poniedziałek, 20 listopada 2017

PUDEŁKO PEŁNE NIESPODZIANEK - EDYCJA II - DOZ.PL

Przed chwilą padał u mnie mega wielki i gruby śnieg. Niestety tak szybko, jak spadł, tak równie szybko się roztopił. Szkoda, bo w tym roku, jak nigdy, stęskniłam się za nim. Zdecydowanie bardziej wolę śnieg, niż deszcz. Na pocieszenie przybywam do Was z II edycją Pudełka pełnego Niespodzianek z DOZ.pl. Tym razem jest to edycja świąteczna, którą może otrzymać każdy, kto zrobi zakupy za minimum 250 zł. Z oferty wyłączone są produkty lecznicze. Jeżeli planujecie większe zakupy, myślę, że warto zrobić je na DOZ.pl i sprawić tym sobie dodatkową, jakże miłą niespodziankę. By nie kupować kota w worku, dziś pokazuję co kryje się pod wieczkiem.


Zawartość tego pudełka jest nieco skromniejsza, jeżeli chodzi o ilość, ale zdecydowanie lepsza, jeśli chodzi o jakość. Znalazły się tu m.on. 2 produkty pełnowymiarowe, a to bardzo fajna wiadomość. Kilka produktów się powtórzyło, ale jest też dużo nowości.


Tym razem poza kosmetycznymi niespodziankami, jest też coś spożywczego, są to zioła, a ściślej ujmując skrzyp polny, który jak wiadomo, jest dobry na włosy.


Drugi produkt pełnowymiarowy, to pianka do mycia twarzy z Tołpy. Kosmetyki tej marki są u mnie bardzo mile widziane. Lubię je, świetnie się u mnie sprawdzają, a dawno ich nie miałam, więc cieszy mnie fakt, że trafiłam akurat na taką niespodziankę.


Dodatkowo 3 szampony do włosów w wersji travel size. Idealne w podróże dwu czy trzydniowe.  Cieszy mnie fakt, że w tej trójce znalazł się szampon do włosów i skóry głowy z łupieżem. U mnie ostatnio ten problem powrócił, testowałam wiele szamponów i odbiło się to na mnie niezbyt korzystnie, więc wypróbuję coś nowego.


Kolejna trójka, to misz masz. Mamy specjalny krem natłuszczający, mini kremik w szklanym słoiczku Vichy oraz krem pielęgnacyjny do twarzy i ciała od pierwszych dni życia.


W pudełku znalazła się również ziołowa płukanka do ust. Tego typu produkty są ważne gdy dbamy o higienę jamy ustnej. Kolejny produkt travel size, który chętnie zabiorę ze sobą na jakiś wyjazd.


Na końcu różnego rodzaju próbki. Mamy tu 3 próbki Herla oraz dwie z Pilomax.


W ostatecznym rozrachunku pudełko wypada w moich oczach bardzo dobrze. Biorąc pod uwagę, że i tak miałabym robić jakieś większe zakupy, to lepiej zrobić je w jednym miejscu i na tym zyskać, niż rozdrabniać i się i kupować na raty, bo jak widać, może poznać dzięki temu fajne produkty. To się po prostu opłaca. Wiem, że gdy pokazywałam Wam pierwszą zawartość pudełka, kilka osób skusiło się na zakupy i z tego co wiem, nie żałują. Poza pudełkiem dostajecie również darmową dostawę kurierem.

Robicie zakupy w DOZ? Co sądzicie o takich dodatkach do zakupów?
Czytaj dalej

piątek, 17 listopada 2017

Manicure hybrydowy - Dolce Vita Nails - ombre

Ostatnio rzadko pokazuję Wam swoje paznokcie, bo jakoś nie było się czym chwalić. Idąc na wesele 21 października powtórzyłam manicure, który już Wam tu pokazywałam, więc uznałam, że nie będę Wam go tu pokazywała po raz drugi. Ostatnio miałam też mały wypadek. Rozcięłam sobie z boku opuszek palca, aż do samego paznokcia, więc ściąganie starego manicure też nie wchodziło w grę. Teraz mój palec się zagoił, a ja wybywam na weekend do Olsztyna, więc jest to czas najwyższy, by odświeżyć manicure.

