czwartek, 18 stycznia 2018

Walentynkowa biżuteria - Rosegal valentines day sale


Pozostając nadal w miłosnym klimacie... Wczoraj pokazywałam Wam piękne, romantyczne i idealne na Walentynki sukienki, które swoją drogą bardzo przypadły Wam do gustu. Dziś z kolei chciałabym zaprezentować Wam kilka modeli biżuterii. Biżuteria to niewątpliwie dodatek, który stanowi kropkę nad "i" każdej stylizacji. Są osoby, które jej nie noszą, są też takie, które noszą ją w nadmiarze. Ja jestem zdecydowanie po środku. Na co dzień noszę jedynie dwa pierścionki, a od jakiegoś czasu dołączył do nich łańcuszek z zawieszką, które znalazłam pod choinką. Od święta zakładam kolczyki czy bransoletki. Mimo to uważam, że w szkatułce warto mieć wszystko. Mam tu na myśli każdy rodzaj biżuterii, bo nigdy nie wiadomo, co może nam się przydać do danej stylizacji. Zapraszam na mały przegląd biżuterii z Rosegal. Obecnie trwają tam walentynkowe promocje, takie jak: valentines gifts, best valentines gift oraz Rosegal valentines gifts.




Jako naczelna sroka, chciałabym przygarnąć wszystko! Bardzo podoba mi się komplet 6 bransoletek - można nosić kilka na raz, albo pojedynczo - praktycznie inna na każdy dzień tygodnia (niemal). Ładnie prezentuje się również serduszkowy komplet. Biżuteria ta jest pozłacana i dodatkowo wysadzana kamyczkami. Prezentuje się to bardzo elegancko. Kolor Rose gold wiedzie teraz prym w biżuterii i zegarkach (a także dodatkach do domu), więc pierścionka w tym kolorze nie mogło tu zabraknąć. Nie każdy jednak lubuje się w złocie, dlatego nie może zabraknąć tu również srebrnych pierścionków. Podobno nie powinno się łączyć srebra ze złotem - niby to się gryzie, ale ja coraz częściej spotykam się z takimi połączeniami. Przykładem jest ta potrójna bransoletka z przywieszkami. Ostatnią rzeczą jest minimalistyczny łańcuszek, który będzie pasował na każdą okazję.

A Wy lubicie nosić biżuterię? Podoba Wam się motyw serc?
Czytaj dalej

Makeup Revolution - Rozświetlacze Pearl Lights

Jeszcze nie tak dawno, każda z nas w ferworze świątecznych przygotowań, ocierała pot z czoła od natłoku obowiązków. Teraz od tego czasu minął prawie miesiąc, a ja nie mogę uwierzyć, jak ten czas szybko leci. Przedświąteczny okres, oprócz pracowitej gorączki, przyniósł także masę radości. Spowodowana była ona różnego kalibru prezentami od firm, z którymi współpracuję. To bardzo miłe kiedy masz świadomość, że ktoś docenia Twoją pracę i chce sprawić Ci przyjemność. Nie zapomniał o mnie także Mikołaj Makeup Revolution i podarował mi eleganckie pudełko wypełnione po brzegi różnego rodzaju kolorówką. Moje oczy zabłysnęły na ich widok i nie wiedziałam, co mam oglądać w pierwszej kolejności. Kiedy już trochę oswoiłam się z tą zawartością, chciałabym zacząć prezentować Wam te dobra. Dziś chciałabym napisać kilka słów o rozświetlaczach z serii Pearl Lights.


Te rozświetlacze zrobiły na mnie piorunujące wrażenie, więc postanowiłam, że je pokażę Wam w pierwszej kolejności. W paczuszce znalazłam, aż 5 odcieni sypkich rozświetlaczy. Wszystkie mieszczą się w zgrabnych, plastikowych słoiczkach. Są one przezroczyste, dzięki czemu doskonale widzimy odcienie produktów oraz to, ile ich nam pozostało. Po odkręceniu wieczka naszym oczom ukazuje się otwór z mnogą ilością dziurek. Produkt wydobywa się oczywiście za ich pomocą. Ja robię to tak, że odrywam delikatnie naklejkę zabezpieczającą i wysypują odrobinę rozświetlacza na zakrętkę. Zaklejam z powrotem otwory i aplikuję rozświetlacze z nakrętki za pomocą pędzla. Jest to wygodne rozwiązanie.


