poniedziałek, 6 sierpnia 2018

La Fare - szampon i odżywka do włosów

Już dośc dawno temu (na co wskazują bzy na zdjęciu) trafiły do mnie kosmetyki nieznanej mi jeszcze wtedy francuskiej marki La Fare. Były to 3 produkty: krem do twarzy, szampon oraz odżywka do włosów. Krem recenzowałam Wam już jakiś czas temu, natomiast za opis pozostałych dwóch produktów zabieram się dopiero teraz. Jeżeli jesteście ciekawi, jak te produkty się u mnie spisały, to zapraszam do dalszej części recenzji.


Ob produkty mieszczą się w takich samych opakowaniach. Są one plastikowe, brązowe z biało-szarymi etykietami. Wydobywa się je używając pompek, co jest dla mnie rewelacyjnym rozwiązaniem pod prysznicem. Produkty bardzo szybko można odróżnić, ponieważ mają różne konsystencje. Szampon jest przezroczysty, bezbarwny, konsystencja typowa dla szamponu. Z kolei odżywka jest kremowa, o żółtawym zabarwieniu. Produkty te są kosmetykami ekologicznymi. Szampon i odżywka są w 99 % złożone ze składników pochodzących z naturalnych upraw. W przypadku szamponu 10,5% wszystkich składników pochodzi z rolnictwa ekologicznego, a w przypadku odżywki jest to 15%.


Na samym początku warto te produkty pochwalić za zapachy. Są jednak różne. Z tego, co można wyczytać na przednich etykietach w szamponie znajduje się aloes, gliceryna, cukier i miód. Jeżeli chodzi o aromat, to ja najbardziej wyczuwam tu woń gliceryny. Jest to przyjemna mieszanka. Jednak odżywka bije ją swoim zapachem na głowę. Tu z kolei mamy do czynienia z aloesem, papayą, masłem shea i kokosem. Kokos jest tu najbardziej wyczuwalny, potem masło shea. Jest to piękna, lekko słodka woń, która z pewnością spodoba się wielu osobom. Te główne składniki zajmują pierwsze miejsca w składzie.


A jak jest z nimi w użyciu? Spisują się poprawnie. Szampon przeznaczony jest do włosów pozbawionych objętości i blasku, więc wydaje mi się, że do moich jest idealny. Nie sprawiał, że włosy się puszyły, a fajnie odbijały od nasady. Nie pieni się zbyt mocno, a na jedno mycie używam 3-4 pompki. Przy pojemności 200 ml wystarczył mi na ok. 10-11 myć. Włosy po nim są dobrze oczyszczone, ale delikatnie się plączą, więc niezbędna jest tu również odżywka. Ona jest zdecydowanie bardziej wydajna, bo kiedy szampon się skończył, jej miałam jeszcze połowę. Używałam jej w ilości 2 pompek. Po niej włosy lepiej się rozczesywały, a co za tym idzie, mniej ich wyrywałam. Były miękkie i miłe w dotyku. W ostatecznej ocenie produkty wypadły dobrze, tworzą zgrany duet i uzupełniają się. Kosztują sporo, nie powiem, ale są to produkty naturalne, a one zazwyczaj nie kosztują tyle, co typowe produkty w niskich cenach. Kosmetyki te możecie kupić m.in. w Drogerii Estrella.

Znacie markę La Fare? Lubicie kosmetyki ekologiczne?
Czytaj dalej

niedziela, 29 lipca 2018

Co robić, by mieć piękny uśmiech?

Piękny uśmiech, to podstawa! Zawsze życzliwszym okiem spoglądamy na osoby wesołe i śmiejące się. Piękny uśmiech dodaje nam pewności siebie i odwagi. Warto więc o nasze zęby dbać, jak najlepiej potrafimy, ponieważ niesie to za sobą, jak widać, wiele korzyści. Czasem wystarczy niewiele, by po prostu lepiej się poczuć. Co więc robić, by cieszyć się na co dzień pięknym uśmiechem?


