wtorek, 6 grudnia 2016

SHINYBOX - Dobra partia - Listopad - minirecenzje

Bardzo lubię ten moment, kiedy zasiadam do laptopa i zaczynam pisać mini recenzje z pudełek. Cieszy mnie to ponieważ to dla mnie ważne, że mogę przekazać Wam kilka informacji (w tym przypadku krótkich recenzji) na raz. Dobra partia zrobiła świetne wrażenie na wielu Shinies, inne ciekawiła mniej. Sądząc po Waszych komentarzach pod Openboxem, wielu osobom zawartość przypadła do gustu, ale znalazły się też osoby, których to pudełku by nie zadowoliło. A jakie zdanie na jego temat mam ja?



#1 BEAUTYBLENDER - GĄBECZKA BLOTTERAZZI - jest to gąbeczka w kształcie łezki pochłaniająca nadmiar sebum. Muszę przyznać, że jest to dla mnie najciekawszy punkt tego pudełka (trafiłam na Szczęśliwe pudełko). Swojego czasu było wielkie "bum" na jajeczka do podkładu tej samej marki. Ja jednak nigdy się na nie nie skusiłam, bo aplikowanie podkładu za pomocą gąbki mi nie wychodzi. Cieszę się, że mam szansę poznać markę z nieco innej strony. Moja cera coraz bardziej zmierza w kierunku tłustej, bez podkładu matującego u mnie ani rusz. Makijaż w ciągu dnia wymaga poprawek. Do tej pory używałam bibułek matujących, jednak nie do końca mi one odpowiadały oraz nie zawsze miałam do nich dostęp. Ktoś, kto ma tłustą skórę wie, że bibułki zużywają się jak woda. Bibułki poza tym, że matowiły skórę, ścierały nieco makijaż. Beautyblender miał tego nie robić. Po kilkukrotnym stosowaniu muszę stwierdzić, że to ciekawy gadżet. Używa się go przyjemnie, ponieważ ma delikatną strukturę. Jeżeli miałam już sporo sebum na twarzy, to nieco makijażu odbiło się na gąbeczce, ale w porównaniu z tym, ile makijażu zabierała bibułka, to efekt jest bardzo zadowalający. Używając bibułek na jednej połowie twarzy, a na drugiej używając gąbeczki stwierdzam, że: gąbeczka pochłania jakby troszkę mniej sebum, ale w dużo lepszej formie pozostawia nasz makijaż. Bibułka zmatowiła lepiej, ale przy tym zniszczyła makijaż, a raczej go usunęła i po jednej ze stron ukazały się niedoskonałości. W mojej opinii punkt idzie dla Blotterazzi.


#2 MOLLON PRO - UTWARDZAJĄCY LAKIER DO PAZNOKCI - odkąd wykonuję manicure hybrydowy wszelka obecność w pudełkach lakierów niezwiązanych z hybrydami nie do końca mi odpowiada. Z pewnością jest też wiele osób subskrybujących pudełka, które z kolei nie miałyby co zrobić z hybrydą, dlatego bardzo cieszyłabym się, gdyby w przyszłości lakiery zostały zastępowane produktem bardziej ogólnym, który ma większa szanse na wpasowanie się w gusta Shinies. Tym razem miałam trochę pecha, bo nie dość, że trafiłam na lakier, to jeszcze w perłowym odcieniu - a takich nie znoszę! Mimo to kolor jest całkiem ciekawy i oryginalny, bo ani to róż, ani fiolet - taka mieszanka. Z trwałości lakierów Mollon Pro, byłam zawsze zadowolona, więc myślę, że i ten nie zawiedzie.


#3 DELAWELL - SŁODKIE MASŁO DO CIAŁA SWEET&NATURAL - bardzo dużo radochy sprawiło mi masełko Delawell, ponieważ ja uwielbiam wszystko co cytrusowe - taki paradoks, bo mam alergię na cytrusy, więc jem je naprawdę sporadycznie i w maleńkich ilościach, dlatego potrafię docenić fajnego cytrusa. Masełko ma świetną konsystencję, która jest zbita, ale w kontakcie z ciepłem rąk fajnie się roztapia i przyjemnie rozprowadza. Pachnie niczym cytrynowa mamba. Na drugim miejscu w składzie ma masło kakaowe (na pierwszym jest oczywiście woda). Dalej w składzie bardzo dużo olejków. Masełko szybko się wchłania, ale zostawia na skórze delikatną powłoczkę. Nie jest ona tłusta czy nieprzyjemna, w niczym nie przeszkadza, nie klei się. Daje świetne nawilżenie i otula cudnym zapachem.


