poniedziałek, 22 maja 2017

Manicure hybrydowy - Dolce Vita Nails - 149 Canary Melon - pastelowy miodowy melon z piórkami

W końcu, po czterech tygodniach zebrałam się do kupy i zrobiłam sobie nowy manicure. Poprzedni był to neonowy róż z dodatkiem neonowej syrenki - nie pokazywałam go Wam, bo nie było za bardzo czego pokazywać. Z dzisiejszych pazurków jestem bardzo zadowolona, bo zrobiłam je najszybciej w całej historii moich pazurków. Zajęło mi to ze ściągnięciem starej hybrydy, wypiłowaniem, ogarnięciem skórek i zrobieniem nowego mani, ok 2,5 godziny. Zazwyczaj trwa to u mnie 4 godziny. Ta szybkość na szczęście nie odbiła się na jakości manicure, bo jestem z niego zadowolona jak nigdy! Podoba mi się cały efekt końcowy! Mimo, że postawiłam tylko na jednolity kolor od Dolce Vita Nails, to dzięki czarnym stemplom, całość wygląda ciekawie.





Do powyższego manicure użyłam hybrydy Dolce Vita Nails w odcieniu 149 Canary Melon. Jest to piękny, pastelowy żółty odcień, który ma w sobie zatopione bardzo delikatne i subtelne drobinki w pomarańczowym odcieniu. W rzeczywistości nie są zbyt widoczne, mimo to, bardzo mi się to podoba! Ostatnio miałam dość nudne paznokcie, więc teraz postanowiłam czymś te pazurki rozweselić. Wypróbowałam nową, piórkową blaszkę. Gdyby kogoś zainteresowała, to jest to blaszka Born Pretty BP - 75. Jest cudowna! Po raz pierwszy też użyłam przezroczystego stempla i zakochałam się w nim. Stemplowanie na hybrydzie nabrało dzięki niemu na jakości i czuję, że teraz coraz częściej będę prezentowała Wam wzory z różnych blaszek.

A Wy co macie na pazurkach? Podoba Wam się mój manicure?
Czytaj dalej

Skalniak w słoiku - DIY

Do tego projektu DIY przymierzałam się już od bardzo dawna. Nie jestem jednak osoba, która ma dobrą rękę do kwiatów, więc odkładałam ten pomysł na boczny tor. Postanowiłam bliżej poznać sukulenty i okazuje się, że to rośliny idealne dla mnie. Zawsze byłam na bakier z podlewaniem kwiatów, przez co żaden nie gościł w moim pokoju na długo. Sukulenty to rośliny, które nie wymagają częstego podlewania, więc to przemówiło za tym, bym w końcu jakieś kupiła. Niestety w mojej okolicy nie było w ogóle takich roślinek. Wybrałam się więc do miasta, ale muszę przyznać, że i tam było nędznie. Nie mając wyboru, skusiłam się na kilka sukulentów na skalniaki z Brico Marche. Z tego co się zorientowałam, w głównej mierze są to rojniki. Postanowiłam, że zaaranżuję je w szklanym słoju. Długo nie mogłam niczego ciekawego znaleźć, aż w końcu odwiedziłam sklep Stalman i znalazłam taki słój, jakiego potrzebowałam.


Do przygotowania kompozycji w słoju potrzebowałam: słój 2,2l, sukulenty, kamienie ozdobne, ziemia i inne dodatki, według uznania. Jeżeli chodzi o słój, to jest on dość pokaźny. Służy do przechowywania żywności, ale u mnie sprawdzi się idealnie w roli doniczki. Sukulenty, jak już wspomniałam, są z Brico Marche i kosztuję ok. 3,70 zł za doniczkę, kamyki (białe i czarne) są kupione w IKEA. Z kolei ziemia, najlepiej kiedy jest przeznaczona do kaktusów. Ja nie mogłam takiej nigdzie znaleźć, więc kupiłam zwykłą ziemię i wymieszałam ją troszkę z piaskiem.


Kolejnym krokiem jest przemyślenie kompozycji. Ja nie chciałam, by mój słoik został zasypany jedynie ziemią, więc na samo dno ułożyłam białe kamienie. Rozłożyłam je tak, by nadać im kształt fali. Następnie na białe kamienie ułożyłam kermazyt. Kupiłam go kiedyś w promocji w Kauflandzie i zapłaciłam jedynie 0,99 zł. On podobnie jak kamienie, świetnie sprawdzi się jako drenaż. Trzecią warstwę stanowiła już ziemia. 


Przyszła pora na wsadzenie kwiatów. Pomocna okazała się przy tym mała łyżeczka. Za jej pomocą zrobiłam w doniczce małe dołki, następnie wsadziłam do nich korzenie sukulentów. Ważne jest, by przy wyciąganiu ich z doniczki, najpierw delikatnie ugniatać doniczkę - wtedy zdecydowanie łatwiej je wyciągniemy i nie naruszymy korzeni. Łyżeczka spisała się idealnie również do dociskania ziemi pod sukulentami. 


W jednym słoju wsadziłam 3 mniejsze sukulenty, a w drugim dwa większe. Po wsadzeniu ziemię przysypałam białymi kamyczkami, na nie delikatnie posypałam jeszcze czarne i ułożyłam kilka muszelek. Jeden słój, ten jaśniejszy z trzema sukulentami, jest przygotowany do mojego pokoju, drugi, ten ciemniejszy, zrobiłam dla mojego narzeczonego. W tej kompozycji najpierw wysypałam znalezione na podwórku różne, znacznie większe niż poprzednio kamienie, przysypałam to ziemią, następnie na same boki słoja usypałam trochę kermazytu i przykryłam znów ziemią. Z górą postąpiłam podobnie jak u siebie.