CZĘSTO ODWIEDZAJ STOMATOLOGA

Ten punkt wydaje się tak oczywisty, a przez wiele osób pomijany. Póki nie boli ząb, mało kto myśli o jakiejkolwiek kontroli. Zaniedbujemy wizyty, co w konsekwencji odbija się na stanie naszych zębów. Do stomatologa powinniśmy umawiać się minimum raz na pół roku. 2 wizyty w ciągu całego roku kalendarzowego to tak naprawdę niewiele, a może pomóc w utrzymaniu naszych zębów w jak najlepszej kondycji.

NIE ZANIEDBUJ WAD ZGRYZU

Zęby, choćby nie wiadomo jak białe, gdy są krzywe psują cały nasz wizualny odbiór. Warto więc jeżeli są tylko środki postarać się o założenie aparatu ortodontycznego. Na rynku jest teraz wiele dostępnych modeli, więc każdy znajdzie coś odpowiedniego dla siebie. Mnie najbardziej zaciekawił aparat lingwalny, o którym więcej możecie przeczytać na stronie ortolingwa2.pl. Dowiecie się tam, co to są aparaty lingwalne, jakie są ich rodzaje czy jak się je zakłada.

UNIKAJ BARWIĄCYCH NAPOJÓW CZY JEDZENIA

Zęby mają różne odcienie. Czasem nawet Ci, którzy dobrze dbają o ich czystość mają problem z ich żółtością. Wpływ mają na to m.in. posiłki czy napoje, jakie spożywamy. Picie wina, herbaty, kawy, jedzenie buraków, jagód czy szpinaku (nie wspominając już o paleniu papierosów) najsilniej wpływa na przebarwienia pojawiające się na zęby. Ciężko jednak z niektórych z nich (np. kawy czy herbaty) zrezygnować. Dlatego...

DBAJ O HIGIENĘ JAMY USTNEJ

STaraj się myć zęby przynajmniej dwa razy dziennie (to takie minimum). Przy spożywaniu posiłków składających się z barwiących nasze uzębienie składników też powinniśmy je umyć po każdym posiłku. Warto też zaopatrzyć się w nici dentystyczne czy specjalne gadżety do zębów, dzięki którym oczyścimy nasze przestrzenie między zębowe. 

A czy Wy pamiętacie o odpowiedniej higienie jamy ustnej?
Czytaj dalej

piątek, 27 lipca 2018

3 książki, które chcę przeczytać w najbliższym czasie

Odkąd skończyłam studia i nie muszę czytać niczego z przymusu, zaczęłam czerpać przyjemność z czytania książek, które sama mogę sobie wybrać. Wcześniej towarzyszyło temu znudzenie, a teraz niemal każdego wieczoru przed snem czytam sobie kilka rozdziałów danej książki. Są jednak tytuły, które chciałabym przeczytać w pierwszej kolejności (pomijając, że kupiłam już stosik książek do przeczytania) i im poświęcę dzisiejszy wpis.


COLLEN HOOVER - IT ENDS WITH US

Twórczość tej autorki ciekawi mnie już od bardzo dawna, a niczego jeszcze nie czytałam. Trafnym wyborem wydaje się tytuł It end with us, czyli bardzo osobista powieść autorki z 2016 roku. "Gdyby złamane serce mogło przybrać jakąś formę, stałoby się tą książką." - można przeczytać na stronie Empik. I mimo, że jestem zwolenniczką pięknych historii miłosnych, tak wiele dobrych recenzji znajomych sprawia, że zapoznam się i z tą.

J. K. ROWLING - BAŚNIE BARDA BEEDLE'A

Jest to niewątpliwie książka pełna magii i każdy szanujący się fan Harrego Pottera powinien ją zadobyć i przeczytać. Jest to pozycja pełna wzruszających opowieści, ale również i tych, które wywołują na ciele gęsią skórkę ze strachu przed... śmiercią. W przypadku tej książki już poczyniłam pierwsze kroki - zamówiłam ją, jest już u mnie i powoli zbieram się za czytanie, bo ostatnio moje plany zostały pokrzyżowane.