#4 STENDERS - ŻURAWINOWY ŻEL POD PRYSZNIC -  nie kryję zadowolenia, że po otwarciu pudełka, moje oczy ujrzały kolejny produkt Stenders. Miałam już z tej firmy pomadkę i krem do rąk - oba kosmetyki sprawiły się świetnie, a że w żelach pod prysznic nie jestem wybredna, wiedziałam, że i tym razem będzie dobrze. Nie pomyliłam się. Zapach żelu jest owocowy, ale bardzo delikatny i przyjemny. Miniaturka starczyła mi na 2 użycia, więc nie powiem za wiele. Produkt dobrze się pieni, jak już wspomniałam ładnie pachnie i dobrze oczyszcza skórę z codziennych zabrudzeń. Mam nadzieję, że kiedyś w pudełku znajdę jeszcze jakiś produkt tej marki, ale w opakowaniu pełnowymiarowym.


#5 ELFA PHARM - MYDŁO DO TWARZY I CIAŁA VIS PLANTIS - w pudełku dostępne były dwa warianty - mydło lanolinowe i biszoptowe. Mi trafilo się mydełko lanolinowe. Nie za bardzo cieszę się, kiedy w pudełkach pojawiają się mydła, ponieważ nie używam ich w takiej formie. Oddalam je mamie. Kosmetyk ma delikatny, jakby dziecięcy zapach, co jest przyjemne. Oczyszcza w sposób delikatny nie napinając skóry. Wzbogacone jest olejem z oliwek i substancją aktywną. 


#6 DELIA - BŁYSZCZYK DO UST GLAMOUR LIQUID COLOR - błyszczyk do ust od Delia trafił mi się w odcieniu nude i mimo, że to tylko błyszczyk, to trochę odznacza się na ustach tym kolorem, a mi takie jasne kolorki nie pasują, więc również oddałam go mamie. Konsystencja przyjemnie rozprowadza się po ustach. Błyszczyk nie podkreśla suchych skórek. Zaryzykuję stwierdzenie, że nawet trochę nawilża usta.


#7 CONSTANCE CARROLL - PUDER PRASOWANY COMPACT REFILL - otwierając wieczko martwiłam się, czy aby odcień pudru będzie dla mnie odpowiedni, bo ja jestem raczej z tych bladolicych. Początkowo wydał mi się ciemny jednak kiedy użyłam go na twarzy już mi się tak nie wydawało, bo nie odróżniał się zbytnio, a fajnie zmatowił skórę i utrwalił makijaż.



#8 QBOX - HERBATA SMAKOWA IDEALNY PORANEK - tak jak nie cieszę się z obecności mydeł w pudełku, tak herbatki zawsze widuję tam z miłą chęcią. Nie lubię kawy, ale za to jestem uzależniona od herbaty, więc piję ją w dużych ilościach. Herbata prezentuje się świetnie, ma ładne opakowanie i fajną nazwę. Świetnie komponuje się ze śniadankiem, jest bardzo smaczna.

Co sądzicie o tym pudełku?

Czytaj dalej

poniedziałek, 5 grudnia 2016

Vichy - woda termalna

W swojej blogowej karierze naczytałam się wiele postów z recenzjami wód termalnych różnych marek. Sama jednak nigdy nie testowałam żadnej z nich. Miło było czytać, że w większości przypadków woda termalna ukoiła wrażliwą skórę twarzy i przyniosła ze sobą wiele dobrego. W końcu i ja stałam się jej posiadaczką. Miałam przyjemność testować wodę termalną Vichy. Jest to w 100% czysta, naturalna Woda Termalna.


Wyglądem przypomina antyperspirant lub dezodorant i na podobnej zasadzie działa. Butelka jakby nieco matowa, ładnie się prezentuje - jest schludna, a z tyłu znajdziemy wszystkie niezbędne informacje. W składzie znajdziemy oczywiście tylko jeden składnik - wodę. Produkt rozpyla się w formie sprayu. Zamykany za pomocą zatyczki. Mieści w sobie 150 ml produktu. Wodę termalną stosowałam czasem nawet kilka razy dziennie. Po rozpyleniu produktu twarz otulała bardzo przyjemna, wodna mgiełka. Wyglądało to niczym bardzo delikatna rosa na trawie. Produkt należy zostawić na twarzy przez kilka sekund, następnie delikatnie osuszyć twarz.


