czwartek, 23 maja 2019

Programy i aplikacje, których używam do obróbki zdjęć na bloga i Instagram?

Nie czuję się jakąś specjalistką w dziedzinie fotografii, ale sprawia mi ona wiele radości. Szczególnie podczas wstawiania zdjęć na Instagram. Staram się, by mój feed na tym profilu był spójny, a każde zdjęcie do siebie pasowało. Ta konsekwencja skutkuje wieloma komplementami, które od Was dostaję. Nie przywykłam do tego, więc każde dobre słowo po prostu mnie zawstydza, choć jest niezwykle miłe. Nieuniknione są w związku z tym różne pytania na temat używanych aplikacji czy stosowanych filtrów. Dziś chciałabym pokrótce napisać, z jakich programów i aplikacji korzystam przy obróbce swoich zdjęć.


PROGRAMY, KTÓRYCH UŻYWAM DO OBRÓBKI ZDJĘĆ NA BLOGA

Zdjęcia na bloga najczęściej robię lustrzanką, więc potem przerabiam je na komputerze. Nie używam wtedy żadnych filtrów. Zdaję się na swoją intuicję. Niezbędne są mi wtedy dwa programy. Pierwszy z nich do Photoscape, natomiast drugi, to Gimp. Każdy z tych programów służy mi do czegoś innego, wiadomo.
#1 PHOTOSCAPE: Pierwsze kroki przy obróbce wykonuję w Photoscape. Tam rozjaśniam zdjęcia, wyostrzam, dodaję im kontrastu, zwiększam lub zmniejszam nasycenie. Zdarza mi się też "prostować" zdjęcie, jeżeli podczas fotografowania dany kadr wyjdzie krzywo. Ponadto pomniejszam zdjęcia, dodaję napisy czy ramki. Bardzo często korzystam także ze stempla. Dzięki niemu mogę np. usunąć jakieś paproszki, które znalazły się na zdjęciu, a umknęły mi podczas "pstrykania". A to tylko malutka część rzeczy, które można w nim zrobić. Program jest bardzo intuicyjny. Szybko można nauczyć się po nim poruszać. 
#2 GIMP: Ten program poznałam w technikum na zajęciach informatyki, więc bardzo wiele lat temu. Uczyliśmy się na nim nakładać jakieś efekty na zdjęcia - nic zaawansowanego, co teraz mogłoby mi się przydać. Ale program ten ma znacznie większe możliwości, które poznałam oglądając różnego rodzaju filmiki na YT. Można w nim np. zmienić kolor dalej rzeczy, usunąć tło, rozjaśnić lub przyciemnić punktowo. Można również robić napisy wypełnione tłem lub zdjęciem, które sami wybierzemy. Funkcji jest ogrom, choć tak naprawdę pewnie znam ich niewiele. Do fotografii korzystam tu z rozjaśniania czy przyciemniania punktowego.  Czasem też zdarza mi się korzystać ze stempla. Ten jest bardziej dokładny, niż ten w Phoptoscape.


APLIKACJE, KTÓRYCH UŻYWAM DO OBRÓBKI ZDJĘĆ NA INSTAGRAM

Przeróbka zdjęć instagramowych wymaga całkiem innych "zabiegów", niż zdjęć blogowych. Pochłania mi ona zdecydowanie więcej czasu. Zdjęcia na Instagram muszą do siebie pasować, więc muszą być przerabiane w taki sam sposób. Ciężko jest dane przerobienie odtworzyć ponownie, szczególnie wtedy gdy robimy zdjęć o różnych porach dnia. Jest przy tym troszkę "dłubaniny". Pomagają mi więc takie aplikacje, jak:

#1 SNAPSEED: ta apka, to mój niezbędnik. Nie wyobrażam sobie, że któregoś dnia mogłabym się obudzić, a jej nie byłoby na moim telefonowym wyświetlaczu. Robię w niej praktycznie wszystko. Rozjaśniam punktowo lub ręcznie, nasycam, wyostrzam, kadruję. Usuwam różnego rodzaju zabrudzenia, dzięki funkcji "naprawianie". Obracam również zdjęcia do pasującej mi pozycji. Dzięki pędzlowi, mogę wyrównać kolory tła pozbywając się żółtych czy niebieskich tonów - to moja ulubiona opcja.

#2 LIGHTROOM - to aplikacja, którą dopiero poznaję, ale jej działanie i efekty, jakie dzięki niej uzyskuję bardzo często oszczędzają mi dziesiątek minut w Snapseedzie. Lightroom, to aplikacja, dzięki której na nasze zdjęcia możemy nakładać presety. Presety, to nic innego, jak zapisane informacje o poszczególnych ustawieniach przeróbki zdjęcia, tj. informacje o suwakach oraz innych elementach, które ustawione w odpowiedni sposób zagwarantują na zdjęciu konkretny efekt. Warto podkreślić, że nie każdy preset będzie prezentował się rewelacyjnie na każdym zdjęciu. Poszczególne presety tworzone są na konkretnym zdjęciu i idealnie będą one pasować na zdjęciach o podobnej kolorystyce. Mam wiele presetów, które pięknie wyglądają np. na moim białym feedzie na Instagramie, ale kompletnie nie pasują do zdjęć na świeżym powietrzu i odwrotnie (zdjęcie, które pięknie prezentuje się na kadrze z jeziora niekoniecznie będzie ładnie wyglądać na zdjęciu flat lay na białym tle). W każdym razie, program ten jest bardzo prosty w obsłudze. Po rozpakowaniu presetów możemy odmienić nasze zdjęcie jednym kliknięciem.

