Pomadka się nie błyszczy na ustach - na swatchach tak wygląda, ale... Zdjęcia pomadek robiłam zaraz po naniesieniu ich na usta. One nie zdążyły po prostu podeschnąć. Minusem tych pomadek  (a raczej ich opakowania) jest to, że niektóre nie chowają się w całości, do tej osłonki. Większość chowa się na  równi z nią - w obu przypadkach pomadki narażone są na uszkodzenia i ja robię to notorycznie. Wolałabym, by pomadki bardziej chowały się do środka. Z czasem, kiedy będę ich częściej używam, problem ustąpi, bo najzwyczajniej pomadka będzie się zużywała.


RIMMEL LASTING FINISH - 700 X-TREMELY BARE I 610 LIT!


Odcień 700, czyli X-tremely Bare, to nic innego, jak brąz. Utrzymany w ciepłej tonacji. Odcień 610 to kolor koralowy. Jest to czerwień zmieszana z pomarańczem i zarazem kolor, za który nie do końca przepadam. Nie czuję się w nim dobrze, choć sam w sobie  jest ładny.


RIMMEL LASTING FINISH - 550 THIRSTY BEA, 520 DAT RED, 210 MAUVE MAXX


Jako brunetka powinnam dobrze czuć się w czerwieniach, ale zazwyczaj nie mam do nich przekonania. Chociaż odcienie Lasting Finish 550 oraz 520 całkiem mnie do siebie przekonują.  Oba są do siebie bardzo podobne, choć wydaje mi się, że 550 jest ciut ciemniejszy. Jednak moich niekwestionowanym ulubieńcem jest odcień 210 Mauve Maxx. Kolor ten opisałabym, jako bardzo brudny róż z domieszką fioletu. W rzeczywistości jest ciemniejszy, niż na poniższym zdjęciu, ale światło zrobiło swoje.


RIMMEL LASTING FINISH - 200 BLUSH TOUCH, 130 BUZZ'N, 100 HELLA PINK


Te odcienie, szczególnie 100 i 200 jest mi ciężko opisać. Trudno powiedzieć, co to za kolory. Są do siebie podobne, z tym, że 100 jest jaśniejszy, a 200 ciemniejszy. Wydaje mi się, że to takie lekkie brązy połączone z domieszką koralu. Są najbardziej codzienne z całej ósemki. Kolor 130 jest piękny, soczysty, malinowy. Podoba mi się!


RIMMEL - BROW PRO MICRO - PRODUKTY DO BRWI

Na punkcie brwi mam fisia. Nie mam takiej wprawy w malowaniu, jaką mają niektóre dziewczyny prezentujące swoje makijażowe zdolności, ale też na takiej perfekcji mi nie zależy. Podkreślam brwi na swój sposób i staram się, by nie było to zbyt przerysowane. Póki mi się to udaje, jestem zadowolona. Przez bardzo wiele miesięcy używałam pudru do brwi. Teraz mogłam wypróbować coś innego. Mam tu 3 kredki oraz 3 mazaki w różnych odcieniach.


RIMMEL - BROW PRO MICRO - MAZAKI DO BRWI

Miałam kiedyś mazaki do brwi, ale nie używałam ich, ponieważ odcienie, które mi się trafiły, totalnie do mnie nie pasowały. Brąz wpadał w rude tony, a ja tego po prostu nie znoszę. Tym razem mam mazaki w 3 kolorach: Blonde, Honey Brown i Soft Brown. Dla siebie wybrałam odcień ostatni, czyli Soft Brown, choć tak naprawdę wolałabym po prostu Brown lub Dark Brown. Mazki mają bardzo precyzyjne końcówki, którymi można ładnie podkreślić to, co trzeba. Kolory nie są bardzo mocne, więc nie zrobimy sobie tymi mazakami krzywdy.


RIMMEL - BROW PRO MICRO - KREDKI

Kredki trafiły mi się w kolorach Blonde, Soft Brown i Drark Brown (szkoda, że te kolory nie pokrywają się z kolorami mazaków). W duecie z mazakiem w odcieniu Soft Brown używam kredki w kolorze Dark Brown. Razem tworzą naprawdę zgrany duet. Wszystko mogę ładnie podkreślić delikatniejszym mazakiem, a wypełnić ciemniejszą kredką. Kredki mają dość "suchą" konsystencję. Co mam na myśli? Ano to, że trzeba dość mocno je docisnąć, by dawały jakiś kolor. W tym przypadku jest to dobre rozwiązanie, bo efekt można tu dozować. Można zrobić brwi w jaśniejszym brązie o nawet taki wpadający nawet w czerń (choć tu się trzeba solidnie napracować). Mi to odpowiada, bo tak jak w przypadku mazaka, nie wyrządzimy sobie krzywdy i nie przerysujemy brwi, co mogłoby wyglądać komicznie. Kredki z drugiej strony wyposażone są w spiralki do rozczesywania brwi - fajny dodatek, bo ja wiecznie je gubię.


Nowości Rimmel przypadły mi do gustu. Mam swój nowy zestaw do brwi, który na ten moment zastąpi puder z GR (nie mówię, że kiedyś do niego nie wrócę). Kredka i mazak dają bardziej naturalny efekt. Włoski na brwiach są widoczne. Na pochwałę zasługuje również trwałość. Wśród pomadek też znalazłam swojego ulubieńca. Testowanie zatem wypadło bardzo udanie.

Malujecie na co dzień brwi lub usta? Jakiś produktów do tego używacie najczęściej (mam na myśli formę, np. cienie, pudry, kredki lub pomadki w sztyfcie, płynne itp)?
Czytaj dalej

piątek, 8 listopada 2019

Jak żyć w zgodzie z naturą?

Życie w zgodzie z naturą - brzmi pięknie prawda? Bardzo często cieszymy się przyrodniczymi walorami - udajemy się nad jeziora, spacerujemy po górach czy korzystamy z darów lasu. Dzięki przyrodzie i tlenowi, który ona wytwarza (mówiąc bardzo ogólnie) żyjemy. Szkoda, że w większości przypadków nie potrafimy odwdzięczyć się naturze za to, co dzięki niej mamy. Świat tonie w plastiku, zwierzęta umierają, bo my nie potrafimy sobie odmówić kilku rzeczy. Nie powiem, że stałam się eko-freakiem, bo nie. Często zdarzają mi się jeszcze w tym zakresie wpadki, ale... Staram się zmieniać na lepsze i pracować nad sobą by wyrobić w sobie fajne nawyki przyjazne środowisku. Zmiany trzeba zacząć od siebie. Gdyby każdy tak postępował żyłoby się nam po prostu lepiej. Od czego można zacząć te zmiany? Poniżej kilka moich przemyśleń.