Używanie wody termalnej jest świetnym uzupełnieniem codziennego rytuału jakim jest oczyszczanie twarzy. Podczas tej czynności często używamy płynów micelarnych i testujemy wtedy różne nowości. Nie każdy produkt sprawdza się idealne, więc nierzadko tym testom towarzyszy pieczenie czy zaczerwienienie skóry. Postanowiłam wypróbować ten produkt w aspekcie łagodzenia skóry i... Użyłam płynu micelarnego, za którym nie przepadałam. Po oczyszczeniu twarz delikatnie się zaczerwieniła, a ja spryskałam ją wodą Vichy. Najpierw czuje się przyjemny chłodek, który przynosi ulgę, następnie po pewnym czasie znika też zaczerwienienie. Na początku twarz jest troszkę lepka, jednak nie wiem czy to nie po moim owocowym micelu, ale kiedy woda się wchłonie, to lepkość znika. Twarz wygląda na dobrze nawilżoną, pozbyłam się problemu suchych skórek (jednak to nie tylko zasługa wody termalnej, używam również kremów). Warto zaznaczyć, że woda ta jest naturalnym składnikiem aktywnym, stworzonym przez naturę. W trakcie tysiącletniej wędrówki na głębokości 4000 metrów nasyca się 15 cennymi minerałami. Są nimi np. wapń, żelazo, magnes, potas, krzem, sód i mangan. Produkt testowany jest pod kontrolą dermatologa. Wodę tą można kupić w przedziale cenowym od 20 do 30 zł.

Używacie wody termalnej? Jaka marka pod tym względem jest dla Was najlepsza? 

Czytaj dalej

sobota, 3 grudnia 2016

Niekosmetyczna wishlista - grudzień 2016

Wczoraj pojawiła się wishlista typowo kosmetyczna. Zamieściłam w niej wszystkie moje kosmetyczne zachcianki, które pojawiały się przez ostatnie miesiące, tygodnie czy dni. Widniało tam, aż 8 takich zachcianek. Jeżeli chodzi o niekosmetyczną wishlistę, zachcianek jest tylko o jedną mniej.


#1 ZEGAR - już kiedyś widniał na mojej wishliscie, jakiś tam zdobyłam, więc sobie odpuściłam. Z 3 tygodnie temu mama trzasnęła drzwiami, a mój zegar spadł ze ściany - połamał się cały i obecnie jestem bez zegara, więc ponownie wrócił na listę zachcianek. Tym razem chciałabym coś turkusowego. Podoba mi się ten w kształcie łapacza snów, ale powoli chcę odchodzić od brązu - gdyby tarcza była biała, byłby idealny. Obok fajny geometryczny - wybór jest wielki. 

#2 FUTRZANE POSZEWKI - na zimę chętnie położyłabym takie na swoim przykryciu na łóżko - trochę ożywiłyby ten kącik. Moje obecne poduszki są różne, więc nie wygląda to najlepiej, dlatego ograniczyłam się tylko do tych dwóch dużych, podłużnych, które pokazywałam przy metamorfozie pokoju. Takie poszewki dodatkowo byłyby super urozmaiceniem do zdjęć. Biały futerkowy dywanik z IKEA spisuje się super, więc inny kolor futerka tez byłby mile widziany.

#3 GWIAZDA LED - czas na świąteczne dekoracje uważam za otwarty. Coraz częściej oglądam w sieci różnego rodzaju ozdoby choinkowe, inspiruję się - sama również robię ozdoby DIY w tym roku (na pewno Wam pokażę), dlatego taka gwiazda led jak najbardziej wpisuje się w ten świąteczny klimat. Obecnie jest w Biedronce za 19,90 zł, więc jeżeli uda mi się, to na pewno ją kupię. Wiem, że były też w Pepco, ale tam są droższe, więc po co przepłacać.

#4 YANKEE CANDLE - ALL IS BRIGHT - jedna z piękniejszych naklejek jakie w woskach Yankee Candle widziałam. Jest cudowna, taka świąteczna. Do tego czytałam, że pachnie jak piękne, subtelne, damskie perfumy, więc nie może być inaczej - muszę mieć tę tartę. 

