piątek, 29 marca 2019

Seriale, które oglądam na Netflix

Chciałam troszkę odpocząć od różnego rodzaju recenzji i dać ten oddech również Wam, więc postanowiłam stworzyć wpis z serialami z Netflixa, które oglądam. Nie jest tego dużo, bo niestety nie mam na więcej czasu, ale wśród tych tytułów każdy znajdzie coś dla siebie. Jest bowiem komedia, akcja/sci-fi oraz dramat. Myślę, że każda osoba z Was zna chociaż jeden wymieniony tu tytuł. Planuję też stworzyć listę seriali, które mam w palnie obejrzeć. Jest ona dośc pokaźna, ale ograniczę się tylko do Netflixowych produkcji.


#1 RIVERDALE - DRAMAT
Serial ten składa się, póki co, z 3 sezonów (3 jest w trakcie). W pierwszym sezonie poznajemy miasteczko Riverdale. Życie jego mieszkańców zmienia się pod wpływem tajemniczej śmierci nastoletniego Jasona Blossoma. Był on synem najbardziej wpływowej rodziny w Riverdale. Kiedy wszelkie tropy lokalnej policji nie dostarczają odpowiedzi na pytanie "Kto popełnił tę zbrodnie" i wszelkie czynności spełzają na niczym, znajomi zmarłego próbują odkryć prawdę. Archie, Betty i Jughead starają się poznać tożsamość zabójcy. Do miasteczka przyjeżdża Veronica, która zaprzyjaźnia się z Archiem i stara się pomóc w rozwiązaniu sprawy. Kolejne sezony mają podobny przebieg - nastolatkowe próbują ujawnić tożsamość takich osób/zabójców, jak The Blackhood (2 sezon) oraz Król Gargulców (3 sezon). Co myślę o serialu? Pierwsze dwa sezony bardzo mi się podobały. Były pełne zwrotów akcji, napięcia, ciekawych historii i momentów. Obejrzałam je w kilka dni, nie mogłam się oderwać. Trzeci sezon jest bardzo abstrakcyjny, miejscami absurdalny, dzieją się tam rzeczy, o których nie śniło się filozofom i on podobał mi się najmniej, jednak oglądam, bo mimo wszystko ciekawi mnie, co się tam wydarzy. Sezony mają kolejno: 13 i 22 odcinków. Ciekawi mnie, ile będzie miał trzeci. Każdy odcinek trwa średnio 42 minuty.

#2 TITANS - AKCJA / SCI-FI

Jest to względnie nowa produkcja Netflixa, która składa się z jednego sezonu, jednak producenci zapowiadają, że pojawi się kolejny. Sezon składa się z 11 odcinków, które trwają od 41 do 53 minut. Serial "Titans" podąża śladami Robina (tego od Batmana), który wyłania się z mroków Gotham City jako przywódca nowej ekipy bohaterów. W skład tej ekipy wchodzą Raven (hybryda człowieka i demona), Starfire (przyswaja energię promieniowania słonecznego, co generuje płomienie, jest także bardzo silna) i Beast Boy (przemienia się w tygrysa). Młodzi superbohaterowie wspólnie muszą nie tylko ocalić planetę przed złem, lecz także stawić czoła swoim wewnętrznym demonom. Wkrótce odkrywają, że chociaż z osobna wszyscy są wewnętrznie poranieni, wspólnie są Tytanami. Co myślę o serialu? Wydaje mi się, że jest to bardzo fajna produkcja dla fanów DC Comics i fantasy. Mamy tu bowiem wielu superbohaterów o nadprzyrodzonych mocach.W każdym odcinku sporo się dzieje, trzyma on w napięciu. Pojawia się również wątek poboczny z Batmanem. Sezon pierwszy kończy się dość zagadkowo, więc jestem ciekawa, co wydarzy się w kolejnym.

#3 FRIENDS - KOMEDIA

Tego serialu chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Jest to serial z 1994 roku (trwał do 2004 roku) i mimo upływu wielu lat, wciąż jest zabawy i chętnie oglądany przez wiele osób. Doczekał się, aż 10 sezonów. Dostał 20 nagród i 107 różnych nominacji. Poza Netflixem, można go oglądać codziennie na TVN7, Comedy Central i Comedy Central Family. Serial opowiada o grupie sześciorga przyjaciół, którzy mieszkają w Nowym Jorku. Monica Geller jest szefową kuchni i mieszka w Green Village wraz ze swoją przyjaciółką z dzieciństwa Rachel Green, rozpieszczoną dziewczyną, która porzuciła przyszłego męża przed ołtarzem i postanowiła rozpocząć nowe, samodzielne życie. Naprzeciwko mieszkania Moniki i Rachel mieszkają Chandler Bing, pracownik firmy zajmującej się przetwarzaniem danych o dużym poczuciu humoru oraz Joey Tribbiani, niezbyt inteligenty, bezrobotny aktor. Phoebe Buffay, była współlokatorka Moniki, pracuje jako masażystka. Ross, brat Moniki, jest paleontologiem, którego porzuciła żona dla innej kobiety. Cała szóstka spędza razem wolny czas w kawiarence Central Perk lub w jednym z mieszkań i wplątuje się w różne zabawne sytuacje życiowe. Co myślę o serialu? Jest to serial, który rozbawi chyba każdego! Sytuacje, dialogi, gra aktorska - to wszystko składa się na naprawdę świetną produkcję! Serial opiera się na przyjaźni, która w niektórych przypadkach przeistacza się w miłości. Ogląda się go lekko i przyjemnie, a po czasie, sami powoli dołączamy do tej paczki i razem z nią przeżywamy wszystkie radości i smutki. Ten serial, mimo że nie jest świeżynką zawsze chętnie oglądam. On się nie nudzi!

Niebawem studenci zaczną oprawiać swoje prace licencjackie,magisterskie czy dyplomowe. Ładna oprawa, jak i środek to podstawa! Zawsze starałam się wybrać dobre miejsce, które odpowiednio zajmie się moją pracą. Ostatnio trafiłam na nieznany mi termin, jak tektura introligatorska. To szary, ekologiczny produkt, znajdujący zastosowanie m. in. w druku, rękodziele czy modelarstwie. Wszystkie tektury mają specjalistyczne zastosowanie poparte laboratoryjnymi badaniami potwierdzającymi ich szczególne cechy tj bezkwasowość spełnianie norm na starzenie się itp. Myślę, że jakieś wstawki z tej tektury czy nawet oprawa mogłaby zaskoczyć komisję np. na kierunku Ochrony przyrody. Warto o czymś takim pomyśleć.

Znacie któryś z tych seriali? Oglądacie jakieś seriale na Netflix lub ogólnie w sieci?


Czytaj dalej

czwartek, 28 marca 2019

Dresslily - moje zamówienie

Wspominałam już chyba o tym, że staram się powoli kompletować rzeczy do wyprowadzki. Robię to na raty, już od jakiegoś czasu, żeby było to mniej odczuwalne dla portfela. Takim oto sposobem zgromadziłam już naprawdę sporo fajnych rzeczy, a portfel nie odczuł tego, aż tak bardzo, jak miałoby to miejsce przy jednorazowych zakupach. Składając zamówienie na Dresslily też pomyślałam o nowym gniazdku. Ostatnio bardzo dużo myślę o wielu sprawach, o domu, o dalszej swojej drodze, o sobie. Mamy wiosnę, na dworze coraz cieplej. Pora pomyśleć o jakichś aktywnościach. Jeżeli ktoś chce popracować nad sobą, to mieszkając w większym mieście może skorzystać z pomocy odpowiednich osób. Trener personalny cityfit wWarszawie czeka na takie osoby.Często my, kobiety, robimy wszystko odwrotnie. Zdarzyło Wam się kupić jakiś gadżet czy strój np. do biegania i po jego zakupie nawet nie zacząć? Mi kilka razy! Kupiłam buty do biegania, które nie uświadczyły jednego biegu. Ale... Może teraz będzie inaczej? Do butów przydałby mi się jakiś set ubrań np. z https://athleticworld.pl/. W ładnych rzeczach przyjemniej gubi się kalorie.


