sobota, 22 lipca 2017

Nabla - matowa szminka Diva Crime, odcień ombre rose

Każdego miesiąca docierają do mnie różnego rodzaju pudełka. Uwielbiam je, bo dzięki nim mam szansę poznawać wiele nowych produktów, jak i marek, które dotąd mogłam oglądać u innych blogerek, bądź widzieć je po raz pierwszy. Co miesiąc mam więc wiele szans na poznanie kosmetycznych bubli, ale również i wielu hitów. Gościem dzisiejszego posta jest matowa szminka Nabla Diva Crime, która patrząc po komentarzach dodanych przez Was do openboxa, najbardziej wzbudziła Wasze zainteresowanie. Czy słusznie?



Pomadka jest dość małego rozmiaru - jest około 2 cm mniejsza od standardowych pomadek. Początkowo było to dla mnie dziwne, ale dość szybko się do tego przyzwyczaiłam. Mniejszy rozmiar nie sprawia mi kłopotów przy aplikacji. Opakowanie imituje, tak jakby metal. Ładnie odbija światło, ma grafitowy kolor. Fajne jest to, że pomadka nie otwiera się w torebce - by ją prawidłowo zamknąć podczas zakładania zatyczki trzeba usłyszeć kliknięcie. Bardzo lubię to dodatkowe zabezpieczenie, a mało która moja szminka takie posiada Nie lubię, kiedy pomadki otwierają mi się w torebce - nie dość, że wszystko wymarzą, to jeszcze są całe w paprochach. Tu do czegoś takiego nie dojdzie.


Pomadka jest wyprofilowana, dzięki czemu można nią bardzo precyzyjnie pomalować usta, przynajmniej na początku używania. Konsystencja jest kremowa, świetnie się nią operuje. Ma dobą pigmentację, bo już po jednym przejechaniu po ustach uzyskamy naprawdę super pokrycie. Kolor, jaki mam to ombre rose. Po samej nazwie mi od razu na myśl przychodzi soczysta czerwień, a w rzeczywistości mamy do czynienia z bardzo codziennym i neutralnym kolorem, który z czerwienią nie ma zbyt wiele wspólnego.


Na powyższym zdjęciu możecie zobaczyć, jak pomadka prezentuje się na ustach. Bardzo dobrze czuję się w tym kolorze, używam go na co dzień. Na większe wyjścia wolę coś bardziej szałowego. Trwałość oceniam na średnią. Bez jedzenia czy picia utrzymuje się na ustach ok. 3-4 godziny, ale od codziennej pomadki nie oczekuję nieskazitelności przez naście godzin (choć jej cena mogłaby jednak gwarantować lepszy efekt, bo jest to koszt rzędu 50 zł). Zapach ma przyjemny, choć nie jest zbyt intensywny. Co ważne, większość matowych pomadek lubi wysuszać - Nabla na szczęście tego nie robi, więc za to duży plus.

Znacie włoskie pomadki Nabla?

Czytaj dalej

piątek, 21 lipca 2017

Plakaty - wspaniałe tło do zdjęć

Odkąd zaczęłam przykładać dużą wagę do zdjęć, jakie robię do postów, bloga prowadzi mi się o niebo lepiej. Zdjęcia nie są przypadkowe, każde staram się starannie zaplanować pod względem kolorystycznym czy kompozycji. Nie chcę się chwalić, ale idzie mi to coraz lepiej i w końcu nie muszę się wstydzić zdjęć. Oczywiście, zdarzają mi się zdjęciowe wpadki, ale mają one charakter sporadyczny. Bardzo wiele osób zadaje mi pytania odnośnie teł, których używam. Bardzo duże zainteresowanie wzbudziło tło-deski. Dostałam kila zapytań o nie, więc śpieszę poinformować, że zarówno tło deskowe, jak i marmurowe, to plakaty premium ze sklepu foteks.pl.


Przyszły one solidnie zapakowane, w tubie, która dodatkowo była odpowiednio zabezpieczona. Na opakowaniu widniała informacja, by po otrzymaniu rozłożyć tła do wyschnięcia, ponieważ są one pakowane od razu po wydruku. Zrobiłam tak, choć wydaje mi się, że nie było takiej potrzeby. Zrobiły one na mnie ogromne wrażenie, ponieważ zarówno jakość papieru, jak i wydruku jest naprawdę imponująca. Deski do złudzenia przypominają prawdziwe, dwie osoby pytając co to za tło, dopytywały, czy to jakiś arkusz czy może prawdziwe deski. 


Na stronie producenta, plakaty można kupić w dwóch wersjach: tańszej tj. standard (50cm x 50 cm - 50 zł) oraz w wersji droższej, tj. premium (50 cm x 50 cm - 60zł) - wersja premium nie jest dużo droższa od standardowej, jak widzicie tylko 10 zł. Moje tła są w jakości premium - wydaje mi się, że jeżeli zaczynamy blogować na poważnie, to lepiej zainwestować większą gotówkę i cieszyć się dobrej jakości tłem latami. Oczywiście nie chcę ujmować plakatom standard, bo nie mam takiego, więc ciężko porównywać, ale różnica w cenie mała, więc tak czy siak wybrałabym premium. Producent zapewnia jednak, że tła standard są również dobrej jakości. Plakaty o takiej szerokości spokojnie starczą do fotografowania wszystkich produktów kosmetycznych. Ciężko będzie na nich sfotografować ubrania - tu trzeba byłoby pokusić się wybór większego tła, co również jest możliwe. Maksymalna szerokość tła, jaką można zamówić, to 254cm x 183 cm. Teraz chciałabym zaprezentować Wam kilka zdjęć wykonanych a tych plakatach.





Tło marmurowe jest bardzo delikatne i subtelne, świetnie mi się na nim fotografuje. Z dodatkiem kwiatów wygląda naprawdę ładnie. Tło deskowe podoba mi się szalenie, na zdjęciu z deserami wykorzystałam jedynie sam plakat, który również się broni, nie potrzebuje żadnych dodatkowych elementów, by zdjęcie prezentowało się nienagannie. Z plakatów jestem bardzo zadowolona. W przyszłości z pewnością powiększę swoją kolekcję o kolejne tła ze sklepu foteks.pl. Są to dobrze zainwestowane pieniądze, a i morale zdjęcia wzrastają, więc warto.

Korzystacie z tego typu teł do wykonywania swoich zdjęć?
Czytaj dalej

czwartek, 20 lipca 2017

Light blue casual dress - niebieskie sukienki idealne na lato

Kiedy tylko na dworze na moment wyjrzy słońce, z tyłu głowy mam cichą nadzieję, że zostanie z nami na dłużej. Póki co nie było mi dane cieszyć się latem dłużej niż dwa dni pod rząd, ale myślę, że za jakiś czas to się zmieni (dziś np. u mnie 25 stopni). Na taką ewentualność lepiej być przygotowanym, dlatego przybywam z małym przeglądem błękitnych sukienek light blue casual dress. Jeżeli niebieski, to nie jest kolor, w którym czujesz się dobrze, mam też do przejrzenia dla Was propozycje na chłodniejsze dni, które znajdziecie pod kategorią knitted dress

SUKIENKA 1          SUKIENKA 2         SUKIENKA 3

Obecnie panuje szał na hiszpanki i szczerze mówiąc, nie dziwi mnie wcale ten trend, ponieważ sukienki w tym stylu są piękne. Na moją naganną figurę nie pasują, ale kiedy noszą je zgrabne, wysokie i opalone kobiety ja po prostu nie mogę oderwać od nich wzroku. Przedstawione tu przeze mnie hiszpanki, to piękno w prostocie. Jak widzicie pierwsza i trzecia propozycja, to jednolite sukienki z falbaną. Trzecia dodatkowo ma równie modne wycięcia na ramionach. Niby nic szczególnego, a naprawdę robią wrażenie. Środeczek zajmuje delikatna i zwiewna, długa sukienka, którą chętnie widziałabym na plaży.

goo.gl/52g6cK

Tak, jak już wspomniałam ostatnio, mam dla Was zniżkę na zakupy w Zaful. Kod ZFEN obniża wartość koszyka o 10 %. Sama skorzystałam z tej promocji i udało mi się obniżyć wartość koszyka nawet o $3, a jak wiadomo, za to można już upolować jakąś fajną rzecz. 

