sobota, 30 września 2017

Dekoracje Irys - Metalowy zegar ścienny - praktyczny gadżet i ładna dekoracja

Mawiają, że szczęśliwi czasu nie liczą, a ja... Ja wolę być jednak dobrze zorientowana w czasie. W każdym pomieszczeniu w moim domu jest zegar, a czasem nawet i kilka, bo kolejne widnieją w rogu ekranu laptopa, na dekoderze czy w telefonie. Uwielbiam też zegarki naręczne, bo to praktyczny gadżet, ale również uzupełnienie dobrej stylizacji. Dzisiejszy post został zdominowany przez imponujący duży, metalowy zegar ze sklepu Dekoracje Irys. Jeżeli jesteście ciekawi, jak wpisał się we wnętrze mojego salonu, to zapraszam do obejrzenia wszystkich zdjęć.


Zegar jest naprawdę wielki i rzuca się w oczy. Jego średnica, to około 76 cm. Idealnie wpasuje się w duże powierzchnie i będzie stanowił nietuzinkową i oryginalną dekorację pustej ściany. Jest on metalowy, co gwarantuje jego dobrą trwałość. Przetrwa zapewne niejeden upadek, choć zakładam, że raczej do żadnego nie dojdzie. Utrzymany w stylu Shabby i Vintage. Zasilany zaledwie jednym, normalnym "paluszkiem" (bateria AA). Wykonany solidnie, a dzięki kolorowi wpasuje się w każde wnętrze. Zegar jest niewątpliwie uniwersalny. Pomijając już kolorystykę, jest bardzo prosty, klasyczny, dlatego świetnie sprawdzi się w każdym pomieszczeniu, którym może być salon, sypialnia czy hotelowy hol. Tak duży zegar może wisieć w jakimś centralnym punkcie ściany wielkiego pomieszczenia i będzie widoczny z każdej odległości. Jest bardzo cichy, więc wisząc nawet nad głową nie przeszkadza, gdy próbuje się zasnąć. A teraz zapraszam Was do małej galerii zdjęć.

 




Bardzo cieszę się z tego zegara, bo nadał on salonowi oryginalności, a także wypełnił pustą przestrzeń, jaka tam była. Teraz jest on charakterystycznym miejscem tego pokoju. Poza tym, zbiera on wiele komplementów i podoba się naszym gościom. W sumie nie dziwię się nawet, bo sama jestem nim zafascynowana. Zdziwiło mnie to, że zasilany jest tylko jednym, skromnym paluszkiem. Spodziewałam się, że będzie to kilka baterii lub jedna, ale duża. Ale to tylko złudzenie, jakie daje jego wielkość, ponieważ, jak wiecie, sam mechanizm jest mały, więc nie potrzebuje dużo "siły".

Podoba Wam się ten zegar? Lubicie takie duże dodatki?
Czytaj dalej

Dzień Chłopaka z Shinybox - The MBOX - It's a man's world - męska edycja pudełka

Boxy kosmetyczne pod koniec miesiąca zazwyczaj opanowują większość blogosfery. Firmy, często coraz to nowsze, prześcigają się w promocji pudełek i próbują wypuścić box, który sprosta wymaganiom tysięcy kobiet. Dogodzić każdej z nas - to nie lada wyczyn. Mimo to, każdego miesiąca wiele firm bardzo się o to stara. Shinybox wspaniale się to w tym miesiącu udało. Firma z okazji Dnia Chłopaka wypuściła męską wersję pudełka kosmetycznego i jest nim MBOX. A dlaczego mnie to cieszy? Ano dlatego, że sama nie wiedziałam, co sprawić swoim mężczyznom z tej okazji (narzeczonemu, bratu i tacie), a ten box spokojnie podzielę między nich. Z tego miejsca, chciałabym też złożyć najlepsze życzenia wszystkim chłopakom!



MANFOOT - ANTYPERSPIRUJĄCY, ODŻYWCZY KREM DO STÓP // 22,90 ZŁ / 50 ML.

Krem do pielęgnacji męskich stóp z problemem nadmiernej potliwości. Odżywia i uelastycznia skórę, zapobiegając mikropęknięciom. Dzięki składnikom antybakteryjnym redukuje nieprzyjemny zapach i zapobiega nadmiernemu poceniu stóp. Składniki aktywne: masło shea, witamina E, olej awokado, olej jojoba, antybakteryjny kompleks roślinny. Bez barwników, parabenów, PEG, silikonów. 

MANFOOT - DEZODORANT DO OBUWIA I STÓP // 22,90 ZŁ / 150 ML.

Dezodorant z nutą zapachową zielonej herbaty. Już po jednokrotnym użyciu usuwa nieprzyjemny zapach obuwia i stóp oraz zapobiega jego ponownemu powstawaniu. Zawiera aktywny bloker zapachów SINODOR - opatentowany, naturalny składnik, który niweluje nieprzyjemne zapachy oraz srebro koloidalne ograniczające rozwój bakterii. Produkt może być stosowany codziennie do każdego rodzaju obuwia.


SEMILAC - ZESTAW SPA DLA MĘŻCZYZN // 49,95 zł / ZESTAW

Semilac SPA for MEN to pierwsza tak kompleksowa linia do regeneracji i pielęgnacji paznokci stworzona z myślą o mężczyznach. Zestaw składa się z pięciu preparatów, z których każdy charakteryzuje się innymi, rewolucyjnymi właściwościami – od wybielenia płytki poprzez odtruwanie, odżywienie i umocnienie męskiej płytki. To produkty, po które chętnie sięgną również panowie, którzy do tej pory obawiali się zabiegów pielęgnacyjnych. Paznokcie po zastosowaniu kuracji Semilac SPA for MEN wyglądają niezwykle naturalnie.





PILOMAX - SERUM PRZECIW WYPADANIU WŁOSÓW // 60 ZŁ / 70 ML.

Neutralizuje działanie androgenów i testosteronu, zapobiegając utracie włosów. Działa antygrzybiczo i antyłupieżowo. Silnie nawilża i chroni przed TEWL. Łagodzi i chroni przed podrażnieniem. Dzięki nowatorskim sposobom stansportowania składniki aktywne docierają do głębszych warstw skóry i cebulki włosa. Nadaje połysk. Reguluje wydzielanie sebum. Stymuluje odnowę komórek naskórka. Chroni przed promieniami UV. 

PAN DRWAL - OLEJEK DO BRODY - MIX RODZAJÓW // 29,90 ZŁ / 10 ML.

Olejek "Oryginał" - naturalny olejek do brody i skóry twarzy o klasycznym męskim zapachu w butelce zakręcanej plastikowym korkiem z kontrolą otwarcia. Bogaty skład oleju wspaniale odżywia zarost nie pozostawiając na skórze tłustego filmu.

NUTREND - 100% WHEY PROTEIN - UPOMINEK

100% czystego białka serwatkowego o wysokiej zawartości biologicznej i najczystszych źródeł WPC i WPI. Każda porcja zawiera 5g BCAA - aminokwasów egzogennych L-leucyny, L-izoleucyny i L-waliny, niezbędnych dla dobrej kondycji mięśni. 