TERMOMETR NA PODCZERWIEŃ

Jest to już mój drugi termometr z Chin i... Ten model wizualnie i w praktyce jest fajniejszy od poprzednika. Poprzedni termometr był dość głośny pod każdym względem. Czytnik temperatur wydawał głośny dźwięk, tak samo, jak naciskany przycisk. Ten jest dużo bardziej "przyjazny". Po otwarciu i włożeniu baterii (których nie ma w zestawie, a są to dwa cienkie paluszki), termometr uruchomił się po wciśnięciu przycisku pomiaru. Od razu zmierzyłam sobie temperaturę i termometr zapłonął na czerwono. Wskazał mi ponad 39 stopni. Zdziwiłam się i sięgnęłam po stary, który wskazał 36.6. Byłam zła, że termometr nadaje się co najwyżej do wyrzucenia. Mama zasugerowała żebym sprawdziła go dziś jeszcze raz, bo może w temperaturze pokojowej, w jakiej był już kilka dni trochę się "ogarnął"  i faktycznie dziś wskazywał już dobrze, także trzeba było dać mu trochę... ciepła. Można nim zmierzyć temperaturę ciała, jak i otoczenia czy zwierząt. Fajne jest też to, że w zależności od temperatury ekran świeci na inny kolor. Kiedy temperatura jest odpowiednia, świeci na zielono, gdy jest stan podgorączkowy, bądź lekka gorączka świeci na pomarańczowo, z kolei solidną gorączkę charakteryzuje kolor czerwony.



WAGA KUCHENNA DO 5 KG

Z wagi kuchennej korzystam często, szczególnie przy domowych wypiekach. Dlatego fajnie jest mieć wagę elektryczną, która pokaże nam co do grama odmierzany produkt. Wybrałam więc małą wagę do 5 kg. Wolę wagi, które mają miseczkę zamiast płaskiego talerzyka, ale nie będę narzekać, bo zawsze mogę położyć swoją miskę i wytarować wagę. By sprawdzić jej dokładność, zmierzyłam dwupak kawy, o łącznej wadzę 550g. Waga pokazała 579g, ale opakowania też swoje ważą, więc stwierdzam, że pomiary są dobre, więc zakup udany.


MIX ZŁOTYCH BRANSOLETEK

Nie byłabym sobą, gdybym nie kupiła jakiegoś świecidełka. Lubię nosić zegarki, ale rzadko zdarza mi się nosić je solo. Przeważnie dokładam jeszcze jakąs bransoletkę. Skusiłam się na taki zestaw 4 bransoletek. Każda z nich jest inna. Mamy bransoletkę otwartą z trójkącikami wysadzanymi diamencikami, jest też bransoletka z napisem LOVE, bransoletka z supełkiem oraz bransoletka na łańcuszki z kaktusem. Są fajnie wykonane i są przede wszystkim bardzo lekkie. Nie czuć ich na nadgarstku, za co duży plus.


Zamówienie jest bardzo udane. Nie kupiłam żadnych ubrań, bo ostatnio nie miałam do nich szczęścia i rzeczy w 80% były za duże. Teraz postawiłam na gadżety i dodatki - jak widać, to był dobry wybór. Jeżeli ciekawią Was ceny tych rzeczy - zalinkowałam każdy z produktów, więc wystarczy kliknąć w odpowiednie miejsce i przeniesie Was do danej rzeczy.

Co myślicie o moim zamówieniu?

Czytaj dalej

środa, 27 marca 2019

Oriflame - Giordani Gold - Podkład MasterCreation oraz baza rozświetlająca

Oriflame staje mi się naprawdę bliską firmą. Coraz więcej produktów, zarówno tych pielęgnacyjnych, jak i typowo do makijażu, znajduje się w mojej kosmetyczce. Równie często zamawiam stamtąd dodatki. Kosmetyki te sprawdzają się u mnie naprawdę dobrze. Oczywiście jest też tak, że jedne sprawdzają się mniej, a przy używaniu innych są fajerwerki. Każda firma ma swoje perełki oraz produkty, do których już nie wracamy. Ostatnio poznałam bardzo dużo kolorówki Oriflame. Do niej zalicza się duet Giordani Gold, czyli podkład MasterCreation oraz baza rozświetlająca.


Oba te produkty mają cechę wspólną. Jest nią opakowanie. Jak widzicie na powyższym zdjęciu, zarówno podkład, jak i baza mieszczą się w podłużnych kartonikach. Są one w czarnym kolorze ze złotymi dodatkami. Wyglądają elegancko. Po otwarciu kartoników mamy również identyczne buteleczki. Mają tę samą pojemność, kształt i sposób wydobywania produktu, tj. pompka. Jedyną różnicą jest to, że buteleczka z bazą jest szklana i przezroczysta, z kolei butelka z podkładem jest szklana i matowa.


ORIFLAME - GIORGANI GOLD - PODKŁAD MASTERCREATION

Spośród 7-kolorowej gamy kolorystycznej wybrałam dla siebie odcień Rose Porcelain. Jest to najjaśniejszy odcień  z całej palety. Jestem strasznym bladziochem, więc nie mogłam wybrać inaczej. Nawet latem sięgam po najjaśniejsze kolory. Aplikuje się go za pomocą pompki, co jet moim ulubionym rozwiązaniem. Nie lubię podkładów, z których trzeba wyciskać go, bo zawsze wyleci go za dużo. Konsystencja jest dość rzadka, dzięki czemu podkład ładnie sunie po twarzy i równomiernie się go aplikuje. Nie zastyga błyskawicznie, więc przez dłuższy czas możemy dokonywać poprawek, co dla mnie jest ważne. Nakładam podkład gąbeczką, więc ta czynność troszkę trwa. Nie ma dla mnie nic gorszego, niż zastygający szybko podkład. Odcień jest neutralny. Nie wpada za bardzo ani w różowe, ani mocno żółte czy pomarańczowe tony. Jest po prostu taki... Nudziakowy. Krycie oceniam na średnie - wydaje mi się odpowiednie na wiosnę i zbliżające się lato. Zakryje drobne niedoskonałości i wyrówna koloryt skóry. MasterCreation nie zastyga na suchą skorupę. Daje fajne, nieco aksamitne wykończenie. Przy wcześniejszym wykonaniu peelingu twarzy będzie prezentował się naprawdę świetnie i świeżo. Podkład ma filtr SPF18.


