piątek, 17 lutego 2017

Golden Rose - Matte Lipstick Crayon - matowa pomadka w kredce nr 08

Firma Golden Rose, a ściślej mówiąc jej produkty, nie słabną na popularności.  Matowe pomadki stały się już produktem kultowym i must-have w każdej damskiej kosmetyczce. Zapewne większość z Was miała styczność z tą marką, a jeżeli nie, to z pewnością ma ochotę zapoznać się z nią bliżej. Wcale się nie dziwię. Dzięki świetnej jakości, schludnym opakowaniom i przede wszystkim niskiej cenie mam chęć powiększać swoją szminkową kolekcję każdego dnia i gdyby tylko mój portfel to wytrzymał, na pewno tak by się stało. Do tej pory poznałam pomadki w sztyfcie oraz w kredce. O szminkach już pisałam na blogu, teraz przyszła pora na kredkę Matte Lipstick Crayon. Mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości uda mi się także poznać matowe pomadki w płynie tej samej marki, bo jestem ich bardzo ciekawa.


Dzięki wygranemu rozdaniu u Kasi, miałam okazję wybrać sobie kolor oraz "formę" wygranej pomadki (sztyft czy kredka). Z racji, że wcześniej nie kupiłam żadnej pomadki w kredce tej marki wybór okazał się prosty. Gorzej było tylko ze zdecydowaniem się na konkretny jeden kolor. Oferta jest dość bogata, bo w jej skład wchodzą 24 odcienie - każdy równie piękny. Poczytałam kilka postów ze swatchami, obejrzałam parę filmików - wcale nie ułatwiło mi to zadania, ponieważ na każdym zdjęciu czy filmie, kolory wyglądały inaczej. Ostatecznie zadecydowałam, że wybieram kolor 08.


Wiedziałam, że nie będzie to kolor z kategorii tych codziennych, ale wybrałam go celowo, ponieważ szminek delikatnych mam, aż nadto. Liczyłam, że kolor będzie wpadał delikatnie w fiolecik, ale bliżej mu niestety do brązu. Następnym razem będąc w galerii przyjrzę się wszystkim odcieniom na żywo, by w przyszłości wiedzieć, co wybrać. Mimo wszystko kolor wpisuje się w mój gust. Zauważyłam, że całkiem dobrze wyglądam w ciemnych kolorach.


Pomadkę nakłada się bardzo dobrze - trwa to trochę dłużej, niż przy aplikacji pomadki w sztyfcie, ale kredka jest za to dużo bardziej precyzyjna i zdecydowanie ładniej podkreślimy nią usta. Jest miękka, więc świetnie się rozprowadza. Jej trwałość jest również na zadowalającym poziomie. Bez jedzenia i picia wytrzymuje na ustach bez skazy do 4 godzin. Po takim czasie potrzebne są delikatne poprawki. Kredka mieści się w plastikowej obudowie - zastanawiałam się, co zrobię, kiedy zużyję już wystającą kredkę. Myślałam, że może wykręca się ją za pomocą dolnej końcówki. Niestety tak nie jest (choć to fajne rozwiązanie). Kredkę trzeba temperować lub strugać. Muszę zaopatrzyć się w temperówkę odpowiednich rozmiarów (najlepiej na wyspie Golden Rose), bo te, które mam w domu niestety nie są odpowiednie. Na szczęście kredka jest dość wydajna i starczy mi w takim stanie jeszcze na kilka użyć. 


Koszt takiej kredki, to 11,90 zł. Widziałam, że w niektórych sklepach online można je kupić nieco taniej. W dalszym ciągu uważam, że niezależnie od formy jaką wybierzecie, kosmetyki do ust Golden Rose są produktami godnymi uwagi. Pięknie prezentują się na ustach - warto zaznaczyć, że mówię o ustach zadbanych, bo spierzchnięte będą prezentowały się źle nawet z najlepszą szminką na świecie. Tak na marginesie, matowe pomadki mają to do siebie, że lubią uwydatniać niedoskonałości, więc fajnie przed ich nakładaniem zrobić sobie mały peeling, by poprawić ich kondycję, lub wyleczyć je różnymi smarowidełkami, by następnie nanosić pomadki. Piękną ozdobą naszej twarzy jest również uśmiech. W połączeniu z pięknym odcieniem szminki dodaje nam +100 do wyglądu. Oczywiście dużą rolę odgrywa tu również stan naszego uzębienia. Nawet najdroższe kosmetyki do ust nie będą prezentowały się ładnie, jeżeli nasze zęby będą pozostawiały dużo do życzenia. Warto zawczasu coś z nimi zrobić. Polecam zapoznać się ze stronką http://www.orto.info.pl/ wszystkim, którzy w tej kwestii chcieliby coś poprawić.