#5 BOMBKI TURKUSOWE/BŁĘKITNE - w tym roku postanowiłam totalnie zmienić kolorystykę choinki w swoim pokoju. Dodatkowo sztuczną zastąpią prawdziwą o ile uda mi się gdzieś kupić jakąś ładną. Sama przygotowuję obecnie ozdoby z wikliny papierowej oraz z masy solnej, ale by choinka nie była taka "płaska" potrzebuję ładnych bombeczek. Najbardziej w klimat mojego pokoju wpisują się takie w kolorystyce srebrnej i błękitnej/turkusowej. Wiele ozdób DIY mam w kolorze białym, więc powinno być ok. Nie mogę się doczekać kiedy będę ją stroiła. 

#6 PĘDZEL DO BRRWI BRUSHART EYE - mam w domu pędzel do brwi Hakuro, ale potrzebuję również pędzelka w kosmetyczce, którą mam u swojego Ukochanego. Dobre wrażenie zrobił na mnie pędzel firmy BrushArt. Wygląda ładnie, schludnie i do tego kosztuje niewiele. Upatrzyłam go sobie na stronie Iperfumy.pl.

#7 PĘDZEL DO PUDRU HAKURO - ten punkt jest już nieaktualny. Z okazji DDD kupiłam na Minti właśnie ten pędzel. Z racji, że kolaż był robiony dość dawno, pędzel po prostu na nim został. Muszę przyznać, że jest to bardzo dobry zakup. Pędzel jest super wykonany, duży z przyjemnym włosiem. Miło jest za jego pomocą nakładać na twarz puder. Poza tym jest większy od mojego poprzednika, więc idzie mi to zdecydowanie szybciej niż wcześniej.
Czytaj dalej

piątek, 2 grudnia 2016

Kosmetyczna wishlista - grudzień 2016

Dawno nie robiłam żadnej wishlisty, bo moje potrzeby też nie były mocno rozbudowane. Postanowiłam stworzyć ją dopiero teraz, tym samym będzie to ostatnia wishlista kosmetyczna w tym roku. Czas niestety pędzi nieubłaganie - niedawno wchodziliśmy w 2016 rok, a teraz powoli trzeba się witać z rokiem 2017. Dlatego chcę wejść w ten rok ze spełnionymi wszystkimi zachciankami. 



#1 VERSACE - CRYSTAL NOIR - ten zapach chodzi już za mną od dawna, jednak nie są to perfumy, które można by zaliczyć do tanich, dlatego ich zakup odkładałam przez bardzo długi czas. Teraz Crystal Noir mam już w wirtualnym koszyku Iperfumy.pl i niebawem będę mogła zamawiać. Nutami głowy są świeża nuta oraz pomarańcza, nutami serca gardenia oraz piwonia, podstawę stanowi drzewo sandałowe, ambra oraz piżmo. 

#2 AVON - ULTRA SEXY PINK - miałam te perfumy, jednak w standardowym wariancie, w ciemnym opakowaniu i o pięknym kolorze. Zapach ten był słodki, przez co jak najbardziej odpowiedni dla mnie. Tej wersji nie znam, nie mam zielonego pojęcia jak pachnie Ultra Sexy Pink, ale w przypadku perfum lubię ryzykować, więc postanowiłam, że również w niedalekiej przyszłości ją sobie sprawię. Kategoria zapachowa jest owocowo-kwiatowo-piżmowa.

#3 INDIGO - METAL MANIX CHAMELEON - pyłki z serii metal zrobiły na mnie wrażenie, ale tylko krótkotrwałe. Odkąd pojawił się ten efekt, nastąpił (przynajmniej dla mnie) wielki przesyt manicure ozdobionych za pomocą tego pyłka, co nie do końca mi się podobało. Co innego kameleon! Występuje on w różnych wersjach kolorystycznych. Można go nabyć w naprawdę różnych odcieniach, przez co manicure zawsze wygląda oryginalnie.

#4 CATRICE - HD LIQUID COVERAGE - o tym podkładzie jest tak głośno, że chyba nie trzeba go nikomu przedstawiać. Jak szybko się pojawił, tak równie szybko zniknął ze sklepowych półek, a dostanie go graniczy z cudem. Mi ostatnio ten cud się przydarzył, więc posiadanie tego podkładu jest dobrym początkiem w spełnianiu moich grudniowych zachcianek. Na razie zdradzę Wam tylko tyle, że już jest wielka miłość między mną a tym podkładem.