NATURALNE KOSMETYKI

Nie powiem, że w mojej kosmetyczce znajdziecie tylko naturalne kosmetyki, bo to nie prawda, ale... Prawdą jest to, że znajduje się ich tam coraz więcej. Moja świadomość w tym zakresie bardzo wzrosła, a i analiza składów (choć ekspertem nie jestem) też się do tego przyczyniła. Staram się używać produktów pielęgnacyjnych opartych na naturalnych składnikach, szczególnie, że wymaga tego również ode mnie moja skóra. Jeżeli chodzi o higienę jamy ustnej - także. Naturalne składniki również mogą odpowiednio o nią zadbać, bo naturalna pasta do zębów także może je wybielić czy wzmocnić szkliwo, zapobiec próchnicy czy osadzaniu się kamienia. Uśmiech jest naszą wizytówką, więc dbanie o niego powinno być naszym obowiązkiem. Pasty naturalne, wcale nie są droższe od zwykłych past ze średniej półki cenowej, więc warto przemyśleć czy się na nie nie przerzucić.

NATURALNE ŚRODKI DO SPRZĄTANIA

Nawet sprzątać można w zgodzie z naturą. Kiedyś znano tylko takie sposoby sprzątania, a potem skutecznie wyparła je chemia. Może i jest bardziej skuteczna, ale ja z uwagi na moje alergie coraz rzadziej po nią sięgam. Nie ma to jak naturalne roztwory, które można zrobić w domu. Bardzo pomocne przy tym są takie składniki, jak ocet, soda, szare mydło, sok z cytryny czy woda utleniona. Z tych składników można stworzyć takie mikstury, że żaden bród im się nie oprze. Przy tym oszczędzamy pieniądze, bo nie wydajemy jej na sklepową chemię, bo w zasadzie większość tych produktów zawsze jest w domu.

KUPUJ Z GŁOWĄ / NIE UŻYWAJ FOLIÓWEK

Chodzenie na zakupy z ekotorbami czy z "firankowymi" woreczkami na owoce i warzywa weszło mi w krew. Kiedy wyciągam te siateczki i pakuję w nie owoce lub warzywa bardzo często budzi to sensację w sklepie (a szkoda, bo w tych czasach takie rzeczy wielorazowe powinny być na porządku dziennym). Ostatnio pewne panie, które stały za mną w kolejce "po cichu" debatowały "Zobacz jakie fajne torebki", "Ciekawe czy są za darmo?" - niestety nie ma nic za darmo, chyba  że samemu się zrobi takie woreczki. W sumie, to nic skomplikowanego. Wiele sklepów wprowadza również możliwość przyniesienia własnych pojemników na wędliny. Do tych sklepów dołączył Kaufland. Przy kasach nie można też kupić foliówek i stopniowo będą też znikały foliówki na dziale owoce i warzywa. Bardzo mnie to cieszy!

Czy zwracacie uwagę na to, jakie kosmetyki kupujecie? Czy ograniczacie foliówki przy codziennych zakupach? Robiliście kiedyś naturalne środki do sprzątania?
Czytaj dalej

wtorek, 5 listopada 2019

Black Friday na Notino.pl || 25 listopada - 1 grudnia

Black Friday to świetna okazja do zakupu rzeczy w niższych cenach. Wiele sklepów parę tygodni wcześniej podwyższa ceny, by w Black Friday je magicznie podnieść. Od takich sklepów staram się trzymać z daleka. Najczęściej kosmetyczne zakupy robię na Notino.pl, więc cieszę się, że i ten sklep dołączył do tej "czarnej akcji". Black Friday na Notino.pl – to cały tydzień prawdziwych zniżek wysokiej jakości perfum i kosmetyków. Z naszym kodem masz 20% zniżki na wszystko swoich ulubionych marek. Kupuj produkty od znanych marek jak Calvin Klein, Yves Saint Laurent, Jean Paul Gaultier i wiele innych w specjalnych cenach. Zawsze mam w koszyku dodanych dużo produktów, potem robię selekcję czy nadal tego potrzebuję i zamawiam. Gdy można coś kupić taniej, radość zawsze jest dużo większa. W końcu nie ma nic fajniejszego niż kupowanie i oszczędzanie w jednym. Dziś chciałam pokazać Wam, co zwróciło moją uwagę.


ZESTAWY PREZENTOWE

Bardzo je lubię! To fajna okazja, by kupić kilka kosmetyków z tej samej linii w dużo niższej cenie. Często zdarza się, że znajdziemy tam również jakiś dodatek. Moją uwagę zwrócił zestaw Dove. Kosztuje naprawdę niewiele, a poza dwoma kosmetykami (swoją drogą całkiem fajnymi, bo znam tę serię) znajdziemy tam również przybornik do paznokci. Wydaje mi się, że to naprawdę fajny dodatek i miło, że się tam znalazł. Poza zestawami Dove, jest tam znacznie więcej innych zestawów, również tych z wyższej półki, więc każdy znajdzie coś dla siebie.

URZĄDZENIA DLA MĘŻCZYZN

Jeżeli mężczyzna o siebie dba, praktycznie każdego dnia używa różnego rodzaju akcesoriów, które w tym pomagają. Maszynka do włosów może nie jest urządzeniem, którego używa się co i rusz, ale zestaw Braun z grafiki można używać na 7 sposobów, dzięki różnych końcówkom i dodatkom, także jest to bardzo uniwersalne urządzenie. Na Notino jest jeszcze wiele innych urządzeń, np. trymerów czy typowych maszynek do strzyżenia brody, także jest w czym wybierać.

PIĘKNE PERFUMY

Perfum na Notino dostatek. Znajdują się tak zapachy na każdą kieszeń. Od tanich, po te droższe, ekskluzywne. Oczywiście na Black Friday lepiej kupować te droższe opcje - z wiadomych względów. Na razie mam masę perfum, ale kiedy zapasy trochę się zmniejszą, to kupię coś nowego... Zakochałam się w Black Opium od YSL. Wąchałam próbkę i to zapach idealny dla mnie. Zawsze patrzę też na zapachy CK, zazwyczaj są w moim guście.

Będziecie coś kupować na Black Friday?
Czytaj dalej

poniedziałek, 4 listopada 2019

Revolution PRO - paleta cieni Natalii Siwiec

Paletka Natalii Siwiec długo czekała w mojej szafce, zanim doczekała się recenzji. Jak widzicie, obfociłam ją, jak jeszcze rosły piwonie. Jak pewnie wiecie, z makijażem nie mam za wiele wspólnego. Umiem trochę się pomalować, ale nie ma przy tym żadnego szału, stąd też robię to rzadko. Jak już się maluję, zazwyczaj używam bezpiecznych kolorów, takich jak beże, brązy, odcienie złota. Poza tym, moje piwne oczy chyba w takich kolorach właśnie wyglądają najlepiej. Jak widzicie, w paletce Natalii Siwiec  Nath x Revolution PRO takich odcieni nie brakuje.


Ogólnie o linii PRO z Makeup Revolution zawsze miałam dobre zdanie. Kiedyś miałam okazję testować kilka produktów z tej serii (m.in. podkład, cienie, pomadki czy produkty do konturowania). W porównaniu ze zwykłymi produktami MUR te odznaczały się znacznie lepszą jakością. Ucieszył mnie fakt, że dzięki Notino.pl będę mogła przetestować kolejny PRO kosmetyk, tym razem w kolaboracji z Natalią Siwiec.