Znacie kolorówkę Golden Rose? Miałyście do czynienia z matowymi pomadkami w sztyfcie, kredce czy płynie?
Czytaj dalej

czwartek, 16 lutego 2017

Adidas 6w1 Cool & Care - antyperspirant

Znalezienie dobrego antyperspirantu, to nie lada wyzwanie. Drogeryjne półki, aż uginają się od nich, ale czy są na nich produkty godne polecenia? Najczęściej sięgałam po antyperspiranty w sprayu Rexona - miałam bardzo wiele wariantów, ale po pewnym czasie mi się po prostu znudziły. W prawdzie ochrona była dość przyzwoita, ale samo opakowanie jest dla mnie bardzo niepraktyczne i ciężkie w użyciu. Postanowiłam skusić się tym razem po raz pierwszy na antyperspirant Adidas. Wybrałam wersję różową Cool & Care, którą polecało mi wiele koleżanek.


Produkt ten mieści się w typowym dla tego kosmetyku opakowaniu. Dodatkowo zabezpieczony jest zatyczką, od której już trochę odwykłam, jednak antyperspirant nie ma dodatkowych zabezpieczeń, które pozwoliłyby na uniknięcie niechcianego rozpylania, więc zabezpieczenie w formie zatyczki mnie satysfakcjonuje. Jestem bardzo zadowolona ze sprayu, ponieważ rewelacyjnie rozpyla! Nie potrzeba zbyt wiele siły, by wydobyć substancję ze środka (przy Rexonie strasznie się mordowałam). Do tego czuć, że produktu wylatuje dość sporo, co mi się podoba.


Ten antyperspirant, to produkt 6w1. Zawsze sceptycznie podchodzę do takich zapewnień, bo w większości przypadków mijają się one z zapewnieniami producenta. W tym przypadku było jednak troszkę inaczej, ponieważ nie były to zapewnienia z kosmosu. Według producenta antyperspirant ma za zadanie zwalczać nieprzyjemny zapach, bakterie, wilgoć, białe i żółte plamy, a także odświeżać.


Z niemal każdym tym zapewnieniem mogę się zgodzić. Antyperspirant świetnie odświeża, pięknie pachnie i zapach ten utrzymuje się naprawdę długi czas, zarówno na skórze jak i na ubraniu. Skóra pod pachami się nie poci, a co za tym idzie na naszych bluzkach nie pojawią się mało estetyczne plamy. Nie zauważyłam również białych czy żółtych plam na ubraniach. Ochronę przed niepożądanym poceniem oceniam bardzo wysoko - nie pocę się nawet cały dzień! Antyperspirant ma za zadanie zapewnić ochronę 48h, jednak ja i tak używam go codziennie, po każdej kąpieli i nie wyobrażam sobie, by mogło być inaczej. Jedyne czego nie jestem w stanie sprawdzić, to zwalczania bakterii, więc do tego się nie ustosunkuję. Krótko mówiąc, jestem z niego zadowolona i z miłą chęcią kupię inne warianty. Ten z kolei kupiłam na Iperfumy.pl.

Jaki jest Wasz ulubiony antyperspirant? Znacie te marki Adidas?