Jestem dumna ze swoich skalniaków w słoiku! Mam nadzieję, że się przyjmą i będą dobrze rosły, a co więcej, może i nawet się rozmnażały. Widziałam też, jak można rozmnażać czy wysiewać sukulenty z nasion. Do tego również potrzebny jest słoik, ale z zamknięciem. Moje słoje mają pokrywy, więc i do tego sprawdzą się super. Na stronie Stalman znajdziecie multum fajnych rzeczy do wyposażenia kuchni, więc może i Wy pokusicie się o zrobienie własnych słojów?

Podobają się Wam moje słoje? Lubicie sukulenty?

Czytaj dalej

Aqua Pi Cosmetics - woda micelarna z Aqua Magica i krem liftingujący do biustu

Produkty Aqua Pi Cosmetics w mojej pielęgnacji przewijają się już od jakiegoś czasu. Są to produkty, które kuszą mnie swoim wyglądem, które w przypadku balsamów do różnych części ciała przypominają mi kropelkę wody, która jest również logiem marki. Prezentowałam Wam już kremy do twarzy i pod oczy, a ponad to balsam oraz balsam modelujący. Pora na przedstawienie Wam również innych produktów. Z całej oferty najbardziej ciekawił mnie krem liftingujący do biustu, więc cieszę się, że mogłam go przetestować. W paczuszce znalazłam również mały płyn micelarny - micele testuję zawsze równie chętnie. Zapraszam Was do zapoznania się z całą recenzją.


Woda micelarna Aqua Magica mieści się w plastikowym opakowaniu, z zamknięciem typu "press". Jest to dla mnie jedna z wygodniejszych form wydobywania produktu, jeżeli chodzi o płyny micelarne.  Szata opakowania bardzo skromna, prosta i gustowna. Z tyłu opakowania widnieją wszystkie niezbędne informacje dotyczące produktu, tj. zadania jakie ma spełnić, sposób użycia, pojemność czy skład.


Woda ma bardzo delikatny, mało wyczuwalny zapach, co przy tych produktach jest dla mnie atutem. Jeżeli produkt ładnie pachnie, to fajnie, ale jeżeli nie, to nie mam o to żalu, ponieważ zawsze po demakijażu i dokładnym oczyszczeniu twarzy zawsze nakładam jakiś krem, który przeważnie ma zapach, więc mieszanki woni nie są tu wskazane. Płyn super radzi sobie z usuwaniem makijażu, dokładnie go usuwając. Fajnie, że nie rozmazuje, a od razu usuwa np. tusz czy cienie. Nie podrażnia i nie uczula - wręcz przeciwnie, łagodzi zaczerwienienia. Pojemność malutka, więc produkt super sprawdziłby się jako płyn micelarny zabierany w podróż, bo nie zajmuje dużo miejsca, a starczy na jakiś czas.


Drugim produktem jest krem liftingujący do biustu. Pielęgnacja tej strefy ciała jest bardzo istotna. Staram się dobrze ją nawilżać. Skóra naszego biustu narażona jest każdego dnia na rozciąganie, szczególnie jeżeli kobieta o obfitym biuście lubi sobie pobiegać. Dobór odpowiedniego stanika jest najistotniejszy, ale równie ważna jest także pielęgnacja. Krem do biustu Aqua Pi Cosmetics mieści się w plastikowym opakowaniu z pompką - kremy z pompką są u mnie bardzo mile widziane. Taka forma aplikacji jest bardzo higieniczna. Pompka chodzi bardzo swobodnie i leciutko. Konsystencja produkty jest bardzo rzadka. Nie była to dla mnie żadna niespodzianka, ponieważ producent określa ją w opisie jako "półpłynną", więc można się było tego spodziewać. Spływa z rąk, ale w ogóle mi to nie przeszkadza. Dzięki temu dobrze się rozsmarowuje.



Krem szybko wchłania się w skórę. Nie pozostawia żadnej nieprzyjemnej czy tłustej warstwy, a to dla mnie bardzo istotnie. Zapach jest delikatny, nieco jakby kwiatowy - podoba mi się i z pewnością przypadnie do gustu niejednej z Was. Produkt polecany jest: w celu powiększenia biustu, uzyskania efektu uniesienia piersi, poprawy elastyczności skóry, dla kobiet w każdym wieku, do stosowania na dzień i na noc. Efektu powiększenia biustu nie zauważyłam - na szczęście, bo akurat na tę część ciała nie narzekam. Czy piersi się uniosły... Ciężko mi powiedzieć. Na pewno skóra stała się bardziej jędrna i elastyczna oraz przyjemna w dotyku. Taka gładka i delikatna. By dokonać takiego pomiaru, przydałoby się jakieś specjalne urządzenie - a chyba jeszcze takiego nie wymyślili. Mamy obecnie na rynku pełno urządzeń do pomiaru, np. tu pomiar24.pl, którym pomocne są w geodezji czy w budownictwie, ale do pomiaru biustu, za którego pomocą moglibyśmy sprawdzać skuteczność danych kosmetyków, niestety nie, a szkoda!

Jaki jest Wasz ulubiony micel i specyfik do pielęgnacji biustu? Znacie produkty Aqua Pi Cosmetics?