Podobają się Wam bluzki czy sukienki hiszpanki? Macie takie w swojej kolekcji?
Czytaj dalej

środa, 19 lipca 2017

Jak zrobić mleko kokosowe oraz pudding z nasion chia?

Dziś będzie trochę inaczej, powiedziałabym, że dość nietypowo, ponieważ chcę się z Wami podzielić przepisem na bardzo zdrowy i dietetyczny deser, jakim jest pudding z nasion chia. Nie zamierzam na stałe wprowadzić serii przepisów na blogu, nie znajdziecie tu przepisu na gołąbki czy dewolaje, jednak myślę, że zdrowe przekąski, jak najbardziej wpisują się w tematykę lifestylu. Poza tym, wczoraj pokazałam na Instagramie te deserki i wiele osób napisało do mnie w sprawie przepisu Pomyślałam, że skoro te desery wywołały takie zamieszanie i spory odzew z Waszej strony, to poświęcę im oddzielny wpis. W posiadaniu nasion chia jestem od bardzo dawna, ale nigdy nie było okazji, by je wykorzystać. Często napotykałam na Instagramie zdjęcia różnych, pysznych deserów. W końcu nie wytrzymałam i postanowiłam wziąć się w garść i spędzić trochę czasu w kuchni przygotowując te smaczności.



CZEGO POTRZEBUJESZ DO PRZYRZĄDZENIA PUDDINGU?

Aby przygotować pudding potrzebujesz mleka roślinnego. Ja pokusiłam się o przygotowanie swojskiego mleka kokosowego, ponieważ lubię kokos i jego zapach. Równie dobrze możesz przyrządzić inny, np. z płatków owsianych czy też z migdałów. Do tego nasiona chia oraz różnego rodzaju owoce, według uznania.


JAK ZROBIĆ SAMODZIELNIE MLEKO KOKOSOWE?

Nigdy w życiu nie pomyślałabym, że przyrządzenie mleka roślinnego, to taka bułka z masłem. By je zrobić potrzebujemy jedynie surowca (wiórki kokosowe, migdały czy płatki owsiane) oraz wody. Użyłam wody mineralnej, wlałam ją do garnka i trochę podgrzałam, ale nie doprowadziłam do wrzenia. Ciepłą wodą zalałam wiórki w proporcji: 1 szklanka wiórek kokosowych do 3 szklanek wody. Wymieszałam składniki i pozostawiłam na pół godziny. Po tym czasie za pomocą blendera zmiksowałam całość. Ten "wywar" należy teraz przepuścić przez sitko lub gazę, by oddzielić wiórki od naszego mleka. Najlepiej jest dociskać wiórki, w nich wciąż znajduje się dużo mleka. Następnie płyn przelać do szklanego naczynia i voila. 


BANANOWO-KOKOSOWE CIASTECZKA

Trochę szkoda było mi wyrzucić te wiórki, bo nie lubię marnotrawić jedzenia, więc postanowiłam je jeszcze wykorzystać. Odsączyłam z nich mleko najbardziej, jak tylko umiałam, następnie do miseczki dodałam je i banana - całość zmiksowałam blenderem. Z papki uformowałam ciasteczka. Położyłam je na blaszce, którą uprzednio wyłożyłam papierem i wstawiłam na pół godziny do nagrzanego do 180 stopni piekarnika. Kiedy już były gotowe, nie wyglądały zbyt apetycznie, przypominały troszkę płytę wiórową (haha), ale w smaku były dobre i aromatyczne. 


JAK PRZYGOTOWAĆ PUDDING?

Kiedy mamy już mleko roślinne, należy wrzucić do niej nasiona chia w proporcji: na 1 szklankę mleka 2 czubate łyżki nasion chia (jeżeli wolicie, by pudding był gęstszy, to dajcie 3 łyżki nasion - ja zrobię tak następnym razem. Pamiętajcie jednak, że są one wysokim źródłem błonnika i nie należy przekraczać zalecanej dawki nasion, tj. 4 łyżek dziennie). Nasiona przyjmują smak tego, w czym są moczone. Mleko kokosowe ma fajny kokosowy aromat, ale smaku, to ono raczej nie ma. Można więc nieco je osłodzić, np. łyżką miodu. Nasiona warto wymieszać za pomocą trzepaczki, energicznie mieszając przez około 2-3 minuty, następnie odstawić do lodówki. Po pół godzinie wyjmij deser z lodówki i znów go wymieszaj (deser ma tendencję do "glucenia"), potem znów odstaw. Ja odstawiłam swój deser na około 4 godziny. Po tym czasie ma już naprawdę fajną konsystencję.


DEKORACJA PUDDINGU

Zanim przyrządzisz owocowe musy, warto też udekorować pudding. Sam w sobie wygląda ciekawie, ale z dodatkiem truskawek zdecydowanie bardziej atrakcyjnie. Potnij truskawkę w plasterki (mogą to być też inne owoce, takie jak kiwi czy banany. Przyciskając ją jak najbardziej do ścianki wsuń tak, by między plasterek a szkło nie dostał się pudding. Gdybym miała więcej owoców, z pewnością zrobiłabym to bardziej kolorowo. 


MUSY OWOCOWE DO PUDDINGU

Uwielbiam owoce, pod każdą postacią, czy to w kawałkach czy w musach. Często je spożywam, więc i przy tym deserze nie mogło ich zabraknąć. Tamtego dnia przygotowałam desery w dwóch różnych pojemnościach - miniaturki, które widzicie na powyższym zdjęciu oraz większe desery w słoiku. Do miniaturek przygotowałam mus bananowo-brzoskwniowy. Z kolei do większych deserów miałam ten mus oraz mus z truskawek. Tu nie ma nic skomplikowanego - wrzuciłam jedynie owoce do naczynia, a blender odwalił za mnie całą robotę. Pudding jest gęsty, więc nie ma problemu z nałożeniem na niego musów. Pudding chia nie jest z pewnością bombą smakową, ale jeżeli przyrządzicie do tego musy, stworzycie idealny kontrast.


Było to moje pierwsze zetknięcie z nasionami chia, ale z pewnością nieostatnie. Desery są pyszne, zdrowe, a ich przygotowanie nie kosztuje wiele, ani czasu, ani pieniędzy. Taki deser to wspaniała alternatywa dla osób z nietolerancją laktozy oraz wegan. Niebawem znów przygotuję taki deser, ale tym razem pokuszę się o inne musy. Może jagodowy? Kto wie!

Używacie nasion chia? Co z nich przyrządzacie? Robiliście kiedyś pudding z chia?
Czytaj dalej

wtorek, 18 lipca 2017

Green sweatshirt - bluzy na chłodniejsze dni

Wczoraj zaprezentowałam Wam kilka propozycji strojów kąpielowych, jednak z naciskiem na wyjazd zagraniczny w ciepłe kraje, ponieważ póki co lato w Polsce nie jest dla nas łaskawe. Częściej wyciągamy ciepłe ubrania z szafy, niż coś na krótki rękaw. To w sumie podsunęło mi pomysł na kolejny post. Kolor zielony jest wciąż na topie, szczególnie ten, wpadający w khaki. Bardzo chętnie noszony jest zarówno przez kobiety, jak i mężczyzn. Dziś chciałabym pokazać Wam mały przegląd bluz z kategorii green sweatshirt oraz coś lżejszego dla kobiet gdyby lato zmieniło zdanie i w końcu do nas zawitało, tj. green shirt for woman ze strony zaful.com.

BLUZA1          BLUZA 2         BLUZA 3

Te propozycje idealnie spisują się do założenia w dni, kiedy w zasadzie nie wiadomo, jak się ubrać. Ani to ciepło na dworze, ani zimno. Koszule są na tyle fajnym elementem ubiory, ze pasują zarówno do eleganckich, jak i sportowych stylizacji. Bardzo popularne są teraz kroje z wyciętymi ramionami, coraz więcej takich ubrań spotykam. Hafty i różnego rodzaju aplikacje czy naszywki również robią furorę.

