sobota, 27 maja 2017

Holika Holika - żel aloesowy wielofunkcyjny

Szał na kosmetyki Holika Holika cały czas trwa. Ja dopiero teraz skusiłam się na zakup kilku produktów tej marki. Wybrałam żel aloesowy, aloesową piankę oczyszczającą, plastry na pory oraz maskę w płachcie. Nie wszystkie się u mnie sprawdziły, ale w większości jestem z nich bardzo zadowolona. Na pewno o każdym z nich napiszę kilka słów. Dziś chciałam skupić się na wielofunkcyjnym żelu aloesowym. Aloes jest w moim domu od lat. Mam go w doniczce i czasem częstowałam się jego dobroczynnymi listkami. Uważam, że jest on świetny na różnego rodzaju ranki czy wysypki. Ma w sobie bardzo wiele witamin i minerałów, do tego dobrze nawilża, dlatego znalazł tak szerokie zastosowanie w kosmetyce. Na ten żel miałam ochotę już od bardzo dawna. Szkoda mi odzierać moją roślinkę z kolejnych listów, dlatego uznałam, że najwyższa pora, by zakupić ten sławny żel Holika Holika.


Na samym początku warto wspomnieć o jego świetnym opakowaniu, które kształtem przypomina właśnie liść aloesu. Z tyłu naklejona jest nalepka, która dokładnie odwzorowuje ten listek. Do tego butelka ma piękny, zielony kolor. Żel wizualnie prezentuje się świetnie i już tym zachęca do zakupu i zwraca na siebie uwagę. Produkt ten w 99% składa się z ekstraktu z aloesu, więc można go stosować naprawdę na wiele sposobów. Jest to produkt uniwersalny. Sprawdzi się do każdego rodzaju skóry, od normalnej, poprzez suchą, aż po skórę wrażliwą i skłonną do podrażnień. Jest to produkt hipoalergiczny, więc sprawdzi się nawet na tej najbardziej wymagającej skórze. Konsystencja jest przyjemna, lekka, a żel ma przezroczysty kolor. Jest bardzo wydajny, bo już niewielka ilość wystarczy na pokrycie dość dużej powierzchni ciała.


Żel stosowałam na kilka sposobów. Pierwszym z nich była bezpośrednia aplikacja na twarz. Czytałam gdzieś, że super sprawdza się jako baza pod makijaż. Może nie sprawia, że makijaż utrzymuje się na twarzy znacznie dłużej, ale zdecydowanie wpływa na jego jakość. Skóra po stosowaniu żelu jest nawilżona, pozbawiona suchych skórek, więc po aplikacji podkładu, prezentuje się dobrze i wygląda na zadbaną. Kolejnym sposobem, w jaki użyłam tego żelu, była aplikacja na nogi tuż po ich depilacji. Kosmetyk przyniósł ulgę, a ewentualnie zacięcie w okolicy kostki potraktowane tym żelem nie szczypało tak bardzo. Żel może być również przeznaczony do smarowania na skórę po opalaniu. Ja nie lubię się opalać, ale moja mama w tym roku osiągnęła już bardzo widoczną opaleniznę, do tego stopnia, że aż schodzi jej skóra z pleców. Kręciła się po podwórku kosząc trawę i słońce mocną ją spiekło. Plecy paliły mamę tak bardzo, że musiała spać na brzuchu. Postanowiłam wypróbować ten żel i pomóc jej w cierpieniu. Przyniósł on mamie upragnioną ulgę. Z każdym dniem przekonuję się o kolejnych sposobach na jego użycie. Z pewnością po wykończeniu tego opakowania kupię kolejne. Mój żel ma pojemność 250 ml i zapłaciłam za niego ok. 34 zł na Iperfumy.pl.