#3 PREVIEW - nie jest to aplikacja, która pomaga mi bezpośrednio przy obróbce zdjęć, ale... Dzięki niej mogę zaplanować, w jakiej kolejności dodawać zdjęcia, by jak najlepiej do siebie pasowały. Za jej zasługą mogę również zobaczyć czy świeżo przerobione zdjęcia pasuje odcieniem do zdjęcia, które dodałam np. wczoraj. To bardzo duże ułatwienie wprowadzeniu konta i pomaga stwierdzić, co w danym zdjęciu można jeszcze zmienić, by bardziej pasowało do całości, która już widnieje na naszym profilu.

EFEKTY, JAKIE UZYSKUJĘ NA ZDJĘCIACH, DZIĘKI POWYŻSZYM PROGRAMOM I APLIKACJOM - ZDJĘCIA PRZED I PO

Nie chciałabym się za długo rozgadywać w tym akapicie, bo wydaje mi się, że nie ma takiej potrzeby. Poniższe efekty mówią same za siebie. Nawet w najbardziej pochmurny dzień można zrobić zdjęcie, które będzie ładnie wyglądało. Czasem nie potrzeba drogich sprzętów i akcesoriów, by poprawić wygląd zdjęcia. Wystarczy dobra aplikacja i odrobina cierpliwości, by zrobić zdjęcie, które po prostu nam się spodoba. 

(Program: Photoscape ; Użyte opcje: rozjaśnienie, wyostrzenie, stempel).

(Aplikacja: Snapseed ; Użyte opcje: rozjaśnienie, rozjaśnienie punktowe, wyostrzenie, wyostrzenie punktowe, pędzel: nasycenie (-10) na ścianę oraz białe elementy i rozjaśnienie).

(Program: Photoscape ; Użyte opcje: rozjaśnienie, wyostrzenie, stempel)

(Aplikacja: Lightroom ; Użyty filtr: moutain)

Z jakich aplikacji korzystacie przy obrabianiu swoich zdjęć na bloga czy profile w social mediach?

Czytaj dalej

wtorek, 21 maja 2019

Shinybox - Spring Kiss - Kwiecień 2019

Kwietniowe pudełko Shinybox miało małe opóźnienie. Koniec końców dotarło, dlatego przyszłam Wam pokazać, co kryje w sobie jego zawartość. Spring Kiss jest skromne - delikatnie rzecz ujmując. Nie przedłużając, zapraszam do prezentacji.


K. A. FIGARO - PROSTY UKŁAD

Książka dla Ambasadorek. To bardzo fajny dodatek. Może nie jestem gorliwą fanką erotyków, ale.. Kosmetyków mam przesyt. Kosmetyki stoją w każdym kącie, a książek nigdy dość. Nie miałabym nic przeciwko, gdyby książka pojawiała się w każdym boxie.

BISPOL - LADY CHARLENE - PODGRZEWACZE ZAPACHOWE

Owocowo - kwiatowy zapach przeniesie Cię w nastrój błogiego odpoczynku, odprężenia i relaksu. Idealny środek poprawiający nastrój, usuwający zmęczenie i stres, który wypełni Twój dom przytulną, lekko odświeżającą wonią.

ONE INGRIDIENT - KREM Z EKSTRAKTEM ZE ŚLUZU ŚLIMAKA

Unikalne połączenie niezwykłej delikatności i skuteczności. Naturalna, hipoalergiczna oraz skoncentrowana formuła doskonale dba o piękno i zdrowie skóry.Pozytywne efekty obserwowane są przy każdym typie cery i niezależnie od wieku, Dobrze tolerowany nawet przez osoby o wyjątkowo wrażliwej skórze.

HIMALAYA HERBALS - TONIK DO CERY WRAŻLIWEJ

Ziołowy łagodny tonik o działaniu kojącym przeznaczony jest do cery suchej i wrażliwej. Delikatnie usuwa zanieczyszczenia i zamyka pory, bez efektu przesuszenia skóry. Zawiera w składzie starannie wyselekcjonowane zioła z himalajskich wzgórz.

DERMAGLIN - MASECZKA DO TWARZY Z ZIELONA GLINKĄ 
Skoncentrowana formuła dokładnie oczyszcza, nawilża, zwęża pory, łagodzi i koi podrażnienia. Bazuje na harmonijnym połączeniu zielonej glinki kambryjskiej i wyciągów roślinnych. Sprawia, że skóra staje się aksamitnie gładka i przyjemna w dotyku. Mix rodzajów.


CARLO BOSSI - SPRING KISS

Kompozycja kwiatowo-owocowa o zmysłowym i świeżym aromacie. Zielone owoce i kwiaty róży, frezji i konwalii otulone piżmem i drzewem sandałowym, tworzą kompozycję pełną naturalności, optymizmu i kobiecości.