PROPOZYCJA 1          PROPOZYCJA 2          PROPOZYCJA 3

Mam nadzieję, że moje propozycje przypadną Wam do gustu. W duszy chciałabym, aby tych bluz z pierwszego kolażu przydało się nam, jak najmniej. By w końcu można było cieszyć się słońcem i wyjazdami nad jeziorko czy w inne ciekawe miejsca. Na koniec mam dla Was również zniżkę 10% na zakupy. Wystarczy wpisać kod: ZFEN i cieszyć się tańszymi zakupami. Każdy powyższy produkt zalinkowałam, byście mogli sprawdzić, jaka jest jego cena oraz uzyskać więcej informacji na ich temat - więc klikajcie swobodnie.

http://www.zaful.com/promotion-fancy-summer-looks-special-597.html?lkid=100614

Robicie zakupy na Zaful?
Czytaj dalej

poniedziałek, 17 lipca 2017

Lirene - żel pod prysznic z oliwką o zapachu mango oraz grejpfrutowy peeling

Nie chcę zapeszać, ale u mnie od paru dni jest ciepło i bardzo słonecznie. Może jeszcze żar nie leje się z nieba, ale jest na tyle cieplutko, że można śmigać w spodenkach. W takie dni często poza wieczorną kąpielą, zażywam również zimniejszego prysznica w ciągu dnia. Lubię wtedy używać produktów orzeźwiających, które dadzą mi energii na resztę dnia. Nie lubię stosować wtedy produktów, które mają ciężkie i przytłaczające zapachy. Tyczy się to głównie produktów o zapachach, takich jak czekolada, karmel czy inne tego typu. Teraz stawiam na zapachy świeże, kwiatowe lub najlepiej owocowe. Dzisiejszy duet od Lirene jest bardzo owocowy! Powiedziałabym, że to taka owocowa bomba, więc idealnie wpisuje się w moje obecne potrzeby i upodobania.


ŻEL POD PRYSZNIC Z OLIWKĄ O ZAPACHU MANGO

Kiedy tylko zobaczyłam go po raz pierwszy, na myśl przyszedł mi morski zapach. Kolor opakowania żelu nieodłącznie kojarzy mi się z wodą, morzem, więc śmiesznie jest, że to jednak mango. Nie mniej, to miłe zaskoczenie, bo uwielbiam ten zapach. Żel z oliwką Lirene mieści się w podłużnym opakowaniu, które jest fajnie wyprofilowane pod kątem otwierania. Tuż pod zamknięciem jest pewnego rodzaju wyżłobienie, idealne na palec, co niewątpliwie ułatwia otwieranie żelu mokrymi rękami. W środku przezroczysta konsystencja, nie za gęsta, nie za rzadka - taka w sam raz. Bardzo dobrze się pieni w duecie z gąbką, co korzystnie wpływa na jego wydajność. Nie wysusza skóry, choć ma w składzie SLS. Pachnie cudownie, zarówno w powietrzu, jak i na ciele, choć zapach nie utrzymuje się zbyt długo, ale to nie perfumy, by tego oczekiwać. Ogólnie jestem z niego bardzo zadowolona, bo tak jak pisałam już na początku, świetnie nadaje się do używania w gorące dni. Idealnie odświeża.


GREJPFRUTOWY PEELING ANTYCELLULITOWY BEAUTY COLLECTION 

Pod prysznicem dość często używam peelingów do ciała. Bardzo ważne jest peelingowanie szczególnie kiedy wykonujemy depilację. Oczywiście nie zaraz po niej, ale np. drugiego dnia. Sprzyja to zapobieganiu wrastania włosków, do tego pozbywamy się martwego naskórka i możemy cieszyć się gładszą i milszą w dotyku skórą. Do tej pory używałam peelingu bodajże Vis Plantis, jednak nie był to mocny zdzierak. Używało mi się go bardzo przyjemnie, ale na tę chwilę potrzebowałam czegoś mocniejszego. Cieszę się, że w moje ręce wpadł grejpfrutowy peeling do ciała Lirene z linii beauty collection. Pachnie bardzo świeżo, wiadomo, grejpfrut to cytrus, więc zdecydowanie bardziej orzeźwiająco, niż żel. Mieści się w plastikowej tubie, którą można swobodnie postawić, a kosmetyk spływa nam do samego "ujścia". Plastik jest z tych miększych, więc nie sprawia problemów z wydobywaniem. Peeling Lirene ma piękną, ciemnopomarańczową konsystencję, a w niej dość spore drobinki peelingujące, które pozbywają się martwego naskórka w mig. Mam cellulit, ale nie jest on w jakimś wielkim stadium, powiedziałabym nawet, że jak na moje "warunki" jest zaskakująco mało widoczny. Używanie peelingu nie sprawiło, że pozbyłam się tego problemu na zawsze, to zdecydowanie bardziej pracochłonny proces, jednak kiedy nigdzie się nie spieszyłam i  miałam dużo czasu na kąpiel, peelingowałam ciało za pomocą okrężnych ruchów wykonując swojego rodzaju masaż. Było to bardzo przyjemne, a skóra po tej czynności była wygładzona, mam wrażenie, że bardziej napięta, co sprawiało, że ciało prezentowało się wizualnie lepiej. 

Znacie produkty pod prysznic Lirene?

Czytaj dalej

White bikini bottoms - piękne stroje kąpielowe, które musisz zabrać na wakacje

Ostatnio dość sporo czasu spędzam na przeglądaniu różnych zagranicznych stron. Głównie poszukuję jakichś dodatków i drobiazgów, które mogą mi się przydać na ślub. Czasem w każdej z nas budzi się jednak mały egoizm i od czasu do czasu postanawiamy kupić coś tylko dla siebie. Zakupy odprężają, wprawiają nas w dobry nastrój i relaksują po ciężkim dniu - przynajmniej mnie. Dziś chciałabym zaznajomić Was z jedną z chińskich stron, a jest nią Rosegal. Kalendarz wskazuje na to, że mamy lato. U większości z Was zapewne tego nie widać. U mnie wczoraj było całkiem przyjemnie (do pewnego momentu) a dziś na nowo szaro, buro i ponuro. Wiele osób decyduje się w takiej sytuacji na wyjazd za granice, gdzie w większości przypadków dobrą pogodę mamy gwarantowaną. Na wyjazd w ciepłe kraje warto zabrać ze sobą piękne bikini. Dziś mam dla Was kilka propozycji z kategorii polka dot swimsuit, a osoby, które wolą bardziej skąpe bikini odsyłam do zapoznania się z kategorią white bikini bottoms.

STRÓJ 1       STRÓJ 2       STRÓJ 3       STRÓJ 4

Bardzo podoba mi się ta kategoria strojów, szczególnie, że są one w groszki. Dodatkowo te bikini wpisują się, moim zdaniem, w styl pin up, a ja po prostu go uwielbiam. Te propozycje według mnie idealnie sprawdzą się noszone przez kobiety o bardziej krąglejszych kształtach. Pierwsze dwa bikini pięknie podkreślą figurę, a dół z wysokim stanem nada całokształtowi oryginalności. Pozostałe dwie propozycje są dla kobiet, które krępują się odsłaniać zbyt wiele - bikini te dodatkowo pozwalają skutecznie zakryć to, co chcemy zatuszować. Mam dla Was fajną wiadomość. Kochamy zakupy - to już ustaliłyśmy na początku i pewnie w większości z tym stwierdzeniem zgodzi się każda z Was. Jak słyszałam w jednym z kabaretów, największym grzechem kobiety jest "grzech nie kupić", więc od zakupów absolutnie Was nie odwodzę, co więcej, zachęcam, zostawiając z letnią wyprzedażą -33%. Dodatkowo używając kody RGEN dostaniecie kolejne 10% zniżki.

http://www.rosegal.com/promotion-summer-sale-special-364.html?lkid=179330

A Wy kupiłyście już bikini na letnie wojaże? Czy straciłyście nadzieję, że w tym roku może się jeszcze na coś przydać?
Czytaj dalej

sobota, 15 lipca 2017

O2 skin - skoncentrowane serum tlenowe - czy warte swojej wysokiej ceny?