Czytaj dalej

piątek, 19 maja 2017

Drzwi - odrobina prywatności i ozdoba domu

Nie od dziś wiadomo, że drzwi to bardzo potrzebna rzecz. Te zewnętrzne chronią nas przed niechcianymi osobnikami (czyt. złodziejami), dodatkowo dzięki mi, może zamknąć na klucz garaż, w którym trzymane są często drogie narzędzia czy też samochody. Drzwi wewnątrz domu stanowią pewnego rodzaju ochronę - ochronę swojej prywatności. Kiedy mamy gorszy dzień, możemy zamknąć się w swoim pokoju i ochłonąć, czasem też odpocząć z książką w ręku z dala od domowego harmideru. Jak widzicie, pełnią one bardzo ważną funkcję w domu. Drzwi mogą otwierać się w różny sposób i w zależności od tego zajmować mniej lub więcej miejsca. Wyróżniamy więc:


#1 DRZWI ROZWIERALNE - najbardziej popularne i najczęściej spotykane drzwi w domach, to drzwi rozwieralne. W zależności od potrzeb dzielą się na lewe (tj. otwieramy je do siebie lewą ręką, zgodnie z ruchem wskazówek zegara) oraz prawe (otwieramy je do siebie prawą ręką w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara). Takich drzwi w swoim domu mam najwięcej. Zajmują one jednak najwięcej miejsca, kiedy się je otwiera. Potrzebują naprawdę sporej przestrzeni, więc super sprawdzą się w dużych pomieszczeniach. Na powyższym kolażu pokusiłam się o wybranie drzwi pastelowych. Jak widzicie, na dwóch obrazkach są drzwi zewnętrzne i jedne wewnętrzne. Zewnętrzne wyglądają mi bardziej na drzwi, które mają ładnie wyglądać, niż nas chronić, dlatego nie czułabym się z nimi komfortowo. Bardzo solidnie prezentują się drzwi producenta http://www.gerda.pl/. Te drzwi wyglądają właśnie tak, jak drzwi, które najczęściej spotykamy w polskich domach. Są to głównie drzwi antywłamaniowe. Na domkach letniskowych, na których pracuję, właściciele najczęściej zaopatrują się właśnie w takie drzwi, by nie dopuścić do żadnych kradzieży.
 

#2 DRZWI PRZESUWNE - drzwi te są bardzo praktyczne i rewelacyjnie sprawdzą się w małych pomieszczeniach, bądź do wnęk, które chcemy zagospodarować, jako mini spiżarnia czy miejsce na pralkę lub inny sprzęt AGD. W zależności od rodzaju mogą to być drzwi jedno lub dwuskrzydłowe. W obu przypadkach przesuwane na szynie. Drzwi te mogą również zachodzić na ścianę lub chować się w niej. Na powyższym kolażu możecie zobaczyć piękne drzwi, które niekoniecznie chciałabym chować w ścianie. Same w sobie stanowią swojego rodzaju ozdobę.


#3 DRZWI SKŁADANE - ten rodzaj drzwi występuje pod dość szerokim nazewnictwem, bo spotkać możemy je również pod hasłem drzwi harmonijkowych czy łamanych. W skrócie, charakteryzuje je to, że przy otwieraniu składają się niczym parawan, co w konsekwencji zajmuje mało miejsca. Takie drzwi wydają się dla mnie mieć najlepsze zastosowanie np. kiedy chcemy oddzielić jedno pomieszczenie od drugiego, ale nie zależy nam na zbyt wielkiej prywatności. Dlatego takie drzwi widzę najbardziej np. podczas oddzielenia kuchni od salonu. Drzwi składane, kiedy są ładnie wykonane stanowią również wielką ozdobę. Bardzo spodobały mi się te najbardziej przeszklone drzwi. Z pewnością przepuszczają maksimum światła, więc pokój dzięki nim może być jaśniejszy.


#4 DRZWI OBROTOWE I WAHADŁOWE - możemy wyróżnić jeszcze dwa rodzaje drzwi, którym są drzwi obrotowe oraz drzwi wahadłowe. Zarówno jedne jak i drugie nie są zbyt popularnymi drzwiami w domach, bo nie spotkałam się jeszcze, by ktoś takie drzwi miał zamontowane u siebie, aczkolwiek na inspiracjach Pinterest takie rozwiązania widuję. Z drzwiami obrotowymi najczęściej można spotkać się w centrach handlowych czy też w dużych hotelach bądź biurowcach. Je też  możemy podzielić na dwa rodzaje, tj. te które obracają się za pomocą siły ludzkich rąk oraz obrotowe drzwi automatyczne. Drzwi wahadłowe, to takie drzwi, które zamykają się samoczynnie ruchem wahadłowym. Najczęściej możemy spotkać się z takimi drzwiami w salach weselnych (drzwi od kuchni) czy innych punktach gastronomicznych. Takie drzwi ułatwiają pracę kelnerom.

Rodzajów drzwi jest naprawdę wiele. Różnią się one sposobem i stroną otwierania i przede wszystkim wyglądem. Drzwi na wąskim holu mogą stanowić swojego rodzaju ozdobę, jeżeli dobierzemy je odpowiednio. Małych pomieszczeń nie warto zagracać dodatkowo zbędnymi obrazkami czy szafkami, na które i tak nie ma za bardzo miejsca. Piękna drzwi zrobią tu robotę. Ja w swoim domu mam drzwi rozwieralne i jedne przesuwne, do najmniejszego pokoiku w moim domu.

