wtorek, 15 stycznia 2019

Lirene - pastelowe trio do pielęgnacji

Kosmetyki Lirene są ze mną od dawna. Pierwszym produktem tej marki, jaki znalazł się w mojej kosmetyczce był podkład City Matt, który kupiłam sobie chodząc do Technikum. Od tamtej pory kosmetyki tej marki przewijają się u mnie w mniejszej lub większej ilości, ale są. Najczęściej stawiam na pielęgnacje. Ukochałam sobie żele pod prysznic tej marki i z wielką radością testowałam też jesienne nowości. Pora coś o nich napisać.


LIRENE - MIĘTOWY ŻEL PEELINGUJĄCY Z WĘGLEM Z BAMBUSA

Zabierając się za testowanie tego żelu sądziłam, że po otwarciu opakowania uderzy mnie miętowa woń. Zarówno grafika listka mięty, jak i sam kolor opakowania tego produktu bardzo na to wskazywały. I faktycznie, jest tu ona bardzo wyraźnie wyczuwalna, ale ma też coś delikatniejszego w tle, co ciężko jest mi nazwać. Zapach jest jednak bardzo przyjemny, świeży i rześki. Konsystencja jest przezroczysta, o lekko zielonym zabarwieniu. Ma w sobie zatopione mnóstwo drobin w białym i czarnym kolorze. Jest całkiem gęsty, nie przelatuje przez palce. Wydajność zadowalająca. Samo opakowanie poręczne, elastyczne, więc wydobywanie produktu nie stanowi problemu. Zamknięcie na "klik" początkowo ciężko się otwiera. Z czasem jednak bardziej się wyrabia. Bardzo lubię takie produkty 2w1. Podczas codziennej kąpieli mogę zarówno oczyszczać, jak i peelingować swoją skórę sprawiając, że jest ona odświeżona, gładka i pozbawiona martwego naskórka. Oczyszczone są również pory. Drobinek jest wiele, ale nie są one bardzo ostre, dzięki czemu produktu można używać na co dzień.  Peeling kosztuje ok. 15 zł/150 ml, więc uważam, że jest to dobra cena.


LIRENE - PEELING DROBNOZIARNISTY Z OLEJKIEM Z CZARNEJ PORZECZKI

W swojej łazience mam sporo otwartych peelingów. Raz sięgam po jakiś mocniejszy zdzierak, innym razem potrzebuję czegoś delikatniejszego i w tej roli dobrze spisuje się ten peeling z olejkiem z czarnej porzeczki. Z całej trójki jest to najmniejszy produkt. Tubka zgrabna, podłużna, o pojemności 75 ml. Konsystencja dość gęsta. Ma w sobie mnóstwo delikatnych drobin. Co jakiś czas ciemniejsze drobiny. To co najbardziej uwiodło mnie w tym produkcie, to jego piękny i słodki zapach. Po prostu poezja. Subtelne drobiny nie stanowią mocnego zdzieraka, używanie tego produkty da nam delikatny efekt złuszczenia. Na pewno nie zrobi nam on krzywdy. Producent zaleca używać go 2 razy w tygodniu, ale wydaje mi się, że większa liczba użyć również by nam nie zaszkodziła. Produktu tego używam dla podtrzymania efektu po mocniejszym zdzieraku i w tej roli sprawdza się idealnie. Jako jedyny produkt do złuszczania mógłby być za delikatny. Jego cena to ok. 16 zł.


LIRENE - MIGDAŁOWY KREMOWY ŻEL MYJĄCY Z D-PANTENOLEM

Opakowanie tego kremowego żelu jest identyczne, jak w przypadku żelu miętowego - miękka, dość szeroka tuba z zamknięciem na "klik". Kolor opakowania przyjemny dla oka. Zapach bardzo ładny, kwiatowy, delikatny - bardzo przyjemny. Konsystencja jest... Dziwna. Po wyciśnięciu z tuby średnio gęsta, kremowa o różowym zabarwieniu. W kontakcie z twarzą dość lepka, tak jakby stawiała pewien opór. W recenzji koleżanki kiedyś przeczytałam żeby najpierw spienić ten żel na dłoniach i dopiero potem nanieść na twarz - taki sposób użytkowania jest zdecydowanie bardziej przyjemny. Jest ona jednak dość wydajna, a spienianie produktu w dłoniach potęguje jeszcze tę wydajność. Żel dobrze oczyszcza twarz z resztek makijażu i codziennych zabrudzeń. Nie wysusza skóry, nie podrażnia jej. Po jego użyciu nie jest ona napięta, ani ściągnięta. Kosztuje ok 14 zł za 150 ml. Jest warty tej ceny.


