wtorek, 25 kwietnia 2017

Płytki na podłodze a wystrój mieszkania

Płytki na podłodze do nie dawna kojarzyły mi się tylko z łazienką. W tym pomieszczeniu zawsze jest najbardziej mokro, więc drewniana czy panelowa podłoga nie sprawdziłyby się tu wcale. Płytki są najlepszym rozwiązaniem. Dziś nie uważam, że tylko w tym pomieszczeniu mają one rację bytu, bo mam je też w innych częściach swojego domu, gdzie świetnie się spisują. Płytki, poza łazienką, mam również w korytarzach i kuchni, które zajmują dość sporą powierzchnię mojego domu. Pod płytkami oczywiście znajduje się ogrzewanie podłogowe, więc sprzątanie tych pomieszczeń jest niezwykle szybkie. Podłoga w kuchni brudzi się w błyskawicznym tempie, a wystarczy szybko umyć ją mopem, a ciepłe płytki schną w mig. Tam samo sprawa wygląda w korytarzach. Teraz na podłodze mam płytki imitujące parkiet - poszukiwania ich trwały długo i choć wspólnie z mamą szukałyśmy czegoś innego, to wyszło jak zawsze. Ja w swoim domu na pewno będę chciała skusić się na coś innego. Producenci prześcigają się w pomysłach i kształtach płytek, by zadowolić nawet tych najbardziej wybrednych konsumentów. Nic więc dziwnego, że powstają takie cuda, jak widzicie na załączonych inspiracjach z Pinterest.



W płytkach w kształcie plasterków miodu jestem zakochana! Bardzo chciałabym mieć takie w swojej łazience. Prezentują się po prostu zjawiskowo. Nie są to zwykłe, jednokolorowe płytki, bo jak widzicie, mają dodatkowo wzór marmuru, który uwielbiam. Bardzo popularne stały się teraz płytki z różnego rodzaju wzorami. Mój tata kładzie teraz w pracy mega fajne płytki w łazience. Mają własnie fajne, nietypowe wzory. Płytka pojedynczo nie wygląda jakoś mega zachwycająco, ale kiedy na ziemi jest ich już kilka, efekt jest fantastyczny. Z nowoczesnym wzorem idzie w parze również wysoka cena. Bardzo ważne jest zatem, by dobrze je podocinać, aby było jak najmniej odpadów. Z kolei by dobrze je dociąć, trzeba wcześniej to dobrze przemyśleć, kiedy zajmujemy się montowaniem różnego rodzaju rur czy zaworów. Warto wybrać te dobrej jakości, by służyły na jak najwięcej lat. Takie produkty w swojej ofercie ma firma http://www.medynski.pl/. Warto więc przejrzeć jej asortyment i zdecydować się na porządnej jakości produkty i spać spokojnie wiedząc, że nic złego nam się nie przydarzy.



W salonie można położyć płytki, które imitują drewnianą podłogę czy panele. Muszę przyznać, że kiedy widziałam je po raz pierwszy na żywo, zrobiły na mnie naprawdę ogromne i przede wszystkim dobre wrażenie. Wcale nie odbiegają wyglądem od prawdziwego drewna. Mają jakies wypukłości czy wklęsłe części, co daje prawdziwie złudne wrażenie drewna. Kiedy dojdzie w końcu do tej chwili, w której będę stała przed wyborem płytek do swojego domu, mam wrażenie, że chyba zwariuję zanim zdecyduję się na jeden wzór. Kiedyś płytki były kładzione tylko w łazienkach, bo są bardzo zimne, ale teraz, kiedy można zafundować sobie ogrzewanie podłogowe, ja chętnie widziałabym je w wielu pomieszczeniach w domu.

A Wy lubicie płytki w różnych pomieszczeniach czy wolicie je tylko w łazience?
Czytaj dalej

Relaks i piękne widoki - zamieszkaj nad morzem!

Nie przypuszczałam, że kiedyś to powiem, ale... Jestem marzycielką. Nie bujam w obłokach każdego dnia, ale zdarza mi się położyć i myśleć, jak wyglądałoby moje życie, gdybym podjęła w życiu inne decyzje, gdybym urodziła się w innym mieście, czy kraju. Kiedyś bardzo często marzyłam o tym, że chciałabym mieszkać nad morzem, każdego dnia raczyć swoje oczy pięknym widokiem przybywających do brzegu fal, raczyłabym też swoje uszy ich uspokajającym szumem, a wiatr owiewałby moje ciało, a ja byłabym naprawdę szczęśliwa. Realia są nieco inne, ale nie jestem tak do końca pokrzywdzona, ponieważ mieszkam na Mazurach, a jak wiadomo, to kraina tysiąca lasów i jezior. Mimo to nadal chciałabym zamieszkać nad morzem i myślę, że wiele osób miałoby takie marzenie, by zamieszkać np. na plaży i z tarasu móc patrzeć na taki piękny widok, jak na poniższych inspiracjach z Pinterest.


Takie marzenie jest bardzo kosztowne, więc takimi widokami cieszę się tylko raz w roku, albo i rzadziej. Gdyby moje życie ułożyło się inaczej, może teraz mieszkałabym sobie nad morzem. Ale kto wie, może kiedyś wzbogacę się na tyle (oby! trzymajcie kciuki), że będę mogła sobie pozwolić na zakup mieszkania czy domu nad morzem i będę tam wtedy znacznie częściej. Takie marzenia pomaga spełnić firma burco.pl. Przedsiębiorstwo Burco Development Polska prezentuje bogatą ofertę dla osób, których marzeniem jest własny dom lub apartament nad morzem. Szeroki wybór przeznaczonych na sprzedaż lokali (domy szeregowe, wolnostojące oraz apartamenty), a także duża gama metraży sprawią, że każdy znajdzie tam coś dla siebie. Domy oraz apartamenty posiadają widok na morze, zostały wykonane z niezwykłą starannością i dbałością o szczegóły. Do ich budowy wykorzystano tylko materiały  z najwyższej półki. W obrębie chronionych i stale monitorowanych obiektów, do dyspozycji potencjalnych klientów oddano korty tenisowe, basen, plac zabaw oraz inne tereny rekreacyjne.


Cały kompleks mieszkań i apartamentów znajduje się nad samym Morzem Bałtyckim, w pięknych miejscowościach, takich jak Rogowo oraz Ustronie Morskie. Obie są wyjątkowo malownicze i od lat stanowią główne punkty turystyczno-uzdrowiskowe polskiego wybrzeża. Pomyślcie sobie jak wspaniale byłoby się budzić każdego ranka i mieć przed oczami takie piękne widoki! Marzenie! Ja widząc morze, jego potęgę, zawsze nabieram pokładów energii. Poza tym, każdy wie, że nad morzem warto mieszkać również ze względów zdrowotnych. Jod, którego tam pod dostatkiem, jest bardzo ważnym składnikiem, który wspomaga prawidłowe funkcjonowanie naszego organizmu. Ma pozytywny wpływ na tarczycę. Mieszkanie nad morzem, to więc przyjemne z pożytecznym. Z tego co wiem, w większości ludzi dzielą się na fanów gór i morza. W zależności od tego ich marzenia ukierunkowują się własnie w takie strony.