MOLLY LAC - LAKIER HYBRYDOWY

Nowość w ShinyBox! Nieuczulająca formuła, wysoka pigmentacja, gęsta konsystencja, wyjątkowy pędzelek i wyszukane kolory - poznaj wyjątkową moc lakierów hybrydowych Molly Lac. Dzięki nim, każdy szary dzień zamienisz w kolorową chwilę. Mix kolorów


I to by było na tyle. Niestety, ale do pudełko nie zadowala mnie w żadnym calu. Tonik mógłby się obronić, ale krótka data przydatności nie działa na jego korzyść. Jest biednie a humor poprawiła mi jedynie książka. Chyba już nawet nie chcę dalej komentować tego pudełka, bo... Nie ma sensu. Przeglądam namiętnie fanpage Shinybox, by dowiedzieć się czy są jakieś szanse na to, aby majowe pudełko było lepsze i... Nadzieja jest. W każdy pudełku będzie kosmetyk Vianek, będzie też nowinka (szampon w kostce jako produkt 1 z X). Także mam nadzieję, że w końcu zawartość pudełka obroni się sama. 

Co myślicie o książkach w boxach? Ucieszyłby Was taki dodatek?
Czytaj dalej

poniedziałek, 20 maja 2019

Piekarnik - który wybrać? | Electrolux 700 SenseCook COE7P31X

Mury naszego domu stanęły już w tamtym roku. By jednak móc zacząć zastanawiać się nad urządzaniem wnętrza czekało nas mnóstwo pracy. Elektryka, hydraulika, tynki i drobne przeróbki, to główne prace, które musieliśmy i nadal musimy poczynić, by po prostu móc się wprowadzić. Hydraulik powoli kończy swoją pracę i następnym etapem będzie wylanie posadzki. Potem... Będzie można wpaść w szał zakupów i stawać przed wyborem odpowiednich produktów. My już powoli poczyniliśmy pewne kroki w kierunku wyposażenia. Dziś chciałabym napisać o jednym z nich czyli o piekarniku. Zanim zdecydujemy się na zakup odpowiedniego modelu, musimy zadać sobie kilka pytań, które w pewnym stopniu pozwolą nam określić nasze oczekiwania, na podstawie których dokonamy właściwego wyboru.


PIEKARNIK WOLNOSTOJĄCY CZY DO ZABUDOWY? - WADY I ZALETY

Pierwszy pytaniem, jakie musimy sobie zadać, to jaki typ piekarnika wybieramy. Czy będzie to piekarnik wolnostojący czy taki do zabudowy? Każdy z tych typów ma swoje wady i zalety. Piekarniki do zabudowy dobrze prezentują się w kuchniach nowoczesnych i minimalistycznych. Bardzo często mamy do wyboru piekarnik czy mikrofalę w takich samym stylu, co podczas montażu wygląda ładnie i spójnie. W przypadku dobierania sprzętów wolnostojących, tak by do siebie pasowały jest dość pracochłonnym zajęciem, o czym zapewne mieliście okazję się przekonać chociażby podczas wędrówek po sklepach. Odpowiedni kolor sprzętu, uchwyty czy nawet materiałów - to ciężkie zadanie. Kolejna sprawa, to praktyczność. Piekarnik do zabudowy możemy umieścić na najodpowiedniejszej, dostosowanej do nas wysokości. Dzięki takiemu zabiegowi wyciąganie ciast czy potraw będzie zdecydowanie wygodniejsze. Poza tym, nawet samo zerkanie na wypiek będzie łatwiejsze. W przypadku sprzętów wolnostojących piekarnik mamy na dole. Jeżeli ktoś często go używa, to ciągłe schylanie się jest nieuniknione. Jeżeli jesteśmy młodzi, to nie stanowi to dla nas takiego wyzwania. Z kolei dla osób starszych może być to problematyczne. Piekarnik w odpowiedniej zabudowie wydaje się wtedy zbawienny. Póki co sprzęty w zabudowie mają przewagę - czy jest jednak coś, co przemawia na korzyść sprzętów wolnostojących? Otóż... Sprzęty do zabudowy robimy w tym samym miejscu na bardzo długie lata. Z kolei AGD wolnostojące możemy przestawiać z miejsca na miejsca jak tylko nam się to spodoba. Na ich korzyść przemawia również niższa cena.