Paletka ta wizualnie prezentuje się naprawdę ładnie. Jak widzicie, ma dość nietypowe otwieranie. Całe opakowanie jest kryte, nie widać przez nie cieni. Po otwarciu, na "wieku" widzimy autograf Natalii Siwiec, co jest fajnym dodatkiem. Jeśli chodzi o cienie, mamy ich 15 (5 rzędów, po 3 cienie). Kolory są przeróżne - głównie spokojne, choć dwa cienie się wyróżniają, tj. czerń i fiolet. Takich kolorów bardzo się boję w makijażu. Może gdybym miała większe umiejętności, to znalazłabym dla nich zastosowanie w moim makijażu.


Myślę, że to kolory najlepiej oddadzą swatche. Może zdjęcie nie jest cudnej jakości, ale robiłam je jeszcze wtedy, gdy mój aparat był w naprawie. Jednak to co potrzebne, jest dobrze widoczne. Paletki MUR są zawsze fajnie podpisane - tym razem paletka nie ma plastikowej nakładki z nazwami, a są one naniesione pod cienie - fajnie, bo się nie zgubią. Mi w zasadzie te nazwy nie są zbytnio potrzebne, ale jest wiele kont makijażowych, które dzięki tym nazwom będą mogły powiedzieć swoim odbiorcom, jakiś kolorów użyły, bez konieczności oznaczania ich na zdjęciach czy siląc się na opisywanie jakiegoś kolory własnymi słowami.


Jeśli o mnie chodzi, moje serce podbiło kilka kolorów. Są to: Sketch, Classy, Darling i Mesmeric. Pewnie nie zdziwi Was fakt, że to brokaty. Bardzo lubię mat w makijażu, ale uważam, że na oku można ciut bardziej zaszaleć. Często zdarza mi się dawać jakiś błyszczący cień w kąciku oka. Fajnie rozjaśnia całe spojrzenie. Te "brokaty" mają dodatkowo fajne krycie. Nie wszystkie się jednak tym odznaczają.


Zrobiłam dla Was przykładowy makijaż, ale... Niestety telefon zjadł całe kolory, przez co całość prezentowała się po prostu niezbyt atrakcyjnie. W moim odczuciu paletka spisała się naprawdę dobrze. Mogłaby mieć nieco lepszą pigmentację, ale jeśli te kolory nałożymy na bazę, to podbiją się one, są bardziej wyraziste, co mnie cieszy. Cienie delikatnie się osypują, ale jeśli najpierw malujecie powieki, a dopiero potem nakładacie podkład, to nie powinno to stanowić dla Was żadnego problemu. Paletka kosztuje 59 zł - czy to dużo czy mało zostawiam już do oceny Wam.


Cieszę się, że mogłam przetestować paletkę Natalii Siwiec, która została stworzona we współpracy z Makeup Revolution. Dostępna jest na stronie Notino.pl. Ma ona bardzo przyjemne cienie, w większości w bezpiecznych kolorach, które sprawdzą się w wielu fajnych makijażach. Jeżeli ktoś ma większe umiejętności ode mnie, na pewno wykorzysta czarny cień i zrobi super smoky eye.

Podobają Wam się te odcienie w paletce czy lubicie bardziej zaszaleć?
Czytaj dalej

sobota, 2 listopada 2019

Mój codzienny makijaż - kosmetyki kolorowe do codziennego makijażu

Mój codzienny makijaż nie jest zbyt porywający. Używam raczej podstawowych produktów, które znajdują się w większości babskich kosmetyczek. Lubię się malować, ale znam też umiar w makijażu. Nie uważam, że trzeba nakładać na siebie tonę kosmetyków, by wyglądać dobrze. Naturalny look wydaje mi się bardziej odpowiedni na co dzień, ale też pochłania zdecydowanie mnie czasu. Do codziennego makijażu używam...


BOURJOIS - ALWAYS FABULOUS - PODKŁAD 120 LIGHT IVORY

Ostatnio przywędrowało do mnie tak dużo podkładów, że grzechem byłoby ich nie używać. Poznałam bardzo wiele odcieni podkładu Bourjois i udało mi się wybrać ten idealny dla mnie. Okazał się nim odcień 120 Light Ivory. Podkład wygląda bardzo ładnie. Czarne napisy i dodatki w kolorze rose gold tworzą zgrany duet. W środku mamy pompkę, którą poprzez przekręcenie możemy zablokować. Dobra opcja w podróż. Konsystencja jest taka w sam raz. Nie jest za gęsta, ale po nałożeniu bardzo powolutku spływa. Z taką konsystencją najlepiej mi się współpracuje. Po naniesieniu na twarz, skóra jest taka aksamitna, ujednolicona, jednak... Większych niedoskonałości ten podkład nie przykrywa. Trzeba dopomóc sobie korektorem. Mimo to, jestem z niego zadowolona. Na co dzień sprawdza się u mnie świetnie. Naniosłam go również na twarz, gdy szłam na wesele. Trzymał się bez zarzutu.


POMADKI DO UST - BOURJOIS ROUGE VELVET 19 i MAYBELLINE SUPER STAY MATTE INK 10

Lubię malować usta. Od bardzo dawna u mnie króluje mat. Totalnie nie czuję się w błyszczących pomadkach. Wyjątek stanowią błyszczyki, których sporadycznie używam. Wydaje mi się, że te wszystkie błyszczące pomadki, totalnie do mnie nie pasują. W matach czuję się o niebo lepie. Ostatnio używam naprzemiennie dwóch pomadek - Bourjois Rouge Velvet w odcieniu 19 oraz Maybelline Super Stay Matte Ink w odcieniu 10 Dreamer. Na krótsze wyjścia nanoszę Bourjois, z kolei na dłuższe wyjazdy, np. kilkugodzinne nanoszę Maybelline. Maybelline bardzo mocno zastyga na ustach i rewelacyjnie się na nich trzyma. Czasem nawet przy demakijażu mam problem z dokładnym zmyciem tej pomadki, taka jest skubana trwała. Bourjois pięknie prezentuje się na ustach (ten kolor jest cudowny! Idealny na jesień), delikatnie na nich zastyga, jednak podczas jedzenia wyciera się, stąd taki podział, której mam używać na dłuższe, a której na krótsze wyprawy. Obie mają dodatkowy atut - pięknie pachną. Sztos! Szykuję się do złożenia zamówienia na Notino.pl, więc na pewno zawitają u mnie kolejne kolory tych pomadek.


GOLDEN ROSE - PUDER DO BRWI Z WITAMINĄ E - ODCIEŃ 106

Podkreślone brwi to podstawa mojego makijażu. Ładnie umalowane brwi całkowicie odmieniają twarz. Niejednokrotnie już się o tym przekonałam, zarówno na sobie, jak i oglądają różne makijażowe tutoriale. Bardzo ciężko było znaleźć mi idealny odcień cienia, którym pokrywam rzęsy. Był on albo zbyt ciemny, albo wpadał w rude tony, a tego nie chciałam. Udało mi się zdobyć puder do brwi z witaminą E w odcieniu idealny - ciemniejszy, chłodny brąz, to kolor, którego tak długo szukałam. Na zdjęciu wygląda na jasny, jednak uwierzcie mi na słowo, że taki nie jest. Jego wydajność zaskakująca. Używam go od początku stycznia 2019 - codziennie, a zużycie jest po prostu znikome. Ciągle jeszcze widać na nim tłoczenia. Trzyma się na brwiach świetnie, a nałożenie dodatkowej warstwy sprawi, że brwi będą jeszcze ciemniejsze. Ja jestem nim zachwycona!