A jakim typem człowieka Ty jesteś? Wolelibyście mieszkać nad morzem czy w górach?
Czytaj dalej

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Koktajle i smoothies dla zdrowia i ochłody - przepisy

Uwielbiam koktajle! Zarówno te na bazie kefirów i jogurtów naturalnych, jak i wody. Jesienią, będąc w Empiku skusiłam się na książkę z przepisami. Zachęciła mnie ona swoimi pięknymi kolorami i fotografiami, a przepisy przekonały do kupna. Tą książką jest "Koktajle, smoothies... i nie tylko". Książka jest przygotowana przez Olimp Media, a przepisy w niej zawarte są autorstwa Iwony Czarkowskiej. Postanowiłam przygotować dzisiejszy wpis i podzielić się z Wami fajnymi przepisami, jakie tam znalazłam. Lato zbliża się wielkimi krokami, choć może tego nie widać, ale już niebawem będzie nam potrzebna odrobina ochłody. Poza tym zastrzyk witamin dla zdrowia i urody, to jeden z większych plusów picia tych pożywnych napojów. Zatem do dzieła!


#1 KOKTAJL Z AWOKADO I BANANA
Koktajl ten jest bardzo zdrowy ponieważ awokado zagwarantuje nam nienasycone tłuszcze, a banan bogactwo magnezu i potasu, co jest gwarancją jasnego umysłu. Co potrzebujemy? Składniki: 3 awokado, 1 banan, 0,5 szklanki jogurtu naturalnego, 1 łyżeczka soku z cytryny, 1 łyżeczka miodu, 4 kostki lodu. Jak go przygotować? Obieramy awokado (wyciągamy również pestkę) i banana. Składniki kroimy i wrzucamy do blendera. Dokładamy również pozostałe składniki, tj. jogurt, sok z cytryny, miód oraz lód. Miksujemy do połączenia składników. Napój przelewamy do szklanek. Najlepiej jest przyrządzić ten koktajl i wypić go od razu, bo awokado szybko ciemnieje.

#2 JOGURTOWY KOKTAJL JABŁKOWY
Jabłka, to owoce, które możemy kupić na każdym kroku. Są niedrogie, a smaczne. Często sami mamy je w swoich ogórkach, więc to wspaniała okazja, by przyrządzać je również w formie płynnej, nie tylko jako kompot. Dokoktajlu możemy dodać również melisę, co sprawi, że koktajl nie tylko nas orzeźwi, ale również uspokoi. Co potrzebujemy? 2 jabłka, 2 szklanki jogurtu naturalnego, 1 szklanka mleka, 2 łyżki miodu, garść listków melisy. Jak go przygotować? Jabłka obrać i oczyścić z gniazd nasiennych, pokroić w małe kawałki, następnie wrzucić do blendera, dodać pozostałe składniki i zmiksować wszystko do ich połączenia (zostaw kilka listków melisy/mięty do dekoracji).

#3 SMOOTHIE Z OGÓRKA, NATKI PIETRUSZKI I SELERA NACIOWEGO
Jest to prawdziwe, wiosenne i przede wszystkim zdrowe smoothie. Nasz organizm dzięki niemu się odtruwa, ale i odświeża. Te smoothie wspomaga walkę z odchudzaniem, koi nerwy oraz wspiera prawidłowe działanie układu moczowego. Co potrzebujemy? Składniki: 1 zielony ogórek, 1 pęczek natki pietruszki, 2 łodygi selera naciowego, 0,5 szklanki wody, 5 kostek lodu. Jak go przygotować? Ogórka obieramy i kroimy w plastry, natkę myjemy i osuszamy. Seler obieramy i kroimy. Zostawiamy kilka łodyżek pietruszki do dekoracji. Wszystkie składniki dodajemy do blendera, miksujemy do połączenia składników. 

#4 SMOOTHIE POMARAŃCZOWE Z CYTRYNĄ
Kluczową rolę pełnią tu odpowiednio dobrane pomarańcze. Te najlepsze mają skórkę grubości ok. 0,5 cm, jednak na zakupach nie bardzo możemy to sprawdzić. Warto więc wybierać te pomarańcze, które mają coś w rodzaju pępka - są najsmaczniejsze. Co potrzebujemy? Składniki: 7 pomarańczy, 2 cytryny, 2 szklanki wody, 5 kostek lodu. Jak go przygotować? 6 pomarańczy i cytryny sparzamy wrzątkiem, szorujemy, obieramy, miąższ oczyszczamy z białych błonek, by nie nadawały goryczy naszemu smoothie. Pozostałą pomarańczę myjemy o kroimy ze skórką w plasterki i odkładamy do dekoracji. Składniki wrzucamy do blendera i miksujemy do połączenia składników.

Pewnie większość z Was zauważyła, że panuje teraz trend na bycie eko. Objawia się to niemal w każdej dziedzinie i dotyczy praktycznie każdej sfery życia. Ubrania z eko-skóry, jedzenie ekologiczne, kosmetyki na bazie naturalnych składników, koktajle też świetnie się w to wpisują. Rzadko kiedy podążam ślepo za jakimiś trendami, ale ten mi się bardzo podoba. Na domkach wczasowych, na których pracuję coraz więcej wczasowiczów instaluje sobie przydomowe oczyszczalnie, jak np. http://www.sedyment.com.pl/. Jest to z pewnością ekologiczne, ergonomiczne i ekonomiczne! A Wam podoba się trend bycia eko?

Lubicie koktajle, smoothie czy lemoniady? Macie swoje sprawdzone przepisy?
Czytaj dalej

Nowości marki Bell do makijażu - produkty z serii hypoallergenic

Kochani, witam Was w 2017 roku i od razu przechodzę do działania! Końcówka roku, pod względem makijaży jakie proponowała nam jedna telewizja śniadaniowa, odbiła się bardzo głośnym echem. Wszystko za sprawą okropnych propozycji, które zamiast zrobić furorę swoim wyglądem, wywołały salwę śmiechu i kpin. Zapewne każda z Was wie o czym mowa. Mój post również będzie dotyczył makijażu, jednak z innej strony. Bez obaw, żadnych drastycznych widoków tu nie uświadczycie (choć zapewne rezultaty moich poczynań mogłyby być podobne do prezentowanych na wizji), bo chciałabym jedynie powiedzieć kilka słów o nowościach marki Bell z serii HYPOAllergenic.