W bodajże XIII edycji pudełka InspiredBy UROK znalazłam jeden kosmetyk marki O2 Skin. Było to skoncentrowane serum tlenowe. Nie ukrywam, byłam go bardzo ciekawa głównie ze względu na jego cenę. Kosmetyk, który kosztuje 209 zł za 30 ml musi być rewelacyjny - myślałam. Jeżeli mam do czynienia z tak wysoką półką cenową, moje wymagania, co do produktu są równie wysokie. Czy to serum im sprostało? Po bardzo licznych pozytywnych opiniach osób na jego temat nie miałam wątpliwości, że ten kosmetyk może okazać się hitem.


Serum mieści się w szklanej butelce. Znajduje się na niej wiele informacji, takich jak np. kilka słów o produkcie, skład czy sposób użycia.  Mimo to butelka nie jest przeładowana informacjami. Uprzednio zapakowana w papierowy kartonik. Buteleczka jest prosta, klasyczna i po prostu schludna. Produkt wydobywa się za pomocą pipety. Coraz częściej producenci kosmetyków korzystają z tego rozwiązania, a ja muszę przyznać, że je polubiłam. W przypadku produktu O2 Skin to się nie sprawdza. Dlaczego? Otóż, kosmetyk nabiera się do pipety poprzez przyciskanie srebrnego "guzika" na górze zakrętki. Niestety choćbym nie wiem ile naciskała, serum do pipety nabiera się tyle, co na lekarstwo. Jest też problem z wydobyciem go na skórę, bo nie chce z tej pipety wylecieć. Wydawało mi się, że trafiłam na wadliwą pipetę, jednak czytałam recenzję u innej blogerki i ona również ma ten sam problem, więc nie jest to wada jednostkowa, jak przypuszczałam. Przy kosmetyku za tyle pieniędzy wymagam bardzo wysokiej klasy opakowania i jeszcze lepszej zawartości. Byłabym wściekła, gdybym kupiła to serum za własne pieniądze, bo niestety ten sposób wydobywania produktu jest dla mnie męczarnią.


Konsystencja jest całkiem przyjemna, nie jest rzadka, ale w kontakcie ze skórą bardzo wodnista. Używając produktu nie mam wrażenia, że nakładam coś treściwego na twarz, a jakiś lekki kremik. Jest ona jednak bardzo wydajna, ponieważ już niewielka ilość wystarczy do posmarowania całej twarzy. Serum nie ma zapachu i to jest w zasadzie fajne, bo szybko się nie znudzi. Poza tym, można to łączyć z innymi kosmetykami i wonie się nie gryzą ze sobą. Szybko się wchłania. Produkt stosuję na noc od jakichś 3 tygodni i dzięki niemu moja twarz otrzymała solidną dawkę nawilżenia. Mimo, że po tej konsystencji nie spodziewałam się wiele, to jednak chociaż w tym przypadku miło się zaskoczyłam. Przy codziennym stosowaniu (w większości razów było to stosowanie jedynie serum, bez dodatkowego kremu) moja twarz była gładka i miła w dotyku, do tego dobrze nawilżona i pozbawiona suchych miejsc na twarzy, np. w okolicach nosa, czoła. Jeżeli miałabym podsumować to serum, to jest to przyzwoity kosmetyk, ale w mojej opinii nie wart swojej ceny. Takie efekty dają mi dużo tańsze produkty, które dodatkowo nie denerwują mnie sposobem aplikacji. Za cenę prawie 210 zł ta pipeta jest po prostu nie do zaakceptowania. Mam nadzieję, że producent jakąś ją ulepszy, bo w takiej formie zniechęca ona do używania. Mimo wszystko, nie mam w zwyczaju skreślania całej linii produktów przez pryzmat jednego kosmetyku. Może jeszcze kiedyś trafi mi się jakiś produkt O2 Skin w pudełku i ten okaże się lepszy? Kto wie. Za własne pieniądze jednak nie zaryzykuję zakupu.

Znacie produkty O2 Skin? Jak u Was się spisują? A może któraś z Was testowała to serum? Jak sprawowała się pipeta?

Czytaj dalej

czwartek, 13 lipca 2017

Kolorówka L'Oreal Paris - podkład Infallible 24 matte, paleta korektorów Infallible Total Cover, paleta do konturowania Blush Scupl oraz tusz False Lash Superstar X-Fiber

Zrecenzowałam dla Was już kilka produktów L'Oreal Paris w niedalekim czasie. Były to pomadki rewelacyjne pomadki w pięknych opakowaniach oraz produkty do brwi - paletki oraz kredki. W boxie znalazłam jeszcze więcej ciekawych produktów, więc najwyższa pora by napisać Wam o nich nieco więcej. Dziś przyszła pora opowiedzieć Wam o podkładzie Infallible 24 matte, paletce korektorów Infallible Total Cover, paletce do konturowania Blush Scupl oraz tuszu do rzęs False Lash Superstar X-Fiber. No to do dzieła!


#1 L'OREAL PARIS - PODKŁAD INFALLIBLE 24 MATTE - podkład mieści się, jak widać, w tubce. Jest ona jakby matowa, wygląda całkiem atrakcyjnie, choć to tylko tubka. Produkt wydobywa się za pomocą dłuższego dzióbka - wygodna opcja. Konsystencja jest dość rzadka, szybko zastyga, więc rozsmarowując ją należy się pośpieszyć. Krycie ma bardzo przyzwoite, jak na taką konsystencję. Do tego skóra jest tak miło wygładzona - przypomina mi on bardzo popularny podkład Catrice Liquid Coverage. Daj tak samo dobre zmatowienie. Odcień, jaki znalazłam w pudełku to 12 Natural. Niestety jest on dla mnie za ciemny - znacznie. Oddałam go mamie, ona ma ciemniejszą karnację. Z małego rozeznania wiem, że jest jeszcze jaśniejszy odcień - 11 Vanilla i ten w przyszłości będę chciała wypróbować.


#2 L'OREAL PARIS - PALETA KOREKTORÓW INFALLIBLE TOTAL COVER - z całej czwórki ten produkt jest moim ulubieńcem. W jego skład wchodzi pięć odcieni korektora - 3 beże (tu każdy dopasuje coś pod swój typ karnacji), by zamaskować różnego rodzaju niedoskonałości, np. cienie pod oczami, fiolet - rozjaśnia cerę, wyrównuje kolorytoraz zieleń - maskuje zaczerwienienia i rumieńce oraz pęknięte naczynka. Palety używam z wielką przyjemnością, ponieważ ma wspaniałą konsystencję. Kremową, delikatną - świetnie rozsmarowuje się po twarzy. Najczęściej używam koloru zielonego do usunięcie zaczerwienień oraz beżu pod oczy. Rozsmarowuję to za pomocą gąbeczki, która świetnie sobie radzi z "wklepaniem" ich w skórę. Kiedy na to nałożę podkład i puder żadne niespodzianki mi nie straszne.


#3 L'OREAL PARIS - PALETKA DO KONTUROWANIA BLUSH SCUPL - w skład paletki wchodzą 3 odcienie, tj. 2 "brązy" i nudziak. Wszystkie kolory mają wykończenie rozświetlające. Paletka występuje w 3 wariantach kolorystycznych, mi trafił się numer 102 Nude Beige Beige Nude. Paletka jest mała, zgrabna i poręczna, idealna do zabrania w podróż. Ma bardzo dobre napigmentowanie. Kiedy użyłam jej po raz pierwszy, to naniosłam zbyt dużo tego ciemnego koloru na kość policzkową i wyglądałam komicznie. Teraz używam tego zdecydowanie bardziej rozważnie. Biorę swój ścięty pędzelek i przejeżdżam po wszystkich kolorach na raz, potem na noszę je w różne miejca. Efekt prezentuje się naprawdę zacnie.