COLLEN HOOVER - CONFESS

Jeżeli "It ends with us" okaże się tak dobra, jak wszyscy o tym mówią i piszą, to wolę mieć w zanadrzu jeszcze jedną książkę tej autorki. Na jej podstawie nakręcono nawet serial (taka ciekawostka). Książka opiera się o "wyznania", które malarz przenosi na płótno. Co więcej, wyznania te oparte są historiami prawdziwymi. W tle również wątek miłosny. 

Na ten moment te książki są w kręgu mojego zainteresowania. Jedną już mam, pozostaje kupić jeszcze dwie, a że dziś mam imieniny, to chyba dobry pomysł, żeby sprawić sobie drobną przyjemność. Co jednak robić z przeczytanymi książkami? Jeżeli ich nie zbierasz i nie gromadzisz w biblioteczce, to jest opcja, jak je spieniężyć. Możesz wejść na skupksiazek.pl i wpisując w odpowiednie pole numer ISBN, książka zostanie z automatu wyceniona. Dowiesz się, ile możesz na danych książkach zarobić i zdecydować, czy chcesz je sprzedać. Jeżeli tak, podajesz dane i pod wskazany adres przyjeżdża kurier i odbiera książki. Musisz pamiętać o dokładnym ich zapakowaniu, ponieważ ostateczna wycena odbywa się na miejscu, osobiście, więc warto zadbać, by książki dotarły w nienagannym stanie  i nie uległy zniszczeniu podczas transportu. Wydaje mi się, że to super opcja, szczególnie jeżeli macie małe mieszkanie. Jeśli lubicie czytać, a nie macie miejsca na przechowywanie dużych ilości książek, to wchodzicie na skup i sprzedajecie je, a w ich miejsce zakupujecie wiele innych ciekawych tytułów. Bardzo często na grupach książkowych widzę, jak osoby sprzedają je, bo np. przeprowadzają się. Nie chcą pakować książek i mieć kilka dodatkowych kartonów do dźwigania, więc wystawiają swoje książki i chcą je szybko sprzedać. Nie jest to jednak taka prosta sprawa, bo zainteresowanych jest mało z uwagi na dochodzące koszty wysyłki - zakup jednej książki jest wtedy bardzo drogi, ponieważ często kupno nowej wychodzi taniej, gdy doliczymy wysyłkę. W skupksiazek.pl możemy szybko i bezboleśnie rozprawić się z nadprogramowym, książkowym bagażem.

A jakie książki są na Waszej liście do przeczytania? 

Czytaj dalej

wtorek, 24 lipca 2018

Lato pod hasłem koronki i kwiatów

Motywy kwiatowe są mi bardzo bliskie! Lubię te wzory w ubraniach i często można je w mojej szafie zobaczyć. Miłością pałam również do koronki. Kojarzona jest ona jednak głównie z elegancją i szykiem - mi do takich stylizacji bardzo daleko. Czy można zatem połączyć szykowne koronki ze sportowym lookiem? Okazuje się, że tak! Co więcej, jest to bardzo fajne i po prostu ładne połączenie. Przygotowałam dla Was kilka kolaży, w których główne role grają kwiaty i bluzki koronkowe eleganckie w sklepie internetowym zippini.


Powyżej i poniżej mamy tę samą bluzkę, jednak w dwóch kolorach. Na lato odpowiedniejsza wydaje się wersja biała, jednak moim ulubionym kolorem jest czerń i to właśnie on jest przeze mnie najczęściej zakładany, więc nie mogło go tu zabraknąć. Koronkowe ramiączka prezentują się tu bardzo delikatnie. Dodatkowa falbana dodaje tym bluzkom fikuśności. Motyw kwiatowy sprawia, że są one lekkie i bardzo dziewczęce. Bluzka zestawiona z jeansami i szpilkami. Myślę, że spokojnie zamiast szpilek mogłyby się pojawić tu również trampki czy tenisówki.