Zacznę od tych produktów, które najbardziej polubiłam, czyli korektor korygujący pod oczy i do twarzy oraz cień do powiek w kredce. Oba produkty, poza kolorystyką i przeznaczeniem wyglądają tak samo. Aplikuje się je w ten sam sposób, wydobywa, zamyka. Są to kosmetyki w formie kredek, które wykręca się i chowa za pomocą obrotowej końcówki na dole. Zatyczki są dość uciążliwe, bo ciężko się je zamyka i otwiera.




Korektor trafił w mi się w pomarańczowych tonach, czyli takich jakich na co dzień używam. Przy cieple twarzy idealnie się rozprowadza, kredka jest dość miękka.Warto podkreślić, że nie sprawdzi się u osób z suchą skórą twarzy bo lubi podkreślać suche skórki. Dobrze byłoby przed jego nałożeniem wykonać jakiś peeling twarzy. Krycie ma całkiem przyzwoite, choć do idealnego daleko mu brakuje. Jest wydajny.


Cień do powiek - bardzo podoba mi się jego kolor. Jest to błyszczący brąz. W swoich makijażach używam tylko odcieni brązu, beżu i złota, więc ten cień w kredce jak najbardziej wpasowuje się w tę kolorystykę. Na zdjęciu nie za dobrze udało mi się ukazać jego prawdziwą barwę, za to błysk pierwsza klasa. Jest to podobno cień wodoodporny - nie pływałam w nim, nie płakałam w nim - ciężko mi powiedzieć, ale zmyć go można jednym pociągnięciem palca, więc trwałość nie jest jakaś powalająca, dlatego często aplikuję go tylko w kąciku oka. Jednak efekt, jaki można dzięki niemu uzyskać wynagradza wszystko.


Największym rozczarowaniem jest dla mnie ten eyeliner w pisaku. Producent nazywa go trwale barwiącym flamastrem do kresek. Nigdy nie umiałam za bardzo malować kresek pisakami, bo kreska nie wychodzi prosta, tylko taka poszarpana i kilka minut zajmuje mi korygowanie tego. Z tym flamastrem było podobnie. Użyłam go tylko raz, nie mogłam go w ogóle zmyć. Zanim mi się to udało, miałam całe czerwone oczy i granatowe powieki, mimo, że flamaster jest czarny. Jeżeli już się nim pomalujecie i w trakcie zauważycie jakąś nierówność, raczej nie ma szans na drobne poprawki ze zmywaniem, bo się po prostu nie da. Nie pokazałam kolory ani linii jaką można nim zrobić, ponieważ nie długi czas bym jej nie zmyła.


Ostatnimi produktami są kosmetyki do brwi - korektor oraz wosk modelujący. Wosk okazał się bardzo ciekawym produktem. Mimo swojego ciemnego koloru, efekty daje dość delikatne przez trochę tępą konsystencję. No ale czego spodziewać się po wosku? Kolor to piękny brąz i idealnie sprawdza się w delikatnym makijażu - takim jaki najczęściej preferuję.




Nigdy nie umiałam się posługiwać korektorami z "wirowym" pędzelkiem, ponieważ produktu zawsze nabiera się za dużo, nawet jak staram się go dobrze obetrzeć o szyjkę. Kolor jest dość intensywny, więc produkt ten super spisze się u osób, które na co dzień noszą ciemne brwi - ja w tym temacie jednak stawiam bardziej na naturalność. Podkreślam brwi, delikatnie wypełniając ubytki. Nie "jara" mnie idealnie podkreślona, nieskazitelna brew, wręcz przeciwnie. Biorąc pod uwagę wcześniej wspomnianą delikatność jaką preferuję ten produkt nie jest dla mnie, choć jego trwałość jest godna podziwu.



Lubicie kosmetyki kolorowe marki Bell?

Pogoda daje mi się we znaki. Wczoraj byłam na chrzcinach i tak zmarzłam na dworze i w kościele, że później pół wieczora nie mogłam się zagrzać. Niby mamy wiosnę, ale póki co mało na to wskazuje. Pamiętam, jak jakiś czas temu w moim pokoju było stare okno, przez które ciągle wpadało zimno, kiedy tylko mocniej wiało. Na szczęście okno już wymieniłam, ale pomocna mogła okazać się tu taśma uszczelniająca. Okno wcale nie było brzydkie, tylko niepraktyczne, bo uciekało ciepło Gdybym wcześniej użyła takiej taśmy miałabym mniejszy wydatek i mniej sprzątania. Tak czy inaczej, mój Ukochany nagrzał tak w pokoju, że tak mi było gorąco, że nie mogłam spać do 2 w nocy. Musiałam otwierać okna i wpuścić trochę zimnego powietrza. Dopiero wtedy usnęłam. Dziś ciężki dzień przede  mną, bo strasznie się nie wyspałam.
Czytaj dalej

Manicure hybrydowy - Dolce Vita Nails 424 Marine + SemiFlash efekt lustra

Już dość dawno temu pokazywałam Wam post dotyczący tego, jak nakładać SemiFlash Metallic, a dziś chciałabym pokazać go Wam w stylizacji. Efekt lustra prezentuje się super, ale jest strasznie nie fotogeniczny i bardzo ciężko jest go fajnie uchwycić na zdjęciu, co pewnie widzicie poniżej.



Do tej stylizacji użyłam pięknego granatu 424 Marine marki Dolce Vita Nails. Na zdjęciu wyszedł bardziej niebiesko niż w rzeczywistości. Nie wyobrażałam sobie tej stylizacji z użyciem SemiFlash bez tego koloru. Zakochałam się w tej mieszance już wtedy, kiedy robiłam ten efekt na wzorniku. Wszystkie odcienie niebieskiego pięknie komponują się ze srebrem i pewnie się ze mną zgodzicie. Jest to mój kolejny kolor hybryd Dolce Vita Nails w kolekcji i z kolejnego jestem bardzo zadowolona. Jak pewnie wiecie, hybrydy te zajęły pierwsze miejsce w moim hybrydowym rankingu i nadal jestem tego samego zdania. Niebawem będę testowała pewne hybrydowe nowości, więc w rankingu tym pojawi się pewnie jeszcze jedna pozycja dotycząca nowej marki. 



- Mam też pewne uwagi co do efektu lustra, którymi chciałabym się z Wami podzielić. Moje paznokcie jak zwykle robiłam w nocy. Byłam trochę zmęczona, ale musiałam zmienić manicure, bo następnego dnia miałam iść na kolację, więc nie mogłam iść z takim odrostem. Oczywiście starałam się malować jak najlepiej potrafię, ale nie miałam zbyt dobrego światła i nawet nie zauważyłam, że w niektórych miejscach hybryda jest rozłożona nierówno. I gdybym pomalowała paznokcie tylko kolorem i w takim stanie je zostawiła, wtedy na pewno nie byłoby tego widać, ale kiedy nałożyłam efekt lustra... Niestety wyszła każda jedna nierówność. Jeżeli wcześniej do lakieru czy topu przyczepił się Wam jakiś paproszek - efekt szkła strasznie go uwydatni. Dlatego jeżeli planujecie w swojej stylizacji użyć tego efektu, płytka musi być pomalowana nieskazitelnie. 