BOURJOIS - TUSZ DO RZĘS TWIST UP THE VOLUME - GOLD

Ten tusz już dla Was recenzowałam, ale zrobię krótkie streszczenie. Tusz ma piękny, kruczoczarny odcień. Do tego magiczną szczoteczkę, którą można przekręcić i z prostej szczoteczki zrobić taką zakręconą, jak na zdjęciu (czad, nie?). Dobrze się nakłada, świetnie wydłuża rzęsy i nie skleja ich. Pod koniec dnia wszystko jest na swoim miejscu. Nie kruszy się, ani nie tworzy efektu pandy, za co mu chwała.


Ta prezentuje się moja złota piątka produktów do codziennego makijażu. Jak widzicie, mój makijaż na co dzień jest bardzo ograniczony. Oczywiście pomocne przy jego wykonaniu są gąbeczka oraz pędzelki - do brwi i cieni. Pędzelka do cieni używam by podkreślić nieco dolną powieką. Robię to pudrem do brwi. Dzięki temu oko wydaje się ciut większe. 

A Wy jakich kosmetyków używacie do codziennego makijażu?
Czytaj dalej

Bourjois - tusz do rzęs Twist up the volume

Tusz do rzęs, to mój must have. Zakładam, że podobne podejście do tego produktu ma większość z Was. Tusz do rzęs otwiera nam powiekę, powiększa oczy i nawet, gdy mamy na sobie (jeśli chodzi o kosmetyki) tylko ten produkt, to wyglądamy całkiem przyzwoicie. Nic więc dziwnego, że każda z nas poszukuje swojego tuszu idealnego. Ciężko powiedzieć, czy ja taki znalazłam. Lubię w tym zakresie testować wszelkie nowości. Wiem jednak, że dzięki Notino.pl poznałam naprawdę bardzo wiele fajnych tuszów, do których bardzo często wracam, nawet po latach. Ostatnim moim odkryciem jest Bourjois Mascara Twist Up The Volume. Jest to nietypowy tusz i jedyny w swoim rodzaju. Do tej pory nie miałam styczności z takim wynalazkiem. A co co chodzi? Zaraz Wam pokażę.


Nie jest to mój pierwszy tusz Bourjois, ale z pewnością jako pierwszy zrobił na mnie tak duże wrażenie. Ale po kolei... Wygląda po prostu ładnie, standardowo. Opakowanie jest czarne, a złote dodatki dodają mu elegancji. Konsystencja przy pierwszym użyciu była dość mokra, co kończyło się odbijaniem tuszu, na szczęście nie trwało to długo. Tusz dość szybko "przyschnął" i nie sprawiał już żadnych problemów. Odcień jest intensywnie czarny, taki, jak lubię najbardziej.



Największe wrażenie zrobiła na mnie szczoteczka. Jest ona sylikonowa, ale... Poprzez przekręcenie złotej końcówki na szczycie można zmienić jej kształt. Szczoteczka może być długa i prosta, albo krótsza i skręcona. Mam nadzieję, że poniższe zdjęcia fajnie Wam to ukażą. Gdybyście jednak potrzebowali pomocy, to na pierwszym zdjęciu szczoteczka prosta, na drugim skręcona. Było to dla mnie duże zaskoczenie! Nie spodziewałam się takich czarów przy malowaniu rzęs. Dzięki temu każda z nas może dobrać szczoteczkę pod swoje rzęsy.


Myślałam, że mi bardziej do gustu przypadnie wersja skręcona, jednak myliłam się. Dużo wygodniej maluje mi się rzęsy szczoteczka prosta. Chyba dlatego, że jest ona długa i pokrywam tuszem znacznie więcej rzęs za jednym pociągnięciem, niż tą skręconą. W każdym razie, jak mi się ta prosta znudzi, w sekundę mogę ją zakręcić. Dla mnie to naprawdę super sprawa i fajny wynalazek w jednym. Tusz fajnie wydłuża rzęsy, podnosi je do góry (u mnie delikatnie, bo z natury mam proste rzęsy). Nie skleja ich, co więcej,ładnie rozdziela i nawet nie trzeba w to wkładać za dużego wysiłku. Ważne jest również to, że po całym dniu dobrze się prezentuje. Efekt pandy z tym tuszem nam nie grozi i bardzo mi się to podoba. Dodam jeszcze, że również się nie osypuje. Na Notino możecie kupić ten tusz, jednak w dwóch innych wersjach, tj. z białą końcówką i różową. Na pewno wypróbuję je w przyszłości, bo ceny są zachęcające (na ten moment 28,50 zł i 30,30 zł).

Lubicie tusze do rzęs Bourjois? Mieliście do czynienia z tym cudakiem?
Czytaj dalej

czwartek, 31 października 2019

Kosmetyczka Nivea - zestaw prezentowy

Marka Nivea jest w moim życiu już od bardzo dawna, mogłabym powiedzieć, że od najmłodszych lat. Standardowy krem Nivea był moim pierwszym kosmetykiem. Od tej pory produkty tej marki są u mnie na porządku dziennym. Najczęściej kupuję je na Notino.pl, szczególnie kiedy są one w zestawach. W tej internetowej drogerii w takiej formie można je kupić naprawdę bardzo często, co jest ekstra ofertą na zbliżające się Święta. Dziś chciałabym pokazać Wam piękną, różową kosmetyczkę z zawartością, którą kupiłam już dość dawno temu. W jej wyposażeniu znajdują się 4 kosmetyki.


NIVEA - LEKKI MUS DO PIELĘGNACJI CIAŁA

Ten mus ma zastąpić nam mleczko lub balsam do ciała. Miałam obie jego wersje zapachowe i... Ich wonie są niesamowicie piękne, lekkie, świeże. Bardzo lubiłam ich używać. Sam mus to bardzo puszysta, ale gęsta pianka, którą fajnie się rozsmarowuje, a ona jeszcze szybciej się wchłania. Delikatnie pielęgnuje ciało i nawilża.


NIVEA - ŻEL POD PRYSZNIC LOVE WAVES

Żele Nivea to była dla mnie nowość. Nigdy do tej pory nie miałam z nimi do czynienia. Byłam ciekawa, czy są warte swojej ceny, ale nigdy nie było mi z nimi pod drodze. Kiedy trafił się w kosmetyczce ucieszyłam się, że w końcu się poznamy. Ich konsystencja jest dość gęsta, dobrze się pieni i ładnie pachnie. Żele troszkę wysuszają skórę, więc po wyjściu spod prysznica balsam jest niezbędny.


