wtorek, 27 czerwca 2017

Lakiery hybrydowe Claresa - swatche i pierwsze wrażenie

Jakiś czas temu dostałam kuszącą propozycję od marki Claresa, by razem z dziewięcioma innymi blogerkami zostać ambasadorką marki. Koło hybrydowych propozycji współpracy prawie nigdy nie przechodzę obojętnie, więc się zgodziłam. Wybrałam z asortymentu sklepu kolory hybryd, które najbardziej przypadły mi do gustu oraz akcesoria, którymi posługuję się przy każdym swoim manicure. Dzisiejszy wpis chciałabym w pełni poświęcić na zaprezentowanie Wam swatchy lakierów hybrydowych Claresa oraz opowiedzieć o moim pierwszym wrażeniu.


Skusiłam się na pięć kolorów. Trzy z nich należą do kolekcji pastelowej, zwanej Pastel Touch, a pozostałe dwa pochodzą z linii Summer Adventure. W skrócie mamy do czynienia z delikatnością pasteli oraz dla kontrastu z mocą intensywnego koloru. Wszystkie te lakiery są w nowej formule - ciężko mi się do tego odnieść, ponieważ nie znałam tych lakierów w formule starej. Nie mam więc do czego tego porównać. Jeżeli chodzi o opakowanie, to jest ładne i standardowe. Ma czarny kolor i taką jakby matową powłoczkę. Kolory lakierów odzwierciedlają nalepki na butelkach. Tylko jeden z lakierów miał nalepkę z kolorem na pędzelku - może dopiero ta opcja zostaje wprowadzana? Konsystencja jest gęsta, dobrze pokrywało mi się nią wzornik. Pędzelek dość szeroki i wygodny. Zakrętka dobrze leży w dłoni. Teraz chciałabym pokazać Wam swatche poszczególnych kolorów.


#1 CLARESA - SCUBA BLUE - bardzo ładny, jasny i chłodny błękit. Idealnie sprawdzi się zarówno latem, jak i do zimowych stylizacji.  Mimo jasnego koloru dobrze kryje.


#2 CLARESA - LOLLIPOP DREAM - ten kolor omamił mnie do reszty! Jest rewelacyjny, choć nie do końca jest dla mnie pastelem. Jest to dla mnie delikatny neon o pastelowym wykończeniu. Będzie rewelacyjnie prezentował się na opalonych dłoniach. Na zdjęciu wygląda na nieco zgaszony, ale w rzeczywistości taki nie jest.


#3 CLARESA - PINK BLINK - ten kolor jest ładny, delikatny, ale nieco mnie rozczarował. Spodziewałam się pastelka, który wpada w różowe tony. W rzeczywistości wpada on w tony brzoskwiniowe. Mimo to jest ładny i z pewnością ożywi niejedną ciemniejszą stylizację.


#4 CLARESA - PROVANCE - ten kolor kupił mnie w całości. Jest piękny, intensywny, fioletowo-różowy. Przypomina mi trochę kolorem wrzos. Jest to bardzo ciepły odcień i nie mogę się doczekać, kiedy nałożę go na pazurki.


#5 CLARESA - RIO DE JANEIRO - Rio kojarzy mi się nieodłącznie z karnawałem, pięknymi, kolorowymi strojami i tymi ślicznymi tancerkami. Kolor idealnie to odwzorowuje - mimo, że kolor jest jeden, to jest on bardzo żywy, dynamiczny i rzuca się w oczy. Jest cudowny!


W paczce znalazłam również oliwkę Chocko Kiss o pięknym, czekoladowym i intensywnym zapachu oraz bazę i top tej samej marki. Dodatkowo wybrałam sobie wzornik na kole, by w dalszym ciągu pokazywać Wam swatche nowych kolorów, cążki do wycinania skórek oraz multum naklejek. Niebawem pokażę Wam pierwszą stylizację. Będzie to coś delikatnego, bo planuję zmienić paznokcie na obronę. Odrost w moich różowych pazurkach jest nieduży, ale paznokcie są zbyt krzykliwe i nie pasują do tej okazji. Wstępnie z lakierów jestem zadowolona. Mają fajne pędzelki i ładnie pokrywają płytkę swoją gęstą konsystencją. Mam nadzieję, że tak samo ucieszy mnie ich trwałość.