ORIFLAME - GIORDANI GOLD- BAZA ROZŚWIETLAJĄCA

Nie planowałam zamawiać bazy, bo... Mam w domu chyba z 5 napoczętych. Jednak w katalogu Oriflame często trafiają się fajne promocje. Tym razem przy zakupie podkładu Giordani Gold MasterCreation baza była gratis. To naprawdę zacna okazja, ponieważ sama baza kosztuje ok. 60-70 zł. Takim oto sposobem znalazł się u mnie ten duet. Baza, jak już wspominałam, ma przezroczyste opakowanie, dzięki czemu widać, jak jej konsystencja fajnie opalizuje pod światłem. Obawiałam się czy efekt ten nie będzie za mocny. Na szczęście nie jest. Rozświetlenie jest delikatne, bardzo subtelne. Nie ma obawy, że będziemy się świecić, jak choinki. Konsystencja jest rzadka, spływa z dłoni. Już niewielka ilość bazy wystarczy do pokrycia całej twarzy. W opisie producenta znajdziemy wzmiankę, że jest to "jedwabisty, udoskonalający cerę eliksir z kwasem hialuronowym, kompleksem Skin Perfector oraz ekstraktem z białej herbaty". Nie są to jednak składniki na czele składu, jednak miło, że w ogóle się tam znalazły. Po nałożeniu na twarz potrzebujemy kilku sekund na wchłonięcie. Krótko po aplikacji nakładam już podkład. Dzięki bazie trzyma się on znacznie dłużej, a ogólny look jest jeszcze lepszy, bowiem baza daje dodatkowo efekt wygładzenia. Nie używam na co dzień bazy, jednak wydaje mi się, że na większe okazje, jak np. zbliżający się sezon ślubny, posiadanie takiej, to obowiązek. Tę bazę możecie kupić na stronie Notino.pl.


Znacie podkłady Giordani Gold? Używacie może bazy pod podkład?


Czytaj dalej

czwartek, 14 marca 2019

MyGiftDna - Prezenty na Dzień Kobiet

8 marca, jak wiadomo, jest dość popularnym Świętem. Nasi mężczyźni zazwyczaj o nim pamiętają i wręczają nam tego dnia różnego prezent na Dzień Kobiet. Najczęściej są to kwiaty i słodkości. Fakt otrzymania od mężczyzn prezentów tego dnia wcale nie jest przeszkodą do tego, by samej sprawić sobie małe prezenty. Ja właśnie tak zrobiłam! Jeżeli jesteście ciekawi, jakie prezenty zrobiłam od siebie dla... siebie i dla kogoś bliskiego, to zapraszam do oglądania! 


PERSONALIZOWANY KOC  "DZIASIAJ JESTEM POD KOCYKIEM"

Kocyków nigdy dość! Bardzo lubię się okrywać, np. oglądając jakiś film czy serial. Nawet, jak w pokoju jest gorąco, to wolę zdjąć bluzę i wskoczyć pod kocyk w t-shircie, niż leżeć bez niego. Dlatego skusiłam się na kocyk grafitowy z fajnym haftem. Pełen tekst, który tam widnieje, to: "Dzisiaj mnie nie ma... Dzisiaj jestem pod kocykiem. NATALIA". Także jest to mój imienny kocyk na wyłączność. Haft powstaje przy pomocy hafciarki komputerowej i jest starannie wykonany. Powiedziałabym, że jest to typowy kocyk jednoosobowy. Jest dość długi, bo ma 200 cm, ale wąski, bo ma 140 cm szerokości. Kocyk w sam raz na samotny wieczór z książką czy przed TV. Jest bardzo mięciutki i delikatny w dotyku. W kontakcie ze skórą bardzo przyjemny i cieplutki, choć nie jest za gruby. Leżenie pod nim, to jak leżenie pod chmurką, bo jest lekki. Jestem z niego bardzo zadowolona! Okrywam się nim każdego wieczora.



Mam w domu jedną paterę, ale prawdopodobnie ja jesień wyprowadzę się z domu rodzinnego do własnych czterech kątów, dlatego postanowiłam zamówić sobie paterę, bo starą zostawię w domu. Lubię piec i robię to często. Na większe okazje, jak np. urodziny, piekę torty dla najbliższych. Ładne podanie, w tym wypadku na paterze, doda uroku całemu wypiekowi. Jest ona wykonana ze szkła i wygląda dość topornie, ale fakt jest taki, że jest bardzo lekka, co mnie też trochę zdziwiło. Bok  wygląda niczym falbanka. Nóżka nie jest za wysoka, ale idealna, by ją złapać i np. postawić tort przed gośćmi czy przestawić go. Jej średnica, to 32 cm, a wysokość to 11,5 cm. Grawer jest laserowy. Producent zapewnia, że nawet po długim użytkowaniu zostanie nienaruszony - chętnie się o tym przekonam w przyszłości. Samo jego wykonanie jest bardzo precyzyjne i dokładne. Wszystko fajnie przemyślane, bo napis głosi, że coś na paterze jest pieczone z miłością i... W czcionce mamy zamiast kropek serduszka. To fajnie do siebie pasuje.




Mój tata 17 marca ma imieniny. Pomyślałam też o nim. Z racji, że jest wielkim łasuchem, wybór padł na belgijskie czekoladki w personalizowanym opakowaniu. Z przodu widnieje dedykacja, z kolei z tyłu możemy napisać własne życzenia. Pozwolę sobie zachować je dla siebie. Po ściągnięciu papierowej nakładki, mamy granatowy kartonik. Po jego otwarciu mamy czekoladki, które są zabezpieczone folią. Jest ich 12. Każda, ma inne, proste, aczkolwiek efektowne zdobienie czy kształt. Muszę przyznać, ze wyglądają bardzo apetycznie, a czy faktycznie takie będą - przekonam się w niedzielę, o ile tata mnie poczęstuje haha.



Tak prezentuje się moje zamówienie z MyGiftDna. Zrobiłam przyjemność sobie i mam nadzieję, że też mojemu tacie, który z przyjemnością zje te apetycznie wyglądające słodkości. Nie jest to moje pierwsze zamówienie z tego sklepu. Wszystko jest zawsze solidnie zapakowane i wykonane z należytą starannością. To na pewno nie moje ostatnie zakupy tam.

Lubicie personalizowane gadżety? Wpadło Wam coś w oko?
Czytaj dalej

czwartek, 7 marca 2019

3 stylizacje i jeden wspólny mianownik - biustonosz

Każdy człowiek ma swój styl. Jedni ubierają się na sportowo, inni elegancko, a jeszcze inni mieszają różne style ciągle kombinując. Fajne jest to, że nie wszyscy wyglądamy tak samo. Niektórzy ubierają się "bezpiecznie", inni eksperymentują i są barwnymi ptakami. Każdą stylizację, bez względu na "styl" łączy jeden wspólny mianownik - biustonosz. Bielizna damska odgrywa tu niewątpliwie ważną rolę. Ktoś mógłby pomyśleć, że przecież bielizny nie widać spod ubrań. To fakt! Jednak często to, jak dobrze "ułoży" się nasz biust warunkuje ostateczny look. Warto więc zadbać, by bielizna była odpowiednio dobrana zarówno do naszych "gabarytów", jak i do stylu czy konkretnego ubrania.


STYLIZACJA 1 - SPORTOWA ELEGANCJA

Sportowa stylizacja, to nie tylko dresy. Według mnie, to po prostu luźna propozycja, bez nadęcia, tj. jeansy, płaskie buty. Tu połączyłam je z czymś eleganckim samym w sobie, czyli z koszulą. Spodobał mi mi się jej wzór oraz kieszonki i mankiety z innym motywem. Podkreśleniem stylizacji będą srebrne dodatki, jak zegarek czy kolczyki, a wisienką na torcie miodowo-brązowa torebka, która kolorem pasuje do motyli na koszuli. Pod spodem biustonosz w beżowym/cielistym odcieniu, który nie będzie prześwitywał spod koszuli.


