środa, 20 września 2017

3 zapachy idealne na jesień

Ostatnio u mnie na blogu bardzo aromatycznie. Wszystko za sprawą tego, że mamy już jesień i nie ma co temu zaprzeczać. Mam nadzieję, że jednak częściej będziemy widzieć jej słoneczne i złote oblicze, niż pochmurne i deszczowe. Wiele kobiet dopasowuje zapachy perfum, jakich używa do pór roku. Na wiosnę i lato często używane są zapachy świeże i lekkie, z kolei na jesień te cięższe i mocniejsze. A jakie perfumy ja polecam na ten okres?


#1 MARC JACOBS - DECADENCE - te perfumy przyciągają uwagę. W pierwszej kolejności przez piękny, zielony i nietypowy kolor, a po drugie... Imitują torebkę. Jeżeli tak samo, jak ja, macie fioła na punkcie torebek, to na pewno ten wygląd Was zauroczy. Nutami głowy tego zapachu są włoska śliwa, szafran i irys, z kolei nutami serca byłgarska róża, jaśmin Sambac oraz korzeń irysa. Na nuty bazy składają się papirus, vetiver i płynny bursztyn. Zapach jest bardzo mocny i intensywny, choć znam go tylko z próbki. Naniosłam sobie ten zapach na nadgarstek i czułam go cały dzień, a woń w ogóle nie słabła.

#2 THIERRY MUGLER - ALIEN - kolejny, bardzo popularny w mojej opinii zapach. Aliena zna chyba każdy, jak nie z doświadczeń osobistych z tymi perfumami, to chociażby z licznych wpisów mu poświęconych. Nutami zapachowymi zapachu Alien są kwiat pomarańczy, ambra, jaśmin, nuty drzewne, nuty zielone i wanilia. Zapach oceniam, jako woń specyficzną i albo się ten zapach pokocha, albo wręcz przeciwnie. Trzeba jednak przyznać, że jest on uwodzący i bardzo intensywny.

#3 VERSACE - CRYSTAL NOIR - ten zapach jest mi najbliższy, ponieważ miałam pełnowymiarowe opakowanie. Kiedy użyłam go po raz pierwszy, zapach powalił mnie swoją intensywnością. Jedno psiknięcie i byłam cała w tym zapachu. Początkowo był dla mnie dość dziwny, ale kiedy trochę się ulotnił zakochałam się w nim bez pamięci. Na nuty zapachowe składają się nuty głowy, takie jak świeża nuta, pomarańcza. Nuty serca, to gardenia i piwonia, a nuty bazy, to drzewo sandałowe, ambra i piżmo.

https://www.e-glamour.pl/pol_m_WYPRZEDAZ-JESIEN-2017-19898.html

Mam dla Was dobrą wiadomość. Na  stronie E-Glamour od wczoraj, tj. 19.09., aż do 26.09. trwa jesienna wyprzedaż, dzięki której wybrane perfumy i kosmetyki kupicie taniej o 50%. Jesień zazwyczaj potrafi zdołować, wprowadzić w negatywny nastrój, więc wierzę, że taka dobra wiadomość, niektórym poprawi humor. Wiem, że do Świąt Bożego Narodzenia jest jeszcze daleko, ale czasem warto zrobić zakupy z wyprzedzeniem, szczególnie kiedy trafiają się takie okazje.

A według Ciebie, jaki zapach na jesień jest najlepszy? Masz swojego ulubieńca?
Czytaj dalej

wtorek, 19 września 2017

Marc Jacobs - perfumy Daisy Eau So Fresh

Bardzo lubię kupować perfumy i poznawać nowe (dla mnie) zapachy. Na stokrotki od Jacobsa czaiłam się już długo. Często zdarza mi się kupować perfumy w ciemno, nawet te drogie, ale po ostatniej perfumowej wpadce, najpierw kupuję tester. Tak też było i tym razem. Zamówiłam próbkę zapachu i przepadłam. Wiedziałam, że teraz już mam zielone światełko do zakupu i takim oto sposobem perfumy Daisy Eau So Fresh Marca Jacobsa zawitały w moje skromne progi. Na stronie Iperfumy.pl akurat była na nie promocja, więc udało mi się je kupić taniej.


