niedziela, 17 lutego 2019

Zegarek - idealny detal do każdej stylizacji

Każdy ma jakieś swoje małe uzależnienie. Niektórzy nałogowo kupują perfumy, buty, inni ubrania. Ja jestem uzależniona od zegarów - bez dwóch zdań! Jak na zwykłego śmiertelnika mam ich naprawdę dużo, co wcale nie przeszkadza mi, by zamawiać kolejne. Bez zegarka czuję się po prostu, jak bez ręki. Nie wyobrażam sobie wyjść z domu nie zakładając na nadgarstek jednego z nich. W swojej kolekcji mam najwięcej zegarków Daniel Wellington.


A co możemy przeczytać o tych zegarkach na stronie zegarkicentrum.pl? "Zegarki Daniel Wellington, to szwedzkie czasomierze, które w ciągu zaledwie kilku lat swojej obecności na rynku zdążyły wyrobić sobie pozycję bestsellerów wśród modeli tzw. kategorii fashion. Ich prosty, a jednocześnie interesujący design sprawia, że z powodzeniem stają się dodatkiem do strojów na różne okazje. Liczne kolekcje dostępne w naszym sklepie z zegarkami Daniel Wellington, zróżnicowane pod względem wielkości i materiałów wykonania stanowią nie lada gratkę dla fanów modnych, a zarazem funkcjonalnych czasomierzy".


Najbardziej lubię te na bransolecie. Są eleganckie i dość drobne. Bransolety są elastyczne, dzięki czemu mamy wygodę w noszeniu. Zapięcie na zatrzask. Na bransolecie mamy do wyboru wiele wariantów kolorystycznych. Ja mam srebrny z białą tarczą, złoty z białą tarczą i czarny (z dodatkami rose gold) z czarną tarczą. Ponadto, są jeszcze zegarki na skórzanym pasku (do których można dokupić fajne charmsy) oraz zegarki na nylonowym pasku. Zegarki Daniel Wellington, jak i wiele innych modeli różnych marek możecie kupić na stronie https://zegarkicentrum.pl/zegarki-daniel-wellington. Oferta jest naprawdę bogata, więc wiele osób znajdzie tam odpowiedni model dla siebie spośród dziesiątek firm.


Zegarki te mają prosty design, dzięki czemu pasują do naprawdę wielu stylizacji.  Piękno tkwi w prostocie. Według mnie prostota też, jak widać, jest kluczem do sukcesu, ponieważ zegarki DW zna chyba każdy.

Lubicie nosić zegarki? A może tak, jak ja, jesteście od nich uzależnieni?


Czytaj dalej

środa, 13 lutego 2019

Seriale, które oglądam na Netflix

Chciałam troszkę odpocząć od różnego rodzaju recenzji i dać ten oddech również Wam, więc postanowiłam stworzyć wpis z serialami z Netflixa, które oglądam. Nie jest tego dużo, bo niestety nie mam na więcej czasu, ale wśród tych tytułów każdy znajdzie coś dla siebie. Jest bowiem komedia, akcja/sci-fi oraz dramat. Myślę, że każda osoba z Was zna chociaż jeden wymieniony tu tytuł. Planuję też stworzyć listę seriali, które mam w palnie obejrzeć. Jest ona dośc pokaźna, ale ograniczę się tylko do Netflixowych produkcji.