A może ktoś z Was ma w swoim domu drzwi obrotowe albo wahadłowe?
Czytaj dalej

czwartek, 18 maja 2017

Box L'Oreal - pudełko pełne kolorówki

Minęło już sporo czasu od kiedy dostałam swoją paczuszkę pełną nowości od L'Oreal. Wcześniej jakoś nie było okazji, by się nią pochwalić. Dziś jest moment idealny. Zawartość tego pudełka mogliście oglądać na wielu blogach, a teraz, kiedy emocje już nieco opadły, przybywam z nim i ja - a nuż ktoś jeszcze tego nie widział. Po otwarciu pudełka byłam bardzo pozytywnie zaskoczona. Za pomocą kosmetyków znajdujących się w tym pudełku można wykonać super makeup i zadbać o najdrobniejszy szczegół. Zapraszam Was do obejrzenia zawartości!



W pierwszej kolejności chwyciłam za produkty do twarzy. Poniżej możecie zobaczyć Infallible Total Cover - paletkę z korektorami. Ma ona bardzo 5 odcieni, więc każdy znajdzie dla siebie coś odpowiedniego. Jest zieleń na naczynka, fiolet na przebarwienia i odcienie nudziakowe. Jest też Infallible 24 matte powder, czyli puder matujący. Mój jest w odcieniu 160 Sand Beige i niestety jest dla mnie za ciemny. Może latem się sprawdzi? Kto wie! Jest też Blush Sculpt - trio do konturowania twarzy. U mnie produktów tego typu nigdy dość.



Przejdźmy teraz do pomadek, bo to one zrobiły na mnie największe wrażenie. W pudełku znalazłam 4 sztuki o numerach 103, 241, 347, 349. Pomadki mają matowe wykończenie, ale nie takie 100%. Mają one dodatkowo właściwości nawilżające, więc świetnie sprawdzają się na ustach i ich nie wysuszają. Na pochwałę zasługuje piękne opakowanie, który imituje jakby skórę. Wygląda to fenomenalnie. To jednak nie koniec produktów do ust, bo w pudełku znalazła się także paletka szminek do ust z lusterkiem Color Rich La Palette Matte. W środku znajduje się również pędzelek do nanoszenia szminek.




Kiedyś nie przykładałam wagi do brwi. Regulowałam je, ale nie uzupełniałam ich żadną kredką czy cieniami i wiem, że to był mój błąd. Dobrze wypełnione brwi sprawiają, że nasza cała twarz wygląda inaczej, zdecydowanie lepiej. Ucieszyłam się więc z produktów do brwi jakie znalazłam w pudełku. Były to dwie paletki Brow Artist Genius Kit w odcieniach do jasnych i średnich brwi - light to medium i do średnich i ciemnych brwi - medium to dark. Ich kolor są po prostu cudne. W zestawie znajduje się cień oraz wosk. Dodatkowo małe lustereczko, pęseta, pędzelek do brwi i szczoteczka do ich rozczesywania. Paletki mają piękne kolory, nie wpadają w rude tony.


W kategorii kosmetyków do brwi to jeszcze nie koniec, bo nie można zapomnieć również o kredkach do brwi Brown Artist Maker w odcieniach 02 Cool Brunette oraz 04 Dark Brunette, których końcówki wyposażone są dodatkowo w pędzelki. Co do nich mam mieszane uczucia. Nie wiem jak się u mnie sprawdzą - oby dobrze, bo mają fajne kolory.



Na koniec zostawiłam bardzo ciekawy tusz do rzęs False Lash Superstar XFiber, który składa się z dwóch kroków. Jest to pogrubiająco-wydłużający tusz do rzęs. Po wyciągnięciu szczoteczki z "kroku pierwszego" widzę włosiastą szczoteczkę, niezbyt grubą i normalny, choć nie kruczo-czarny tusz, z kolei "krok drugi" jest bardzo ciekawy, bo zawiera w tuszu drobne włoski. Z tego co wyczytałam, to włókna, których zadaniem jest zwiększenie objętości rzęs. Włókna te lepiej widać na ostatnim zdjęciu. Ostatnim produktem jest podkład Infallible 24h-matte w odcieniu 12 Natural Rose - nad czym bardzo ubolewam, bo jest dla mnie za ciemny.



Tak przedstawia się cała zawartość paczki od L'Oreal! Ja jestem nią oczarowana i niebawem napiszę Wam o poszczególnych kosmetykach oddzielne posty. Póki co, moimi ulubieńcami są pomadki oraz paletki do brwi.

Znacie któryś z tych kosmetyków? O którym przeczytalibyście w pierwszej kolejności?
Czytaj dalej

środa, 17 maja 2017

Wibo - banana loose powder - puder bananowy

Nie zaszalałam na promocji w Rossmannie. W zasadzie, to wcale miało mnie na niej nie być, bo do tej drogerii mam naprawdę daleko. Całkiem przypadkiem, znalazłam się kilka kroków od niego, więc postanowiłam wejść. Ludzi było od zatrzęsienia! Ale na szczęście nie było żadnej chamówy. Ludzie nie blokowali miejsca przy szafach, na "przepraszam" ładnie się odsuwali, także nie było tak źle, jak sobie wyobrażałam, że może być. Jednym z produktów, na jakie się skusiłam, był puder bananowy Wibo. Na półkach już go nie było, Pani wyciągnęła go dla mnie z szuflady, więc wiedziałam, że nie był maltretowany przez inne klientki. Skorzystałam również z opcji pokazania karty, więc kupiłam go z obniżką -55%. Czy to był dobry zakup?