Skusiłam się na wersję o pojemności 75 ml. Zapłaciłam za nią niecałe 180 zł, więc teoretycznie jestem zadowolona. Na dużą pochwałę zasługuje tutaj wygląd tych perfum. Sama fiolka jest tutaj bardzo prosta, surowa i klasyczna - widnieje na niej tylko twórca oraz nazwa perfum. Całą robotę robi jednak zatyczka. Przedstawia ona bukiet stokrotek. Kwiaty są silikonowe, a sama zatyczka duża, dzięki czemu łatwo otwiera się te perfumy. Kwiaty są też dość duże i różnokolorowe, więc stanowią dla mnie dodatkowy gadżet do zdjęć. Tak pięknie wyglądające perfumy będą ozdobą niejednej kobiecej toaletki. Zdecydowanie zwracają na siebie uwagę!


Woń można określić, jako kwiatowo-owocową. Jest to moja ulubiona kategoria perfum. Zapach jest słodki, ale i świeży. Między tymi dwoma woniami istnieje świetny balans, ponieważ perfumy nie są mdło słodkie, a świeże ze słodkim tłem. Zapach jest idealny na wiosnę i lato, ale jako fanka takich woni, nie wyobrażam sobie odstawić ich na jesień i zimę, dlatego te perfumy będą towarzyszyły mi cały rok. Jeżeli bardziej chcielibyście zagłębić się w znajdujące się w tej buteleczce zapachy, to... Nutami głowy w tym zapachu są różowy grejpfrut, malina i gruszka. Na nuty serca składają się fiołek, dzika róża, kwiat jabłoni, liczi i płatki jaśminu. Bazą zapachu są cedr, piżmo i śliwka. Daisy Eau So Fresh odznacza się bardzo dobrą trwałością. Na ciele wyczuwam je cały dzień, a na ubraniach jeszcze dłużej. Świetnie się w nie wtapiają i pozostają na nich, aż do prania. Używając tych perfum czuję się wyjątkowo i kobieco. Uwielbiam otoczyć się ich zapachem nie tylko na ważne wyjścia, ale i każdego dnia, ponieważ ten zapach uzależnia.

Znacie perfumy Daisy Eau So Fresh? A może macie jakiś inny zapach z tej rodziny godny polecenia? Macie swoje ulubione perfumy wśród innych marek? Podzielcie się! :)
Czytaj dalej

poniedziałek, 18 września 2017

Lanaline - naturalne świece i woski, które wypełnią Twój dom pięknymi zapachami

Świece to jest to, co kocha chyba każda kobieta. Znam mężczyzn, którzy również lubię raczyć się ich płomieniami i zapachami, choć nie jestem do końca przekonana, czy nie robią tego po prostu dla swoich kobiet. Tak czy inaczej, palenie świec czy wosków trwa u mnie cały rok, ale zdecydowanie bardziej uaktywnia się to u schyłku lata lub wraz z początkiem jesieni. Na dworze jest szaro, buro i ponuro, a jakby tego było mało, zimno i deszczowo. Człowiek musi sobie jakoś radzić żeby się nie zdołować. Mnie z opresji wybawiają właśnie takie produkty. Dziś chciałabym opowiedzieć Wam trochę o naturalnych świecach i woskach marki Lanaline. Lanaline jest małą, rodzinną firmą, która z wielką pasją i zaangażowaniem oraz widocznym sercem na dłoni produkuje świece i woski zapachowe. Produkty Lanaline są w 100% naturalne!


W pierwszej kolejności moją uwagę zwróciły piękne opakowania. Niestety nie uwidoczniłam ich na zdjęciach, ale mam nadzieję, że mi to wybaczycie. Świeca sojowa (biała) zapakowana była w czarny, jakby matowy kartonik, który dawał wrażenie, że mam do czynienia z ekskluzywnym produktem. Z kolei świeca palmowa zapakowana była tak, jak wosk, w celofanowy woreczek przewiązany rafią. Wszystko to prezentowało się naprawdę bardzo ładnie i schludnie. Jeżeli chodzi o "opakowania" właściwe, to wosk sojowy mieści się w szklanym, mlecznym słoiczku zwężanym ku górze. Wosk palmowy mieści się w kwadratowym, grubym szkle, dzięki czemu widać piękne odcienie świec (dostępne są różne kolory w zależności od zapachu). Każda świeca dodatkowo opatrzona jest naklejkami z nazwą marki na czele oraz na spodzie z opisem zapachu i rodzajem świecy.