Każdy z tych produktów ma kilka wspólnych cech. Pierwszą jest niewątpliwie uroczy wygląd. Opakowania są bowiem utrzymane w pastelowych barwach. Podobny jest również sposób wydobywania kosmetyków. Każdy z nich można postawić na "głowie" dzięki czemu wydobycie kosmetyków do samego końca nie stanowi problemów. Produkty te łączy również fakt, że każdy przeznaczony jest do wszystkich typów cery.

Znacie produkty pielęgnacyjne Lirene? A znacie któryś z tych produktów?
Czytaj dalej

piątek, 11 stycznia 2019

Demakijaż z Nivea - seria MicellAir oraz Urban Skin Detox - porównanie 3 płynów micelanych

Demakijaż do podstawa mojej pielęgnacji. Praktycznie każdego dnia się maluję. Jednego dnia jest to makeup w stylu no-makeup, a innym razem, np. na większe wyjścia, robię makijaż mocny. Zarówno jeden jak i drugi trzeba odpowiednio usunąć z twarzy, by przystąpić do kolejnych, głównie wieczornych, kroków pielęgnacyjnych. Ostatnio moja skóra jest bardzo wybredna i skłonna do podrażnień. W moim demakijażu pomagają mi produkty Nivea. Jeżeli jesteście ciekawi, który micel z tej trójki przypadł mi do gustu najbardziej, a który rozczarował, to zapraszam do czytania.


NIVEA URBAN SKIN DETOX - PŁYN MICELARNY 3W1

Pierwszym poznanym przeze mnie płynem z tej trójki był właśnie Urban Skin Detox. Czytałam bardzo wiele dobrego o serii kremów z tej linii, dlatego z wielką radością przystąpiłam do testów. Pierwszy co przykuło moją uwagę, to radośnie wyglądająca butelka. Zielono-żółte odcienie na butelce kojarzą się bardzo wiosenne, lekko i przyjaźnie. Opakowanie zamykane jest na "klik", dobrze się otwiera i zamyka. Płyn ma zastosowanie w efektywnym usuwaniu makijażu, łagodnym i skutecznym oczyszczeniu oraz pomóc w matowieniu skóry (3w1). O ile faktycznie świetnie usunął makijaż z moich powiek, ust i twarzy, tak żeby zrobił to łagodnie, to tego już powiedzieć nie mogę. Płyn ma na 3 miejscu w składzie składnik o nazwie alkohol denat. Jak większość z Was pewnie wie, jest do składnik silnie wysuszający, podrażniający, a nawet alergizujący. Jako posiadaczka skóry wrażliwej ze skłonnością do alergii dość mocno przeżyłam spotkanie z tym płynem. Moje oczy były podrażnione i zaczerwienione, skóra powiek strasznie mnie piekła, tak samo, jak policzki. Oczy łzawiły przez kilka godzin. Muszę przyznać, że ten produkt bardzo mnie rozczarował. Nie spodziewałam się tak silnej reakcji i mam nauczę żeby w przyszłości najpierw analizować skład, a nie po fakcie.