- Kolejną uwagą jest używanie topu. Jak wicie z wcześniejszego wpisu, efekt trzeba aplikować na top NO WIPE. Po wtarciu pyłku należy oczyścić paznokieć pędzelkiem, by pozbyć się jego nadmiaru. Potem pokryć paznokieć jeszcze raz topem i... Nie wkładajcie go tylko do buteleczki! Za każdym razem wytrzyjcie pędzelek w wacik bezpyłowy, najlepiej nasączony cleanerem. Ja tego nie zauważyłam i ubrudziłam sobie cały top. Te drobne brokaciki nawet ładnie wyglądają, więc to nie przeszkadzałoby mi tak bardzo, ale... Kiedy nakładamy top z takimi drobinkami na efekt lustra, wtedy te wolne drobiny odznaczają się i niszczą cały piękną taflę.

- Ostatnią uwagą jest trwałość. Producent zaleca pokrycie efektu dwoma warstwami topu No Wipe. Należy tez pamiętać o podwójnym zabezpieczeniu brzegu. Do tej czynności bardzo się przyłożyłam, a mimo to na drugi dzień pyłek się już wytarł. Efekt, jaki można dzięki temu uzyskać jest naprawdę fantastyczny, ale w kolejnych stylizacjach nie pokuszę się o zaaplikowanie pyłku na cały paznokieć, a np. tylko na jego górę, jako takie ombre, lub do pokrycia jakiegoś wzoru - wtedy nie zetrze się z końców.

A Wy co macie na pazurkach?

* * *

Niebawem wszystko się zazieleni i w końcu będzie pięknie! My z mamą powoli ruszamy do ogrodu, zaczynamy sadzić kwiatki i krzewy. Tata zbudował nam małą szopkę, w której trzymamy wszystkie swoje przydatne akcesoria. Czasem myślę, że w środku przydałoby się tę szopkę lepiej zaaranżować. Myślałam o jakiejś konstrukcji stalowej, jak np. http://www.sandc.pl/, z pewnością byłoby to coś trwałego i stałego, a przede wszystkim coś innego i dużo bardziej praktycznego. Co o tym myślicie?

Czytaj dalej

Wiosenne rozdanie - 27.03.-27.04

Tak jak obiecałam, ruszam z kolejnym rozdaniem. Chyba wiosna, która zawitała tak pozytywnie na mnie wpływa, że postanowiłam znów kogoś z Was nagrodzić. Nawet baner wyszedł mi taki optymistyczny i kolorowy! Wybrałam takie nagrody, które przypadną do gustu wielu osobom. Jest coś dla hybrydomaniaczek, mejkapomaniaczek i osób, które polują na słynny podkład Catrice, ale nigdzie nie mogą go dostać. Rozdanie trwa zarówno na Fanpage Jak pięknie być kobietą jak i na blogu, więc możecie zgłosić się w dwóch miejscach i zwiększyć swoje szanse na wygraną. W skład nagród wchodzą: Zestaw 1: najnowsza paletka Makeup Revolution Golden Bar oraz paleta do konturowania Light & Glow. Zestaw 2: Podkład Catrice Liquid Coverage w odcieniu 10 oraz korektor Catrice Camouflage. Zestaw 3: 3 dowolnie wybrane lakiery hybrydowe oraz mini cleaner. Proszę o zapoznanie się z regulaminem. Miłej zabawy!


CO NALEŻY ZROBIĆ:
- zaobserwować mój blog publicznie,
- zostawić komentarz zgłoszeniowy, w którym podasz numer zestawu. 

DODATKOWO:
- możesz dodać u siebie baner konkursowy, ale nie jest to warunek konieczny.


REGULAMIN
1. Organizatorem i fundatorem nagród rozdania jestem ja - jakpiekniebyckobieta.pl.
2. Rozdanie skierowane jest dla osób zamieszkałych na terenie Polski lub mających polski adres do wysyłki.
3. W skład nagród wchodzi: Zestaw 1: paletka Makeup Revolution Golden Bar oraz paleta do konturowania Light & Glow. Zestaw 2: Podkład Catrice Liquid Coverage w odcieniu 10 oraz korektor Catrice Camouflage. Zestaw 3: 3 dowolnie wybrane lakiery hybrydowe (z oferty sklepu Iperfumy.pl) oraz mini cleaner.
4. W rozdaniu mogą wziąć udział osoby nie prowadzące blogów.
5. Rozdanie trwa od 27 marca 2017 do 20 kwietnia 2017 do godziny 23:59:59.
6. Zwycięzca zostanie wyłoniony do 7 dni od zakończenia rozdania, a wyniki pojawią się w tym poście.
7. Osoby, które zaobserwują bloga/fanpage tylko w czasie rozdania zostaną wykluczone z możliwości brania udziału w kolejnych rozdaniach oraz konkursach.
8. W rozdaniu wygrywa 1 osoba. Po ogłoszeniu wyników, zwycięzcę prosi się o wysłanie adresu, na które mają zostać wysłane nagrody na adres natalyyjka@wp.pl lub w wiadomości prywatnej na FP.
9. Wygranych produktów nie można wymienić na nagrodę pieniężną.
10. Rozdanie nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.).
11. Zastrzegam sobie prawo do zmiany regulaminu.
12. Zastrzegam sobie prawo do odwołania rozdania, jeżeli frekwencja będzie niska.
13. Zwycięzca proszony jest o wstawienie na FP mojego bloga zdjęcia wygranej z odpowiednim oznaczeniem.

POWODZENIA!
Czytaj dalej

Metamorfoza mojego pokoju - cz. 1

Bardzo dawno temu pisałam Wam o tym, że planuję w jakimś stopniu odmienić swój pokój. Ten cały proces trwał tak długo, ze aż wstyd. Co lepsze, jeszcze nie został ukończony, jednak ciężko jest tak z dnia na dzień wyłożyć na stół gotówkę i szaleć na zakupach, szczególnie jeżeli jest się biedną studentką. Postanowiłam więc, że stopniowo będę odmieniać swoje cztery kąty, by mój budżet nie ucierpiał, aż tak bardzo i by małymi krokami zmierzać do pokoju, który od dawna chciałam. Obiecywałam Wam, że pokażę Wam tę metamorfozę i słowa dotrzymuję.