#1 RIVERDALE - DRAMAT
 
Serial ten składa się, póki co, z 3 sezonów (3 jest w trakcie - 12 odcinek). W pierwszym sezonie poznajemy miasteczko Riverdale. Życie jego mieszkańców zmienia się pod wpływem tajemniczej śmierci nastoletniego Jasona Blossoma. Był on synem najbardziej wpływowej rodziny w Riverdale. Kiedy wszelkie tropy lokalnej policji nie dostarczają odpowiedzi na pytanie "Kto popełnił tę zbrodnie" i wszelkie czynności spełzają na niczym, znajomi zmarłego próbują odkryć prawdę. Archie, Betty i Jughead starają się poznać tożsamość zabójcy. Do miasteczka przyjeżdża Veronica, która zaprzyjaźnia się z Archiem i stara się pomóc w rozwiązaniu sprawy. Kolejne sezony mają podobny przebieg - nastolatkowe próbują ujawnić tożsamość takich osób/zabójców, jak The Blackhood (2 sezon) oraz Król Gargulców (3 sezon). Co myślę o serialu? Pierwsze dwa sezony bardzo mi się podobały. Były pełne zwrotów akcji, napięcia, ciekawych historii i momentów. Obejrzałam je w kilka dni, nie mogłam się oderwać. Trzeci sezon jest bardzo abstrakcyjny, miejscami absurdalny, dzieją się tam rzeczy, o których nie śniło się filozofom i on podobał mi się najmniej, jednak oglądam, bo mimo wszystko ciekawi mnie, co się tam wydarzy. Sezony mają kolejno: 13 i 22 odcinków. Ciekawi mnie, ile będzie miał trzeci. Każdy odcinek trwa średnio 42 minuty.

#2 TITANS - AKCJA / SCI-FI

Jest to względnie nowa produkcja Netflixa, która składa się z jednego sezonu, jednak producenci zapowiadają, że pojawi się kolejny. Sezon składa się z 11 odcinków, które trwają od 41 do 53 minut. Serial "Titans" podąża śladami Robina (tego od Batmana), który wyłania się z mroków Gotham City jako przywódca nowej ekipy bohaterów. W skład tej ekipy wchodzą Raven (hybryda człowieka i demona), Starfire (przyswaja energię promieniowania słonecznego, co generuje płomienie, jest także bardzo silna) i Beast Boy (przemienia się w tygrysa). Młodzi superbohaterowie wspólnie muszą nie tylko ocalić planetę przed złem, lecz także stawić czoła swoim wewnętrznym demonom. Wkrótce odkrywają, że chociaż z osobna wszyscy są wewnętrznie poranieni, wspólnie są Tytanami. Co myślę o serialu? Wydaje mi się, że jest to bardzo fajna produkcja dla fanów DC Comics i fantasy. Mamy tu bowiem wielu superbohaterów o nadprzyrodzonych mocach.W każdym odcinku sporo się dzieje, trzyma on w napięciu. Pojawia się również wątek poboczny z Batmanem. Sezon pierwszy kończy się dość zagadkowo, więc jestem ciekawa, co wydarzy się w kolejnym.

#3 FRIENDS - KOMEDIA

Tego serialu chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Jest to serial z 1994 roku (trwał do 2004 roku) i mimo upływu wielu lat, wciąż jest zabawy i chętnie oglądany przez wiele osób. Doczekał się, aż 10 sezonów. Dostał 20 nagród i 107 różnych nominacji. Poza Netflixem, można go oglądać codziennie na TVN7, Comedy Central i Comedy Central Family. Serial opowiada o grupie sześciorga przyjaciół, którzy mieszkają w Nowym Jorku. Monica Geller jest szefową kuchni i mieszka w Green Village wraz ze swoją przyjaciółką z dzieciństwa Rachel Green, rozpieszczoną dziewczyną, która porzuciła przyszłego męża przed ołtarzem i postanowiła rozpocząć nowe, samodzielne życie. Naprzeciwko mieszkania Moniki i Rachel mieszkają Chandler Bing, pracownik firmy zajmującej się przetwarzaniem danych o dużym poczuciu humoru oraz Joey Tribbiani, niezbyt inteligenty, bezrobotny aktor. Phoebe Buffay, była współlokatorka Moniki, pracuje jako masażystka. Ross, brat Moniki, jest paleontologiem, którego porzuciła żona dla innej kobiety. Cała szóstka spędza razem wolny czas w kawiarence Central Perk lub w jednym z mieszkań i wplątuje się w różne zabawne sytuacje życiowe. Co myślę o serialu? Jest to serial, który rozbawi chyba każdego! Sytuacje, dialogi, gra aktorska - to wszystko składa się na naprawdę świetną produkcję! Serial opiera się na przyjaźni, która w niektórych przypadkach przeistacza się w miłości. Ogląda się go lekko i przyjemnie, a po czasie, sami powoli dołączamy do tej paczki i razem z nią przeżywamy wszystkie radości i smutki. Ten serial, mimo że nie jest świeżynką zawsze chętnie oglądam. On się nie nudzi!