Jak widzicie, skusiłam się na świecę sojową o zapachu truskawki, świecę palmową o zapachu słodkiego granatu oraz woski, które pachną owocami leśnymi. Moje zamiłowanie do owocowych zapachów widoczne jest tu, jak na dłoni. Wszystkie zapachy bardzo wpisują się w mój gust, nie są takie sztuczne, a wręcz przeciwnie, bardzo słodkie i głębokie. Po odpaleniu świec początkowo nie czuć za bardzo żadnej woni, dopiero gdy wosk w świecy się stopi i powstaje warstwa płynna, jego zapach ładnie się rozprzestrzenia. Nie jest przesadnie intensywny, nie męczy, wręcz przeciwnie - przebywanie w tych aromatach to czysta przyjemność.


Świeca sojowa ma biały kolor, ponieważ jest to naturalny kolor wosku sojowego.Jej wymiary to 9x8 cm, a czas palenia, to 60 godzin. Dostępnych wariantów świecy sojowej jest 7 - są to głównie warianty zapachowe, ale jest też bezwonny, którego można używać do masażu oraz wosk czarny, z przeznaczeniem dla mężczyzn. Cena tych świec, to 55 zł i w porównaniu ze świecami YC, których skład nie jest naturalny, te wypadają niedrogo. Druga świeca, tj. świeca palmowa, pochodzi z serii Enjoy. Do wyboru mamy dwa warianty, jeżeli chodzi o rozmiar. Są to świece małe i średnie. Wariantów zapachowych i kolorystycznych jest również 7. Moja świeca jest w małym rozmiarze - większe pakowane są dodatkowo w biały kartonik. Cena w zależności od rozmiaru, to 20 lub 40 zł. Producent zaleca dzienne palenie świecy w czasie maksymalnym 2,5-3 godzin - czas ten sprzyja równomiernemu spalaniu się wosku oraz zapobiega powstawaniu tuneli. Woski do kominka, to również woski sojowe - w mojej opinii mają taką samą intensywność zapachu, jak świeca. Kupić je można za 8 zł. Cena ta obejmuje 8 małych wosków. Jestem zauroczona świecami Lanaline. Wyglądają skromnie, ale pięknie. Są naturalne, więc z pewnością przypadną do gustu osobom, które żyją w 100% w zgodzie z naturą. Świece nie są drogie, jeżeli weźmiemy pod uwagę ich naturalne składy. To moje pierwsze naturalne świece i podejrzewam, że nie ostatnie.

Kupujecie świece naturalne?
Czytaj dalej

niedziela, 17 września 2017

Lirene - pielęgnacja prosto z Morza Martwego - balsamy i mgiełka do ciała Mineral Collection

Zbliża się jesień, która już od dłuższego czasu wisi w powietrzu. Widać to chociażby po zmianach, jakie zachodzą na drzewach czy temperaturze odczuwalnej. Nie ma żartów, trzeba przygotować się na najgorsze, czyli jeszcze więcej deszczu i chłodu. Takie poranki czy wieczory warto uprzyjemniać sobie ulubionymi kosmetykami, które nas zrelaksują i choć na chwilę pozwolą zapomnieć o tym, że lato odeszło. W tym roku wyjątkowo mocno za nim rozpaczam, bo tak naprawdę nie zdążyło za bardzo się rozgościć, a już musi odejść. Ucieczka w kosmetyki wydaje się być tu dobrym rozwiązaniem. Swoje ciało jesienią i zimą balsamuję zdecydowanie częściej, niż latem czy wiosną. Rozpoczyna się sezon grzewczy, a co za tym idzie, w domu zaczyna robić się sucho, co w konsekwencji przekłada się na stan naszej skóry. Warto wtedy dopilnować, by miała ona odpowiedni poziom nawilżenia. O moje nawilżenie dbają od jakiegoś czasu kosmetyki Lirene - balsamy oraz mgiełka z serii Mineral Collection.