Mój pokój pozostawiał bardzo wiele do życzenia. Nie wiem skąd wpadł mi do głowy pomysł, by pomalować go na zielono, bo ja nawet za tym kolorem nie przepadam prawdę mówiąc. Zazwyczaj w moim życiu wszystko jest  raczej przemyślane, ale czasem lubię też kierować się impulsem, więc chyba ten kolor ścian właśnie na ten impuls zrzucę. Muszę przyznać, że dobrze przebywało mi się w tym kolorze, bo podobno zielony uspokaja. Z perspektywy czasu w to wierzę, ale biorąc pod uwagę różnorodność moich mebli i nagromadzone dookoła bibeloty, efekt nie był taki, jaki chciałam. Po prostu za dużo się tu działo. Lubię powtarzać powiedzenie, że mniej znaczy więcej, ale patrząc na poprzedni wygląd mojego pokoju jakoś tego nie widać. Pewnego dnia powiedziałam sobie dość i zaczęłam powoli planować wygląd swojego pokoju oraz budżet jaki potrzebuję. Z racji, że wyszło tego dość dużo jak na moją kieszeń, postanowiłam zakupy te rozłożyć na raty i takim oto sposobem, dziś mieszkam sobie w pokoju, który w końcu mi się podoba. Teraz chciałabym pokazać Wam kolaż ze zdjęciami mojego pokoju przed metamorfozą:


Na początek zaczęłam od koloru ścian, z których zniknęła zieleń, a w jej miejsce na ścianach zagościła biel. Dzięki temu prostemu "zabiegowi", pokój stał się większy i jaśniejszy. W drugiej kolejności postanowiłam zmienić lampę wiszącą - wcześniej był to papierowy lampion, który po kilku latach prezentował się już okropnie. Nieco zżółkł, a papier zaczynał się rwać. Na stronie IKEA upatrzyłam sobie piękną lampę wiszącą KNAPPA. Poprosiłam bratową o przysługę i tak za jakiś czas lampa była już u mnie. 


Troszkę czasu zajęło mi jej złożenie, ale z pomocą filmiku na YouTube jakoś poszło. Powyższe zdjęcie przedstawia jeszcze moje kombinowanie. Jak widzicie, w rogu wiszą niebiesko-granatowo-białe cottonballsy. Wcześniej miałam w planach, by pokój był biały z niebieskimi/turkusowymi dodatkami. Po jakimś czasie znów mi się odmieniło i cieszę się z tego powodu, bo do jasnych ścian i ciemnych mebli postanowiłam stopniowo dodawać pastelowe dodatki, które cały pokój rozweseliły. Na początek kupiiłam pastelowe cottonballs z Biedronki. Na całej długości ściany, zaraz pod skosem, przykleiłam fototapetę, która imituje cegłę. Dzięki niej, mój pokój jeszcze bardziej się wydłużył i wygląda na zdecydowanie większy. Kupiłam również narzutę i poszewki na poduszki KARIT z IKEA. W prezencie od brata dostałam nowy stolik, który pełni funkcję stolika nocnego i sztuczny kwiatek (też z IKEA).





Samej też zdarza mi się przygotowywać jakieś dodatki, jednak nie jest to nic pracochłonnego. Teraz, nad moim łóżkiem wisi obrazek, który przedstawia pastelowy sukulent. Włożyłam go w antyramkę w rozmiarze A4. Jego miejsce często zastępują inne grafiki. Jeszcze do niedawna za szkłem widniał flaming, a jeszcze wcześniej miętowy ananas. Wspaniałe jest to, że mając jedynie drukarkę, możemy mieć na ścianie co tylko sobie zamarzymy.


Plakat "TRAVEL" od Little Things jest co niektórym znany, ponieważ pokazywałam go już Wam na Instagramie i na blogu. Postanowiłam zmienić jego miejsce i znad łóżka powędrował prosto nad telewizor. Zamówiłam również na Aliexpress motyle, które przykleiłam do ściany. Dzięki temu, że można je zginać, możemy uzyskać fajny efekt 3D. Kupiłam motyle w kilku kolorach, ale najbardziej podobały mi się białe, szare i jasne niebieskie.


Jestem także naczelną fanką kaktusów, a że nie mam za bardzo ręki do kwiatów, moją "półkę kominkową" zdobią kaktusy DIY od mojej koleżanki (półkę też planuję przemalować, ale jeszcze nie wiem na jaki kolor).  Doniczki wypiekane są w specjalnym piecu, a same kaktusy zrobione są z filcu w różnych kolorach. Na czubkach mają urocze różyczki, a na sobie różnego rodzaju imitacje kolców. Jestem nimi zachwycona. W środku doniczek jest gips, który trzyma kaktusy w ryzach, a na jego górę, wysypałam kamyki w białym i różowym kolorze.


Na razie pokazałam jedną stronę pokoju, a teraz pora skupić się na drugiej części. Oczywiście, na niej również panuje biel, ale w dalszym ciągu występuje tam ta wspomniana już różnorodność mebli, która na razie jest dla mnie nie do zaakceptowania. W niedalekiej przyszłości planuję zakup białych mebli, ale niestety nie wiem kiedy mi się uda na nie nazbierać. Oby jak najszybciej. Jeżeli moje zbieranie się nie powiedzie, wtedy zastanowię się nad przemalowaniem obecnych - naoglądałam się już wielu projektów DIY z malowania mebli i nie jest to, aż takie straszne. Czas pokaże który sposób okaże się dla mnie najlepszy i najbardziej realny do zrealizowania. Jeżeli wymienię meble na białe, wtedy też pozbędę się ciemnobrązowych dodatków, tj dywanika i zasłon. Z całej metamorfozy jestem zadowolona, oczywiście chciałabym, by kilka rzeczy wyglądało jeszcze inaczej, ale cóż - może jak wygram w Lottka. W takich chwilach zazdrości się osobom bardzo zamożnym, ponieważ od ręki mogą urządzać swoje mieszkania w takim stylu w jakim tylko chcą, albo wchodzą na gotowe do domu zrobionego już pod klucz, jak http://apm-development.com.pl/ i wynajmują specjalistów do zaaranżowania całego metrażu. Czasem ktoś ma ogólną wizję tego, jak mieszkanie ma wyglądać, ale ciężko mu te myśli z głowy przerzucić do rzeczywistości.

A Wy przykładacie dużą wagę do wyglądu swojego pokoju? Jakie kolory królują w Waszych pokojach? Gdzie najczęściej kupujecie do nich dodatki? I przede wszystkim, jak podoba się Wam metamorfoza mojego pokoju?
Czytaj dalej

sobota, 22 kwietnia 2017

Calvin Klein Sheer Beauty, piękny zapach na wiosnę

Choć za oknem pogoda nie wskazuje na to, że mamy wiosnę, to kalendarz podpowiada inaczej. Mam obecnie sporo zapachów, których używam, ale są to dość ciężkie zapachy, które kupiłam jesienią czy zimą. Potrzebowałam czegoś typowo wiosennego, świeżego i lekkiego.Korzystając z okazji, że na Iperfumy.pl woda toaletowa Calvina Kleina Sheer Beauty były w promocji, postanowiłam w ciemno skusić się na jej zakup. Z wersji Beauty byłam bardzo zadowolona, więc może nieco lekkomyślnie, ale pomyślałam, że różowa musi być jeszcze fajniejsza.