Znacie któryś z tych seriali? Oglądacie jakieś seriale na Netflix lub ogólnie w sieci?


Czytaj dalej

poniedziałek, 11 lutego 2019

Pobyt 7-dniowy na wczasach odchudzających – to ma sens!

Wczasy odchudzające to bardzo ciekawe rozwiązanie dla osób chcących poprawić swoją sylwetkę i zdobyć nowe doświadczenia. Na takich obozach naprawdę można zdobyć cenną wiedzę nie tylko w zakresie treningów, ale również zdrowego odżywiania.



Wczasy odchudzające – pobyt 7-dniowy co daje uczestnikowi?

Odpowiednio zorganizowane wczasy odchudzające będą zapewniały uczestnikowi poza planem treningowym całodzienną opiekę trenera, wsparcie emocjonalne, a także zajęcia dodatkowe. Mowa np. o wykładach na temat diety i treningów. Sam pobyt 7-dniowy to już wystarczający okres by nauczyć się poprawności wykonywania ćwiczeń, a także nabrać dobrych nawyków żywieniowych. Do tego dochodzi jeszcze niesamowita dawka dobrej energii i zdrowa motywacja do dalszych działań. Nie można zapominać o oczekiwanych efektach za sprawą których zapisuje się na wczasy odchudzające. By je sprawdzić na początku i na końcu turnusu wykonuje się pomiary masy, a także analizy składu ciała. Istotne są również testy sprawnościowe, które wprost ukazują zrobione postępy.



Wczasy odchudzające – pobyt 7-dniowy na świeżym powietrzu


Decydując się na wczasy odchudzające potencjalny uczestnik powinien brać pod uwagę kilka ważnych elementów. Jednym z nich jest miejsce odbywania się takiego obozu. Bardzo dobrą opcją, którą zdecydowanie jako pierwszą należy brać pod uwagę jest połączenie intensywnych treningów z przebywaniem na świeżym powietrzu. Taka aktywność bardzo dobrze wypływa na organizm, a także równowagę psychiczną. Okoliczności przyrody dają możliwość prawdziwego wypoczynku między poszczególnymi zajęciami, a także koją zajęte wieloma sprawami z życia codziennego zmysły.

Wczasy odchudzające – jak je znaleźć?

Wiemy już co daje taki 7-dniowy pobyt na wczasach odchudzających. Teraz przychodzi czas na znalezienie odpowiedniego organizatora wydarzenia. Można go szukać za pomocą tzw poczty pantoflowej, albo nowocześniej. Mowa tu oczywiście o sieci. W wyszukiwarkę należy wpisać hasło wczasy odchudzające i kliknąć w któryś z wyników wyszukiwania jak np. tutaj https://www.foxbootcamp.pl/odbierz-voucher/pobyt-7-dniowy. Takie działanie daje możliwość ogólnego rozeznania w tematyce. Warto za pomocą formularza kontaktowego, czy po prostu telefonicznej rozmowy dowiedzieć się więcej na temat obozu. Dobrze jest od razu zdobyć informację na tematy takie jak: kto prowadzi treningu, czy możliwy jest pobyt 7-dniowy (lub inny czas trwania), jak wyglądają miejsca noclegowe, a także posiłki i opieka medyczna. Wszystkie te aspekty są bardzo istotne i wiedza na ich temat pozwoli uniknąć nieporozumień.
Czytaj dalej

środa, 6 lutego 2019

Kolorówka Makeup Revolution - produkty, które lubię

Produkty kolorowe marki Makeup Revolution są ze mną już od paru lat. Na samym początku nieśmiało poznawałam przeurocze palety cieni imitujące tabliczki czekolady, a z czasem moja kolekcja kosmetyków do makijażu bardzo się rozrosła. Mam wśród tej marki swoich kosmetycznych ulubieńców. Pomyślałam, że dziś je Wam pokaże i poniekąd opiszę, za co ta naprawdę najbardziej je lubię.


