piątek, 20 września 2019

Pomysły na prezent z okazji Dnia Chłopaka z MyGiftDNA

Dzień Chłopaka już 30 września. Nie jest to święto, które hucznie obchodzimy, jednak zawsze staram się podarować mężowi coś z tej okazji, chociażby z sentymentu i dla podtrzymania tradycji, którą zapoczątkowałam ponad 11 lat temu. Przez tyle lat, zdążyłam już podarować Robertowi naprawdę wiele. Z czasem pomysłów na kolejne prezenty brak. Z pomocą przychodzi MyGiftDna. W tym sklepie znajdziecie masę personalizowanych produktów, które dzięki grafikom i dedykacją nadają prezentom wyjątkowy wygląd.Wybrałam z oferty dwie rzeczy, które wręczę Robertowi 30go.


POWERBANK Z WŁASNYM PROJEKTEM 

Ten powerbank widnieje na stronie z inną grafiką. Postanowiłam wypełnić rubryki i zdać się na los, co MyGiftDna przygotują. Jakie było moje zdziwienie, gdy dostałam na maila propozycję projektu. To było dla mnie miłe zaskoczenie, gdyż myślałam, że po prostu wpisane przeze mnie słowa zostaną umieszczone na grafice, którą wtedy widziałam. Po małej modyfikacji projekt był gotowy do realizacji. Postanowiłam na prosty, dwukolorowy (zielono-żółty) napis, bez żadnych dodatków. Powerbank jest szary, jak widać prostokątny. Jego wymiar, to 140x72x13 mm. W zestawie dołączone są dwa kabelki (Wejście: 5 V / 2 A [port micro USB], wyjście: 5 V / 2,4 A [port USB] oraz 5 V / 3A [typ-C]). Posiada wskaźnik poziomu baterii. Zapakowany w schludnym, czarnym pudełku.


PRALINY Z BELGIJSKIEJ CZEKOLADY

Mam nadzieję, że wybaczycie mi, że pokazuję praliny w ten sposób, ale na stronie można dodatkowo wykupić opcję pakowania prezentu, której ja postanowiłam skorzystać. Wszystko jest tak ładnie zapakowane, że szkoda było mi to otwierać, bo nie udało by mi się potem tego spakować tak samo. W ramach rekompensaty pokażę Wam niżej, jaki wzór pralin (opakowania) wybrałam. Może mój mąż nie należy do grona typowych łasuchów, ale od czasu do czasu, jak każdy, ma ochotę na coś słodkiego, dlatego praliny z belgijskiej czekolady na pewno go zadowolą (jadłam już praliny z MyGiftDna, więc nie brałam ich w ciemno). W środku znajduje się 12 czekoladek w różnych kształtach i o różnych smakach. Każda dodatkowo zapakowana w papilotkę. Pralinki są przepyszne, rozpływają się w ustach. Wcześniejsze, które zamawiałam były w większości te same, stąd wiem co mówię. Mam nadzieję, że mąż się ucieszy.




A Wy co planujecie sprezentować swoim drugim połówkom? A może omijacie to święto?
Czytaj dalej

czwartek, 19 września 2019

WYDAWNICTWO ALBATROS | CO BĘDĘ CZYTAŁA?

Mam słabość do Wydawnictwa Albatros, ponieważ to spod ich skrzydeł wychodzą książki Nicholsa Sparksa, które naprawdę bardzo lubię. Mam małą kolekcję (na ten moment 10 książek), więc jeszcze troszkę muszę dokupić, by była kompletna. W między czasie czytam też inne książki wydane przez to Wydawnictwo. Dziś chciałabym pokazać Wam ostatnie nowości, jakie do mnie dotarły, a są to dwie książki: "Instytut" S. Kinga oraz "Noc, kiedy umarła" J. Blackhurst.