Znacie hybrydy Claresa? Jak się u Was spisują? Który kolor podoba się Wam najbardziej?
Czytaj dalej

Higiena jamy ustnej z produktami Dentalux

Jak wiecie, znalazłam się w tym zacnym gronie osób, które mogły poznać nowości marki Lidl. Część tych nowości dotyczyła produktów, które pomogą nam zadbać o czystość jamy ustnej. Muszę przyznać, że poza nicią dentystyczną i szczoteczką do zębów (oczywiście razem z pastą) nie używałam żadnych innych gadżetów do higieny jamy ustnej. Cieszę się, że poznałam jeszcze dwa inne produkty, których teraz używam systematycznie i z wielką chęcią.


Niestety zdjęcie grupowe tych produktów mi nie wyszło, więc zacznę na samym początku od standardowej nici dentystycznej. Znajduje się ona w plastikowym, jakby miętowym opakowaniu. Na górze ma również plastykową zatyczkę, którą otwieramy, by wydobyć ze środka nić. W środku widnieje kawałek "metalu", który służy do przecinania nici. Wyciągamy jej tyle, ile potrzebujemy, przecinamy za pomocą tego ostrego elementu i zatykamy. Nić ma ładny, miętowy zapach, który przypadł mi go gustu. Dzięki niej świetnie oczyścimy przestrzenie międzyzębowe z pozostałości jedzenia, które jak wiemy, lubi w denerwujący sposób się tam dostawać. Najczęściej czyszczę dolne zęby, ponieważ w nich nie mam plomb. W górnej części jest ich trochę i sznurek lubi zaczepiać się o plomby, a to nie jest zbyt komfortowe. Poza tym, przy nieumiejętnym i zbyt mocnym stosowaniu może nawet taką plombę wyrwać.

W paczce znalazłam również czyściki do jamy ustnej 3w1. Bez czytania etykietki od razu znalazłam dwa zastosowania, czyli nić dentystyczną i wykałaczkę (ten "kieł" w środku"). Po przeczytaniu opisu dowiedziałam się o kolejnej funkcji - czyściku do języka. Zdecydowanie bardziej wolę te nici dentystyczne, niż te poprzednie. Jest to dużo bardziej przyjemne i higieniczne, a przede wszystkim szybsze "urządzenie". Patyczek jest dość długi, dlatego bez problemu mogę czyścić przestrzenie nawet w tych najdalej położonych zębach. Pamiętacie mój post o "Koszykach ratunkowych" na wesele? Kojarzę, że nie jest to zbyt popularna tradycja u Was, ale w moich stronach wręcz przeciwnie. W łazienkach w sali weselnej zostawia się koszyki z zawartością, która niejedną osobę mogłaby wybawić z opresji - podpaski, dodatkowe rajstopy, tabletki czy antyperspirant. I właśnie świetnym dodatkiem do takiego koszyka byłyby również takie czyściki. Piękny uśmiech jest podstawą na tak dużych wydarzeniach. Dodatkowo czyściki te mają ładny, miętowy zapach. Mieszczą się w wygodnym, plastikowym opakowaniu, które śmiało można postawić na półce.

Ostatnim produktem, który wspiera higienę mojej jamy ustnej są szczoteczki międzyzębowe. Wyglądają trochę jak mini szczotki druciane. Są małe, poręczne i ładne z wyglądu. Warto mieć taką jedną chociażby w torebce, bo nigdy nie wiadomo kiedy może nam się przydać. Szczoteczka jest odpowiednio zabezpieczona plastykową zatyczką, która stwarza przestrzeń dookoła, dzięki czemu nawet w torebce nic się tam nie powygina.