Puder ten mieści się w plastikowym opakowaniu-słoiczku, który otwiera się i zamyka na zakrętkę. Zakrętka ma piękny, bananowy kolor i pięknie się mieni w świetle. Zawiera 5,5 g produktu. Sam puder ma lekko żółtawy kolor, jednak jest półtransparentny. Puder jest bardzo drobno zmielony. Wydaje mi się, że dzięki niemu można uzyskać fajny efekt rozświetlenia. Nie jest to jednak zasługa nachalnych, brokatowych drobin. Ciężko mi powiedzieć, co by to mogło być, ale pozostawia on na skórze lekką poświatę. W tym momencie pewnie wiele z Was zastanawia się czy ten puder pachnie, jak banany? Otóż dla mnie nie do końca, choć na upartego można gdzieś wyczuć tę woń daleko w tle. Mimo to, zapach jest na tyle przyjemny, że z pewnością przypadnie do gustu większości osób.


Producent twierdzi, że puder ten świetnie spisze się podczas konturowania. Prawdę mówiąc, z konturowaniem mam niewiele wspólnego, więc używam go po prostu, jako zwykły puder i w tej roli sprawdza się bardzo dobrze. Jest on bardzo lekki, świetnie nakłada się go na twarz, z którą dobrze się stapia. Skóra jest zmatowiona, choć efekt ten nie utrzymuje się tak długo, jakbym chciała. Bardzo ważne podczas używania pudrów jest dla mnie to, by nie wysuszał on skóry czy nie zapychał porów - przy tym pudrze, to nie ma miejsca.



Puder spisał się u mnie bardzo dobrze. W zasadzie nie mam mu nic do zarzucenia. Świetnie odnajduje się na mojej twarzy - matowi ją, ale i delikatnie rozświetla. Kryje bardzo przyzwoicie, udaje mu się zakryć drobne niedoskonałości. Kosztuje niewiele, szczególnie w promocji, więc myślę, że warto się na niego skusić i na własną rękę przekonać, że jest to bardzo przyzwoity produkt.

Na koniec taka mała dygresja. Mam takie wrażenie, że u nas wszystko idzie ze skrajności w skrajność. Jednego dnia pada śnieg i leje deszcz, że odechciewa się w ogóle funkcjonować, by na drugi dzień świeciło słońce, które rozgrzewa do czerwoności, że aż robi się słabo. Z dwojga złego chyba jednak wolę te upały, choć najlepsza w tym wszystkim byłaby równowaga. Trochę upałów, trochę chłodu i deszczu, by nie ucierpiała na tym roślinność. Często słyszymy o zagrożeniach przeciwpożarowych w lasach, do których nie można chodzić. Jakiś czas temu miałam okazję uczestniczyć w ćwiczeniach przeciwpożarowych, które przeprowadzaliśmy w Środowiskowym Domu Samopomocy, o którym piszę swoją pracę magisterską. Jako członek OSP wzięłam w nim udział. Szkolenia z tego zakresu prowadzone są również przez firmę General Protection & Safety http://gpsbhp.eu/oferta/szkolenia-bhp/. Takie szkolenia są bardzo potrzebne i powinny odbywać się, jak najczęściej, dla bezpieczeństwa naszego, naszych pracowników czy podopiecznych.

Znacie bananowy puder od Wibo? A może macie swoich innych ulubieńców?
Czytaj dalej

wtorek, 16 maja 2017

Jak wysyłać swoje przesyłki taniej?

To, ile dziś zapłaciłam na poczcie, skłoniło mnie do głębszej refleksji nad sposobem wysyłania przesyłek, co w konsekwencji wpłynęło na to, że dzisiejszy post się pojawił. Za list polecony priorytetowy (wraz ze zwykłą kopertą) zapłaciłam 7,20 zł. Jeszcze niedawno było to, jak się nie mylę 5,80 zł. Znaczki też poszły w górę i wcale mi się to nie podoba. Często zdarza mi się nadawać różne paczki czy listy, więc miesięcznie kwota jaką przeznaczam na to jest naprawdę wysoka. Poza tym, muszę dojechać na pocztę samochodem, bo mam do niej ponad 4 km (równie dobrze mogę jechać rowerem za darmo, ale nie zawsze pogoda podpisuje). Natknęłam się na ciekawą stronkę, tj. http://www.fastpost.pl/. A dlaczego jest to ciekawa stronka? Bo za jej pośrednictwem, możecie zobaczyć ile będzie kosztowało Was wysłanie różnych listów czy paczek przez wszystkie firmy kurierskie, jak np. Fedex, DPD, UPS, DHL czy inne. 