VABUN - PRÓBKA MĘSKICH PERFUM

Woda perfumowana. Vabun Gold to elegancki, zdecydowany zapach. Z gatunku mocnych, wręcz zadziornych zapachów, kiedy to mężczyzna pozostawi ze sobą chmurkę zapachu. Połączenie nut zapachowych: kardamon, kolendra, sandałowiec, piżmo. Nowoczesny, elegancki zapach.


Muszę przyznać, że zawartość bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Produkty do stóp są przez mężczyzn zawsze mile widziane. Zestaw preparatów Semilac jest bardzo eleganckim upominkiem. Wszystko jest tam ładnie uporządkowane i sama chętnie widziałabym taki zestawik u siebie, ale w wersji damskiej. Moi mężczyźni nie mają brody, więc olejek im się nie przyda, ale znam kogoś, kto z miłą chęcią go przygarnie. Cieszę się, że mam to pudełko i nie muszę się martwić o prezent nich. Pozostało mi jeszcze upiec coś słodkiego i prezent będzie kompletny. Jeżeli ten zestaw przypadł Wam do gustu, możecie go kupić TU. Wasi mężczyźni powinni być zadowoleni.

A Wy co macie dla swoich mężczyzn w prezencie? Podoba Wam się pomysł z MBOXem?

Czytaj dalej

piątek, 29 września 2017

Lactacyd - Precious Oil - delikatny olejek do higieny intymnej

Dbanie o higienę osobistą, to bardzo ważna sprawa i przekonywać do tego raczej Was nie muszę. Każdy człowiek powinien o siebie dbać, chociażby ze względu na swój własny komfort czy dbając o komfort innych (tj. by inni też dobrze czuli się w naszym towarzystwie). Właściwa pielęgnacja okolic intymnych zapewnia go niewątpliwie, ale by do tego doszło, ważne jest to, na jakie kosmetyki się zdecydujemy. Rzadko kiedy zdarza się, by jakiś rodzaj kosmetyków pełnił, aż tak istotną funkcję, jak w przypadku produktów do higieny intymnej. Na ich "barkach" spoczywa naprawdę wiele. Używając tych właściwych, dbamy o profilaktykę wielu dolegliwości. Dlaczego ważne jest, by używać odpowiednich produktów? Strefy intymne mają swój poziom pH - waha się on od 3,5 do 4.4. Zwykłe mydło jest zasadowe, co oznacza, że jego pH wynosi od 7 do ok. 9. Poza usuwaniem zabrudzeń, usuwa ono również  kwaśną warstwę ochronną. Nim z powrotem wróci ona na dobre tory, mija kilka godzin. Nawilżenie czy kwaśność naszej błony śluzowej pochwy zmieniają się w zależności od różnych czynników, którymi są: stres, ciąża, menopauza, miesiączka, wysiłek fizyczny czy seks. To zdecydowanie może zmienić florę bakteryjną, co prowadzi do rozmnażania się baterii, a w konsekwencji nieprzyjemnych infekcji. Bardzo ważne jest, by znaleźć taki preparat, który pomoże nam utrzymać kwaśny odczyn, ale będzie posiadał również korzystne bakterie i substancje wspomagające ich aktywność. Czy ja znalazłam taki produkt?


Pewnego dnia, całkiem niespodziewanie, do moich drzwi zawitał kurier z kartonikiem. Moje zaskoczenie było duże, bo nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać. Dostałam sms z informacją, że zmierza do mnie jakaś tajemnicza paczka, ale to co stanowiło jej zawartość było dla mnie wielką niewiadomą. Po otworzeniu, moim oczom ukazał się złoty kartonik przewiązany białą kokardą. Euforia sięgała zenitu. Po uchyleniu wieka i rozwiązaniu wstążeczek znajdujących się w środku, pudełko rozłożyło się na wszystkie strony, a moim oczom ukazała się nowość marki Lactacyd, czyli delikatny olejek do higieny intymnej.


Bardzo rzadko (albo i wcale) recenzują tu produkty do higieny intymnej i dziś wiem, że to był błąd. Lactacyd Precious Oil wyróżnia się na te innych tego typu produktów, dzięki swojej oleistej formule. Podczas używania, w kontakcie z wodą wytwarza się z niego delikatna pianka. Sama konsystencja jest bardzo przyjemna w dotyku, o ile mogę tak w ogóle to nazwać. Zapach jest przepiękny. Delikatny, nieco słodki, jakby kwiatowy. Czuć go bardzo dobrze. Chwytając buteleczkę do zdjęcia pachną mi teraz ręce. Zapach ten kojarzy mi się z zapachem oliwek dla dzieci. Opakowanie ma ładny, zgrabny kształt, wykonane jest z przezroczystego plastiku, dzięki czemu widzimy ile produktu pozostało w opakowaniu, ale także możemy cieszyć nasze oczy piękną barwą olejku. Skład tego produktu jest naprawdę godny uwagi. Znajdziemy w nim bowiem kwas mlekowy, olej z nasion słonecznika czy olej z nasion soi. Jak wiadomo, to właśnie kwas mlekowy odpowiedzialny jest za utrzymanie odpowiedniego pH naszych okolic intymnych. Obecność olejków w składzie jest przeze mnie mile widziana, ponieważ świetnie nawilżają, a także koją i regenerują naszą skórę.


Bardzo lubię używać tego olejku podczas każdej kąpieli. Dzięki jego delikatnej formule każde jego użycie to prawdziwa przyjemność dla ciała. Dzięki niemu czuję uczucie odświeżenia, dobrego nawilżenia i komfortu. Podczas stosowania nie zauważyłam żadnych niepożądanych skutków, jak pieczenie czy swędzenie, więc jestem pewna, że wywiązuje się on ze swojej roli znakomicie. Na plus zasługuje również wielka wydajność produktu, lecz sądzę, że można by ją jeszcze zwiększyć, gdyby zamiast zamknięcia typu "klik" zastosowano tu pompkę. Miałybyśmy większą wydajność, a przy tym higieniczność w jednym. 



Miłą niespodzianką, którą znajazłam w środku pudełka był wianek. Zawsze chciałam jakiś mieć, ale obawiałam się, że będę głupio w nim wyglądała. Dzięki tej przesyłce wiem, że całkiem mi on pasuje, a co więcej, postanowiłam, że zamiast welonu, do ślubu pójdę w wianku - dzięki Lactacyd!

Znacie produkty marki Lactacyd? A może już miałyście okazję używać tego olejku?
Czytaj dalej

środa, 27 września 2017

Rok pełen magii z Dagmarą Skalską - kalendarz 2018

Rok pełen magii - czy to możliwe? W naszym życiu bywają chwile magiczne, co do tego nie ma wątpliwości, jednak są to momenty jednostkowe, z pewnością nie występują 365 dni w roku. Ale są też rzeczy, dzięki którym w naszym życiu można tę magię przemycić, nawet jeżeli będzie trwałą ona tylko chwilę. Takie wyjątkowe zadanie ma właśnie kalendarz książkowy Dagmary Skalskiej. Jeżeli lubicie mieć kalendarz torebkowy, to musicie go poznać.