WYPOSAŻENIE PIEKARNIKA - RZECZY POTRZEBNE I ZBĘDNE 

Czasy, w których piekarnik miał się jedynie nagrzać i pozwolić nam coś upiec dawno minęły. Oczywiście, pieczenie to nadal jego podstawowa i główna misja, ale bardzo często możemy wykonywać tę czynność wprowadzając dodatkowe udogodnienia. 
  • termosonda - często zdarza nam się coś piec i wyciągamy danie nie mając 100% pewności czy jest ono tak samo dobrze upieczone w środku, jak na zewnątrz. Mając termosondę problem ten wydaje się nie mieć racji bytu. Dzięki niej mamy możliwość kontrolowania temperatury wewnątrz naszej potrawy. A jest to nic innego, jak po prostu szpikulec z czujnikiem,
  •  Dual Cook - w piekarniku z taką funkcją możesz upiec dwa dania jednocześnie. Może nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie fakt, że dane potrawy będą się piekły np. w różnych temperaturach, a ponadto zapachy się nie wymieszają. Można zatem piec pieczeń i ciasto w tym samym czasie,
  • timer - na starych piekarnikach zawsze trzeba było zapamiętać godzinę, w której wstawiło się np. ciasto, by móc potem odmierzyć czas, w którym ma ono siedzieć w "piecu". Z timerem problem ten mamy z głowy. Po wsadzeniu ciasta/dania wystarczy jedynie ustawić czasomierz np. na 40 min. Po upływie tego czasu piekarnik zasygnalizuje nam, że pora wyjąc już potrawę czy ciasto,
  • automatyczne programy - już nie musisz zastanawiać się, jaka temperatura będzie odpowiednia dla Twojego dania. Po wybraniu odpowiedniego programu, wszystko ustawi się samo,
  • podtrzymywanie ciepła - spodziewasz się gości, godzina, na którą się umówiliście minęła, a gości nadal nie ma? Funkcja podtrzymania ciepła sprawi, że potrawa będzie nadal w odpowiedniej temperaturze, lecz nie będzie narażona na przypalenie czy wysuszenie,
  • szybki nagrzew - jak sama nazwa wskazuje, dzięki tej funkcji szybko nagrzejesz piekarnik do odpowiedniej temperatury,
  • rożen - to fajna opcja np. dla wszystkich smakoszy drobiu. Rożen, to nic innego jak obrotowy szpikulec, który zagwarantuje równomierne upieczenie mięsa z każdej strony, 
  • rozmrażanie - bardzo wiele osób rozmraża coś w sposób tradycyjny, tj. rozmrażając w garnku z wodą lub po prostu wystawiając poza zamrażarkę. Jeżeli zależy nam na czasie, można skorzystać z opcji rozmrażania także w piekarniku.
Oczywiście nie są to jedyne funkcje, w jakie może zostać wyposażony piekarnik. Wybrałam moim zdaniem te najciekawsze. Teraz od was zależy, które z nich uznacie za potrzebne, a które za zbędne.


CZYSZCZENIE PIEKARNIKA - PAROWE, KATALITYCZNE, PYROLITYCZNE

Kiedyś, jedynym sposobem na wyczyszczenie piekarnika było czyszczenie ręczne. Dla osób, które bardzo często korzystają z piekarnika, na dłuższą metę może być to uciążliwe. Na szczęście producenci co i rusz wymyślają nowe opcje na oczyszczanie się piekarnika jedynie z naszym drobnym działem. W jaki sposób? Jest ich kilka.
  • czyszczenie parowe - polega ono na wlaniu odpowiedniej ilości wody na jedną z piekarnikowych blach (ew. do specjalnego pojemnika) i uruchomić funkcję czyszczenia. Woda podczas podgrzewania zaczyna parować i tym samym zmiękcza nagromadzone w piekarniku zabrudzenia, takie jak tłuszcz czy ogólny brud. Po tym procesie musisz jedynie wziąć szmatkę i przetrzeć środek ściereczką bez dodatkowej chemii,
  • czyszczenie katalityczne - polega ono na stosowaniu wkładów katalitycznych, które montuje się na ścianach bocznych piekarnika. Ich zadaniem jest absorbowanie tłuszczu i ogólnych zanieczyszczeń. Po skończonym pieczeniu uruchamiamy program czyszczenia. Podczas tej czynności piekarnik zostaje rozgrzany do 220-350 stopni, a nagromadzone zanieczyszczenia utlenione. Dobrą wiadomością jest to, że zabrudzone wkłady można myć z zmywarce,
  • czyszczenie pyrolityczne - polega na czyszczeniu wnętrza piekarnika w bardzo wysokiej temperaturze. Ten sposób oczyszczania jest uznawany za najbardziej efektywny. Piekarnik pozostaje włączony na kilkadziesiąt minut. W tym czasie zabrudzenia zostają spalone na popiół. Po skończeniu opcji czyszczenia musimy ten popiół zebrać wilgotną szmatką.

DODATKOWE ZABEZPIECZENIA

Piekarniki miewają również dodatkowe zabezpieczenia na wypadek naszego gapiostwa lub jeżeli w domu przebywają dzieci. Piekarniki są wyposażone w naprawdę wiele ciekawych funkcji, które mogą się najzwyczajniej w świecie przydać. Co zalicza się do nich?
  • blokada drzwi / blokada przed przypadkowym włączeniem - jedno z najpopularniejszych zabezpieczeń. Dzięki niej osoby niepożądane (czyt. dzieci) nie będą w stanie otworzyć piekarnika i np. poparzyć się,. Tak samo sprawa ma się w przypadku gdy dziecko będzie próbowało włączyć piekarnik,
  • chłodne drzwi - w tej opcji piekarnik wyposażony jest w kilka dodatkowych szyb, dzięki którym temperatura szyby, z którą mamy kontakt jest po prostu niższa, nawet gdy w piecu mamy najwyższą temperaturę.
  • automatyczne wyłączenie - ta funkcja wydaje się bardzo przydatna dla osób gap. Kiedy po określonym czasie, np. godzinie, osoba nie podejmie się żadnego pieczenia, piekarnik 

