wtorek, 3 maja 2016

"Magia sprzątania" Marie Kondo czyli o japońskiej sztuce porządkowania i organizacji

Od bardzo dawna nie mam czasu by przeczytać jakąkolwiek książkę. Wszystko co czytam ogranicza się u mnie do materiałów, które są mi niezbędne na studiach - na przyjemności w postaci czytania książek, które mnie interesują niestety brakuje mi czasu. Postanowiłam to zmienić. Chciałam przeczytać coś, co może mi się przydać. Jako naczelna bałaganiara, postanowiłam sięgnąć po książkę Marie Kondo pod tytułem "Magia sprzątania", którą można dostać na stronie Mega Książki. Nie powiem, że jestem osobą, która żyje w totalnym chaosie, bo tak nie jest, jednak do pedantki mi daleko i to bardzo. Sprzątam często, jednak bałagan powraca jeszcze szybciej. Chciałam poszukać ratunku w metodzie KonMari, bo w sumie nie miałam nic do stracenia. Rzadko czytam poradniki, ale na ten czaiłam się od dawna.



Sama książka ma bardzo przyjemną okładkę, druk jest dość duży, więc podczas jej czytania oczy się nie męczą, co lubię. Wolę kiedy książka jest grubsza i napisana czcionką w odpowiednim rozmiarze, niżeli ma być krótka i napisana maczkiem, co trochę mnie zniechęca. Poradnik składa się z bardzo wielu króciutkich rozdziałów, co też ma swoje plusy. Nie każdy ma w ciągu dnia tyle czasu, by czytać kolosalne długie rozdziały, a kiedy już taki zaczniemy, wypadałoby go skończyć. Tu jeden rozdział ma od 2 do 5 stron - mniej więcej, więc czas na przeczytanie choćby jednego rozdziału znajdzie każdy, przy odrobinie dobrych chęci.  Jeżeli chodzi o sam język, to jest bardzo prosty, trochę bez polotu, a czasem mam po prostu wrażenie, że dany rozdział pisany jest na siłę.


Teraz chciałabym przejść do treści. Muszę przyznać, że mam  tremę, ponieważ nigdy jeszcze nie recenzowałam na blogu książki. Mam nadzieję, że jednak uda mi się napisać dla Was coś konkretnego, co z miłą chęcią przeczytacie. Otóż... Książka była dla mnie nieco nudna. Do prawie 80 strony nic się nie działo, niczego ciekawego się nie dowiedziałam. Miałam wrażenie, że co kilka kartek czytam to samo, co w konsekwencji nieco zniechęcało mnie do ponownego sięgnięcia po książkę, jednak robiłam to, bo miałam nadzieję, że coś się rozkręci. Rzeczywiście tak było, aczkolwiek bez fajerwerków. Marie Kondo to dość specyficzna osoba i takie samo podejście ma do sprzątania. Jeżeli myślicie, że poradnik podsunie Wam wiele metod na sprawne sprzątanie, zdradzi różnego rodzaju techniki przy tym pomocne, to niestety się rozczarujecie. I ja do grona rozczarowanych osób niestety muszę dołączyć. W książce brakuje mi obrazków. W jednym z rozdziałów, Marie opisuje jak powinniśmy składać ubrania, by np. nie pogniotły się lub by zajmowały jak najmniej miejsca. Jeden opis składania musiałam przeczytać kilka razy, by zrozumieć o co autorce chodzi - aż prosi się wklejenie grafiki, która w szybki i zgrabny sposób ukarze nam jak to robić - tak byłoby o wiele prościej.