#4 L'OREAL PARIS - FALSE LASH SUPERSTAR X-FIBER - ten tusz do rzęs najbardziej od początku mnie ciekawił, bo bardzo lubię testować produkty do rzęs. Ten tusz było o tyle ciekawy, że był dwustronny. Należy go zatem nakładać w dwóch krokach. Szczoteczka z kroku pierwszego jest włosiasta, niezbyt gruba i ma normalny, choć nie kruczo-czarny kolor, z kolei "krok drugi" jest bardzo ciekawy, bo zawiera w tuszu drobne włoski. Z tego co wyczytałam, to włókna, których zadaniem jest zwiększenie objętości rzęs. Muszę przyznać, że włókna w pogrubianiu spisują się rewelacyjnie i w życiu bym nie pomyślała, że tak podrugią rzęsy. Mają jednak pewien minus. jeżeli zaczniemy nakładać tusz z kroku drugiego od samej nasady rzęs, może się tak zdarzyć, że te włókna będą nas koliły w oko, jeżeli źle się ułożą. Na kilkanaście razy - zdarzyło mi się to raz i nie jest to zbyt przyjemne. Na poniższym zdjęciu możecie się przyjrzeć tym włóknom.


Ogólnie cała paczka od L'oreal Paris przypadła mi bardzo do gustu. Znalazłam w niej kilka swoich hitów, takich jak paletki do brwi, paleta korektorów czy paleta do konturowania. Pomadki zachwyciły mnie swoim wyglądem, zapachem i głębią odcieni.

Znacie nowości L'Oreal Paris? Który produkt najbardziej Was zainteresował?
Czytaj dalej

Biały kominek Yankee Candle z motywem paproci - dobrze zainwestowane pieniądze woskomaniaczki

Palę woski już od bardzo dawna i równie długo recenzuję je dla Was. Wcześniej nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak ważny jest odpowiedni kominek, by cieszyć się jeszcze piękniejszymi zapachami. Dlatego miałam w swojej kolekcji dużo tanich kominków, najczęściej kupowanych w sklepach "wszystko po 5 zł". Czytając Wasze opinie o zapachach i wzmianki dotyczące ponownego odpalania tego samego wosku pozostałego w kominku drugi raz, trochę wątpiłam w szczerość tych słów. Sama robiłam to tylko kilka razy, ponieważ efekt zawsze był ten sam - zamiast pięknej woni, czułam po prostu zapach rozgrzanego kominka i nie było to nic fajnego. Postanowiłam zainwestować i zamówić oryginalny kominek Yankee Candle z motywem paproci na Goodies.pl i niżej możecie przeczytać co o nim myślę.


MOJA OPINIA:
Zakup ten, choć nie tani, okazał się strzałem w dziesiątkę! Cena takiego kominka to 49 zł, więc dużo, jednak ja nie żałuję ani jednej złotówki przeznaczonej na ten zakup. Kominek jest po prostu piękny i przede wszystkim pokaźny. Jest z 3 razy większy niż typowe kominki, które do tej pory miałam. Wydaje mi się, że można by spokojnie rozpuścić w nim dwa woski jednocześnie i zmieściłyby się w czasze.


Postanowiłam za pierwszym razem przetestować go podczas palenia wosku, który lubię najbardziej, by móc porównać woń jaka się unosi z nowego kominka, mając wyraźnie w pamięci zapach z kominka starego. I pewnie wiele osób nie uwierzy, ale zapachy różnią się i to w moim odczuciu bardzo. Palę woski od ok. 2 lat i tak ładnie dawno nie pachniały. Zapach jest taki prawdziwy, czysty w swym aromacie. Spróbowałam też odpalić go drugi raz i jakie było moje zdziwienie, kiedy zapach pachniał prawie tak samo jak podczas pierwszego odpalenia! Był nieco mniej intensywny, ale wciąż wyczuwalny i piękny. Bardzo się cieszę, że w końcu skusiłam się na jego zakup. Poza ewidentnymi zaletami jakie wymieniłam, dodatkowo pięknie prezentuje się na półce w moim pokoju. Ostatnio zaszalałam również z dekoracjami do pokoju. Kupiłam kilka obrazków na ścianę do domu. Myślę też o zakupie jeszcze jednego, mianowicie obraz ze zdjęcia wydaje się być fajną opcją. Dzięki temu obraz będzie oryginalny, niepowtarzalny i dla mnie sentymentalny.

Czy ktoś z Was ma kominek Yankee Candle? Jakie jest Wasze zdanie na jego temat?

Czytaj dalej

środa, 12 lipca 2017

Perfumy o nietypowych kształtach

Stare porzekadło głosi, że nie należy oceniać książki po okładce, ale... Nie ma co się oszukiwać, to wygląd w pierwszej kolejności przyciąga nas do czegoś, czy to do ludzi, czy rzeczy. Na widok pięknego opakowania szminki, balsamu czy perfum kobiecie, aż błyszczą oczy i przekonał się o tym chyba każdy facet, który choć raz był ze swoją kobietą w drogerii. Kiedy przeglądałam stronę Iperfumy.pl i kompletowałam swój wirtualny koszyk, chciałam powiększyć go także o dodatkową buteleczkę perfum. Przeglądając szeroki asortyment sklepu mojej uwadze nie umknęło mnóstwo ciekawych, nietypowych i zarazem pięknych buteleczek, które niewątpliwie świadczą w większości o dużej fantazji i finezji ich twórców. Dziś chciałam zaprezentować Wam właśnie kilka takich ciekawych flakoników, których nie powstydziłaby się żadna kobieta, ustawiając je na swojej toaletce.


#1 MARC JACOBS - DAISY EAU SO FRESH - te perfumy cały swój urok zawdzięczają zatyczce, która wygląda niczym piękny bukiecik stokrotek. Zamówiłam próbkę zapachu i nie dość, że pięknie pachnie, to dodatkowo może służyć, jako rekwizyt do zdjęć. Woń jest kwiatowo - owocową dawką słonecznej energii, która pobudza do działania i korzystania z drobnych przyjemności, jakie oferuje nam życie. Ta swawolna, nieco kapryśna wariacja na temat pierwszego zapachu Daisy kusi nutami delikatnej maliny, zmysłowej dzikiej róży i ciepłej śliwki. Wysublimowana woń Daisy Eau So Fresh doskonale oddaje kobiecy, żywiołowy klimat projektów Marca Jacobsa.

#2 CHOPARD - WISH - tu mamy coś eleganckiego, zawsze na czasie, czyli flakon imitujący diament. Smakowity zapach rodem z baśni, zamknięty w prześlicznym flakonie o wielu odbijających światło fasetkach. Flakon zarówno barwą, jak i kształtem nawiązuje do swego "niebiańskiego" rodowodu, a mianowicie do spadającej gwiazdy, która ma moc spełniania życzeń - bo Wish, to  przecież pragnienie. Wedle zamysłu kreatorów zapachu ma on spełniać życzenia współczesnej kobiety, tęskniącej do chwili zapomnienia w świecie baśni. Wish jest zapachem nieco ciężkim, skomponowanym z smakowitych, ciepłych, a także orientalnych nut.

#3 LOLITA LEMPICKA - ten flakonik jest po prostu uroczy. Kształtem przypomina jabłko. Jest wesoły i taki optymistyczny. Zapach jest kobiecy, zmysłowy, kwiatowo-orientalny. Jasny i niepokojący. Wprowadza nas w zaczarowany świat fantazji. Uwodzi aromatem i flakonem w kształcie jabłka - zakazanego owocu. Lolita Lempicka EDP oplata z lekkością bluszczu, kusi kontrastami anyżku, kwiatów i słodkich migdałów, by na koniec spowić ciepłem wanilii, słodyczą karmelu i elegancją wetiwerii z akordem niepokojącego piżma. Niebezpieczny, jak ogień pod lodem i... jak kobieta. Występuje w jednym stężeniu - wody perfumowanej.