O ile listów nie będzie mi się raczej opłacało wysyłać za pomocą kuriera, tak paczki, jak najbardziej! Kiedy wysyłałam w kwietniu prezent urodzinowy dla koleżanki, zapłaciłam za wysyłkę na Poczcie Polskiej 17 zł! Z parametrów paczki, jakie wpisałam w odpowiednich oknach na stronie FastPost wyszło mi, że zapłaciłabym niecałe 12 zł korzystając z kuriera FedEx! Co lepsze, zamówiony kurier przyjedzie przecież do mojego domu, a ja dodatkowo nigdzie nie muszę się ruszac - co najwyżej do bramki. Oszczędność czasu i pieniędzy w jednym! Jak widzicie, czasem warto przemyśleć sposób dostawy naszych paczek. Jeszcze do niedawna całkiem przyzwoita cenowo Poczta Polska została w tym momencie zdeklasowana przez 4 inne firmy kurierskie. Podwyżka cen na PP wrosła w lutym, o ile dobrze pamiętam. Miało to miejsce w tym roku, ale również w ubiegłym. Obawiam się, że w 2018 może nastąpić kolejna podwyżka, która spowoduje, że już całkiem przestanę korzystać z jej usług. ja zdaję sobie sprawę, że wszystko idzie w górę, ale niedługo ludzie wcale przestaną wysyłać sobie listy czy kartki świąteczne, bo cena chociażby znaczka, kilkukrotnie przewyższa już wartość kartki.

A Wy co sądzicie o cenniku Poczty Polskiej? Korzystacie z usług kurierskich?
Czytaj dalej

Samochód - którym pojechać do ślubu?

Kwestie związane z wyborem odpowiedniego samochodu do ślubu zostawiłam swojemu narzeczonemu. Wydaje mi się, że to w 100% męskie zajęcie.W końcu nie od dziś wiadomo, że mężczyźni przykłądają do nich bardzo dużą wagę, a niektórzy nazywają je nawet imionami i traktują najlepiej jak tylko potrafią. Jeżeli o mnie chodzi, ja nie mam żadnych wymagań, co do modelu, marki czy koloru, w pełni zdaję się na Roberta.

Bardzo podoba mi się, kiedy wybór samochodu uwarunkowany jest czymś więcej, niż tylko jego wyglądem. Bardzo często zdarza się, że mężczyżni, którzy na co dzień są kierowacami zawodowymi i jeżdżą po Polsce czy za jej granicami tirami, takim właśnie pojazdem jadą również do ślubu. Zdarza się też, że Para Młoda jedzie do ślubu wozem strażackim czy starymi autami, jak np. kultowy juz fiat. Czasem zastanawiam się, czy warto jest inwestować duże pieniądze w wypożyczenie jakiegoś samochodu? Czy nie lepiej te pieniądze przeznaczyć na inny cel? My zastanawiamy się, czy nie pojechać do ślubu samochodem mojego narzeczonego. Jest to samochód względnie nowy i wygląda całkiem reprezentacyjnie. Czasem auto można po prostu kupić. Zdaję sobie sprawę z tego, że ślub z weselem to bardzo duży wydatek, a kupno nowego samochodu w tym okresie, byłby możliwy tylko wtedy, kiedy któreś z Was wygrałoby na loterii, ale... Czasem kupujemy samochody wcześniej, więc warto pomyśleć o nim pod kątem ślubu i dbać o niego najlepiej, jak tylko potrafimy, by tego dnia prezentował się pięknie. Na stronie http://autakrajowe.com.pl/ jest bardzo wiele fajnych samochodów. Firma zajmuje się detaliczną oraz hurtową sprzedażą samochodów. Moi znajomi coraz częściej decydują się na jazdę do ślubu swoimi samochodami i wydaje mi się to bardzo ekonomicznym i rozsądnym pomysłem.

A Wy czym jechaliście do ślubu? A może macie ten wybór przed sobą?

Czytaj dalej

Manicure hybrydowy - Victoria Vynn Gel Polish 114 Pinky Glitter, 115 Rose Seashell, 116 Mauve Dance + naklejka wodna

Lakiery marki Victoria Vynn towarzyszą mi stosunkowo niedługo, a już zdążyłam bardzo je polubić. Szeroka gama kolorystyczna, ładne buteleczki, które są świetnie opisane i oznaczone kolorystycznie niewątpliwie skłaniają do zakupu. W moje ręce trafiły trzy nowe kolory, które bardzo do siebie pasują, dlatego postanowiłam stworzyć z nich jeden manicure. Na paznokciach pojawiła się także naklejka wodna. Nie tak dawno robiłam dla Was tutorial dotyczący tego, jak przyklejać naklejkę wodną na cały paznokieć. Możecie odświeżyć sobie pamięć klikają we wcześniejszą frazę. Gorąco do tego zachęcam, ponieważ naklejki wodne to świetna alternatywa dla zdobień.






Lakiery 114 Pinky Glitter, 115 Rose Seashell, 116 Mauve Dance w połączeniu z piękną naklejką wodną z motywem floralu i czaszką wzajemnie się dopełniają, a na paznokciach coś się zadziało. Dobrą robotę robi też piękny brokat. Kolorem przypomina mi on nieco Pink Gold Semilaca, jednak jest bardziej subtelny. 


Lakiery 115 i 116 mają satynowe wykończenie - całkowicie się tego nie spodziewałam, ponieważ po otwarciu patrząc na kolor na pędzelku nic na to nie wskazywało. Dopiero na paznokciu okazało się, że mają one lekko perłową poświatę. Cieszę się, bo hybryd z takim wykończeniem jeszcze nie mam w swojej już dość sporej kolekcji. Hybryda z numerem 115 ma najgorsze krycie z całej trójki. Do powyższego manicure użyłam 4 warstw, a wydaje mi się, że i tak nie jest to wystarczające. Pozostałe dwa lakiery kryją super już przy drugiej warstwie. Kolor 116 przypomina mi nieco budyń czekoladowy i wywołuje tym samym ciepłe skojarzenia.