NIVEA - MICELLAIR SKIN BREATHE - PROFESJONALNY PŁYN MICELARNY I PŁYN NA CO DZIEŃ

Płyny z serii MicellAir trafiły mnie na początku listopada, więc testuję je już całkiem długo. Najbardziej zaintrygował mnie ten czarny, tj. profesjonalny z uwagi na ładną kolorystykę (taką w moim stylu) oraz fakt, że jest to produkt profesjonalny. Co należy przez to rozumieć? Ano to, że jest to produkt dedykowany do usuwania makijażu wodoodpornego. Wydawać by się mogło, że to ten micel z całej trójki może podrażnić, skoro ma tak mocne działanie. Nic bardziej mylnego. Płyn ten jest dwyfazowy, po wierzchu pływa suchy olejek. Dedykowany każdemu rodzajowi cery, również tej wrażliwej. Rzadko kiedy używam produktów wodoodpornych. Nie mam takiej potrzeby, ale używam tego płynu do zmywania mocniejszych makijaży. Radzi sobie z tym rewelacyjnie i usuwa wszystko, co do joty, przy czym nie podrażnia mojej skóry. Nie wywołuje pieczenia, ani swędzenia. Skóra nie jest po nim wysuszona, a dzięki zawartości suchego olejku nawet nawilżona. Oczy nie łzawią, co bardzo mnie cieszy, bo z tym też miewam problemy. Produkt przed użyciem należy wstrząsnąć i wylać na wacik, następnie przyłożyć do powieki i poczekać, aż makijaż nieco się rozpuści. Potem pociągnąć wacikiem w dół. Większość makijażu, już na nim zostaje. Dość mocno tuszuję rzęsy, więc zazwyczaj ponawiam próbę. Jestem z tego produktu bardzo zadowolona, a jedyny minusik jakiego się dopatrzyłam jest taki, że micel jest zakręcany. Wolałabym opakowanie na "klik", jak w przypadku pozostałych. Możecie go nabyć na Iperfumy.pl.


Poniższy micel nazwałam micelem na co dzień, ponieważ jest łagodny i w sposób delikatny usuwa makijaż i zanieczyszczenia z naszej skóry. Radzi sobie również z mocniejszym makijażem. Nie podrażnia, nie wywołuje niepożądanych reakcji skórnych, tj. uciążliwego pieczenia czy swędzenia. Micel tel kupujemy również w formule 3w1, tzn. ma on za zadanie efektywnie usunąć makijaż, łagodnie i skutecznie oczyścić skórę oraz koić i pozwalać skórze oddychać. Produkt jest bezwonny i dedykowany do skóry wrażliwej i nadwrażliwej, czyli takiej, jak moja. Ten płyn również się u mnie sprawdził, używam go na zmianę z micelem profesjonalnym. Dziś dotarło do mnie kolejne jego opakowanie, więc będę miała zapas.


Jak widzicie, dwa z tych produktów fajnie się u mnie sprawdziły, natomiast jeden bardzo rozczarował. Pociesza mnie fakt, że praktycznie każda marka ma jakieś perełki i produkty gorsze. Wydaje mi się, że w tym przypadku właśnie ta jest. Zielony micel prawdopodobnie wyrzucę, albo przekażę dalej, z kolei płyny z serii MicellAir pozostaną ze mną do końca, a nawet i dłużej, bo chętnie sięgnę po nowe opakowania, kiedy te sięgną dna. 

Znacie płyny micelane Nivea? Macie swój ulubiony?

Czytaj dalej

środa, 9 stycznia 2019

ORIFLAME - ZEGARKI DLA NIEJ I DLA NIEGO

Uwielbiam nosić zegarki i kto śledzi mnie na Instagramie ten wie, że mam ich pokaźną kolekcję. Zegarek noszę na co dzień. Bez niego czuję się po prostu źle. Nie wyobrażam sobie wyjść bez niego z domu, nawet jeżeli godzinę mogę sprawdzić na telefonie. Zegarek, to też fajny detal, który stanowi ładny dodatek do stylizacji. Mój mąż nie zwykł nosić zegarka, ale powiedział, że chętnie się przekona czy jest to dla niego wygodne. Przeglądając katalog Oriflame natknęłam się na męski, czarny zegarek i pomyślałam właśnie o nim. Do kompletu zamówiłam również coś dla siebie.


Zamówiłam męski zegarek Ritzy oraz damski zegarek Oceanica. Czarny jest idealny dla mężczyzny, który ceni styl, elegancję i klasyczne wzornictwo. Jeżeli przyjrzycie się paskowi, to dostrzeżecie imitację skóry. Wygląda troszkę, jak wężowa skórka. Tarcza czarna ze srebrnymi dodatkami. Zamiast cyfr na tarczy są kreski. Mechanizm kwarcowy. Zapakowany w  ładne pudełko.Pokrywa czarno-biała, natomiast dół czerwony. Zegarek założony jest na poduszeczkę.