Rozświetlacze posiadają drobno zmieloną formułę, dzięki czemu wykończenie naszego makijażu jest idealne i pełne blasku. Co ciekawe, można je stosować na 3 sposoby i z pewnością spodobają się Wam one! Produkty można wymieszać z balsamem, dzięki czemu uzyskamy efekt pięknie rozświetlonego ciała. Możemy też pokusić się o dodanie go do naszego podkładu - zwykły, klasyczny fluid może stać się fluidem rozświetlającym. No i standardowo, możemy nanieść go na kości policzkowe.Teraz opiszę każdy pokrótce.


MAKEUP REVOLUTION - PEARL LIGHTS - OCIEŃ TRUE GOLD

Jest to najjaśniejszy odcień wśród całej piątki. Wygląda na biały, jednak jest to bardzo subtelny złoto-żółty odcień.  Po roztarciu mieni się tysiącem złotych drobinek, które pięknie odbijają światło. Idealnie sprawdzi się naniesiony nad bronzer, na łuk kupidyna, środek nosa, środek czoła czy brodę. Odcień ten jest dla mnie bardzo subtelny i naprawdę, nie można sobie nim zrobić krzywdy.


MAKEUP REVOLUTION - PEARL LIGHTS - ODCIEŃ PEACH CHAMPAGNE

Drugi z kolei jasny odcień sypkiego rozświetlacza. Według mnie jest to brzoskwiniowo-różowy odcień. W opakowaniu wygląda na typową brzoskwinkę, z kolei na twarzy na pierwszy plan wychodzi delikatny, pudrowy róż. Pięknie stapia się z cerą. Zastosowałabym go podobnie, jak pierwszy rozświelacz. Dodatkowo można by uzyć go również przy makijażu powieki, np. w kącikach oczu.


MAKEUP REVOLUTION - PEARL LIGHTS - SAVANNA NIGHTS

Tym kolorem chciałabym rozpocząć już prezentację znacznie bardziej wyrazistych w swej kolorystyce odcieni rozświetlaczy. Savanna night jest dla mnie najbardziej typowym, brązowym odcieniem z całej tej piątki. Ma prześliczne wykończenie. Mieni się odcieniem ciepłego złota. Idealnie sprawdzi się do podkreślania kości policzkowych.


MAKEUP REVOLUTION - PEARL LIGHTS - CANDY GLOW

Candy glow jest dla mnie odcieniem koloru rudego. Wpada właśnie w te tony, ale spokoju nadają mu jeszcze odcienie brązu. Ten rozświetlacz idealnie sprawdzi się w roli rozświetlającego bronzera. Ze względu na ciemniejszy odcień, chętnie nakładam go na kości policzkowe oraz dodaję odrobinę przy makijażu oka.


MAKEUP REVOLUTION - PEARL LIGHTS - SUNSET GOLD

Ten kolor idealnie odzwierciedla kolor miedziany. Jest bowiem brązowy, ale ma w sobie nieco rude-ogniste tony. Pięknie mieni się drobinami w odcieniu pomarańczowym i złotym. Te trzy ciemniejsze rozświetlacze według mnie są do siebie bardzo podobne w użyciu. W opakowaniach widać różnicę, jednak na twarzy są to tylko niuanse.

Swatche niestety nie oddają tego, jak pięknie te rozświetlacze się mienią. Wierzcie lub nie, ale zdjęcia swatchy robiłam 5 razy, w różnych pomieszczeniach (w tym na dworze), przy różnym natężeniu światła. Z utęsknieniem czekam na słoneczne dni. Wtedy z pewnością zedytuję ten wpis i dodam zdjęcia, która zrobią na Was z pewnością lepsze wrażenie. Do tej pory bardzo lubiłam rozświetlacze serduszka I Heart Makeup. Teraz zostały one wyparte przez Pearl Lights. Poziom rozświetlenia oraz możliwość stopniowania efektu bardzo mi się w nich podoba. Mamy też do wyboru, aż 5 kolorów, więc każdy znajdzie coś odpowiedniego dla siebie. Rozświetlacze są niesamowicie wydajne, a jedno opakowanie można już kupić za niecałe 18 zł. Uważam, że jest to bardzo atrakcyjna cena w stosunku do jakości.