STYLIZACJA 2 - ELEGANCJA Z PAZUREM

Są takie momenty w życiu, że trzeba się ogarnąć i wyglądać pięknie. Mąż/chłopak zaprasza Cię na romantyczną kolację? A może ktoś bliski zaprosił Cię na swoje wesele? Jedno jest pewne, trzeba prezentować się wtedy ładnie. Mała czarna jest zawsze niezawodna, a z seksownymi, aczkolwiek niewielkimi wycięciami prezentuje się naprawdę ładnie. Do takiej sukienki niezbędny jest odpowiedni biustonosz. Popularne stały się biustonosze samonośne, które podtrzymają biust, ale nie będą widoczne np. ramiączka czy zapięcie z tyłu. Do tego czarne puzderko, złote dodatki w postaci bransoletki i kolczyków - look prawie gotowy. Kropką nad "i" będą czerwone szpilki oraz podkreślone usta.


STYLIZACJA 3 - SPORTOWY LOOK

Idzie wiosna, a wraz z nią kilka postanowień dotyczących aktywności na świeżym powietrzu. Wiosną każda z nas stara się nieco bardziej zadbać o swoją sylwetkę, by potem ładnie prezentować się latem. Wykonywanie ćwiczeń w domu, tak samo, jak na świeżym powietrzu wymaga odpowiedniego ubioru. Dresowy komplet wydaje się być idealny. Czarne spodnie i wzorzysta bluza, która doda nam samą kolorystyką powera - to jest to! Do tego wygodne buty, pokrowiec na telefon, który można założyć na ramię, a także odpowiedni biustonosz sportowy - i można ruszać w drogę. Staniki sportowe są bardzo wygodne i odpowiednio dobrane fajnie podtrzymają nasz biust i sprawią, że nie będzie nam przeszkadzał podczas uprawiania sportu.

Jak widzicie, bielizna damska czasem potrafi uratować niejedną stylizację. Podtrzyma co trzeba, nie rzucając się w oczy czy ułatwia nam sportowe aktywności. Warto znać swój rozmiar, by kupić właściwy. Nie ma nic gorszego, niż wylewające się zza biustonosza piersi, co niestety jest często spotykane.  Nie warto zaniedbywać tego "tematu" tłumacząc się tym, że bielizny nie widać gołym okiem, bo czasem, choć faktycznie nie rzuca się ona w oczy, to może zrobić niemałą krzywdę.

Czy i dla Was bielizna odgrywa ważną rolę i dobieracie ją pod konkretną stylizacje?
Czytaj dalej

środa, 6 marca 2019

Suplementy na odchudzanie - placebo czy skuteczny sposób na walkę z kilogramami?

Jak schudnąć bez morderczych treningów i odpowiedniej diety? Nie ma odpowiedzi na to pytanie, bo tak się po prostu nie da. Ciężka praca nad sobą, ćwiczenia, walka z pokonaniem chęci do podjadania, to tylko jedne z nielicznych wyzwań, jakie czekają na osoby, które postanawiają rozprawić się z ponadprogramowymi kilogramami. Na rynku mamy dostępnych masę suplementów, które mają wspomóc tę walkę. Czy faktycznie mają one na to wpływ? A może to tylko efekt placebo? 


Prawda jest taka, że bez ciężkiej pracy nie uzyskamy sylwetki marzeń. Nawet najlepsze tabletki nie sprawią, że leżąc na kanapie przed telewizorem kilogramy zaczną spadać (a mogłoby być tak pięknie, nie?). Czy jednak zażywanie suplementów jest w tym przypadku "robotą głupiego"? Uważam, że nie. Jakie są więc wady i zalety zażywania suplementów?

WADY: Tabletki nie załatwią za nas roboty, mogą jedynie wspomagać nasz proces, który jest długotrwały. Kolejną wadą jest systematyczność - trzeba ją w sobie wypracować. Zażywanie suplementów raz na tydzień nic nie da. Produkty tego typy nierzadko kosztują dość sporo, więc nie każdy może sobie na nie pozwolić. Jeżeli za zażywanie suplementów weźmie się osoba nieodpowiedzialna, to może je przedawkować. Trzeba zażywać je z głową.

ZALETY: Dobre suplementy wzbogacają nasz organizm o drogocenne składniki. Wspierają naszą walkę z nadmierną wagą poprzez zahamowanie łaknienia, jak http://medicot.pl/. Kolejną zaletą jest wachlarz dostępnych produktów - każdy znajdzie taki z odpowiednimi składnikami dla siebie. Poza mnogością suplementów jest też do nich ogólny dostęp. Suplementy diety można kupić w każdej aptece.

Na rynku poza skutecznymi suplementami jest tez wiele, które w niczym nam nie pomogą. Przed zażyciem jakiejkolwiek tabletki należy dokładnie przeczytać ulotkę, a także przeanalizować skład - pamiętajcie o tym. Artykuł ten ma charakter neutralny - nie namawiam nikogo do zażywania jakichkolwiek suplementów, ale też nie odradzam. Każdy z nas jest istotą rozumną i musi brać odpowiedzialność za swoje decyzje. Pomocna przy tworzeniu tego artykułu okazała się strona http://medicot.pl/. Znajdziecie tam dużo ciekawych artykułów o odchudzaniu, kaloryczności potraw czy innych związanych z tym tematem. 

Zażywacie jakieś suplementy?
Czytaj dalej

wtorek, 5 marca 2019

5 gadżetów kuchennych bez których można żyć, ale po co?

Jestem gadżeciarą - to wiadomo nie od dziś. Lubię różnego rodzaju nowinki i przedmioty, które ułatwiają mi codzienne funkcjonowanie. Z pozoru są to zawsze rzeczy zwykłe, proste, ale bardzo pomagają w codziennym życiu. Dziś chciałabym pokazać Wam 5 gadżetów ze strony Dresslily, które wpadły mi w oko.


KOŁO DO KROJENIA BISZKOPTÓW - KLIK

Tor w swoim życiu robiłam już nie raz, jednak zawsze do krojenia biszkoptu wołałam mamę. Ona miała lepsze oko, a ja robiłam to po prostu krzywo. Z takim gadżetem żaden biszkopt nie byłby mi straszny. Można będzie go pokroić zarówno na małe, jak wi większe części. 


Lubię kroić warzywa nożem, ale czasem nie ma na to czasu. Podczas krojenia brudzi się nóż, jak i samą deskę. Mając takie nożyczki, nie dość, że pokroilibyśmy szczypiorek czy pietruszkę szybciej, to bez zbędnego brudzenia dodatkowych rzeczy. Wszystko byłoby też pokrojone na równiutkie kawałeczki.

MISKO-DURSZLAK - KLIK

Ta rzecz to super wynalazek. Mamy miskę, do której możemy wkładać różne produkty, np. pozbawione szypułek truskawki, po czym nalewamy do środka, wody, myjemy i ruchomym sitkiem odcedzamy nadmiar wody. Jak dla mnie strzał w 10.