 

Pierwszy raz pokusiłam się na wykonanie tego typu ombre. Nie łączyłam ze sobą dwóch kolorów na jednej płytce, jak to często mi się zdarzało, a pomalowałam każdy paznokieć na inny kolor i tym samym wyszło fajne przejście od delikatnego różu, po ciemny granat z domieszką fioletu. Zawsze mi się to podobało i miałam pomalować tak paznokcie już wiele razy, ale nie miałam odpowiednich kolorów.  Od jakiegoś czasu je mam, a ich swatche mogliście zobaczyć pod koniec października.


Do powyższej stylizacji użyłam hybryd o numerach: 050, 144, 315, 080 i 152. Robiąc zdjęcie nie pomyślałam, by ułożyć je w takiej kolejności, w jakiej zastosowałam je na paznokciach, ale zaraz postaram się to naprawić i przypisać poszczególne numery lakierów do paznokci. Na kciuk nałożyłam kolor 144, na palec wskazujący kolor 080, na palcu środkowym nałożyłam odcień 315. Na palcu serdecznym widnieje kolor 152, z kolei na najmniejszym  palcu 050. Kiedy tylko naniosłam wszystkie kolory nowości hybrydowych od razu wiedziałam, że te 5 odcieni połączę ze sobą i tak zrobiłam. Czasem mam tak, że zaplanuję sobie jakiś manicure, a podczas malowania wszystko mi się odmienia. Tym razem od początku do końca wiedziałam co robię. Nie namalowałam żadnego zdobienia, ale uważam, że efekt broni się sam. 5 kolorów w jednym manicure, to i tak dużo, bez żadnych dodatków.

Podoba Wam się powyższy manicure? A Wy jakie kolory macie teraz na pazurkach?
Czytaj dalej

Przygotowania do Świąt z Rosegal - moje zakupy

Ostatnio rozszalałam się z zamówieniami z Chin - 11.11. też były promocje, więc wydałam ostatnie grosze na zegarki i inne dodatki. Dziś natomiast chciałam pokazać Wam moje zamówienie z Rosegal. Powoli przygotowuję się do zbliżających się małymi krokami Świat, więc kupiłam już lampki, którymi będę dekorowała dom - uwielbiam to! Skusiłam się też na kilka dodatków i drobiazgów. Zapraszam do oglądania.



TERMOMETR DO MIERZENIA TEMPERATURY CIAŁA, JEDZENIA I W POMIESZCZENIU - KLIK

Nigdy nie miałam elektrycznego termometru. U mnie najpopularniejsze zawsze były termometry rtęciowe, ponieważ wydaje mi się, że są dużo bardziej precyzyjne, niż te elektroniczne. Powyższy termometr jest dość sporych rozmiarów. Działa na baterie (małe paluszki, 2 sztuki). Ma ekran, który podświetla się na różne kolory w zależności od wysokości gorączki. Jej brak - ekran jest zielony, niska gorączka - ekran robi się żółty, a przy wysokiej gorączce - czerwony. Póki co nie mogłam tego jeszcze sprawdzić, bo na szczęście wszyscy są zdrowi. Ogólnie jestem zadowolona z tego zakupu, choć nie jest to w 100% precyzyjny produkt, ponieważ temperatura mierzona kilka razy pod rząd zawsze jest inna, ale różnice się niewielkie. Najczęściej termometr pokazywał 36.3, 36.5, 36,6.



ELEGANCKIE KOLCZYKI WYSADZANE KRYSZTAŁKAMI - KLIK

Mam już jedne takie kolczyki, tylko, że w jaśniejszym kolorze i jestem z nich bardzo zadowolona. Świetnie się noszą, uszy od nich nie czarnieją. Wyglądają na ciężkie, choć w rzeczywistości takie nie są. Po sztucznych kolczykach często bolą mnie uszy - w tych siostrzanych przetańczyłam całą noc, a moje uszy miały się dobrze. Ogólnie są to kolczyki bardzo efektowne, które przykuwają uwagę. Bardzo mi się podobają.