„Rok pełen magii”, to idealny kalendarz, który będziesz mogła zabrać ze sobą wszędzie. Świetnie  pasuje do każdej torebki. Wymiar książeczki jest bowiem niewielki, ponieważ ma ok. 20 x 13 cm. Książka jest natomiast dość gruba. Mieści w sobie kalendarz na cały 2018 rok, przy czym każdy dzień ma swoją oddzielną stronę.
 

Kalendarz wyposażony jest w zakładkę, którą jest satynowa, złota wstążeczka. Dzięki niej możemy zaznaczać sobie ważne wydarzenia czy daty, które mają nadejść, by nie zapomnieć, np. o urodzinach, imieninach bliskich osób, czy o ważnych rocznicach. To duże ułatwienie. Fajnie byłoby, gdyby w każdej książce była taka zakładka. To bardzo ułatwiłoby życie. Motywem przewodnim „Roku pełnego magii” jest las, który zmienia się wraz z porami roku. Kalendarz opatrzono zbiorem pięknych fotografii, wykonanych przez przyjaciół Dagmary – małżeństwo Antoninę Dolani i Radka Rzeszotarskiego - autorów bloga innezycie.com. Las jest dla mnie oazą spokoju, można się w nim wyciszyć, zrelaksować słuchając śpiewu ptaków czy szumu drzew.



Oprócz tego na każdej stronie czeka na nas dobre słowo oraz inspirujące sentencje, dzięki którym 2018 będzie rokiem wyjątkowych, wewnętrznych przemian. Nie zabraknie również miejsca na prywatne notatki i przemyślenia oraz… odstresowujące kolorowanki. Niektóre rysunki (głównie motyle) są już pokolorowane, inne możemy pokolorować sami.

"Drogą do lepszego życia jest zaakceptowanie swojej codzienności. Wtedy możesz zacząć odczuwać radość, miłość, i lekkość. Jestem wdzięczna za sam fakt, że jestem", "Zauważam w innych ich potencjał zamiast ograniczeń. Dzięki temu pozwalam im wzrastać. Czy ty też czujesz, że ludzie są fascynujący?", "Wybaczam, ponieważ to uwalnia mnie od poczucia żalu. Dzięki temu jestem szczęśliwa" - to tylko kilka z sentencji, które widnieją w tym kalendarzu. Jedne są dłuższe, inne krótsze. Wszystkie tak samo inspirujące.


Czasem bardzo niewiele potrzeba, by w dniu pełnym beznadziei pojawiło się małe światełko, które w jakimś stopniu rozjaśni ten dzień. Kalendarz ten to naprawdę świetna sprawa. Sprawi, że poczujemy, że będziemy bliżej natury, dzięki tym wszystkim wspaniałym ilustracjom, a wszystkie te cytaty będą motywacją, bądź też inspiracją na kolejne dni. Cieszę się, że wraz będę mogła wejść w nowy rok tak dobrze przygotowana i pozytywnie nastrojona.

Używanie kalendarzy torebkowych czy wolicie te zwykłe, ścienne?
Czytaj dalej

wtorek, 26 września 2017

Shinybox - Beauty School - wrzesień 2017

Zapraszamy do szkoły piękna ShinyBox! Wraz z nowym boxem poznacie sekrety urody, tajniki idealnego wyglądu oraz tajemnice świetnego samopoczucia. Weźcie udział w lekcjach piękna jakie dla Was przygotowaliśmy w tym miesiącu i zamówcie wrześniowe pudełko Beauty School teraz! - ta optymistycznym wstępem producent zachęca nas do zakupu tego pudełka? Czy lekcja Beauty z Shinybox będzie ciekawa czy lepiej pójść na wagary?


CLEANHANDS - ANTYBAKTERYJNE I ODŚWIEŻAJĄCE MYDŁO DO RĄK

Odświeżające mydło do mycia rąk o działaniu antybakteryjnym delikatnie się pieni, skutecznie oczyszczając i odświeżając ręce. Skutecznie usuwa brud i bakterie, pozostawiając ręce w idealnej czystości. Cena: 6,49 zł / 250 ml. 

NOVEX - DEEP MOISTURE HAIR MASK ARGAN OIL - MASKA DO WŁOSÓW

Bogata w czysty olej arganowy i witaminę E maska Novex jest przeznaczona dla osób z suchymi, matowymi włosami oraz przesuszonymi i splątanymi końcówkami. Formuła bazująca na oleju arganowym dogłębnie odbudowuje strukturę włosa. Cena: 46,68 zł / kg. Moja maska to miniatura, ma 100g, więc jej koszt to ok. 4,70 zł. Maskę można zakupić u dystrybutora Treko Hair.




BELLAPIERRE - SHIMMER ROLL - ROZŚWIETLACZ W "ROLCE"

Proszek mineralny w nowym, praktycznym opakowaniu dla jeszcze łatwiejszego użycia. Shimmer Roll może być nakładany bezpośrednio na dowolny obszar twarzy, oczu, policzków, ust i ciała. Kolor, który pasuje do każdego odcienia skóry. Produkt jest wegański. Cena: 60 zł / 2 g.
 
SMART GIRLS GET MORE - PALETKA DO KONTUROWANIA

Produkt jest połączeniem czterech elementów: pudru matującego, bronzera o matowym wykończeniu, różu do policzków oraz rozświetlacza. Jest to idealne narzędzie do definiowania twarzy poprzez cieniowanie, rozświetlanie, rzeźbienie światłem i cieniem tych cech twarzy, które chcemy uwypuklić przy jednoczesnym minimalizowaniu tych, które chcemy ukryć. Cena: 13,99 zł / szt. Produkt wymienny z błyszczykiem 3D - 6,99 zł/szt. 

DELIA - LAKIER DO PAZNOKCI TREND & BIG BRUSH

Kolekcja lakierów od marki Delia oparta jest na nowej, szybciej schnącej formule. Została również wzbogacona o nowy płaski, gruby, zaokrąglony pędzelek, dzięki któremu wykonanie manicure jest znacznie szybsze. Mix kolorów. Cena: 6,50 zł/szt.



CASHMERE - UTRWALAJĄCA BAZA POD CIENIE

Utrwalająca baza o neutralnym cielistym kolorze i delikatnej kremowej konsystencji. Wygładza skórę powiek i wyrównuje ich koloryt. Ułatwia rozprowadzanie cieni i kredek oraz zapobiega ich osypywaniu się i rolowaniu w załamaniach powiek. Intensyfikuje kolor. Przedłuża trwałość makijażu oka, aż do 15 godzin. Cena:  22 zł / 7 g.
 
PIERRE RENE - CIEŃ DO POWIEK - WKŁAD

System do indywidualnej kreacji kolekcji kolorystycznych gwarantujący personalizowany dobór odcieni do typu urody oraz rodzaju makijażu. Mix 5 kolorów. Cena: 6,99 zl / szt. 