JENNY BLACKHURST - NOC, KIEDY UMARŁA / PREMIERA 18 WRZEŚNIA

Tej nocy stała na klifie i patrzyła w dół, na fale, tak jak dziesiątki razy wcześniej. Ale tym razem było inaczej – miała na sobie suknię ślubną, na rozwianych blond włosach welon i… tym razem skoczyła. Świadkowie stali na tyle blisko, że wszystko widzieli, nie zdążyli jednak jej zatrzymać. Policja prowadziła poszukiwania – bez skutku. Evie Bradley przepadła, a jej ciało zmyły fale morza. I tylko jedna osoba wie, dlaczego. Jej najlepsza przyjaciółka, Rebecca. Miesiąc po tej tragedii zdruzgotana Rebecca dostaje wiadomość: Mogłaś mnie uratować. Ale umarli nie mówią ani nie piszą… Kto więc wciąga Rebeccę i męża Evie, Richarda, w chorą grę oskarżeń i iluzji? I, na litość boską, dlaczego? // Kiedyś nie lubiłam książek w tym klikacie, ale od jakiegoś czasu się do nich przekonuję. Tym bardziej, że autorzy, którzy wydają swoje książki w Wyd. Albatros mają naprawdę "dobre pióro". Polubiłam ten dreszczyk emocji, tą niepewność, która towarzyszy rozwiązywaniu nierzadko zawiłych zagadek i odkrywaniu tajemnic. Czy Evie naprawdę nie żyje? Niebawem się o tym przekonam.



STEPHEN KING - INSTYTUT // PREMIERA 11 WRZEŚNIA

Luke Ellis budzi się w pokoju do złudzenia przypominającym jego własny, tyle że bez okien. Wkrótce orientuje się, że trafił do tajemniczego Instytutu i nie jest jedynym dzieciakiem, którego tu uwięziono. To miejsce odosobnienia dla nastolatków obdarzonych zdolnościami telepatii lub telekinezy. W Instytucie zostaną poddani testom, które wzmocnią ich naturalną, choć nadprzyrodzoną moc. Opiekunowie nie mają skrupułów – grzeczne dzieci są nagradzane, nieposłuszne – są surowo karane. Wszyscy jednak, prędzej czy później, trafią do drugiej części Instytutu, a stamtąd nikt już nie wraca. Gdy kolejne dzieci znikają w Tylnej Połowie Luke jest coraz bardziej zdesperowany. Musi uciec i wezwać pomoc. Bo jeśli komuś miałoby się udać, to właśnie jemu. Tylko, że nikt dotąd nie uciekł z Instytutu. // To jeden z najnowszych tytułów wydanych spod skrzydła Wydawnictwa Albatros i to jest totalnie w moim stylu. Gdybyście tylko widzieli, jak dotarła do mnie zapakowana. Miodzio! Była w wielkim kartonie, zapakowana w kolejny kartonik, przewiązany łańcuchem i by się do niej dobrać, musiałam odpowiedzieć na zamieszczone pytania, które stanowiły kod do kłódki. Była frajda! Niebawem zabieram się za czytanie.


Jak widzicie, książki tego wydawnictwa są różne. Głównie mroczne, pełne zagadek i niewyjaśnionych spraw, które czekają na poznanie. Ale jest tu też miejsce na romanse i miłosne uniesienia (bardzo miło wspominam tu książkę Beth O'Leary Współlokatorzy i czekam na kolejne dzieła tej pisarki). Niebawem przywędruję do Was z kolejną porcją książek z Wydawnictwa Albatros, a trzeba przyznać, że październik jest obfity w nowości.

Jaki gatunek książek jest Waszym ulubionym? Wpadł Wam któryś z tych tytułów w oko?

Czytaj dalej

środa, 18 września 2019

3 FAJNE SERIALE NA NETFLIXIE

Jesień sprzyja oglądaniu filmów/seriali czy czytaniu książek. Tak już jest, że gdy na dworze jest zimno, a pogoda ogólnie nas nie rozpieszcza, lubimy najzwyczajniej w świecie położyć się, zawinąć w kocyk, przygotować jakieś przysmaki, coś ciepłego do picia i pooglądać co nieco. Nie wiem, jak wy, ale ja tak mam! W zimne i deszczowe wieczory pochłaniam odcinki seriali jeden za drugim. Dziś chciałabym zaprezentować moje dwa serialowe odkrycia i jeden serial, który znam już troszkę dłużej.


SEX EDUCATION

Serial ten porusza bardzo wiele problemów, które towarzyszą szkolnej młodzieży. Mamy tu bowiem problemy rodzinne,  problemy z własną seksualnością czy piętnowanie inności. Głównymi bohaterami są tutaj Otis, który jest synem terapeutów seksualnych. Trauma spowodowana wczesnym odejściem ojca z domu, a także podsłuchiwanie terapii, które przeprowadzała jego matka sprawiły, że ma on fobie dotyczącą własnej seksualności i zarazem wielką wiedzę na ten temat. Zwraca on na siebie uwagę Meave, która wymyśla im wspólny biznes, w którym Otis ma zostać terapeutą i udzielać seksualnych porad swoim rówieśnikom i innym szkolniakom. Poruszany jest tu również wątek orientacji seksualnej. Przyjaciel głównego bohatera, Eric, jest homoseksualistą, który musi stawić czoła złośliwym uwagom  rzucanym w jego stronę. Spodobał mi się ten serial, mam nadzieję, że drugi sezon powstanie, jak najszybciej.