Który rozświetlacz podoba się Wam najbardziej? Używacie rozświetlaczy w formie sypkiej czy sięgacie po te w kamieniu?

Czytaj dalej

środa, 17 stycznia 2018

Idealne sukienki na romantyczną kolację walentynkową

Walentynki mają tyle samo zwolenników, co przeciwników. Ja wychodzę z założenia, że nie wszyscy muszą lubić to Święto - każdy ma do tego prawo i nikomu nie wolno niczego narzucać! Po to człowiek ma wolną wolę, by mógł robić z niej użytek. Nikt nie ma jednak prawa do tego, by ten dzień psuć innym swoim zrzędzeniem, co mnie trochę irytuje każdego roku. Jeżeli chodzi o mnie, ja bardzo lubię Walentynki, bo dla mnie każdy powód do świętowania jest dobry! Po prostu lubię świętować! Nie obchodzimy tego dnia hucznie, ale zawsze staramy się z Ukochanym robić co wspólnie, obdarować się jakimś drobiazgiem i miło spędzić czas. Dwa lata z rzędu jeździliśmy na narty do Mrągowa, na Górę Czterech Wiatrów (ja częściej piłam gorącą czekoladę, niż szalałam na stoku, ale nie ważne, bo i tak było miło). Zdarzało się też, że przygotowywałam coś słodkiego (robiłam tort albo babeczki). Najczęściej jednak zdarza się, że ja przygotowuję kolację, mój narzeczony wpada z kwiatami, otwieramy butelkę wina i jest po prostu miło. By ten romantyczny klimat utrzymać, potrzeba jest też odpowiednia oprawa. Nastrojowy klimat w postaci odpalonych świec świetnie się tu sprawdza. Przydałoby się również odpowiednie ubranie. Każda kobieta chce wyglądać pięknie dla swojego mężczyzny i skoro jesteście razem, to tak zapewne jest. Nie zaszkodzi jednak trochę się wystroić, chociażby dla sprawienia przyjemności samej sobie, bo... Przecież kochamy zakupy! Dlatego zapraszam Was na przegląd Sukienek z Rosegal. Obecnie trwają tam walentynkowe promocje, takie jak: Rosegal Valentines Gift, Best Valentines Gift oraz Best Valentines Gift 2018.

SUKIENKA KORONKOWA        //        SUKIENKA W RÓŻE         //       SUKIENKA Z FALBANĄ

Sukienki w moim odczuciu są bardzo odświętne. Wybrałam dla Was 3 różne fasony w iście walentynkowych barwach. W pierwszej kolejności mamy do czynienia z romantyczną sukienką w bordowym kolorze, której koronkowa góra oraz krój z opadającymi ramionami dodaje seksapilu. Dodatkowo jest ona na dole rozkloszowana. Świetnie będzie prezentowała się na kobiecie o nienagannej figurze. Druga jest czarna i bardzo dopasowana, dzięki czemu pozwoli uwydatnić ładne, pełne kształty. Dzięki lekkiej, prawdopodobnie tiulowej, górze wygląda bardzo nietuzinkowo. Róże nie od dziś są jednym z symboli Walentynek, więc taka sukienkowa propozycja rewelacyjnie się w ten klimat wpisze. Ostatnia propozycja to kolejna bordowa sukienka, która zwraca na siebie uwagę. Z jednej strony poprzez falbanę, która idzie od góry, aż po dół sukienki, a z drugiej sukienki na odmienne wykończenia ramion. Mamy tu bowiem ramiączko i swojego rodzaju rękawek.