Tego produktu w sumie nie używam, ponieważ szczoteczka jest za duża, a przestrzenie między moimi zębami zbyt małe, by mogła je oczyścić. Mimo to uważam, że dla osób z większymi przerwami może okazać się fajnym gadżetem. Na pewno w lepszym stopniu oczyści przestrzenie, niż nić dentystyczna - tak przynajmniej mi się wydaje. Również widzę ten produkt w weselnym "Koszyku ratunkowym".


Higiena jamy ustnej jest bardzo ważna - w dorosłym życiu zęby mamy tylko jedne, więc należy o nie odpowiednio dbać. Pomocne przy tych czynnościach są produkty Dentalux - nowości Lidla. Z czystym sumieniem mogę polecić nici oraz czyściki 3w1. Zawsze zazdroszczę rekinom - martwienie się o zęby, to zapewne ostatnia z ich trosk, ponieważ rosną im one przez całe życie. Szkoda, że my ludzie tak nie mamy.

Ostatnio bardzo często pojawiały się posty z konferencji Meet Beauty. Bardzo licznie na nią uczęszczacie. Mam nadzieję, że i mi będzie dane w końcu na nią pojechać. Przy okazji zostałabym tam jeden dzień dłużej, by pozwiedzać. Byłam dwa razy w Warszawie, ale to było tak dawno, że wypadałoby sobie odświeżyć pewne "szlaki". Nawet znalazłam miejsce, gdzie mogłabym się przespać. Jest nim yourfreedom.pl.

A Wy jak dbacie oswoją jamę ustną? Używacie nici czy czyścików?
Czytaj dalej

Tosave - urocze, kolorwe i eleganckie pędzelki

Odkąd po raz pierwszy zobaczyłam te piękne, kolorowe pędzelki wiedziałam, że prędzej czy później stanę się właścicielką jakiegoś setu. Prawdę mówiąc, nie pomyliłam się, ponieważ od jakiegoś miesiąca, te poniższe, raczą moje oczy każdego dnia. Są one tak piękne, że po prostu żal ich używać, rewelacyjnie spisują się jako gadżety do kompozycji na zdjęciu. Jakby nie było, nie takie jest jednak ich przeznaczenie, dlatego z wielkim bólem używałam ich do wykonywania różnych makijaży. Żal mi było używać tego pięknego, jasnego włosia do moich brązowych cieni, ale jak mus, to mus. Poniższe pędzelki pochodzą ze sklepu Tosave.


W pierwszej kolejności chciałabym przedstawić Wam tęczowe pędzle składające się z 6 elementów. Ich trzonki wykonane są z plastiku o nietypowym kształcie. Wyglądają jakby były wysadzane kolorowymi diamencikami. W promieniach słońca wyglądają po prostu zjawiskowo, a efekt ten mogliście zobaczyć na moim Instagramie, a ściślej mówiąc w Insta stories. Włosie jest nylonowe, dwukolorowe. Pierwszy raz mam tak jasne włosie w pędzlach. Przeważnie jest ono czarne, albo szare, a tym razem biało-różowe. Przez to ciężko się przełamać, by w końcu zacząć ich używać. Zestaw te składa się z pędzli do makijażu twarzy jak i oczu. Zaskoczył mnie jednak dość mały rozmiar pędzli, liczyłam, że są trochę większe. Jestem przyzwyczajona do dużych pędzli, więc posługiwanie się tymi znacznie mniejszymi sprawia, że robienie makijażu nieco się wydłuża (mam na myśli pędzle do twarzy). Mimo to, w kontakcie z twarzą czy powiekami włosie jest bardzo miłe, także sam proces malowania jest bardzo przyjemny.