Książka w mojej opinii nadaje się idealnie dla osób, które mają problem z gromadzeniem rzeczy, ponieważ mobilizuje ona na tyle, by po prostu się ich pozbyć. Tematowi pozbywania się wszelkich niepotrzebnych rzeczy poświęcone jest bardzo wiele książkowych stron. Ja jestem jedną z osób, która "lubi mieć" i nie rzadko przechowuję rzeczy, których nie używałam od lat. Po zapoznaniu się z rozdziałami dotyczącymi pozbywania się niepotrzebnych rzeczy, przystąpiłam do odgruzowywania swojego pokoju. Muszę przyznać, że pozbyłam się całkiem sporej ilości rzeczy. Do wyrzucenia niektórych niepotrzebnych gratów chyba jeszcze nie dorosłam. Myślę, że zrobię jeszcze kilka podejść do ponownej selekcji rzeczy potrzebnych i zbędnych. Autorka uważa, że podczas pozbywania się przedmiotów, powinniśmy wszystkie rzeczy (z danej kategorii) położyć na środku pokoju i każdą po kolei dotykać, co ma na celu sprawdzenie czy dana rzecz wywołuje w nas odczucia pozytywne czy obojętne. Jeżeli jest nam ona obojętna - powinniśmy się jej pozbyć. Książka miejscami trochę mnie śmieszy. Najbardziej rozbawił mnie wątek z dziękowaniem rzeczom za ich posługę dla nas. To samo dotyczyło skarpetek - nie powinno się ich zwijać w kulki, tylko kłaść jedną na drugą, by mogły oddychać i odpoczywać po tym, jak uprzednio były przez nas maltretowane w butach. Książka pełna jest takich śmiesznych porad, które do mnie po prostu nie przemawiają. Jeżeli miałabym podsumować ten poradnik, to spodziewałam się czegoś lepszego. Liczyłam na wiele wskazówek, technik, porad i różnych newsków dotyczących sprzątania, tymczasem co kilka kartek dowiadywałam się niemalże tego samego i miałam wrażenie, że czytam to po raz n-ty. Jeżeli jesteś osobą, która uwielbia minimalizm i z pozbywaniem się rzeczy nie ma najmniejszego problemu, to ta książka nie jest dla Ciebie. Z kolei jeśli jesteś typowym chomikiem, który lubi gromadzić rzeczy, to po przeczytaniu poradnika jest szansa, że pozbędziesz się chociaż części z nich.

Znacie książkę Marie Kondo "Magia sprzątania"? Jakie są Wasze odczucia na jej temat?

poniedziałek, 2 maja 2016

Manicure hybrydowy - Semilac 083 Burgundy wine, 037 Gold Disco, 135 Frappe oraz wzór aztecki

Większość z Was pewnie wyjechała na majówkę i nieźle świętuje - ja nigdzie nie wyjechałam, ale nie mogę powiedzieć bym się nudziła. Spędziłam wczorajszy wieczór na grillu u koleżanki, było bardzo miło - oby więcej takich spotkań! Wczoraj też robiłam manicure hybrydowy siostrze mojego chłopaka - Ani. Pomysł na kolorystykę jest Ani. Może kolorystyka mało wiosenna, ale wszystkie kolorki super do siebie pasują i wydaje mi się, że tworzą zgraną całość. Bordowy lakier ma świetne krycie - druga warstwa daje już świetny efekt, ale ja już z przyzwyczajenia położyłam aż trzy. Mam nadzieję, że cały manicure będzie się Ani dobrze trzymał, ponieważ pod bazę położyłam również primer bezkwasowy, który ma zwiększyć przyczepność lakieru do płytki i mam szczerą nadzieję, że tak właśnie będzie i tym samym spełni on doskonale swoją rolę.



Do powyższego manicure użyłam lakierów marki Semilac i są to kolory takie jak 083 Burgundy Wine, 037 Gold Disco oraz 135 Frappe. Na palcu serdecznym zrobiłam wzór aztecki i posłużył mi do tego mój stylograf, który kupiłam w sklepie Cosmetics Zone. Muszę przyznać, że coraz sprawniej się nim posługuję i bardzo mnie to cieszy. Mam nadzieję, że niebawem dojdę do takiej wprawy, że będę mogła malować bardziej zaawansowane i szczegółowe wzory. Wcześniejsza wersja zakładała odbicie stempla na palcu serdecznym i wskazującym, ale niestety coś mi nie wychodziło. W tym zakresie muszę jeszcze sporo poćwiczyć. Na wzorniku odbijanie wychodzi mi dobrze - na paznokciach nie było już tak kolorowo. Mówi się, że praktyka czyni mistrza i mam nadzieję, że i u mnie jakieś postępy w tej "dziedzinie" będą.

A teraz moje standardowe pytanie, co Wy macie na pazurkach?

wtorek, 26 kwietnia 2016

Perfumy - kilka ciekawostek

Nie od dziś wiadomo, że perfumy to jedne z nieodłącznych atrybutów każdej kobiety. Już od najdawniejszych czasów kobiety dbały o to, by pięknie pachnieć. W czasach starożytnych wcierano różnego rodzaju olejki zapachowe w okolice nadgarstków i szyi. Już wtedy, dzięki temu kobiety czuły się bardziej atrakcyjne. W miarę upływu czasu, zaczęły pojawiać się zapachy we flakonach, które nierzadko przyciągały już samym wyglądem. Dodatkowo pięknie prezentowały się na półce. Pomysłów na ozdobne flakony było bez liku - można było spotkać flakony wysadzane kamieniami, zdobione materiałem czy o ciekawym podłużnym kształcie. Równie fajne były flakony z pompkami, których już sam proces rozpylania sprawiał, że kobieta czuła się wyjątkowo i miała chwilę dla siebie.