Balsamy mieszczą się w plastikowych, bardzo elastycznych tubach, które wyglądają przepięknie. Swoim kolorem oraz grafikami idealnie nawiązują do podwodnego świata.  Zamknięcie na "klik". Produkty stawia się tak, że zawsze spływają i nie ma najmniejszego problemu z wydobywaniem ich z opakowań. Zapachy są (wydaje mi się) takie same. Są delikatne, świeże i bardzo przyjemne dla nosa. Utrzymują się na skórze przez jakiś czas. Balsamy mają takie same konsystencje i tu jetem trochę zaskoczona - z reguły lekkie balsamy mają wodniste i delikatne konsystencje, z kolei te odżywcze są gęste i bardziej treściwe. W tym przypadku oba produkty mają konsystencję lekką, która bardzo szybko się rozsmarowuje i wchłania w mig. Nie było sensu, bym testowała oba te balsamy sama. Podzieliłam się z mamą. Sobie zostawiłam lekki balsam odżywczy z jedwabiem morskim, a mamie podarowałam multi-regenerujący balsam do ciała z minerałami z Morza Martwego.


Obie mamy, jak najbardziej pozytywne wrażenia z testowania. Moja skóra (poza łokciami) nie jest zbyt absorbująca - raz na jakiś czas nakładam balsam, pod prysznicem dodatkowo aplikuję jakiś olejek i jej to pasuje, stąd też wybór lekkiego balsamu. Dla osób z takimi niewygórowanymi potrzebami, jak ja, balsam sprawdzi się przez cały rok, ponieważ dobrze nawilża, wygładza i naprawdę świetnie pachnie. Podobnie sprawa ma się w przypadku balsamu multi-regenerującego dedykowanego do skóry suchej.  Mimo, że konsystencja jest dość niepozorna, to balsam daje radę. Szybko się wchłania, nie bieli, nie pozostawia tłustego filmu (podobnie, jak lekki balsam), a gładką i miłą w dotyku skórę.


Na koniec zostawiłam sobie mój hit, czyli olejkową mgiełkę do ciała z koralem morskim. Jest to produkt dwufazowy - przed użyciem należy go wstrząsnąć, po czym uzyskamy taki piękny kolor, jak na zdjęciu powyżej. Mgiełkę aplikuje się za pomocą atomizera, który świetnie rozpyla produkt. Nie leje się on bowiem strumieniami, a bardzo szeroką, delikatną mgiełką. Kiedy chcę nanieść ją na nogi, zazwyczaj je złączam, bo ta średnica rozprysku jest szeroka nie na żarty. Mimo, iż jest to produkt z olejkiem, to po jego użyciu nie kleimy się, ani nie jesteśmy tłuści - czego się obawiałam, a mimo to nasze nogi czy inne części ciała bardzo ładnie błyszczą. Mgiełka błyskawicznie się wchłania pozostawiając nasze ciało pięknie pachnące. Kiedy po raz pierwszy użyłam tego kosmetyku, mój chłopak od razu go wyczuł i pochwalił to, jak ładnie pachnę - to był dla mnie dowód na to, że skoro  największy kosmetyczny ignorant zwrócił na niego uwagę - musi być godny uwagi. Mgiełka nie jest zbyt wydajna, by pokryć całe ciało, potrzebuję naprawdę wielu pompek (a ja dodatkowo należę do tych wysokich, więc jeszcze większa powierzchnia do pokrycia). Mimo to, motywuje mnie do do kolejnego zakupu.

Znacie kosmetyki Lirene z linii Mineral Collection?


Czytaj dalej

sobota, 16 września 2017

Złote plakaty - Twój dom w nietuzinkowym stylu

Każdy z nas kocha otaczać się pięknymi rzeczami i pragnie, by w jego życiu było ich, jak najwięcej. My kobiety kochamy różnego rodzaju duperelki, które ustawiamy na półkach. Przestawiamy je z jednego miejsca do drugiego, by znaleźć im te najbardziej odpowiednie. Wymieniamy je w zależności od pór roku i z każdym dniem gromadzimy ich coraz więcej. Mnie, każdy nawet najmniejszy drobiazg bardzo cieszy. Poza półkami ozdabiamy też nasze ściany. Bardzo popularne stały się różnego rodzaju plakaty dekoracyjne i motywacyjne, które każdego dnia dają nam kopniaka do działania, albo przypominają nam, co w życiu jest naprawdę ważne. Moje ściany od kilku tygodni ozdabiają wyjątkowe dekoracje ze sklepu Złote plakaty. Jestem nimi zauroczona i wiem, że Was też kupią one w całości! Już od bardzo dawna staram się dopieścić mój kącik i czuję, że prawie mi się to udało.