NIVEA - ANTYPERSPIRANT W KULCE PEARL&BEAUTY

Ten produkt jest według mnie najsłabszym elementem w tej kosmetyczce. Antyperspiranty tej firmy słabo się u mnie sprawdzają i nie są zbyt skuteczne. Poza tym, przestałam używać kulek na rzecz sprayów. Na plus tego produktu zasługuje ładne opakowanie i zapach.


LOBELLO - POMADKA DO UST Z EDYCJI LIMITOWANEJ

Zarówno pomadki Nivea, jak i Lobello pochodzą od jednego producenta, czyli Baiersdorf. Nie spodziewam się zatem po nich innych właściwości. Ta edycja limitowana, tj. Pink Locious! wygląda bardzo uroczo. Różowy balsam sprawia, że chce się go używać. Dobrze chroni usta, więc na jesień jest idealny. Zapach - poezja!

NIVEA - RÓŻOWA KOSMETYCZKA Z CHWOSTEM

Kosmetyczek nigdy dość. Naprawdę mam ich sporo i gdy widzę zestawy kosmetyczne z kosmetyczkami, to nie omieszkam ich kupić. Zawsze na coś się przydadzą. Małe do torebki, średnie i duże na wyjazdy. Ta jest urocza, jakby "skórzana", jest cała różowa, a na zamku ma chwost. Jest on jednak bardzo delikatny i wyrwał się po kilku otwarciach kosmetyczki, więc uważajcie. Jest ona pojemna, wystarczy na krótkie wyjazdy.


Za tę kosmetyczkę zapłaciłam lekko ponad 50 zł, więc uważam, że jak najbardziej była ona warta swojej ceny. Opakowanie (kosmetyczka) urocze, a kosmetyki idealne do codziennej pielęgnacji, więc czego chcieć więcej. Nie był to mój pierwszy, ale z pewnością też nie będzie to ostatni zestaw Nivea, bo w przystępnych cenach możemy kupić kilka dobrych kosmetyków na raz.

Lubicie kupować zestawy kosmetyczne? Lubie markę Nivea?

Czytaj dalej

Oriflame Divine - zapach na każdą porę roku

Kobieta zmienną jest - tak o nas mawiają i nie sposób się z tym nie zgodzić. To powiedzenie przekłada się na wiele sfer naszego życia. W sferze beauty również. Lubię wiele zapachów - jeżeli jakieś perfumy są świeże, kwiatowe bądź słodkie - raczej się polubimy. Moja perfumowa kolekcja jest pokaźna, bo każdego dnia lubię pachnieć inaczej. Nie używam ciągle jednego zapachu, bo... Po prostu szybko się nudzę. Dziś chciałabym pokazać mój najnowszy zapach, który zamówiłam w Notino.pl - jest to Oriflame Divine.


ORIFLAME - WODA TOALETOWA DIVINE

Skusiłam się na tę wodę, ponieważ miałam okazję powąchać pachnącą stronę w katalogu. Ta woń przekonała mnie do tego wyboru. Perfumy w mojej kolekcji są raczej małe i pękate, dlatego taka podłużna, wysoka, choć nadal 50ml buteleczka jest dla mnie nowością. Sama buteleczka jest trochę wygięta w kształt litery "S", co w całej prostocie tego opakowania dodaje jej uroku. Jest ona przezroczysta, więc cały kolor nadaje jej woda.



Atomizer (swoją drogą piękny, złoty, tak samo, jak zatyczka) działa bez zarzutu. Rozpyla delikatnie zapach, choć niezbyt szeroko. Jedno psiknięcie wystarczy, by zapach był mocno wyczuwalny, jednak... Jak to przy wodach toaletowych, nie jest on zbyt trwały. Sama mieszanka zapachowa wynagradza to wszystko. Składają się na nią nuty bambusa, płatki fiołka i bluszczu. Sercem Divine są nuty orchidei i białego piżma i drzewa cedrowego. Zapach jest bardzo przytulny, ciepły - jest wielowymiarowy i będzie pasował praktycznie o każdej porze roku. Lubię takie uniwersalne wonie. Jestem zadowolona, że się skusiłam na ten zapach. Używam go bardzo często.

Znacie Divine? Czy nuty wiodące przypadłyby Wam do gustu?

Czytaj dalej

Październikowe nowości Wydawnictwa Albatros

Październik obfitował w bardzo wiele nowości w Wydawnictwie Albatros, a ja mam 6 z nich. Mam teraz w swoim życiu bardzo szalony okres. Mam nadzieję, że niebawem wszystko się unormuję i będę miała dużo czasu na czytanie. Bardzo mi tego brakuje. Dziś chciałabym pokazać Wam te wszystkie nowości, które przez cały miesiąc po kolei do mnie docierały. Mam nadzieję, że jakaś z tych pozycji Was zainteresuje.

 

JUSTIN CRONIN - MIASTO LUSTER / Premiera 2 października 2019
 
Świata, jaki znamy, już nie ma. Jaka przyszłość czeka ludzkość? Dwunastu zostało pokonanych. Przerażające stulecie rządów ciemności dobiega wreszcie końca. Ci, którzy ocaleli, zaczynają budować nowe społeczeństwo. Ale w odległej martwej metropolii wciąż czai się Zero. Pierwszy. Ojciec Dwunastu. Dawniej był człowiekiem, teraz jest bestią, która płonie z nienawiści. Ogień jego wściekłości może zostać ugaszony tylko przez śmierć Amy – jedynej nadziei ludzkości, Dziewczyny Znikąd, która ma powstać przeciwko niemu. Siły światła i ciemności zetrą się po raz ostatni, a Amy i jej przyjaciele poznają wreszcie swoje przeznaczenie. // Tak, tak i jeszcze raz tak! To jest tematyka, którą uwielbiam - fantasy! Książka, to jednak połączenie fantastyki i... horroru. Mam jednak nadzieję, że będzie straszna jedynie odrobinę.



IAN MCEVAN - MASZYNY TAKIE JAK JA - Premiera 2 października 2019
 
Londyn, lata 80. XX wieku w alternatywnej rzeczywistości. Charlie, człowiek bez właściwości, lekkomyślnie dryfujący przez życie i unikający jak ognia pełnoetatowej pracy, skrupulatnie planuje swój przyszły związek z Mirandą. Nie wie, że błyskotliwa studentka, córka znanego literata mieszkająca piętro wyżej, skrywa szokujący sekret. Otrzymany spadek Charlie przeznacza w całości na Adama, który należy do pierwszej partii syntetycznych ludzi. Wspólnie z piękną sąsiadką konfigurują jego osobowość. Ten niemal doskonały okaz ludzki – piękny, silny i mądry – stworzy z Charliem i Mirandą uczuciowy i emocjonalny trójkąt. Już wkrótce cała trójka stanie przed głębokim dylematem moralnym, który doprowadzi do gwałtownego kryzysu w tym asymetrycznym związku. Nowa przewrotna powieść Iana McEwana stawia fundamentalne pytanie o istotę człowieczeństwa. Co tak naprawdę czyni nas ludźmi: to, co robimy, czy to, jacy jesteśmy? Czy dzieło może przerosnąć twórcę? Czy maszyna może oddać wielowymiarowość ludzkiej natury i odnaleźć się w świecie, w którym nic nigdy nie jest czarno-białe? // Ten opis wydaje się być intrygujący. Ciekawi mnie ten niecodzienny trójkąt - dwójki ludzi i robota. Patrząc na okładkę, wydaje mi się, że główne skrzypce całej tej opowieści będzie odgrywać jednak ludzki byt, nasze cechy i zachowania. Jestem ciekawa, czy mam rację, a może bardzo się mylę?