STOJAK NA POKRYWKĘ I ŁYŻKĘ - KLIK

Gotując pod przykryciem prędzej czy później ściągamy je, by np. doprawić naszą potrawę. Pokrywkę kładziemy gdzie popadnie. Tak samo dzieje się z łyżką, którą mieszamy w garnkach. Po wymieszaniu, brudną łyżkę kładziemy na blacie roboczym i robi się niepotrzebny bałagan. Z takim stojakiem wszystko miałoby swoje miejsce.

SILIKONOWE "POKRYWKI" - KLIK

W lodówce trzymamy różne rzeczy - wędliny, mięso, coś słodkiego, warzywa czy owoce. Mamy zatem do czynienia z kumulacją zapachów. Nikt nie chce wsadzać do lodówki ciasta, by tam "przeszło" zapachem kiełbasy. Zawsze wsadzałam je w jakieś pudełko, lub zawijałam w folię aluminiową. Mają takie silikonowe nakładki na miski byłoby to na pewno prostsze. Mieszkając w domu jednorodzinnym, często korzystam zimą z chłodnej temperatury za oknem i wystawiam do schłodzenia ciasto, galaretkę i inne tego typu rzeczy. Nie chciałabym by dostały się tam jakieś paprochy, więc wtedy też można byłoby taką fajną nakładką to zakryć.

Wyżej wymienione rzeczy na pewno nie są rzeczami niezbędnymi. Można przeżyć życie bez nich, ale jeżeli świat oferuje nam różne możliwości, szkoda byłoby z nich nie skorzystać. Wiosenne okazje: https://www.dresslily.com/promotion/spring-is-in-the-air.html?lkid=19953969. To czas by odświeżyć swoją garderobę. DressLily przygotowały bardzo dużo fajnych ofert w niskich cenach. Dobre okazje przez cały tydzień!

KODY ZNIŻKOWE DLA WAS:


Na hasło: DLAnniversary - 12% zniżki. Jeżeli użyjesz kodu DLAnniversary robiąc zakupy za $25 - zaoszczędzisz 3 dolary. Jeżeli Twoje zamówienie będzie opiewać na kwotę $50 - zniżka wyniesie $6. Wszystkie zamówienia powyżej $100 zostaną obniżone o $12, jeżeli użyjesz kodu, czyli DLAnniversary. 

Czy któryś z tych gadżetów wpadł Wam w oko?
Czytaj dalej

poniedziałek, 4 marca 2019

Alexander - gry planszowe dla całej rodziny || Gorący ziemniak, Słowo daję i Moje na górze

W mojej rodzinie nie ma już praktycznie małych dzieci - zarówno ja, jak i mój brat założyliśmy już własne rodziny. Każdy z nas ma swoje sprawy czy problemy, które go zajmują. Kiedy zbliża się jakiś świąteczny okres i wszyscy jesteśmy razem, lubimy celebrować ten czas. Jemy wspólnie posiłki, które często przygotowujemy razem, rozmawiamy, a wieczorami... Gramy w planszówki czy inne tego typu gry. Gorący ziemniak (w wersji podstawowej) wywołał dużo emocji i śmiechu z wypowiadanych odpowiedzi. Lubimy tak spędzać czas, bo nie ma nic fajniejszego niż dobra zabawa w gronie najbliższych osób. Ostatnio dotarły do mnie 3 gry planszowe od Alexander. Są to: Gorący ziemniak (edycja specjalna), Słowo daję oraz Moje na górze. Chciałabym o każdej z tych gier powiedzieć Wam co nieco.


GORĄCY ZIEMNIAK - - MYŚL, KOJARZ, RZUCAJ - EDYCJA SPECJALNA

W skład opakowania wchodzą takie elementy, jak: plansza do gry, gorący ziemniak, karty pytań (165 szt.), pionki (8 sztuk), bączek oraz instrukcja. Przygotowanie do gry: By przygotować się do gry rozłóż planszę. Potasuj karty pytań i ułóż w stos obok planszy (obok połóż również ziemniaka). Wybierzcie pionki i ustawcie je na polu START. Złóż bączek (naklej naklejkę, a także wsuń w odpowiednie miejsce kołek) i połóż obok planszy. Zakręcenie tym bączkiem jest wbrew pozorom dość trudne, by kręcił się on przez dłuższy czas, więc możecie skorzystać z darmowej aplikacji, która będzie odliczała czas. My kręciliśmy sami, przez co czas na udzielanie odpowiedzi był zawsze inny. Poza tym, kręcący się bączek zawsze dodaje adrenaliny i zarazem rozprasza, więc często można palnąć jakieś głupstwo, przez co jest więcej śmiechu.

O co chodzi w tej grze: Grę rozpoczyna najniższy z graczy, biorąc do ręki ziemniaka. Osoba siedząca po jego prawej stronie  bierze z góry kartę i czyta na głos jedno z pytań. Następnie energicznie kręci bączkiem (lub uruchamia apkę). Osoba, która trzyma ziemniaka musi udzielić odpowiedzi na pytanie, a następnie rzucić go kolejnej osobie. Ruch każdego gracza kończy się po udzieleniu odpowiedzi i podaniu ziemniaka, nawet jeżeli kolejny uczestnik nie zdążył go złapać. Ziemniak jest przekazywany zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Odpowiedzi można udzielać do czasu zatrzymania się bączka (lub apki). Osoba, która będzie w tym momencie w posiadaniu ziemniaka lub go nie złapała właśnie się sparzyła, tym samym przesuwa swój pionek o jedno pole do przodu. Im bliżej grilla znajduje się pionek, tym gorzej, bo jesteśmy bliżsi spalenia. W następnej rundzie osoba, która właśnie się sparzyła odpowiada na pytanie, a czyta je osoba, która siedzi po jej prawej stronie.

Co ja myślę o grze: Uważam, że ta gra to super opcja na spędzenie czasu z rodziną, nawet tą najmłodszą. Pytania są bardzo proste. Np. Czym można się oparzyć? Dlaczego ktoś kłamie? Jaka może być pogoda? - Na te pytania łatwo wymyślić wiele odpowiedzi. Kręcący się bączek rozprasza uwagę, co motywuje do większego skupienia, choć nie zawsze się to udaje. Skutkiem tego bardzo często padają komiczne odpowiedzi, które wywołują dużo śmiechu. Pytań jest wiele. Mamy 165 kart, a na każdej są 4 pytania, także taka ilość wystarczy do przeprowadzenia wielu rozgrywek. Jeżeli chodzi o materiały wszystko wygląda solidnie. 


MOJE NA GÓRZE  - DYNAMICZNA GRA DLA TYCH CO MAJĄ REFLEKS

W skład opakowania wchodzą takie elementy, jak: Plansza, klepsydra, pionki (6 szt.), łapki (6 szt.), karty pytań (165 szt.), kolorowa kostka losująca, podkładka, instrukcja. Przygotowanie do gry: Rozłóż planszę na stabilnym podłożu. Obok połóż podkładkę tak, aby gracze siedzieli dookoła niej i mieli dobry dostęp do niej. Pionki i łapki rozdzielamy między graczy, by każdy miał parę tego samego koloru (np. różowa łapka i pionek). Wszystkie pionki stawiamy na polu START. Karty tasujemy i układamy w stosie obok planszy, rewersem do góry.