MAKEUP REVOLUTION - PALETY CIENI

Cienie MUR są ze średniej półki cenowej. Nie należą do tych najtańszych, ale zdecydowanie są na każdą kieszeń. W paletkach jest mnóstwo kolorów o różnych wykończeniach. Są cienie matowe, metaliczne, jakby foliowe, satynowe - mnóstwo opcji, a do tego mix pięknych kolorów. Bardzo lubię MURowe czekoladki - mam ich najwięcej, bo około 5-6 palet. Cienie te mają dobrą pigmentację, nie osypują się za bardzo. Większość (jak nie wszystkie) wyposażonych jest w dodatkow lusterka i pacynki, więc można je zabierać ze sobą i poprawiać makijaż kiedy się chce. 


Poniższa paletka to Fortune Favours The Brave - równie piękna. Ma aż 30 kolorów. Produkt zamknięty jest w eleganckiej kasetce z dwustronnym pędzelkiem. W palecie znajdują się cienie matowe, połyskujące i błyszczące. Kolorystyka cieni jest bardzo różnorodna, pozwala na stworzenie wielu stylizacji makijażowych. Cienie w palecie to mieszanka kolorów: beże, brązy, róże, granaty, fiolety.



MAKEUP REVOLUTION - SŁYNNE SERDUSZKA

Tych produktów nie trzeba nikomu przedstawiać. Serduszka zna każdy. Kosztują niewiele, a dają mocny efekt glow. Poniższych nie używam za często, bo są dość nietypowe. Na co dzień używam tych o brzoskwiniowo-różowych odcieniach. Pokazujac je chciałam jednak ukazać, jak różnorodne one są. Z ciekawszych jest też jednorożcowa, która jest po prostu urocza. Produkty te są bardzo wydajne i pięknie rozświetlają.


MAKEUP REVOLUTION - RENNAISANCECE - PALETKI PUZDERKA

Poniżej pokazuję akurat puzderko z rozświetlaczami, ale w ofercie są również cienie. Czarne puzderko zawiera kolory idealne do makijażu wieczorowego, z kolei białe, do makijażu delikatniejszego stosowanego na co dzień. Produkty te są poręczne, idealne do zabrania w podróż. Mają kolory od jasnych, beżowych, po ciemne, nawet czarne, dzięki czemu na prawdę można zmalować ciekawy makijaż. 


Firma ma w ofercie również bardzo dużo fajnych pomadek o różnym wykończeniu i w różnych opakowaniach. Są pomadki w sztyfcie, te z pacynkami do nakładania czy a'la błyszczyki. Wykończenie matowe, błyszczące, metaliczne - dla każdego coś fajnego. Od niedawna marka ma nową linię, jest to seria Makeup Revolution PRO - to jest dopiero sztosik. Znalazłam wśród niej sporo ulubieńców.

Lubicie kosmetyki Makeup Revolution? Macie jakieś kosmetyki tej marki?

Czytaj dalej

wtorek, 5 lutego 2019

Oriflame - Tusz do rzęs The ONE 5 w 1 Wonder Lash Luminescence Blackout oraz zestaw czapka + szalik New York

Tusz do rzęs jest to produkt, którego na co dzień używa niemal każda kobieta. Jeżeli chodzi o mnie, mogę nie malować się prawie niczym, ale tusz, to podstawa. Latem, kiedy na dworze jest gorąco, stawiam tylko na podkreślanie rzęs. Dlatego zależy mi na tym, by używać produktu, który charakteryzuje się świetną jakością i podoła wydłużeniu i podkręceniu moich krótkich i prostych niczym druty rzęs. Jeżeli chcecie wiedzieć czy Wonder Lash Luminescence Blackout od Oriflame zdał egzamin, to zapraszam do dalszej części wpisu. W bonusie kilka słów o komplecie New York, czyli czapce i szaliku.