Czy któraś z sukienek przypadła Wam do gustu? Obchodzicie Walentynki? Planujecie jakąś romantyczną kolację? 

Czytaj dalej

wtorek, 16 stycznia 2018

Kosmetyki D'ALCHEMY - balsam do ciała, woda micelarna i olejek

Postanowiłam w końcu wziąć się w garść i wrócić do Was na pełnej mocy z nowościami kosmetycznymi, bo takich u mnie naprawdę wiele! Jedną z nich jest marka d'Alchemy. Kiedy po raz pierwszy przeczytałam nazwę tej firmy - wydała mi się dość dziwna i w zasadzie nie kojarzyła mi się z niczym konkretnym. Postanowiłam dowiedzieć się, skąd pomysł na tę nazwę. Otóż, najprościej rzecz ujmując, pochodzenie tej nazwy wywodzi się od słów alchemia czy Alchemik. To właśnie filozofia średniowiecznych alchemików zainspirowała markę do stworzenia tej linii kosmetyków. 


Zagłębiając się w to... Alchemicy w swoim życiu i pracy kierowali się piękną ideą, bliską nam współczesnym: dążyli do doskonałości, w zgodzie z naturą i odwiecznymi prawami przyrody. I w takich właśnie "warunkach" powstają kosmetyki d'Alchemy. Jeżeli ciekawi Wam ten temat i chcielibyście go zgłębić, to zapraszam na stronę marki, gdzie czeka na Was solidna dawka informacji. Tymczasem zapraszam Was na recenzję balsamu do ciała oraz kilka ogólnych informacji o olejku i wodzie micelarnej, które nie są produktami pełnowymiarowymi.


ESENCJONALNY BALSAM DO CIAŁA - ESENTIAL BODY BALM

W pierwszej kolejności chciałabym opowiedzieć Wam co nieco o balsamie.  Mieści się on w ciężkiej butelce o pojemności 200 ml, wykonanej z ciemnego szkła, dzięki czemu promienie słoneczne mają do tego balsamu utrudniony dostęp. Poza tą funkcją ładnie się to prezentuje - dodaje produktowi szyku i elegancji. Aplikuje się go za pomocą pompki, co w przypadku balsamów jest moją ulubioną opcją. Jest ona bowiem higieniczna i bardzo ułatwia używanie. Kiedy przekręcimy dozownik w prawą stronę - zablokuje się możliwość wypływania balsamu. Ten patent niewątpliwie przyda się w podróży.  Zapach dość mocny, jakby cytrusowy - w każdym razie przyjemny. Utrzymuje się na ciele przez kilka godzin. Konsystencja jest kremowa o pastelowo żółtym zabarwieniu. Nie jest to bardzo gęsta konsystencja, ale również nie jest na tyle rzadka, by spływać z ciała. Rozsmarowuje się w mig i jeszcze szybciej wchłania, nie pozostawiając na skórze lepkiego czy nieprzyjemnego filmu, którego tak nie znoszę. Balsam przeznaczony jest do skóry dojrzałej, jednak moja skóra ma teraz bardzo duże potrzeby, jeżeli chodzi o nawilżenie, dlatego ten balsam jest dla mnie wybawieniem. Dodatkowo skierowany jest do skóry suchej i wrażliwej, więc lepiej nie mogłam trafić. Przy miesięcznym stosowaniu (dość systematycznym) moja skóra jest bardzo miękka, delikatna, a przede wszystkim solidnie nawilżona! Zyskała również na jędrności i wizualnie wygląda naprawdę świetnie! Warto również dodać, że balsam zawiera esencjonalne olejki eteryczne z mandarynki, grapefruita i pomarańczy oraz ekstrakty z guarany, aceroli, żurawiny, szałwii, sosny i rozmarynu, skutecznie zwalczające wolne rodniki oraz zapobiegające starzeniu się skóry.


W przesyłce znalazłam również dwa kosmetyki, które określiłabym mianem travel size. Są to małe buteleczki, które idealne sprawdzą się zabrane w niedaleką podróż. Są to: woda micelarna oraz intensywnie regenerujący olejek do twarzy. Oba produkty, choć niepozornych rozmiarów, mają takie pojemności, które pozwalają na dość dokładne zapoznanie się z nimi.  