O co chodzi w tej grze: Gracz prowadzący czyta pytanie wskazane przez kostkę i uruchamia czas rundy. Pozostali gracze na wyścigi kładą swoje łapki na podkładce podając jednocześnie odpowiedzi (nie mogą się one powtarzać). Udzielając kolejnych odpowiedzi wyciągają łapki z dołu stosu i kładą je na jego górze. Osoba prowadząca (która zmienia się co rozgrywkę) obserwuje klepsydrę i oznajmia koniec czasy na udzielanie odpowiedzi mówiąc STOP. Zawodnik, którego łapka znajduje się na górze wygrywa rundę i przesuwa swój pionek o jedno pole.  Osoba, która jako pierwsza dotrze do ostatniego pola na planszy wygrywa. 

Co ja myślę o grze: Na pewno jest to dla mnie coś nowego. O ile karty z pytaniami nie, bo są one obecne przy większości planszówek, tak opcja z łapkami - świetna sprawa. Można być przecież kłaść swoje ręce, ale ten dodatek wydaje się po prostu fajniejszy. Przy kładzeniu łapek ważna jest też precyzja - jeżeli będzie znajdowała się ona poza podkładką odpowiedzi nie bierze się pod uwagę. Jeden gracz może udzielić wielu odpowiedzi, ponieważ w grze tej odpowiedzi nie udziela się po kolei. Kto ma pomysł, ten od razu może go wypowiedzieć. Na początku jest mały chaos, bo każdy chce coś powiedzieć, jednak z czasem pomysły się wyczerpują i jest coraz ciężej. Podoba mi się również to, że w grze jest osoba prowadząca rundę. To ona czyta pytanie i pilnuje czasu, dzięki czemu nie ma kłótni o to, czy ktoś zmieścił się w wyznaczonym czasie czy nie. Osoba ta zmienia się co rundę, więc nie ma nikogo pokrzywdzonego. Podoba mi się tez opcja z kostką, która wyznacza pytania. Nikt nie kombinuje ani nie wybiera pytania pod siebie - tu decyduje los. Przykładowe pytania, to np. Co można znaleźć w torebce? O czym rozmawia się przez telefon? Wymień sztywną rzecz. Nie są to pytania, które kogoś mogą przerosnąć. Bardzo polubiłam tę grę, tak jak i moi domownicy.


SŁOWO DAJĘ - ZAGADKOWA GRA TOWARZYSKA
 
W skład opakowania wchodzą takie elementy, jak: kolorowa kostka, karty (165 szt.), notes, żetony (100 szt.), klepsydra, plansza, pionek z podstawką (1 szt.), instrukcja. Przygotowanie do gry: Rozłóż planszę na stabilnej, płaskiej powierzchni. Potasuj karty i ułóż je w stos tak, aby nie było widać haseł. Kartonowy pionek na podstawce ustaw na polu START. Połóż obok planszy pozostałe elementy, takie jak kostkę, klepsydrę, notes, żetony (pchełki), tak by były łatwo dostępne dla każdego z graczy.

O co chodzi w tej grze: Uczestnicy dzielą się na dwie drużyny. Każda wybiera swojego kapitana (osobę opisującą hasło. Pozycja kapitana jest zmienna co kolejkę). Następnie losuje się kartę z hasłami. Jeden z kapitanów rzuca kostką. Obaj kapitanowie zapoznają się z hasłem zapisanym na polu w kolorze wyrzuconym na kostce i nie pokazują go pozostałym. Na stole kładziemy 8 pchełek - to punktacja danej rundy. Pierwszy z kapitanów podaje swojej drużynie na głos tylko jedną podpowiedź (jedno słowo), które wg niego najlepiej opisuje wylosowane hasło (np. adidasy - buty). Na podstawie takiej podpowiedzi drużyna musi próbować zgadnąć hasło. Mają tylko jedną próbę i muszą podać tylko 1 słowo. Jeżeli im się uda zdobędą pulę żetonów. Jeśli się nie uda, należy odjąć ze stosu pchełek jedną i wrzucić ją do woreczka z pozostałymi, a kolejka przechodzi na drugą drużynę. Hasło można zgadywać bez limitu czasowego lub w czasie wyznaczonym przez klepsydrę. Gdy runda trwa dalej, kapitan drugiej drużyny podaje własną podpowiedź (jedno słowo) swojej drużynie, np. sport (w nawiązaniu do hasła adidasy i udzielonej przez pierwszego kapitana odpowiedzi buty). Drużyny wszystko słyszą, zarówno podpowiedzi kapitanów, jak i domysły drużyn, więc tylko do nich zależy czy je zapamiętają i wydedukują o jakie słowo chodzi.  Runda trwa dopóki ktoś nie odgadnie hasła lub nie skończą się pchełki. Drużyna dostaje tyle punktów, ile pchełek było na stole pod koniec rozgrywki. Jeżeli pchełki się skończą i nikt nie odgadnie hasła, nikt nie dostaje punktów i zaczyna się kolejna runda z nowym hasłem. Pionek wędruje na kolejne pole, czyli rundę nr 2 i każda drużyna wskazuje nowego kapitana.

Co ja myślę o grze: Gra jest dużo trudniejsza niż poprzednie, co nie znaczy, że gorsza. Trzeba bowiem wymyślić jedno słowo, które idealnie odzwierciedli słowo "klucz" i dobrze naprowadzi drużynę na dane hasło. Presja spoczywa więc na barkach kapitanów. Niektóre hasła są proste i zapewne mogą zostać odgadnięte już przy pierwszej odpowiedzi, ale są też takie, które na pewno będą potrzebowały wielu rozgrywek. Podoba mi się opcja z kostką wskazująca kolor hasła - podobnie, jak przy grze "Moje na górze" nie ma tu kombinowania i hasło podsuwa nam po prostu los. Kostka poza kolorami ma również jeden znak, który oznacza ponowny rzut. Fajne jest tez to, że można w nią grać na dwa sposoby - tj. z użyciem klepsydry pod presją czasu lub na pełnym luzie do wyczerpania pchełek. To jaką opcje wybierzecie zależy tylko od Was. Przetestowałam oba warianty i gra na czas jest bardziej dynamiczna i doprowadza do szybszych rozgrywek, nie ciągnąc się tym samym jak przysłowiowe flaki z olejem. Na plus oceniam również notes - byłoby miło, gdyby w zestawie znalazł się tez chociaż mały ołówek, by wszystko mieć pod ręką. Trzeba przyznać, ze gra ta niewątpliwie porusza wyobraźnię i może być dobra zarówno dla starszych, jak i młodszych czy też drużyn mieszanych. Minimalna ilośc graczy to 3 osoby. Jeżeli chodzi o max - bez ograniczeń.


Podsumowując, każda z tych gier super się u mnie sprawdziła. Pudełka, w których znajdziemy poszczególne elementy są solidne, więc nie zniszczą się tak szybko. Można je też przewozić - na pewno nie ucierpią w transporcie. W środku mamy tez plastikowe wnętrze, gdzie fajnie możemy wszystko poukładać przykrywając to planszą. Pionki, łapki czy sam ziemniak wykonane są bardzo dobrze i na pewno posłużą na wiele rozgrywek. Jestem zadowolona, że zdecydowałam się właśnie na takie gry. Każda zapewniła nam mnóstwo rozrywki, zabawy, frajdy, ale i śmiechu. Mam nadzieję, że moja kolekcja powiększy się jeszcze bardziej, bo gry Alexander są naprawdę świetnymi propozycjami na nudne wieczory i co ważne, kosztują niewiele. 

Lubicie grać w gry planszowe? Macie swoją ulubioną?