DOM Z PAPIERU

Słyszałam o tym serialu wiele dobrego już przez dłuższy czas, ale nigdy nie było nam po drodze. Pewnej nudnej niedzieli, postanowiłam włączyć jeden odcinek na próbę i tak właśnie przepadłam! Jest to hiszpański serial o 8 przestępcach, którzy barykadują się w hiszpańskiej mennicy narodowej i tym samym podejmują się największego skoku w historii. Akcją dowodzi tajemniczy Profesor, który zawsze jest o krok przed policją. Znacie ten schemat, w którym kibicuje się negocjatorom i czeka się, aż złodzieje zostaną posadzeni za kratkami? Gwarantuję, że tu będzie inaczej! Będziecie trzymać kciuki za Tokio, Rio, Oslo, Helsinki, Moskwę, Denvera, Nairobi, Berlina i przede wszystkim profesora. On, choć nie jest w mennicy dowodzi całą akcją z zewnątrz i nierzadko nadstawia karku, by akcja nie zakończyła się fiaskiem. Serial na ten moment ma 3 sezony. Ostatni sezon skończył się niedawno, więc mam nadzieję, że kolejny powstanie bardzo szybko, bo 3 sezon zakończył się w takim momencie, że aż mnie skręca, że nie wiem, co będzie dalej.


SHERLOCK

Ten serial jest stosunkowo najstarszy. Ma 4 sezony i każdy z nich ma po 3-4 odcinki. Wydawać by się mogło, że mało, jednak przeciętny netflixowy odcinek serialowy trwa zazwyczaj 40-60 minut, a te nawet do 1,5 h. Serial opowiada o Sherlocku Holmesie, którego inteligencja jest znacznie powyżej przeciętnej. Dostrzega on szczegóły, których normalny człowiek nie widzi i nie zwraca na nie uwagi. Potrafi on rozpoznać programistę komputerowego po krawacie, a pilota samolotowego po jego kciuku. Przyznacie, że to nietuzinkowe umiejętności i spostrzegawczość. Pomaga on policji w rozwiązywaniu przestępstw, z którymi oni sobie nie radzą. Towarzyszy mu w tym Watson, były lekarz wojskowy.


Na Netflixie poznaję co i rusz jakiś fajny serial. Oglądam ich już tyle, a każda kolejna produkcja wciąga mnie jeszcze bardziej. Największe wrażenie, jak do tej pory, spośród wszystkich seriali netflixowych, jakie oglądał, zrobił na mnie Dom z papieru. Przebieram nogami na kolejny sezon.

Jaki jest Wasz ulubiony serial? Znacie któryś z powyższych?
Czytaj dalej

poniedziałek, 16 września 2019

Jak dobrać odcień podkładu? | Max Factor - podkłady i korektory FaceFinity

Dobranie idealnego odcienia podkładu wcale nie jest takie proste, jak mogłoby się wydawać. Prawda jest taka, że w ciągu roku te odcienie mogą być inne. Latem, gdy nasza skóra jest opalona, sięgamy po ciemniejsze kolory, z kolei zimą, gdy opalenizna powoli nas opuszcza wybieramy odcienie jaśniejsze. Jak zatem dobrać ten idealny odcień? Na początku warto odkreślić tonację podkładu. Czy wybieramy odcienie do cery zimnej, ciepłej czy neutralnej. Jeśli oczekujemy od podkładu ukrycia zaczerwienień, to wiadomym jest, że musimy odrzucić podkłady w różowej tonacji, bo tylko spotęgują efekt zaczerwienienia. Ważne jest również określenie rodzaju cery, tj. czy mamy cerę tłustą, suchą, normalną, a może mieszaną? Wiadomo, że dla posiadaczy suchej skóry podkłady mocno matujące nie są odpowiednie, tak samo, jak podkłady rozświetlające dla osób z cerą tłustą. Kiedy już ustalimy te informacje, możemy przejść do wyboru odcienia. Najczęściej popełnianym błędem jest nanoszenie podkładów na nadgarstek. Skóra tam jest bardzo jasna, cienka i absolutnie nawet nie przypomina koloru skóry na twarzy. Postępując tak, źle dobrany odcień podkładu mamy, jak w banku. Jeżeli już ktoś bardzo upiera się przy sprawdzaniu tego ręce, to należy to robić na zewnętrznej stronie. Jeśli o mnie chodzi, to bardziej odpowiednie wydaje mi się nakładanie go na twarz. Wybierzcie 2-3 odcienie podkładu, które waszym zdaniem, będą najlepiej pasować do waszej cery i zaaplikujcie je na linii żuchwy, po czym porównajcie je. Odcień najlepiej jest dobierać do szyi. Nie ma nic gorszego niż podkład odcinający się się tym miejscu. Wybranie odcienia pasującego do niej pozwoli nam ujednolicić całość.