Damski zegarek jest równie fajny. Ciekawą opcją jest fakt, że ma wymienny pasek. W zestawie mamy granatowy pasek a'la skórka, który jest idealny na co dzień oraz materiałowy, wzorzysty, do zawiązania na nadgarstku do bardziej nietuzinkowych stylizacji. Tarcza jest złota, jak i wszystkie elementy dodatkowe. Podobnie, jak w przypadku męskiego zegarka, nie mamy cyfr, tylko kreski. Ja to takiej opcji się przyzwyczaiłam, bo... Tak naprawdę nie mam zegarka, którego tarcza wyglądałaby inaczej. Są albo kreseczki, albo czysta powierzchnia. 


Materiałowy pasek do zegarka Oceanica jest naprawdę ładny. Ożywi każdą stylizację, której brak tego "czegoś". Idealnie sprawdzi się jako dodatek do jednolitych ubrań. Wydaje mi się świetny na lato, dzięki mnogości kolorów i wzorów. Jak widzicie, tarcze są zabezpieczone foliami ochronnymi. Jeżeli w kupowanych przeze mnie zegarkach pod folią nie mam bąbelków - zostawiam je. W tym przypadku obie zdjęłam.


Oba zegarki są bardzo ładne i fajnie wykonane. Męska tarcza jest dość pokaźna i masywna, dlatego fajne wygląda na dużej, męskiej ręce. Dodaje szyku i elegancji. Mój mąż na tyle polubił noszenie tego zegarka, że założył go na naszą ślubną sesję plenerową.

Lubicie nosić zegarki?
Czytaj dalej

poniedziałek, 7 stycznia 2019

Oriflame - Giordani Gold - korektor, pomadka i perełki rozświetlające oraz szara torba

Kolorówka Oriflame jest ze mną już od dość dawna. Bardzo polubiłam się z pomadkami tej marki (zarówno tymi w sztyfcie, jak i tymi płynnymi). Moją sympatię zjednały sobie także podkłady, które mimo lekkiej konsystencji zapewniały mi dobre krycie, na które liczyłam. Dziś chciałam pokazać Wam 3 produkt, których używam na co dzień. Są to produkty z linii Giordani Gold i należą do nich: pomadka, korektor oraz perełki rozświetlające.


POMADKA GIORDANI GOLD - ODCIEŃ ROSE BLOSSOM 

Eleganckiego wyglądu nie można jej odmówić. Piękne złote opakowanie z wypustkami na dole i logiem (GG) na górze wygląda naprawdę zacnie. Zamknięcie na zatrzask, co bardzo lubię. Takie pomadki nie otwierają się w torebce, co dla mnie jest bardzo istotne, bo zawsze tam jakąś noszę. Jest to coś na pograniczu brązu i brudnego różu. Pięknie wykańcza usta. .


Nie jest to pomadka matowa, a taka kremowa, która dodatkowo nawilża nasze usta za sprawą olejku z nasion dzikiej róży w składzie. Jej konsystencja jest miękka i ładnie pokrywa usta. Nie daje tak pełnego krycia, jak matowe pomadki, ale jest widoczna na ustach. Dostępna w 10 wariantach kolorystycznych, także jest w czym wybierać. W moim odczuciu jest to idealna pomadka do użytku codziennego.


KOREKTOR GIORDANI GOLD -  ABSOLUTE BLUSH ODCIEŃ LIGHT

Korektora z Ori nie miałam, dlatego kiedy wypatrzyłam go w katalogu, wiedziałam, że chcę go wypróbować, tym bardziej, że ma dla mnie nietypowy sposób aplikacji. Ale od początku. Opakowanie tego korektora jest czarne, podłużne, na zatyczkę, niczym długopis. Po zdjęciu zatyczki mamy widoczny pędzelek. Na końcu przycisk, który naciskany, pozwala na wydobycie się korektora ze środka. Do mojej bladej cery wybrałam najjaśniejszy odcień.


Poniżej możecie zobaczyć jego odcień. Ma żółte tony, więc fajnie się u mnie dopasowuje, bo podkłady też kupuję z żółtymi tonami. Nie mam zbyt wielkich cieni pod oczami, więc jako korektor pod oczy sprawdza się świetnie. Punktowo tez nie jest źle. Dobrze zakrywa wszelkie zaczerwienienia i podrażnienia. Sposób aplikacji jest dla mnie bardzo wygodny. Korektor rozprowadzam tam, gdzie chcę, nawet w najmniejsze zakamarki, jak np. wewnętrzny kącik oka. Potem  delikatnie wklepują palcem. Fajne jest to, że nie zbiera się w załamaniach. Jeżeli wyczujecie przycisk, to zawsze wydobędziecie odpowiednią ilość produktu.