Czytaj dalej

Gazetki promocyjne - Pepco, Lidl, Netto, Biedronka

Idzie wiosna, a ja mam chęć zaszaleć z zakupami. Pora wymienić dodatki w domu na nowe i kupić kilka gadżetów. Korzystam z aplikacji na telefonie, w której mam dostęp do wszystkich gazetek (Blix) i dziś postanowiłam zrobić mały przegląd i pokazać Wam rzeczy, które po prostu wpadły mi w oko w poszczególnych sklepach. Prawdopodobnie na jesień będziemy już z mężem "na swoim", także może uda się nam kupić kilka fajnych rzeczy przydatnych w domu. No to lecę z koksem! 


GAZETKA PROMOCYJNA LIDL POLSKA

W Lidlu same praktyczne rzeczy! W nowej gazetce, która obowiązuje od 04.03. do 9.03. znajdziemy zarówno fajne ubrania (męskie koszule, kurtki, spodnie, t-shirty, damskie bluzki, spodnie dresowe, kurtki jeansowe, spodnie czy sukienki) i bieliznę (body, biustonosze braletki, balkonetki, bokserki męskie), rzeczy przydatne w domu (odkurzacz, żelazko, stół rozkładany, deski do krojenia, herbaciarki, stojaki do przypraw, noże, rzeczy do przechowywania idealne do garderoby), a także rzeczy do ogrodu (urządzenia, jak pompa zanurzeniowa, reflektory, lampy led, doniczki, stojaki na rośliny czy regały.

Co mi wpadło w oko: Fajną opcją wydają się buty z opcją Air&fresh. Kosztuja niewiele i myślę, że fajnie mogłyby się sprawdzić do użytku codziennego. Są również męskie i dziecięce. Fajnie prezentuje się równiez odkurzacz akumulatorowy 2 w 1 (odkurzacz podłogowy i wyjmowany ręczny) z wieloma końcówkami. Jest to odkurzacz bezprzewodowy, więc fajnie byłoby odkurzać bez ciągnięcia za sobą kabla. Czas pracy:  min w trybie ECO i 22 minuty w trybie High. Myślę, że w tym czasie zdążyłabym odkurzyć dom. Na sam koniec ława rozkładana. Dobra opcja do małych pomieszczeń - na co dzień złożona, na przyjście gości rozłożona, dzięki czemu zyskujemy dużą powierzchnię. Nie jest to rzecz, którą kupię, ale zdecydowanie zasługiwała na wyróżnienie.


GAZETKA PROMOCYJNA BIEDRONKA 

Najnowsze gazetki nie skusiły mnie niczym, dlatego pokaże starszą, która obowiązuje od 18.02. do 6.03. czyli jeszcze przez jakiś czas. Znajdziemy w niej meble (komody, szafy półki czy wieszaki), jak i różnego rodzaju kosze do przechowywania czy ozdoby w postaci lampionów porcelanowych czy obrazów led. Fajnie prezentuje się również nawilżacz powietrza w niewygórowanej cenie do nawilżenia pomieszczenia o pow. 35 m2. Jest też coś do spania, tj. poduszki dostosowujące się do kształtu głowy czy kołdry, a także zasłony, firany czy poduszki w kwieciste wzory, które dodadzą trochę wiosennego wyrazu pomieszczeniu.

Co mi wpadło w oko: Koszyki są w bardzo przystępnej cenie, tj. 9,99 zł  za sztukę lub komplet, a także okrągła półka. To ostatni krzyk mody we wnętrzach. Obraz led wygląda ciekawie, chciałabym zobaczyć go na żywo, czy nie jest to jakiś kicz. Komody wyglądają solidnie - jeżeli tylko pasują do danego wnętrza, to czemu by nie zaryzykować. Cena niewygórowana, bo 199 zł.

Przy wykańczaniu własnego domu będzie potrzeba naprawdę sporo rzeczy, by móc się wprowadzać. Meble, różne zabudowy, dodatki czy niezbędne urządzenia - to kosztuje. Póki co działaliśmy bezkredytowo, ale nie wiemy czy uda nam się działać tak do końca. Myślimy o kredycie. Skorzystanie z usług doradcy finansowego, np. z https://www.podlaskiefinanse.pl/ wydaje się rozsądnym pomysłem, szczególnie, że nie znamy się na tym za bardzo, bo nigdy takiego kredytu nie braliśmy.


GAZETKA PROMOCYJNA NETTO / NON FOOD

Netto jest to jedyny sklep z tej wyliczanki, w którym nigdy nie byłam. Gazetkę oglądam jednak systematycznie, ponieważ mój brat mieszka niedaleko tego sklepu, więc zawsze służy pomocą i wskoczy tam gdy coś mi się spodoba. Ta gazetka obowiązuje od 18.02. do 06.03.  W ofercie widnieje dużo fajnych walizek czy różnego rodzaju zestawów idealnych dla osób podróżujących. Ponadto wiele akcesoriów do auta, np. maty ochronne, piankowane maty na siedzenie czy poduszki do masażu na siedzenie. Są tez urządzenia np. czujnik parkowania, wskaźnik poziomu naładowania akumulatora, cyfrowy miernik ciśnienia w oponach czy pompka nożna z manometrem. Na 5 stronie znalazłam także fajne, przezroczyste parasole czy kalosze. Znajdziemy tam również wiele urządzeń do stylizacji włosów, jak np. prostownice, suszarki czy lokówko-suszarki. Przeróżne organizery czy kosmetyczki. 

Co wpadło mi w oko: Spodobała mi się dwustronna narzuta. Ma rozmiar idealny na moje łóżko czyli 200 x 220, a do tego ma dwa kolory. Moją uwagę zwróciły również organizery czy kosmetyczki w fajne wzory. Ale najbardziej spodobały mi się urządzenia do stylizacji, szczególnie prostownica Remington za 99 zł. Ostatnim produktem, który chciałabym mieć jest nawilżacz powietrza. Suche powietrze nie służy cerze. Wysusza ją, sprawia, że staje się ona napięta. Wtedy czas zafundować sobie domowe spa. Po prostu zainwestować w siebie. Fajnym dodatkiem może okazać się również Masaż w Warszawie w Healthybeauty. W tym filmiku https://youtu.be/Ysh-ocK4RP4 nawet eksperci doradzą Wam, jaki masaż będzie dla Was odpowiedni.


GAZETKA PROMOCYJNA PEPCO

W pepco jak zwykle dużo dodatków do domu. Większość w iście wiosenny klimacie. Gazdetka obowiązuje od 7.03. do 20.03. Gazetkę rozpoczynają wszelkiej maści ubrania dla dzieci, młodzieży, kobiet i mężczyzn. Są też dekoracje do pokoju dziecięcego (łańcuchy led, poduszki, koce), łazienki (akcesoria ceramiczne, ręczniki, komplety koszyków) i typowe homedecor, jak wazony, koce, poduszki, pudełka czy sztuczne kwiaty.
Co wpadło mi w oko: Planuję się w czwartek wybrać do Pepco po... wieszaki. Są piękne, kosztują niewiele,  a przy tym są solidne. Są to wieszaki zamszowe, dzięki czemu ubrania się z nich nie zsuwają. Mają dekoracyjną kokardę. Żałuję, że nie są w ofercie pepco na stałe. Kosztują 4,99 zł / 5 sztuk, więc żal nie wziąć.  Podoba mi się też kwitnąca, sztuczna gałązka, jak i poduszka w kształcie serca z pomponikami. 