Nie ukrywam, że dobranie odpowiedniego podkładu jest dla mnie rudnym zadaniem, bo często wybierając nawet najjaśniejszy odcień z oferty danej firmy, okazuje się on dla mnie za ciemny. Teraz nie będę miała tego problemu, dzięki przesyłce niespodziance od Max Factor. W jej skład wchodzi 12 podkładów z serii FaceFinity (All Day Flawless, Flexi Hold). Są to podkłady z filtrem SPF 20. Najjaśniejszy odcień, to 10 Fairy Porcelain, a kolejne to 33 Crystal Beige, 40 Light Ivory, 42 Ivory, 44 Warm Ivory, 45 Warm Almond, 50 Natural, 55 Beige, 70 Warm Sand, 75 Golden, 77 Soft Honey i najciemnieszy 80 Bronze.


Bardzo ciężko jest uchwycić różnice między tymi podkładami, jednak fajnie ukazuje ją powyższe zdjęcie. Postanowiłam wybrać odcień najjaśniejszy, średni i najciemniejszy. Jak widzicie, różnica między pierwszym i ostatnim jest ogromna. Stąd mój śmiały wniosek, że każda z Was znajdzie wśród tej 12 idealny odcień dla siebie.


 
KILKA SŁÓW O PODKŁADZIE MAX FACTOR FACEFINITY

Idealnym odcieniem dla mnie, tuż po lecie wydaje się nr 40 Light Ivory. Świetnie stapia się z kolorem mojej skóry i szyi. Ujednolica twarz. Dodaje jej takiej... Gładkości. Twarz po aplikacji podkładu jest taka aksamitna. To bardzo przyjemne uczucie. Podkład nie należy do najgęstszych. Jest taki w sam raz, by dobrze się rozprowadzał. Nie zastyga w mig, co cenię, bo można go wtedy idealnie rozprowadzić we wszystkie zakamarki naszej twarzy. Przykrywa niedoskonałości, ale nie w 100%. Warto więc wcześniej użyć korektora na większe wypryski. Jego konsystencja jest lekka i nie zapycha (a przynajmniej mam taką nadzieję, że tak się nie stanie. Ten wniosek wysnułam, ponieważ jest to nowa odsłona tego podkładu, a ja niedawno używałam tej starszej). Nie czuję się, jakbym miała maskę, więc kolejny plus. Jego buteleczka jest szklana, a podkład wydobywa się z opakowania za pomocą pompki, co jest higienicznym rozwiązaniem.



KOREKTOR MAXFACTOR FACEFINITY 

W pudełku znalazły się również 3 korektory w odcieniach Shade 010, Shade 020 i Shade 030. Na ten moment kolorem idealnym dla mnie wydaje się Shade 020. Nakładam go punktowo na krostki, które chcę ukryć. W połączeniu z późniejszą warstwą podkładu stają się niewidoczne i o to przecież chodzi.



Poniżej możecie zobaczyć porównanie 3 odcieni na skórze, ponieważ w opakowaniu nie jest to zbyt widoczne. Korektory fajnie się nakładają dzięki miękkiemu aplikatorowi.



Tak prezentuje się cała, piękna paczka od Max Factor. Dzięki niej jestem w stanie wybrać idealny odcień dla siebie, ale i dla mojej mamy, która ma znacznie ciemniejszą karnację. Moim koleżankom również się coś oberwie. 