KOŃCÓWKI DO DEKORACJI CIAST CZY BABECZEK - KLIK

Miałam w domu już takie końcówki, ale te zdecydowanie przebijają je swoimi rozmiarami, dlatego świetnie sprawdzą się do dekoracji, np. dużych tortów. Wzory są ładne i już niebawem je wypróbuję, gdy będę dekorowała ciasta świąteczne. Żałuję, że w zestawie nie ma rękawa.


PĘDZLE MARMUROWE DO MAKIJAŻU - KLIK

Nie zamówiłam tych pędzli do malowania, wbrew pozorom. Zamówiłam je jako dodatki do zdjęć. Mam obecnie masę pędzli, którymi się maluję, więc kolejne są zbędne. Poza tym, nie wydają mi się one zbyt wygodne do malowania, ponieważ są dość małe. Podkradłam jedynie pędzelek do brwi, który fajnie się spisuje.  W skład zestawu wchodzi 10 pędzli - 5 do makijażu twarzy oraz 5 do makijażu oczu.


ŚWIATEŁKA ŚWIĄTECZNE - SZNUR GWIAZDEK - KLIK

Te światełka są po prosu przepiękne. Żałuję, że nie są przeznaczone na dwór, a tylko do użytku w domu, bo już widziałabym je na mojej wielkiej choince na podwórku.  Lampki są w białym-ciepłym kolorze. Jest ich 100 sztuk i mają 10 m. długości oraz 8 trybów świecenia.. Ja najbardziej lubię tryb jednostajny. Małe gwiazdki są tak urocze, że w zasadzie gdziekolwiek je powieszę na pewno będą prezentowały się pięknie.




LAMPKI ŚWIĄTECZNE - KURTYNA PŁATKÓW ŚNIEGU - KLIK

Te lampki dotarły do mnie w kiepskim stanie. Śnieżynek w zasadzie nie jest dużo, bo tylko po jednej na każdy jeden "zwis" kurtyny, a 3-4 przyszły ułamane. Do tego całość przyszła tak poplątana, że trochę zajmie mi uporządkowanie tych światełek. Teraz jednak chyba nie mam do tego głowy. Podobnie, jak poprzednie światełka, te są tylko do wieszania w domu, ponieważ nie jest wodoodporny. Ma 3,5 metra długości.



Tak przedstawia się moje zamówienie z Rosegal. Ogólnie jestem zadowolona. Żałuję tylko tych lampek śnieżynek, ale postaram się przykleić ułamane elementy i nie powinno być tego widać. Światełka działają na wtyczkach europejskich, więc nie musicie się martwić o żadne przejściówki, czy coś. W zestawie dołączone są również adapterowe wtyczki US. Niebawem pokażę Wam kolejne zamówienie, tam również będzie trochę światełek i lampionów. Czekam tylko, aż dotrze do mnie w całości.

A Wy co ostatnio zamawiałyście z chińskich stron? A może stronicie od zakupów tam?
Czytaj dalej

środa, 15 listopada 2017

BUNA - KOSMETYKI NATURALNE Z ALOESEM

Kosmetyki naturalne stają się coraz bardziej pożądanymi przez konsumentki produktami. Nie ma się czemu dziwić. Kobiety są coraz bardziej świadome, jak wiele dobrego niesie ze sobą naturalna pielęgnacja. Będąc w drogeriach widzę, jak wiele kobiet analizuje składy kosmetyków widniejących na półkach - ja również zaczęłam zwracać na to uwagę. Nie powiem, że używam wyłącznie kosmetyków naturalnych, bo to nie prawda, jednak prawdą jest to, że w mojej pielęgnacji z każdym miesiącem jest ich coraz więcej. Dziś chciałabym przedstawić Wam fajne trio marki Buna - z zielnika babuni. 