SHINYBOX - FACE CHART

"Face Chart" to inaczej szkic makijażu. Wielu wizażystów często z niego korzysta, zwłaszcza przed ważnymi sesjami czy pokazami np. mody. Taki szkic bardzo ułatwia potem pracę i pomaga stworzyć idealny makijaż. Cena: 20 zł
 

ATMOSPHERE - EKOTORBA ZE SKLEPU BRYTYJKA.PL

Jako Ambasadorka Shinybox dostałam dodatkowo fajny dodatek do pudełka. Była nim ekotorba popularnej marki Atmosphere. Wzoru nie będę komentowała, ponieważ nie trafił mi się niestety ładny, ale do samej torby nie mam zastrzeżeń. Mocna, solidnie wykonana. Chciałoby się więcej takich fajnych dodatków.


Pudełko ma swoje mocne i słabe strony. Cieszy mnie mydełko antybakteryjne - tego typu produkty są u mnie zawsze mile widziane. Arganowa maska do włosów, mimo, że jest miniaturą, też znajdzie u mnie swoje zastosowanie. Miłym dodatkiem do pudełka był Face Chart - jest to notesik z rysami twarzy, na którym można ćwiczyć makijaż. Wydaje mi się, że to fajny pomysł na urozmaicenie pudełka i danie chwili oddechu od kosmetyków. Z kolei kolorówką jestem bardzo zawiedziona. Żółty lakier do paznokci, do tego zaczynający się nieco ważyć, tester cienia, w dodatku niebieskiego czy paletka do konturowania SGGM (o której już Wam pisałam na blogu, niestety niepochlebną opinię) trochę mnie zasmuciły. Mocnym punktem pudełka jest także shimmer w rolce - ciekawy i nieco innowacyjny produkt o sypkiej konsystencji, którego na pewno niebawem użyję. Baza pod cienie jest bardzo dyskusyjna, ponieważ o ile brakowało mi jej i miałam w planach kupić coś pod cienie, o tyle jej termin przydatności (01/2018) pozostawia wiele do życzenia. W każdym razie postaram się choć trochę jej poużywać. Podsumowując, pudełko Beauty School to pudełko, które składa się z fajnych i mniej fajnych produktów. Lekcja Beauty jest tu ciekawa, do pewnego momentu. Nie poszłabym na wagary, ale z pewnością zerwałabym się z kilku lekcji ;)

Co sądzicie o zawartości wrześniowego pudełka Shinybox? Który produkt spodobał się Wam najbardziej, a który najmniej?

Czytaj dalej

niedziela, 24 września 2017

Dove - kosmetyki pielęgnacyjne do ciała i włosów

Jak mija Wam niedziela? Mi zdecydowanie za szybko. Z rana pojechałam na szybkie zakupy, a potem zajechałam na Powiatowy Turniej Ochotniczych Straży Pożarnych żeby dopingować swojego narzeczonego. Doping przyniósł efekty, ponieważ udało się zdobyć 3 miejsce, więc jest podium, a konkurencja była naprawdę duża i dobrze przygotowana. Zatem tym pozytywnym akcentem chciałabym rozpocząć ten wpis i zaprosić Was na recenzję kosmetyków Dove. Są one u mnie już tak długo, że dziwię się, że jeszcze ich nie zrecenzowałam. W skład zestawu wchodzi szampon do włosów, balsam do ciała, mydełko oraz antyperspirant.


Najpierw chciałabym napisać Wam co nieco o największych produktach, czyli o szamponie Dove Nourishing Secrets Restoring Ritual oraz o balsamie do ciała Dove Nourishing Secret Glowing Ritual. Oba produkty mieszczą się w wykonanych z dość twardego plastiku opakowaniach, które są ładne i zgrabne. Grafiki na nich od razu uświadamiają nam z kosmetykiem o jakim zapachu mamy do czynienia. W obu przypadkach zapachy są intensywne i bardzo ładne. Balsam Restoring Ritual pachnie niczym kokos, z kolei szampon Glowing Ritual nieco słodko i kwiatowo (według producenta jest to zapach różowego kwiatu lotosu oraz wody ryżowej). Oba zapachy niewątpliwie trafiają w mój gust. Szampon Dove ma nieco rzadką konsystencję, choć nie na tyle, by przelewała się przez palce. Konsystencja jest biała, jakby trochę perłowa. Dobrze się pieni, co wpływa na jego wydajność. Oczyszcza włosy i skórę głowy z codziennych zabrudzeń. Nie towarzyszy temu pieczenie czy swędzenie skóry głowy. Nie zauważyłam, by wywołał łupież, co u mnie jest już bardzo dużym sukcesem.  Po umyciu włosów tym szamponem zawsze sięgam po odżywkę, ponieważ nie chcę by włosy się plątały. Nie mam tu żadnego zarzutu w stronę tego szamponu, ponieważ podczas mycia włosów jakimkolwiek szamponem rzadko zdarza się, by moje włosy się nie poplątały. Winna temu jest ich długość, ponieważ sięgają prawie do pupy.


Balsam Dove Restoring Ritual ma fajnie wyprofilowaną butelkę, którą wygodnie trzyma się w prawej dłoni. Jego pojemność, to aż 400 ml - dla mnie to bardzo dużo, jak na balsam, ponieważ ich zużywanie idzie mi dość wolno. Z kolei dla fanów balsamowania, taka pojemność, to nie lada gratka. Konsystencja jest biała, dość gęsta. Świetnie rozprowadza się po skórze i dość szybko w nią wchłania. Nie pozostawia tłustego filmu czy uczucia lepkości na skórze. Kokosowy zapach utrzymuje się na skórze do ok. 2 godzin. Zapach ten nie jest przesadnie słodki, więc używanie go tak szybko się nie nudzi.  Poziom nawilżenia, jaki gwarantuje jest dla mnie odpowiedni. Nie należę do osób o suchej skórze, więc nie potrzebuję również silnego nawilżenia. To jest według mnie na średnim poziome, czyli taki, który jest idealny dla moich potrzeb. Balsamu nie używam długo, ale dzięki jego fajnej formule oraz przyjemnemu zapachowi wiem, że zostanie ze mną na dłużej. Uwielbiam, gdy balsam po użyciu pachnie na skórze jeszcze przez jakiś czas.


Na koniec mamy dwa zdecydowanie mniejsze produkty, choć to wcale nie umniejsza ich właściwościom. Mam zatem mydło w kostce Dove Cream Oil z olejem arganowym oraz antyperspirant Go Fresh o zapachu gruszki i aloesu. O mydełku nie mam zbyt wiele do powiedzenia. Nie używałam go do mycia ciała, a jedynie do mycia rąk. Zapach jest przeciętny, nietypowy i mało wyczuwalny. Samo mydełko ma bardzo jasne, brzoskwiniowe zabarwienie, a na jego środku wyżłobione jest logo marki. Mydło dobrze się pieni, świetnie oczyszcza ręce z różnego rodzaju zabrudzeń. Jeżeli chodzi o antyperspirant, to ma on niesamowicie piękny zapach. Jest to woń gruszkowo-aloesowa, ale zdecydowanie woń gruszki tu przeważa. Zapach jest słodki, ale nieco orzeźwiający. Utrzymuje się na ciele przez wiele godzin. Niweluje nieprzyjemny zapach oraz zapewnia dostateczną ochronę. Nie wiem, jak spisałby się latem - wierzę, że tak samo dobrze. Jego kształt jest bardzo praktyczny, dobrze leży w dłoni i świetnie sprawdza się w użyciu. Dawno nie miałam już antyperspirantu w kulce - od wielu miesięcy używam dezodorantów, jednak powrót do roll-onów w tym przypadku okazał się miłym powrotem.