Kolejna bluzka, również biała i w kwiaty ma wstawki koronkowe, ale na samym dole. Koronka stanowi tu przedłużenie całej bluzki. Tu całość, podobnie jak wyżej zestawiona jest z jeansami. Są one jasne, z przetarciami. Stylizację uzupełniają sandałki oraz mała torebeczka. Sandałki te są dość eleganckie, prawdopodobnie złote, ale czarne, bardziej sportowe również fajnie by się tu sprawdziły.


Każda z tych stylizacji pochodzi (całkiem przypadkiem) ze sklepu Bonprix. Nie musiałam wchodzić bezpośrednio na stronę tego sklepu, bo dzięki Zippini, sprawnej wyszukiwarce modowej, mogę w tym samym czasie przeszukiwać oferty kilku sklepów. Wyszukiwarka szuka pożądanych przeze mnie ubrań czy dodatków w przeróżnych sklepach i pokazuje je w jednym  miejscu. To naprawdę super opcja, kiedy pilnie czegoś szukamy, ale bardzo się nam śpieszy! Jeżeli nie masz czasu przeszukiwać wieszaków stacjonarnie w galeriach, Zippini wychodzi Ci naprzeciw. Wszystko czego poszukujesz z zakresu mody możesz mieć w jednym miejscu. Stronka jest bardzo przyjazna w obsłudze, nie sprawia żadnych trudności, więc chociażby z czystej ciekawości zajrzyj tam, a nie będziesz się nudzić.

Znacie wyszukiwarkę modową Zippini? Skorzystacie z niej podczas zakupów online?
Czytaj dalej

poniedziałek, 23 lipca 2018

Floslek - Balance T-zone - skóra mieszana pod kontrolą

Jestem posiadaczką skóry mieszanej. Pielęgnacja takiej cery, to nie jest prosta sprawa. Trzeba sięgać po specjalne kosmetyki, zresztą jak przy każdym typie cery. Moja jest zdecydowanie wrażliwa, miejscami sucha i niestety bardzo tłusta w strefie T. Przy makijażu ślubnym, to była moja zmora, dlatego miałam wykonywane, aż 3 próbne mejkapy. Przyczyn nietrwałości mojego makijażu (szczególnie na nosie i czole) było kilka - nieodpowiedni kosmetyk czy moja zła pielęgnacja. Chciałam zminimalizować wydzielające się sebum do minimum i z pomocą przyszła mi seria kosmetyków Floslek Balance T-zone. Seria ta ma zapewnić pielęgnacje skóry mieszanej - tłustej w strefie T i suchej na policzkach. W jej skład wchodzą: peeling z kwasami AHA, glinka myjąca, krem korygujący i krem normalizujący. Głównym zadaniem tej gamy kosmetyków jest redukcja nadmiaru sebum, detoksykacja, oczyszczenie i zwężenie porów, zmniejszenie i rozjaśnienie śladów po niedoskonałościach czy przywrócenie równowagi między przesuszonymi i tłustymi partiami skóry.


FLOSLEK BALANCE T-ZONE - GOMMAGE - PEELING Z KWASAMI AHA

Chciałabym zacząć od tego produktu, ponieważ to pierwszy peeling z kwasami, z jakim mam do czynienia. Mieści się w miękkiej, miętowej tubie, z której dobrze wyciska się produkt. Zamknięcie na "klik". Sam peeling ma przezroczystą konsystencję. Producent zaleca, by nałożyć go na zwilżoną skórę twarzy, szyi i dekoltu, omijając okolice oczu. Następnie wykonać masaż opuszkami palców, aż do pojawienia się drobinek złuszczonego naskórka. Potem spłukać wodą. I rzeczywiście, już po kilku sekundach wykonywanego masażu, czułam pod palcami rolujący się naskórek. To było trochę dziwne, ale już wtedy wiedziałam, że produkt na pewno działa. 


Zaleca się stosowanie go codziennie przez tydzień, a następnie, dla podtrzymania efektu 2-3 razy w tygodniu. Skóra po systematycznym stosowaniu wygląda o niebo lepiej - jest jakby gładsza, pozbawiona suchych skórek. Do tego wydzielające się sebum zostało zminimalizowane  i to znacznie. Peeling miał również wpływ na zmniejszenie się porów chociażby na nosie. Jestem nim pozytywnie zaskoczona!