#5 KULE DO KĄPIELI - pałam wielką miłością do kul do kąpieli Bomb Cosmetics, ponieważ cudownie pachną i tak nietuzinkowo wyglądają. Dlatego znalazły się one na mojej liście. Muszę przyznać, że chętnie poznam też inne kule.

#6 L'OREAL VOLUME MILLION LASHES - SO COUTURE - o tuszach L'Oreal pojawia się coraz więcej pozytywnych opinii. Najwięcej czytałam właśnie o tym fioletowym przyjemniaczku. Obecnie mam na wykończeniu tę maskarę w wersji czarno-złotej i spisywała się u mnie naprawdę dobrze, dlatego z miłą chęcią kupię również tę wersję kolorystyczną, tym bardziej, że widziałam w Google grafika piękne efekty "przed i po" - niektóre bardzo spektakularne.

#7 SEMILAC - LAKIER HYBRYDOWY ORAZ HARDI CLEAR - na rynku pojawiły się nowe odcienie Semilaca. Są to kolory: 160 I'm not sure oraz 161 Something nice. Idea, która towarzyszyła powstawaniu tych lakierów jest naprawdę fajna i zabawna, bo ile razy zdarzało Wam się iść do manicurzystki i w odpowiedzi na pytanie dotyczące koloru na jaki się zdecydowałyście odpowiadałyście "nie wiem" lub "coś ładnego" - mi zdarzyło się to powiedzieć, ale i również słyszeć takie zwroty od osób, którym malowałam paznokcie, zatem sama idea to strzał w 10. Szkoda tylko, że wraz z tym fajnym pomysłem, w górę poszła również cena, co nie podoba mi się ani trochę. W odpowiedzi na głosy zażalenia od strony klientek, Semilac umotywował swoje działanie tym, że brokat w tym lakierze, kolokwialnie mówiąc, jest niezwykły. Nie wiem, może to brokat z jednorożca? Kto wie! W każdym razie cena wzrosła o 8 zł i lakier ten można nabyć obecnie za 37 zł. Mimo to, nie zmienia to faktu, że chciałabym mieć odcień 161. Do pary potrzebuję Hardi Clear, ponieważ mi się skończył.

#8 CATRICE - CAMUFLAGE - dobra opinia o marce Catrice rośnie w siłę i słusznie, bo miałam okazję poznać dwa produkty typowo makijażowe i oba sprawdziły się u mnie znakomicie. Do szczęścia i zgranego trio brak mi tylko korektora Camuflage. Mam nadzieję, że uda mi się go kupić już niedługo. 

A Wy macie jakieś zachcianki na grudzień?
Czytaj dalej

czwartek, 1 grudnia 2016

Woski zapachowe idealne na okres przedświąteczny - Yankee Candle i Kringle Candle

Witam wszystkich w grudniu! To, że w okresie jesienno-zimowy ludzie znacznie chętniej sięgają po woski zapachowe wiemy nie od dziś - ja choćby sama po sobie. Pod koniec lata przeważnie robię większy zapas wosków, by cieszyć się nimi przez długi czas. Jesienią bardzo wcześnie robi się ciemno, co sprzyja wytwarzaniu romantycznych i kameralnych wystrojów. Palimy świece, lampki, woski i cieszymy się pięknymi widokami oraz zapachami. Dziś wpadłam na pomysł, by pokazać Wam swoje ulubione zapachy na ten czas i będą to woski Yankee Candle oraz Kringle Candle. Ogólnie jest ich zdecydowanie więcej, ale na razie w zbiorach mam tylko te.


#1 KRINGLE CANDLE - HOT CHOCOLATE - kubek gorącej czekolady w jesienny, chłodny wieczór - to jest to czego nam potrzeba! Wosk jest tak piękny, że ciężko jest mi go w ogóle opisać. Do złudzenia przypomina swoim zapachem gorącą czekoladę. Jest to zapach głęboko czekoladowy, słodki, ale zdecydowanie nie mdły. Ma w sobie coś, co sprawia, że mam ochotę palić go ciągle i ciągle. Szybko rozprzestrzenia się w pokoju, a mi pozwala się odprężyć po męczącym dniu. Tata dał się nabrać i po wejściu do domu zapytał co tam dobrego upiekłam. To mój pierwszy czekoladowy wosk i cieszę się, że skusiłam się właśnie na Hot Chocolate.