Używacie kosmetyków Dove? Macie wśród nich swoich ulubieńców?

Czytaj dalej

piątek, 22 września 2017

Kupno nowego mieszkania - wszystkie za i przeciw

Czasem miejscowość, w której mieszkamy sama dokonuje za nas wyboru tego, gdzie będziemy mieszkać - w domu jednorodzinnym czy w mieszkaniu np. w bloku. Ja mieszkam na wsi i po ślubie nadal będę tam mieszkać, tylko w innej. Od razu wiedzieliśmy z narzeczonym, że będziemy budować dom od podstaw, bo szans na mieszkanie w naszej okolicy po prostu nie ma, no bo gdzie? Wieś w tym aspekcie nie ma zbyt wiele do zaoferowania i pewnie wiele z Was wie, co mam na myśli. Co innego jest w mieście. Dzisiejszy post ma charakter rozważań. Chciałabym poruszyć temat plusów i minusów zakupu mieszkania.


PLUSY ZAKUPU WŁASNEGO MIESZKANIA

+ + + Zakup mieszkania, np. w czasach panieńskich czy kawalerskich, jeżeli pozwalają na to finanse, to bardzo dobra inwestycja. Kiedy założysz rodzinę i pojawią się dzieci, zapewne będziecie chcieli kupić coś większego, a stare mieszkanie może być wynajmowane. Mieszkanie do wynajęcia, szczególnie w miastach studenckich, to bardzo dobry pomysł na dodatkową gotówkę. 
+ + + Kolejnym plusem jest to, że nie musimy martwić się o opał. Mieszkam w domu jednorodzinnym i każdego roku spędza to nam sen z powiek. Trzeba kupić asygnatę, załatwić transport, porznąć i pociąć drewno, następnie je poukładać do suszenia, a potem przetransportować do wiatki. Jest z tym bardzo dużo pracy.
+ + + Jeżeli mamy do czynienia z mieszkaniami na jakimś większym blokowisku, zawsze w okolicy znajduje się jakiś plac zabaw, więc to fajna alternatywa do spędzania czasu z dzieckiem na świeżym powietrzu. 
+ + + Mieszkania na nowych osiedlach przeważnie charakteryzują się ładnym, nowoczesnym wyglądem i pięknym otoczeniem. 
+ + + Decydując się na zakup mieszkania w kamienicy (zamiast w bloku) mamy do dyspozycji znacznie większy metraż.
+ + + Mieszkanie w bloku to mniejsza gratka dla złodziei, szczególnie, gdy mieszkasz na piętrze. Poza tym, mieszkając w tak wielkiej wspólnocie istnieje szansa, że w sąsiedztwie zawsze znajdzie się ktoś przychylny, kto pomoże, gdyby działo się coś złego.
+ + + Blokowiska czy inne zabudowy deweloperskie budowane, jak np. www.osiedlenazdrowiu.pl są z dala od serca miasta, dlatego możecie cieszyć się ciszą i spokojem. 
+ + + Mieszkania na nowoczesnych osiedlach często można kupić również z podwórkiem, jeżeli dokonujemy zakupu, jako pierwsi. Można wtedy grillować tak samo, jak wtedy, gdy ma się wielki dom z podwórkiem.
+ + + Kupując mieszkanie od dewelopera możemy je urządzić tak, jak nam się podoba.
+ + + Decydując się na zakup mieszkania można w końcu być na "swoim".


MINUSY ZAKUPU MIESZKANIA
- - - Minusem jest niewątpliwie sąsiedztwo. Mając za ścianą sąsiada, trzeba przestrzegać znacznie większej ilości zasad niż mieszkając z sąsiadem za płotem.
- - -  Rzadko kiedy jest miejsce do garażowania auta. Garaż dla mężczyzny, to bardzo ważna sprawa, może trzymać tam narzędzia i mieć swoją męską strefę. W nowoczesnych osiedlach są jednak zazwyczaj miejsca parkingowe w piwnicy, więc dobre chociaż to. 
- - - Mały metraż - jeżeli decydujemy się na zakup mieszkania w bloku, jest on naprawdę mały.  Na nowszych osiedlach metraż jest już znacznie większy.
- - - Decydując się na mieszkanie o kilku kondygnacjach istnieje ryzyko, że nie będzie w nim windy, a to przy dzieciach czy też na stare lata może być troszkę męczące.
 
Jak widzicie, zakup mieszkania ma więcej plusów, niż minusów. Mieszkanie w domu jednorodzinnym, to również nie jest taka bułka z masłem. Tak samo niesie to ze sobą wiele plusów, jak i minusów. Najważniejsze, to dokonać odpowiedniego wyboru i mierzyć siły na zamiary. Warto również podejmować takie decyzje w porozumieniu z najbliższymi czy też w oparciu o ich doświadczenia.

A Wy dodalibyście coś do tej listy? Widzicie inne plusy i minusy zakupu własnego mieszkania?

Czytaj dalej

Makeup Revolution - giętkie pędzle Flex to your position - pędzle do zadań specjalnych

Pędzle - bez nich stworzenie dobrego makijażu nie byłoby możliwe. To nasi sprzymierzeńcy w walce o nienaganny wygląd. Nie wyobrażam sobie swojego makijażu, nawet tego najbardziej dziennego, bez ich udziału. W swojej kolekcji mam kilka kompletów. Zawsze muszę mieć w zanadrzu coś "czystego", ponieważ swoje pędzle myję bardzo często, a ich swobodne schnięcie trochę jednak trwa. Od jakiegoś czasu mam przyjemność używać nowych pędzli Makeup Revolution z serii Flex to your position. Od kiedy coraz lepiej idzie mi malowanie, zarówno całej twarzy (konturowanie), jak i powiek, bardzo cieszy mnie każda nowość kolorówkowa, która się u mnie pojawia, jak i akcesoria, takie jak pędzle czy gąbeczki, które bardzo pomagają mi przyswoić ten proces uczenia się.


Pędzle z serii Flex były dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Wcześniej nie spotkałam się z pędzlami, które można wyginać na wszystkie strony. Są to to dla mnie nietuzinkowe i bardzo bajeranckie akcesoria, które po prostu wywołują uśmiech na mojej twarzy. Są one uprzednio zapakowane w opakowania zamykane strunowo. Do gustu bardzo przypadł mi ich elegancki wygląd. Skuwki pędzli są w odcieniu rosegold, czyli w bardzo modnym teraz kolorze, z kolei pozostała, środkowa część jest czarna. To bardzo ładne i ostatnio często stosowane w różnych akcesoriach połączenie. Włosie jest długie i bardzo miękkie w kontakcie z twarzą czy powiekami, zatem nakładanie pudru czy cieni, to wielka przyjemność.