ORIFLAME THE ONE - WONDER LASH LUMINESCENCE BLACKOUT - TUSZ DO RZĘS 5W1

Zacznijmy od standardu, czyli wyglądu. Tusz początkowo zabezpieczony jest folią, więc mamy pewność, że nikt przed nami go nie otwierał i że nie jest wyschnięty, jak to często w drogeriach bywa. Jest podłużny o równym kształcie. Ma czarny kolor oraz ładne, odbijające światło napisy w fuksjowym kolorze. Szczoteczka jest silikonowa, długa i dość cienka. Ma różnej długości "ząbki" dzięki czemu dobrze maluje się nią rzęsy zarówno na górnej, jak i dolnej powiece. Dzięki długim "włoskom" rzęsy idealnie pokrywają się tuszem nie zlepiając się przy tym. Te ząbki idealnie radzą sobie z ich rozdzielaniem.


Na poniższym zdjęciu idealnie widać zróżnicowaną długość. Widać również to, jak fajnie szczoteczka pozbawiona jest nadmiaru tuszu. Jego odcień jest kruczoczarny. Na największą pochwałę zasługuje tu jednak wydłużenie. Jest po prostu spektakularne! Byłam w szoku, że po jednym pociągnięciu po rzęsach są one tak długie. Zazwyczaj taki efekt otrzymuję po długim i mozolnym malowaniu. A tu - efekt od tak, po prostu.  Rzęsy były długie i fajnie podkręcone, co też nie zdarza mi się za często. Tusz się nie osypuje, więc efekt pandy nam nie grozi. Przy demakijażu nie sprawia trudności. Jedyny minus jest taki, że tusz musi odrobinkę przeschnąć, żeby nie był taki mokry, wtedy jeszcze lepiej można nim operować. Kiedyś jest taki świeży, to ma tendencję do odbijania się na górnej powiece. Różnica w nanoszeniu widoczna jest już po paru otwarciach, a odbijanie z czasem zanika.


Jak widzicie na poniższym zdjęciu, efekt jest bardzo widoczny. Rzęsy po lewej są krótkie, niezbyt ciemne, a do tego bardzo proste. Nie zawaham się powiedzieć, że nawet rosną troszkę do dołu. Na drugim zdjęciu jakby wcale ich nie widać, więc sami widzicie, że potrzeba sporo pracy żeby je podkreślić. Na trzecim i czwartym zdjęciu mamy mega wydłużone rzęsy w intensywnym, czarnym kolorze i podwinięte ku górze. Jeżeli taki efekt kogoś nie przekonuje, to nie wiem, co miałoby to zrobić. Zdjęcia robione w innych dniach ponieważ przy pierwszej sesji aparat nie do końca wyostrzył mi rzęsy czego nie zauważyłam. Musiałam poprawić je na drugi dzień. Bardzo dużo tuszów do rzęs z linie The one znajdziecie na Iperfumy.pl.

ORIFLAME - CZAPKA I SZALIK  NEW YORK

Czapka i szalik/komin zimą, to u mnie must have. I choć jeszcze nie tak dawno stroniłam od ich noszenia, teraz wiem, że to był błąd. Teraz bardziej od cool fryzury cenię sobie swoje zdrowie, dlatego moja czapkowa i szalikowa kolekcja jest teraz naprawdę pokaźna. Jak to mówią Skandynawowie: "Nie ma czegoś takiego jak zła pogoda - jest tylko złe ubranie!", dlatego dobrze jest mieć w zanadrzu ciepły komplet na mroźny dzień. .Gdy przeglądałam katalog Oriflame nie mogłam przejść obojętnie obok duetu New York. Jest to czapka i szalik z pomponami. Są czarne, ale mają na sobie również metaliczną i połyskującą warstwę, która fajnie uwydatnia splot. Szalik ma na sobie tę poświatę tylko z jednej strony. Od wewnętrznej strony jest po prostu czarny.