FLOSLEK BALANCE T-ZONE - GLINKA MYJĄCA

W przypadku glinki, kosmetyk ten wizualnie nie różni się niczym od poprzednika. Sam kolor opakowań, czyli pastelowa mięta już od początku daje mi skojarzenie spokoju i równowagi. Zapachu w niej nie wyczuwam i może to i lepiej. Jeżeli chodzi o wnętrze, to konsystencje są zupełnie inne, co było do przewidzenia. Glinka ma dość gęstą konsystencję o pomarańczowym zabarwieniu. Dobrze rozsmarowuje się na twarzy i wchłania w jej skórę całkowicie. Myślałam, że ta glinka po prostu wyschnie napinając całą skórę, jednak przy pierwszym naniesieniu jej na twarz i pozostawieniu (nieco dłużej niż zaleca producent), czyli na 30 min, wchłonęła się w skórę całkowicie nie pozostawiając po sobie śladu.


Fajne jest w niej to, że można ją stosować na dwa sposoby, tj. można ją wmasować w zwilżoną skórę omijając okolice oczu i ust. Spłukać wodą. Stosować rano i wieczorem lub nałożyć na suchą skórę omijając okolice oczu i ust. Zmyć wodą po ok. 15 minutach. Stosować 2 razy w tygodniu. Ja stosowałam ją dwojako, w zależności od tego, na ile pozwalał mi na to czas. Po kilku tygodniach stosowania mogę śmiało stwierdzić, że po umyciu, skóra jest oczyszczona i zmatowiona. Skóra twarzy jest też gładka i odświeżona. Ilość zaskórników również się zminimalizowała.


FLOSLEK BALANCE T-ZONE - KREM NORMALIZUJĄCY

W serii znalazły się również kremy. Pierwszym z nich jest krem normalizujący z filtrem SPF10 na dzień. Mieści się w małej, giętkiej tubie z aplikatorem w postaci małego i wąskiego dzióbka. Konsystencja produktu jest biała, kremowa i lekka. Bardzo fajnie się rozprowadza. Dobrze współpracuje z makijażem. Szybko się wchłania nie pozostawiając po sobie żadnej nieprzyjemnej warstewki. Gwarantuje optymalny poziom nawilżenia twarzy i chroni przed przesuszeniem.


FLOSLEK BALANCE T-ZONE - KREM Z KWASAMI AHA I PHA

Z kolei ten krem służy do używania na noc.  Opakowanie identyczne, jak poprzednik. Konsystencja również taka sama. Krem wchłania się bardzo szybko. Jego konsystencja jest lekka i dobrze się rozprowadza. Producent ostrzega, że w trakcie używania mogą wystąpić przejściowe zaczerwienienia i łuszczenie się naskórka, jednak nie jest to powód do obaw, ponieważ tak się dzieje przy kuracji kwasami. W moim przypadku żadnych zaczerwienień nie było, a łuszczący się naskórek był, ale w bardzo małej ilości.


Seria kosmetyków Floslek Balance T-zone, to kosmetyki przeznaczone do każdego wieku. Pomogą sprawnie uporać się z problemami, jakie wiążą się z posiadaniem mieszanej skóry twarzy. Warto pamiętać o nakładaniu na twarz filtrów, ponieważ przy kuracji kwasami i ekspozycji na słońcu, łatwo nabawić się przebarwień, a tego byśmy nie chcieli. Czemu tak się dzieje? To proste! Podczas złuszczania kwasami skóra pozbawiona jest warstewki ochronnej, dlatego w tym czasie trzeba odpowiednio się nią zająć i ją chronić. Jestem zadowolona z tej kuracji, szczególnie jeżeli chodzi o jedną część mojego ciała, czyli nos. On przetłuszczał się u mnie tragicznie! Teraz on i jego okolice w końcu są pod kontrolą, co przełożyło się na większą trwałość mojego makijażu w tej strefie. To naprawdę cieszy!

Znacie kosmetyki Floslek Balance T-zone do skóry mieszanej?
Czytaj dalej