Ktoś w poście z nowościami skomentował, że przypominają mu one ołówki, które właśnie można było tak wyginać. Coś w tym jest, niewątpliwie, z tym, że ołówki były bardzo elastyczne i po wygięciu za chwilę praktycznie wracały do pierwotnego stanu. Z pędzlami jest nieco inaczej. Tu po ich wygięciu zostają one w takiej formie, jaką ukształtowaliśmy. Gdyby było inaczej i wyginałyby się na wszystkie strony, nie byłoby to zbyt wygodne, a wręcz utrudniałoby robienie makijażu. Mam nadzieję, że w tym miejscu rozwiałam wiele wątpliwości.


Każdy pędzel na skuwce sygnowany jest nazwą marki, co również mi się podoba, bo sprawia to, że pędzle są dopracowane w każdym szczególe. Jak już zauważyliście, pędzle są dwustronne, jednak ma to swoje plusy i minusy. Plusem jest niewątpliwie to, że jadąc w podróż, zabieramy ze sobą kilka 2-stronnych pędzli, a nie wszystkie, więc zmniejsza się nam ilość zajętego miejsca w kosmetyczce. Minusem jest to, że nie można ich wstawić do żadnego kubeczka czy osłonki, ponieważ włosie będące na dole się odkształci. Ja przechowuje je na leżąco.


Na mój zestaw składają się takie pędzle, jak: Flex 01 Blend & Buff - gdzie jedną stroną można nakładać korektor (choć mi wydaje się on do tego za duży), a drugą puder. Flex 02 Highlighter & Glow - do rozświetlacza i precyzyjnego konturowania. Flex 03 Sculp & Contour - do podkładu i różu/bronzera. Flex 04 Eye Light & Shape - do cieni i rozświetlacza. Flex 05 Brow & Shape - do brwi i korektora. Jak widzicie, za ich pomocą można wykonać makijaż całej twarzy i powiek. Najchętniej sięgam po pędzel z końcówką do pudru, ponieważ jest duży, bardzo miękki i świetnie aplikuje mi się nim pudry sypkie. Cieszy mnie również pędzel do konturowania, używam go do kosmetyków służących do konturowania na mokro. Super z nimi współpracuje. Pędzelek do brwi zawiozłam do kosmetyczki, którą mam u swojego narzeczonego, bo tam właśnie takiego pędzelka mi brakowało. Teraz moje brwi będą wyglądały nienagannie wszędzie. Jestem bardzo zadowolona z tych pędzli i mam nadzieję, że będą mi służyły, jak najdłużej.

Podoba Wam się komplet pędzli z serii Flex to your position?
Czytaj dalej

czwartek, 21 września 2017

Style w aranżacji wnętrz - spraw by Twój dom był spójny

Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam przebywać w domach, w których wszystko jest spójne i do siebie pasuje. Uwielbiam przemieszczać się po takich mieszkaniach! Nie lubię chaosu, ani tego, że czasem każdy pokój urządzony jest w różnym stylu. Te wnętrza są dla mnie bardzo niespokojne, chaotyczne i czuję się nimi przytłoczona. Na wiosnę, bądź po ślubie (czerwiec) zaczniemy budowę swojego własnego domu. Wszystkie dokumenty i pozwolenia na budowę już są załatwione. Teraz jesteśmy na etapie wyboru projektu i wychodzi na to, że w tej kwestii już jesteśmy zgodni, także wszystko jest na dobrej drodze. Nie mogę się doczekać, kiedy zacznę urządzać nasze gniazdko. Zaczęłam nawet prenumerować pewien miesięcznik (M jak mieszkanie), który stanowi dla mnie sporą dawkę inspiracji. Dziś chciałabym zaprezentować Wam kilka stylów urządzenia mieszkania. Jak zwykle bardzo pomocna przy tym okazała się strona Pinterest.


DOM URZĄDZONY W STYLU NOWOCZESNYM

W nowoczesnych wnętrzach połączenie dużych okien z betonem na podłogach, w towarzystwie naturalnego drewna w postaci pięknych drewnianych mebli tworzy bardzo elegancką, wpisującą się w ten styl kompozycję. Beton www.cemexbeton.pl odgrywa tu bardzo istotną rolę. Kiedyś był on postrzegany jako ciężki i kojarzony jedynie z etapami konstrukcyjnymi, a teraz używany jest coraz częściej już od wielu sezonów jako ciekawa dekoracja. Można go zastosować jako posadzkę w formie polerowanej lub na ścianach użyć betonu dekoracyjnego. W tych wnętrzach dominują też białe ściany. W stylu tym ważna jest również otwarta przestrzeń sfery dziennej - tj. między salonem a kuchnią.


DOM URZĄDZONY W STYLU SHABBY CHIC

Styl ten jest dla mnie pełen niedoskonałości, ale to właśnie w tych mankamentach tkwi jego siła. Styl ten nazywany jest inaczej "sfatygowanym szykiem". Styl ten to niewątpliwa inspiracja wiejskimi domami francuskimi czy angielskimi, jakie często spotykamy na filmach. Aranżacje te są pełne ciepła, romantyzmy i uroku. Uzupełnione są meblami czy dodatkami, które wyglądają na zużyte lub stare. Dominują w nim kolory pastelowe, które uwielbiam! W tych aranżacjach mile widziane są dodatki DIY, takie jak np. te ozdobione metodą decoupage. Kiedyś interesowałam się tym i zrobiłam nawet kilka dodatków. Dzięki użyciu werniksu przy tej technice, możemy uzyskać na rzeczach efekt spękania, który świetnie wpisuje się w stylistykę shabby chic.


DOM URZĄDZONY W STYLU SKANDYNAWSKIM

Najbardziej charakterystyczne dla stylu skandynawskiego są minimalizm, prostota, jasne kolory i przywiązanie do natury. Styl ten w moim odczuciu jest dość surowy. Dodatkami popularnymi w tym stylu są proste, drewniane stoły, stoliki czy szafki o prostych geometrycznych kształtach. Kolorami najbardziej popularnymi dla tego stylu są biel, szarość i czerń. Kolory te można wzbogacić o różne odcienie barw beżowych czy chłodny odcień niebieskiego. Styl skandynawski charakteryzują jasne i dobrze doświetlone światłem naturalnym wnętrza. Preferuje się tu również odsłonięte okna.