Kiedy przemysł perfumeryjny stał się nieco bardziej rozwinięty, zaczęto kategoryzować perfumy ze względu na ich zapach. Dokonano zatem podziału zapachów na różne kategorie, np. kwiatowe, orientalne, owocowe, drzewne, bądź łączono ze sobą te wonie. Skład zapachu danych perfum podzielono również na nuty zapachowe. Były nimi: nuta głowy, nuta serca i nuta bazy - perfumy damskie często opisywane są tak do tej pory. Warto zatem bardziej rozwinąć to, czego dotyczy i na co wpływa dana nuta.

* Nuta głowy jest wizytówką danych perfum. To one w głównej mierze wpływają na to, czy dany zapach przypadnie nam do gustu czy wręcz przeciwnie. Na długo zapada w pamięć i jest pierwszym skojarzeniem z nazwą perfum, jednak nie utrzymuje się na skórze zbyt długo. Zazwyczaj jest to 30 minut.
* Nuta serca jest dominującym zapachem, który jest charakterystyczny dla danego zapachu. Na skórze utrzymuje się nieco więcej niż nuta głowy i jest to zazwyczaj godzina lub maksymalnie dwie.
* Nuta bazy gra tu rolę drugoplanową i jest tłem danych perfum. W skład tych nut wchodzą intensywne aromaty, które są utrwalaczami i utrzymują się na skórze najdłużej ze wszystkich nut i jest to nawet 12 h.


CIEKAWOSTKI:
1. Ciekawe jest to, że tak samo jak w przypadku kolorów, zapachu również możemy ze sobą łączyć i to na wiele sposobów. Jeżeli połączymy ze sobą kilka zapachów w odpowiednich proporcjach takich jak: wata cukrowa, świeżo skoszona trawa, masło, przejrzałe jabłka - otrzymamy woń świeżych truskawek. Zaskakujące prawda?

2. To jak postrzegamy i czujemy dany zapach zależy w głównej mierze od nas samych. Nie sugeruj się atrakcyjnością danego zapachu tylko na podstawie wyczucia ich u kogoś z bliskiego otoczenia. Otóż, perfumy mogą na każdym człowieku pachnieć inaczej. Wszystko uwarunkowane jest temperaturą ciała. Już niewielka różnica może mieć na to ogromny wpływ, więc warto testować zapachy tylko na sobie.

3. Ambra, piżmo - to jedne z częstszych składników, które występują w perfumach. Ale czy zastanawialiście się skąd są pozyskiwane? Piżmo jest wydzieliną z gruczołów piżmowca (samca), z kolei ambra jest wynikiem niestrawności kaszalota, który wydala ją, a my możemy ją znaleźć m.in. na powierzchni morza.

Ostatnio jestem zafascynowana zapachami od Versace. Chętnie powiększyłabym swoje zapachowe zbiory o kolejne wersje Versace. Obecnie posiadam zapach Bright crystal, ale równie mocno interesują mnie Yellow Diamond, Crystal Noir oraz Bright Crystal Absolu. Moja woda toaletowa Versace utrzymuje się na moim ciele zaskakująco długo, dodatkowo zwraca na siebie uwagę moich najbliższych, co jest bardzo miłe. 

  
Jaki jest Wasz ulubiony zapach?

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

La Vitta bs=bs - szampon przeciwłupieżowy bez SLS i SLES

Moje problemy z łupieżem ciągną się i ciągną, a ja mam nadzieję, że niebawem jakiś produkt położy temu niezbyt przyjemnemu problemowi kres. Gdybym miała wyliczyć ile w ostatnim czasie wypróbowałam produktów przeznaczonych do walki z łupieżem - zabrakłoby mi palców u rąk. Niepowodzenia w tym aspekcie zaczynają mnie już dołować i wydaje mi się, że bez wizyty u dermatologa się nie obędzie. Postanowiłam jednak dać szansę jeszcze jednemu szamponowi przeciwłupieżowemu La Vitta bs=bs, który wolny jest od SLS i SLES i pochodzi ze sklepu negozio.pl. Otrzymałam też małą ampułkę KeraBond do skóry podrażnionej i przetłuszczającej się - pełnego działania nie można stwierdzić po jednej sztuce, wskazane byłoby zrobić min. 5 szt kuracji. Z produktem można zapoznać się również w negozio - tam znajdziecie różne kuracje np. z wyciągiem z pereł - brzmi kusząco, prawda?