#4 THIERRY MUGLER - ANGEL - iście anielska buteleczka przedstawiająca gwiazdę. Wygląda tak dostojnie i zarazem nieskazitelnie, dzięki swojemu mroźnemu, błękitnemu kolorowi. Producent twierdzi, że żaden zapach nie pachniał nigdy tak, jak Angel. Thierry Mugler kierując się bardziej instynktem niż trendami mody, stworzył `Angel` dla kobiety, która jest w połowie aniołem, w połowie diablicą. Zapach pełen kontrastów, lodowaty błękit flakonu, symbol nieba i marzeń, kryje zaskakujący żar zmysłowości. Jak mawiał Mugler `strzeżcie się aniołów`

#5 BRUNO BANNANI - WOMAN - perfumy tej marki nie są zapachami z wyższej półki, ale ich charakterystyczną cechą, zarówno dla perfum damskich, jak i męskich jest to, że wszystkie flakoniki są pochylone. Mimo, że wyglądają dość klasycznie, ten detal sprawia, że pewnie większość osób od razu rozpoznałaby ich autora. Jest to pierwszy zapach dla kobiet Bruno Banani, Women skomponowany dla zmysłowej i pewnej siebie kobiety. Zapach dla współczesnej femme fatale, która kocha sensualne pokusy i niekończące się flirty.

Żeby nie było nieporozumień - nie kupuję perfum tylko ze względu na flakon. Nie mam na tyle dużo wolnej gotówki, by kupować coś, co tylko ładnie wygląda. Prawda jest taka, że ładny flakon perfum w pierwszej kolejności mnie do siebie przyciąga, a zapach decyduje o tym, czy go kupię czy nie. 

A Wy jaki flakonik dodalibyście do listy? Mieliście jakieś perfumy o nietypowym kształcie?
Czytaj dalej

Fa - magic oil - różowy jaśmin - żel pod prysznic

Żele pod prysznic, to kategoria produktów, która najszybciej się zużywa. Żele idą u mnie, jak woda, dlatego zawsze w zanadrzu mam kilka butelek. Czasem zdarza się tak, że maniakalnie wręcz kupujemy jakieś produkty - niektórzy kupuję perfumy, inni szminki czy lakiery, a ja maniakalnie kupuję właśnie żele i różnego rodzaju produkty pod prysznic. Dziś chciałabym napisać Wam kilka słów o moim ostatnim żelowym ulubieńcu, tj. Fa Magic Oil .


Po produkty tej marki nie sięgam zbyt często, bo jakoś nie mam do nich przekonania. Są to typowe produkty drogeryjne, które nie wyróżniają się niczym na tle innych, stąd też brak mojego zainteresowania. Wyjątek stanowią żele, ponieważ te podobają mi się, jak mało które. Przykładem niech będzie żel z wpisu - wygląda uroczo, dziewczęco, do tego z tłu ma nalepioną holograficzną naklejkę, która cudownie się mieni. Moja srocza natura od razu go pokochała. Poza tym, nie bez powodu w moich żelowych zbiorach królują żele o różowym kolorze - praktycznie nigdy ten kolor nie zawiódł mnie pod względem zapachu.


W tym przypadku jest to rzekomo zapach jaśminu. Znam tę roślinę bardzo dobrze, rośnie na moim podwórku i żel ma w sobie jakieś jego nuty, aczkolwiek nie jest to zam jaśmin. Mam wrażenie, że jest to mieszanka różnych kwiatów, nieco pudrowa, słodka, która uprzyjemnia każdą kąpiel. Opakowanie ma dodatkowo fajną zatyczkę, którą wygodnie otwiera się żel. Konsystencja przezroczysta o różowym zabarwieniu, świetnie się pieni, powiedziałabym, że w towarzystwie gąbki czy myjki wręcz, jak szalona.


Żel spełnia swoją rolę jeżeli chodzi o oczyszczanie ciała. Skóra jest czysta, a wszystkie nagromadzone podczas całego dnia zabrudzenia usunięte. Mimo to, poza oczyszczeniem, żel nie nie gwarantuje nam niczego dodatkowego. Dlaczego jest jednak moim ulubieńcem? Dlatego, że tak naprawdę poza oczyszczeniem i ładnym zapachem, ja niczego więcej od żelu nie oczekuję. Żel Fa nie nawilża, ale i nie wysusza mojej skóry, nie łagodzi podrażnień, ale również ich nie wywołuje. Uprzyjemnia mi moje kąpiele i starcza na wiele użyć, kiedy posiłkujemy się myjką czy gąbką. Nie jest to mój pierwszy że Fa, miałam również różowy żel Pink Passion oraz Sensual&Oil i te sprawdziły się u mnie tak samo dobrze, jak dziś opisywany. Każdy wariant niesamowicie mocno kusi mnie swoim zapachem, który pozostaje na ciele przez jakiś czas, co jest dodatkowym jego atutem. W przyszłości planuję zakup innych wariantów zapachowych i liczę, że zagwarantują mi one kolejnych zapachowych przyjemności.

Na marginesie... Cieszę się, że mogę swobodnie wrócić do blogowania, robić zdjęcia i mieć na nie czas i chęci, przez to, że skończyłam już studia, obroniłam się. Pisanie pracy szło mi dość sprawnie, nie powiem, doszłam do wprawy po licencjacie, gdzie miałam świetną promotorkę, która wiele mnie nauczyła. Były jednak osoby, którym nie udało się napisać prac z powodów osobistych - zdrowie, rodzina, praca. Przydałaby im się pomoc od edutalent.pl. Warto skorzystać z pomocy fachowców niż zawalić obronę. Jeżeli coś odkładamy na potem, często odkładamy do jednak na zawsze, bo potem nie ma motywacji.

Używacie żeli Fa? Jaka marka żelowa jest Waszą ulubioną?
Czytaj dalej

Yankee Candle - Pink Grapefruit - różowy grejpfrut

Nie nadążam czyścić kominka ze starych wosków - palę je ostatnio na potęgę! Woski nie są wieczne, też jakieś daty ważności mają, wietrzeją i ogólnie tracą na mocy. Czasem już po samej folii widać, że powinno się je zacząć palić, bo niebawem nie będą się już nadawały do użytku. Tak właśnie odkładałam palenie wosku Pink Grapefruit, choć niepotrzebnie.


Bałam się trochę go odpalić. Jestem zdecydowaną fanką owocowych zapachów, jednak grejpfrutów nie lubię, więc bałam się również i tej woni, która może się unieść z kominka. Teraz trochę żałuję, że nie zabrałam się do szybszego palenia, ponieważ zapach różowego grejpfruta zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. 


Myślałam, że zapach będzie gorzki i cierpki niczym grejpfrut. Nic bardziej mylnego. Określiłabym go jako piękny, soczysty grejpfrut zamoczony w cukrze. Wosk jest słodki, ale nieprzesłodzony. Do kominka ukruszyłam ok. 1/4 tarty i zapach nie był zbyt mocny, więc jest to wosk z kategorii tych lżejszych - zdecydowanie. Subtelna woń wpływa na jej wyczuwalność, która nie trwa zbyt długo, więc trochę szkoda. Ogólnie z zapachu jestem zadowolona i jeżeli chcielibyście cieszyć się ładnym zapachem, ale nie zostać przez niego przytłoczonym, to wosk Pink Grapefruit super się w tej roli spisze. Kupiłam go na stronie Goodies.pl. Jego cena to 9 zł.

Ostatnio lubię dodawać do wpisów pewne dygresje, więc pora na kolejną. We wpisie poruszyłam tematykę wosku zapachowego, ale mamy dużo różnego rodzaju wosków, jak np. do ciała (depilacji) czy do samochodu. Mój samochód (a raczej jego czystość) wołają o pomstę do nieba. Raz jest mokro i cały się ubłoci, za chwilę sucho, więc cały jest w kurzu, szczególnie, że w mojej okolicy jest remont dróg (robiona jest ścieżka rowerowa), więc czasem, aż wstyd jeździć. Rower doprowadziłam już do ładnego stanu, teraz przyszła pora na auto. Znacie preparaty do czyszczenia firmy petrostar.pl? Ja zastanawiam się nad zrobieniem tam małych zakupów. Przydadzą mi się nowe płyny i wycieraczki, bo ostatnio podczas wielkiego deszczu jedna mi się urwała i nie mogłam w ogóle jechać, bo rysowała się szyba, więc stanęłam na poboczu. Na szczęście nie kapało mi na głowę.