Buteleczka niczym nie różni się od wersji Beauty, poza lekko różowym odcieniem. Wygląda schludnie, bardzo skromnie, ale po prostu pięknie. Jest to zdecydowanie ładniejsza odsłona, choć tak naprawdę różnica jest niewielka. W mojej garderobie na próżno szukać różowych ubrań, dodatków też nie mam zbyt wielu w tym odcieniu. Jednak jeżeli chodzi o dodatki do wnętrz czy kosmetyki, róż jest u mnie zawsze mile widziany. Atomizer się nie zacina, super rozpyla wodę toaletową, która opada niczym delikatna mgiełka. Bardzo przyjemne uczucie. Nutami zapachowymi tej wody są brzoskwinia Bellini, czerwone jagody, bergamotka, jaśmin, różowa lilia, piwonia, drzewo sandałowe, piżmo oraz kwiat wanilii. Ja najbardziej wyczuwam w nim jaśmin.


Połączenie tych nut to strzał w dziesiątkę! Zapach jest delikatny, świeży, subtelny i kobiecy. Idealnie wpisuje się w wiosenną aurę (może nie obecną, ale ogólną). Jest to niewątpliwie zapach kwiatowy, co zresztą widać po nutach. Nie jest to zapach za słodki, nie dusi, nie przytłacza. Gwarantuje lekkość jakiej właśnie potrzebowałam. Zapach nie należy do tych najtrwalszych. Dość szybko się ulatnia, ale jego piękna woń mi do wynagradza. Udało mi się kupić Sheer Beauty w promocji i za buteleczkę o pojemności 100 ml zapłaciłam 99 zł. Uważam, że to bardzo mało jak za tak wielką pojemność, więc tu wielki plus dla Iperfumy. Mimo, iż do zakupu tego zapachu podeszłam dość lekkomyślnie, bo nie znając go, zamówiłam od razu największą wersję, to absolutnie nie żałuję swojej decyzji. Zapach idealnie wpisuje się w mój gust, jest taki, jakiego właśnie potrzebowałam.

Znacie zapach Sheer Beauty? Co o nim sądzicie? Wpasowuje się w Wasz gust czy wolicie inne nuty zapachowe?
Czytaj dalej

piątek, 21 kwietnia 2017

Tosave - urocze, kolorwe i eleganckie pędzelki

Odkąd po raz pierwszy zobaczyłam te piękne, kolorowe pędzelki wiedziałam, że prędzej czy później stanę się właścicielką jakiegoś setu. Prawdę mówiąc, nie pomyliłam się, ponieważ od jakiegoś miesiąca, te poniższe, raczą moje oczy każdego dnia. Są one tak piękne, że po prostu żal ich używać, rewelacyjnie spisują się jako gadżety do kompozycji na zdjęciu. Jakby nie było, nie takie jest jednak ich przeznaczenie, dlatego z wielkim bólem używałam ich do wykonywania różnych makijaży. Żal mi było używać tego pięknego, jasnego włosia do moich brązowych cieni, ale jak mus, to mus. Poniższe pędzelki pochodzą ze sklepu Tosave.


W pierwszej kolejności chciałabym przedstawić Wam tęczowe pędzle składające się z 6 elementów. Ich trzonki wykonane są z plastiku o nietypowym kształcie. Wyglądają jakby były wysadzane kolorowymi diamencikami. W promieniach słońca wyglądają po prostu zjawiskowo, a efekt ten mogliście zobaczyć na moim Instagramie, a ściślej mówiąc w Insta stories. Włosie jest nylonowe, dwukolorowe. Pierwszy raz mam tak jasne włosie w pędzlach. Przeważnie jest ono czarne, albo szare, a tym razem biało-różowe. Przez to ciężko się przełamać, by w końcu zacząć ich używać. Zestaw te składa się z pędzli do makijażu twarzy jak i oczu. Zaskoczył mnie jednak dość mały rozmiar pędzli, liczyłam, że są trochę większe. Jestem przyzwyczajona do dużych pędzli, więc posługiwanie się tymi znacznie mniejszymi sprawia, że robienie makijażu nieco się wydłuża (mam na myśli pędzle do twarzy). Mimo to, w kontakcie z twarzą czy powiekami włosie jest bardzo miłe, także sam proces malowania jest bardzo przyjemny.


Skusiłam się na jeszcze jeden zestawik pędzli. Tym razem wybrałam złoty set składający się z czterech pędzli do makijażu oka. Tu podobnie jak przy pierwszym zestawie, wygląd jest niemal identyczny, różni się tylko kolorem trzonków. W tym wypadku mamy do czynienia z pędzlami złotymi, które sprawiają wrażenie bardzo eleganckich i ekskluzywnych. W użyciu niczym nie różnią się od poprzedników. Poniżej macie zbliżenie na piękne włosie tych pędzli. Zachwycałam się nim kilka dni, bo w połączeniu z trzonkami wygląda magicznie. Myłam je już kilkakrotnie. Wiadomo, włosie nie wygląda tak samo jak od początku, delikatnie się "rozczochrało", ale nie wpływa to na malowanie. Włosie nie wypada, także klej trzyma bardzo dobrze w obu zestawach.



Na koniec mam jeszcze jeden, pojedynczy pędzelek. Przyjechał do mnie trochę odkształcony i do tej pory mu tak zostało. Jest to bardzo standardowy pędzel, taki jakich wiele. Ma czarny, drewniany trzonek i jak w przypadku poprzedników, nylonowe włosie. Do tego ma złoty element, który dodaje mu trochę elegancji. Włosie jest w kolorze śmietankowym, a jego góra w kolorze szarym. Na zdjęciu z modelką wyglądał na pędzel z ogromnym włosiem i przypominał mi mój pędzel do pudru Hakuro. W rzeczywistości wygląda gorzej. Używałam go sporadycznie do nakładania pudru na wyjazdach. Spisywał się przyzwoicie, w kontakcie z twarzą był bardzo delikatny i przyjemny. Trzonek póki co na swoim miejscu, choć nie wróżę mu długiej przyszłości (wszystkie trzonki z moim chińskich pędzli szlag trafia po kilku myciach stąd moja sceptyczność w tym przypadku).