ROZŚWIETLAJĄCY PUDER W PEREŁKACH GIORDANI GOLD 

Do tej pory używałam rozświetlaczy w kamieniu. Te były dla mnie zawsze najwygodniejsze, ale... Pięknie wyglądające perełki zawsze mnie kusiły. Kiedyś miałam takie utrzymane w perłowo-brzoskwiniowej tonacji, jednak to te kolorowe mnie najbardziej ciekawiły. W końcu poznałam je dzięki Oriflame. Perełki mieszczą się w czarnym, okrągłym opakowaniu ze złotymi dodatkami. Po otwarciu, na wierzchu, mamy gąbeczkę. To też fajne zabezpieczenie przed tym, by kulki nie obijały się o ścianki i nie kruszyły. W środku kuleczki o dość sporym rozmiarze. Są one w 5 kolorach: białym, żółtym, zielonym, fioletowym i pomarańczowym. Produkt można stosować zarówno na kości policzkowe, szyję i dekolt, jak i na całą twarz. Efekt glow jest delikatny i subtelny, dlatego nie ma obaw, że będziemy się świecić, jak choinki, co mi odpowiada. Na co dzień preferuję bardzo skromny makijaż, dlatego i rozświetlenie nie może być za duże, a takie, które nas rozpromieni oraz sprawi, że skóra będzie wyglądała na zdrową i wypoczętą. Tu wszystko to mamy! Rozświetlający puder Oriflame możecie nabyć na stronie Iperfumy.pl.


TOREBKA MUDKISS - SZARA Z DODATKAMI ROSEGOLD

Zamówiłam tę torbę ze słabości do koloru szarego i rose gold, tym bardziej, że bardzo rzadko widuje się je razem. Jest to torba fajnie wykonana. Nie ma żadnych odstających nitek. Wszystko ładnie zszyte czy sklejone. Zamki "chodzą" dobrze, nie zacinają się. Na zasuwakach są szare, długie troczki, także wygodnie się ją zapina. W środku wyłożona jest szarą podszewką. Z boku ma materiałową kieszonkę np. na telefon czy klucze.



Torba ma dwie długości. Pasek można ułożyć tak, jak na poniższym zdjęciu. W taki sposób klapa będzie bardziej przylegać do torby, co jest ważne, ponieważ nie ma żadnej napy, magnesu czy rzepu. Można też ten przylegający pasek ustawić na również drugim paskiem i tym samym będzie to torba do ręki. Wydaje mi się, że jest to produkt dla niższych osób. Przy moim wzroście, tj. blisko 180 cm torba jest dla mnie za krótka, dlatego oddałam ją mamie. Ogólnie jest to torba pojemna i wygodna. Z taką długością dla osób wysokich mogłaby posłużyć jako torba dla matek. Mam tu na myśli zastosowanie np. podczas wyjazdów czy spacerów żeby schować tam mokre chusteczki, pieluchy czy jakieś ubranka na przebranie.


Cieszę się, że mogłam poznać te produkty, bo są one godne polecenia. Najczęściej używam pomadki. Jestem oczarowana jej kolorem, który idealne do mnie pasuje. Pozostałym produktom również niczego nie brakuje. Linia kosmetyków Giordani Gold po raz kolejny mnie nie rozczarowała. Żałuję, że nie mogłam Wam pokazać tych produktów akcji, ale niestety miałam ku temu zdrowotne powody.

Znacie kosmetyki Oriflame i linię GG? Który z tych produktów wpadł Wam w oko?
Czytaj dalej

piątek, 4 stycznia 2019

Nowości z Drogerii Jasmin - suche szampony Time Out oraz żele i balsam Shake for body

Już dość dawno temu zawitała do mnie paczka od Drogerii Jasmin. Było to pokaźne pudełko wypełnione po brzegi różnego rodzaju wspaniałościami. Paczka była taka kolorowa, iście wiosenna, że aż miło było ją rozpakowywać. Poza ładnym wyglądem, mamy tu w duecie również boskie zapachy. Niestety nie udało mi się wszystkiego przetestować dlatego dziś przychodzę do Was jedynie z recenzją suchych szamponów Time Out, żeli i balsamu Shake for body.