Woda micelarna, podobnie jak balsam, mieści się w opakowaniu wykonanym z ciemnego szkła. Sposób aplikacji jest inny. Tu mamy do czynienia z atomizerem. Muszę przyznać, że to rozwiązanie bardzo przypadło mi do gustu i jeżeli chodzi o płyny micelarne, to używam go po raz pierwszy. Jest to sposób bardzo wygodny. Woda ta bazuje na hydrolacie różanym, więc nie trudno się domyślić, że również taki ma zapach. Wodę micelarną aplikuję na dwa sposoby - czasem psikam na wacik i zmywam makijaż, a innym razem aplikuję bezpośrednio na twarz. Ta opcja jest bardziej wydajna, więc stosowałam ją najczęściej. Atomizer bardzo dobrze radzi sobie z rozpylaniem substancji - robi to równomiernie, a sam promień rozpylenia nie jest zbyt szeroki, dzięki czemu większość wody trafia na nasza twarz, a nie w powietrze. Produkt dobrze radzi sobie z usunięciem makijażu - nawet tego mocniejszego. Ponadto w przyjemny sposób odświeża naszą twarz.


INTENSYWNIE REGENERUJĄCY OLEJEK DO TWARZY - INTENSE SKIN REPAIR OIL

Na koniec zostawiłam najmniejszy produkt, choć niech nie ten mały rozmiar Was nie zwiedzie. Podobnie, jak w przypadku pozostałych produktów, on również mieści się w szklanym opakowaniu, do którego zastosowano inne rozwiązanie aplikacji - pipetę. Podoba mi się to, że sposoby aplikacji dostosowywane są do konsystencji i właściwości produktów - dzięki temu wpływają na komfort i wygodę testowania. Często spotykam się z produktami, którym tego dopasowania brak i wtedy używanie jest zmorą, a nie przyjemnością. Tu wszystko chodzi, jak w zegarku. Opakowanie mieści w sobie zaledwie 5 ml produktu, jednak w przypadku olejków, które są bardzo wydajne, taka ilość wystarcza spokojnie na wiele użyć. Produkt stworzony jest na bazie czystego różnego olejku. Zawiera szerokie spektrum składników aktywnych: witamin, przeciwutleniaczy oraz nienasyconych kwasów tłuszczowych Omega 3, 6 i 9, które głęboko nawilżają, odbudowują i regenerują skórę, wzmacniając jej napięcie. Bogaty w najcenniejsze dla skóry oleje roślinne: olej z pestek róży, żywiczny z krystalicznych „kropel-łez” drzewa Pistacja Lentiscus, olej monoi, arganowy, lniany oraz buriti, a także w antyoksydacyjne ekstrakty z guarany, aceroli, rokitnika, żurawiny i camu camu. Aż trudno uwierzyć, że w tak małym opakowaniu mieści się tyle dobra! Do jednej aplikacji wystarczą zaledwie 2-3 krople produktu, co jak sami widzicie, jest naprawdę niewielką ilością. Zapach jest intensywny i różany. Kilka użyć wystarczy, by zauważyć pozytywne zmiany w wyglądzie naszej skóry. Twarz jest bardziej promienna, wygląda na wypoczętą, co w konsekwencji sprzyja jej ogólnej prezentacji wizualnej.

Cieszę się, że mogłam poznać kosmetyki d'Alchemy. Jak widzicie, w tych pięknych opakowaniach mieszczą się produkty, które niemal w 100% składają się z naturalnych produktów. Składy robią ogromne wrażenie (podane są na stronie producenta, do której zalinkowałam konkretne produkty), bo już na pierwszych miejscach widnieją drogocenne składniki. Życie w zgodzie z naturą - to bardzo ważna sprawa, przynajmniej dla mnie. Jak widać każdy sposób jest dobry, by każdego dnia być jej coraz bliżej.

Znacie kosmetyki d'Alchemy? Który z powyższych zaciekawił Was najbardziej?