Znacie woń Pink Grapefruit? Jakie woski lubicie najbardziej? Kwiatowe, owocowe, męskie, a może te o zapachu jedzonka?
Czytaj dalej

5 filmów familijnych dla całej rodziny

Przybywam z kolejnym przeglądem filmowym. Mamy piękny dzień, w którym przynajmniej mi, niczego się nie chce. Postanowiłam nie zanudzać Was kolejną recenzją, a w ramach małego przerywnika od tego zafundować kolejną dawkę filmów. Mam teraz w końcu na to czas. Jeszcze do niedawna studiowałam i większość dni spędzałam albo na uczelni, albo przygotowując coś na zjazd - teraz mam wakacje, a studia też już skończyłam, więc ten czas mogę poświęcić sobie i swojej rodzinie i ta opcja bardzo mi się podoba. Jeżeli mowa o rodzinie, to najlepszą kategorią filmów są filmy familijne. Prym wiodą tu filmy animowane, jednak postaram się przygotować mieszankę.


#1 JAK WYTRESOWAĆ SMOKA 1 i 2 - to była pierwsza propozycja na hasło "film familijny", która narodziła się w mojej głowie i nie wyobrażam sobie tego zestawienia bez tych dwóch pozycji. Bajka jest piękna, wzruszająca i mam wrażenie, że już dawno nikt takiego filmu animowanego nie stworzył. Cała akcja toczy się w wiosce wikingów na Wyspie Berk - główną postać gra tam wątłej postury Czkawka, syn wodza całej posady (Stoika). Spoczywa na nim ogromna presja, ma on bowiem w przyszłości zastąpić swojego ojca w pełnionej przez niego roli wodza. Nikt jednak nie wierzy, że kiedykolwiek Czkawka mógłby objąć to stanowisko - nawet on sam. Chłopiec uchodzi za "dziwnego", nie jest zbyt lubiany przez dzieci z osady. Pewnego dnia napotyka na swojej drodze zranionego smoka, któremu postanawia pomóc. Cały ten proces nie jest łatwy, ale w pewnym momencie chłopiec i smok zaprzyjaźniają się. Sielanka nie trwa jednak wiecznie, ponieważ smoki uchodzą za bestie, które trzeba tępić, a nie się z nimi przyjaźnić. Czy zatem cała wioska, jak i ojciec chłopca będą w stanie zaakceptować przyjaźń pomiędzy nimi? - musicie przekonać się o tym na własną rękę. Nie ukrywam, oglądałam zarówno pierwszą, jak i drugą część dziesiątki razy - za każdym razem płaczę, szczególnie na drugiej części. Pierwsza część idealnie ukazuje nam, jak ważną wartością jest przyjaźń i jeżeli jest prawdziwa, do jakich poświęceń jest zdolna. Druga część pięknie ukazuje wyższość dobra i miłości nad siłą fizyczną. 


#2 PIĘKNA I BESTIA - któż nie zna tej pięknej historii? Pamiętam, że w dzieciństwie miałam tę bajkę nagraną na kasetę vhs i oglądałam niemal codziennie. W tym zestawieniu nie proponuję jednak bajki, a film z tego roku. Oparty jest on głównie na miłości - córki do ojca, która jest w stanie poświęcić swoje życie i spędzić je w lochu w zamku bestii, by ochronić swojego ojca oraz tytułowej bestii do pięknej. Emma Watson, znana głównie z roli Hermiony Granger w Harrym Potterze odgrywa tę rolę bardzo wiarygodnie. Według mnie idealnie stopiła się z postacią delikatnej i dobrotliwej dziewczyny. Film zwraca nam uwagę na to, że nie należy oceniać ludzi po wyglądzie, a mieć na uwadze również wnętrze, które często potrafi być zdecydowanie bardziej bogate. Propozycja ta przepełniona jest wieloma piosenkami, więc jeżeli lubicie filmy śpiewane, to ten Wam się spodoba.


#3 MOJA DZIEWCZYNA - ten film jest starszy ode mnie, ma 26 lat, ale w dzieciństwie był jednym z moich ulubionych. Wydaje mi się, że film ten mogłaby obejrzeć matka z córką, by powoli wdrożyć ją w okres dojrzewania - film ten mógłby być zapowiedzią do "poważnej" i wartościowej rozmowy z młodą kobietką, bo pewien wątek z filmu mógłby ułatwić całą rozmowę. Ogólnie film opowiada o jedenastolatce o imieniu Vada, która mieszka z owdowiałym ojcem i babcią. Ojciec jest właścicielem zakładu pogrzebowego. Postanawia zatrudnić nową pracownicę, w której szybko  się zakochuje. Córka postanawia nie dopuścić do ewentualnego małżeństwa ojca, bo jest o niego zazdrosna. W realizacji planu pomaga jej najlepszy przyjaciel Thomas (Macaulay Culkin), z którym Vada spędza wiele czasu, choć ich przyjaźń przerywa tragiczne wydarzenie. Film ten jest świetny dlatego, że ukazuje w fajny i wiarygodny sposób, jak wygląda życie 11-letniego dziecka. Co odczuwa, jak postrzega świat, jak spędza czas wolny oraz jak wyglądają relacje między chłopcem, a dziewczyną. 

 
#4 RAMONA I BEEZUS - jest to ekranizacja książek autorki Beverly Cleary, która opowiada o bardzo pomysłowej, posiadającej wielką wyobraźnię dziewczynce, uczennicy szkoły podstawowej. Jej starsza siostra (Beezus) jest wzorową uczennicą i grzeczną nastolatką, z kolei Ramona jest jej przeciwieństwem. Wielka wyobraźnia jest często powodem jej problemów, np. podczas pisania wypracowania używa wymyślonych przez siebie słów, co nie spotyka się z aprobatą nauczycielki. Fantazjuje niemalże cały czas, co często doprowadza do kłopotów. Nie jest to film wysokich lotów, ale bardzo przyjemnie się go ogląda.


W zestawieniu pojawiły się 4 punkty, a tytuł mówi o 5 propozycjach, jednak pierwszy punkt składa się z 2 części, które potraktowałam, jako dwie oddzielne pozycje, bo tak naprawdę jest. Nie wiem jak Wy, ale ja bardzo lubię oglądać filmy animowane i wstyd się przyznać, ale większość z nich doprowadza mnie do łez prędzej czy później. Mój narzeczony zawsze się ze mnie śmieje, ale cóż zrobić, jak człowiek urodził takim wrażliwce. W niedalekiej przyszłości zrobię wpis z moimi ulubionymi bajkami animowanymi - mam nadzieję, że się Wam spodoba!

Pogoda dopisuje i oby ten stan utrzymał się, jak najdłużej. Na ulicach pojawiają się auta w typie cabrio - z garażów powyjeżdżaloi również sezonowi motocykliści. Wczoraj oglądałam drastyczny filmik, na którym widziałam wypadek motocyklowy (motocykl uderzył w auto), a osoby na nim nie iały odpowiedniego stroju. Wyrwało ich z motorów niczym kukły i polecieli w powietrzu naprawdę sporą odległość uderzając kolejno o asfalt. Jazda na motorze to super sprawa, ale nie zapominajmy o bezpieczeństwie i odpowiednim stroju. Różne akcesoria możecie skompletować na stronie akcesoriamotocyklowe.pl.  Warto o siebie zadbać.