Czytaj dalej

sobota, 2 marca 2019

Oriflame - 3 zapachy dla niej - Sublime Nature Tonka Bean, Born to fly oraz Friends World

Jestem uzależniona! Przyznaję otwarcie, mam ostatnio manię zamawiania perfum. Wcześniej namiętnie kupowałam żele pod prysznic, teraz mi się odmieniło i powiększam kolekcję zapachów. Mam ich naprawdę sporo! Myślę, że spokojnie przez ponad miesiąc mogłabym codziennie używać innego zapachu. Lubię to, że mam wybór. Tym bardziej cieszę się z kolejnych 3 zapachów, które sobie wybrałam z katalogu Oriflame. Są to zapachy: Born to fly, Sublime Nature Tonka Bean oraz Friends World. Jeżeli jesteście ciekawi


ORIFLAME - WODA TOALETOWA BORN TO FLY

Ten zapach w katalogu wydawał mi się taki... Prosty. Oczywiście nie mam nic przeciwko prostocie, ale powstrzymywałam się przed zamówieniem, bo nie mogłam trafić na pachnącą stronę z tym zapachem w katalogu. Na blogu zaczęły natomiast pojawiać się same pozytywne opinie, więc pomyślałam,  że zaufam koleżankom po fachu i zamówię ten zapach w ciemno. Po otwarciu paczki oczom ukazał się fioletowy kartonik z charakterystycznymi zabytkami dla różnych państw przeplatane "pulsem". Z tego co zaobserwowałam mamy tam np. Wieżę Eiffla, Big Ben, Statuę Wolności czy London Eye. To fajne nawiązanie do nazwy "Born to fly". W środku niepozorny flakonik o opływowym kształcie z "płynem" o fioletowym zabarwieniu. Jest bardzo prosty. Ma na sobie grafikę z opakowania. Zatyczka srebrna. Wiodące zapachy, to: nektar z agawy, japońska gruszka nashi i francuska magnolia oraz. różowy pieprz z Madagaskaru. Ta mieszanka daje nam bardzo soczysty i słodkawy aromat. Woń ta jest niewątpliwie wielowymiarowa. Nie jest to taka przytłaczająca słodycz, ponieważ przełamuje ją kwasowość mandarynek. Zapach mimo słodyczy jest dość lekki, ale i otulający. Wydaje mi się idealny na ten czas, kiedy już przygotowujemy się na nadejście wiosny, ale pogoda za oknem nie do końca jeszcze nam ją zwiastuje. Zapach nas pobudzi, a kiedy trzeba otuli. Woń Born to fly wydaje się być idealna do używania na co dzień. Jeżeli chodzi o trwałość, to na ubraniach jest naprawdę zaskakująca. Czuć ją całkiem wyraźnie na drugi dzień. Na skórze trwałość jest mniejsza. Pod koniec dnia wyczuwam jeszcze jakieś pozostałości zapachu. Seria Born to fly składa się z dwóch zapachów - wersji dla niej i dla niego. Jestem ciekawa męskiego zapachu i zastanawiam się czy nie sprawić go mężowi.


ORIFLAME - WODA TOALETOWA FRIENDS WORLD

Kolejny zapach, który chciałabym Wam opisać, to Friends World. Opakowanie, to kartonik z imitacją desek, na którym nadrukowane są jakieś kwiatki. Ten flakonik, podobnie jak poprzedni, też należy do prostych. Przypomina kształtem prostokąt z zaokrąglonymi rogami na dole. Zatyczka plastikowa, atomizer złoty, podobnie, jak napisy na szkle. Jest to zapach z serii kwiatowo-owocowych, czyli taki, jak lubię najbardziej. Nutę głowy stanowi tu brzoskwinia, nutą serca cynia, a nutą bazy wanilia. Cynie wysiewam co roku, bardzo lubię te kwiaty, ale dla mnie one nie mają zapachu. Jak widać i z nich można coś wydobyć. Główną rolę musi tu odgrywać brzoskwinia z cynią, ponieważ wanilia jest bardzo słabo wyczuwalna. Może to i dobrze? Wanilia, to taki ciepły aromat, otulający, idealny na zimę, a na wiosnę potrzeba czegoś zgoła innego, więc fajnie, że stanowi ona tu jedynie tło. Zapach jest orzeźwiający, dodaje energii i takiego powera. Bije z niego taka... radość, która towarzyszy nam chociażby przy spotkaniach z przyjaciółmi, co znajduje odzwierciedlenie w nazwie zapachu. Jeżeli chodzi o trwałość, to ten zapach ma ją przeciętną. Na ubraniach jest bardzo dobra, ze skóry natomiast wietrzeje trochę szybciej niż poprzednik. Ten zapach podobnie, jak Born to fly też możemy nabyć w dwóch wariantach - dla kobiety i mężczyzny, np. na Notino.pl.


ORIFLAME - PERFUMY SUBLIME NATURE TONKA BEAN

Na sam koniec zostawiłam perełkę, czyli zapach Sublime Nature w wersji Tonka Bean. Sublime Nature (w wersji zielonej) recenzowałam Wam kiedyś. Tamten zapach bardzo polubiłam, był taki nietypowy. Postanowiłam wypróbować drugi wariant, czyli Tonka Bean. Wygląda niemal identycznie, jak wersja podstawowa. Różni je jedynie kolor opakowania oraz płynu. Tu opakowanie jest bordowe, a płyn czerwono-różowy. Dodatki złote. Warto podkreślić, że nie jest to woda perfumowana czy toaletowa, a prawdziwe perfumy. Jaka jest między nimi różnica? Otóż tkwi ona w stężeniu procentowym olejków eterycznych (co ma wpływ na moc i trwałość zapachu). Przy perfumach jest to wynik pomiędzy 20-43%, gdzie przy wodzie toaletowej 5-10%, a wodzie perfumowanej 10-20%. Główną nutą zapachu Sublime Nature Tonka Bean jest cascalone z soczystą czarną porzeczką, a także pływającymi, nasączonymi płatkami jaśminu. Serce bukietu stanowi głębia tonki otulonej purpurowym heliotropem. W tle można wyczuć kompozycję dymnego aromatu paczuli z wanilią i białym piżmem. Zapach jest nietuzinkowy. Cała kompozycja jest bardzo treściwa i intensywna. Wydaje mi się, że ta woń może być zapachem idealnym na wieczór. Spryskanie się tymi perfumami, to będzie kropka nad "i" przed wyjściem. Kompozycja ta jest idealna dla kobiety pewnej siebie, która wie czego chce, ale ma też w sobie odrobinę szaleństwa. Trwałość jest świetna. Na ubraniach mocno wyczuwalna na drugi dzień, na ciele trzyma się dobrze ko końca dnia. Mam nadzieję, że świat zapachów Sublime Nature powiększy się kiedyś o kolejny zapach, bo to istna poezja dla nosa.


Bardzo polubiłam się z tymi zapachami. Mając to trio mogę ładnie pachnieć zarówno na co dzień, jak i na większe wyjście. Mogę użyć zapachu, który doda mi energii, by na wieczór użyć woni, która doda pewności siebie. Te zapachy, to dla mnie strzał w 10! Nie mogę się doczekać kolejnego spotkania z nowymi zapachami Oriflame. 

Lubicie kupować perfumy? Lubicie zmieniać zapachy czy macie swój ulubiony, którego używacie cały czas?

Czytaj dalej