NA JAKI PIEKARNIK ZDECYDOWALIŚMY SIĘ? | ELECTROLUX 700 SENSECOOK COE7P31X

Postanowiliśmy zaufać marce Electrolux i weszliśmy w posiadanie sprzętów z nowej linii produkcyjnej. Jest to piekarnik z serii 700 SenseCook, model COE7P31X. Jest to piekarnik do zabudowy. Utrzymany jest w srebrno-czarnej kolorystyce, jak większość tego typu sprzętów. Posiada on bardzo wiele funkcji i elementów wyposażenia, które wymieniłam wyżej. Niżej, pokrótce Wam je opiszę.


Wyposażony jest w wyświetlacz LCD z piktogramami. Steruje się nim dotykowo. Czytelny wyświetlacz umożliwia elektroniczną regulację czasu i temperatury, a także wybór programów automatycznych. Jak już wspominałam w punkcie o wyposażeniu piekarnika, ta funkcja może się okazać bardzo przydatna. Ustawiając program automatyczny nie muszę się martwić czy odpowiednią temperaturę do danej potrawy podczas swoich kulinarnych eksperymentów.


Pierwsze pieczenia mam już za sobą. Piekarnik jest u mnie dość mocno eksploatowany. Po raz pierwszy użyłam go przy pieczeniu pizzy. To, co zauważyłam w pierwszej kolejności, to bardzo intuicyjny panel. Kolejna sprawa - szybkie nagrzewanie Piekarnik osiągnął ustawioną przeze mnie temperaturę dosłownie w moment. Według producenta jest to nagrzewanie o 40% szybsze. Wolny czas zawsze możemy zagospodarować na jakąś przyjemność.


Rzadko kiedy zwracałam uwagę na wnętrze piekarników, które kupowali moi rodzice. Jakoś nie interesowało mnie to specjalnie, dlatego ciężko mi porównać je z tym, który mam teraz. W każdym razie wszystko wygląda na solidnie wykonane. W środku mamy 2 blachy o różnej głębokości oraz ruszt. W zestawie dołączone zostały również prowadnice, które trzeba przykręcić. Podczas robienia zdjęć jeszcze ich nie było. Prowadnice te pozwalają na całkowite wysunięcie blachy z pieca.


Electrolux 700 SenseCook COE7P31X, to sprzęt wyposażony w termosondę. Dla młodej żony i przyszłej pani domu, to fajny gadżet. Lubię gotować, ale brak mi jeszcze takiej wprawy, którą ma chociażby moja mama. Termosonda pomoże mi przygotowywać potrawy, które będą odpowiednio upieczone zarówno na zewnątrz, jak i w środku. Pod zdjęciem termosondy pozwoliłam sobie dodać zdjęcie od producenta, które przedstawia mięso upieczone w zwykłym piekarniku (które, jak widać, jest przeciągnięte i zapewne będzie suche) oraz mięso upieczone przy użyciu termosondy, które jest wypieczone na zewnątrz i soczyste w środku. Przeciętnemu "kucharzowi", jak ja bardzo ciężko jest trafić z tym w punkt. Na szczęście teraz nie muszę się tym martwić.



Jeśli chodzi o opcję z samooczyszczaniem, to ten model zaopatrzony jest w funkcję pyrolizy. Przy włączeniu oczyszczania piekarnik rozgrzewa się do temperatury ok. 500 stopni. W tej temperaturze tłuszcz oraz inne zanieczyszczenia zmieniają się w popiół. Ale o tym też już wspominałam. Przy tej funkcji można zapomnieć o uporczywym szorowaniu wnętrza piekarnika, a także o zakupie  odpowiedniej chemii. Wystarczy jedynie wilgotna ściereczka.


Ponadto, w dużym skrócie, piekarnik ma takie funkcje, jak: grzanie dolne, konwencjonalne/tradycyjne pieczenie, rozmrażanie, szybkie grillowanie, grill, utrzymywanie ciepła, nawilżanie, specjalny program do pizzy, powolne gotowanie, termoobieg, grillowanie turbo. Jakby tego było mało, mamy również możliwość pieczenia na 3 poziomach jednocześnie, wskaźnik ciepła pozostałego, zabezpieczenie przed dziećmi (przed przypadkowym uruchomieniem), halogenowe oświetlenie piekarnika oraz wentylator chłodzący.



Wybór odpowiedniego piekarnika wydaje się nie lada wyzwaniem, ale jest to dużo prostsze niż można by pomyśleć. Jeżeli w skrócie odpowiemy sobie na podstawowe pytanie: "Czego tak naprawdę potrzebuję?", wybór wydaje się prosty. Mam nadzieję, że ten piekarnik będzie służył mi na wiele lat i wyjdą z niego pyszne potrawy, które zachwycą moją rodzinę czy przyjaciół.