Znacie produkty Holika Holika? Możecie mi jakiś polecić? Chętnie powiększę swoją kolekcję o kolejne produkty.
Czytaj dalej

piątek, 26 maja 2017

Claresa - lakiery hybrydowe o ulepszonej formule - swatche i pierwsze wrażenie

Nowości hybrydowe, to coś, co lubię najbardziej. Robienie paznokci sprawia mi naprawdę bardzo dużo frajdy, choć ostatnio trochę o tym zapomniałam. Natłok obowiązków związanych ze szkołą, daje mi się we znaki. Jednak muszę się Wam pochwalić, moja praca magisterska jest już napisana! Cieszę się, że chociaż to odeszło mi z puli obowiązków do zrobienia. Pozostało zaliczyć semestr, przeżyć obronę i cieszyć się wakacjami! Wtedy z pewnością będę miała więcej czasu na to, by przygotowywać dla Was więcej postów paznokciowych: pokazywać swatche, manicure, zdobienia czy tutoriale. Dziś chciałabym pokazać Wam nowe nabytki hybrydowe od marki Claresa. Są o hybrydo o ulepszonej formule. Ciężko jest mi się ustosunkować do tego i porównać ze starą formułą, bo po prostu nigdy nie używałam lakierów tej marki. Lakiery dotarły do mnie w formie testerów, co trochę mnie zaskoczyło. Zapraszam Was na swatche kolorów jakie dostałam.


#1 KOLOR 201 BROWN RABBIT-  kolor, który ja określiłabym, jako kolor pitnego kakao, producent nazwał go brązowym królikiem. Jest to kolor niby brązowy, ale nieco rozbielony i bardzo w moim stylu. Lubię takie kolory na paznokciach, szczególnie kiedy przełamuję je nieco jaśniejszymi odcieniami. Nie mam za wielu tego typu kolorów w swojej kolekcji (chyba tylko 2), więc cieszę się na jego wypróbowanie.


#2 KOLOR 305 GREEN HORSE - jest to kolor, który najmniej podoba mi się w całej kolekcji, bo to taki odcień zieleni, którego najbardziej nie lubię. Na zdjęciu wyszedł mi nieco pastelowo, ale w rzeczywistości bliżej mu do odcienia neonowego. Nie wiem czy kiedyś go wykorzystam. Może ko,uś go podaruję, bo jestem zdania, że nic na siłę.


#3 KOLOR 405 RED HORSE - tym razem mamy do czynienia z brokatową czerwienią. Drobinki zatopione w lakierze są malutkie i subtelne. Lakier jest ładny, podoba mi się, ale nie na teraz. Bardziej widziałabym go na swoich pazurkach zimą lub... Na Walentynki! Wtedy byłby idealny. Jego barwa jest ciepła i bardzo przyjemna dla oka.


#4 KOLOR 505 PINK HORSE - w moim odczuciu jest to piękny, brudny róż. Takiego odcienia różu brakowało mi w mojej kolekcji i to właśnie ten kolorek ucieszył mnie najbardziej. Bardzo dobrze czuję się we wszelkich różowych odcieniach na paznokciach, więc z tym będzie pewnie podobnie. Tego koloru z pewnością użyję jako pierwszego.


Wypadałoby również napisać kilka słów ogólnie o tych hybrydach. Mają one bardzo fajny pędzelek, który dobrze dopasowuje się do płytki, dzięki odpowiedniej szerokości. Konsystencja bardzo mi odpowiada, wygodnie nanosiło mi się ją na wzornik. Lakier nie jest za rzadki, ani za gęsty - ma taką konsystencję, jaką chyba lubię najbardziej. Każdy z czterech kolorów ma w nazwie zwierzaka - jak widzicie mam w kolekcji królika i trzy konie. Dorobiłam sobie własną ideologię, że producent musi lubić zwierzęta. Pierwsze wrażenie wypadło dobrze, mam nadzieję, że hybrydy te będą tak samo dobre w praktyce, na mojej płytce.

Znacie lakiery Claresa? Co o nich sądzicie?

PS. Kochane mamy, które mnie czytają! Wszystkiego najlepszego z okazji Waszego święta. Niech uśmiech nie schodzi z Waszych twarzy, a dzieci niech nie przysparzają Wam zmartwień, a wręcz przeciwnie, niech dają Wam same powody do dumy!