Szampon zamknięty jest w smukłej i dość długiej plastikowej butelce z zamknięciem na klik. W użyciu butelka jest wygodna, z zamykaniem i otwieraniem szamponu nie ma najmniejszego problemu. Konsystencja jest koloru błękitno-miętowa. Nie jest zbyt rzadka i zbyt gęsta - jednym słowem odpowiednia. Zapach przypomina mi nieco pastę do zębów, ale jest przyjemny.


Jeżeli chodzi o działanie, szampon niestety nie spełnił moich oczekiwań. Łupież nadal mi towarzyszy, choć muszę przyznać, że jest teraz odrobinę mniejszy. Testując szampony tego typu liczę na całkowite wyeliminowanie problemu - w końcu takie jest ich przeznaczenie. Szampon nie jest zbyt wydajny - jestem posiadaczką długich włosów i używając go kilka razy wykorzystałam niemal 3/4 opakowania 200 ml. Szampon pieni się średnio, a dodatkowo plącze włosy. Podczas jego testowania nie używałam go z inna odżywką, bo one też potrafią wywołać u mnie łupież, więc nakładanie go na włosy solo uznałam za dobrą decyzję. Szampon kosztuje ok. 25 zł i gdyby spełniał swoje zadanie, byłaby do dla mnie dobra cena, jednak w chwili, kiedy nie radzi sobie z moim problemem uważam ją za wysoką. Żałuję, że kolejna próba eliminacji łupieżu nie powiodła się i mam nadzieję, że w końcu znajdę swój szampon nr 1, który nie dość, że pokona mój łupież, to jeszcze nie pozwoli, by powrócił. Oczywiście polecam przejrzenie asortymentu sklepu, ponieważ poza szamponem, który zrecenzowałam, znajdziecie tam multum innych produktów jak np. farby do włosów, odżywki, preparaty do prostowania włosów, rozjaśniacze czy chociażby lakiery do paznokci. Głowa głowie nierówna, więc może powyższy szampon spisze się u kogoś lepiej niż u mnie - kto wie?

Znacie ten szampon? Czy ktoś z Was boryka się z problemem łupieżu? Jak sobie z nim radzicie?

piątek, 22 kwietnia 2016

Manicure hybrydowy - Semilac 008 Intensive Pink, 018 Cobalt, 034 Mardi gras z efektem tęczy Mistero Milano

Dziś wybieram się na zjazd na uczelnię. Moje paznokcie miały już spory odrost, więc postanowiłam szybko ściągnąć stare hybrydy i zmalować coś innego. Długo zastanawiałam się co bym chciała, aż w końcu wymyśliłam. Z efektu końcowego nie jestem za bardzo zadowolona. W mojej wyobraźni wyglądało to zdecydowanie lepiej niż w rzeczywistości. Doszłam też do wniosku, że dużo lepiej czułam się w krzykliwym manicure w neonowych kolorach, niż w poniższym nieco zgaszonym, dlatego następny na pewno będzie żywszy.




Paznokcie pomalowałam hybrydami Semilac w odcieniach 008 Intensive Pink, 018 Cobalt oraz 034 Mardi Gras, jednak nie widać go tu - na niego nałożyłam efekt tęczy. Słyszałam, że najlepiej kłaść je na lakiery o zbliżonej kolorystyce w porównaniu do pyłku, więc najbardziej pasowała mi tu właśnie ta hybryda. Efekt tęczy nakłada się jeszcze fajniej i szybciej niż syrenkę. Pyłek pięknie opalizuje na różne kolory - określiłabym go nazwą ciemny fiolet z drobinkami multikolor. Pokusiłam się też o wykonanie ombre. Na wzornikach zawsze wychodzi mi to lepiej. Połączyłam 008 z 018 - na przejściu zrobił się z tego fiolet, a z boku jest róż, jednak nie widać tego na zdjęcia - a szkoda.

A Wy co macie na pazurkach?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...