BUNA - KREM DO SKÓRY SUCHEJ I WRAŻLIWEJ NA DZIEŃ I NA NOC - ALOES 

W pierwszej kolejności chciałabym zacząć od kremu do skóry suchej i wrażliwej. Uprzednio zapakowany jest w kartonowe pudełeczko, na którym widnieje wiele cennych informacji, jak np. kilka słów o marce, aloesie, sposób użycia, rezultaty czy rada, która brzmi "Pij dużo wody dla zdrowia i urody". Krem mieści się w ciemnozielonym, plastikowym opakowaniu na zakrętkę.Wizualnie prezentuje się ładnie. Do tego na opakowaniu widnieje grafika aloesu, co od razu zdradza nam, co jest głównym składnikiem tych produktów. Do opisu zastosowano ciekawą czcionkę. W środku znajdziemy zabezpieczenie w postaci sreberka - u mnie jest ono zawsze mile widziane. Konsystencja kremu jest w sam raz - ani rzadka, ani gęsta. Dobrze się rozsmarowuje, szybko wchłania (ja nanosiłam dość cienką warstwę) i nie pozostawia żadnego lepkiego, czy tłustego filmu. Niewątpliwym walorem tego produktu jest jego piękny, słodki i zarazem orzeźwiający aloesowy zapach z jakimś dodatkiem - ciężko rozgryźć mi co to mogłoby być, jednak wiem jedno, że razem tworzy piękną całość. Kremuję się zazwyczaj na noc, rano często nie mam na to czasu. Przy systematycznym stosowaniu moja skóra jest nawilżona, pozbawiona suchych skórek i gładka w dotyku. Jako osoba posiadająca skórę wrażliwą nie doznałam żadnego dyskomfortu związanego z używaniem produktu. Krem ten kupimy za ok. 12 zł / 50 ml, więc biorąc pod uwagę dość dobrą wydajność i fajny skład wydaje mi się, że nie jest to wygórowana cena, a wręcz przeciwnie.



BUNA - PŁYN MICELARNY DO SKÓRY SUCHEJ I WRAŻLIWEJ - ALOES 

Ostatnio mam to szczęście, że ciągle trafiam na fajne płyny micelarne. Kiedyś było tak, że mało który nie wywoływał u mnie pieczenia czy zaczerwienienia. Teraz takie sytuacje są u mnie sprawami jednostkowymi i sporadycznymi, dlatego z miłą chęcią przedstawiam Wam płyn micelarny do skóry suchej i wrażliwej Buna. Mieści się on w dość sporej butelce, która kolorystycznie i graficznie jest niemal identyczna, jak krem. Zamknięcie typu "press" jest moim ulubionym przy płynach micelarnych, więc cieszę się, że tu właśnie takie rozwiązanie zastosowano. Zapach identyczny, jak przy kremie - aloesowy z jakąś słodką, jakby pudrową nutką. Płyn świetnie radzi sobie ze zmyciem makijażu twarzy czy oczu. Tusz do rzęs, cienie, eyeliner czy szminka nie stanowią dla niego większego wyzwania. Zmywa wszystko do pełnej czystości, a dzięki zawartości ekstraktu z aloesu, wody jaśminowej czy alantoiny w składzie świetnie łagodzą ewentualne podrażnienia. Płyn micelarny kosztuje niecałe 11 zł za 380 ml, więc uważam, że to idealna cena.