Jaki jest Wasz ulubiony film familijny? Robicie sobie wspólnie ze swoimi przyjaciółmi, partnerami czy rodzinami domowe kino?
Czytaj dalej

Lovely - extra lasting - matowe pomadki w płynie Matt & Lasting - nr 1 i 2

Matowe pomadki w płynie już od dawna robią furorę. Z tego co się orientuję, wśród moich koleżanek, ale i również wśród blogów, które obserwuję, najbardziej popularne są pomadki Golden Rose Longstay Liquid Matte Lipstick. Niestety do wyspy Golden Rose mi nie po drodze, w mojej okolicy jej nie ma, a zamawianie przez internet mija się z celem, ponieważ ceny przesyłek są kosmiczne. Mimo to, zapragnęłam mieć jakieś matowe pomadki w płynie w swoich zbiorach, więc korzystając z promocji w Rossmannie kupiłam dwie. Dziś chciałabym pokazać Wam matowe pomadki w płynie Lovely Extra Lasting.


Opakowania mają niczym błyszczyki - odkręcane, z aplikatorami na końcu. Aplikatory są dość długie i cienkie, dzięki czemu można w sposób przyzwoity, precyzyjnie i szybko pomalować usta. Na zakrętkach są naklejki, ale napisy z nich się wycierają, co widać po jednej z pomadek. W zasadzie nie ma się co dziwić, tę akurat nosiłam w torebce przez długi czas, więc prędzej czy później to musiało się tak skończyć. Z kolei czarny napis na opakowaniu pozostaje bez skazy. Teoretycznie naklejkę mogę już zdrapać, by nie szpeciła.


Jeżeli chodzi o nanoszenie, to konsystencja na ustach jest dość śliska, więc przez pierwsze sekundy, można sobie pomóc w rozprowadzaniu jej za pomocą pocierania ust. Po jakimś czasie (w zasadzie dość szybko) zastyga na ustach. Ogólnie usta są dość lepkie, co na początku było dla mnie trochę dziwne (więc tu minus), ale teraz się już przyzwyczaiłam. Pomadka super utrzymuje się na ustach, podczas picia nie odbija się na szklance. Jeżeli przytkniemy usta z całej siły do dłoni, co nie co się odbije, ale naprawdę minimalnie. Odbije się głównie w tych miejscach, gdzie nałożyliśmy pomadki za dużo. Na ustach utrzymuje się ok. 5-6 godzin, a jak jemy, to trochę krócej, zaczyna się po prostu wycierać. Podczas demakijażu pomadki stawiają opór - mam tu na myśli ich ciężką po zastygnięciu konsystencję, ale wystarczy trochę więcej micela i schodzą w mig.


A tak pomadki prezentują się na ustach. Jestem w posiadaniu dwóch kolorów, tj nr 1 i 2. Na kolażu pokazałam je odwrotnie, ale dopiero podczas pisania posta to zauważyłam. Na pierwszym zdjęciu widzicie pomadkę w kolorze nr 2, na dalszym w nr 1. Dwójeczka to piękny, soczysty róż, dość mocno wpadający w fuksję, z kolei jedynka, to bardzo codzienna pomadka. Kolor ma nietypowy, bo to dla mnie mieszanka brudnego różu z brązem. Jest to trochę bardziej intensywny kolor niż moje usta. W obu kolorach czuję się bardzo dobrze. Z tego co się orientuję, to te pomadki występują w 6 kolorach i zdecydowanie chcę swoją skromną kolekcję o jeszcze kilka sztuk powiększyć. Na promocji udało mi się je kupić za lekko ponad 5 zł / sztuka, to prawie, jak za darmo.

Ostatnio mam szał na matowe pomadki - te w płynie dopiero poznaję. Szał sięgnął też kategorię pędzli, bo szaleję na punkcie tych z mieniącymi się trzonkami Z akcesoriami do telefonu trochę się uspokoiłam, bo odkąd mam etui uniwersalne od Stilgut, to ograniczam się do większych zakupów w tej materii, a staram się zużywać to, co już nagromadziłam. Dla posiadaczy smartfonów Samsung Galaxy A3 też się coś znajdzie: https://stilgut.pl/etui-na-telefon-smartfon-samsung-galaxy-a3-2017. Lećcie oglądać asortyment, bo znajdziecie tam dużo fajnych rzeczy.

Znacie pomadki Lovely Extra Lasting? Który kolor jest Waszym ulubieńcem?
Czytaj dalej

poniedziałek, 10 lipca 2017

Liferia - Summer Vibes - czerwiec 2017 - dawka kosmetyków z całego świata

W końcu dotarło do mnie najnowsze pudełko Liferia. Jak zwykle nie mogłam się doczekać. Miałam maleńką nadzieję, że dotrze do mnie w piątek, niestety okres oczekiwania wydłużył się o weekend, a moja ciekawość, co do zawartości, rosła i rosła. Dziś chwilę po południu przyszła wyczekiwana listonoszka, a ja mogłam w pełni poznać zawartość pudełka. Na fanpage były pewne przesłanki, co do zawartości, ale to jednak nie to samo, co usiąść i zabrać się do rozpakowywania. Jeżeli jesteście ciekawi cóż takiego skrywa w sobie to różowe pudełko, to zapraszam do lektury.


A tak prezentuje się zawartość pudełka w całej okazałości. Edycja czerwcowa zawiera  5 kosmetyków, z czego cztery z nich są pełnowymiarowe, a jeden w rozmiarze travel size. Jeden z produktów występuje zamiennie (w pudełku znajdziemy albo peeling do ciała, albo serum rozświetlające ). 



#1 IDEA TOSCANA - NATURALNY SZAMPON DO WŁOSÓW, WŁOCHY - Innowacyjna mieszanka łagodnych składników aktywnych zawartych w naturalnym szamponie do włosów usuwa zanieczyszczenia nagromadzone na włosach nie uszkadzając ich delikatnej struktury Szampon przeznaczony jest do codziennego używania. Odpowiedni nawet do włosów suchych, kruchych i łamliwych. Cena: 13 zł / 50 ml.


#2 SKIN DRENCH - KREM NA NOC, ANGLIA - ten regenerujący krem na noc koi, wzmacnia i zapewnia skórze odpowiedni poziom nawilżenia. Dzięki zawartości witaminy E oraz kiełkom pieprzycy siewnej stanowi doskonałą ochronę przed wolnymi rodnikami. Cena: 120 zł / 50 ml.



#3 NABLA - MATOWA SZMINKA DIVA CRIME, ODCIEŃ OMBRE ROSE, WŁOCHY -  matowa szminka o długotrwałej, lecz lekkiej formule, dzięki której nwilża i regeneruje usta. Nie zawiera silikonów ani parabenów i jest odpowiednia dla wegan. Cena: 55 zł /szt.


#4 LAB 5033 - PEELING DO CIAŁA, ANGLIA -  dzięki minerałom z morza martwego redukuje wszelkie podrażnienia i koi skórę, a zawarta w peelingu witamina C nadaje blasku i rozświetla. Wmasuj niewielką ilość okrężnymi ruchami w wilgotną skórę, a następnie zmyj ciepłą wodą. Cena: 40 zł / 200 ml.



#5 DERMO PHARMA -  ŻELOWE PŁATKI 4D POD OCZY, POLSKA - dzięki zawartości kwasu hialuronowego, fitokolagenu oraz miłorząba japońskiego płatki zapewniają ekspresowe nawilżenie i odświeżenie, likwidując wszelkie oznaki zmęczenia i stresu. Idealne dla skóry która jest matowa, przesuszona i zmęczona. Cena: 7 zł / op.


Z całego pudełka najbardziej nie mogłam się doczekać szminki. Bardzo chciałam ją przetestować, dlatego od razu po rozpakowaniu pudełka nałożyłam ją na usta. Konsystencja jest kremowa i świetnie rozprowadza się po ustach. Kolor dość codzienny, więc świetnie się złożyło, bo takich kolorów mi brak. Poza tym, całe pudełko oceniam bardzo dobrze. Cieszę się, że poza szminką nie było więcej kolorówki, a pielęgnacja. Poza tym, 80% pudełka to produkty zagraniczne. Zabieram się za testowanie. Dziś na wieczór robię sobie spa i użyję płatków pod oczy.

Co sądzicie o zawartości pudełka? Podoba Wam się?
Czytaj dalej