Na zdjęciach lakierów możecie zobaczyć również fajny gadżet przydatny podczas wykonywania manicure. Rozlany aceton czy lakier nie brzmi fajnie, a do tego może zniszczyć powierzchnie, na której malujemy paznokcie. Silikonowa mata sprawdza się jako podkładka świetnie. Jest cienka, elastyczna i chroni meble (w moim przypadku stół lub biurko) przed zniszczeniem, jest odporna na aceton. Cieszę się, że jestem jej posiadaczką.

Jak widać na zdjęciach, pogoda u mnie piękna! Wszystko w końcu się zazieleniło i zakwitło! Dookoła unosi się piękny zapach, powoli zakwitają również bzy czy kolwalie, a już bałam się, że w tym roku mogę nie cieszyć się ich zapachem. Piękna pogoda sprzyja uprawianiu wszelkiego rodzaju sportu. Niebawem wyciagam z szafy swoje rolki i będę jeździć. Na ulicy często spotkam także deskorolkarzy, a co więcej, coraz częściej jednak widuję na deskach kobiety, niż mężczyzn - co mi się podoba. Nie wiem, czy ja potrafiłabym się odnaleźć w jeździe na desce, ale już przejrzałam asortyment sklepu http://deskshop.pl/ i znalazłam tam bardzo fajne deskorolki czy longboardy, ale i inne akcesoria, jak rękawice, plecaki, czy ochraniarze - warto pamiętać również o tym aspekcie. Bezpieczeństwo jest ważne!

Jak podoba Wam się mój manicure? Co sądzicie o kolorach?
Czytaj dalej

Pielęgnacja twarzy z Aqua Pi Cosmetics - krem 30+, 40+ i krem pod oczy

Pielęgnacja twarzy jest dla mnie bardzo istotna. Jeszcze dwa lata temu nie przykładałam do niej zbyt dużej wagi. Człowiek się starzeje, choć ciężko mu to przyznać. Może śmiesznie to brzmi, że 25-latka mówi o staroci, ale takie są niestety fakty. Na twarzy pojawiają się pierwsze zmarszczki, a te mimiczne się pogłębiają. Najwyższa pora, by zacząć odpowiednio dbać o swoją twarz i sprawiać, by to wszystko nie zaczęło się pogłębiać. Dziś zatem chciałabym powiedzieć Wam kilka słów na temat trzech fajnych kosmetyków. Mowa o kremach Aqua Pi Cosmetics, na dzień i na noc Moisturizing lifting face cream 30+, Ultra lift cream 40+ oraz kremie pod oczy Light system eye cream.


Kremik z przeznaczeniem dla kobiet w wieku 30+, czyli Moisturizing lifting face cream przetestowałam ja, z kolei krem dla kobiet w wieku 40+ podarowałam mojej mamie. Kremu pod oczy używałyśmy razem - lubimy się dzielić. Obie miałyśmy bardzo podobne wnioski. Produkty mają bardzo fajne, szklane opakowania, które ładnie prezentują się na szafce w łazience. Kremy do twarzy mają ładne i delikatne zapachy. Zaskakująca była dla nas konsystencja, która jest bardzo rzadka. Mimo to, produkty są bardzo wydajne. Już niewielka ilość wystarczy, by pokryć całą twarz - w obu przypadkach. Kremy zaskakująco szybko się wchłaniają, nie pozostawiają żadnej lepkiej warstewki. 


Obie używałyśmy ich zarówno na dzień jak i na noc. Kremy dobrze współpracują z makijażem. Po ponad miesiącu używania, kremu zostało jeszcze bardzo dużo, więc spokojnie wystarczy na kolejny miesiąc. Twarze po jego stosowaniu są wygładzone, przyjemne w dotyku. Delikatne zmarszczki spłycone, poprzez dobre nawilżenie. Producent nie zapewnia, że zmarszczki znikną. Od razu zaznacza, że krem sprawdzi się jako profilaktyka pierwszych zmarszczek. Idealnie sprawdzą się na osób o skórze wrażliwej - mówi to Wam alergik.


Do gustu przypadł nam również krem pod oczy. Wyglądem nie różni się zbytnio od poprzedników - może tylko rozmiarem, bo jest mniejszy. Jego pojemność to 15 ml. Myślałyśmy, że konsystencja tego kremu będzie taka sama jak tych do twarzy, ale myliłyśmy się. Ten kremik jest znacznie gęstszy, a przy ty tak samo wydajny.



Przeznaczony jest dla kobiet w wieku 30+, ale pewnie większość z Was wie, że te oznaczenia należy brać na poprawkę. Czasem kobieta w wieku 40 lat (a dokładniej jej skóra), ma mniejsze potrzeby niż twarz 30-latki (i na odwrót), zatem te oznaczenia powinno się wybierać adekwatnie do swoich potrzeb, a nie wieku. Podobnie jak poprzednicy, spisuje się jako profilaktyka pierwszych zmarszczek. Idealnie radzi sobie z opuchniętymi oczami i tak zwanymi "workami" pod oczami (wniosek mamy). Ewentualnie sińce nieco rozjaśnia, sprawiając, że twarz wygląda zdecydowanie bardziej promiennie. Produkt przeznaczony dla osób o skórze wrażliwej, bo jest delikatny, nie podrażnia. Jeżeli chodzi o ceny tych produktów, to dla mnie jest to górna półka, ale... Kremy można obecnie kupić w promocyjnej ofercie za 99,90 zł / 2 sztuki (więc tu wygląda to już bardzo fajnie!) oraz 129,90 zł zestaw dwóch produktów do ciała, tj. balsam oraz serum modelujące. 