 ALICE HOFFMAN - ZASADY MAGII / Premiera 16 października 2019

W tej rodzinie miłość jest przekleństwem… Wszystko zaczęło się w 1620 roku, kiedy Maria Owens została oskarżona o czary – ukarano ją za to, że pokochała niewłaściwego mężczyznę. Kilkaset lat później w Nowym Jorku lat 60., w świecie, który zmienia się z dnia na dzień, Susanna Owens wie, że trójka jej dzieci jest niebezpiecznie wyjątkowa. Trudna Franny, o skórze białej jak mleko i krwistoczerwonych włosach, nieśmiała i piękna Jet, która potrafi czytać w myślach, i charyzmatyczny Vincent, który odkąd nauczył się chodzić, pakuje się w tarapaty. Od samego początku Susanna wyznaczyła swoim dzieciom sztywne granice: żadnych wędrówek w świetle księżyca, czarnych strojów, kotów, kruków, świec ani podręczników czarnej magii. A przede wszystkim: żadnych ognistych romansów! Odwiedziny u ciotki Isabelle w Massachusetts otworzą dzieciom oczy na przeszłość ich rodziny. Na jaw wyjdą skrywane tajemnice i prawda o tym, kim naprawdę są. Po powrocie do Nowego Jorku każde z nich wejdzie na nową drogę i na swój sposób spróbuje uciec od rodzinnej klątwy. Czego by jednak nie robili młodzi Owensowie, nie mogą uniknąć miłosnych rozczarowań i uczuciowych zawodów. // Miłosne historie z odrobiną magicznych zachowań w tle wydają się być fajnym tematem książkowym. Jestem ciekawa, czy któremuś z trójki rodzeństwa uda się przełamać rodzinną klątwę i wieść normalne, szczęśliwe życie u boku kochanej osoby.



TESS GERRITSEN - KSZTAŁT NOCY - Premiera 16 października

Każda kobieta, która znalazła się w tym domu, tam umarła... Ona może być następna. Ava Collette, próbując uciec od swojej tragicznej przeszłości, przeprowadza się z Bostonu do małego miasteczka na wybrzeżu Maine. Zamierza napisać książkę, której nie może skończyć od miesięcy. Jeśli jednak potrzebowała spokoju, to nie wybrała najlepszego miejsca do życia. Atmosfera w wynajętym starym domu nie sprzyja pracy – regularnie pojawia się w nim tajemniczy gość… A mieszkańcy miasteczka, w którym doszło do szeregu niewyjaśnionych morderstw, skrywają wiele mrocznych sekretów. Coraz bardziej zaniepokojona Ava dochodzi do wniosku, że jeśli sama nie podejmie śledztwa w sprawie zabójstw – i to szybko – może się stać kolejną ofiarą. // Zaczyna się niewinne, czyli od próby znalezienia swojego kąta do normalnego życia, a kończy jak zwykle - całkiem przewrotnie od zamierzeń. Mam nadzieję, że Avie uda się rozpracować mroczne sekrety miasteczka, w którym zamieszkała, z korzyścią dla siebie.


COLSON WHITEHEAD - MIEDZIAKI / Premiera 30 października 2019

W swojej nowej powieści – po bestsellerowej, uhonorowanej Nagrodą Pulitzera i National Book Award „Kolei podziemnej” – Colson Whitehead z właściwym sobie geniuszem podejmuje kolejny dramatyczny wątek z historii Ameryki. Tym razem akcja rozgrywa się na Florydzie w latach 60. XX wieku, a fabuła koncentruje się na losach dwóch chłopców skazanych na pobyt w poprawczaku. // Ta książka nie jest do końca w moim guście. Zakładam, że przeczytanie jej będę odkładała na sam koniec. Będzie w niej dużo na temat przemocy, wykorzystywania seksualnego uczniów, korupcji czy kradzieży - to ciężkie tematy, ale na pewno podejmę się ich przeczytania.


PENELOPE BLOOM - JEGO BABECZKA / Premiera 30 października 2019

Urocza komedia romantyczna doprawiona odrobiną pieprzu! Emily jest artystką, a jak wiadomo, rzadko kiedy idzie za tym pełny portfel. Nie narzeka – kocha to, co robi, i dostała od losu szansę – za kilka miesięcy leci do Paryża, aby tam studiować sztukę. Ryanowi świetnie się wiedzie – jest właścicielem sieci znanych piekarń. Do wszystkiego doszedł ciężką pracą, wiele wysiłku też włożył w zepsucie każdego związku, w jakim był do tej pory. Oboje mają bardzo dobre powody, żeby nie szukać swojej drugiej połowy. Ale, niestety, wyjątkowo do siebie pasują. I widzi to każdy, kto tylko na nich spojrzy. Spotykają się, kiedy Ryan szuka kogoś do stworzenia dekoracji na wielką halloweenową imprezę, którą urządza. Jego przyjaciel postanawia wyswatać go z Emily. A że żadne z nich tego nie chce? Tym gorzej dla nich… / Jego babeczka, to kolejna książka z serii P. Bloom. Dwie wcześniejsze, to "Jego banan" i "Jej wisienki". Przy każdej z nich fajnie spędzałam czas. Było wesoło, przewrotnie i o ile typowe erotyki nie do końca mnie kręcą, tak ta właśnie odrobinka pieprzu podoba mi się. Mam nadzieję, że ta książka będzie tak samo fajna, jak poprzednie.


Październikowe nowości prezentują się właśnie tak. Mamy tu poważne tematy, fantasy, horror czy romans z nutką pieprzu - jak zwykle fajna różnorodność, gdzie każdy znajdzie coś dla siebie. 

Który z tych tytułów najbardziej do Was przemawia?
Czytaj dalej

poniedziałek, 28 października 2019

Akcesoria Oriflame

Większość kosmetycznych marek ma w swojej ofercie również akcesoria, które są przydane w życiu codziennym. Tak jest też z Oriflame. Przeważnie wybieram z katalogu kosmetyki, jednak tym razem skusiłam się na praktyczne dodatki, takie jak cążki, zalotka czy przyrząd do usuwania włosów ze szczotek. Dziś chciałabym napisać króciutkie recenzje tych produktów i odpowiedzieć na pytanie, czy warto je kupić?