DOM URZĄDZONY W STYLU RETRO

Dom w stylu retro jest mojemu gustowi najdalszy. To połączenie poniekąd stylu pałacowego, jak i wzornictwa lat 60. Urządzenie domu w takiej stylistyce wcale nie jest prostą rzeczą. Meble i dodatki w tym stylu nie są zazwyczaj dostępne od ręki, więc należy uzbroić się w cierpliwość. W stylu tym dominuje kolor. Im go więcej, tym w zasadzie lepiej. Retro w jakimś stopniu charakteryzuje się umiarem, jednak meble i dodatki zastosowane w aranżacjach są na tyle mocne, wyraziste i zwracające na siebie uwagę, że wydaje się, że jest wręcz przeciwnie. Urządzenie mieszkania w stylu retro to poważne wyzwanie. Między spójnością, a zdecydowaną przesadą jest tu bardzo cienka granica. Przydadzą się tu meble całkowicie drewniane, bądź z dodatkiem tapicerki, kryształowe żyrandole, lustra w złotych ramach, a przede wszystkim spory metraż, by te wszystkie dodatki nas nie przytłoczyły. Poza tym meble bywają tu masywne, więc lepiej będą prezentowały się w przestronnych wnętrzach.


DOM URZĄDZONY W STYLU BOHO

Cała seria barw od tych ostry po stonowane. Wszystkie połączone ze sobą. Początkowo ten styl może wydawać się nieprzemyślany, ciężki, a poszczególne rzeczy niepasujące do siebie, jednak kiedy spojrzeć na to na chłodno, efekt jest zaskakujący. W aranżacji w tym stylu mile widziane są miękkie dywany, meble oraz dodatki w najróżniejszych stylach. Meble są bogato zdobione, pełne różnych wzorów i pokryte kilkoma warstwami farby. W mojej opinii domy urządzone w tym stylu są takie... Pełne.


Dziś chciałam pokazać Wam 5 stylów aranżacji wnętrz, które w jakimś stopniu mnie inspirują, ciekawią, ale również zaskakują. Mam nadzieję, że niebawem uda mi się stworzyć kolejny tego typu wpis, bo tych stylów aranżacji jest naprawdę wiele! Najlepiej czuję się we wnętrzach nowoczesnych i skandynawskich, chociaż ja w swoim domu te surowe barwy będę chciała przełamać dawką koloru. Styl shabby chic też bardzo mi się podoba, głównie dlatego, ze królują w nim pastele, które osobiście lubię. Mam jeszcze trochę czasu, by przemyśleć, czego tak naprawdę chcę i wierzę, że w końcu będę potrafiła jednoznacznie to stwierdzić. Z jednej strony podoba mi się prostota - biel, szarość i czerń, a z drugiej strony lubię kolorowe wnętrza, a po uszy zakochałam się w płytkach z marokańskim wzorem. Nie wiem póki co, czy to wszystko ma jakąś rację bytu - wszystko wyjdzie w praniu. Poza tym, teraz tak wiele rzeczy się zmienia

A Wam jaki styl aranżacji (nie tylko z tych tu przedstawionych) podoba się najbardziej? W jakim stylu urządzacie swoje domy, mieszkania czy pokoje?
Czytaj dalej

środa, 20 września 2017

3 zapachy idealne na jesień

Ostatnio u mnie na blogu bardzo aromatycznie. Wszystko za sprawą tego, że mamy już jesień i nie ma co temu zaprzeczać. Mam nadzieję, że jednak częściej będziemy widzieć jej słoneczne i złote oblicze, niż pochmurne i deszczowe. Wiele kobiet dopasowuje zapachy perfum, jakich używa do pór roku. Na wiosnę i lato często używane są zapachy świeże i lekkie, z kolei na jesień te cięższe i mocniejsze. A jakie perfumy ja polecam na ten okres?


#1 MARC JACOBS - DECADENCE - te perfumy przyciągają uwagę. W pierwszej kolejności przez piękny, zielony i nietypowy kolor, a po drugie... Imitują torebkę. Jeżeli tak samo, jak ja, macie fioła na punkcie torebek, to na pewno ten wygląd Was zauroczy. Nutami głowy tego zapachu są włoska śliwa, szafran i irys, z kolei nutami serca byłgarska róża, jaśmin Sambac oraz korzeń irysa. Na nuty bazy składają się papirus, vetiver i płynny bursztyn. Zapach jest bardzo mocny i intensywny, choć znam go tylko z próbki. Naniosłam sobie ten zapach na nadgarstek i czułam go cały dzień, a woń w ogóle nie słabła.

#2 THIERRY MUGLER - ALIEN - kolejny, bardzo popularny w mojej opinii zapach. Aliena zna chyba każdy, jak nie z doświadczeń osobistych z tymi perfumami, to chociażby z licznych wpisów mu poświęconych. Nutami zapachowymi zapachu Alien są kwiat pomarańczy, ambra, jaśmin, nuty drzewne, nuty zielone i wanilia. Zapach oceniam, jako woń specyficzną i albo się ten zapach pokocha, albo wręcz przeciwnie. Trzeba jednak przyznać, że jest on uwodzący i bardzo intensywny.

#3 VERSACE - CRYSTAL NOIR - ten zapach jest mi najbliższy, ponieważ miałam pełnowymiarowe opakowanie. Kiedy użyłam go po raz pierwszy, zapach powalił mnie swoją intensywnością. Jedno psiknięcie i byłam cała w tym zapachu. Początkowo był dla mnie dość dziwny, ale kiedy trochę się ulotnił zakochałam się w nim bez pamięci. Na nuty zapachowe składają się nuty głowy, takie jak świeża nuta, pomarańcza. Nuty serca, to gardenia i piwonia, a nuty bazy, to drzewo sandałowe, ambra i piżmo.

https://www.e-glamour.pl/pol_m_WYPRZEDAZ-JESIEN-2017-19898.html

Mam dla Was dobrą wiadomość. Na  stronie E-Glamour od wczoraj, tj. 19.09., aż do 26.09. trwa jesienna wyprzedaż, dzięki której wybrane perfumy i kosmetyki kupicie taniej o 50%. Jesień zazwyczaj potrafi zdołować, wprowadzić w negatywny nastrój, więc wierzę, że taka dobra wiadomość, niektórym poprawi humor. Wiem, że do Świąt Bożego Narodzenia jest jeszcze daleko, ale czasem warto zrobić zakupy z wyprzedzeniem, szczególnie kiedy trafiają się takie okazje.

A według Ciebie, jaki zapach na jesień jest najlepszy? Masz swojego ulubieńca?
Czytaj dalej

wtorek, 19 września 2017

Marc Jacobs - perfumy Daisy Eau So Fresh

Bardzo lubię kupować perfumy i poznawać nowe (dla mnie) zapachy. Na stokrotki od Jacobsa czaiłam się już długo. Często zdarza mi się kupować perfumy w ciemno, nawet te drogie, ale po ostatniej perfumowej wpadce, najpierw kupuję tester. Tak też było i tym razem. Zamówiłam próbkę zapachu i przepadłam. Wiedziałam, że teraz już mam zielone światełko do zakupu i takim oto sposobem perfumy Daisy Eau So Fresh Marca Jacobsa zawitały w moje skromne progi. Na stronie Iperfumy.pl akurat była na nie promocja, więc udało mi się je kupić taniej.