Wszelkiego rodzaju kometyki, wspieraja naszą walkę np. z pierwszymi oznakami starzenia skóry. Kiedy w końcu mamy już prawdziwę i ciepłą wiosnę, warto również powalczyć o całe nasze ciało. Walkę tę może wesprzeć sklep ortic.pl oferujący multum przyrządów i akcesoriów do ćwiczeń, jak i rehabilitacji. Asortyment jest naprawdę bogaty!

Miałyście okazję wypróbować produkty Aqua Pi Cosmetics?
Czytaj dalej

Stilgut - złoty głośnik Bluetooth - rozkręć imprezę wszędzie, gdzie się pojawisz

Chęć posiadania głośnika bezprzewodowego chodziła już za mną od dawna! Lubię posłuchać muzyki, towarzyszy mi ona każdego dnia, ale nie oszukujmy się. Jakość dźwięku, jaką może zagwarantować nam laptop czy telefon nie jest niczym szczególnym, ot zwykły, prosty dźwięk. Nie żeby jakoś mocno mi to przeszkadzało, bo do tej pory funkcjonowałam w ten sposób i dałam radę. Jednak kiedy na horyzoncie pojawiają się ciekawe sposoby na odtwarzanie muzyki, czemu z nich nie skorzystać? Tym bardziej, że jakość dźwięku może ulec poprawie! Od jakiegoś czasu raczę mój słuch nową jakością brzmienia. Co ciekawsze, to idealne brzmienie zapewnia  mały, ale bardzo elegancki głośnik działający na bluetooth StilGut. Do tego jest w złotym kolorze, co sprawia, że prezentuje się zjawiskowo i ekskluzywnie!


StilGut prezentuje idealne urządzenie dla osób, które szukają doskonałego dźwięku w małym formacie. Chcesz posłuchać radia, ulubionej muzyki, odebrać połączenie bez dotykania telefonu? Głośnik StilGut umożliwi to, gdyż doskonale funkcjonuje z niezliczoną ilością urządzeń jak: smartfony, tablety, laptopy. Mimo niewielkich rozmiarów głośnik StilGut wyróżnia się potężnym dźwiękiem. Od teraz możesz cieszyć doskonałą jakością odtwarzanej muzyki gdziekolwiek się znajdujesz. 


Jego najważniejsze cechy to: Działanie bezprzewodowe - nie wymaga korzystania z kabli - dla mnie to jego największa zaleta, mały rozmiar – zmieści się w torebce czy plecaku, więc możesz go zabrać praktycznie wszędzie, ma wyjątkowo wytrzymałą baterię, która umożliwia korzystanie z głośnika nawet do 4 godzin, dzięki wejściu audio mini jack można podłączyć głośnik niemalże do każdego urządzenia, wyszukuje urządzenia w odległości nawet do 10 m oraz natychmiast synchronizuje i dzięki wbudowanemu mikrofonowi umożliwia prowadzenie rozmów za pomocą technologii Bluetooth i odbieranie połączeń bez dotykania telefonu.


W zestawie znajduje się jeden głośnik bluetooth, do tego kabel USB oraz instrukcja obsługi. Zestaw ten kosztuje 139 zł.  Do tego błyskawiczna przesyłka - produkty były u mnie na drugi dzień od złożenia zamówienia. Produkty podlegają gwarancji w wymiarze lat dwóch. Klient ma również możliwość zwrotu towaru w przeciągu 14 dni. Jakość tego urządzenia jest bardzo zadowalająca. Nie bez powodu na co dzień używamy określenia niemiecka precyzja. Wykonanie na bardzo wysokim poziomie. Do produkcji zastosowane zostały gatunkowo najlepsze materiały. Ponad to zestaw ten charakteryzuje się ręcznym wykonaniem, gdzie wszystko jest doskonale do siebie dopasowane


Głośnik ten idealnie sprawdzi się do zabaw na świeżym powietrzu i tak jak wspomniałam w tytule posta, dzięki niemu możesz rozkręcić imprezę w każdym miejscu, w którym się znajdziesz. Wielokrotnie spotykając się ze znajomymi na ognisku na dworze brakowało tam po prostu muzyki. Mając taki głośnik, problem głuchej ciszy znika, a jej miejsce zastępuje dobra zabawa, która może trwać nawet 4 godziny.


Taki głośniczek, to moim zdaniem must-have każdego z nas! Dobrze jest go mieć przy sobie w różnych sytuacjach, szczególnie na jakichś wyjazdach ze znajomymi. Większość osób słucha muzyki z telefonu, więc na imprezie każdy będzie mógł połączyć się z głośnikiem i puszczać swój ulubiony gatunek muzyki. Mój bat bardzo często korzysta z tego typu głośników na spływach kajakowych, które każdego roku organizuje. Na spływach równie ważna jak dobra muzyka, jest także dobra pogoda. Dobra pogoda, skutkuje dobrym samopoczuciem i zdrowiem. Czasem jednak nie dopisuje, a zdrowie podupada. Warto wtedy sięgać po różnego rodzaju probiotyki, jak np. joyday.info.

Lubicie takie gadżety? Macie w domu jakieś głośniczki na Bluetooth?

Czytaj dalej