Często zdarza Wam się korzystać z piekarnika? Lubicie piec ciasta? A może wolicie przyrządzać w nim mięso? Która z podanych tu funkcji wydaje się Wam najbardziej praktyczna i potrzebna?
Czytaj dalej

piątek, 17 maja 2019

Wiosenne odświeżenie domu z plakatami Stiledo

Wraz z nadejściem wiosny każdy myśli o jakichś zmianach. Jak nie w swoim życiu, to chociaż w mieszkaniu czy garderobie. Wiosna szybko przyszła, ale mam wrażenie, że równie szybko nas opuściła. Oby pokazała się czym prędzej i to na dobre. Póki co za oknem deszcz, a ja staram się przywołać wiosnę małym powiewem świeżości w swoim domu. Ostatnio przybyło mi sporo nowych dodatków w tym świetne plakaty ze sklepu Stiledo.



KILKA SŁÓW OD STRONY TECHNICZNEJ

Zdecydowałam się na plakaty o wymiarach 40x60 cm. Do wyboru mamy ich jednak więcej, tj. 20x30, 30x45 oraz 60x90 cm. Plakaty są w czarnych ramach, ale można kupić je oczywiście bez nich. Podczas składania zamówienia zdecydować musimy jeszcze czy chcemy, by nasze plakaty były z białym marginesem czy bez niego. O ile w przypadku plakatów na białym tle nie ma to znaczenia, tak przy plakatach o tle niejednolitym już tak. Ja zdecydowałam, że piwonie zamówię z białym marginesem. Wydaje mi się, że biała obwódka jest fajnym przejściem od czarnej ramki do pastelowego różu. Bez niej plakat ten mógłby wyglądać za ciężko.Jeżeli chodzi o "szybkę", to jest to po prostu pleksi. Wygląda, jak szyba, ale jest zdecydowanie mniej podatna na uszkodzenia czy pęknięcia, co dla mnie jest ważne, mając z tyłu głowy swoją wyprowadzkę.


PLAKATY W KĄCIKU SYPIALNIANYM - RZĘSY I PUSZYSTE PEONIE

Mój sypialniany kącik znacie bardzo dobrze, bo często go tu pokazuję. Mój pokój utrzymany jest głownie w bieli i pastelowych dodatkach. Zmieniło się w zasadzie niewiele, a jednak wiele. Wymieniłam mniejsze plakaty, na takie duże, bardzo kobiece. Pierwszy przedstawia rzęsy. Ten wariant fajnie wpisałaby się również we wnętrze jakiegoś salonu beauty. Takie rzęski widziałabym np. u stylistki rzęs czy makijażystki. 

Drugi plakat, to zbliżenie na piwonie. Uwielbiam te kwiaty i różowy kolor w dodatkach, więc nie mogłam wybrać inaczej. W zasadzie, to każda (chyba?) kobieta kocha kwiaty - jedna cięte, inna doniczkowe. Z takim plakatem nie musimy się przynajmniej martwić o ich podlewanie ;) i ja to kupuję, bo... Nie mam ręki do kwiatów.


PLAKATY W KĄCIKU "TELEWIZYJNYM" - COCO I PARIS

Nie kojarzę czy tę część pokoju Wam pokazywałam. W każdym razie, o ile w ogóle, robię to niezwykle rzadko. Chyba się to zmieni za sprawą odświeżenia tego kącika.  Na ścianie zawisnął plakat przedstawiający Wieżę Eiffla. Nigdy nie byłam w Paryżu, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by paryski klimat zrobić sobie w domu. Pod wieżą mamy napis: "PARIS is always a good idea".

Jestem zakochana po uszy w plakacie "COCO". Jest on bardzo minimalistyczny, ale ma w sobie to coś. Pod napisem COCO widnieje napis "I DON'T DO FASHION, I AM FASHION. Może szafiarka ze mnie marna, nie podążam za modowymi trendami, ubieram się po swojemu i dobrze mi z tym. I w modzie chyba też właśnie o to chodzi, by nie podążać za tłumem, a wyrażać siebie a swój własny, unikatowy sposób. Jak widzicie, plakaty nie muszą jedynie wisieć na ścianie. Coco postanowiłam po prostu postawić i wygląda to super.




PLAKAT W KUCHNI - CZEMU NIE?

Póki co, w domu rodzinnym, mam niewielką kuchnię. Do zagospodarowania miałam jednak sporej powierzchni szarą ścianę. Z oferty sklepu Stiledo wybrałam typowo kuchenny plakat przestawiający kawiarkę, a na niej napis: "COFFE first THEN we'll TALK". Nie mogłam lepiej trafić z napisem, bo takie motto wyznaje moja mama. Przed poranną kawą nie ma nawet mowy na jakieś dłuższe czy głębsze rozmowy z nią - to nie przejdzie. Uznałam, że to właśnie taki plakat zawiśnie w kuchni, a mama bardzo się z niego ucieszyła.