Skusiłam się na wersję o pojemności 75 ml. Zapłaciłam za nią niecałe 180 zł, więc teoretycznie jestem zadowolona. Na dużą pochwałę zasługuje tutaj wygląd tych perfum. Sama fiolka jest tutaj bardzo prosta, surowa i klasyczna - widnieje na niej tylko twórca oraz nazwa perfum. Całą robotę robi jednak zatyczka. Przedstawia ona bukiet stokrotek. Kwiaty są silikonowe, a sama zatyczka duża, dzięki czemu łatwo otwiera się te perfumy. Kwiaty są też dość duże i różnokolorowe, więc stanowią dla mnie dodatkowy gadżet do zdjęć. Tak pięknie wyglądające perfumy będą ozdobą niejednej kobiecej toaletki. Zdecydowanie zwracają na siebie uwagę!


Woń można określić, jako kwiatowo-owocową. Jest to moja ulubiona kategoria perfum. Zapach jest słodki, ale i świeży. Między tymi dwoma woniami istnieje świetny balans, ponieważ perfumy nie są mdło słodkie, a świeże ze słodkim tłem. Zapach jest idealny na wiosnę i lato, ale jako fanka takich woni, nie wyobrażam sobie odstawić ich na jesień i zimę, dlatego te perfumy będą towarzyszyły mi cały rok. Jeżeli bardziej chcielibyście zagłębić się w znajdujące się w tej buteleczce zapachy, to... Nutami głowy w tym zapachu są różowy grejpfrut, malina i gruszka. Na nuty serca składają się fiołek, dzika róża, kwiat jabłoni, liczi i płatki jaśminu. Bazą zapachu są cedr, piżmo i śliwka. Daisy Eau So Fresh odznacza się bardzo dobrą trwałością. Na ciele wyczuwam je cały dzień, a na ubraniach jeszcze dłużej. Świetnie się w nie wtapiają i pozostają na nich, aż do prania. Używając tych perfum czuję się wyjątkowo i kobieco. Uwielbiam otoczyć się ich zapachem nie tylko na ważne wyjścia, ale i każdego dnia, ponieważ ten zapach uzależnia.

Znacie perfumy Daisy Eau So Fresh? A może macie jakiś inny zapach z tej rodziny godny polecenia? Macie swoje ulubione perfumy wśród innych marek? Podzielcie się! :)
Czytaj dalej

niedziela, 17 września 2017

Lirene - pielęgnacja prosto z Morza Martwego - balsamy i mgiełka do ciała Mineral Collection

Zbliża się jesień, która już od dłuższego czasu wisi w powietrzu. Widać to chociażby po zmianach, jakie zachodzą na drzewach czy temperaturze odczuwalnej. Nie ma żartów, trzeba przygotować się na najgorsze, czyli jeszcze więcej deszczu i chłodu. Takie poranki czy wieczory warto uprzyjemniać sobie ulubionymi kosmetykami, które nas zrelaksują i choć na chwilę pozwolą zapomnieć o tym, że lato odeszło. W tym roku wyjątkowo mocno za nim rozpaczam, bo tak naprawdę nie zdążyło za bardzo się rozgościć, a już musi odejść. Ucieczka w kosmetyki wydaje się być tu dobrym rozwiązaniem. Swoje ciało jesienią i zimą balsamuję zdecydowanie częściej, niż latem czy wiosną. Rozpoczyna się sezon grzewczy, a co za tym idzie, w domu zaczyna robić się sucho, co w konsekwencji przekłada się na stan naszej skóry. Warto wtedy dopilnować, by miała ona odpowiedni poziom nawilżenia. O moje nawilżenie dbają od jakiegoś czasu kosmetyki Lirene - balsamy oraz mgiełka z serii Mineral Collection.


Balsamy mieszczą się w plastikowych, bardzo elastycznych tubach, które wyglądają przepięknie. Swoim kolorem oraz grafikami idealnie nawiązują do podwodnego świata.  Zamknięcie na "klik". Produkty stawia się tak, że zawsze spływają i nie ma najmniejszego problemu z wydobywaniem ich z opakowań. Zapachy są (wydaje mi się) takie same. Są delikatne, świeże i bardzo przyjemne dla nosa. Utrzymują się na skórze przez jakiś czas. Balsamy mają takie same konsystencje i tu jetem trochę zaskoczona - z reguły lekkie balsamy mają wodniste i delikatne konsystencje, z kolei te odżywcze są gęste i bardziej treściwe. W tym przypadku oba produkty mają konsystencję lekką, która bardzo szybko się rozsmarowuje i wchłania w mig. Nie było sensu, bym testowała oba te balsamy sama. Podzieliłam się z mamą. Sobie zostawiłam lekki balsam odżywczy z jedwabiem morskim, a mamie podarowałam multi-regenerujący balsam do ciała z minerałami z Morza Martwego.


Obie mamy, jak najbardziej pozytywne wrażenia z testowania. Moja skóra (poza łokciami) nie jest zbyt absorbująca - raz na jakiś czas nakładam balsam, pod prysznicem dodatkowo aplikuję jakiś olejek i jej to pasuje, stąd też wybór lekkiego balsamu. Dla osób z takimi niewygórowanymi potrzebami, jak ja, balsam sprawdzi się przez cały rok, ponieważ dobrze nawilża, wygładza i naprawdę świetnie pachnie. Podobnie sprawa ma się w przypadku balsamu multi-regenerującego dedykowanego do skóry suchej.  Mimo, że konsystencja jest dość niepozorna, to balsam daje radę. Szybko się wchłania, nie bieli, nie pozostawia tłustego filmu (podobnie, jak lekki balsam), a gładką i miłą w dotyku skórę.


Na koniec zostawiłam sobie mój hit, czyli olejkową mgiełkę do ciała z koralem morskim. Jest to produkt dwufazowy - przed użyciem należy go wstrząsnąć, po czym uzyskamy taki piękny kolor, jak na zdjęciu powyżej. Mgiełkę aplikuje się za pomocą atomizera, który świetnie rozpyla produkt. Nie leje się on bowiem strumieniami, a bardzo szeroką, delikatną mgiełką. Kiedy chcę nanieść ją na nogi, zazwyczaj je złączam, bo ta średnica rozprysku jest szeroka nie na żarty. Mimo, iż jest to produkt z olejkiem, to po jego użyciu nie kleimy się, ani nie jesteśmy tłuści - czego się obawiałam, a mimo to nasze nogi czy inne części ciała bardzo ładnie błyszczą. Mgiełka błyskawicznie się wchłania pozostawiając nasze ciało pięknie pachnące. Kiedy po raz pierwszy użyłam tego kosmetyku, mój chłopak od razu go wyczuł i pochwalił to, jak ładnie pachnę - to był dla mnie dowód na to, że skoro  największy kosmetyczny ignorant zwrócił na niego uwagę - musi być godny uwagi. Mgiełka nie jest zbyt wydajna, by pokryć całe ciało, potrzebuję naprawdę wielu pompek (a ja dodatkowo należę do tych wysokich, więc jeszcze większa powierzchnia do pokrycia). Mimo to, motywuje mnie do do kolejnego zakupu.

Znacie kosmetyki Lirene z linii Mineral Collection?


Czytaj dalej