BUNA - ŻELOWA MASECZKA ŁAGODZĄCA - ALOES
Ostatnim produktem z serii aloesowej jaki mam, jest żelowa maseczka łagodząca. Mieści się ona w plastikowej, miękkiej tubie, dzięki czemu łatwo wydobywa się produkt ze środka. Będzie tak do samego końca - zdecydowanie. Żel posiada zamknięcie na "klik", co też jest wygodnym rozwiązaniem. Szata graficzna idealnie zgrywa się z pozostałymi produktami z serii. Zapach ten sam, jak w przypadku pozostałych dwóch produktów. Konsystencja jest żelowa, bezbarwna i szybko się rozsmarowuje oraz wchłania. W kontakcie ze skórą twarzy jest bardzo przyjemna, bo na początku delikatnie chłodna. Na drugim miejscu w składzie, zaraz po wodzie, znajdziemy ekstrakt z aloesu, dalej ekstrakt z babki lancetowatej, mocznik czy kwas hialuronowy. Po przeczytaniu tego składu miałam pewność, że żel świetnie nawilży moją twarz i tak w rzeczywistości było. Twarz była gładka i delikatna w dotyku. Przez pewien czas miałam tak, że co chwilę dotykałam policzków, bo tak podobał mi się ten efekt. Żelową maseczkę nanosi się na twarz i pozostawia do wyschnięcia (ok. 15 minut) - nadmiar ściera się wacikiem. Maseczki się nie zmywa, co dla mnie jest wspaniałą wiadomością. Można ją stosować pod makijaż. Żelową maseczkę kupimy za niecałe 9 zł / 70 ml, więc cena jest bardzo zachęcająca.





Bardzo się cieszę, że poznałam produkty marki Buna, które reklamują się jako wielopokoleniowa tradycja zielarska we współczesnym wydaniu, która odrywa tajemnice urody naszych babek i prababek. Kosmetyki te świetnie się u mnie sprawdziły, były wygodne w użyciu, przyniosły upragnione i obiecane przez producenta efekty, a do tego kosztują naprawdę niewiele, więc myślę, że każda z Was powinna ich spróbować, bo warto.

Który produkt z tej trójki podoba się Wam najbardziej?
Czytaj dalej

poniedziałek, 13 listopada 2017

Enilome - płyn micelarny i maseczka oczyszczająca z glinką

Dermokosmetyki są ostatnio bardzo popularne i coraz częściej spotykam się z ich recenzjami chociażby na wielu blogach. Nie ma w tym nic dziwnego, ponieważ produkty te słyną z dobrego i delikatnego działania, które nie zaszkodzi wrażliwej skórze swoich użytkowników. Ja zdecydowanie do takich wrażliwców należę, dlatego z miłą chęcią podzielę się z Wami swoimi odczuciami z testowania produktów Enilome. Zacznijmy od tego, że seria dermokosmetyków Enilome dostępna na DOZ.pl została zaprojektowana przez specjalistów dla kompleksowej i skutecznej pielęgnacji każdego rodzaju skóry, szczególnie wrażliwej, skłonnej do podrażnień i rumienia. Dzięki wieloletniemu doświadczeniu specjalistów Enilome preparaty spełniają oczekiwania nawet najbardziej wymagających klientów. To nowoczesne podejście do pielęgnacji wrażliwej skóry, zapewniające jej komfort i doskonały wygląd każdego dnia.


ENILOME - PŁYN MICELARNY DO DEMAKIJAŻU TWARZY I OCZU

Ostatnio testuję tyle płynów i preparatów do demakijażu twarzy, że teraz szukam prawdziwej perełki. Czy płyn micelarny Enilome można określić właśnie takim mianem? Zacznijmy najpierw od opisu, a potem wysuniemy te wnioski. Płyn ma dużą pojemność, ponieważ jest to, aż 410 ml. Mieści się w ładnej, prostej i schludnej butelce. Na niej naklejona nalepka, która sprawia, że butelka wygląda na matową. Mimo to zużycie produktu jest wciąż widoczne, co i Wy możecie zaobserwować. Zawsze robię zdjęcia produktów zanim zacznę je testować. Tu wykonanie zdjęć się wydłużyło, dlatego sesję zrobiłam dopiero w połowie testowania. Na opakowaniu wiele cennych informacji, a sama szata graficzna skromna, ale mi się to podoba. Z tyłu możemy przeczytać o zastosowaniu, działaniu, efektach czy sposobie użycia. Płyn jest oczywiście przezroczysty i nie ma zapachu, co spodoba się większości osób. Przeznaczony jest do demakijażu zarówno całej twarzy, jak i oczu, więc od samego początku miałam pewność, że będzie to produkt delikatny i tak w istocie było. Pierwszy demakijaż, jak i każde kolejne przeszły bez najmniejszej komplikacji. Płyn świetnie radzi sobie z usunięciem makijażu całej twarzy. W mig usuwa maskarę z nawet mocno podkreślonych tuszem rzęs. Płyn nie podrażnił zarówno twarzy, jak i oczu, nie wywołał pieczenia czy innego dyskomfortu. Za tak dużą pojemność zapłacimy ok. 16 zł, więc uważam, że jest to niewiele. Ostatecznie produkt pisał się u mnie świetnie i spełnił moje oczekiwania. Jeżeli miałabym się do czegoś przyczepić, to jedynie do otwierania butelki, bo idzie to dość opornie, ale można się przyzwyczaić. Gdyby ktoś był ciekawy, producentem tych kosmetyków jest bardzo dobrze znane większości Laboratorium Kosmetyczne Floslek.