Tak wyglądają moje pędzelki z Tosave. Jestem zakochana w tych kolorowych i złotych pędzlach - są po prostu bajeczne! Gdyby miały większy rozmiar, byłyby dla mnie idealne. Nie podaję Wam cen pędzli, to trzeba sprawdzać na bieżąco, ponieważ pędzelki często są w jakichś promocjach, więc ich cena jest zmienna. Każdy komplet zalinkowałam, więc można sobie śmiało monitorować ich cenę. Po przeliczeniu tych cen na złotówki pędzle nie są zbyt drogie, więc tym bardziej wydaje mi się, że warto się im przyjrzeć. Firma poza prowadzeniem sklepu Tosave prowadzi również sklep Rose Hair Extensions, na którym znajdziecie włosy do przedłużania. Ja na razie nie planuję wykonywać takich "zabiegów", ale kiedy myślę o ślubie za rok, to zastanawiam się, czy nie zdecydować się na doczepienie dodatkowych włosów. Nie po to, by je przedłużyć, bo włosy mam długie, ale po to, by trochę je zagęścić. Robił ktoś tak?

Co sądzicie o powyższych pędzelkach? A może macie już swoje zestawy?
Czytaj dalej

Metamorfoza altanki - wykorzystanie palet budowlanych

Pisanie postów DIY i im podobnych sprawia mi dużą frajdę. Dziś cieszę się podwójnie, ponieważ metamorfoza dotyczyła będzie większego obiektu. Do tej pory były to przeważnie rzeczy małe jak np. lampiony czy doniczki. Wykończenie mojej ogródkowej altany trwało dość długo. W sumie same prace trwały krótko, ale zebranie się w sobie pochłonęło najwięcej czasu. Jednak dziś mogę powiedzieć, że altanka jest niemal taka jak sobie z mamą zaplanowałyśmy. Przy okazji zaprezentuję Wam fajny sposób na wykorzystanie palet budowlanych, które od wielu sezonów są wciąż na topie.  Może powiem też genezę powstania tej altanki. Przeważnie kiedy szliśmy zrobić sobie ognisko - spotykał nas deszcz. Wtedy prędko zbieraliśmy rzeczy i uciekaliśmy do domu. Takie nasze szczęście. Tata postanowił zbudować altankę z kominem, by można było palić ognisko w środku i tym samym ochronić się przed deszczem. Pomysł świetny! Teraz pokażę Wam zdjęcia.


Za metamorfozę tej altanki odpowiada cała moja rodzina - ja ją odmalowałam (gdyby ktoś był ciekawy, to był to drewnochron w kolorze TIK), tata przykręcił palety budowlane - wydaje mi się, że był to świetny pomysł, ponieważ prezentują się one bardzo ładnie. Zostały zamontowane tylko z dwóch stron, żeby w całej altance było więcej przestrzeni. Teoretycznie nic nas to nie kosztowało, ponieważ mój tata przywiózł je z budowy. Następnie ja z mamą od środka przyczepiłyśmy folię pistoletem na zszywki, by nikomu nie wiało po plecach. Sama folia nie wyglądała zbyt ładnie, więc postanowiłyśmy wykorzystać nasze żaluzje z maty bambusowej (które nie sprawdzały się na tarasie, bo bardzo przepuszczały słońce) i przyczepić je w celu zasłonięcia folii. One również zostały pomalowane drewnochronem. Tata na górę palet przykręcił deski i zrobiły się z nich fajne półki. Można tam ustawić lampiony i różnego rodzaju dekoracje. W środku jest palenisko, które tata obrobił kamieniem, na wierzchu ciekawa półka z wielkiego, płaskiego kamienia, otoczona cegłą. W środku pojawił się też "żuraw", który uspawał mój wujek. Ruszt był już tylko kwestią czasu - udało się go kupić przy okazji. Bok altanki ma przedłużony dach - chcieliśmy, by zmieścił się tam także stół i krzesła oraz by był on bezpieczny od ewentualnego deszczu. Do altanki dokupiłam także dwa sznury kolorowych lampionów-żarówek w Biedronce, jednak wieszamy je tylko wtedy, gdy tam idziemy z uwagi na częste burze i wiatry, które by im nie sprzyjały. Wierzcie mi na słowo, wieczorem jest tam po prostu pięknie!  Palenisko w środku to był rewelacyjny pomysł, choć muszę przyznać, że czasem jest tam po prostu za gorąco. Niebawem nadejdzie lato, a ja mieszkam na poddaszu, więc u mnie będzie po prostu upał. Czasem jest tak gorąco, że nie można usnąć. Przydałaby się wtedy klimatyzacja. Marzę o takiej z http://feelco.pl/. W zasadzie to taki cały system - kidy zimno, to grzeje, kiedy gorąco chłodzi - marzenie!

Jak podoba się Wam teraz moja altanka? Może coś jeszcze byście do niej dodały?


Czytaj dalej

Veera - pięknie ściskam! Profilaktyka przeciwżylakowa

Kiedyś pisałam dla Was artykuł dotyczący żylaków - skąd się biorą, co im sprzyja i jak je zwalczać. Sama jeszcze nie mam żylaków, ale patrząc na moich rodziców, wielce prawdopodobne jest to, że będę je mieć. Jak to mówią, lepiej dmuchać na zimne i odpowiednio się zabezpieczyć. Postanowiłam wypróbować produkty uciskowe - profilaktycznie. Mam 2 pary pończoch, które uwielbiam nosić oraz rajstopy. Wybrałam dwa warianty kolorystyczne  w odcieniach czerni i beżu - według najbardziej uniwersalne.


Produkty te, to świetny wynalazek. Mają pomagać przy zmęczeniu nóg, niewydolności krążenia, obrzękach nóg, pękaniu drobnych naczyń (pajączków), przy siedzącym lub stojącym trybie życia czy skłonności genetycznej do żylaków. Szeroka gama kolorystyczna oraz kilka wariantów wyboru (rajstopy, pończochy, podkolanówki) przemawiają na ich korzyść. Są zapakowane w ładne pudełeczko z wieczkiem. W środku zafoliowane i owinięte na tekturce. Pudełka są dobrze opisane. Rozmiary dostępne są od 1/S do 5/XXL. W tabelce poza rozmiarami wypisane są także ich odpowiedniki wagowe oraz wzrostowe, dlatego łatwo jest dopasować coś sobie jak i komuś bliskiemu.


Jak widzicie na dolnym opakowaniu, jeden zestaw pończoch jest oznaczony jako "unisex", co oczywiście znaczy, że przeznaczony jest zarówno dla kobiet jak i mężczyzn, co jest świetną opcją. Produkty są super wyprofilowane. Nie wyglądają jak zwykłe rajstopy. Po rozłożeniu mają kształt nogi z wyznaczonym miejscem na piętę czy też szerszym miejscem na łydkę. Są to produkty uciskowe, więc mogą sprawiać wrażenie za ciasnych, ale nie ma co się przejmować - tak ma po prostu być, by działanie było prawidłowe. Pończochy od wewnętrznej strony wyposażone są w silikonowe przylepce, dzięki którym świetnie trzymają się na udach. Nie ma konieczności zakładania do nich pasa do pończoch.