TIME OUT - SUCHE SZAMPONY - TROPICAL I CHERRY

Do testowania tych szamponów skusiłam się w pierwszej kolejności z uwagi na potrzebę. Nie miałam w domu żadnego tego typu produktu, więc pognałam z wersją tropikalną do łazienki. Ale zacznijmy od wyglądu. Opakowania są metalowe, smukłe i bardzo kolorowe. Na opakowaniach widnieją grafiki typowe dla danego wariantu zapachowego. Trzeba przyznać, że przyciągają wzrok. Zatyczka jest plastikowa.  Przed użyciem należy mocno wstrząsnąć opakowanie i spryskać włosy z odległości 30 cm. Ja przeważnie robię to z bliższej odległości. Włosy zostają pokryte dużą ilością białego proszku. Nie jest to dobra wiadomość dla brunetek i szatynek. Po aplikacji i rozczesaniu/wytarciu włosów pozostaje taka jasna, matowa poświata. Efekt odświeżenia włosów jest jednak bardzo duży. Są one uniesione u nasady, a widok przetłuszczonych włosów odchodzi w zapomnienie. Odświeżone włosy pozostają z nami do końca dnia. Do tej pory nie miałam jeszcze żadnego suchego szamponu, który by tak odświeżał włosy, więc jest idealny na sytuacje awaryjne. Jako szatynka miałam problem z tym białym nalotem na włosach, ale... Zamiast rozczesywać włosy szczotką, biorę ręcznik i delikatnie pocieram nim, jakbym chciała wytrzeć po prysznicu mokre włosy. Wygląda to dużo lepiej. Pozostałości szamponu  można też traktować wodą, tj. zwilżyć dłonie wodą i delikatnie przejechać po włosach. Jeżeli kiedyś spotkałabym te szampony w sklepie, na pewno zrobię zapas.


SHAKE FOR BODY! - OWOCOWE ŻELE POD PRYSZNIC I BALSAM DO CIAŁA

Te produkty, to prawdziwa bomba zapachowa. Żele od razu zabrałam ze sobą pod prysznic, nie mogłam się oprzeć. Wyglądają świetnie, prawda? Mają kremową konsystencję w kolorze odzwierciedlającym opakowania. Truskawkowy jest delikatnie różowy, z kolei waniliowy ma żółte zabawienie. Nie jest ona rzadka, ani bardzo gęsta. Zapachy, to czysta poezja. Są takie... prawdziwe, soczyste. Nie są chemiczne, jak to w przypadku niektórych żeli bywa. Kąpiel z ich użyciem, to naprawdę bardzo przyjemne chwile. Do kąpieli używam myjki. W połączeniu z nią żele dobrze się pienią i oczyszczają skórę. Żele wzbogacone są w ekstrakty oraz kwas mlekowy. Jest on jednak gdzieś w połowie składu. Mimo SLS w składzie nie wysuszają zbytnio skóry. Mając jednak w zanadrzu również balsam kakaowy Shake for body zawsze nanosiłam go po kąpieli.


Jego konsystencja jest gęsta o delikatnie brązowym zabarwieniu. Nie zostawia lepkiego filmu. Zapach jest mocno kakaowy i idealnie sprawdza się na zimowe wieczory. Jest taki otulający i po prostu przyjemny. Na ciele zostaje przez bardzo długi czas, więc miło zasypiać wśród takich aromatów. Aplikuje się go za pomocą dozownika. Niestety w transporcie pękł i dzióbek jest urwany. Jest to małe utrudnienie, ale mimo to i tak można wydobywać za jego pomocą balsam. Na pokrycie całego ciała zużywam ok. 3-4 pompki, więc uważam, to za bardzo dobry wynik pod względem wydajności. Jeżeli chodzi o skład, to jest w nim sporo fajnych składników, m.in. masło shea, ekstrakt z kakaowca, masło kakaowe, ale... Jest też również parafina. Jeżeli chodzi o efekty, to skóra była dobrze nawilżona i pozbawiona suchości, a to zimą jest kluczowe. Nawet moje łokcie stały się mniej suche, a to prawdziwe suchary. Ogólnie jestem zadowolona z duetu żel + balsam.

Znacie te produkty z Drogerii Jasmin? Który przypadł Wam najbardziej do gustu?

Czytaj dalej