Czapka ma fajny bajer - jej pompon jest odpinany, także można ją nosić w dwóch odsłonach. Ale... Jest ona dla mnie za duża. Moja głowa się w niej topi. Mama obiecała, że mi ją trochę zmniejszy, więc nie pozostaje mi nic innego, jak tylko trzymać ją za słowo. Szalik za to noszę codziennie, jak wychodzę. Idealnie pasuje do moich czarnych traperów ze srebrnymi dodatkami. W sumie do mojej khaki kurtki również. Pompony na końcach szalika dodają całości uroku. Szalik można również nosić odwrotnie, czarną stroną do przodu, ale lepiej wiązać go wtedy pod kapturem, bo w kontakcie ze skórą ta "faktura" nie jest zbyt przyjemna.


Co sądzicie o tym tuszu? Podoba Wam się efekt końcowy? A czy duet czapka +szalik wpadł Wam w oko? Bylibyście skłonni go  nosić?
Czytaj dalej

poniedziałek, 4 lutego 2019

Pielęgnacja ciała z Lirene - algowe mleczko do ciała oraz krem do rąk z minerałami z Morza Martwego

Lirene jest mi bliską marką. W swojej pielęgnacji, jak i makijażu systematycznie używam produktów tej marki. Często zabieram ją ze sobą także pod prysznic. Testowałam już wiele produktów. Jedne mają przyzwoite działanie, inne z kolei zachwycają. Dziś chciałabym opowiedzieć Wam o dwóch produktach Lirene, tj. kremie do rąk z minerałami z Morza Martwego oraz rozświetlająco-nawilżającym mleczku do ciała z algą purpurową.


LIRENE - ULTRA WYGŁADZAJĄCY KREM DO RĄK Z MINERAŁAMI Z MORZA MARTWEGO

Kremy do rąk w tym okresie idą jak woda. Zimna temperatura na dworze oraz suche powietrze w domu skutecznie wysuszają naszą skórę. Odpowiednia dawka nawilżenia jest więc niezbędna. Znam kosmetyki z tej serii, aczkolwiek kremu do rąk nie miałam - z radością przystąpiłam do testów.  Produkt mieści się w elastycznej tubie, która fajnie reaguje na światło. Jest taka jakby metaliczna. Zamknięcie na "klik", typowe dla takich produktów. Szata graficzna w odcieniach niebieskich, co fajnie nawiązuje do tematu minerałów z morza. Krem ma ładny, świeży zapach. Z pewnością przypadnie do gustu większości osób. Zostaje na rękach przez jakiś czas. Konsystencja jest lekka. Po aplikacji niemal od razu, skóra staje się nieco gładsza, ponieważ krem pozostawia przyjemny, wręcz aksamitny film. Nie jest tłusty, nie klei się, ani nie lepi. Bardzo szybko się wchłania, co jest dobrą wiadomością dla tych niecierpliwych. Efekt nie jest jednak długotrwały. Nawilżenie jest jednak krótki. Wydaje mi się, że krem świetnie sprawdzi się na skórze niewymagającej. Ta potrzebująca wyraźnego nawilżenia może czuć niedosyt. Powinien być idealny na wiosnę czy lato.