Skusiłam się na jeszcze jeden zestawik pędzli. Tym razem wybrałam złoty set składający się z czterech pędzli do makijażu oka. Tu podobnie jak przy pierwszym zestawie, wygląd jest niemal identyczny, różni się tylko kolorem trzonków. W tym wypadku mamy do czynienia z pędzlami złotymi, które sprawiają wrażenie bardzo eleganckich i ekskluzywnych. W użyciu niczym nie różnią się od poprzedników. Poniżej macie zbliżenie na piękne włosie tych pędzli. Zachwycałam się nim kilka dni, bo w połączeniu z trzonkami wygląda magicznie. Myłam je już kilkakrotnie. Wiadomo, włosie nie wygląda tak samo jak od początku, delikatnie się "rozczochrało", ale nie wpływa to na malowanie. Włosie nie wypada, także klej trzyma bardzo dobrze w obu zestawach.



Na koniec mam jeszcze jeden, pojedynczy pędzelek. Przyjechał do mnie trochę odkształcony i do tej pory mu tak zostało. Jest to bardzo standardowy pędzel, taki jakich wiele. Ma czarny, drewniany trzonek i jak w przypadku poprzedników, nylonowe włosie. Do tego ma złoty element, który dodaje mu trochę elegancji. Włosie jest w kolorze śmietankowym, a jego góra w kolorze szarym. Na zdjęciu z modelką wyglądał na pędzel z ogromnym włosiem i przypominał mi mój pędzel do pudru Hakuro. W rzeczywistości wygląda gorzej. Używałam go sporadycznie do nakładania pudru na wyjazdach. Spisywał się przyzwoicie, w kontakcie z twarzą był bardzo delikatny i przyjemny. Trzonek póki co na swoim miejscu, choć nie wróżę mu długiej przyszłości (wszystkie trzonki z moim chińskich pędzli szlag trafia po kilku myciach stąd moja sceptyczność w tym przypadku).


Tak wyglądają moje pędzelki z Tosave. Jestem zakochana w tych kolorowych i złotych pędzlach - są po prostu bajeczne! Gdyby miały większy rozmiar, byłyby dla mnie idealne. Nie podaję Wam cen pędzli, to trzeba sprawdzać na bieżąco, ponieważ pędzelki często są w jakichś promocjach, więc ich cena jest zmienna. Każdy komplet zalinkowałam, więc można sobie śmiało monitorować ich cenę. Po przeliczeniu tych cen na złotówki pędzle nie są zbyt drogie, więc tym bardziej wydaje mi się, że warto się im przyjrzeć. Firma poza prowadzeniem sklepu Tosave prowadzi również sklep Rose Hair Extensions, na którym znajdziecie włosy do przedłużania. Ja na razie nie planuję wykonywać takich "zabiegów", ale kiedy myślę o ślubie za rok, to zastanawiam się, czy nie zdecydować się na doczepienie dodatkowych włosów. Nie po to, by je przedłużyć, bo włosy mam długie, ale po to, by trochę je zagęścić. Robił ktoś tak?

Pisząc posty wieczorem, zawsze towarzyszą twmu jakieą przemyślenia. Czasem są dość poważne, a często dość przyziemne. Jednym z moich przyziemnych marzeń jest "nowy" samochód. Nie mam.tu na myśli auta proato z salonu, ale po prostu wymianę na lepszy model. Lubię prowadzić auto, krótkie dystanse nawet mnie odprężają. Uwielbiam słuchać wtedy muzyki. Jeżeli przez najbliższe 2 lata nie uda mi się wymienić auta, to chciałabym chociaż zamontowac w swoim nowy sprzet audio. Ciekawe opcje można obejrzeć w centrumaudio.pl . Słuchanie muzyki nabrałoby wtedy innego wymiaru.


Co sądzicie o powyższych pędzelkach? A może macie już swoje zestawy?
Czytaj dalej

Dolce Vita Nails - żele kolorowe uv

Moje paznokcie wchodzą na wyższy level. Do tej pory ozdabiałam je innymi hybrydami, pyłkami czy tuszem za pomocą stylografu. Wielbicielką żeli na paznokciach zamiast hybryd raczej się nie stanę, ale... Mogę te dwa produkty ze sobą połączyć. Żelami można wykonywać różnego rodzaju zdobienia. Dodatkowo żele mają mocniejszą warstwę dyspersyjną i podobno lepiej przykleja się do nich folia. Zrobiłam póki co jedną próbę, średnio mi to wyszło, ale niebawem przystąpię do drugiego podejścia. Folia na żelu, to jedna z opcji. Inną jest po prostu tworzenie różnego rodzaju wzorów za ich pomocą. Dziś chciałabym pokazać Wam sześć żeli Dolce Vita Nails w bardzo ciekawych kolorach. W niedalekiej przyszłości wzornik z moimi propozycjami.