Czytaj dalej

środa, 15 lutego 2017

Tła do zdjęć na bloga - z czego je zrobić? - cz. 2

Postanowiłam przygotować drugą część posta dotyczącą teł do zdjęć. Może samo ograniczenie tytułu do teł jest tu napisane na wyrost, bo często urok dobrego zdjęcia tkwi głównie w dodatkach. Poprzedni wpis bardzo przypadł Wam do gustu, a w wyszukiwaniach na blogu często to hasło się przewija.  Dlatego dziś przychodzę do Was z kolejnymi pomysłami na tła i dodatki do zdjęć, które może wykorzystać każde z Was.


#1 GAZETY
Od niedawna zaczęłam systematycznie kupować gazety. Z racji, że wybór w sklepie mam raczej ograniczony, a kiosku w okolicy brak, skupiłam się Cosmopolitanie. Okładki tej gazety wyróżniają się na tle innych, więc skłoniło mnie to do pewnych wniosków. Poza sporą dawką wiedzy, jaką można wynieść z gazet, rewelacyjnie sprawdzają się jako dodatek do zdjęć. Dzięki kolorowym okładkom idealnie wyróżniają się na zdjęciu i robią świetne tło. Przykładem wykorzystania gazety był wpis, w którym pokazywałam Wam swatche lakierów hybrydowych Evonails. Mimo, że gazeta była niebieska, to miała czerwone dodatki i świetnie skomponowała się z czerwonymi lakierami. Na zdjęciach ciekawie wyglądają nie tylko okładki, ale i wewnętrzne strony. Przykład na następnym zdjęciu.



#2 KWIATY
To tak oczywista propozycja, ale nie jest zbyt popularna - przeglądając blogi z mojej listy rzadko w kompozycjach widuję kwiaty. Może spowodowane jest to porą roku, ale... Naprzeciw wychodzą nam różne markety, w których praktycznie każdego dnia można kupić wiązkę żywych kwiatów w niewygórowanej cenie. Ostatnio udało mi się kupić pęk tulipanów (9 sztuk) za niecałe 7 zł. Wczoraj były również Walentynki, więc na pewno wiele kobiet otrzymało tego dnia kwiaty, niebawem mamy również Dzień Kobiet - pewnie kwiaty również się posypią. Fajnie byłoby, by poza faktem, że cieszą one oko w pokoju, cieszyły także oczy czytelników na Waszych blogach. Przemyćcie kwiaty do Waszych kompozycji. Ja dziś zrobiłam sobie dzień fotografowania i użyłam wspomnianych wcześniej tulipanów i mojego bukietu Walentynkowego. Kwiaty nie są wieczne, ale na fotografii będą cieszyć oko cały czas.



#3 BRYSTOL
Kiedyś, kiedy jeszcze nie miałam białego stolika z IKEA, moim białym tłem był brystol. Poniższe zdjęcie nie jest do końca takie, jak bym chciała, ale... To zdjęcie jest sprzed roku, a wtedy dopiero zaczynałam przykładać wagę do zdjęć i kompozycji. Niemniej jednak brystol jest świetnym rozwiązaniem, kiedy chcecie wykonywać zdjęcia na białym tle.


#4 DODATKI
Wszelkiego rodzaju dodatki mogą sprawić, że zdjęcie nabierze stylu. Jak już niejednokrotnie wspominałam, kupując różne dodatki do pokoju, dobieram je tak, aby przydały się również do zdjęć. Dodatkami, których używam w swoich zdjęciach, poza tymi, które wymieniłam wcześniej, są: cottonballs (zdjęcie wygląda bardzo optymistycznie, bo kule są pastelowe i kolorowe. Idealnie sprawdzą się o każdej porze roku), kosmetyki - głównie układam je wtedy, kiedy recenzuję inne kosmetyki czy gadżety, biżuteria, która dodaje elegancji na zdjęciu, papierowe podkładki do jedzenia czy inne ledowe gadżety, które dodatkowo rozświetlą zdjęcie.





Warto dbać o tła i dodatki na zdjęciach. Dzięki nim zdjęcia wyglądają przede wszystkim ciekawiej, a poprzez fotografowanie na białym tle schludniej. Ładne zdjęcia na blogu przyciągają czytelników - wiem to po sobie. Dużo chętniej dodaję do obserwowanych blogi, które mają ładne zdjęcia. Wiem, że pogoda często nie rozpieszcza, ale na szczęście istnieje wiele programów, które w każdej chwili można poprać i zainstalować i dzięki nim rozjaśniać czy wyostrzać swoje zdjęcia. Ja do obróbki używam głównie Photoscape (bardzo prosty w obsłudze program, który ma dużo funkcji).