LIRENE - ROZŚWIETLAJĄCO-WYGŁADZAJĄCE MLECZKO DO CIAŁA Z ALGAMI PURPUROWYMI

Dawno nie używałam mleczek do ciała. Jakiś czas temu przestawiłam się na masła i tak mleczka zostały przez nie wyparte. Jednak sposób aplikacji tego od Lirene skłonił mnie do powrotu do tego typu produktów, ponieważ mleczko to wyposażone jest w atomizer. Jest to na pewno higieniczne rozwiązanie. Możemy aplikować je na dłoń i rozsmarowywać lub też bezpośrednio na ciało. Jest to mleczko rozświetlająco-nawilżające i trzeba przyznać, że efekt rozświetlenia tu jest i to nie mały. Przez to wydaje mi się, że produkt nie jest odpowiedni do stosowania na co dzień. Głębszą pielęgnację ciała stosuję zazwyczaj na wieczór, gdy mam "5 minut" dla siebie. Do poduszki nie potrzebuję efektu "glow". Wydaje mi się, że ten produkt sprawdziłby się świetnie przed jakąś imprezą, np. minionymi Ostatkami czy Sylwestrem. Ewentualnie latem. Efekt rozświetlenia jest mocny, ale nie tandetny, przez co te drobinki fajnie skrzyłyby się w słońcu. Nie jest to raczej produkt, który zadba w 100% o naszą pielęgnację. Powiedziałabym, że może stanowić jeden z jej elementów. Mimo to fajnie jest coś takiego mieć w zanadrzu. Czasem każda z nas pragnie błyszczeć.


Kosmetyki tej marki możecie nabyć w wielu drogeriach stacjonarnie, ale również online, np. na Iperfumy.pl. Ja najczęściej właśnie tam robię zakupy. Polecam zapoznać się z ofertą, bo w wielu przypadkach jest naprawdę kusząca.

Co sądzicie o tych produktach? Lubicie balsamy/mleczka rozświetlające?

Czytaj dalej

niedziela, 3 lutego 2019

Oriflame - żel pod prysznic Discover Miami Spirit

Żele marki Oriflame nie są mi obce. Do tej pory testowałam kilka z serii Love Nature. Linia żeli Discover była mi jednak do niedawna całkowicie obca. Postanowiłam zamówić pierwszy żel. Nie mogłam przejść obojętnie obok takiej pięknej, różowej butelki, więc mój wybór padł na wariant Miami Spirit. Już po szacie graficznej wiedziałam, że będzie to owocowo-kwiatowy zapach, który z pewnością przypadnie mi do gustu. Czy miałam rację? O tym niżej. 


Żel Discover Miami Spirit mieści się w plastikowym, podłużnym opakowaniu o pojemności 400 ml. Do wyboru mamy również wariant 250 ml oraz mydełko. Cena za 400 ml, to 19,90 zł, a za 250 ml 14,90 zł. Bardzo często żele te występują w promocji lub w zestawach, w których ich zakup opłaca się bardziej, więc polecam śledzić ofertę. Zamknięcie na "klik", ale ma również dodatkowe zabezpieczenie, które ukazuje poniższy kolaż. Dzięki temu skromnemu dodatkowi mamy pewność, że żel nam się nie rozleje, co jest idealnym rozwiązaniem w podróży.


Żel jest niewątpliwie wydajny, a ta dużą pojemność starczy mi na bardzo długi czas. Używam go w towarzystwie myjki. Świetnie się pieni, co dla mnie jest wielkim plusem, bo lubię dużo piany. Zapach, to mieszanka liczi i kwiatu derenia. Składniki te tworzą bardzo słodki i przyjemny duet. Jest to niewątpliwie udane połączenie. Skóra dzięki niemu jest dobrze oczyszczona oraz odświeżona, a piękna woń uprzyjemnia całą kąpiel.


Zawsze po kąpieli nanoszę na ciało jakiś balsam nawilżający, więc ciężko powiedzieć czy żel wysusza skórę. Raczej nie, ponieważ czułabym jakieś napięcie zaraz po wyjściu spod prysznica. Biorąc pod uwagę wszystkie powyższe aspekty, cena wydaje się być adekwatna.  Jestem zadowolona ze swojego wybory i przy następnych zakupach chętnie poznam kolejne warianty zapachowe serii Discover.