Jestem w posiadaniu 6 kolorów żeli. Mieszczą się one w plastikowych słoiczkach na zakrętkę. W środku zabezpieczone są sreberkiem. Wolałabym chyba w tym miejscu plastikowe wieczko z dwóch powodów. Po pierwsze, folia była tak mocno przyklejona, że złamałam paznokieć na kciuku próbując ją odkleić. Po drugie, opcja ze sreberkiem jest mniej praktyczna, bo żel i tak się wylewa i brudzi cały słoiczek. Do zdjęć musiałam je odkleić całkowicie, bo nie prezentowało się to zbyt zachęcająco. Wieczko rozwiązałoby ten problem.


Kolory jakie mam, to: Soft Body, który określiłabym mianem nudziaka, Sexy evening, to odcień, który podoba mi się najbardziej, bo to nudziak z domieszką pięknego brokatu, Malaga to dla mnie połączenie granatu z fioletem, Coffee with toffee, jest pięknym, brązowym odcieniem, który przypomina mi kolorem czekoladę, Be happy, to z kolei bardzo jasny, nieco pastelowy fiolet i na końcu My sexy lips, co jest klasyczną czerwienią.


A tu możecie zobaczyć, jak te kolorki prezentują się w słoiczkach. Żele są znacznie bardziej gęstsze od każdej hybrydy jaką miałam, więc ciężej się nimi maluje. Muszę przyznać, że pierwsza próba malowania wzorów mnie przerosła. Mam nadzieję, że kolejne będą lepsze i pokaże Wam, co za ich pomocą można wyczarować.



Ostatnio nachodzą mnie pewne refleksje. Coraz częściej w telewizji czy w gazetach czyta się o heroicznych czynach zwykłych ludzi, którzy ratują ludzkie życia - często do tych wydarzen dochodzi przypadkiem, na przystanku, w autobusie czy w sklepie. Bardzo często zastanawiam sie czy gdybym ja znalazła się w takiej sytuacji, toudałoby mi się komuś pomóc. Pewnie nie, bo nie wiedziałabym co zrobić. Jako przyszly nauczyciel (miejmy nadzieję) bardzo chciałabym zrobić kurs pierwszej pomocy, bo to bardzo przydatna umiejętność. Różnego rodzaju kursy świadczy firma emermed.pl, więc w wolnej chwili przyjrzę się tej ofercie bliżej.

Używacie żeli do zdobień? A może używacie ich zamiast hybryd?
Czytaj dalej

Manicure hybrydowy - Evonails - 59 Coriander, 66 Siberian Iris oraz róże z efektem chromu - przedłużanie i pierwsze wrażenie

Przyszła pora na post paznokciowy wykonany lakierami marki Evonails. Ostatnio zaprezentowałam Wam wiele nowości, które do mnie trafiły. Dziś pora sprawdzić spisują się w użyciu. Długo nie mogłam zdecydować się  na kolor. Myślałam o serii kalejdoskopowej, albo o kocim oku, ale do tych kolorów wymarzyły mi się długie paznokcie. Na razie moje są średniej długości, więc postawiłam na zwykłe lakiery i wzbogaciłam je efektem chromu, również marki Evonails.Nad kolorystyką nie myślałam zbyt długo. Kiedy robiłam post swatchowy, kolor miętowy i ten kobaltowy były na wzorniku koło siebie - od razu to połączenie przypadło mi do gustu i wiedziałam, że chcę je widzieć również na swoich paznokciach. Marzenie stało się rzeczywistością.