Zwracacie uwagę na zdjęcia na swoim blogu czy u innych blogerek? Co najczęściej Wam służy jako tło?

Czytaj dalej

wtorek, 14 lutego 2017

Mój Walentynkowy manicure hybrydowy - Evonails

Bardzo lubię wykonywać manicure tematyczny - przygotowuję coś na różne święta, czy dopasowuję kolorystykę do różnych pór roku. Wiosną i latem najczęściej decyduję się na pastele i neony, z kolei jesienią i zimą stawiam na nieco ciemniejsze kolory. Mimo, że za oknem napadało mnóstwo śniegu i jest zimno, to ja rozgrzeję Was moim dzisiejszym, walentynkowym i miłosnym manicure. Został on stworzony specjalnie na Facebookowy konkurs walentynkowy organizowany przez Evonails. Wstępnie miał wyglądać całkiem inaczej. Koncepcje zmieniały mi się co chwilę. Ostatecznie stanęło na tym, co zobaczycie poniżej. Pomysł był zdecydowanie inny, ale cieszę się, że jednak zdecydowałam się na to, co widzicie, bo bardzo lubię na paznokciach motywy z łapaczem snów.



Do powyższej stylizacji użyłam lakierów hybrydowych marki Evonails. Kolorem przewodnim jest piękna różowa czerwień o numerze 23 Pink Arum Lily, czerń 96 Dark Side, złotko 109 Marigold. Miłosnego łapacza namalowałam stylografem i tuszem Rystor. Kropeczki natomiast zrobiłam dzięki sondzie. Wybrałam tę, która ma najmniejszą kuleczkę. Mój wcześniejszy manicure również był wykonany lakierami tej marki, więc muszę wspomnieć Wam o tym, jak mi się je ściągało. Muszę przyznać, że jeżeli dość dobrze spiłujemy warstwę wierzchnią, to pod wpływem kilku minut w acetonie, lakier odchodzi sam. Na jednej ręce przytrzymałam je trochę dłużej w acetonie i po ściągnięciu wacików z 4/5 paznokci lakier odszedł sam, bez praktycznie żadnej mojej ingerencji. Bałam się, że skoro pod wpływem ciepłej wody lakier w ogóle nie mięknie, to będę miała duże problemy ze ściągnięciem go z płytki. Na szczęście moje obawy okazały się bezpodstawne!
EDIT: Na początku postu napisałam Wam o tym, że pazurki zostały stworzone specjalnie na konkurs organizowany przez Evonails. Znam już wyniki! Udało mi się zdobyć wyróżnienie i nagrodę w postaci 300 zł do wykorzystania w sklepie. To dla mnie wspaniała wiadomość! Moje pazurki dodałam jako pierwsze w konkursie, potem prac zaczęło przybywać, a ja oglądając te wszystkie śliczności nie liczyłam na zbyt wiele. Miło się zaskoczyłam. Wspaniałym Walentynkowym gestem było to, że ostatecznie każda dziewczyna, która się zgłosiła jest wygrana, bo Evonails postanowili nagrodzić wszystkie uczestniczki! Dziękuję i gratuluję wszystkim dziewczynom!

Stworzyłyście swój walentynkowy manicure? A może nie robicie tematycznych paznokci?

Czytaj dalej

Duet Perfecta Fenomen C - booster oraz krem 30+ na dzień i na noc

Jakiś czas temu bardzo rozpieściła mnie firma Dax Cosmetics wysyłając mi serię swoich nowości. Ostatnio testuję naprawdę wiele i dlatego z opisaniem tych produktów zeszło mi naprawdę dużo czasu, bo staram się jak najdokładniej wszystko dla Was opisać. Najbardziej z całej paczki zaciekawił mnie duet z witaminą C - mowa o kosmetykach Perfecta Fenomen booster oraz krem na dzień i na noc. Serdecznie zapraszam Was do zapoznania się z tymi produktami.