Żele o jakim zapachu goszczą u Was najczęściej? Wolicie kwiatowe, owocowe, a może takie o zapachu jedzenia, jak np. czekolada? 




Czytaj dalej

piątek, 1 lutego 2019

iRobot Roomba - sprzątanie nigdy nie było takie proste!

Sprzątanie, to jedna z tych czynności, którą trzeba robić, choć bardzo często nie mamy na to, ani czasu, ani ochoty. W większości przypadków spoczywa to na barkach nas, kobiet. Co zrobić, iedy prace domowe zamiast maleć, namnażają się, a harmonogram dnia jest bardzo napięty? Można ułatwiać sobie życie. Jedynym ze sposobów jest dobra organizacja. Jeżeli będziemy planować każdy dzień, robić listy rzeczy do zrobienia, to wszystko będzie szło nam sprawnie i szybko. Jeżeli mamy odłożonych trochę zaskórniaków, możemy to życie ułatwić sobie jeszcze bardziej. Jak? Kupując sprzęt, który wykona czynność za nas. Takim jest iRobot Roomba. z irobot.pl.


ROOMBY ODKURZAJĄCE 

Roboty odkurzające Roomba wyposażone są w system inteligentnych czujników, które automatycznie prowadzą robota po Twoim domu. Robot podejmuje ponad 60 decyzji na sekundę, poruszając się pod meblami i wokół przeszkód, aby dokładnie sprzątać podłogi. Sprząta je w 3 etapach. Sprząta w narożnikach i wzdłuż krawędzi, zbiera zabrudzenia dwoma szczotkami głównymi, a także zasysa brud i filtruje zanieczyszczenia. Roombą można zarządzać za pomocą swojego telefonu dzięki specjalnej aplikacji iRobot HOME. Dzięki tej aplikacji możemy zaprogramować harmonogram pracy, zakończyć lub rozpocząć sprzątanie z dowolnego miejsca o dowolnym czasie. Możecie więc ustawić odkurzanie będąc w pracy. Po pracy wracacie do czystego i wysprzątanego domu/mieszkania. Każdy dom jest inny. Dlatego właśnie w ofercie jest pełna gama robotów odkurzających Roomba, by każdy mógł dopasować robota do swoich nawyków sprzątania, budżetu oraz stylu życia.

ROOMBY MOPUJĄCE

Usuwają brud i plamy jak profesjonaliści. Precyzyjny spryskiwacz i wibrująca głowica czyszcząca zmiękczają brud i plamy, podczas gdy nakładki Braava jet™ zbierają zanieczyszczenia. Robot mopujący Braava jet™ usuwa brud i plamy z trudno dostępnych miejsc w kuchni czy w toalecie. Zakładając nakładkę iRobot Braava jet™ i naciskając CLEAN; Braava jet™ automatycznie dobierze tryb pracy w zależności od nakładki, którą nałożysz. Do wyboru 3 nakładki. Trzeba jednak pamiętać, że robot mopujący został zaprojektowany do czyszczenia podłóg twardych. Mamy tu do wyboru dwie Roomby. Ich zakup należy rozważyć pod kątem przeznaczenia. Roomba Braava jet jest idealna do mniejszych pomieszczeń, jak np. kuchnia czy łazienka, ponieważ czyści do 25m2 w trybie zamiatania na sucho i wycierania na wilgotno i do 20m2 w trybie mopowania na mokro. W większych pomieszczeniach idealnie sprawdzi się Roomba Braava jet seria 300. Czyści do 93m2 w trybie zamiatania i do 32m2 w trybie mopowania.

Jak widzicie, mamy dwie serie urządzeń, które bez żadnego wysiłku (z naszej strony) posprzątają podłogi na błysk. Usuną zanieczyszczenia "sypkie", a także trwałe w postaci plam. My w tym czasie możemy czytać książkę czy spędzić trochę czasu z rodziną. Według mnie to świetna alternatywa dla manualnego odkurzacza.

Chcielibyście mieć swoją Roombę?

Czytaj dalej