Chciałabym opowiedzieć też kilka słów i przebiegu całego malowania. Finalnie skończyłam paznokcie o 2 w nocy, bo oczywiście nie mogę normalnie zacząć robić paznokci za dnia, tylko rozpoczynam to po 22. Mniejsza o to, do powyższego manicure użyłam kolorów 59 Coriander, czyli typową miętkę oraz 66 Siberian Irys - piękny, głęboki granat/kobalt. Lakiery mają dość gęstą konsystencję, przed użyciem zalecam je wstrząsnąć, ponieważ wtedy mają lepsze krycie. Zaaplikowałam na paznokcie 3 warstwy lakieru - jak zwykle i to zdecydowanie wystarczy do idealnego krycia. Przy dwóch warstwach też wyglądało to dobrze. Lakier fajnie aplikuje się na płytkę, pędzelek jest odpowiedniej długości i szerokości, a kwadratowa zakrętka jest wygodna do trzymania.



Nie mogłam pozostawić na paznokciach samych kolorów - to takie nie w moim stylu! Lubię, kiedy na paznokciach dużo się dzieję, więc zawsze staram się w jakiś sposób ożywić swoje paznokcie różnymi dodatkami. Często są to pyłki czy naklejki. Tym razem wybór padł ponownie na efekt lustra/chromu. Taki sam efekt oferuje firma Semilac. Po przetestowaniu proszków obu marek stwierdzam, że lepiej kupić ten od Evonails z prostych względów - jest znacznie tańszy (14,99 zł), a uzyskany efekt jest taki sam, więc po co przepłacać?


Jeżeli ciekawi Was jak wykonać takie zdobienie, to bardzo chętnie przygotuję na ten temat oddzielny post-tutorial, w którym zaprezentuję jak wykonać wszystko krok po kroku. Dajcie znać, co Wy na to.



Święta, a ściślej mówiąc, przygotowania do Świąt całkowicie zrujnowały moje paznokcie. Kilka się złamało. Wtedy z opresji ratuje mnie hard. Do tej pory używałam Semilacowego harda Clear i Milk. Tym razem użyłam harda marki Evonails. Nazywa się on build pink, a jego numerek to 007 - nazwa niczym u Jamesa Bonda, ale powiązanie znajduję - podobnie jak on, ten produkt jest do zadań specjalnych! Jest to raczej przezroczysty hard, jednak z lekko różowym zabarwieniem. Bardzo dobrze mi się z nim współpracowało, bo przedłużony paznokieć wyszedł mi super. Świetne jest to, że ten hard nie mięknie pod wpływem wody tak jak hard wcześniej wspomnianej marki - dla mnie to wielki plus. Często używam go dla wzmocnienia paznokci, ale równie często do zabezpieczenia nadłamanego paznokcia. Fakt, że ten lakier nie mięknie w wodzie na pewno wpłynie na dłuższa żywotność paznokcia - o ile mogę się tak wyrazić.


Zarówno z lakierów jak i dodatków jestem bardzo zadowolona. Jeżeli lakiery te będą się tak samo fajnie ściągały, jak nakładały - to grono moich ulubionych lakierów zasili się o kolejną, ciekawą markę. Bardzo liczę na to, że ściąganie przebiegnie bez problemów. Moje paznokcie zarówno po lakierach jak i hardzie są teraz twarde jak skała - bardzo ciekawe uczucie.

Moja praca magisterska przeszła już procedurę antyplagiatową. Nie kopiowałam, więc nie powinnam się bać, ale jakiś stres zawsze temu toważyszy tak czy inaczej.  Dużo problemów przyspożylo mi również tłumaczenie elementów pracy na język angielski, z uwagi na specjalistyczne słownictwo. Na szczęście są jeszcze odpowiednie strony, jak centrumtlumaczen.pl, które zajmują się tłumaczeniami ntawet w 40 językach. To duże ułatwienie.

Co sądzicie o tym manicure? Chcecie tutorial na takie zdobienie z wykorzystaniem efektu chromu?

Czytaj dalej