Poza kolorem czy krojem, marka Veera dopasowana jest także do Twoich potrzeb związanych z dolegliwościami. W sprzedaży są 3 stopnie ucisku. Pierwszy - 40 DEN, dla osób prowadzących siedzący tryb życia. Ucisk profilaktyczny 8-12 mmHg idealny przy objawach bolących, zmęczonych i ciężkich nóg. Drugi - 70 DEN, dla osób wykonujących stojącą pracę. Ucisk profilaktyczny 13-17 mmHg. Świetnie sprawdza się na zmęczone, bolące i spuchnięte nogi (obrzęk w okolicy kostki ustępujący po przespanej nocy), a także na bóle pod koniec dnia. Trzeci - 140 DEN, przy pierwszych objawach dolegliwości żylnych. Jest to I klasa ucisku 18-21 mmHg, która sprawdza się przy pierwszych zmianach żylnych, pękaniu naczynek, pajączków, przy obrzękach nóg czy przy ciągłym ich bólu.


Najfajniejsze w tych produktach jest to, że możemy dobrze działać na nasze nogi, a nikt o tym nie wie. Pończochy 40 DEN, które wybrałam są cienkie, więc idealne na tę porę roku, dodatkowo przylepiec od zewnętrznej strony jest koronkowy, co jest bardzo seksi. Wyglądem na nogach niczym się nie zdradzają. Ciekawe jest też to, że wykonane są w technologii Silver+, co znaczy, że zawierają jony srebra, które gwarantują lepszą higienę, ochronę i świeżość. Wyrób zachowuje także właściwości uciskowe przez co najmniej 6 miesięcy. Cieszę się, że skusiłam się na nie, ponieważ moje nogi czują się zdecydowanie lepiej, a przez to ja sama czuję się bardziej wypoczęta. Nie pozostaje mi nic innego jak tylko polecić Wam te produkty! Dzięki takim rajstopom można podnieść jakość swojego życia, dzięki czemu prezentować się po prostu dobrze. Jakoś życia podnoszą również inne zabiegi, jak np. magnetoterapia. Szerzej na jej temat możecie poczytać tu biomag.pl. Ja dodam w skrócie, że magnetoterapia stosowana jest w celu osiągnięcia działania przeciwbólowego, wazodylatayjnego (rozszerzanie tętnic oraz przyśpieszenia procesów gojenia i regeneracji.

 Stosujecie tego typu produkty profilaktycznie?
Czytaj dalej

DIY - Lampion do ogrodu - pomysł nr 1

Kto czyta mnie od jakiegoś czasu ten wie, że jestem wielką fanką projektów DIY - zrób to sam. Uważam, że to świetna okazja, by niewielkim nakładem finansowym zrobić coś swojego, oryginalnego i niepowtarzalnego. Nierzadko to też szansa nadania nieprzydatnym przedmiotom nowych funkcji czy drugiego życia. Wczoraj skupiłam się na lampionach - na ogródku mój tata wybudował altankę. Planujemy ją z mamą ładnie urządzić i przydałyby się do tego właśnie ładne i klimatyczne lampiony. Kupiłyśmy już z mamą sznur kolorowych, dużych żarówek z Biedronki (pokazywałam je na Instagramie), więc by dopasować się do nich klimatem, tu również postawiłam na kolor. Niebawem rozpocznie się sezon grillowy i ogniskowy, więc będą pasowały tam jak ulał.


Żeby wykonać lampiony potrzebne są ładne słoiki - chciałam żeby wszystkie miały ciekawy kształt i były tych samych rozmiarów. Wolałam udać się do sklepu niż buszować w swoich słoikowych zbiorach, ponieważ ciężko byłoby mi właśnie znaleźć coś nietypowego w większej ilości. Kupiłam zatem 6 słoików po 2 zł w pobliskim sklepie. Idąc do kasy, zauważyłam też zawiniątko z kolorową bibułą prostą i wtedy mnie olśniło i wiedziałam już co z nią zrobię.


Pocięłam kilka kolorowych paseczków odpowiedniej długości i przykleiłam je od wewnętrznej strony słoika. Nie jest to proste zadanie, bibułka jest bardzo cienka, zawija się, poza tym kształt słoika nie ułatwia zadania. Na szczęście otwór jest na tyle duży, że moja ręka zmieściła się tam i mogłam co nie co skorygować. 


Kiedy już wszystko przykleiłam, wsadziłam do środka podgrzewacz uprzednio wsadzając go w szklany świecznik. Bibułka jak wiadomo jest papierowa i szklany świecznik ma tu za zadanie ochronić ten papier przed ewentualnym podpaleniem. Tata podsunął pomysł, że można by to zabezpieczyć lakierem, ale wtedy byłby to lampion na zawsze, a tak, zawsze można papier zdrapać i zrobić coś nowego. Tak prezentuje się nocą.


A teraz jeszcze szybki sposób na wiązanie. Swojego czasu w Biedronce w dziale z rzeczami do ogrodu można było kupić sznurek jutowy za 2,99 zł. Skorzystałam z tej okazji, bo wiedziałam, że kiedyś na pewno mi się przyda. I tak też się stało. Sznurek jest dość cienki, więc postanowiłam użyć go podwójnie.


Zatem okręcamy słoik podwójnym sznurkiem, związujemy, jednak trzeba pamiętać, by nie zawiązać go zbyt mocno i zbyt lekko. W grę nie wchodzi zbyt mocne związanie, ponieważ nie będziemy mogli wykonać następnego kroku, z kolei za luźne też nie będzie odpowiednie, ponieważ słoik najzwyczajniej w świecie wypadnie z wiązania. Trzeba to zrobić z wyczuciem. Dodatkowo trzeba to zrobić nierówno, tj. jeden koniec zostawić krótki, a drugi bardzo długi.


Długi koniec przenosimy na drugą stronę i przekładamy go pod sznurkiem już zawiązanym. Regulujemy sobie długość "ucha" i zawiązujemy supełek. Końcówki z obu stron obcinamy na odpowiednią i równą po obu stronach długość.



Niebawem planuję zaprezentować Wam swoje kolejne pomysły na lampiony. Mam nadzieję, że zarówno ten jak i te następne przypadną Wam do gustu.Jeżeli ktoś nie ma wprawy, chęci czy czasu, może kupić gotowe lampiony. Widziałam ciekawy na stronie inspirion.pl, gdzie poza nimi znajdziecie niemalże wszystkie gadżety do kuchni czy biura i wiele wiele innych.

Lubicie DIY? Robiliście kiedyś lampiony? Podzielcie się pomysłami swoich wykonań.
Czytaj dalej