Plakaty to fajny sposób na odmienienie swojego wnętrza. Ozdobią niejedną ścianę w domu czy mieszkaniu. Jak widzicie metamorfozie mogą zostać poddane wszystkie pokoje. Ja odmieniłam swój oraz kuchnię. W ofercie firma Stiledo ma znacznie więcej plakatów, np. do pokoików dziecięcych, jadalni, pokojów młodzieżowych, salonów czy przedpokoi. Jeżeli chodzi o sposób dostawy, to przywiózł mi je kurier UPS. Nie są one "złożone", to trzeba zrobić na własną rękę, ale dzięki temu ramy są bardzo dobrze zabezpieczone. Są one bowiem fabrycznie zapakowane w folię. Dodatkową folię ochronną mamy na pleksi. Zabezpieczone są również rogi ramy tekturowymi "rożkami". Całość dotarła bez szwanku. Plakaty z kolei zapakowane są pomiędzy dwie twarde kartonowe "ścianki", dzięki czemu nie pogniotą się w transporcie. To na pewno nie ostatnie plakaty, które stamtąd mam. Polecam!

Podobają Wam się moje plakaty? Lubicie w taki sposób dekorować swoje ściany?

Czytaj dalej

środa, 15 maja 2019

Mix mini recenzji kosmetycznych - Solverx, Peel Mission, Weleda oraz Deborah Milano

Jakiś czas temu dotarła do mnie paczka z kosmetycznym mixem. W jej skład wchodziły kosmetyki, których używa się na co dzień. Tym bardziej byłam z niej zadowolona. Mogłam przetestować kosmetyki marki Solverx, Peel Mission, Weleda oraz Deborah Milano (przy czym ta ostatnia była jedyną marką, którą znałam już wcześniej, bo miałam z nią do czynienia). Dziś chciałabym opisać Wam te kosmetyki w mini-recenzjach. Powiem to wszystko, co uważam za najistotniejsze.


DERMOKOSMETYKI SOLVERX - EMULSJE POD PRYSZNIC

Ta marka była mi do tej pory nieznana. Bardzo lubię dermokosmetyki i mam ich w domu sporo. Czasem mam takie momenty, że moja skóra potrzebuje "wyciszenia". Często raczę się pięknie pachnącymi żelami, które (nie oszukujmy się) mają różne składy. Ucieszyłam się z tych emulsji. Są to duże butle, które mają 500 ml każda. Wykonane są z białego plastiku, przez który nie widać, ile produktu pozostało. Każda emulsja pochodzi z innej serii. Mamy tu emulsję do skóry atopowej, do skóry wrażliwej damskiej i do skóry wrażliwej męskiej. Dozuje się je za pomocą pompki. Jedna emulsja dotarła do mnie ułamana, więc po prostu przekładam sobie czasem dozownik. Konsystencje w przypadku każdej z tych emulsji są takie same, tj. mają mleczne zabarwienie i pod wpływem ciepła ciała spływają po nim. Nie jest to coś zwartego, zbitego.Zapach jest bardzo delikatny, przyjemny dla nosa. Powiedziałabym, że delikatnie "apteczny", jeśli wiecie, co mam na myśli. Pianka podczas mycia jest bardzo delikatna, wręcz znikoma, ale to było oczywiste. Emulsja dla kobiet i mężczyzn wzbogacona jest w kompleks olejów lnianego i z wiesiołka, a także kompleksu ekstraktu krwawnika i lukrecji i kwasu laktobionowego. Tak na dobrą sprawę, nie wiem czym mają się te emulsje różnić, bo skład mają identyczny - dziwne. Z kolei emulsja do skóry atopowej składa się kompleksu olejów jojoba, z czarnuszki i oleju lnianego oraz komplesu kwasu laktobionowego i glicyryzynowego. Każda z tych emulsji łagodzi naszą skórę. Nawilża ją, natłuszcza, a także delikatnie łagodzi stany zapalne. Po kąpieli nasza skóra nie jest sucha. Może te emulsje nie sprawiają takiej przyjemności, bo nie pachną słodkimi owocami czy kwiatami, ale za to bardziej delikatnie i troskliwie zajmą się naszym ciałem.


PEEL MISSION - TONIK DO SKÓRY ZE ZMARSZCZKAMI MIMICZNYMI

Toników mam naprawdę sporo, ale nigdy nie miałam takiego z przeznaczeniem do zmarszczek mimicznych.  Ma on pojemność 200 ml. Mieści się w białej, plastikowej butelce z zamknięciem na "klik". Oprawa tego, jak i poniższego produktu, podobnie, jak w przypadku marki Solverx bardzo apteczna. Zapach dość mocny - nie spodziewałam się. Jest też specyficzny. Ciężko mi go określić. Przypomina mi coś czego nie potrafię odszukać w zakamarkach pamięci. Nie każdemu może się spodobać, ale dla mnie jest ok. W tle wyczuwam jakąś cytrynową nutę, która ma odbicie w składzie (Citrus Grandis). Konsystencja typowa dla toniku, czyli woda, nie ma też żadnej barwy. Szczególnie polecany jako pielęgnacja podtrzymująca efekty zabiegu B-Like Peel. Preparat zawiera kwas gamma-aminomasłowy wpływający na redukcję stymulacji mięśniowej, dzięki czemu wygładza zmarszczki mimiczne (jak twierdzi producent). Preparat reguluje pH skóry, pozostawia ją odświeżoną i wygładzoną, co odbija się na jej lepszym, wizualnym wyglądzie. Używałam go jakiś czas temu. Na twarzy widoczne zmarszczki mimiczne mam na czole oraz w zewnętrznych kącikach oczu. Nie zauważyłam, by zostały one znacznie spłycone, w każdym razie na pewno nie na czole. W okolicach oczu możliwe, że widzę delikatną poprawę. Skład jest bardzo krótki, a to lubię. Widnieje w nim tylko 9 składników.
 