Booster mieści się w szklanym opakowaniu z pipetą. Ma bardzo lekką, nieco jakby wodnistą konsystencję. Dostarcza skórze odczucie odświeżenia i lekkości. Polecany jest do pielęgnacji skóry, która wymaga wyrównania kolorytu, nawilżenia i odżywienia. Produkt dobrze sprawdza się jako baza pod makijaż. Rekomendowany do codziennej pielęgnacji każdego typu cery, w każdym wieku lub jako okresowa intensywna kuracja. Booster można stosować zarówno pod jak i na krem, najlepiej z tej samej linii.



Kosmetyk ten ma piękny, marchewkowy kolor, aż przyjemniej się go dzięki temu używa. Zazwyczaj sięgam po niego przy wieczornej pielęgnacji. Kiedy nałożyłam booster po raz pierwszy na twarz, poczułam dość nieprzyjemne pieczenie, a twarz zrobiła się czerwona i gorąca - nie było to nic fajnego. Z każdym kolejnym użyciem było nieco lepiej. Wydaje mi się, że moja skóra przeżyła mały szok, bo stężenie witaminy C jest tu 10% - być może początkowo było to za dużo. Teraz skóra twarzy już się do tego przyzwyczaiła.


Produkt bardzo szybko się wchłania i zapewnienia producenta co do wyrównania kolorytu zostają spełnione w 100%. Twarz wygląda na bardziej promienną i jednolitą. Bardzo podoba mi się zapach boostera - jest delikatny, jakby kwiatowy, w tle jakbym czuła ukochaną ogórkową nutę - ciężko go opisać, ale jest piękny.


Drugim produktem jest krem 30+ na dzień i na noc. Stosowałam go na noc, zaraz po nałożeniu boostera. Kremik mieści się w szklanym, ciężkim opakowaniu - lepiej nie stawiać go na półce nad zlewem, bo może go pobić. Ma białą, lekką konsystencję, która szybko się wchłania Nie jest ani rzadki, ani gęsty - konsystencja kojarzy mi się nieco z kremowo-żelową. Zapach niemal taki sam jak poprzedniego produktu - bardzo ładny.


Idealnie sprawuje się będąc pod makijażem. Odżywia i nawilża skórę twarzy pozbawiając ją suchych skórek. Twarz jest przyjemna i gładka w dotyku, mam wrażenie też, że nieco napięta. Krem nie podrażnia, nie uczula, nie zapycha. W jego przypadku od początku fajnie mi się go używało - booster wywołał u mnie początkowe pieczenie, czego nie dostrzegłam przy tym kremie i bardzo mnie to cieszy.


Oba produkty dają solidną dawkę nawilżenia. Krem pokochałam za dobre nawilżenie, z kolei booster za świetne wyrównanie kolorytu skóry. Skóra w okresie jesienno-zimowym pozbawiona jest blasku, wygląda na nieco poszarzałą. Dzięki tej serii kosmetyków bardzo dużo zyskała na ogólnym wyglądzie.


Oba kosmetyki spisały się u mnie bardzo dobrze. Ich cena oscyluje w granicach 25-30 zł za sztukę. W serii Fenomen C znajduje się jeszcze wiele innych kosmetyków, m.in. krem na dzień i na noc 40+, 50+, 60+, balsam pod oczy i na powieki w podobnych przedziałach wiekowych jak poprzednio. Na koniec jeszcze maska na twarz, szyję i dekolt - także linia kosmetyków jest naprawdę bogata. Na twarzy znajduje się jeszcze jedna bardzo ważna "rzecz", dzięki której będziemy wyglądać pięknie. Jest nią... Uśmiech. O niego również warto zadbać. Pomoże w tym firma http://www.orto-magic.eu/. Twój uśmiech będzie w dobrych rękach. Firma ta zajmuje się pacjentami w każdym wieku, więc każdy czas jest odpowiedni, by zadbać o swoje zęby.

Znacie kosmetyki z witaminą C od Perfecty? 

Czytaj dalej