Czytaj dalej

czwartek, 25 maja 2017

Shinybox - Pretty Happy You - maj 2017

Hej! Pudełka weszły mi w krew! Każdego miesiąca z niecierpliwością wyczekuję informacji o ich wysyłce. Potem wypatruję już tylko listonoszki. Jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się nie podejrzeć, czy to na Instagramie czy na fanpage Shinybox, zawartości paczuszki. Mimo to zawsze pozostaje jednak ten dreszczyk emocji, bo w pudełkach często trafiają się kosmetyki, które mają trzy czy cztery warianty. Jednym z takich produktów w majowym pudełku Shinybox Pretty Happy You był produkt marki Bielenda. Nie mogłam się doczekać, kiedy otworzę swoje pudełko i zobaczę co trafiło się mi. Jeżeli i Wy jesteście ciekawi, to zapraszam Was na prezentację zawartości pudełka!

 
#1 NAOBAY - KREM DO TWARZY - tego produktu jestem najbardziej ciekawa! Pewnie nikogo to nie dziwi, ale to, że ten produkt będzie w pudełku wiadomo było od dawna i wiele osób skusiło się na subskrypcję właśnie ze względu na niego. W moim odczuciu jest to kosmetyk ekskluzywny. Prezentuje się świetnie, choć to tylko mała, biała tubka. Ma za to drewnianą zakrętkę, która robi wrażenie. Krem pachnie dziwnie, na samym początku lekko cytrusowo, a po rozsmarowaniu na twarzy czuję jakbym posmarowała ją pianką do golenia, której kiedyś używał mój dziadek, takiej wyciskanej z aluminiowej tubki. Nie przypadł mi do gustu, ale czytałam, że krem ten jest rewelacyjny, więc jakoś zniosę ten zapach. Cena: 210 zł / 50 ml.



#2 BIELENDA - INSTAPERFECT - PUNKTOWY KOREKTOR NIEDOSKONAŁOŚCI - bardzo liczyłam na to, że w paczuszce znajdę peeling do mycia twarzy, ale niestety przypadł mi w udziale korektor. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, do już od jakiegoś czasu chciałam wypróbować jakiś kosmetyk z tej serii. Nie jest to to, co chciałam, ale i tak się cieszę. Konsystencja tego produktu jest przezroczysta i żelowa, do tego pachnie obłędnie, bardzo słodko! W zapachu można się zakochać. Cena: 11,13 zł / 15 ml.


#3 CREIGHTONS - SZAMPON DO WŁOSÓW ARGAN SMOOTH - ten szampon jest dla mnie dużą zagadką, bo nigdy nie słyszałam chociażby o tej marce. Kiedy oglądałam na stronie Shiny cienie-podpowiedzi obstawiałam, że może to być odżywka, a tu jednak szampon. Jego rozmiar jest imponujący. Ma 250 ml, czyli w sumie tyle, co normalny szampon, jednak tuba jest bardzo wysoka, przez co stwarza wrażenie znacznie większej pojemności. Muszę przyznać, że pięknie pachnie, więc dziś zabieram go ze sobą pod prysznic. Cena: 19,90 zł / 250 ml.


#4 FA - ROLL ON SOFT & CONTROL - różnego rodzaju antyperspiranty czy mydełka, to produkty, które są najmniej pożądane przez subskrybentki różnych pudełek. Ja w zasadzie tym razem nie mam co narzekać, bo kończy mi się mój obecny antyperspirant. Wiele osób skreśli go z mety za aluminium na 2 miejscu w składzie. Prawda jest jednak taka, że miałam już w użytku bardzo wiele antyperspirantów z tym składnikiem i niestety w tej półce cenowej nie ma co liczyć na jego brak. Kulka pachnie pięknie, delikatnie i świeżo. Cena: 8,99 zł / 50 ml.


#5 HERBAL CARE - PEELING DO TWARZY Z KWIATEM MIGDAŁOWCA DO TWARZY I UST - był to kolejny produkt, który w pudełkach rozkładany był w czterech wariantach. Trzy produkty stanowiły maseczki, a jeden, to peeling. Mi na szczęście trafił się peeling. Chciałam peeling z Bielendy, nie udało się, więc dobrze, że jest chociaż tu. Fajnie, że nadaje się zarówno do twarzy, jak i ust. Cena: 2,50 zł / 2 x 5 ml.