#2 YANKEE CANDLE - ANGEL WINGS -  to biała tarta o delikatnym zapachu. Wyczuwalne aromaty to wata cukrowa, płatki kwiatów oraz kremowa wanilia. Zapach jest z tych słodkich. Dobrze wyczuwalna jest tu nuta wanilii zmieszana z inną, równie słodką wonią. Delikatność wosku wąchanego na sucho niech Was nie zmyli, ponieważ po włożeniu go do kominka, zapach jest całkiem intensywny. Idealnie wpasowuje się w klimat wieczorów spędzanych w towarzystwie dobrego filmu czy ciekawej książki.


#3 YANKEE CANDLE - CHRISTMAS COOKIEjeżeli są tu fanatycy wanilii to ten wosk z pewnością przypadnie Wam do gustu i uzależni Was tak samo jak mnie. Kupiłam go z okazji zbliżających się Świąt i nie żałuję. Zapach jest boski, dobrze wyczuwalny w powietrzu przez długi czas- mimo, że do kominka ukruszyłam niewiele wosku. Zapach jest słodki, ale nie mdlący czy duszący- jest świetnie skomponowany. Dominująca nuta zapachowa to oczywiście wanilia, w tle wyczuwalne masełko i lukier. Woń jest bardzo domowa. Podczas odpalenia czuję jakby za moimi plecami, ktoś przyrządzał coś słodkiego. Wosk bardzo przypomina mi Snowflake Cookie, który również bardzo lubię.


#4 YANKEE CANDLE - CHRISTMAS EVE -  wyczuwalnymi nutami w tym wosku są słodkie śliwki i owoce kandyzowane. O ile za wonią śliwek nie przepadam, tak w połączeniu z kandyzowanymi owocami tworzy bardzo fajną i dobraną mieszankę. Wydaje mi się, że są tam też jakieś nuty korzenne, za którymi nie przepadam, a tu wpasowują się całkiem fajnie. Zapach raczej z tych słodkich, a woń intensywna, ale nie ciężka.


#5 YANKEE CANDLE - CRANBERRY ICE -  żurawina nierozerwalnie kojarzy mi się ze świętami. Wszystko za sprawą przetworów, które przygotowuję z mamą. Następnie żurawinową miksturę wlewamy sobie do herbaty i ratujemy się tym, gdy czujemy, że dopada nas przeziębienie. Dlatego tego wosku nie mogło tu zabraknąć. Obrazek świetnie odzwierciedla zapach tego wosku. Żurawina jest raczej cierpka, ale okraszona sporą dawką cukru, więc w konsekwencji zapach określam jako nieoczywiście słodki. Bardzo go lubię, idealnie sprawdza się palony za dnia.


#6 YANKEE CANDLE - MANDARIN CRANBERRY - bardzo lubię zarówno mandarynki jak i żurawinę, więc dla mnie to połączenie jest bardzo udane. Mandarynki też kojarzą mi się nieodłącznie z zimą, a dokładniej mówiąc ze świętami, więc fajnie się złożyło! Z ciekawości zajrzałam na stronę producenta i z jego opisu wynika, że jest to wosk, który  idealnie wpasowuje się w klimat jesiennych i zimowych wieczorów. Tarta ma piękny, czerwony kolor a już na sucho pachnie bajecznie. Zapach jest słodki, ale nieprzytłaczający, aż chce się przebywać w jego woni. Odpalam go bardzo często, niebawem będzie na wykończeniu. Dominującym zapachem są tu nuty cytrusowe, które dodają energii i pobudzają do działania. Wosk zaliczam do tych intensywnych, bo kruszyłam go niewiele, by poczuć piękny i mocny, ale nieprzesadzony zapach, więc starczy na długo.

Powyższe zapachy są moim świątecznym must-have. Kupowałam je wcześniej, kupuję teraz i pewnie będę kupowała je również w późniejszych latach. Każdy z tych zapachów miałam już po 2 lub nawet 3 razy. W pudełku z woskami, przetrzymuję resztki każdego z nich, więc niebawem powyższe woski zacznę odpalać ponownie, ale już z nowych opakowań. Powyższe woski można kupić na Iperfumy.pl. W większości sklepów ceny wosków osiągnęły już wartość 9 zł. Na Iperfumy woski widnieją nadal w niższej cenie, tj. 8 zł.

A Wam jakie wonie kojarzą się nieodłącznie ze Świętami?

Czytaj dalej