Czytaj dalej

poniedziałek, 15 stycznia 2018

Ślub, wesele - a co po nim? Impreza poprawinowa w domu!

Odkąd zajmuję się organizacją własnego ślubu i wesela, każda kolejna sprawa do załatwienia spędza mi sen z powiek. Na hasło "ślubny/a/e" ceny poszczególnych rzeczy windują w górę, jak szalone i to często nawet o 200%. To nawet przykre, kiedy widzi się, w jak perfidny sposób niektóre firmy chcą się bogacić. No ale niestety tego nie da się zmienić. Trzeba jednak szukać okazji żeby nie pójść z torbami. O ile salę na zabawę weselną mam zarezerwowaną od blisko 2 lat, tak organizacja poprawin ciągle stoi pod znakiem zapytania. Bardzo prawdopodobne jest to, że odbędą się one również na sali weselnej. Jeżeli tak będzie, pozostaje sprawa tego, co robić, kiedy poprawiny się skończą, a goście nadal u nas zostają?


Nie pozostaje nic innego, jak szybkie zorganizowanie kolejnego przyjęcia w domu. Zabawa poprawinowa ma to do siebie, że nie trwa tak długo, jak weselna. Jest to zaledwie kilka godzin, zazwyczaj 5-6 i goście powoli się wykruszają. Na każdym weselu są jednak goście miejscowi, ale również goście przyjezdni, nierzadko z daleka, którymi trzeba się również zająć później. Wspólnie z mamą wymyśliłyśmy, że dla takich osób zrobimy kontynuację w domu, a w moim przypadku na podwórku. Będzie to już impreza w bardziej kameralnym gronie, ale o jej wygląd również trzeba zadbać. Zastanawiałam się co mogłoby mi pomóc w organizacji takiej imprezy. Z pewnością pokusimy się o zorganizowanie grilla. Jest to najszybszy sposób nakarmienia dużej liczby gości. Pierwszą pomocną sprawą są niewątpliwie namioty - na wypadek tego, gdyby pogoda spłatała nam figla. Je już mam, ponieważ pożyczymy je od OSP, do której należę. Stoły i ławki pod namiot również mam, ponieważ te zostały nam po weselu mojego brata. 


Jak już Wam wspominałam, moje wesele odbędzie się 16.06.2018r i jak wiadomo, pogoda wtedy może być naprawdę sprzyjająca i obfitująca w upały. Trzeba wtedy pamiętać o dobrym nawodnieniu, a w taki upalny dzień nie ma nic lepszego, niż zimny napój. Powyższy stolik, nowoczesny podświetlany barek,  wydał mi się fajną opcją na taką okoliczność. Na górze mamy zwykły blat, na którym możemy ustawić różnego rodzaju przekąski, z kolei na dole duży pojemnik, który możemy uzupełnić lodem i chłodzić w nim różnego rodzaju napoje czy alkohol. Poza taką imprezą, "mebel" ten może pełnić funkcję stolika kawowego na tarasie, a jego dół może służyć nam za schowek na różnego rodzaju akcesoria. Podświetlenie tego stolika to jego kolejny atut - fajnie będzie się to prezentowało wieczorem.


Bardzo fajną kwestią przy organizacji grilla są stoliki pomocnicze. Poniższy barek ogrodowy jest duży i pojemny, dlatego do szafek możemy pochować wszystkie przydatne rzeczy, jak ścierki, ręczniki papierowe, napoje czy inne akcesoria. Tak pojemna szafka sprawi, że nie będziemy musieli co chwilę pędzić po coś do domu. Ma aż 183 litry pojemności. Na wierzchu z kolei możemy przyrządzać bieżące posiłki, np. sałatki czy doprawiać mięso, które zaraz wrzucimy na ruszt. Blat jest ze stali nierdzewnej, więc posłuży na lata. Barek idealny do ogrodu czy na taras i podczas organizacji każdego rodzaju przyjęcia na świeżym powietrzu. 


Organizujecie różnego rodzaju przyjęcia na świeżym powietrzu? Lubicie na takie przyjęcia chodzić?

Czytaj dalej