#6 SYNCHROLINE - ZESTAW PIELĘGNACYJNY - w majowym pudełku Shinybox znalazł się także upominek. Składają się na niego 4 próbki różnego rodzaju kremów. Wydaje mi się, że mogę fajnie sprawdzić się na króciutkich wyjazdach. 


W pudełku standardowo znalazły się również różnego rodzaju ulotki, a jedna z nich to zniżka na zakup hybryd Neess z darmową (od zakupów za powyżej 49 zł) wysyłką. Są to: krem anti-aging z witaminą C, krem do skóry pozbawionej jędrności i elastyczności, krem do skóry pozbawionej blasku i krem rozjaśniający z filtrem SPF 50+.


I to byłoby na tyle, jeżeli chodzi o zawartość pudełka. Znalazły się w nim same produkty pełnowymiarowe, a do tego miły upominek w postaci próbek. Ogólnie jestem zadowolona, ale ciekawi mnie, jak te kosmetyki sprawdzą się w użyciu. Mam nadzieję, że dobrze. Duże nadzieje pokładam w punktowym korektorze, bo bardzo podoba mi się jego zapach i konsystencja oraz w kremie Naobay.

Skusiliście się na majowe pudełko Shinybox? Jaki produkt w tym pudełku jest Waszym faworytem?
Czytaj dalej

środa, 24 maja 2017

Bielenda - kojąca woda różana do cery wrażliwej - 3 w 1

Kiedyś bardzo rzadko sięgałam po produkty marki Bielenda - nie dlatego, że się u mnie nie sprawdzały, a dlatego, że zawsze ostatecznie coś innego wpadało mi w oko. Odkąd zakochałam się w żelu z kapsułkami peelingującymi tej marki, coraz częściej świadomie wkładam do koszyka produkty tej marki. Moja skóra bardzo dobrze je przyjmuje! Dziś chciałabym przedstawić Wam kojącą wodę różaną do cery wrażliwej 3w1 Bielenda. Jest to produkt z serii Rose Care, w które skład wchodzą jeszcze cztery inne produkty: olejek różany, serum różane, krem nawilżająco-kojący oraz olejek różany do mycia twarzy. Wszystkie te produkty przeznaczone są do cery wrażliwej.


Opakowanie jest standardowe, bo jest to podłużna, plastikowa butelka z zamknięciem na klik. Jednak wygląda bardzo kobieco, delikatnie i po prostu pięknie, dzięki nalepce z tyłu opakowania, na której nadrukowane są róże. Róże te to grafiki w stylu watercolor, czyli takie, które lubię najbardziej!Niby taki drobiazg, a robi bardzo fajne wrażenie, dodaje uroku zwykłej, klasycznej butelce. To tylko prosty i drobny zabieg, a robi kawał dobrej roboty. Jeżeli chodzi o zapach, to jest to typowy zapach różany i nie do końca mi odpowiada. Mimo to, znam gorsze zapachy, więc potrafię przymknąć na to oko i skupić się na jej działaniu. Woda ma biały kolor, choć przez nalepkę z tyłu może się wydawać, że jest różowa.


Woda różana Bielenda za zadanie spełnić 3 funkcje, tj. oczyścić naszą skórę, usunąć z niej makijaż oraz złagodzić ją. Głównie można traktować ją jako płyn do demakijażu, skoro jej dwie funkcje służą oczyszczaniu skóry. Obecnie nie robię sobie zbyt mocnego makijażu. Od jakichś dwóch tygodni w ogóle nie używam podkładu. Zastąpiłam go lekkim kremem CC, a oczy delikatnie podkreślam tuszem do rzęs i na tym mój makijaż się kończy. Ewentualnie nanoszę jeszcze coś na usta. Z takim makijażem woda radzi sobie super! Twarz jest dobrze oczyszczona o pozbawiona makijażu. 