PEEL MISSION - KREM WYGŁADZAJĄCY ZMARSZCZKI MIMICZNE

Kremik mieści się w małej, aczkolwiek poręcznej tubce, wykonanej z miękkiego plastiku. Jego pojemność, to 50 ml. Można go postawić na "głowie", dzięki czemu konsystencja spływa i jest zawsze u wyjścia. Pozostając w jej temacie, jest ona biała, kremowa, lekka. Szybko się wchłania i pozostawia na skórze przyjemny film. Zapach przeciętny, nie do końca mi odpowiada, co niestety przełożyło się na moje niesystematyczne używanie go. Producent radzi stosować ten krem 2 razy dziennie, wmasowując go okrężnymi ruchami. W składzie kompleks peptydowy i kwas gamma-aminomasłowy, które mają odbicie w redukcji zmarszczek mimicznych.


DEBORAH MILANO - KREM BB - 01 BEIGE

 O tym produkcie niestety powiem najmniej, ponieważ nie pasuje on do mojej cery. Wydawać by się mogło, że odcień 01 będzie bardzo jasny, aczkolwiek tu niestety tak nie jest. Kolor jest tak ciemny, że wydaje mi się, że mógłby pasować osobie o baardzo ciemnej karnacji. Pochwalić mogę opakowanie - jest małe i zgrabne. Zapach jest bardzo ładny - delikatny, ale słodki. Po prostu piękny. Bardzo żałuję, że nie mogę się nim raczyć na co dzień. Zamknięcie na zakrętkę zastąpiłabym "klikiem". Jego pojemność, to 30 ml.

DEBORAH MILANO - RÓŻ DO POLICZKÓW - 01 MAHOGANY

Od bardzo dawna nie używałam różu do policzków. Zazwyczaj ograniczam się do bronzera oraz rozświetlacza. Ciężko jest znaleźć mi odpowiedni odcień różu, który fajnie zgrywałby się z moją cerą. Róż Deborah Milano w odcieniu 01 Mahogany bardzo mi jednak odpowiada. Wszystko za sprawą delikatnego efektu, który dzięki nim uzyskuję. Po nałożeniu na twarz efekt końcowy jest taki nienachalny, subtelny. Dodaje twarzy fajnego rumieńca bez przesadzonego, mocnego odcienia. Ten róż, to taki kompakt. W środku mamy dodatkowo mini pędzelek, ale ja go nie używałam. Jest po prostu za mały. Maluję się w domu, a tam mam pod ręką całą gamę pędzli. Taki mały fajnie sprawdzi się poza domem, gdy chcemy troszkę poprawić makijaż, więc ogólnie fajnie, że się tam znalazł, mimo, że nie używam go za często. Kosmetyki kolorowe tej maki fajnie się u mnie sprawdzają. Jestem do dziś dnia zakochana w błyszczyku, który rozkochał mnie w sobie swoim kolorem i mam nadzieję, że to nie moje ostatnie spotkanie z tą marką.


WELEDA - SKIN FOOD LIGHT - KREM NATYCHMIASTOWO NAWILŻAJĄCY SKÓRĘ SUCHĄ

Na sam koniec wisienka na torcie, czyli kosmetyk marki Weleda. Czytałam o tej firmie bardzo wiele pochlebnych opinii, a sama niczego nie miałam. Kiedy nadarzyła się okazja do testów - po prostu się ucieszyłam. Kremma bardzo fajne, energetyczne opakowanie w kolorze ostrej zieleni. Takie kolory, szczególnie teraz wiosną, dodają dodatkowego powera. Zamknięcie na "klik", tak jak lubię. Opakowanie jest solidne, jak na tego typu tubkę. Ma taką matową powłoczkę. Pomimo ciągłego używania, nadal wygląda estetycznie bez żadnych zgięć czy wgnieceń. Po otwarciu mamy dość spory otwór, przez który wydobywa się krem. Konsystencja jest treściwa, nie spływa z dłoni. Ma delikatnie żółte zabarwienie. Zapach cytrynowy. Kosmetyk przeznaczony jest do skóry suchej - ja na pewno taką mam, ale tylko w niektórych partiach. Głównie broda i nos wraz z okolicami, więc tak go aplikowałam. Poziom nawilżenia był naprawdę zadowalający. Producent zaleca go do stosowania na ciało i przy tym dobrym nawilżeniu właśnie tak najczęściej go używałam. Skóra na moich łokciach i kolanach odżyła z czego niezmiernie się cieszę.

Cieszę się, że mogłam przetestować te produkty, bo dzięki temu poznałam wiele ciekawych i przede wszystkim nieznanych mi wcześniej marek, a właśnie o to w tym moim całym kosmetycznym hobby chodzi.

Znacie którąś z tych marek? Czy któryś z powyższych kosmetyków Was zainteresował?
Czytaj dalej