A Wy znalazłyście już idealny odcień podkładu?
Czytaj dalej

niedziela, 15 września 2019

Co zamówić z Bonprix? | Moje zamówienie

Moje zamówienia z Bonprix praktycznie zawsze są udane. Nawet jeżeli coś mi nie pasuje, to zawsze mogę zwrócić i wymienić na bardziej odpowiedni rozmiar. Poza ubraniami, butami czy dodatkami, Bonprix to także miejsce, w którym znajdziemy pełno dodatków i akcesoriów do domu. Moje zamówienie, jak zwykle jest mieszane. Znalazło się w nim coś z odzieży, jak i z dodatków. Zapraszam do oglądania.


SUKIENKA LETNIA Z DŻERSEJU Z DEKOLTEM "CARMEN"

W tym roku kupiłam swoją pierwszą hiszpankę i o dziwo, fajnie w niej wyglądałam. Postanowiłam powiększyć swoją kolekcję o kolejną. Zamówiłam coś letniego. Czarną hiszpankę w kwiecisty wzór. Są to bardzo drobne kwiatki w różnych kolorach, choć przeważa wśród nich kolor czerwony i zielony. Sukienka jest miła w dotyku i fajnie leży na ciele, ale jest dla mnie za długa. Na to zwrot mi nie pomoże, więc zrobi to moja mama. Pewnie się dziwicie, po co mi hiszpanka na jesień? Ano, jest to zamówienie z 1 sierpnia, ale dopiero teraz znalazłam czas, by zaprezentować Wam te rzeczy.


ZŁOTY PASEK Z LIŚCMI Z CZERWONEGO ZŁOTA

Ten pasek zobaczyłam u znajomej i też zapragnęłam go mieć. Przyda się do przepasania np. nieco obszernej sukienki. Najbardziej podoba mi się w zestawieniu z jednolitą sukienką, np. w czarnym kolorze. Nie do końca zgodzę się, że jest to czerwone złoto, ale ma jakąś jego domieszkę. Wydaje mi się, że ten odcień jest na pograniczu żółtego i czerwonego złota. Pasek się rozciąga.



KOSZULA NOCNA BOKSERKA

Kiedy mieszka się na poddaszu, noce latem bywają naprawdę duszne i męczące. Dlatego do snu ubieram się po prostu lekko. Koszula nocna o kroju bokserki była idealna na upały. Ma bardzo przyjemny materiał i fajny nadruk, który przedstawia zamknięte oczy. Idealny motyw na koszulę nocną. Wybrałam ją w czarnym kolorze, bo to mój ulubiony.


T-SHIRT ZE SREBRNYM ZAMKIEM 

W moim zamówieniu znalazł się również czarny t-shirt, który pasuje do wszystkie. Jest prosty, bez żadnego printu, ale ma srebrny zamek, który jest jego ozdobą. Na dole ma jakby ściągacz, rękawki dość luźne. Lubię ją nosić i robię to na co dzień.


RĘCZNIKI GRANATOWE - 10 CZĘŚCI

Przeprowadzka do nowego domu zbliża się małymi krokami. Mam już sporo rzeczy z wyposażenia, ale... Brakowało mi ręczników. I takim oto sposobem w moim zamówieniu znalazł się komplet 10 sztuk. Zamówiłam je, bo cena była dobra. Najbardziej zadowolona jestem z tych największych i średnich. Dla tych malutkich na razie nie mam zastosowania. Pewnie znajdzie się wkrótce. Uszyte są z miękkiej, chłonnej bawełny. W zestawie 2 myjki o wym. 30/30 cm, 2 małe ręczniki o wym. 30/50 cm, 4 ręczniki o wym. 50/100 cm, 2 ręczniki kąpielowe o wym. 70/140 cm.


RĘCZNIKI GRANATOWE W KOTWICE

Nie mogłam się też oprzeć i nie zamówić ręczników w kotwice. Wydały mi się tak urocze, że nie mogłam się powstrzymać. Ręczniki mają marynarski motyw, a do tego fajne frędzelki. Mam tylko nadzieję, że nie będą się plątały w praniu. Ręczniki wykonane z bawełny, które dobrze chłoną wodę. Z obu stron mają odmienne kolory. Nadają się do prania w temp. 60°C. Ich wymiar, to ok. 50/100cm. Nie mogę się doczekać, kiedy zawisną w mojej łazience :)



I to by było na tyle! To zamówienie było bardzo owocne i jestem z niego zadowolona. Pewnie niebawem znów wpadnę w wir zakupów i wpadną nowe dodatki i ubrania, bo już mam kilka rzeczy upatrzonych. Przydałoby się zaopatrzyć w kilka jesiennych ciuszków.

Podoba Wam się moje zamówienie? Czy coś wpadło Wam w oko?




Czytaj dalej