Dlaczego napisałam prawie? Ano dlatego, że brakuje mi jeszcze zasłon. Na zdjęciu widnieją jasne firanki, bez żadnych wzorów. Ogólnie preferuję na oknach jedynie zasłony, firanki mi się nie podobają, ale na potrzeby zdjęć, pięknie się tu wpasowały. Mój kącik sypialniany mieści się pod skosem, dlatego nie mam tam za dużo powierzchni, którą mogłabym wykorzystać. Mimo to, srebrne plakaty wpasowały się tu cudownie! Liść akacji oraz cytat "wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej" dopasowany w konturze domu tworzą bardzo zgrany duet.


Producent tak pięknie pisze o swoich plakatach, że postanowiłam Wam te opisy przytoczyć. O plakacie z liśćmi akacji pisze tak: "Kocha, lubi, szanuje… kto z nas nigdy nie wróżył w ten sposób z delikatnego liścia akacji? Wiele miłosnych perypetii z czasów szkolnych rozwiązywanych było właśnie w ten sposób. Taki plakat sprawdzi się w każdym wnętrzu, w którym brakuje przysłowiowej „kropki nad i”. Doda uroku ścianie w sypialni, a powieszony nad kuchennym stołem będzie alternatywą dla prawdziwych, żywych roślin. Dekoracja z delikatną gałązką akacji ożywi nawet korytarz czy łazienkę sprawiając, że te często pomijane w dekorowaniu wnętrza nabiorą nowego charakteru." Z kolei plakat z cytatem opisuje w sposób następujący: "Plakat Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej to nowoczesne spojrzenie na znane przysłowie. Grafika, która otula tekst jest jego domem, w którym czuje się najlepiej. Chcielibyśmy byś również czuł się tak we własnym domu, dlatego proponujemy Ci taką niebanalną dekorację ścienną."


Dlaczego te plakaty są tak wyjątkowe? Wszystko za sprawą metalicznego blasku, który zawdzięczamy własnoręcznemu nakładaniu specjalnej folii. Plakaty pięknie odbijają światło. Patrząc na nie z boku, widzimy delikatną poświatę i zarys tego, co się na nim znajdują. Z kolei patrząc na wprost, kolory są ciemne i intensywne. Przy składaniu zamówienia można wybrać takie kolory, jak: złoty błyszczący, złoty matowy, srebrny, miedziany, rose gold oraz czarny bez połysku. Wybrać możemy również rozmiar i do wyboru mamy ich, aż 9.


Skusiłam się na 4 plakaty. Dwa srebrne, które widzicie powyżej o wymiarach A3 oraz A4, a także czarny plakat bez połysku w rozmiarze A3 oraz plakat rose gold w rozmiarze A4. Te dwa ostatnie plakaty wiszą w innych pomieszczeniach w moich domu.


Czarny plakat jest najbardziej uniwersalny. Nie odbija światła, więc jest dobrze widoczny z każdej perspektywy. Przedstawia serce z napisem: "and they lived happily ever after" i wisi w sypialni moich rodziców. Jest ona utrzymana w szarościach, więc kolor czarny idealnie tam pasuje.


Ostatni plakat ma cudowny kolor! Odcień rose gold, czyli takie różowe złoto wygląda naprawdę pięknie. Dla mnie jest to taki odcień miedziany, który teraz jest bardzo na topie. Na plakacie można dostrzec napis: "Happiness is here to stay". Charakterystyczną cechą plakatów jest to, że oprawione są one w ramki, które mają taki sam odcień, jak to, co zechcemy mieć na plakacie. Tworzy to bardzo spójną całość. Ramki i plakaty sprzedawane są oddzielnie. Bardzo fajnym rozwiązaniem jest zastąpienie szybki w ramie taką jakby plexą. Świetnie odbija ona światło, nie pęknie w transporcie, czy chociażby wtedy, jak jakimś cudem spadnie ze ściany.


Jestem zauroczona tymi plakatami i z pewnością zamówię jeszcze kilka, kiedy będę urządzała swój dom. Plakaty te są oryginalne i nietuzinkowe i zgadzam się z producentem, że ich powieszenie, bądź postawienie w domu postawi kropkę nad "i" w wykończeniu całego domu. Jest jeszcze jedna, ciekawa opcja. Plakaty można wydrukować również na czarnym tle. Wtedy te złote, błyszczące napisy wyglądają bardzo elegancko i z klasą.

Znacie stronę Złote plakaty? Co myślicie o takich dekoracjach ścian?
Czytaj dalej