PRZYRZĄD DO CZYSZCZENIA SZCZOTKI

Nie wiem, jak ja kiedyś bez tego żyłam. Mam bardzo długie włosy, przez co są one narażone jeszcze bardziej na wypadanie. Chciałabym, by po wyczesaniu włosów na szczotce nie było niczego, ale tak nie jest. Swojego czasu gdy zażyłam biotynę ten problem nie był tak duży, jednak z czasem wypadanie wróciło do normy. Szczotka jest pełna włosów. Udaje mi się ich pozbyć z wierzchu, ale głębiej, szczególnie przy szczotce TT nie jest to takie proste, szczególnie gdy ma się dłuższe paznokcie. Ten gadżet jest mały i poręczny. Działa na zasadzie grabi. Druciki są na tyle cieniutkie, że wyciągną każdy pojedynczy włosek. Jestem z tego bardzo zadowolona!


ZALOTKA DO RZĘS

Przyznaję się bez bicia, zamówiłam ją, jako gadżet do zdjęć. Zalotka świetnie prezentuje się w towarzystwie tuszu do rzęs. Nie powiem, przy okazji użyłam jej kilka razy. Efekt był widoczny, nawet przy moich prostych rzęsach, ale najzwyczajniej w świecie zapomniałam jej używać. Mam jednak bardzo proste rzęsy, więc przydałoby się je unieść do góry. Muszę wyrobić w sobie nawyk używania zalotki. Na pewno będzie to z korzyścią dla mojego makijażu.


CĄŻKI DO WYCINANIA SKÓREK

Moje skórki możenie są jakieś wielkie i bardzo nieestetyczne, ale czasem są suche i po prostu mi przeszkadzają. Psują również efekt ogólny świeżo wykonanego manicure. Dlatego zawsze przez malowaniem paznokci eliminuję je. Te cążki są standardowe i w zasadzie nie wyróżniają się niczym na tle innych tego typu produktów, których używałam. Są ostre, więc dobrze radzą sobie z usuwaniem skórek, nie szarpią ich, a w całości wycinają i o to właśnie chodzi. Używam ich już od dłuższego czasu i jeszcze się nie stępiły, więc duży plus za to.


Moje spotkanie z akcesoriami Oriflame uważam za bardzo udane. Każdy z tych produktów sprawdził się u mnie i spełnił swoją podstawową rolę. Są to jednak proste akcesoria, od których nie można wymagać cudów, stąd też nawet nie jestem zaskoczona, że taka jest moja opinia na ich temat. Stwierdzam, że śmiało można w nie "inwestować".

Znacie akcesoria Oriflame? Używacie na co dzień któregoś z przedstawionych tu produktów?

Czytaj dalej

Halloween z Notino.pl - kosmetyki i akcesoria

Niebawem Halloween, a w Internecie już wrze od kłótni na temat obchodów tego święta. Jedni są przeciwni, inni je popierają, a jeszcze trzecia grupa, do której chyba mi najbliżej jest neutralna. Wydaje mi się, że każdy ma swój rozum i swoje sumienie i sam powinien decydować o tym, jakie święta obchodzi, a jakie nie i nikomu nic do tego. Od dłuższego czasu obserwuję na Instagramie halloweenowe makijaże i podziwiam wielki talent autorów tych malunków. Czasem zastanawiam się, jak to możliwe, że ktoś może być tak zdolny? Sklep Notino obchodzi Halloween i z tej okazji chciałam pokazać Wam kilka fajnych produktów, które do makijażów z tej okazji mogą się przydać.


GĄBECZKA I PĘDZLE

To podstawa udanego makijażu. Nie wiem, jak kiedyś mogłam nakładać podkład rękami. Gąbeczka daje fajne, naturalne wykończenie (takie nieprzesadzone), a mi o taki efekt właśnie chodzi. Idealny halloweenowy makijaż nie wyjdzie również bez odpowiednich pędzle. Tych z grafiki nie znam, ale pędzle do makijażu MUR goszczą u mnie na porządku dziennym i wszystkie fajnie się u mnie sprawdzają, więc wierzę, że te również mogłyby być dobre.

PALETKI CIENI

Do wykonania strasznych makijaży, jak i tych weselszych w typie sugar skull potrzebne są kolorowe paletki z cieniami. Suche cienie idealnie rozprowadzą się po twarzy, a te mokre dodadzą całemu makijażowi bardziej realnego efektu, na którym przecież nam zależy. Marka MUR ma w ofercie kosmetyki typowo do charakteryzacji makijażowych, jak np. sztuczna krew czy lateks, więc z odrobiną wyobraźni można stworzyć rewelacyjną "kreację".

POMADKA DO UST

Makijaż na Halloween kojarzy mi się z czerwonymi lub czarnymi ustami - wybór należy do was. Krwista czerwień z grafiki to Makeup Revolution Halloween vinyl liquid lip. Odcieni jest kilka, każdy równie straszny, jak np. Hounted, Scream czy Nightmare. Trzeba przyznać, że ktoś miał fajne pomysły nazywając je.

DEMAKIJAŻ SKÓRY

Po halloweenowych eskapadach wypadałoby zrobić demakijaż skóry. Jednym z moich ulubionych płynów micelarnych jest ten z Garniera w wariancie różowym. Wydaje mi się, że równie fajnie spisałyby się tu dwufazówki. Dzięki zawartości olejków makijaż mógłby zejść szybciej.

A Wy obchodzicie Halloween czy raczej macie do tego stosunek obojętny?

Czytaj dalej

sobota, 26 października 2019

Niezbędnik gościa weselnego

Sezon weselny na ten rok już zamknęłam. W tamtym roku byliśmy na 5 weselach, a w tym na 3. Rzadko kiedy odmawiamy pójścia na jakieś wesele. Choć ja nie do końca lubię ten klimat, to mój mąż uwielbia. Jeśli za czymś jednak nie przepadam, to staram się umilić sobie dane wyjście, jak tylko potrafię i sprawić żebym czuła się w 100% komfortowo. Co zabieram ze sobą na wesele? Za chwilę Wam o tym opowiem.


AWARYJNA KOSMETYCZKA Z KOLORÓWKĄ

Na każde wesele zabieram ze sobą podstawowe kosmetyki do makijażu. Bardzo często mam to szczęście,  że podczas zabawy wpadnie mi rzęsa do oka, albo inny paproch. Zalewam się wtedy łzami, a mój makijaż spływa razem z nimi.  Nie chcę być umalowana tylko w połowie, więc zabieram ze sobą kilka kosmetyków, takich jak: mini płyn micelarny (żeby zmyć resztki makijażu), płatki kosmetyczne, mini paletka cieni (taką 4-6 kolorów), podkład, cod do brwi i pomadka. Do tego kilka niezbędnych pędzelków. Mam również dezodorant, lakier bezbarwny (na wypadek oczka w rajstopach) czy szczotkę do włosów. To wszystko trzymam w samochodzie, więc nie noszę ze sobą zbędnego balastu, a mam to wszystko niedaleko.

BUTY NA ZMIANĘ

Jako osoba wysoka, bardzo rzadko chodzę w butach na obcasie. Jednak pewne sytuacje tego wymagają. Ładne obcasy do sukienki dopełniają całą stylizację, ale i wysmuklają nogi. Jak już wspomniałam, w wysokich butach chodzę bardzo rzadko, więc moje stopy szybko się w nich męczą. Zawsze wożę ze sobą zapasowe baleriny, które w każdej chwili mogę zmienić i sobie ulżyć.