Płyn ma ciekawy skład, bo już na drugim jego miejscu znajdziemy wodę różaną. Nie wiem czy wiecie, ale wyciąg z różny ma potwierdzone działanie łagodzące, nawilżające i zmiękczające, dlatego po zobaczeniu składu, a szczególnie jego drugiego miejsca, wiedziałam, że kosmetyk może być obiecujący. Nie myliłam się! Nie dość, że fajnie oczyszcza, to idealnie sprawdza się w pielęgnacji skóry suchej i wrażliwej. Nie podrażnia, nie uczula, nie powoduje pieczenia czy swędzenia, a łagodzi wszystkie tego typu "wypadki". Jako alergik jestem z niego zadowolona. Ogólnie nie przynosi nie wiadomo, jak spektakularnych efektów, ale jest bardzo fajnym uzupełnieniem codziennej pielęgnacji. Ten, jak i wiele innych produktów z serii Rose Care możecie kupić na Iperfumy.pl. Nie ukrywam, że mam ochotę na przetestowanie pozostałej czwórki, szczególnie olejku różanego do oczyszczania twarzy.

Znacie kosmetyki Bielenda z serii Rose Care? Macie wśród niej swoich ulubieńców?
Czytaj dalej

Stenders - żurawinowy krem do rąk

Czytając wrażenia innych blogerek odnośnie produktów marki Stenders bardzo szybko można zauważyć, że są to produkty, które cieszą się dobrą opinią. A ja tak naprawdę nie znam zbyt wielu produktów tej marki. Cieszę się, że dzięki testowaniu boxów mogę poznawać nowe kosmetyki i marki, bo taka właśnie jest ich idea. Dziś chciałabym opowiedzieć Wam troszkę o żurawinowym kremie do rąk Stenders.


Krem, przynajmniej dla mnie, jest dość nietypowy, ponieważ ma tylko 25 ml i jest to produkt pełnowymiarowy. Nigdy nie miałam jeszcze tak małego kremu, ale od razu wiedziałam, że będę go nosiła w swojej torebce. Dzięki swoim rozmiarom nie zajmuje dużo miejsca, a do tego jest bardzo lekki. Zamknięcie na "klik" - lubię to rozwiązanie.


Konsystencja jest biała, dość gęsta i dobrze rozprowadza się ją po dłoniach. Nie zostawia na nich żadnej lepkiej czy tłustej warstwy, co bardzo mi się podoba, bo chyba nikt tego nie lubi. Zapach jest po prostu piękny. Nie jestem do końca przekonana czy gdybym nie wiedziała, to określiłabym go jako żurawinowy, ponieważ jest to woń dość słodka i nie ma w niej żadnych cierpkich czy kwaskowatych nut, jakie są typowe właśnie dla żurawiny. Nie mogę narzekać, ponieważ słodki wariant żurawiny zdecydowanie bardziej mi odpowiada.


Z działania kremu jestem zadowolona, ponieważ robi to, co do niego należy, czyli nawilża skórę dłoni i pozostawia ją przyjemną i miłą w dotyku. Podoba mi się, że zapach kremu pozostaje przez jakiś czas na dłoniach. W składzie znajdziemy masło shea, ekstrakt z żurawiny oraz jałowcowy olejek eteryczny. Jedynym minusem jaki znalazłam jest dla mnie cena. Powyższa tuba kosztuje na stronie producenta 22,90 zł / 25ml.  Z efektów jakie uzyskałam przy stosowaniu tego kremu jestem zadowolona. Cieszy mnie również fakt, że mogę go ze sobą wszędzie zabrać i nie odczuwać jego wagi czy rozmiarów w nierzadko przepełnionej torebce. Taki mały kremik powinna nosić ze sobą każda kobieta, bo jest to bardzo wygodne rozwiązanie.

Ostatnio mam małe problemy z dostarczanymi do mnie paczkami - rzadko zdarza się, że docierają na czas. Na jedno pudełko czekałam bardzo wiele czasu, a teraz z niecierpliwością czekam na majowe pudełko Shinybox. Zastanawiam się czy osoby mieszkające za granicą również zamawiają pudełka z Polski. Jeżeli tak, to jak to się odbywa? Za pomocą specjalnej strony, jak np. latajacepaczki.pl czy w jakiś inny sposób?

Znacie produkty marki Stenders? A może znacie ten krem?

Czytaj dalej