ENILOME - DERMOPURIVUM - MASECZKA OCZYSZCZAJĄCA Z GLINKĄ

Produkt ten zaciekawił mnie od samego początku. Lubię maseczki oczyszczające, więc z miłą chęcią zabrałam się do testowania. Maseczka oczyszczająca z glinką Enilome mieści się w podłużnej tubce, która skrywa w sobie 50 ml. produktu. Zapakowana jest w kartonik. W środku dodatkowo zamknięcie na "klik" zabezpieczone jest plombą. Bardzo mi się to podoba, ponieważ wiem, że nikt przede mną tego nie otwierał. Konsystencja jest gęsta o ziemistym zabarwieniu, która po rozsmarowaniu pozostawia twarz w podobnym (choć nie tak mocnym, jak w opakowaniu) kolorze. Maseczka mimo glinki nie zastyga, dzięki czemu nie powoduje dyskomfortu w postaci ściągnięcia twarzy, co mi się podoba. Zapach neutralny - niby bezwonna, ale ma w sobie niezbyt zachęcającą nutę. Na twarz prawie niewyczuwalny. Aplikuje się ją łatwo, konsystencję przyjemnie się rozsmarowuje. Po posmarowaniu wszystkich miejsc (twarz, szyja, dekolt) należy pozostawić ją na nich przez 10-15 minut. Po tym czasie zmyć. Efektami jestem pozytywnie zaskoczona. Może nie borykam się ze zbyt mocnym świeceniem twarzy, ale po stosowaniu tej maseczki zauważyłam, że nie świeci się ona prawie wcale, więc to pozwala mi twierdzić, że maseczka ta redukuje sebum. Dodatkowo sprawia, że twarz jest przyjemna i miła w dotyku, co wpływa dobrze, na jej wizualny wygląd. Teraz, jesienią, potrzebuję mocnego nawilżenia i wygładzenia, ponieważ borykam się ciągle z odstającymi suchymi skórkami. Dzięki tej maseczce mój problem został zażegnany. Używałam jej 1-2 razy w tygodniu i uważam, że jest to bardzo wydajny produkt. Niewielka ilość wystarczy by pokryć tak duży obszar ciała i twarzy. Cena tej maseczki, to ok. 12 zł, więc wydaje mi się, że stosunkowo niedużo.


Maska Enilome pozytywnie mnie zaskoczyła. Są to bardzo pożądane dermokosmetyki, które nie przerażają swoją wysoką  wygórowaną ceną. Wręcz przeciwnie! Oba produkty świetnie się u mnie spisały, a marka Enilome w swojej serii ma znacznie więcej produktów, więc myślę, że prędzej czy później skuszę się na inne produkty. DOZ.pl miało akcję, o której Wam pisałam, że do zamówień przekraczających kwotę 250 zł dołączali pudełko pełne niespodzianek. Tamta edycja już się skończyła, ale teraz jest druga, świąteczna, więc jeżeli planujecie większe zakupy, to polecam je zaplanować właśnie tam. Darmowa wysyłka oraz dodatkowy upominek szczególnie do tego zachęcają.

Znacie markę Enilome? Używacie dermokosmetyków?
Czytaj dalej