PLASTRY NA OTARCIA

Zakładam, że każdej z Was zdarzyło się obetrzeć sobie stopę w nowych butach. To skutecznie zakańcza nasze balety na parkiecie. Każdy krok, to ogromny ból. O tańcach nie ma mowy. Dlatego dobrze jest mieć ze sobą plastry na otarcia. Kiedyś naklejało się zwykłe plastry, co było mało estetyczne i wygodne. Teraz dostępnych jest mnóstwo wzorów plastrów, które dzięki swoim kształtom czy cielistemu kolorowi prezentują się nienagannie i nie rzucają się w oczy. Takie plastry uratowały mi zabawę w sierpniu na weselu pod Warszawą. Na kolejne wesele założyłam je już zapobiegawczo, na wszelki wypadek.

ZESTAW DO SZYCIA

Zestaw do szycia, to może za dużo powiedziane, ale zawsze zabieram ze sobą mini przybornik do szycia. Jest tam agrafka, igła i zazwyczaj 2 nici w kolorach, w jakie jesteśmy ubrani. Tego też nie noszę przy sobie, zostawiam w aucie, w razie "W". Na szczęście, jeszcze nigdy mi się to nie przydało.

W dzisiejszych czasach bardzo wiele Par Młodych dba o komfort swoich gości i przygotowuje "koszyki ratunkowe", z których mogą korzystać ich goście. My mieliśmy taki w toaletach i goście byli z nich bardzo zadowoleni. Ja mimo to, zawsze wolę mieć też swój zestaw, bo jednak nie każdy o tym pamięta w ferworze weselnych przygotowań. Lubię być przygotowana na wiele możliwości. Sezon weselny powoli dobiega końca, ale do końca roku będzie jeszcze kilka imprez, na których takie zestawy również się przydadzą.

 A Wy zabieracie ze sobą jakieś rzeczy na wesele czy nie?
Czytaj dalej

czwartek, 24 października 2019

Złota biżuteria zawsze na czasie

Na przestrzeni lat moja miłość do złotej biżuterii ewoluowała. Kluczowym momentem były chyba zaręczyny. Ten najważniejszy pierścionek zagościł na moim palcu i przekonał mnie do złota. Od tej pory w mojej szkatułce przeważa złoto. Kto by pomyślał, że z wielkiej fanki srebra stanę się miłośniczką złota? Mówi się, że do złota trzeba dojrzeć i ja chyba właśnie kilka lat temu do niego dorosłam. Chciałabym jednak, by moja złota kolekcja wciąż się powiększała, więc szkatułka mogłaby wzbogacić się o...


ZŁOTY PIERŚCIONEK

Zazwyczaj noszę na palcu jedynie pierścionek zaręczynowy. Nie lubię nosić zbyt wielu pierścionków jednocześnie, dlatego jeżeli już jakiś mam, to stawiam na te "bogatsze" wersje. Mam tu na myśli większą liczbę kamyków, bo wielkie pierścionki na pół palca w ogóle mnie nie kręcą. Uwielbiam taką elegancję. Pierścionek z grafiki to taki mój typ, który chętnie nosiłabym na większe wyjścia. Jest cudowny!

ZŁOTA SKROMNA BRANSOLETKA

Bransoletek w moich zbiorach jest zdecydowanie najmniej. Kiedyś notorycznie je zrywałam zahaczając się o klamkę czy inne rzeczy. Jednak lubię założyć coś do pary z zegarkiem. Taka skromna i subtelna bransoletka byłaby idealnym dopełnieniem większości stylizacji zarówno na co dzień, jak i na romantyczny wieczór we dwoje.

ZŁOTE KOLCZYKI KOŁA

Kolczyki koła głównie kojarzą mi się z obręczami, które nosiło wiele dziewczyn, a rozmiarowo były wielkości połowy głowy. To z zawsze mnie odstraszało. Sama ich nie nosiłam, bo bałam się, że gdzieś się zahaczę i rozerwę ucho. Jednak złote kolczyki koła w nieoczywistej wersji, bardzo chętnie bym nosiła, szczególnie, że te z grafiki, bo mają świetne zapięcie i są bardzo oryginalne. Dwa koła o różnym wyglądzie: proste oraz fantazyjne tworzą zgrany team.

ZŁOTY ŁAŃCUSZEK Z ZAWIESZKĄ

Mam troszkę złotej i pozłacanej biżuterii, ale łańcuszka w niej brakuje. Motyw serc przez niektórych jest uważany za dość infantylny, ale ja go lubię. Fajnie odzwierciedlałby moją romantyczną duszę. I poważnie zastanowię się nad zakupem czegoś właśnie w tym stylu. 

A Wy lubicie nosić złotą biżuterię?
Czytaj dalej

wtorek, 15 października 2019

Pomysł na rocznicę - grawerowane pamiątki

Z każdym rokiem ktoś obchodzi kolejną rocznicę. Rocznicę urodzin, rocznicę związku czy rocznicę ślubu. Z okazji tych świąt często organizowane są różne imprezy. 20, 30, 40 czy 50 rocznica ślubu - brzmi dumnie! Taki staż wymaga odpowiedniego ukoronowania. Fajnym pomysłem wydają się grawerowane upominki, które prezentują się stylowo, ale będą również wspaniałą pamiątką na wiele lat. Na jakich produktach można grawerować? Jest ich wiele!
GRAWEROWANA KARAFKA 

Pojemna karafka grawerowana szklana to niezbędny element każdego prawidłowo wyposażonego barku. Stanowi uzupełnienie zastawy stołowej, nadaje jej spójności i eleganckiego charakteru. Karafka stanowić może ozdobę nie tylko stołu, ale również przeszklonej gabloty w barku, szczególnie gdy zestawimy ją z odpowiednio dobranymi szklankami. To praktyczny i bardzo estetyczny prezent, który zadowoli każdego fana dobrego alkoholu.
 
GRAWEROWANE KIELISZKI
 
Grawerowane kieliszki, to doskonały prezent na ślub, gdyż stanowi idealne uzupełnienie wystroju sali weselnej, ale nie tylko. Mogą również stanowić pamiątkę z okazji rocznicy ślubu z wygrawerowaną datą minionego już ślubu. Umieszczony na nich grawerunek w sprawia, że kieliszki łatwo dostosować do konkretnych osób.
 
GRAWEROWANY WAZON
 
Na jubileuszową rocznicę ślubu mąż z pewnością nie zapomni o kwiatach. Trzeba byłoby mieć gdzie je wsadzić. Grawerowany wazon z grubego szkła wydaje się być świetną opcją. Możliwość wygrawerowania własnej dedykacji daje nieograniczone pole do personalizacji i dostosowania podarunku do różnych okazji. Elegancki wazon z wysokiej jakości szkła jest estetyczny i trwały, będzie wspaniałą pamiątką na długi czas. 
 
Podobają Wam się grawerowane upominki? Lubicie personalizowane produkty? 

Czytaj dalej